- Zbyszek
Przed wczorajszym spotkaniem po zebraniu Wspólnoty w dniu 23.04 oraz przed meczem w rozmowie z Gawinem podzieliłem się obawą,że Lech może obnażyć słabości Legii. Gdyż trener Papszun tylko sfastrygował ( prowizorycznie zszył), załatał i posklejał drużynę ,ale je konstrukcja jest bardzo słaba,a zespół Lecha jest szczególnie groźny dla nas, gdyż jest zgrany,a grę opiera na dynamice i intensywności ( średnia powyżej 150 sprintów na mecz, najwięcej z Widzewem 174).
Trener Frederiksen przed spotkaniem był pewny siebie twierdząc,że Lech będzie testował obronę Legii i że nasza defensywa ten egzamin obleje . Miała to być i była metoda na to ,aby Legia nie zmaterializowała faktu posiadania drugiego miejsca ( za Lechem ) w klasyfikacji "goli oczekiwanych" .Chodziło o to ,aby Legię wepchnąć w objęcia niskiej ,a co najwyżej średniej obrony , a samemu budować akcje ofensywne od obrony.
Pewno już zapomnieliśmy ,że do 1992 roku w piłce nożnej można było podawać piłkę do bramkarza , w czym wyspecjalizowały się zespoły słabsze grając w ten sposób na czas. Zmiana przepisu polegająca na zakazie podawania piłki do bramkarza co karane miało być rzutem wolnym pośrednim spotkało się z krytyką ekspertów , którzy pisali o tym w magazynie " World Soccer" . Jednym z krytyków był sam Johan Cruyff,ale to właśnie w Holandii okazali się największymi beneficjantami zmiany, gdyż "od zawsze" stawiali na umiejętności techniczne , a w większości krajów nagle bramkarze musieli nauczyć się operować piłką nogą, a słabo wyszkoleni obrońcy znaleźli się na skraju wyginięcia .
Holendrzy byli prekursorami traktowania bramkarza jako 1 zawodnika grającego na boisku ,anie tylko stojącego w bramce, co zaczęło się już w MŚ w 1974 roku, a nadto oni jako pierwsi zatrudnili w Ajaxie oddzielnego trenera bramkarzy ,a był nim legendarny Frans Hoek , który wyszkolił wielu światowej klasy bramkarzy poczynając od Van der Sara.Zdaniem Hoeka nowocześnie grający bramkarz musi mieć wyczucie przestrzeni w pobliżu bramki i umieć rozprowadzić piłkę do obrońców. Nie może tylko stać na linii,ale musi poruszać się w polu bramkowym. Musi być wysoki, sprawny fizycznie z dużym zasięgiem ramion, imponować spokojem i stabilnością formy. Czyli musi być namiastką libero ".
To co w początkach lat 90-tych było novum w grze bramkarzy z czasem stało się czymś powszechnym. Ta nowa rola bramkarza grającego nogami sprawiła,że do praktyki gry , zwłaszcza zespołów z wysokiej półki weszło rozpoczynanie akcji zaczepnych od obrony.
Aby niejako przyzwyczajać bramkarzy do nowej roli ich trenerzy podczas treningów ustawiali bramkarzy na pozycjach obrońców czy pomocników.
Rozgrywanie akcji od bramki nie mogło ograniczyć się do kwestii bramkarzy swobodnie operujących piłką ,ale zaczęto kłaść duży nacisk na to , jak to ujął van Gaal :"Oferowali dużo więcej niż tylko umiejętności defensywne'. Jednym z pierwszych , którzy poszerzyli zakres zadań był Ruud Gullit , który będąc ofensywnym pomocnikiem potrafił grać jako środkowy obrońca wychodzący do przodu. Jak sam wspominał tej roli nauczył go trener Chelsea Glenn, gdyż jak pisze : " Jako stoper przyjmowałem trudną piłkę, ruszałem z nią, robiłem miejsce i wypuszczałem bocznego obrońcę. Tylko,że on wcale nie chciał tego podania. Wreszcie Glenn powiedział mi , abym lepiej robił takie rzeczy jako rozgrywający w pomocy".
Było to kluczowe rozwinięcie teorii tzw. futbolu totalnego czyli wykonywania zadań niejako przypisanych do miejsca jakie zawodnik w danym momencie zajmował na boisku przy zastosowaniu wymienialności pozycji.
