A+ A A-
  • a-c10
@ Dalkub: Serio uważasz, że my potrzebujemy kogokolwiek z zagranicy aby nam powiedział co robimy źle? Tak. Jak również, przede wszystkim by powiedział nam co konkretnie mamy robić, aby było dobrze. Bo widzisz, niegdysiejszy prezes Legii podobno na Ce-eL zaglądał (w razie czego, @ B(L)1916: pozdrawiam!Wink), niemniej obecny prezes PZPN raczej tego nie czyni. Co więcej, ot, taki paradoksik naszej kultury: my się z jednej strony uważamy za nie wiadomo co. Z drugiej jednak, gdy ktoś do nas mówi po angielsku, jakoś tak bardziej jesteśmy skłonni dać mu posłuch. Głównie jednak uważam, że do tworzenia systemu szkolenia przydałby się naprawdę tęgi fachura. Bo to, o czym piszesz, jest absolutnie oczywiste i ja się z tym w stu procentach zgadzam. Niejednokrotnie zresztą sam wyrażałem bardzo zbliżone poglądy. Ale to za mało. Mam też wrażenie że jest to wiedza powszechna I tu, moim zdaniem, grubo się mylisz. Jak na moje, powszechna wiedza o piłce reprezentacyjnej jest taka, że mamy zayeahbistych piłkarzy, złote pokolenie (kolejne zresztą) i jedyne, czego nam brakuje do rozstawiania wszystkich po kątach, to równie zayeahbisty trener. Co zaś się tyczy piłki klubowej, warunek trenerski dalej w mocy, a do tego jeszcze piłkarze mają zapierdalać. Gdyby zaś nie chcieli, czym prędzej należy iść na rynek i zakupić graczy typu i pokroju. Owszem, świadomość konieczności szkolenia w paru miejscach coraz mocniej się przebija. Ale to wciąż kropla w morzu. Fajnie, że Książenice (dobrze napisałem?) już stoją. Fajnie, że zaraz stanie Rączna i parę innych miejsc. Tyle tylko, że – wcale nie jedynie w kontekście kadry – przydałby się nam system, który będzie wyłapywać także tych talenciaków, którzy nie mają przesadnie blisko ani do Warszawy, ani do Krakowa, ani do Poznania, Lubina, etc. I tu właśnie, moim zdaniem, otwiera się szerokie pole do popisu dla kompetentnego dyrektora ds. rozwoju. A co do wiedzy jeszcze, ja się rzadko zgadzam ze Świrkiem, niemniej parę dni temu facet trafił w sedno pisząc o tym, iż za często zapominamy, że piłka to przede wszystkim rozrywka. No właśnie. Ta zawodowa też. Entertainment. Attention business. W Polsce dramatycznie brak wiedzy o tym, jak się w tej branży poruszać. Jak przyciągnąć klientów, którzy nie są zainteresowani ani wrzaskami o starych kurwach, ani nawet wielogodzinnym pitoleniem. Przede wszystkim zaś nie są zainteresowani oglądaniem meczów, w których ktoś tam zdobędzie przypadkową bramkę po rzucie rożnym, wygra 1:0, wskutek czego zajmie w lidze piąte miejsce, a nie siódme. No bo, w rzeczy samej, kogo to obchodzi? Mnie, Ciebie, większość tu obecnych plus ewentualnie sto kilkadziesiąt-dwieście tysięcy podobnych nam pomyleńców? W trzydziestoośmiomilionowym kraju!? Tu też by się przydało, aby ktoś uświadomił naszym – pożal się Boże – decydentom, że coś jest bardzo nie tegez. @ Zbyszek: Stokowiec? Ej, to nie fair. Nie mówiłeś, że liczy się sznyt modowy. Skoro tak, zgłaszam swoją kandydaturę. Owszem, bardzo szanuję kolegę Piotra. Chociażby za to, że już dość dawno temu wprowadził do nudnego, szaroburego światka polskiej kopanej odrobinę kolorytu. Wciąż jednak uważam, że moje marynarki są co najmniej równie efektowne. Do tego mam lepiej