- Zbyszek
Mądrzy Warszawiacy w takich razach jak wczorajszy powiadają :"Pierwsze śliwki robaczywki".
Aczkolwiek trudno się nie zgodzić z Gawinem, co potwierdzają kierunkowe analizy meczów wielu lig w wielu latach ,że szczęście w piłce nożnej i nie tylko, stanowi połowę sukcesu,a nawet więcej.A Legia do tego farta dostępu nie doświadczyła.
Przy różnych okazjach składamy ludziom życzenia zdrowia , zapominając,że pasażerowie na "Titanicu" byli zdrowi ,ale zabrakło im szczęścia.
Przyjście do Legii trenera Marka Papszuna wywołało sraczkę medialną, którą wypada zracjonalizować i temu tematowi zdań kilka poświęcę.A piszę dość późno, bo doktory mają coraz więcej w moim jestestwie do powiedzenia, ku memu niezadowoleniu. .
Jednym z najczęstszych błędów poznawczych jest tak zwany społeczny dowód słuszności , określany jako efekt silniejszego. W jego następstwie ludzie mają skłonności do robienia różnych rzeczy tak, jak zawsze były robione ,a zachowują się w ten sposób ponieważ naśladują innych.
Piłka nożna to dość konserwatywny i często wsobny świat. A ponieważ potęga wspomnianego błędu poznawczego jest nawet większa niż w innych dziedzinach życia , to fałszywe koncepcje potrafią być w nim znacznie bardziej żywotne. Np. w Anglii dogmat grania długą piłką , który stworzył Charles Reep wywarł przez wiele lat wpływ na sposób gry ,mimo ,że powstał wskutek złej interpretacji danych. Wydaje się wręcz,że przełamywanie konwencji i powszechnie panujących opinii - innymi słowy modernizacja - jest szczególnie trudne zwłaszcza w futbolu ze względu na bardzo silne wpływy kibiców i mediów, w których główną rolę fachur odgrywają dawni piłkarze twierdzący ,że kiedy oni grali to było lepiej i wystarczy do tego co było wrócić,a będzie lepiej.
Nowatorzy, którym na dodatek nie udaje się natychmiast odnieść sukcesu są krytykowani znacznie ostrzej od tych co podążają za stadem.
Już choćby z tego powodu godnym uwagi wydarzeniem był sposób w jaki Marek Papszun znalazł się w poważnym futbolu. Jeszcze młody przedsiębiorca po nabyciu klubu Raków postanowił zatrudnić szkoleniowca wykorzystując metody naboru kadr kierowniczych jakich nauczył się podczas studiów na Politechnice Częstochowskiej na zajęciach z prakseologii. Pan Świerczewski ogłosił nabór i po zgłoszeniu się kandydatów odbył z każdym rozmowę pytając o zgodę na uczestnictwo w procesie kwalifikacyjnym. Najpierw kandydaci poddani zostali badaniom testowym nie tylko z kreatywnej inteligencji , cech osobowości ,ale i odporności psychicznej i stabilności emocjonalnej . Następnie odbyli sesję rozmów z psychologiem i musieli opracować plan , który stanowić będzie podstawę rozwoju klubu w kontekście awansów do wyższych klas rozgrywkowych . Na samym końcu do którego dotrwał tylko Papszun właściciel ustalił zasady współpracy, w tym wzrost wynagrodzeń trenera ,a także wzrost nakładów na klub zależnych od wymiernych efektów.
Nie tylko dzięki daleko wybiegającemu w przyszłość planowi drugoligowa drużyna mocno zagnieździła się w Ekstraklasie ,ale także dzięki doborowi nietuzinkowych osób do sztabu oraz zawodników do drużyny. Marek Papszun nie grał w żadnym poważnym klubie i tym różnił się od większości trenerów będąc przykładem wejścia do zawodowej piłki z funkcji nauczyciela oraz szkoleniowca młodzieży. Owszem system certyfikacji sprawia ,że trenerzy młodzieży są wyposażeni w rzetelna wiedzę,ale nie zastąpi ona doświadczenia na którym można bazować. Przychodząc do Legii trener Papszun jest na pewno lepiej przygotowany do zawodu, niż kiedy zaczynał pracę w Rakowie.