Współcześnie akcje od tyłu rozpoczynane są w systemach z 4 obrońcami od bocznych obrońców, a w systemie z trzema środkowymi od wahadłowych. Generalnie zaniechano włączania w pierwszej fazie to wprowadzania piłki środkowych obrońców , gdyż możliwe straty piłki z reguły kończyły się stratą bramki.
Taka gra wymaga jednak wyrównanego poziomu i wysokiego wyszkolenia technicznego wszystkich zawodników,gdyż bez tego nie można wykorzystać swobody w kształtowaniu akcji i nie można wnieść rozstrzygającego wkładu do akcji ofensywnych. Ze względu na rosnącą wagę obrony w wysokiej strefie oraz pressingu musieli oni gwarantować szybkość , grać wysoko i zabezpieczyć przestrzeń za swoimi plecami.
Zmieniło to postrzeganie roli obrońców co ujął Cruyff słowami " Obrońcy nie mogą cofać się po stracie piłki , muszą ruszyć do przodu naciskając na znajdujących się przy piłce rywali".
Zwłaszcza w Hiszpanii przyniosło to ten efekt ,że silne zespoły zdecydowanie wolą trzymać piłkę na połowie rywali,a grę z kontrataku uważają za przeżytek.
Podobnie jak przyuczano bramkarzy do gry nogami w polu ,tak chętnie robiono z pomocników i napastników obrońców, gdyż jak twierdził van Gaal "bronienia " można się szybko nauczyć , gorzej ze schematami rozegrania.
Przez wiele lat ceniono u obrońców wszechstronność ,ale od już tych 30 lat uważa się,że nikt nie jest w stanie zabezpieczyć całych tyłów. Obrońca musi umieć znakomicie bronić ograniczonego wycinka boiska ,a więc musi mieć obok siebie takich , którzy zajmą się resztą. To na tym polega kunszt trenera,aby dobrać do gry w obronie takich , którzy z dobrych elementów stworzą nienaruszalną całość.
Trener Frederiksen przed spotkaniem z Legią ujawnił,że przy podejmowaniu decyzji taktycznych i personalnych kieruje się danymi analityczno-statystycznymi . Nie bez przyczyny podał ,że Legia zajmuje drugie miejsce za Lechem w statystyce goli oczekiwanych . Rzeczywiście Lech ma w xG 55 ( -4) - ( jakość sytuacji strzeleckich ) , podczas kiedy Legia ma w xG 41,6 ( -7,6) . Natomiast w XGA ( wartość strzałów na bramkę) Lech ma 35, podczas gdy Legia 29, 5 . W efekcie w xPTS ( ilość punktów oczekiwanych ) przed wczorajszym meczem Lech miał 54( -5) , zaś Legia 49 ( -10).
Trener Lecha wyciągnął z tych danych wniosek,aby nie dopuszczać graczy Legii to wytwarzania sytuacji dogodnych do strzelenia bramki, gdyż niejako w każdej chwili zła passa może minąć i celowniki zostaną nastawione prawidłowo na cel.
Tym samym trener Lecha przyznaje to co jest dobrze zbadane przez analityków,że to co nazywamy szczęściem w piłce nożnej odgrywa ogromną rolę ( większość analityków uważa,że sięga 50%) - co wynika małej ilości bramek jakie przesądzają o wyniku , gdzie prawie każda jest na wagę złota.
Zależnie od swojego wykształcenia i posiadanych narzędzi badawczych naukowcy wypracowują różne sposoby określania przewidywalności i przypadkowości w piłce nożnej czyli dylematu czy o wynikach , o tym kto wygra ligę w jakim stopniu decydują umiejętności ,a w jakim łut szczęścia ?.Z tych dociekań wynika ,że proporcje fartu do umiejętności wynoszą pół na pół. Jest to szalenie trudne do akceptacji zwłaszcza przez kibiców, którzy przyjmują odmienne wyjaśnienia w postaci wiedzy, umiejętności, warsztatu , jakości trenera, zawodników itd itp. . Kibice wierzą ,że wynik jest pochodna piękna gry.
Problem w tym ,że często piękno wchodzi w kolizję z wynikiem. Eksperci maja taką tendencję, aby uznawać,że zespół , który przegrał zasłużył na porażkę, gdyż grał brzydki, toporny futbol,a gdyby grał ładnie to ho, ho. Takie gdybanie nic nie kosztuje, poza myśleniem w kategoriach egoizmu , gdyż każden wie ,że w piłce na boisku walczą o ten sam cel dwie drużyny.
