- Kategoria: Krótka Piłka
- iocosus
To Kuchy zawinił!
Obrazek sprzed roku, Dusan Kuciak na murawie i werbalnie i manualnie „karcący” zachowanie obrońcy Tomasza Brzyskiego. Później obrócili obaj to w żart, ale w sobotę w Gdańsku po utraconym golu bramkarz ponownie miał pretensje do defensora, już tylko ustne, ale czy faktycznie słuszne?
Przyznaję, we mnie też się zagotowało, widząc bierną i apatyczną postawę Brzytwy przy dośrodkowaniu, ale zacząłem się reflektować, czy to aby przypadkiem nie jest tak, że postępuję na zasadzie „kowal zawinił, a Cygana powiesili”? Mam bardzo poważne sumaryczne zastrzeżenia do gry Tomasza Brzyskiego w destrukcji, wolałbym żeby na tej pozycji występował inny zawodnik, ale tym bardziej odczuwam potrzebę, żeby oceniając sytuacje boiskowe być uczciwym w osądach. Prześledziłem „poklatkowo” wydarzenia jeszcze raz, utraty gola są winni Bereszyński, Jodłowiec, Brzyski, ale bura nie mniejsza jak temu ostatniemu, a może nawet zdecydowanie większa należy się przede wszystkim Michałowi Kucharczykowi! Najlepszy legionista wiosną tego roku, tym razem przy utracie gola dał tyłka po całości, zatem to „Kuchy zawinił, a Brzytwę wieszamy”!
Co mnie skłoniło do takiego wniosku? Spójrzmy: http://www.ekstraklasa.org/rozgrywki/mecz/9514/lgd/leg i zastanówmy się dlaczego Tomasz Brzyski zgodnie ze słowami współkomentującego w TV Tomasza Wieszczyckiego jest „pasywny”, czy aby pasywność opłakana w skutkach nie była jeszcze większym udziałem innych?
Postarajmy się rozebrać to na czynniki pierwsze. Początek sytuacji, Nazario w bocznym korytarzu przy nim Bartosz Bereszyński.

Na obrazku mamy 5 lechistów i 7 legionistów oprócz Kuciaka. W polu karnym (zaznaczeni na żółto) Lewczuk ma pod kontrolą Colaka, a Brzyski drugiego piłkarza w zielonej koszulce (bodajże Vranjesa), Rzeżnik przed bramką z uwagą skupioną przede wszystkim na tym czy Nazario nie przedrybluje Beresia i nie wejdzie w pole karne. Tomasz Jodłowiec, wszak defensywny pomocnik, tylko asystuje w tym wszystkim, to on powinien asekurować Bereszyńskiego luzując z tego obowiązku Rzeźnika, wybiera „asekurację powietrza”. Kuchy spokojnie nie dostrzegając powagi i śmiertelnego niebezpieczeństwa całej sytuacji podbiega dostojnie do szesnastki, a na górze obrazka (w niebieskim kółeczku) Maciej Makuszewski niczym „przyczajony tygrys, ukryty smok”. Alert, pożar w burdelu się zbliża, tyle tylko że ani Jodła, ani Kuchy nie mają tego świadomości, a kto powinien wspomagać Brzytwę z lewej strony, na kim ciąży odpowiedzialność asekuracji bocznego lewego korytarza, tego właśnie z którego za chwilę w pole karne wbiegnie Makuszewski? Brzytwa był zajęty Vranjesem, a Kuchy kompletnie zignorował swoje obowiązki.

Przy wrośniętej w murawę Jodełce, przy spacerującym zahipnotyzowanym pojedynkiem Nazario z Bereszyńskim Michałem Kucharczykiem, za plecami Rzeżnika dochodzi do momentu, że dwóch legionistów: Lewczuk i Brzyski mają przed sobą w szesnastce trzech lechitów: Colaka, Vranjesa, Makuszewskiego! Przy przerzucie piłki na prawą stronę – „umarł w butach”! Przewaga liczebna i sytuacyjna będzie po stronie Lechii i była!

