A+ A A-
  • Kategoria: Krótka Piłka
  • Monrooe

Wrocławskie reminiscencje

Mecz ze Śląskiem Wrocław dostarczył kibicom Legii niemałych emocji. Tym cenniejszych, że w zasadzie wyłącznie pozytywnych. Pomijając jednak ogólny, pozytywny obraz meczu, warto przybliżyć kilka ciekawych (mam nadzieję) obserwacji związanych z tym pierwszym ligowym występem legionistów.

Niniejszym zapraszam do lektury.

Wielka śląska pomyłka

Oglądając składy wyjściowe w jakich zespoły miały przystąpić do rywalizacji byłem pewien, że trener Pawłowski straszliwie się pomylił. Jestem wręcz przekonany, że był niemal pewien, iż Henning Berg powtórzy manewry swoich kolegów z Poznania i Białegostoku i zastosuje głęboką rotację składem. Sam więc wystawił to co miał najlepszego licząc, że jego podopieczni na wpół stojąc zdołają pokonać zbieraninę dzieciaków z Łazienkowskiej 3. Niestety sztab szkoleniowy Wikinga zakpił straszliwie i postawił w tym spotkaniu na najlepszych swoich ludzi. Efekt był opłakany, wrocławianie stracili mnóstwo sił właściwie oddalając możliwość powalczenia z IFK Goeteborg w Ledze Europejskiej. Przegrana, ale też przebieg meczu też nie wypną pozytywnie na mentalność wrocławskich piłkarzy. A szkoda, bo przecież to właśnie Europa a raczej gra na tamtejszych boiskach powinna być celem numer jeden na tym etapie sezonu. 

4-4-2

Po meczu we Wrocławiu można przeczytać, że wreszcie zaczęliśmy grać w tym ustawieniu. Schemacie, który poprzez wystawienie dwóch nominalnych napastników ma być odzwierciedleniem naszej chęci dominacji nad boiskowymi wydarzeniami. Niestety, jest to typowy przykład braku porównania przeczytanych opinii z otaczająca nas rzeczywistością. U kogo jak u kogo, ale u Henninga Berga nie istnieje i nigdy nie istniało coś takiego jak żelazne ustawienie. Niezależnie od tego co było wypisywane przez różnego rodzaju komentatorów Norweg co chwila eksperymentował z ustawieniami zespołu. W tak zachwalanym po meczu ze Śląskiem ustawieniu 4-4-2 wyszliśmy na mecz z Lechem i chyba nie muszę przypominać jak tamto zestawienie zostało przyjęte przez naszych rodzimych (zachwyconych obecnie) fachowców. A przecież już wcześniej sztab szkoleniowy „Wojskowych” próbował ustawienia z Orlando Sa, którego miał wspomagać Saganowski. Oczywiście patrząc na wczorajszy mecz, aż chciałoby się postawić na odwrotne zestawienie tej pary, powielenie duetu Axel – Niko, czyli powierzenie szpicy Saganowi, operowanie za nim zostawić Orlando. Niestety taka konfiguracja nie była możliwa, bo Portugalczyk zajęty był tylko tym co dzieje się z przodu, zupełnie odpuszczając zabezpieczenie środka pola. Tak samo nie udawało się to we wspomnianym meczu o Superpuchar młodemu Ryczkowskiemu. Ale już zarówno serbski Węgier, jak i serbski Szwajcar okazali się doskonałymi „nękaczami” bardzo mocno ograniczając możliwość wyprowadzania akcji środkiem pola. Dlatego też zamiast stwierdzić, że Berg się wreszcie czegoś uczy, rzekłbym, że Norweg wreszcie dostał klocki pozwalajcie mu grać tak, jak tego próbował już od dawien dawna. Bo przecież tak naprawdę to Nemanja Nikolić nie miał żadnej innej roli jak ta, w której już nie raz obserwowaliśmy Ondreja Dudę. Z tym, że Węgier co zrozumiałe ma zdecydowanie większy ciąg na bramkę, a Słowak większe umiejętności rozegrania futbolówki.