Piękna nie można analizować , bo jest ono całkiem subiektywne . Można natomiast przeanalizować skuteczną grę - przy założeniu ,że przez skuteczność rozumiemy głównie : odbiór piłki , jej przechwyt, utrzymywanie się przy piłce, zdobywanie przestrzeni, wypracowanie sytuacji strzeleckich, oddawanie strzałów i wreszcie zdobywanie bramek.
Liczne są przypadki kiedy zespoły miały przewagę w parametrach gry ,a przegrywały mecze co spektakularnie miało miejsce w meczu Niemcy - Brazylia podczas MŚ w 2014 roku. Często więc przegrani w takich spotkaniach twierdzą,że rywale wygrali przez przypadek. Jak potwierdza to nasza niedoskonała pamięć,w piłce nie pamiętamy , kto jak grał, bo w historii pozostaje wynik. Piękno nie jest celem futbolu.
Istnieją dwie drogi do sukcesu ,albo bycie naprawdę dobrym ,albo szczęście. W pojedynczym meczu wystarczy jedno z nich ,ale aby zdobyć Tytuł trzeba mieć obie z nich.
Okazało się ,że do badania natury tego co nazywamy przypadkowością można w piłce zastosować rozkład prawdopodobieństwa opracowany przez francuskiego matematyka Simeona Poissona, wedle którego to co wydawało się przypadkowe i bezsensowne stanowi element przewidywalnego wzorca.Nie możemy w piłce przewidzieć w której minucie i ile padnie bramek ,ale możemy dokładnie przewidzieć ilość tych zdarzeń. Przeliczenie liczby bramek , czasu w jakim padają pozwala na przewidzenie np. jaka ilość bramek w większości przesądza o wyniku. W dziedzinie przewidywania częstotliwości wyników w poszczególnych ligach wyspecjalizowała się holenderska firma Infostrada. Wedle niej najczęstszym wynikiem jest 1;1 ( ok.11%) ,a niewiele mu ustępują 1;0, 2;0 i 2;1.
Analitycy uzupełniają obecnie rozkład Poissona o prawo wielkich liczb opracowane przez szwajcarskiego statystyka Jakuba Bernoullego , które sprowadza się do stwierdzenia ,że jeżeli coś robi się wystarczająco długo to każdy rezultat działania jest możliwy, nawet przegrana Legii 0;4
..
Tym samym wiemy,że nawet zdarzenia odbiegające od normy mogą się chociaż raz wydarzyć. Z tych praw korzystają bukmacherzy, którzy swe kariery opierają na przypadku , gdyby bowiem wyniki meczów były przewidywalne to pewno nikt by nie obstawiał, bo nikt by nie wygrywał.
Sytuacja w piłce nożnej jest taka,że faworyt aby przegrać musi mieć wielkiego pecha ,a tym samym słabszy ,aby wygrać musi mieć dużo szczęścia. Gdy oba zespoły prezentują podobny poziom decyduje forma dnia.
Jednocześnie kilku naukowców jak prof.Gerald Skinner oraz Guy Freeman posługując się algebrą i statystyką Bayesowską po przeanalizowaniu przy pomocy różnych metod doszło do wniosku ,że jeżeli mecz nie kończy się różnicą co najmniej 4 bramek trudno naukowo ustalić czy wygrali lepsi . Czyli wczoraj nawet według naukowców był lepszy od Legii
.
Ci sami naukowcy poszli o krok głębiej i zbadali porównywalność statystyczną nazwaną po polsku "trójmeczem nieprzechodnim" w którym chodzi , o to ,że jeżeli zespół A wygrywa z B ,a zespół B wygrywa z C do zespół A powinien wygrać z C. Po przeanalizowaniu 355 tych "trójek " okazało się ,że tylko 12 % spełnia warunki tripletu.Gdyby przenieść to na teorię to przewidywanie wyników meczów przypominało by rzut monetą.
Inną metodę badania przewidywalności i przypadkowości zastosował prof. Spiegelhalter, który zbadał wyniki PL na przestrzeni 10 lat i ustalił,że 48% meczów kończy się wygraną gospodarzy, 26% remisem i 26% wygraną gości i przeniósł te dane na rzeczywiste lokaty w tabeli dzieląc zespoły na walczące o tytuł i broniące się przed spadkiem i okazało się ,że one prawie idealnie pokrywają się z danymi statystycznymi.
