A+ A A-
  • a-c10
@ Iocosus: No to się różnijmy Smile Chociaż… każdy inny dobry trener w analogicznej sytuacji osiągnąłby podobne rezultaty Oczywiście, że nie każdy. Wspomniany przez Ciebie Michał Probierz najprawdopodobniej napisałby w Częstochowie z grubsza taką samą opowieść, jak wszędzie indziej, gdzie pracował (no, może poza Niecieczą Wink). Znaczy najpierw niezły start, rozbudzone nadzieje i może nawet jakiś sukces, zaś wkrótce potem bolesna porażka w nierównej walce z własnym rozbuchanym ego, uwikłanie w głupie, nikomu niepotrzebne konflikty i gorzko-kwaśny koniec. Do pracy w warunkach pełnej kontroli potrzeba odpowiedniego miksu charyzmy i pokory. Papszun przez długo to miał. Probierz niewątpliwie ma charyzmę, ale pokory za grosz. Podobnie zresztą Feio, co – moim zdaniem – stanowi główny powód, dla którego nigdy nie był na poważnie przymierzany do roli pierwszego trenera Rakowa. Zresztą, o Gonçalo jeszcze za moment. Kto zatem tym miksem dysponuje i mógłby śmiało przymierzać papszunowe buty? Ot, chociażby wspomniany niżej Jacek Zieliński. Aleksandar Vuković (ale dopiero teraz, znaczy po doświadczeniach z Legii i Piasta). Rafał Górak. Pewnie jeszcze paru innych. Tak naprawdę, cholernie trudno to zweryfikować, bo zbliżonych do częstochowskich warunków nie ma nigdzie indziej. Jakoś tam zmierza w tę stronę Motor, zresztą Zbigniew Jakubas niejednokrotnie przyznawał się do czerpania inspiracji z rozwiązań proponowanych przez Michała Świerczewskiego. Zresztą, całkiem nieźle mu to idzie. OK, zatrudnił Feio. Potem jednak trafnie zdiagnozował i skutecznie naprawił swój błąd. Następcą Portugalczyka nie został jakiś okrzyczany trener z karuzeli, czy renomowany bałkański fachura z przeszłością w ligach top 5 (choć niewątpliwie Jakubas mógł sobie na kogoś takiego pozwolić), tylko szerzej nieznany Mateusz Stolarski. Kompetencje, nie reputacje. I zobacz, jak to fajnie działa. W przeciwieństwie do swego poprzednika, brat Waszego byłego obrońcy nie wszczyna co krok kolejnej karczemnej rozpierduchy, ale za to awansował do Ekstraklasy. Ba, mimo początkowych turbulencji (m.in. srogie lanie w Krakowie) wykręcił w niej najlepszy wynik w historii klubu. W bieżącym sezonie turbulencje się powtórzyły, ale teraz Motor znów idzie w górę. Jakubas bowiem wytrzymał ciśnienie, nie uwierzył w pierdolety o nowych miotłach i zostawił Stolarskiego. Najwyraźniej zauważył, że to nieprawda, iż… (Papszuna – przyp. mój) Raków ciągle przyspieszał Nic z tych rzeczy. OK, pierwszy wspólny pełny sezon tandemu Świerczewski-Papszun zakończył się promocją z trzeciego na drugi szczebel. Potem natomiast… No cóż, nie będę ściemniał, że jakoś szczególnie pilnie śledziłem sezon 17/18 I ligi, gdy Raków jako beniaminek finiszował na 7. miejscu. Rzut oka na suchą tabelę wzbudza jednak we mnie przekonanie, że niejeden ambitny i zamożny właściciel klubu poczułby się zawiedziony takim osiągnięciem i poważnie przemyślałby wymianę szkoleniowca. M.