Alexander Prijović

Strasznie mi się podobała gra i przede wszystkim praca, jaka wykonał serbski Szwajcar, lub jak kto woli szwajcarski Serb. Rozbijanie obrońców rywali, wychodzenie do kontr, harówka na całej szerokości i połowie długości boiska to coś czego dawno nie obserwowaliśmy w grze naszych napastników. No chyba, że uwzględnimy Marka Saganowskiego, ale tu muszę przyznać, że Alex jak już nazywają go koledzy z szatni był zdecydowanie groźniejszy dla bramki rywali. W zasadzie to Prijović mógł, a może i powinien strzelić co najmniej dwie bramki, jednak uwzględniając prace jaką wykonał jestem gotowy usprawiedliwić brak świeżości w nogach, a co za tym idzie brak precyzji w decydujących momentach. Nie zmienia to faktu, że w osobie Serbo-Szwajcara otrzymujemy w ataku postać, na którą Henning Berg czekał już od dawna. Gracza, który bardzo wzbogaca nasze możliwości zestawienia przedniej formacji zespołu. Jeśli do tego wszystkiego Alexander zacznie jeszcze strzelać to… uu..

Nemanja Nikolić

Zupełnie inny typ napastnika od opisanego wyżej Alexandra Prijovicia. Choć co bardzo ważne, nie mniejszy pracuś. Teoretycznie wolniejszy od Szwajcara, ale za to zdecydowanie lepszy technicznie i lubiący szybką grę na jeden kontakt. Co ważne Niko jest napastnikiem wcale nie stroniącym od pracy na całej szerokości boiska, zejście w boczny sektor boiska i dośrodkowanie, lub rozegranie piłki na skrzydle to dla Węgra chleb powszedni. Jeśli dodamy do tego zapędy pod własną bramkę i przejawianie chęci do wzięcia odpowiedzialności za rozprowadzenie futbolówki to możemy domniemywać, że ewentualna sprzedaż Ondreja Dudy nie wyrwie nam dziury w środku pola. A przecież to jeszcze nie koniec, bo przecież Nikolić to przede wszystkim snajper i to snajper wytrawny. Nie jakiś tam strzelec, który każdą piłkę pod kolanem kopnie ile tylko sił w stronę bramki rywali, ale zawodnik, który uwielbia znaleźć się w świetle bramki i mierzonym uderzeniem nie dać szans bramkarzowi drużyny przeciwnej. Noga, głowa, w zasadzie bez większej różnicy. W zasadzie każdy kontakt z piłką w okolicach pola karnego rywali to śmiertelne zagrożenie dla starzonej przez nich bramki. Mam tylko jedno ale, wciąż czekam na ten feler, który pozwolił sprowadzić Nemanję do nas a nie do silnej ligi europejskiej. Jakiś cholera musi być.

Gra defensywna zespołu

Trzeba uczciwie przyznać, że Śląsk Wrocław nie testował zbyt uporczywie naszych szyków obronnych. A jednak te kilka akcji przeprowadzonych przez podopiecznych trenera Pawłowskiego przyniosło naszym defensorom nadspodziewanie wiele problemów. Ewidentnie widać, że bardzo wiele pracy mają do wykonania nasi środkowi obrońcy, a Michał Pazdan szybko musi uczyć się różnic jakie dzielą jego grę w poprzednim klubie z obowiązkami jakie spotkały go w Legii. Wydaje się, że już wie, iż wielkie postępy jakie poczynił w operowaniu piłką to jedynie początek drogi jaką musi przejść aby w pełni wkomponować się w zespół. Na razie Pazdan, bardzo dobry jak na polskie warunki obrońca wydaje się być zaskoczony zarówno ilością kontaktów z piłką, jak i tym, że oczekuje się od niego nie tyle wyekspediowania futbolówki w pobliskie krzaki, a szybkiego przekazania jej do nieobstawionego kolegi i rozpoczęcia kolejnego ataku legionistów. Były piłkarz Jagielloni momentami wygląda na zagubionego, jakby nie do końca wiedział co i kiedy należy zrobić.