Jeszcze po głębsze pokłady wiedzy sięgnął niemiecki naukowiec Martin Lames, który stwierdził ,że w Niemczech i Włoszech zespoły, które oddały więcej strzałów na bramkę wygrały tylko 45% ,a w pozostałych topligach - 47%. Ograniczenie statystyki do strzałów celnych dało wyniki od 50 do 58%.
Zadanie trenera nie jest więc łatwe,ale generalnie polega na tym,aby dzięki swym umiejętnościom i pracy zwiększyć szanse odniesienia zwycięstwa. Wczoraj trener Lecha tę lekcję odrobił w stopniu co najmniej dobrym.
Wczorajsze spotkanie było swego rodzaju testem na siłę formacji pomocy Lecha i Legii, jako ,że ta formacja odgrywa kluczową rolę w koordynowania gry w fazach przejściowych oraz stanowi zaplecze tak dla działań zespołu w ofensywie , jak i defensywie.
W obu drużynach w formacji pomocy grało po 5 zawodników, których zadania były zbliżone. Generalnie największe znaczenie dla jakości gry pomocy mają umiejętności środkowego pomocnika, w tym zwłaszcza przyjęcia i podania piłki.Kluczowymi umiejętnościami gracza na tej pozycji w grze bez piłki są wsparcie zdobywające i utrzymujące. Zespoły zwykle ogniskują swą uwagę przy bronieniu na centrum ,więc wykorzystywanie konceptów by skutecznie tworzyć zdobywające linie podania przynosi zespołowi wymierne korzyści. Podczas kompaktowego bronienia zaś umiejętna realizacja wsparcia utrzymującego zapewnia zespołowi kontynuację ataków i unikanie prowadzenia gry sektorami, gdzie rywal może mieć przewagę liczebną, jakościową czy pozycyjną. Podczas bronienia największe znaczenie dla środkowego pomocnika mają działania w odbiorze , przechwycie piłki , asekuracji oraz kryciu strefowym. Z jego boków grają w systemie z czterema obrońcami dwóch pomocników- skrzydłowych,a z tyłu za nim jeden lub dwóch defensywnych pomocników , zaś w systemie gry z trójką obrońców szerokość pola gry mają zapewnić dwaj wahadłowi ,a głębię obrony środka pola dwaj defensywni pomocnicy . We wczorajszym spotkaniu trener Frederiksen , który nie mógł skorzystać z wykartkowanego Rodrigueza zadania ofensywne środkowego pomocnika przydzielił Walemarkowi ,a te defensywne i asekuracyjne Oumie. Z tyłu za nimi operował jeden defensywny pomocnik Kozubal. W Legii ofensywnym pomocnikiem był Kacper Urbański ,a zadania asekuracyjno- korygujące mieli spełniać Szymański oraz Elitim. Jak widzieliśmy Lechowi udało się opanować centrum boiska , nie tyle sama grą wymienionych zawodników,ale dzięki zwiększeniu liczebnemu siły ofensywnej poprzez wprowadzenie do strefy 2/3 bocznych obrońców, zwłaszcza aktywnego w zdobywaniu przestrzeni Pereirze.
Większa mobilność oraz szybkość lokomocyjna graczy Lecha spowodowała przesunięcie środkowych stref Legii w kierunku lewej obrony oraz ku tyłowi ( bliżej własnej bramki) . To zdobycie przestrzeni operacyjnej przez graczy Lecha przy braku obrońcy o charakterze forstopera spowodowała niemożność wyjścia spod presji z utrzymaniem się przy piłce zawodników Legii,a niekompatybilność w obronie co i rusz tworzyła luki na styku trzech obrońców oraz defensywnych pomocników. Oprócz lepszego opanowania faz ważną przyczyna nierównowagi taktycznej była wysoka dynamika prowadzenia akcji ofensywnych przez graczy Lecha,w tym błyskawiczne podania za plecy naszych obrońców z równoczesnym atakiem dwóch graczy Lecha , czemu rozczłonkowani defensywyni zawodnicy Legii nie potrafili przeciwdziałać .
Trener Lecha nie tylko w tygodniu ,ale i przed samym wczorajszym meczem tryskał optymizmem, jak by chciał nim zarazić swój zespół , chyba wierząc ,że szczęście , które Lechitom sprzyja i przeciw Legii go nie opuści.
