Logo
Tak się składa, że w ostatnim roku to akurat potyczki z Zagłębiem Lubin najlepiej opisują całościowo, w danej rundzie, aktualną formę Legii Warszawa, czy teraz będzie podobnie? Był sobie taki sezon 2025/26, w którym Legia Warszawa podczas rundy jesiennej spotkała się na wyjeździe z Zagłebiem Lubin. Po niedawno zakończonym letnim okienku wszystko wskazywało na to, że warszawski klub spokojnie poradzi sobie z rywalem z Dolnego Śląska. Naszpikowana nowymi piłkarzami aspirującymi do miana gwiazd krajowego podwórka – ściągnięty za 3 miliony euro Rajovic, ściągnięty z Bundesligi Weisshaupt, wschodząca gwiazdeczka reprezentacji Polski Kacper Urbański, uznany były kadrowicz Damian Szymański czy grający w parze na środku obrony z Kapuadim Piątkowski – drużyna wydawała się spokojna o kolejne 3 punkty, nawet jeśli widać było chociażby zalążki problemów, jakie dopiero nadejdą w krótkim okresie rządów Iordanescu a następnie Astiza (przed jesiennym meczem z Zagłębiem niecały rok temu Legia była tuż po przegranej z Górnikiem Zabrze 3:1 a mecz wcześniej przed ostatnią, skromną wygraną w lidze z Pogonią Szczecin 1:0 na Łazienkowskiej przed jedną z najdłuższych w historii serii gier bez jakiejkolwiek wygranej). Bilans meczów pomiędzy tymi klubami dodatkowo wskazywał na wygraną stołecznej jedenastki – nawet zakładając jedynie spotkania w Lubinie to za Legią właśnie przemawiały statystyki. Było to wstrząsające doświadczenie. Jakim zimnym prysznicem dla warszawskiego zespołu okazał się ten mecz, gdy okazało się że wypożyczony do Zagłębia świetnie sobie radzący w tamtym sezonie napastnik Leanardo Rocha, wschodząca gwiazda Marcel Reguła, ale także często niedoceniany Kajetan Szmyt czy szalejący na skrzydle Luka Lucic są w stanie z łatwością rozmontować budowaną na nowo kadrę opisywaną przez Michała Żewłakowa jaką tą, dla której brak mistrzostwa Polski będzie katastrofą. Do tego defensywa w postaci będącego wcześniej w Legii najczęściej rezerwowym bramkarzem Dominikiem Hładunem czy niezwykle solidnym trio środkowych obrońców Nalepa-Ławniczak-Yakuba, wspomaganych umiejętnie m.in. przez Kocabę w środku pola, którzy nie pozwalali rozkręcić się ani Rajoviciowi (choć jemu akurat pewnie mogliby) ani żadnemu innemu zawodnikowi Legii Warszawa. Samobój Kamila Piątkowskiego a następnie jego wykluczenie przez czerwoną kartkę przy zagraniu ręką niczym bramkarz w swoim polu karnym zwiastowało prawdopodobnie najgorszy występ tego zawodnika w całej karierze. Pomimo bramki kontaktowej w drugiej połowie ostatecznie to często super-rezerwowy Zagłębia Lubin Jakub Sypek ostatecznie zamknął wynik przy stanie 3:1. Z jednej strony był to jeden z pierwszych symptomów kompletnej zapaści Legii Warszawa, która będzie kontynuowana przez wiele długich, kolejnych miesięcy wliczając w to pierwszy mecz Papszuna już jako trenera Legii przeciwko Koronie, a z drugiej strony zaskakujący marsz w górę lubińskiego klubu z godnym uznania powrotem około pół roku wcześniej na trenerską ławkę Leszkiem Ojrzyńskim. Mało tego, w pewnym momencie sezonu tzn. w rundzie wiosennej w kwietniu 2026 r. Zagłębie było liderem tabeli Ekstraklasy. Dokładnie wtedy Legia w dramatycznych okolicznościach już z Markiem Papszunem u steru znajdowała się w zgoła odmiennych nastrojach. Większość tego sezonu w przypadku rywalizacji obu tych drużyn była więc ogromnym odstępstwem od normy, niejakim „błędem w Matrixie” co jednak już w drugiej połowie kwietnia 2026 r. zaczęło się zmieniać. Nawet w tym konkretnym sezonie, gdzie przez jego ogromną część to Zagłębie walczyło o topowe miejsca a Legia szorowała po dnie ostatecznie to warszawski klub skończył w tabeli odrobinę wyżej, niż ten z Lubina. Przez grubo ponad 80 procent sezonu wydawało się to niemożliwe, a jednak. Myślę, że dla kibica stołecznej jedenastki jedną z najbardziej pamiętnych chwil tego sezonu będzie mecz ostatniej kolejki Pogoni przeciwko GKS-owi, gdzie zespół z Katowic wyprzedził Legię Warszawa