Dośrodkowanie następuje trzeba przyznać idealne, Lewczuk „w zwarciu” z Colakiem, Brzytwa dotychczas skupiony na Vranjesu chyba kompletnie nie spodziewa się, że z za jego pleców, za chwilę na piłkę nabiegnie Makuszewski. Dlaczego ma się tego spodziewać, skoro Kuchy spaceruje sobie w polu karnym, żadnych oznak do najmniejszej paniki przez cały rozwój akcji nie dawał? A Tomasz Brzyski został pozostawiony sam przeciwko dwóm rywalom i jeszcze orientacji co robi ten drugi za jego plecami nie miał. Vranjes dośrodkowanie odpuścił, stąd zapewne i uśpiona czujność i „pasywność” pana Tomka.

The end!
Bartosz Bereszyński dopuścił do dośrodkowania, przegrał swój pojedynek, Jodle się nie chciało zaangażować w asekurację Beresia, skutkiem czego Rzeźnik z krycia w polu karnym był wyautowany, Tomasz Brzyski zignorował dośrodkowanie i faktycznie pasywnie dał się ubiec Makuszewskiemu, ale najbardziej karygodnie w tym wszystkim zachował się Michał Kucharczyk, który w tym przypadku olał swoje obowiązki. Zobaczmy nawet gdyby Kuciak jakimś cudem odbił piłkę to przed „piatką” do piłki doskoczyłby Vranjes, zawodnik z osiemnastką na białej koszulce był ciągle za jego plecami. Oczywiście nam błędy jest łatwo wytykać, ustawiać piłkarzy, analizować stopklatki zatrzymane w kadrze, u genezy błędów z pewnością leżało zmęczenie, już upływ 80 minut meczu i z 10 km przebiegnięte w nogach, piłka nożna jest grą błędów i one będą się przytrafiały, kwestia żeby próbować wyciągać z nich wnioski na przyszłość.
A Tomasz Brzyski nie jest jedynym winnym utraty tego gola, reprymenda należy się i innym.


Głównego winowajcy nie ma sensu szukać żeby na nim skupiać odium porażki, tytuł i teza jest prowokująca ponieważ Kuchy pozornie był poza akcją, ale właśnie o to mam pretensję. Żyro zaliczył stratę, ale Lechia nie wyszła dzięki temu w kontrze w przewadze liczebnej na połowie Legii, sytuacji można było zaradzić, ale w łańcuszku błędów brali udział Żyrko-Bereś-Jodła-Kuchy-Brzytwa, wszyscy w mniejszym lub wiekszym stopniu do spółki. Wszyscy zawinili. Jeżeli Duszan Kuciak po straconej bramce opieprza Tomka Brzyskiego, to w równym stopniu powinien też mieć pretensję choćby i do Kuchego, a on sam od brzemienia odpowiedzialności mam nadzieję nie będzie uciekał. Nie po to żeby się biczować, ale żeby analogiczna sytuacja się już nie powtórzyła.
Pytanie brzmi. Czy mogę od lewego obrońcy wymagać, by znał skład przeciwnika, ewentualnie chociaż wiedział kto jest prawym pomocnikiem przeciwnika ?
Bo jeśli tak, to Pan Tomasz jak tylko zobaczył na przeciw siebie "bodajże Vranjesa" to automatycznie powinien zerknąć, gdzie jest Makuszewski.
I zostawić "bodajże Vranjesa" (też nie wiem kto to był) niepilnowanego.
Nie wiem krzyknąć Kucharczykowi, żeby go pokrył. Lewczukowi, że będzie miał dwóch do główki.
Piszesz o kryciu indywidualnym, ale Legia broni strefowo. Brzytwa zachował się prawidłowo, zawężając pole gry kiedy akcja szła drugą stroną, natomiast błąd w sztuce popełnił kiedy nie poszedł na piłkę, tylko biernie na nią czekał. Niezależnie od tego co zrobili Jodła czy Kuchy, to z pewnością jego indywidualne zaniedbanie, jednak podyktowane nie tym, że 'nie myśli'
@ iocosus
A ja uważam, że Żyro podał rękę Lechii, bo po wejściu Mili on ewidentnie przerzucili ciężar gry na lewe skrzydło i w tym kluczowym momencie swoją stratą ogromnie ułatwił im zadanie. Zobacz jak nas rozklepali w tej akcji aż do momentu dośrodkowania Nazario. Pechowa ta zmiana (w ogóle od dawna uważam, że Michała nie ma co wprowadzać z ławki, bo on jest wtedy przemotywowany), ale swoją drogą czas już chyba żeby nasz Żyrko zaczął piłkarsko dojrzewać, bo wejść na boisko pięć minut przed końcem, rzucić się w pojedynkę na całą obronę przeciwnika niczym Maradona i skończyć, wywalając się na piłce, to ja przepraszam...