Ś. postanowił trust the process. Opłaciło się, kolejne rozgrywki to już awans do Ekstraklasy. Ale… No właśnie. Dopiero w tym dziwacznym, naznaczonym pandemiczną przerwą sezonie 19/20 ten nowy, odrodzony Raków zaprezentował się szerszej publiczności. I cóż, nie było to entrée z drzwiami, futryną i kawałkiem ściany, jakiego niektórzy się spodziewali. Pewnie, 10. lokata w końcowej tabeli to, jak na beniaminka powracającego po długaśnej przerwie, żaden wstyd. Zwłaszcza, że Raków zmuszony był rozgrywać domowe mecze w Bełchatowie, a mimo to choćby na moment nie zaplątał się w realną walkę o utrzymanie. Niemniej, częstochowianie nader często płacili słone frycowe i zbierali bolesne lekcje od bardziej otrzaskanych na tym szczeblu przeciwników. Stawiam calvados przeciw chateau de la paticques, że tutaj to już na stówkę baaardzo wielu szefów klubów (nie tylko polskich) pomyślałoby coś w stylu: no tak, ten Papszun to był dobry na niższe ligi, ale Ekstraklasa to jednak insza inszość. Tu trzeba doświadczenia. Sorry, Mareczku. Kwiatki, rąsia, buzia, trzymaj się cieplutko i powodzenia w dalszej karierze! Świerczewski? Trust the process. Znów – generalnie się opłaciło. I to bardzo, bo przecież Medaliki na stałe doszlusowały do krajowej czołówki. Były wicemistrzostwa, były puchary, był wreszcie tytuł. Nawet jednak w tych trzech ostatnich sezonach pierwszej kadencji Papszuna zdarzały się momenty, w których mniej cierpliwego pryncypała zaswędziałby palec na spuście. Były niewytłumaczalne porażki, były krótsze, bądź dłuższe dołki formy. I całkiem niewykluczone, że za którymś takim razem mniej cierpliwy pryncypał wreszcie by za ten spust pociągnął. Świerczewski? Skądże znowu. Pełne zaufanie. Żadnych, najlżejszych nawet oznak niezadowolenia. Pokaż mi, Iocosusie, drugiego takiego właściciela klubu. Śmiało Smile A teraz odetnij, proszę, ostatnich kilka dni, całe to zamieszanie z Legią i spójrz na to, co działo się od początku roku. W pierwszym sezonie po powrocie Papszuna Raków zimuje na drugim miejscu, potem jednak wyprzedza Lecha i, zdać by się mogło, pewnym krokiem zmierza po Mistrzostwo. Następnie, jak już obaj wspominaliśmy, potyka się na ostatniej prostej i tuż przed metą oddaje tytuł Kolejorzowi. W wielu, bardzo wielu innych klubach trener by czegoś takiego po prostu nie przetrwał. Papszum pozostał na stanowisku. Mało tego, dostał wymierne dowody zaufania w postaci bardzo drogich wzmocnień kadry. W końcu bilans letniego okna transferowego w wykonaniu Rakowa to jakieś 7,5 mln euro na czerwono. I co? Zamiast sportowej złości i uzasadniającej wydatki jakości, Medaliki pod wodzą Papszuna pokazują głównie marazm. OK, przepychają się do fazy zasadniczej LKE, ale w lidze z pierwszych dziesięciu spotkań wygrywają ledwie cztery i zamiast na szczycie tabeli, plasują się w jej środeczku. I dopiero wtedy pojawiają się nieśmiałe doniesienia o tym, że Raków sonduje rynek trenerski. Ale też nic na hurra. Żadnych – ekhem – „trudnych, ale koniecznych decyzji”. Żadnego wywalania Papszuna na pysk, bo przecież zaraz przerwa na kadrę, to nowa miotła dostanie czas, żeby po swojemu pozamiatać. „Mamy na oku obiecującego szkoleniowca, może zatrudnimy go w 2026”. I tyle. Koniec. Biorąc to wszystko do kupy, no cóż, mnie tam Raków sam w sobie ani ziębi, ani grzeje. Klub jak każdy inny. Natomiast sposób zarządzania tym klubem uważam za absolutny fenomen.
This is a comment on "Dyskusja W Stylu Wolnym"