w walce o puchary. Jednak, jakby niepostrzeżenie zespół Papszuna wyprzedził w tabeli Zagłębie Lubin – klub, który jeszcze ponad 2 miesiące wcześniej był liderem tabeli podczas gdy Legia była o włos od spadku. W nowym sezonie jednak wszystko wróciło do normy. Legia zgodnie z przewidywaniami zarówno bukmacherów, ekspertów piłkarskich czy nawet co bardziej trzeźwych kibiców Zagłębia Lubin wygrała sierpniowy mecz drugiej kolejki Ekstraklasy w Warszawie 3:1 choć momentami, ale tylko momentami wynik ten wydawał się być zagrożony przez kilkanaście minut drugiej połowy na co wpływ również miała naprawdę dobra pierwsza połowa (ciężko jest grać cały czas na takiej intensywności). Nawet po stracie gola już w 3 minucie nie był to zespół który jak rok temu wydawał się być rozsypany. To nie był już niewyspany Iordanescu z jego myślami o tym, że przy takich nazwiskach we własnych szeregach nie jest już potrzebne cokolwiek innego (Rumun był przekonany, że tak uznana i silna na papierze drużyna jak Legia wzorem swoich rumuńskich odpowiedników, zwłaszcza Steauy Bukareszt i tak zdominuje ligę). Po co komu organizacja gry oraz mocny mental, udokumentowany ciężką pracą u podstaw dzięki któremu drużyna nie pozwoliła sobie na wstydliwą porażkę w Warszawie. I to drugi raz z rzędu z Lubinem bo już wiosną Legia również wygrała, tyle, że wtedy jedyne 1:0 po golu Adamskiego. Od początku pobytu Papszuna w Legii przegrał on zresztą oprócz pierwszego meczu z Koroną jedynie mecz w Poznaniu (choć po drodze zdarzyło się również mnóstwo remisów, które nie pozwalały zapomnieć o walce o utrzymanie). Dzięki jego metodologii pracy, otaczaniu się wyłącznie kompetentnymi ludźmi, wynikom osiąganym w przeszłości, wpływowi na poszczególnych zawodników, wiedzy czy cierpliwości w trudnych warunkach klub ten targany mnóstwem problemów organizacyjnych czy finansowych wydaje się być w jednych z najlepszych o ile pod pewnymi względami nie najlepszych trenerskich rękach w Polsce. A Zagłębie wydaje się być jednym z najbardziej zaprzyjaźnionych z Legią klubów z czołówki. Co ciekawe to Leszek Ojrzyński oprócz Daniela Myśliwca z Piasta Gliwice (byłego analityka ze stolicy) w Skarbie Kibica Ekstraklasy Przeglądu Sportowego dosyć niespodziewanie to Legię wskazali jako głównego kandydata do mistrzostwa Polski. I choć można odbierać to czysto kurtuazyjnie to nie da się nie zauważyć sympatii Leszka Ojrzyńskiego wobec klubu z Warszawy. To, co łączy oba kluby to także duże wydatki na swoje akademie (w Lubinie to około 9,5 mln złotych rocznie, w Warszawie 15-16 mln) co widoczne jest zwłaszcza w Zagłębiu poprzez swoistą „perłę w koronie” w postaci Marcela Reguły, ale także regularnych bywalców kadr U-21 Filipa Kocaby czy Igora Orlikowskiego oraz kolejki chętnych do podobnego miana. Z Legii krytykowanej za brak wprowadzania młodych właśnie odszedł za 3 miliony euro Janek Leszczyński jednak ostatni mecz w Lubinie pokazał, że Jakub Żewłakow ma papiery na poważne granie a rezerwowy wtedy i jeszcze bardzo młody Samuel Kovacik też ma szansę na ciekawe rzeczy w przyszłości – w barwach Zagłębia tacy piłkarze graliby z pewnością więcej jednak to od Legii wymaga się rok w rok nieporównywanie więcej, niż jedynie utrzymać się w lidze przez co sama kwestia wprowadzania do drużyny tak młodych adeptów piłkarskiego rzemiosła jest po prostu zadaniem o wiele bardziej skomplikowanym, niż mogłoby się pozornie wydawać. A w czystej jakości piłkarskiej, a nie danych dotyczących wycen zawodników na Transfermarkt podkreślających bardziej potencjał sprzedażowy aniżeli same umiejętności (obecna wartość Zagłębia: 19,25 mln euro z czego sam Reguła 7, obecna wartość Legii: 17,25 mln euro) to zespół z Warszawy z obecnym sztabem szkoleniowym wydaje się być zespołem który może spróbować powalczyć o europejskie puchary. W Lubinie nie wydają się być aż tak zdeterminowani w dążeniu do tego celu. ( legia.wordpress.com )
Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.