@ obrona
Akurat w obronie graliśmy w tym meczu co najmniej solidnie, Friesenbichler i Grzelczak nawet nie zipnęli, Makuszewski do momentu bramy też niewidoczny. Przycisnęli nas w końcówce, wpadł ten gol, cóż, bywa.
Znaczne, znacznie gorsze było to co działo się po drugiej stronie boiska. Te długie piły rzucane na Sa, którego od pomocników dzieliło kilkadziesiąt metrów, toż to obraz nędzy i rozpaczy, coś jak taktyka reprezentacji za Smudy (oczywiście z Lewym w roli Sa). Można się bronić, ale 'atakując' w ten sposób, trudno liczyć że wyciśnie się z meczu coś więcej niż 0:0.
Po drugie, zapytuję Ciebie Iocosusie skąd w swoich rozważaniach, skądinąd konkretnych, wziąłeś Kucharczyka?.
Gawin pisze ,że Legia broni strefą.Nie do końca to jest prawda, gdyż nasza drużyna broni strefą tylko przy stałych fragmentach gry. Przy innych metodach atakowania naszej bramki bronimy systemem "każdy swego". Ale czy tak czy inaczej to Kucharczyk obrońcą nie jest i w strefie obrony / takim kawałku boiska/ nie ma dla niego miejsca, zaś przy kryciu każdy swego on odpowiada za atakującego prawego obrońcę w tym wypadku za Wojtkowiaka.
Bo krycie każdy swego jest dość jasne: skrajni obrońcy odpowiadają za skrzydłowych, skrzydłowi za bocznych obrońców, defensywni pomocnicy za swoich odpowiedników, zaś ofensywny pomocnik i napastnik za środkowych obrońców rywali. Trener na odprawie przedmeczowej ustala imiennie kto za kogo. Zdarza się krycie indywidualne szczególnie grożnego z przeciwników lub spełniającego kluczową rolę w ich zespole np. kiedy Masłowski tak krył Kamińskiego z Lecha. Bardziej zaawansowani stosuję obronę kombinowaną np. krycie "każdy swego" w strefie, krycie w strefie z przekazywaniem krycia itp.. Każdy system ma swoje wady i zalety. Np. czysta strefa powoduje zaangażowanie w grę w obronie czterech graczy podczas gdy np. rywal gra na jednego napastnika i wtedy dość śmiesznie wygląda jak czterech stoi obok jednego rodzynka.Przeciwdziała się temu rozszerzając strefę wzdłuż lub wszerz boiska tak ,że strefa obrony dzielona jest na dwie lub trzy części. Krycie każdy swego ma więcej wad, gdyż jest to system super ostrożnościowy zakładający,że to my niejako jesteśmy słabsi a rywale grożniejsi i powoduje,że grupujemy zawsze więcej swoich graczy niż mają ich atakujący i niektórzy kryją powietrze.Swego czasu dość popularne było stosowanie pressingu na całym boisku lub na jego części w wariancie w którym zasadniczo jak my byliśmy przy piłce to starliśmy się uciec od kryjącego rywala, a jak oni to przyklejaliśmy się do najbliższego. System stosowany rzadko , bo przy przegranym pojedynku indywidualnym całą obronę diabli brali.
A w tej konkretnej sytuacji to Makuszewski zawsze był Brzyskiego a Vranjes albo Jodłowca albo Vrdoljaka zależnie od ustaleń trenera.Dlatego Kuciak miał rację, bo przynajmniej on reaguje jak należy. Żyry też bym w to nie mieszał. Owszem stracił piłkę, ale nie poszła kontra tylko normalnie poprowadzony atak i obrońcy byli na swoich miejscach i powinni to obronić.Inna byłaby sytuacja gdybyśmy my rozwijali atak pozycyjny z udziałem obrońców i ktoś bezmyślnie traci piłkę i oni idą na kontrę ,a nasi obrońcy nie zdążają. Wtedy jak najbardziej słusznie na odprawie pomeczowej daje takiemu trener po uszach.