Sytuacji nie poprawia fakt potwierdzającej się opinii o bardzo zbliżonej charakterystyce gry nowego gracza z liderem formacji defensywnej Jakubem Rzeźniczakiem. Obaj panowie posiadają bardzo podobne zalety, ale też co zrozumiałe te same wady. Ciężko oczekiwać od nich świetnej gry w powietrzu, nie sposób wymagać umiejętności wyprowadzenia futbolówki. Niestety musimy być przygotowani, że zarówno pierwsza jak i druga wada zbierze żniwo w nadchodzącym sezonie. Jak choćby przy strzale Flavio Paixao, kiedy to do doskonale ustawionego Portugalczyka nie wyszedł żaden z naszych defensorów. Z tym, że moim zdaniem nawet gdyby wyszedł to i tak nie zagroziłby fruwającemu w powietrzu Portugalczykowi. Niestety taką bramkę w tym sezonie stracimy jeszcze nie raz. Być może nie będziemy za to tracili innych, bo umiejętność wychodzenia z linii defensywy i przerywania akcji rywala to duża zaleta naszego tandemu. Szybkość i mobilność to na pewno wielki atut defensywy Berga, aby jednak zaczął działać jak należy potrzebne jest zgranie, a na to czasu nie mieliśmy.

Michał Masłowski

Nie jest tajemnicą, że Michał Masłowski nijak nie przytaje do opinii jakie wystawili my nasi decydenci tuż po transferze z bydgoskiego Zawiszy. Można by raczej rzec, że popularny „Masło” zawodzi na całej linii i to w zasadzie niezależnie od kolejnych prób podejmowanych przez nasz sztab szkoleniowy, który zdaje się wciąż szukać pozycji dla  było nie było uzdolnionego pomocnika „Wojskowych”. Optymalna pozycja Masłowskiego to wysunięty ofensywny pomocnik, z tym, że nie zapominajmy, iż pełny rok w Zawiszy Michał rozegrał właśnie jako skrzydłowy i to w zasadzie ten okres przyczynił się zwiększonego zainteresowania tym zawodnikiem, który udowodnił, że jest piłkarzem uniwersalnym. Niestety obecnie zupełnie tego nie potwierdza. Przy czym największym jego mankamentem nie jest sama gra, tylko unikanie tejże. „Masło” zupełnie nie pokazuje się na pozycjach, gra bardzo statycznie, wciąż wdając się w walkę z rywalami, a przecież jego największym atutem jest drybling z piłką przy nodze, lub podanie do wychodzącego kolegi. Ja na razie w Legii nie pokazał żadnego z tych atutów. Faktem jednak jest, że szkoleniowcy wciąż szukają rozwiązania mającego „przywrócić” Masłowskiego dla kształtującej się na nowo Legii Warszawa.

Kończąc, mecz we Wrocławiu dostarczył nam wielu miłych wrażeń, nie zapominajmy jednak, że jedna z najstarszych piłkarskich prawd brzmi - gra się tak jak przeciwnik pozwala, a piłkarze Śląska pozwolili legionistom na bardzo wiele. Nie będę też urywał, że martwi mnie nieco znaczny wydatek energetyczny naszych zawodników, a co za tym idzie z niepokojem oczekuję rewanżu z Botosami. Mam nadzieję, że nasi szkoleniowcy doskonale zdaja sobie sprawę z naszych możliwości i wiedzą, że w tej chwili ich podopieczni są w stanie udźwignąć trudy bardzo ważnego spotkania jakie nas czeka w Rumunii. 