Rozpoczynając pracę w Rakowie trener Papszun odważnie zerwał z kilkoma utartymi poglądami ,a mianowicie nie wszedł w schemat grania dominującymi w owym czasie systemami 4-2-3-1 lub 4-4-2 na rzecz wymyślonego przez siebie ustawienia -3-4-3 ( 2+1) oraz zmianom ustawienia w trakcie meczu, zależnie od fazy gry. Skłoniła go do tego świadomość słabości zawodników jakimi dysponował i uznał,że lepiej będzie jak nie będzie ich uczył różnych stylów ,a czas treningowy poświęci na doskonalenie zasad taktycznych. Papszun uważał i nadal uważa,że nie ustawienie robi różnicę ,ale ,że najważniejsze są przestrzenie ,które można wykorzystywać w zgodzie z najmocniejszymi stronami zespołu i oczywiście energicznym sposobem obrony.
Papszun przełamał także inne sposoby myślenia jak atakowanie poprzez zagrywanie piłek spod linii bocznych. Za tą metodą stoi logika, bo prowadzenie gry przez zatłoczony środek jest trudne ,ale też zespoły broniące wypychały napastników w boczne sektory . Papszun tymczasem sprawił ,że Raków atakował tam gdzie można stworzyć największe zagrożenie , właśnie przez środek. Dlatego też Papszun ogromną wagę przykładał do znalezienia wszechstronnego ,ale skutecznego środkowego napastnika.
Wiedząc ,że w nowoczesnym futbolu plany meczowe daleko wykraczają poza proste polecenia dla zawodników trzeba się w nowoczesnym otoczeniu taktycznym odnaleźć.Obecnie chodzi o to ,aby przygotować drużynę na konkretne fazy meczu i różny przebieg spotkań, tak ,aby zawodnik wiedział co ma robić w każdym momencie i w każdej sytuacji.
Ci zawodnicy , którzy pracowali z Papszunem przekonują,że trener od każdego zawodnika wchodzącego do zespołu oczekiwał żelaznej dyscypliny w wykonywaniu nałożonych zadań taktycznych , ale kiedy nabierał do zawodnika zaufania to zezwalał na wnoszenie własnych innowacji w rozwiązywaniu sytuacji meczowych. Z czasem Papszun w Rakowie wypracował swoistą metodę decentralizacji zadań i założeń w 3 podstawowych strefach boiska i fazach meczowym czyli w obronie , środku pola i w ataku. W najlepszym okresie gry Rakowa funkcje "kierownicze" w tych strefach spełniali odpowiednio : Arsenicz, Tudor i Ivi Lopez.
Przychodząc do Legii z bagażem doświadczeń Papszun ma prawie wszystko poza czasem , który miał w Rakowie ,a którego nie ma w naszym klubie.
Niezależnie od własnego wkładu Marek Papszun stał się twórcą trendu , który parę lat temu opanował prawie wszystkie zespoły ligowe gry z "trójką "obrońców . Pewnikiem trenerzy uznali ,że skoro trener znikąd ma sukcesy to wynikają one z systemu gry i w niego weszli ,a jeszcze inni naśladowali , z różnym skutkiem Papszunowe rozwiązania.Miało to też ten efekt ,że teoretycy opracowali te zasady na jakich opiera się gra w ustawieniu 3-4-3 ( 2+1).
Ustawienie 3-4-3 ( 2+1) odznacza się charakterystycznymi zależnościami pomiędzy zawodnikami. Niską strefę obsadza 3 obrońców, "piętro " wyżej wspiera ich dwóch środkowych pomocników, za zapewnienie szerokości ataku odpowiedzialni są dwaj gracze wahadłowi, zaś formację ataku tworzy środkowy napastnik ( kończący ) i dwóch dogrywających . Pomiędzy zawodnikami można wyróżnić dwie główne struktury złożone z 4 lub 5 zawodników w defensywie co wpływa na konstruowanie akcji ofensywnych.
Kiedy zespoły grają w identycznym ustawieniu jak wczoraj Legia i Korona dochodzi do starcia systemów jednoimiennych. W spotkaniu dwóch takich samych zestawień każdemu zawodnikowi jednego zespołu można przypisać do krycia frontalnego ( na wprost) jednego gracza drużyny przeciwnej. Pozornie wydawać się może ,że większe szanse ma ten zespół, który "wygra" więcej pojedynków 1x1.