W rozważaniach pomijam celowo rolę formacji i ich miejsce w grze defensywnej i obronnej,ale to by jeszcze bardziej zagmatwało ocenę sytuacji.
I ja nie o to mam pretensje do trenera Berga tylko o to,że w ogóle taki system obrony stosuje. On nie przystoi takiej drużynie jak Legia. Ja rozumiem,że on tak grał z marną drużyną w Norwegii, ale nie można Legii do takiej roli sprowadzać.To my mamy bronić się najprościej czyli atakując rywali i zmuszając ich do obrony.Napadając ich nie dajemy im szansy na popisy w ataku, tylko sobie.
Ja mam wielką sympatię do Lechii, stąd do tej pory obejrzałem wiele ich meczów. Grzelczak jest typem piłkarza, którego piłka bardzo, ale to bardzo lubi, natomiast on raczej nie pała wzajemnością do tej piłki. Inaczej mówiąc, jest kompletnie drewniany. Niemal w każdym meczu miewa po kilka, kilkanaście akcji, które po prostu partoli, bo Bozia nie dała umiejętności. Natomiast, ten Austriak... nie wiem, skąd oni go wytrzasnęli ale szacun dla jego menago, bo to jest poziom naszej 3 ligi. Widząc tego grajka w wyjściowej 11-tce a nie widząc Colaka zrobiłem wielkie oczy, bo wystawiając tego chłopaka Brzęczek zrobił nam wręcz przysługę. Przez 15 minut meczu biegał jak kot z pęcherzem, parę razy dostał po kościach od naszych defensorów po czym po prostu zniknął.
Oglądając mecz to w pierwszych chwilach po stracie gola miałem zamiar udusić Brzytwę, tym bardziej że podważam jego przydatność w grze destrukcyjnej i chciałem krzyczeć; „a nie mówiłem, a nie mówiłem”. Natomiast gdy człowiek stygnie, zaczyna analizować i żeby być uczciwym wobec siebie samego i przede wszystkim wobec Pana Tomasza to doszedłem do takich wniosków jakie przedstawiłem. Łańcuszek błędotwórczy zawierał więcej niż tylko jedno ogniwo. Nie tylko lewemu obrońcy należało się obsztorcowanie.
@ Czarny Elf & Gawin
Rozumiem irytację, samemu ją kiedyś wyrażałem gdy wydawało mi się że Żyro do zadań defensywnych podchodzi z nazwijmy to z pewną taką nonszalancją. Natomiast do „łańcuszka błędotwórczego” Michała dołączam, ale też podzielam pogląd Zbyszka, po stracie piłki mieliśmy jeszcze szanse żeby zagrożenie zneutralizować.
@ Zbyszek
Odnośnie Żyry się zgadzamy, ale w większości pozostałych kwestii są między nami takie rozbieżności interpretacyjne być może już na etapie posługiwania się pojęciami, ze zacząłem się zastanawiać nad całkiem nowym artykułem. Wyjaśniającym lub dookreślającym co nam obu po głowach chodzi.
Zacznijmy może jednak od protokołu rozbieżności z mojej strony.
„Gawin pisze ,że Legia broni strefą.Nie do końca to jest prawda” – dla mnie to absolutna niepodważalna prawda, pomijając stałe fragmenty gry, do których jeszcze powrócę, stosujemy schemat czwórki obrońców w linii, a jeżeli gramy linią to i strefą jak obecnie 99 % profesjonalnych drużyn w Europie.
„bramki bronimy systemem "każdy swego" – nikt tak już nie broni, Zbyszek wskaż mi przykład drużyny gdzie z założenia piłkarze ustawiają się w pary i przez 90 minut biegają za sobą? Ustawiają się w defensywie w linii, przesuwając starają się skrócić i zawęzić pole gry. Dziś nawet Messi, CR7 lub Ibrakadabra „plastrów” nie mają, a jeżeli już to raczej na zasadzie wyjątku niż reguły.