Frederiksen , przed każdym spotkaniem dokonywał drobnych korekt w składzie , ale wczoraj z uwagi na brak Rodrigueza zmienił także ustawienie z 4-2-3-1 na 4-1-4-1. W ten sposób nie tylko rozkładając zadania środkowego pomocnika na dwóch graczy ,ale też zostawił więcej miejsca w bocznych sektorach dla Pereiry i Gurgula. Jednocześnie takie przesunięcie strefy pozwalało na wchodzenie nominalnego prawego pomocnika- skrzydłowego Gholizadeha do środka głównie w rejonie pola karnego. Równoczesnym celem takiej organizacji gry było niedopuszczenie do dominacji Legii w grze bez piłki.
Po zdobyciu pierwszej bramki ,a zwłaszcza po kadrowym osłabieniu zespołu Legii Lech zaniechał dynamiki na rzecz wyrachowanego wypracowywania korzystnych sytuacji . Nastąpiło uspokojenie gry , zmniejszeniu uległa ilość faz przejściowych , zaś zawodnicy Lecha zaczęli atakować bramkę Legii głównie poprzez centrum skąd do tej bramki jest najbliżej czemu gracze Legii nie byli w stanie skutecznie przeciwdziałać.
Trener Papszun to racjonalny trener, który odbiera rzeczywistość tak jak ona wygląda bez zakładania różowych czy czarnych okularów , bez tego czy coś się podoba czy nie itd. To rzeczywistość decyduje ,a nie nasze subiektywne nastawienie , więc nie mieszał w składzie , nie dlatego ,że nie widział potrzeby zmian ,ale dlatego ,że zespół Legii w ustalonym składzie spotkań nie przegrywał. Papszun ma świadomość tego ,że drużyna Legii to składak , którą skleił, sfastrygował na potrzeby utrzymania w Ekstraklasie i nie jest zespół mający solidne i trwałe podstawy . Więc np.tacy jak ja mający ten obraz przed oczyma boją się obnażenia słabości strukturalnej Legii.
O ten godny pożałowania stan kadry nie wolno obwiniać Papszuna , ale wczoraj dał się zaskoczyć zmianą ustawienia Lecha i nie przeciwdziałał wzmocnieniu ofensywnemu Lecha przez bocznych obrońców, jak też nie zrobił nic ,aby powstrzymać Gholizadeha . Daliśmy się zamknąć w niskiej, rzadko średniej strefie ,a nasze próby natarć były ryzykowne . bo po stracie piłki nasi zawodnicy byli wolniejsi w powrocie pod własną bramkę niż Lechici w jej atakowaniu. Mnie wręcz przeraził fakt,że nasz zespół praktycznie bez walki poddał się kontroli przez przeciwnika.
Wczoraj cała obsada sędziowska , z Lasykiem na czele, skompromitowała się i wypaczyła wynik. W 18' Lasyk usunął z boiska Augustyniaka po rzekomym faulu na Bengtssonie, karząc najpierw zawodnika Legii żółtą kartką, a po interwencji VAR czerwoną.Trudno pojąć tok rozumowania sędziów, bowiem chyba doszli do wniosku ,że Augustyniak dokonał czynu brutalnego lub użył nadmiernej siły, tyle tylko ,że w obu przypadkach aby doszło do przewinienia to musi nastąpić niedozwolony kontakt atakującego z atakowanym ,a Augustyniak w ogóle nie dotknął nogami Bengtssona , nie spowodował żadnego urazu, bo to Bengtsson był spóźniony i jeżeli już to on zaatakował Augustyniaka - co doskonale widać na stop klatce.Augustyniak nie mógł w tej sytuacji nic zrobić i nic złego nie zrobił. Przepis dopuszcza zastosowanie zamiaru jako winy tylko w przypadku zamiaru uderzenia bez piłki rywala ,a nie przy faulu , który polega na takim ataku na rywala ,że jest groźne dla jego zdrowia, Ten skandaliczny wybryk sędziów nie zmienił co prawda obrazu dominacji Lecha ,ale odebrał Legii wszelkie szanse na zmianę tego obrazu i ewentualnie wyniku.
Wczorajsze spotkanie dowiodło ,że Legia nie tylko nie stanowi monolitu ,ale nawet poważnej zapory dla drużyny dobrze zorganizowanej , której gra oparta jest na dużej dynamice i intensywności.
Mam nadzieję,że Legia się utrzyma ,ale wówczas nie mają prawa utrzymać się w pracy ludzie , którzy do tego stanu doprowadzili.
This is a comment on "Lech - Legia 4-0: Zasłużona klęska "