 
 
 
 
Dyskusja (3)
1poniedziałek, 20, lipiec 2015 15:19
sektor212
@MONROOE

Bardzo trafne spostrzeżenia ciekawie opisane. Najbardziej podoba mi się kwestia systemu 4-4-2. Mam wątpliwości co do jednego stwierdzenia Nikolić "Teoretycznie wolniejszy od Szwajcara". Ja odnoszę wrażenie, że jest zdecydowanie szybszy.

PRZED REWANŻAM W RUMUNII
Mamy za sobą dobry tydzień w wykonaniu Legii. Zwycięstwo LE i udany start (okazałe wyjazdowe zwycięstwo nad Śląskiem) w nowym sezonie naszej ekstraklasy. W moje serce została wlana sporą dawkę optymizmu. Legia z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej.

JEDNAK OSTRZEGAM – REWANŻ W RUMUNI NIE BĘDZIE ŁATWY! Spora część środowiska piłkarskiego (kibice również) traktują wyjazd do Rumuni jako formalność. Oby piłkarze nie uwierzyli w panujący optymizm tylko podeszli do meczu z pełna koncentracja. Skoro rewanżowy mecz ma być spacerkiem skąd moje obawy.
Oceniamy zespół Rumuński po przez pryzmat 8 miejsca w lidze i pierwszego meczu rozegranego na Ł3. Moim zdaniem Rumuni u siebie zagrają zupełnie inaczej (obym się mylił i Legia nie pozwoli im na wiele) nie mają nic do stracenia. Do Warszawy przyjechali z nastawieniem defensywnym. Mimo to w moim odczuci zaprezentowali się całkiem przyzwoicie. To nie półamatorzy z Irlandii.

Ich sztab szkoleniowy na pewno zorientował się, że Legii najłatwiej strzelić bramkę w pierwszych 30 minutach. Tą tezę potwierdzają ostatnie trzy mecze i stracone bramki z Lechem w 10 min., Pogonią Siedlce w 6 min. ze Śląskiem w 28 mi. Trzy mecze ten sam scenariusz pierwsi tracimy gola. Jeżeli odważnie zaatakują od pierwszych minut to są w stanie zdobyć gola i wyrównać wynik rywalizacji w dwumeczu. Czy odważą się na taki krok? Mecz we Wrocławiu może ostudzić ich zapały. Statystyki z meczu ze Śląskiem pokazują, że w dwóch pierwszych kwadransach to my prowadziliśmy grę (osiągając 34% przewagi w posiadaniu piłki) a mimo to przegrywaliśmy 1:0. Pozostałą część meczu (od 30 min.) to Śląsk miał przewagę w posiadani piłki a my w tym czasie strzeliliśmy 4 bramki. To pokazuje, że jesteśmy o wiele groźniejsi z kontrataku niż w ataku pozycyjnym. Reasumując posiadamy atuty gry z kontry co za tym idzie Rumuni mogą rozpocząć ostrożnie tak jak w Warszawie. Nie stracimy bramki w pierwszych dwóch kwadransach to powinno być dobrze. O wytrzymałość Legii nie ma co się martwić. Ale o koncentrację od pierwszej minuty tu trzeba uważać.

Inny słaby punkt Legii to stałe fragmenty gry (rzuty rożne) czy dośrodkowania. Już w pierwszym meczu FC Botosani pokazało, że ćwiczą ten element. W pierwszej połowie (jak dobrze pamiętam) na 3 rzuty rożne dwukrotnie dochodzili do pozycji strzeleckiej. Inna sprawa, że oba uderzenia były nie celne. Ale nasza obrona nie potrafiła zażegnać niebezpieczeństwa. Mecz ze Śląskiem potwierdza te obawy. Przypuszczalna nasza linia obrony na czwartkowy mecz nie prezentuje się imponująco jeżeli chodzi o wzrost (walkę o górne piłki). Rzeźniczak 182 cm. Pazdan 181 cm, Broź 177 cm, Brzyski 171 cm. Oczywiście naszych obrońców przy rzutach rożnych będą wspierały dwie nasze wieże Jodłowiec i Prijović. Ale należy mieć się na baczności. Zapewne jest to element gry gdzie Rumuni mogą nas skarcić.