Może Zbyszku mylimy krycie „każdy swego” i „indywidualne” zinterpretowałem to na tej samej zasadzie, być może Ty to rozdzielasz, powstaje niezrozumienie pojęciowe miedzy nami, ale jeżeli tak to drugie zdanie: „skrajni obrońcy odpowiadają za skrzydłowych, skrzydłowi za bocznych obrońców, defensywni pomocnicy za swoich odpowiedników, zaś ofensywny pomocnik i napastnik za środkowych obrońców rywali. Trener na odprawie przedmeczowej ustala imiennie kto za kogo.” – jest fałszywe. Sztab szkoleniowy może przekazać piłkarzowi kto będzie najczęściej czyli tzw. nominalnie grał w strefach za które bierze się odpowiedzialność, uwrażliwić na jego wady i zalety, ale „imiennego krycia” tego piłkarza nie nakaże z oczywistego lapidarnego powodu, przy jakichkolwiek zmianach pozycji przez rywali formacja, gra w linii by się rozsypała. Gdyby Makuszewski przeszedł na lewą stronę, to Brzyski też miałby zamienić się z Bereszyńskim!? No nie, tak się nie dzieje, nie ma Zbyszku czegoś takiego jak: „krycie "każdy swego" w strefie”, rozumiane na zasadzie indywidualnego podążania za piłkarzem rywala – tu moje veto, natomiast z „przekazywaniem krycia w strefie” – tu pełna moja zgoda, na tym polega gra w linii. Branie pod kontrolę wchodzących w przypisaną strefę i przekazywanie ich gdy zmieniają pozycje.
Jak linie mają funkcjonować, dobrze pokazują takie obrazki:
https://www.youtube.com/watch?v=2ew4Cd9A3EU
doskonale na nich widać zasadę przekazywania krycia, wychodzenia do rywala z piłką w przynależnej strefie. W końcówce filmu widać jak winny się przesuwać wzajemnie asekurując „dwie linie zasieków”. Bo pomocnicy do defensywy też są przecież zobowiązani, nie tylko pomocnicy defensywni ale i boczni i to nie na zasadzie że Brzyski jest odpowiedzialny jedynie za skrzydłowego Makuszewskiego a Kucharczyk jedynie za bocznego obrońcę Wojtkowiaka, oni są odpowiedzialni za każdego piłkarza operującego w ich strefie obojętnie jak się nazywa. W tym celu winni ze sobą współpracować, pomagać sobie wzajemnie.
„czysta strefa powoduje zaangażowanie w grę w obronie czterech graczy podczas gdy np. rywal gra na jednego napastnika i wtedy dość śmiesznie wygląda jak czterech stoi obok jednego rodzynka.Przeciwdziała się temu rozszerzając strefę wzdłuż lub wszerz boiska tak ,że strefa obrony dzielona jest na dwie lub trzy części.” – strefa będzie funkcjonowała obojętnie czy przeciwnik gra jednym, czy dwójką napastników, czy też bez żadnego - „po hiszpańsku”, nie rozumiem tego „podziału na dwie lub trzy części” przecież legendarne są te treningi piłkarzy powiązanych sznurkiem na boisku, właśnie dlatego żeby nauczyć przesuwania się w linii (obrońców i pomocników) i utrzymania wzajemnej miedzy sobą odległości gdy przeciwnik ma piłkę i ją rozgrywa.
„w tej konkretnej sytuacji to Makuszewski zawsze był Brzyskiego a Vranjes albo Jodłowca albo Vrdoljaka zależnie od ustaleń trenera” – fałsz, na Vranjesa grali Jodła z IV a później Furmi w zależności od tego w czyjej strefie operował, z zastrzeżeniem o ile własne pozycje w ustawieniu odbudowali, wówczas Vranjesa w kryciu mogli sobie przekazywać, ale na stałe Berg nikomu go nie przypisał bo to by się kłóciło ze strefową zasadą. Czasami tak wygląda że w meczu jakaś „para” toczy ciągłe wzajemne pojedynki, ale dlatego, że jeden z nich ustawicznie wchodzi w strefę drugiego, a nie dlatego ze ten drugi kryje indywidualnie pierwszego. Colak grał na Lewczuka, ale Lewczuk go nie krył indywidualnie, opiekował się nim „strefowo” gdy w niej się pojawiał wtedy starał się go kryć krótko.