Jednak jak wiemy w przypadku systemów jednoimiennych celem gry pozycyjnej jest stworzenie sobie przewagi za linią strefy lub pressingu przeciwnika. Tym samym jedna drużyna w swoich atakach może dążyć do "wciągnięcia" przeciwnika na swoją połowę, aby zyskać swobodę w budowaniu akcji na tej części boiska, która jest chroniona przez rywali. Celem takiego zabiegu jest ustawienie napastników twarzą do bramki rywali i wyzyskanie przewagi szybkościowej nad obrońcami. Niebezpieczeństwo dla atakujących powstaje kiedy stracą oni piłkę, gdyż to przeciwnik zyska przewagę pozycyjną i może wykorzystać wolne strefy gry.
Biorąc pod uwagę bardziej szczegółowe pozycje konkretnych graczy to w obronie niskiej może przed 3 obrońcami operować 2 pivotów co stwarza pięciokąt ( ustawienie 5-4-1) lub tylko jeden z nich. Takie ustawienie obrony praktycznie uniemożliwia grę prostopadłą piłką ,ale też rodzi dylemat po stronie obrońców ; kryć konkretnego rywala czy zamknąć mu przestrzeń do gry .
Nie tylko pivoci mogą obniżyć swoje ustawienie , lecz także wahadłowi . Wówczas zamykana jest przestrzeń w bocznych sektorach ,ale otwiera się ta za plecami obrońców. Ale kiedy atakujący stracą piłkę to dotychczasowi broniący mogą dowolnie wybrać kierunek ataku i dalszy jego rozwój, już na połowie rywali.
Innym skutecznym wariantem może okazać się przejście na grę 'czwórką " z tyłu , wówczas jeden z pivotów obniża swoją pozycję wchodząc pomiędzy stoperów,pełniąc rolę "szerokiej ósemki" co stanowić może sygnał do większej rotacji i wymiany pozycji pozostałych graczy , przy czym skrajny defensor staje się wolnym zawodnikiem mogącym inicjować kontratak. W ten sposób oba zespoły ustawiają się 4-2-4 co jest korzystniejsze dla atakujących , którzy stwarzają sobie podstawy do ataku pozycyjnego w strefie niskiej ,nie osłabiając przestrzeni z dala od piłki.
Po takim rozszerzeniu pola gry zespół atakujący z powrotem może kierować się w sektory wewnętrzne, na co broniący zwykle odpowiadają zawężeniem ustawienia w niższym bloku obronnym.
Ten układ sprawia ,że atakującym niejako opłaca się skupić gros sił z dala od bramki i wykorzystywać wyższe umiejętności indywidualne . Kiedy dochodzi do takiej taktycznej sytuacji graczom obwodowym "opłacają " się podania do tyłu , dzięki którym następuje skrócenie pola gry i pojawia się więcej miejsca za plecami rywali.
Jednak optymalnym rozwiązaniem dla atakujących jest zmuszenie obrońców do głębokiego wejścia w strefę niską, bo co prawda tracą możliwość zagrania piłki za plecy,ale zyskują możliwość zagrania w najbardziej czuły punkt znajdujący się w narożniku pola bramkowego . W przypadku zagrania w tę przestrzeń bramkarz ma za daleko do piłki , środkowy obrońca musi obrócić się wokół własnej osi , a wahadłowy nie nadąża - co sprawia ,że atakujący może wykonać podanie kończące lub oddać celny strzał na bramkę.
W opisanym w wielkim skrócie sposobie gry w ustawieniu 3-4-3 ( 2+1) wyraźnie widać,że parametry gry takie jak posiadanie piłki i ilość podań , a nawet czas przebywania z piłką na połowie rywali odgrywają pośrednią rolę, bowiem większe możliwości pokonania przeciwnika ma ten zespół, który potrafi odbierać lub przechwytywać piłki robiąc z nich użytek poprzez zagospodarowanie wolnych przestrzeni i korytarzy z wykorzystaniem środkowych rejonów boiska w bliskości pola bramkowego rywali.
Po skrótowym omówieniu zasad gry w systemie pora przejść do oceny jak obie drużyny wczoraj odnalazły się w grze takimi samymi systemami.