Mimo moich obaw typuje 1:2 dla Legii. Wierzę w koncentrację i walkę od 1 minuty do 90 minuty.
2poniedziałek, 20, lipiec 2015 17:28
Monrooe
@ sektor212

- " Mam wątpliwości co do jednego stwierdzenia Nikolić "Teoretycznie wolniejszy od Szwajcara". Ja odnoszę wrażenie, że jest zdecydowanie szybszy. "

Ok, masz prawo, ja tez nie jestem jeszcze pewien swoich obserwacji, ale Prijović jak dla mnie strasznie szybko przebiera tymi kulasami, jest wolny w starcie, ciężko mu się obrócić, ale na dystansie mknie jak pociąg ekspresowy. Natomiast Nikolić ma problem ze startem, ale też na kilku metrach przegrywa pojedynki biegowe, tak przynajmniej mnie się wydaje.
. . . . . . . . . . . . .
A co do meczu z Rumunami to strach się bać, ale ja mam większe obawy po meczu ze Śląskiem niż przed. Boje się o tą naszą odnowę, boję się, że nie zdążą. Choć umiejętności czysto piłkarskie na pewno będą po naszej stronie. Oby wystarczyły.
3poniedziałek, 20, lipiec 2015 18:32
Garm
Bardzo ciekawy tekst, choć nie ze wszystkim się zgadzam Wink

Ważne rzeczy piszesz odnośnie taktyki, bo prawdopodobnie wczorajszy udany występ Legii nie byłby możliwy bez nędznego meczu w Poznaniu, gdzie mieliśmy "rozpoznanie bojem" w zakresie gry 4-4-2.Wtedy nie wyszło nie tylko ze względu na różnice personalne (choć zestawienie z Prijoviciem funkcjonuje znacząco lepiej niż z Ryczkowskim), ale również fizyczne i mentalne. Właśnie ze względu na te ostatnie nie martwi mnie ten wczorajszy pęd do strzelania kolejnych goli i dobicia przeciwnika. Psychologicznie wszyscy tego potrzebowaliśmy, a najbardziej piłkarze, którzy być może dzięki temu uwierzą w siebie, taktykę i pomysły trenera (a po Superpucharze pojawił się tu chyba dość poważny kryzys zaufania).

Druga sprawa. Nie wiem, jak to będzie wyglądało w dalszych meczach, ale na razie największą różnicą taktyczną w porównaniu do ubiegłego sezonu są dla mnie nasze skrzydła. Niezależnie od teoretycznej formacji (4-4-2 w Poznaniu i Wrocławiu, 4-2-3-1 z Botoszanami), nasi skrzydłowi nie są już najbardziej wysuniętymi piłkarzami. Schodzą do środka wcześniej, a ich pozycje na bokach dublują (przynajmniej w założeniach) boczni obrońcy. Z kolei napastnik (jedyny lub jeden z pary) również ucieka do boku, tworząc miejsce dla wchodzących środkowych pomocników. To wskazuje na elastyczność naszego sztabu trenerskiego, który zrezygnował z dobrze przecież funkcjonującego w poprzednim sezonie pomysłu na grę, żeby dostosować taktykę do posiadanego materiału ludzkiego. To musi cieszyć - szkoda tylko, że nie udało się podobnej operacji przeprowadzić w trakcie poprzedniego sezonu, kiedy przy braku Radovicia i Dudy oraz drastycznych ograniczeniach Sa nie byliśmy w stanie realizować tamtego planu równie skutecznie jak np. jesienią w Lidze Europy, co przypłaciliśmy stratą tytułu.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1