- a-c10
@ Senator:
pewnikiem kasa do jego prywatnej kieszeni nie do pogardzenia
To są, rzecz jasna, tylko zgadywanki. Nie znam przecież Dariusza Mioduskiego osobiście i bardzo wątpię, abym dostał jeszcze kiedyś szansę bliżej go poznać (zresztą, nie żeby jakoś specjalnie mi na tym zależało). Z tego jednak, co obserwuję, odnoszę silne wrażenie, że to nie jest gość, który goni za kasą. Znaczy owszem, niewątpliwie żyje na poziomie, którego przytłaczająca większość zwykłych zjadaczy chleba nigdy nie osiągnie. Wydaje mi się natomiast, że gdyby chciał zarabiać więcej, to z taką CVką spokojnie by mógł (jednocześnie oszczędzając sobie stresów związanych z prowadzeniem znanego klubu piłkarskiego). N’ale wtedy byłby po prostu jednym z wielu anonimowych korpoludków. A tak jest, co by o nim nie mówić, prominentną figurą europejskiego futbolu.
Piszę o tym dlatego, że moim zdaniem jemu nie da się tak po prostu zaświecić w oczy hajsem. Nie zadziała tu akcja typu dobra, Daruś, masz tu te trzydzieści, czy tam czterdzieści baniek więcej, zabieraj dupę w troki i wypierdalaj!. Leśnodorski stwierdził kiedyś, że za kasę, której Mioduski chce za Legię, dałoby się kupić średniej klasy klub Ligue 1. Może to jest rozwiązanie zagadki? Może Mioduski pozbyłby się Legii, gdyby mógł nabyć nie tyle nawet lepszy klub, co klub z lepszej ligi?
Ale czy to jest realny scenariusz, to przypuszczam, że wątpię
@ Dalkub:
No dobra, czyli spadek Legii stawiamy – przynajmniej na chwilę obecną – na półce obok Jasia i Małgosi. Coś mi również podpowiada, że nie będziemy się jakoś zażarcie kłócić o to, iż tylko trochę mniej abstrakcyjny jest hurraoptymistyczny rozwój wypadków, w którym Legia nagle zaczyna seryjnie wygrywać i ostatecznie po brawurowym marszu w górę tabeli zapewnia sobie Europę na przyszły sezon. Skupmy się zatem na tym, co bardziej realne. A tu dostrzegam dwa scenariusze.
Pozwolę sobie zacząć od tego, w moim odczuciu, bardziej prawdopodobnego – Legia zaczyna wygrywać. Nie, nie seryjnie, to już ustaliliśmy, ale od czasu do czasu. Ot, po prostu: los oddaje Wam wiosną to, co jesienią zajumał. No bo bądźmy szczerzy, o ile gra Legii w pierwszej rundzie nijak nie przystawała do Waszych – zwyczajowo przerośniętych
– ambicji, tak też nie była to postawa ekipy ze strefy spadkowej. Gdyby wpadło Wam to, co zdecydowanie powinno, wisielibyście teraz gdzieś w środeczku tabeli. A że bilans fuksa i pecha zawsze dąży do zera, to przypuszczalnie w rundzie rewanżowej parokrotnie się Wam przyfarci (byle nie 8. marca
) i koniec końców wylądujecie na tym dziesiątym, czy tam dwunastym miejscu, spokojnie ratując ligowy byt.
Jasne, nie będzie to wynik na miarę przedsezonowych oczekiwań, ale cóż, jak się nie ma, co się lubi… W końcu lepiej tak, niż spaść, prawda? Po przyzwoitej wiośnie odżyją nadzieje związane z Projektem Papszun, Fredi Bobić i Michał Żewłakow zostaną bez żalu pożegnani, Dariusz Mioduski zapowie, że tym razem to już jak bene-dene usunie się w cień i przekaże pełnie władzy Markowi Papszunowi, no i w przyszłym sezonie to już na pewno będziecie wymiatać.
Jakoś powątpiewam, aby taka atmosfera sprzyjała zarzewiom buntu. Czy to pośród tych bardziej, czy mniej zamożnych kibiców.
Scenariusz drugi, mniej realny, acz też, moim zdaniem, nie do wykluczenia: Projekt Papszun okazuje się kolejnym niewypałem. Sam M.P. bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że sentymenty sentymentami, ale Legia to nie Raków, a przede wszystkim Mioduski to nie Świerczewski. Wbrew czczym deklaracjom, nie usunie się w cień, nie zostawi trenerowi pełni władzy ani nie będzie spełniał każdej kosztownej transferowej zachcianki. Co gorsza, wyjątkowo bolesne okażą się też różnice pomiędzy (coraz bardziej desperacką) walką o utrzymanie, a niegdysiejszym spokojnym budowaniem częstochowskiej potęgi. Summa summarum, Legia zachowa ekstraklasowy status, ale dopiero w samej końcówce, z pomocą ordynarnych sędziowskich wałków i w stylu, który u postronnego widza wywoływać będzie odruch wymiotny.
W efekcie drogi Legii i Papszuna rozchodzą się już po pół roku, a na trybunach (wszystkich) przy Ł3 faktycznie wrze. Tyle tylko, że Mioduski nie robi wrażenia gościa, który by się tym wrzeniem jakoś przesadnie przejmował. Co więcej, wciąż ma opcję machnięcia kołem sterowym w zupełnie innym kierunku. Państwo mili! Sukcesy, tytuły, puchary, europejskie wojaże – to wszystko już było. Zresztą, wnosząc z państwa ówczesnych reakcji, nawet wtedy nie do końca państwu pasowało. Mam zatem nadzieję, iż ze zrozumieniem przyjmą państwo zmianę kursu naszego klubu. Od dziś priorytetem Legii będzie promocja i zyskowna sprzedaż utalentowanych wychowanków. Mamy w strukturach młodzieżowych świetnych chłopaków, którzy kapitalnie poradzili sobie w poprzedniej edycji UEFA Youth League, pokonując m.in. rówieśników z wielkiego Ajaksa. Trzeba wreszcie dać im szanse w dorosłym futbolu. Trzeba wreszcie zacząć na nich zarabiać. Owszem, nadal w każdym meczu chcemy walczyć o zwycięstwo. Oczekiwania co do miejsca w tabeli radziłbym jednak dostosować do zmieniających się realiów*.
Wierzyciele raczej to łykną. Wiedzą bowiem – o ile mają jakieś podstawowe oblatanie w temacie – że i bez pucharów średnio uzdolnionego młodego piłkarzyka z polskiej ligi da się wypchnąć zagranicę za te dwa, trzy, może nawet pięć milionów euro. To zresztą znacznie pewniejsza kasa, niż próby podboju Europy za pomocą Vinagre’ów, czy – o zgrozo! – Rajoviczów. A że Żyleta będzie mieć obiekcje? Pfff, może to i dobrze…?
* Szanowny Panie Darku! Gdyby jednak jakimś cudownym zrządzeniem losu Pan to przeczytał i się zainspirował, w rozli… eee… w dowód wdzięczności chętnie przyjmę tego żółtego Krokodyla w amerykańskiej specyfikacji. Zawsze cholernie mi się podobały ;p
This is a comment on "Arka - Legia 2-2: Ucieczka spod stryczka"