Trener Papszun , tak w Rakowie jak i Legii jest przewidywalny co do zasad doboru graczy do składu wyjściowego. Po pierwsze nie kieruje się analizami gry rywali pod kątem neutralizacji silnych stron i wykorzystania słabych, bo jego zespół "gra swoje' , po drugie ustala hierarchię na każdej pozycji biorąc pod uwagę nie tylko kto jest lepszy ,ale kto jest bardziej przydatny i po trzecie nie ukrywa przed zawodnikami i przed mediami swych wyborów. Inaczej mówiąc gra w otwarte karty. Lecz ten cwancyk Papszuna, tak jak wczoraj stał się swego rodzaju prezentem dla cwanego trenera Korony, który przydzielił Rajoviczowi plastra w osobie Sotiriou oraz Kacprowi Urbańskiemu Matuszewskiego.
Pewnikiem, gdyby byli zdrowi to zagraliby Kapuadi, Wszołek i Vinagre. Dużym zaskoczeniem jest powrót do I składu Artura Jędrzejczyka, który przez poprzedników był ledwo tolerowany , lecz ten powrót to nie oznaka siły Legii skoro trener sięga po prawie czterdziestolatka. Mnie się podoba wykorzystywanie Kacpra Urbańkiego jako swego rodzaju odpowiednika Lopeza w Rakowie, który wczoraj ściśle kryty przez Matuszewskiego nie pokazał swoich walorów,ale też klasowy zawodnik nie powinien dać się tak łatwo wyłączyć przez zawodnika znacznie gorszego.
Od początku nasz zespół był nastawiony na kontrolowanie wydarzeń na boisku , którą miała zapewnić dokładność podań, solidność w postawie oraz współdziałanie pomiędzy formacjami. Lecz po stracie bramki z taktycznego ułożenia nic nie zostało. Owszem nie było leniuchowania ,ale para szła w gwizdek. Pewnikiem celem naszej drużyny była wygrana ,ale nasz zespół co i rusz naruszał balans pomiędzy bronieniem a atakowaniem poprzez wchodzenia często bez uzasadnienia taktycznego graczy defensywnych do strefy ataku. Przy grze na trzech środkowych obrońców było to ryzykowne i jak się okazało nieopłacalne.
Szczególnie wrażliwe dla efektywności gry naszego zespołu były straty piłek w środkowej strefie boiska. Można powiedzieć ,że takie straty są szkodliwe dla każdego zespołu ,ale wczoraj gra Legii w fazie przejściowej z obrony do ataku miała polegać na tym,że wszyscy zawodnicy ruszają do przodu łamiąc ustawienie obronne i po takich stratach piłek rywale dysponowali wolnymi polami, zwłaszcza w bocznych sektorach boiska .
Te straty niwelowały metodykę taktyki jaką pewnikiem Papszun chce wprowadzić do gry Legii, a która ma polegać na naciskaniu na rywali, zmuszaniu ich do wycofywania się do niskiej strefy , zmianie kierunków natarcia , wymienności pozycji i funkcji wraz z podchodzeniem w pobliże bramki rywali większej ilości zawodników.Ten sposób prowadzenia gry wymaga jednak płynności i każde niecelne podanie , pozwolenie rywalom na odbiór piłki rozbija ten misterny plan i sprawia ,że całą zabawę trzeba rozpoczynać od nowa. Wczoraj za dużo było zawodników mających trudności z panowaniem nad piłką nie tylko pod presją do których należeli : Kapustka, Stojanovicz, Piątkowski , Urbański i Reca.
Z jednej strony można zrozumieć decyzję o powierzeniu wykonywania rzutu karnego Rajoviczowi , bo jest on pełnoprawnym członkiem zespołu i na dodatek napastnikiem, który nie strzela bramek i trzeba wierzyć ,że dostąpi tzw. "przełamania' , bo kiedy ma to nastąpić jak nie przy karnym,ale z drugiej strony taki zawodnik od którego wymaga się strzelania bramek ,a tego nie czyni - dosięga potężny stres i tak jak wczoraj kiedy za bardzo się chce - to z tej chcicy nic nie wychodzi. Teraz trener będzie miał dodatkowy ciężar w postaci wyciągnięcia Rajovicza z doła.
Wydawało się ,że po nieszczęliwie rozegranej I połowie nasz zespół jeszcze podniesie poziom gry,ale stało się odwrotnie , bo dostroiliśmy się do chaotycznej, rwanej , bezplanowej gry Rakowa. Nasi zawodnicy zapomnieli o zespołowości i usiłowali przełamać rywali indywidualnymi akcjami, z góry skazanymi na niepowodzenie przy podwajaniu krycia przez graczy Korony.