„nasza drużyna broni strefą tylko przy stałych fragmentach gry” – strefą stara się bronić według mnie cały czas. Zbyszek jeżeli twierdzisz że przy stałych fragmentach gry również, to nie zaprzeczę, bo faktycznie ustawiają się przy rzutach rożnych w piątce, a następnie "rozbiegają" w pole karne, może każdy ma przypisany swój sektor szesnastki do kontroli, być może masz rację, ale może jednak niektórzy ustalają jeszcze przed meczem kto kogo ma pokryć i tu byłby jakiś ten element „krycia każdy swego” w strefie przy sfg. To by była jakaś forma „mieszana”, w naszej lidze trenerzy takim założeniem operują. Jeśli o to chodziło, to zastrzeżeń bym nie miał. Przy wolnych z pola w szesnastkę trudno mi sobie wyobrazić że nie wiadomo kto za kogo ma odpowiadać, ale po prawdzie jak jest w rzeczywistości to piłkarze i Berg wiedzą, nie podejmę się przesądzać.
„Zdarza się krycie indywidualne szczególnie grożnego z przeciwników lub spełniającego kluczową rolę w ich zespole np. kiedy Masłowski tak krył Kamińskiego z Lecha.” – przyjmuję to założenie, Masło z Lechem grał na pozycji ofensywnego środkowego pomocnika, to za jego plecami zasieki ustawiali IV z Jodłą i Kuchym z Żyrą po bokach, mógł go Berg zatem zadaniować, żeby po stracie piłki zwracał uwagę na ofensywne wyjścia Kamińskiego.
„pomijam celowo rolę formacji i ich miejsce w grze defensywnej i obronnej,ale to by jeszcze bardziej zagmatwało ocenę sytuacji.” – Zbyszku rozjaśniło, nie możesz pominąć roli formacji, bo z grą strefą jest to nierozłączne, przynajmniej dla mnie. Nie założymy obrony w strefie nie uwzgledniajac ustawienia i linii obrony i pomocników. Obojetnie czy będzie to 4-4-2, czy 4-2-3-1, czy 4-1-4-1 lub jakakolwiek inna taktyka, utworzone linie względem siebie musza się przesuwać, a ich organizacja po stracie piłki jest przykazaniem, chyba że przy szybkim kontrataku rywala pozostaje tylko „pożar w burdelu” ugasić pierwszym dostępnym sposobem, bo na nic innego już czasu nie starczy, dlatego kontra po stracie wobec zdezorganizowanych szyków obronnych jest tak niebezpieczna.
Rekapitulujac, „krycie każdy swego” na zasadzie ze w utworzonej strefie każdy odpowiada za rywala wchodzącego w tą strefę, jeżeli rywal zmienia pozycję to następuje przekazanie krycia, to z tym się zgodzę, z „kryciem indywidualnym” z przypisaniem do konkretnego nazwiska, a nie pozycji, już nie.
Przy utracie bramki w Gdańsku jak Gawin słusznie zauważył: „Brzytwa zachował się prawidłowo, zawężając pole gry kiedy akcja szła drugą stroną” cała czwórka obrońców starała się swoje zadania wypełniać, przesuwali się w miare prawidłowo jak dla mnie laika, kibica, sytuację zignorowali zaś pomocnicy, odpuścili zdając się tylko na defensorów, chyba sadząc że sobie poradzą. Bereś zaś dopuścił do dośrodkowania, Kuchy się zagapił ewidentnie nie dostrzegł skrajnego, przyczajonego Makuszewskiego, a powinien dać o nim znak Brzytwie, samemu przejmując kontrolę nad Vranjesem, który w szesnastce się zatrzymał. Kuchy tego nie zrobił, a Brzytwa „nie poszedł na piłkę, tylko biernie na nią czekał”, ale wcześniej nie może być tak że skrajny obrońca w szesnastce ma kontrolować dwóch rywali, a skrajny pomocnik będzie pasywny w takiej sytuacji. O to mi chodziło z Kuchym.