dobrane oprawki, no i jeszcze bruneci siwieją jakby nieco bardziej estetycznie, niźli rudzi. Pieprz z solą na głowie dodają mi niebanalnego uroku. Wybacz, Piotrze. Wiem, że zwłaszcza na to ostatnie nie masz żadnego wpływu, ale cóż, taki lajf. Możesz mi pogratulować. Właśnie zostałem selekcjonerem. A gdyby jednak chodziło o poprawę estetyki gry reprezentacji oraz rokowań na przyszłość (jak rozumiem, główne zarzuty wobec Brzęczka), proponowałbym obejrzeć sobie kilka spotkań Lechii prowadzonej przez owego „metodyka, pragmatycznego planistę i stratega”. Tylko tu już Manti może nie pomóc, sugerowałbym raczej Żołądkową Gorzką. No sorry, przy ostatnich wyczynach Biało-Zielonych gra Biało-Czerwonych pod kierownictwem J.B. jawi się jako istna poezja futbolu. Przy czym Stokowca to jeszcze jako-tako bronią wyniki. No dobrze, jeden wynik. Wygrany przed rokiem Puchar Polski. Wiem, w świetle wymagań „krytycznej większości”, wciąż śmiesznie mało. Niemniej, jak swego czasu mawiał najwybitniejszy matematyk wśród piłkarzy, Saidi Ntibazonkiza, jeden to więcej niż zero. W tym konkretnym przypadku: zero tituli, tyle bowiem wynosi łączny dorobek trenerów Brosza i Papszuna. Już sobie wyobrażam ów, ekhem, wszechogarniający entuzjazm „krytycznej większości” na wieść, że „wspaniałe pokolenie reprezentantów” dostanie w swe niegodne łapska koleś, którego największym sukcesem jest awans do ekstraklapy. Już słyszę pytania, jak takiego anonima mógłby słuchać Lewandowski (jakoś słucha gościa, którego największym sukcesem były do niedawna występy w „Allo, allo!” i nie robi z tego zagadnieniaWink). Potem zaś wszystko potoczyłoby się dokładnie takim torem, jak opisuje Kibic60: kilka eksperymentalnych sparingów, parę razy w czapkę, wybuch szamba w mediach i powrót do konterki ze strachu przed zwolnieniem. A skoro już przy strachu jesteśmy… @ xxx: Mnie w cytowanym fragmencie najbardziej przeraża (sic) wcale nie to nieudane przyjęcie. Nawet największemu wirtuozowi może się przytrafić błąd techniczny. Errare humanum est, shit happens, te rzeczy. Chodzi o tamto durne pytanie o strach. Jaki, kurwa, strach…!? A gdyby nawet po tej stracie padła bramka dla rywali, to co, ktoś by od tego umarł? W mordę, to był stadion Widzewa, nie Koloseum. Po ostatnim gwizdku nie otwarły się bramy i nie wyskoczyły zza nich głodne lwy gotowe natychmiast pożreć przegranych. Strach paraliżuje i jest bardzo, ale to bardzo złym doradcą. Zwłaszcza w sytuacjach, które absolutnie strachu nie wymagają. To oczywiste, nie trzeba doktoratu z nauk społecznych, ani nawet wysokiej inteligencji, by to zrozumieć. Czego, do ciężkiej cholery, miałby się bać dwudziestoletni chłopak, wchodzący dopiero w świat dorosłej piłki, występujący w meczu de facto pozbawionym stawki? Jeśli będziemy wdrukowywać takim ludziom strach, nie dziwmy się potem, że będzie on im towarzyszył także w późniejszych meczach, już nie pozbawionych znaczenia. I podpowiadał głupie, pozornie bezpieczne rozwiązania. Podania do najbliższego. Brak ryzyka. Oddanie inicjatywy rywalowi. Cofnięcie się głęboko pod własną bramkę. Liczenie – często złudne – na zbawczą kontrę, albo jakiś sfg. No, wypisz/wymaluj Holandia – Polska.
This is a comment on "Dyskusja W Stylu Wolnym"