Nie dysponując przewagą w motoryce zawodnicy Legii usiłowali być szybsi , silniejsi od rywali zapominając ,że wypadałoby wykorzystać wyższe umiejętności techniczne, pomysłowość, kreatywność czy elementy zaskoczenia. Nawet kiedy rywale zostawiali nam sporo wolnej przestrzeni to nasi grali statycznie , bez przyśpieszenia , a bez tego nie da się wyjść na czystą pozycję do oddania skutecznego strzału. Takie marnowanie sił na grę w środku było tym bardziej niezrozumiałe,że nie tylko dwa rzuty karne , ale też gubienie się obrońców Korony w swoim polu karnym powinno wskazywać,że tam są najsłabsze ogniwa łańcucha i to w nie trzeba było walić jak w bęben.
Trener Papszun dokonywał zmian wzmacniając środkową formację ( wahadłowi i pomocnicy) , która powinna stanowić fundament pod natarcia i skuteczną obronę , lecz jej nie stanowiła. To z tego powodu struktura gry Legii była niestabilna i narażająca zespół na przypadkowe groźne akcje rywali i utratę bramek .
Trener Zieliński jest tym szkoleniowcem Korony, którego warunki nie rozpieszczają. bowiem co prawda w kadrze zespołu zachodzą od 2 lat niewielkie zmiany - co zaletą nie jest, gdyż poziom zawodników poza nielicznymi wyjątkami jest niski . Co prawda jest kilku graczy z niezłym CV jak Sotiriou, Remacle, Gustafson, Svetlin, Stepiński ,ale najlepsze lata mają za sobą. Mego zdania nie zmieniają dwie bramki Stępińskiego , bowiem padły one po prymitywnych błędach naszej obrony i trzeba by było wielkiej sztuki dokonać,aby goli nie zdobyć.
Najstarszy trener w ESie ( 64 lata) jest realistą wiedzącym,że jego gracze "prochu"nie wymyślą, więc stawia na wybieganie, waleczność i ofiarność co sprowadza się do wytrwałej obrony i wykorzystywania każdej okazji do atakowania bramki rywali. Uprawiają futbol siermiężny, brzydki,ale na inny ich nie stać.
Jednocześnie Korona to kolejny zespół , przeciwko któremu Legia traci kontrolę nad przebiegiem gry popełniając proste błędy , głównie w fazach przejściowych i tym samym pozwalając na nabieranie przez nich pewności siebie na zasadzie ,że "diabeł nie taki straszny jak go malują" .
Wczoraj zawodnicy Korony górowali nad Legionistami głównie intensywnością poruszania się oraz szybkością lokomocyjną.
Trener Zieliński nie wahał się przydzielając "plastry " Rajoviczowi i Urbańskiemu - co pewno uznał za opłacalne i w czym miał rację.
Sędzia Patryk Gryckiewicz ( 30 lat) jest tym arbitrem, który często wchodzi w bezpośrednie interakcje z zawodnikami rozmawiając z nimi, ostrzegając , jak również gestami wskazując na niestosowność zachowania w określonej sytuacji . W ten sposób zawodnik, któremu odgwizduje faul nie może powiedzieć,że nie wie za co . Taka postawa arbitra niewątpliwie wpływa korzystnie na czystość gry o czym zaświadcza fakt,że we wczorajszym spotkaniu nie zaszła potrzeba wymierzania kar indywidualnych. Wczoraj zawodnicy obu drużyn nie stworzyli trudnych decyzyjnie sytuacji , które określa się jako kontrowersyjne. Nie było fauli na pograniczu , nie było dywagacji czy był faul w polu karnym czy było zagranie ręką itp. , więc arbiter miał ułatwione zadanie. Podyktowanie rzutów karnych dla Legii nastąpiło po oczywistych przewinieniach , podobnie jak nieuznanie bramki dla Korony jako strzelonej ze spalonego.
Tym sposobem Patryk Gryckiewicz bardzo pozytywnie zaprezentował się na tle miernej gry obu drużyn, ze szczególnym uwzględnieniem postawy zespołu Legii.
Zmienił się trener w Legii,ale struktura gry drużyny nie uległa zmianie na lepsze. Pewnikiem jedną z przyczyn jest kwestia braku pewności siebie , bowiem w piłce nożnej mentalność kształtują wyniki. Aby wyjść na prostą zespół Legii musi zacząć wygrywać. I tyle w tym temacie .
This is a comment on "Legia - Korona 1-2: Mróz i strach"