Otóż ja zacznę troszkę żartobliwie.W komentarzu do tekstu Gawina napisałem na początku,że oglądałem mecz w TVP1 w towarzystwie prawdziwych fachowców tj. Jerzego Engela i Dariusza Wdowczyka , a komentatorem był Rafał Ulatowski. Oni jakoś tak byli ze mną zgodni,że Legia nie wiadomo czemu w Lidze nie broni cały czas strefą , tylko przy stałych fragmentach gry. Moje zdziwienie jest tym większe,że wydawało mi się,że Berg przynajmniej w tym będzie konsekwentny. Niestety muszę Cię naprostować. O tym jakie zadania taktyczne dostają poszczególni zawodnicy decyduje trener. Ja wiem,że są uczone rozprawy /sam ich trochę przeczytałem/, które udowadniają, który system jest najlepszy i dlaczego. I pomimo to systemy się zmieniają i moim zdaniem doskonalą. Nie ma w piłce ustalonego dekalogu i dogmatycznych zasad ,które obowiązują zawsze i wszędzie. I dobrze. Ale znowu niestety uciekłeś od odpowiedzi na podstawowe pytanie : skąd ten pomysł z winą Kucharczyka?. Cały Twój wywód z godziny 10.54 podważa to co w artykule napisałeś. Niezależnie od rozważań o logosie i istocie bytu sprawa jest prozaiczna. Trener decyduje. On ustala i to on rozlicza zawodnika z zadań,ale i to tylko on odpowiada za wyniki.A tak na marginesie to pominięcie w całej sprawie zasadności zachowań Kuciaka jest lekką manipulacją. Bramkarz uczestniczy w odprawach i on wie kto jakie zadania otrzymał ; jeżeli ruszył na Brzyskiego to wiedział,że to on zadania nie wykonał.I nie widzę powodu, abym po przynajmniej kilku tekstach o taktyce w sensie ogólnym teraz rozmywał ich treść pisząc,że w takiej to a takiej książce napisano,że ten powinien zrobić w konkretnej sytuacji tak a tak.Więc ustalmy jedno : Kucharczyk niewinien.
Natomiast jestem w gotowości i już kroi mi się w łebku tekst o piłkarskim mitomaństwie i jego twórcach pajacykach piłkarzykach.Ale też dlatego,że zupełnie zignorowałeś moje pisanie od dłuższego czasu o braku zgodności organizacji gry Legii nie tylko a teorią,ale też z potrzebami. Przy czym dla mnie sprawą podstawową jest fakt,że w naszej drużynie zapanowała panika, która poza Panem Mioduskim i Wandzelem wszystkim odbiera rozum.Wiosną 1978 roku Jacek Gmoch / pozdrawiam/ wydał książkę "Alchemia futbolu" w której odwołuje się w rozważaniach o pryncypiach taktyki do sztuki wojennej i pracy Carla von Clausewitza "O wojnie". Jacek miał wtedy za mało autorytetu, aby mówić od siebie więc często , jak to u niego, wkładał swoje myśli jako te niby zapożyczone / też tak mam/. Jedną z nich jest twierdzenie o adekwatności sił i środków obronnych w stosunku do realnego zagrożenia.Podam przykład historyczny : gdybyśmy w sierpniu 1920 roku do obrony Warszawy zaangażowali wszystkie siły to bolszewicy pewno by jej nie zdobyli,ale też my byśmy ich z Polski nie wygnali i nie pokonali.Tylko,że my mieliśmy Marszałka, a oni Stalina.
Zmierzam do tego,że jak to na "obrazkach" pokazałeś nas w obronie było w tym fragmencie meczu 7/ nie był to wyjątek/, a ich 5 i tym samym ich pięciu kryło naszych dwóch . Przy takiej dysproporcji sił wygrać nie sposób.I to dla mnie jest najgorsze. Błędy się zdarzają, ale trzeba umieć z nich wyjść, trzeba umieć stawić im po męsku czoła i trzeba wyciągać wnioski.
Pan Mioduski swoimi wypowiedziami leje oliwę na wezbrane fale i ja to rozumiem.Ma słuszność, bo tak trzeba.Tylko,że piłkarze mają ganiać po boisku z jakimś celem i jakimś sensem, a o tym stanowi trener. On i tylko on.W tym zakresie odpowiedzialność jest niepodzielna.
Przepraszam bardzo , ale historia jest na innych stronach internetu.
Generalnie lubię - strzał-...ale , aż taki? pozwólmy sobie na pewnego rodzaju spokój. Różnica polega na tym...hahhhahaah , że wszyscy, którzy czytają nie potrafią napisać prawdy. Ja napiszę
Panie Zbyszku Drogi, kto? Panu dał prawo- rozprawek dotyczących sensu, toż Pan tego sensu nawet nie umie rozumieć, co nie znaczy , że Pan nie rozumie ogółu....
