A+ A A-
  • a-c10
@ xxx: Czekaj, czekaj, tu się nie ma czego śmiać. Oczywiście, gdybym posiadał odpowiednie fundusze (delikatnie rzecz ujmując, w przewidywalnej przyszłości się nie zanosi), to swoje kroki skierowałbym pod inny adres. Niemniej, tak na chłodno patrząc, nie da się ukryć, że Legia, za przeproszeniem, nie psi wacek. Klub z trzymilionowej aglomeracji stołecznej niemałego państwa UE. Dysponuje wciąż nowym, funkcjonalnym stadionem oraz świeżutką, ledwie co do użytku oddaną akademią. Czyli infrastruktura jest i to na naprawdę niezłym poziomie. Jest też popularność w całym kraju, marki nie trzeba budować od zera. Pewnie, są także minusy. Ot, np. warszawska publiczność nie należy do przesadnie grzecznych i nie raz zdarzyło jej się zaleźć za skórę UEFA'owskim komisarzom. Przede wszystkim zaś, o ile czynniki nieożywione, jak już powiedziano, prezentują się całkiem okazale, tak praktycznie cały personel, i ten kopiący, i ten nie, jest do natychmiastowej wymiany (no, może poza Krzysztofem Dowhaniem). O ile, rzecz jasna, nowy właściciel poważnie myślałby o tym, by w rozsądnie nieodległej perspektywie klub zaczął mu się zwracać, a potem przynosić zyski. Niemniej, policzmy: kilkadziesiąt baniek, jakie trzeba zapłacić Dariuszowi Mioduskiemu plus drugie i pewnie trzecie kilkadziesiąt na inwestycje to i tak mniej, niźli "goła" cena średniego klubu w poważniejszej lidze. A możesz mieć za to firmę, która za kilka(naście) lat znajdzie się na poziomie Dynama Zagrzeb, albo Szachtara Donieck (minus wojna). Nie, nie twierdzę, że to fenomenalna okazja inwestycyjna, na którą każdy rozsądny człowiek dysponujący odpowiednią gotówką powinien się rzucać jak pies na kiełbę. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby kiedyś ktoś się skusił. Chociaż raczej nie teraz. Nie w sytuacji, gdy tak naprawdę nie wiadomo jak będzie wyglądał pocovidowy futbol. A w całej hecy z Zahavim moje zastrzeżenia budzi co innego. Otóż tej rangi transakcje to jednak lubią ciszę, nie? Negocjacji nie prowadzi się w mediach (zwłaszcza społecznościowych), tylko za zamkniętymi drzwiami, a publika dowiaduje się o wszystkim dopiero gdy strony dobiją już targu. Zazwyczaj im o takich sprawach głośniej, tym mniej z nich wychodzi.
This is a comment on "Dyskusja W Stylu Wolnym"