- corazstarszy
Taki się trochę bajzel zrobił w najnowszych wpisach na tej stronie. I nie od rzeczy będzie zacząć od uwagi wstępnej: poniższe spostrzeżenia zostały napisane z punktu widzenia osoby życzącej Legii utrzymania w ekstraklasie. I to smutne, że takie rzeczy trzeba zaznaczać.
Nie chcę, żeby to miało wydźwięk przesadnie optymistyczny, ale doceniam grę obronną Legii w 2. połowie, gdy miejscowi osiągnęli przewagę. Wyglądało to dosyć szczelnie, a mówimy o drużynie, która np. dała sobie wbić trzy bramki w 11 minut w rewanżu z Hibernianem. Nie wiem, na ile i czy w ogóle jest to efekt pracy trenera i zawodników. Może to była rzecz jednorazowa. O tym, że jednorazowa mogłyby świadczyć ciągłe zmiany w personaliach. Ale źle to nie wyglądało. Na pewno skrupulatniej powinniśmy unikać SFG dla rywala.
Nie siedzę w głowie Marka Papszuna, ale bardzom ciekaw, co miał na myśli, gdy posyłał na boisko panów Rajovicia i Chodynę. On ich widzi w treningu, on zna wyniki ich badań, wie lepiej. Ale dużo bym dał za to, aby się dowiedzieć, na co liczył.
Widziałem już gorszą grę Legii w tym nienormalnym sezonie. ‘Nienormalnym’, bo np. GKS wygrał swoje dwa tegoroczne mecze, a zgubił punkty u siebie z Legią, drużyną ze strefy spadkowej. Z negatywów - brak zwycięstwa. Wszystko inne teraz schodzi na dalszy plan. Potrzebne są punkty, nieważne jaką grą zdobyte, nieważne z iloma przebiegniętymi kilometrami, i z jakim xG. Drugi minus - kolejny bezbarwny mecz K. Urbańskiego. Chyba każdy chce od niego więcej. Czas płynie i nie ma poprawy. No i trzeci, największy, wypadli Kapustka i Pankov. Ten drugi zagrał we wszystkich dotychczasowych meczach wiosennych i raczej nie sprawił zawodu, albo mniejszy niż koledzy z jego formacji. Z obecnego składu, patrząc na grę, do Bartosza Kapustki czuję z kolei największe zaufanie. Uważam, że będzie bardzo trudno ich zastąpić. I nie wiem, czy nasze mecze domowe nie stały się psychologicznie trudniejsze dla zawodników niż wyjazdy. Nie mam dobrych przeczuć przed Wisłą. Latem tak nas załatwili, że nawet nie zipnęliśmy. I Raków Papszuna w Częstochowie też załatwili, choć przegrywali.
Niechlubny rekord meczów ligowych bez zwycięstwa to bardziej dla chcących się takimi sprawami ekscytować. Na pewno jest to powód do wstydu i zmartwienia, ale ma też ‘jedynie’ wymiar historyczny i prestiżowy. Jedyna ważna rzecz to tabela końcowa. Jak o mnie chodzi, Legia może tę złą passę jeszcze wyśrubować, byle na końcu sezonu było utrzymanie.
This is a comment on "GKS - Legia 1-1: Smutne realia"