Zawsze ciekawością czytam Pana wpisy, są taką ( ?)kolokwialną chimeryczną, praworządną sentencją wydarzeń.Pan tak piszesz, jakby czytelnicy byli debilami - żyjącymi...
Otóż Panie Zbigniewie tak nie jest... bardzo proszę o pewnego rodzaju spokój...!
Ja tam lubię szczerość! i Bardzo uwielbiam Prawdę
Zatem proszę mi nie wciskać teorii, rozumienia, rozwagi, mądrości i bylejactwa.
Prosze być sobą Panie Zbigniewie...
taka prośba moja
„niestety uciekłeś od odpowiedzi na podstawowe pytanie : skąd ten pomysł z winą Kucharczyka?. Cały Twój wywód z godziny 10.54 podważa to co w artykule napisałeś.” – masz babo placek! Zbyszku zgadzamy się że nas na własnej połowie było 7, a lechistów 5 i mimo to w końcowej sekwencji akcji nasz skrajny obrońca jest zmuszony do kontroli nad dwoma rywalami. Jest tu jakiś oczywisty błąd systemowy, czy też nie? A jeżeli jest to jaki? Szanowny adwersarzu nabrałeś wody w usta w tej konkretnej kwestii? Według mnie, przyczyną była pasywność i gapiostwo pomocników, w tym Kuchego, który nie wspomógł nie przejął od Brzytwy choćby kontroli nad „bodajże” Vranjesem. (przechrzczę Vranjesa chyba na takie imię – ‘Bodajże’
„ustalmy jedno : Kucharczyk niewinien”
Ustalmy jedno – Zbyszek subiektywnie twierdzi, że Kucharczyk niewinien, a iocosus subiektywnie jak najbardziej uważa go za współwinnego. Takie ustalenie przynajmniej w rzeczywisty sposób oddaje nasze poglądy.
Sprowadzenie sprawy jedynie do oczywistych baboli Beresia pozwalającego dośrodkować i Brzytwy który na piłkę nie poszedł, został w blokach i Makuszewski to wykorzystał, spowoduje że w kolejnych meczach, „błędy systemowe” sprawiające że jeden obrońca w polu karnym ma dwóch rywali do krycia będą się powtarzały. Dlatego na gapiostwo i pasywność pomocników należy zwracać uwagę, że to może być kwestia „systemowa” w organizacji w obronie (ale pomocników winnych odpowiedniej asekuracji defensorów ) może świadczyć fakt że gdy chwilę wcześniej bramki Colaka nie uznano, to i w tamtej akcji po centrze z lewej strony Tomasz Brzyski miał za plecami ponownie dwóch zawodników w zielonych koszulkach w polu karnym! Proszę zwróćcie uwagę. Obie akcje były po 80 minucie, najprawdopodobniej pozostawienie przeciwników w szesnastce bez kontroli nad nimi (ten błąd ‘systemowy’) w obu wypadkach wynikało ze zmęczenia, ale to nie znaczy że na takie przypadki nie należy zwracać uwagi. Nie uwrażliwiać na coś takiego.
Zbyszek meczyk obejrzałem w C+, w TVP cenię tylko jednego sprawozdawcę – Jacka Laskowskiego. Komentarzy ekspertów nie słyszałem nie mogę się zatem do nich odnieść, dla mnie miarodajna jest opinia: „Akurat w obronie graliśmy w tym meczu co najmniej solidnie” – przez 80 minut jedyne zagrożenie spowodował „Bodajże” Vranjes strzałem w słupek, oprócz tego Lechia w próbach ataku była bezproduktywna i neutralizowana.
Po rozbieżnościach pełna zgoda i równie pełna aprobata dla wypowiedzi Dariusza Mioduskiego. Są trzy mecze do końca sezonu zasadniczego, ani z Zawiszą, ani z Ruchem bułki z masłem nie będzie, zobaczmy jak drużyna w nich się będzie prezentowała, na nerwowe ruchy jest stanowczo za wcześnie.
@ Zgred
Osobiście traktuję wypowiedzi Zbyszka jako prezentację jego indywidualnego poglądu, a nie 'prawdę objawioną' i przy tym założeniu szafa gra. W takiej koncepcji wzajemnie możemy się "prostować" do woli.