A+ A A-

Cztery minuty

„Cztery minuty” krzyczał ze zdziwieniem w głosie (ale za to piękną polszczyzną) trener „wojskowych”, Henning Berg do rozjemcy niedzielnego starcia pomiędzy Legią Warszawa a Wisłą Kraków. „Cztery minuty” a nie osiem, czy dziewięć, których nie doliczył sędzia Mariusz Złotek wzbudziły wątpliwości norweskiego szkoleniowca. Cztery minuty, które w opinii szefa sztabu trenerskiego stołecznej ekipy mogłyby odwrócić losy meczu.

No cóż, nie będę ukrywał, że w przeciwieństwie do naszego trenera, moje wątpliwości sięgają o wiele dalej od tych kontrowersyjnych jak się okazało minut. Ratunku nie dopatrywałbym się ani we wspomnianych ośmiu, ani nawet ewentualnych dziewięciu doliczonych minutach. Problem gospodarzy niedzielnego spotkania dotyczył zdecydowanie ważniejszych sfer, z jakich składa się gra w piłkę nożną. Gotów byłbym zaryzykować stwierdzenie, że przy takiej dyspozycji, jaką zaprezentowali nam legioniści nawet dodatkowa godzina mogłaby nie pomóc. Dlatego też moje wątpliwości wzbudza nie tyle praca sędziego, co efekt starań zarówno szkoleniowca, jak i zespołu grającego na co dzień na stadionie Wojska Polskiego.

„organizacja gry”

Pierwszą z rzeczy, które aż kłują w oczy podczas oglądania wiosennej Legii to problemy z organizacją gry. O ile, można zrozumieć kłopoty „Wojskowych” z realizacją planów ofensywnych, w końcu nie co dzień traci się tak ważne ogniwo jak główny motor napędowy, jakim był Mirosłav Radović, o tyle zupełnie niezrozumiałe są kłopoty z organizacją gry w defensywie. Szczególnie wobec braku zamian w defensywnej części zespołu. A tu, ku mojemu niemałemu zdziwieniu, okazuje się, że kompletnie nie wychodzi nam gra pressingiem, a w zasadzie tą odmianą, którą z powodzeniem stosowaliśmy jesienią. Nie doskakujemy też do rywala i nie odbieramy mu piłki, w zasadzie nie istnieją momenty, które oglądaliśmy pół roku temu, kiedy to kilku legionistów osaczało rywala odbierając mu futbolówkę i wyprowadzając zabójczą kontrę. Co gorsza zamiast tego oglądać musimy ogromne połacie wolnej przestrzeni, jaką zostawiamy swoim rywalom w środkowej części boiska i to niezależnie od renomy tych ostatnich. Hasał sobie w naszej strefie defensywnej Ajax, bawiło się Podbeskidzie, baraszkowała też bez skrępowania Wisła. Co gorsza, próby ograniczania tej swawoli kończą się zawsze tak samo, błąd defensora (tu prym wiodą Inaki Astiz i Tomasz Jodłowiec), lub faul skutkujący bardzo groźnym stałym fragmentem gry (domena Ivicy Vrdoljaka i Bartosza Bereszyńskiego).

Wobec tych problemów nie dziwi fakt, że rywale bez większego problemu rozgrywają futbolówkę i to w bezpośrednim pobliżu naszej strefy defensywnej. Czy może więc dziwić, że w takiej sytuacji chwila nieuwagi, lub jeden błąd mogą i co gorsza, skutkują utratą bramki. Ja w każdym razie zdziwiony nie jestem.

„własne ograniczenia”

Gra zespołu to jedno, ale nie da się uciec do prawdy, że każda drużyna składa się z poszczególnych elementów, które na ten zespół się składają. Dlatego też, jakby tego zespołu nie przygotować, to zawsze na wierzch wyjdą problemy jego składowych. Co prawda, gdy cały „mechanizm” działa bez zarzutu, to ewentualne wpadki, lub niedostatki jednostek potrafią przejść niezauważone, gorzej, gdy maszyna się zacina, wtedy kłopoty z działaniem jej trybów stają się nad wyraz widoczne. Jesienią maszyna działała bez zarzutu, obecnie już tak dobrze nie jest i niedostatki w wyszkoleniu naszych piłkarzy zaczynają rzucać się w oczy. Podczas niedzielnego meczu z Wisłą nasz dynamiczny skrzydłowy, Michał Kucharczyk, nie potrafił sobie poradzić z dobrze odcinającym go od wolego pola Bobanem Joviciem. Szybo okazało się, że jeśli opcja kopnij i i biegnij niemożliwa jest do realizacji w efekcie czego wyjście na szybkości za defensora przeciwnika staje się niemożliwe to skrzydłowy „wojskowych” niezbyt wiele ma do zaoferowania swoim kolegom. Kombinacyjna gra z klepki odpada, a szybkie podanie czy współpraca z pozostałymi kolegami z formacji ofensywnej wiele pozostawia do życzenia. Podobnie jest ze środkiem pola, gdzie jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić rządzą… ale niestety nie dzielą,  Ivica Vrdoljak z Tomaszem Jodłowcem. Obu zawodnikom nie można odmówić ambicji i zaangażowania, nie dziwi więc, że w grze obronnej obaj piłkarze są niezastąpieni. Problem zaczyna się gdy któryś z nich ma piłkę, którą powinien przetransportować ze strefy defensywnej do ataku. W zasadzie jedyna metoda (poza sporadycznymi lobami za plecy obrońców rywala, które systemowo nie rozwiązują problemu) to holowanie futbolówki przez środkową linię i doprowadzenie jej do kolegi z ofensywy. Niestety ta archaiczna już metoda wyprowadzania ataku nie stanowi dla drużyn przeciwnika żadnego problemu. W czasach, gdy element zaskoczenia formacji obronnej rywala jest na wagę złota powolne prowadzenie piłki nie pozwala nam na stworzenie przewagi w jakiejkolwiek części boiska. Dlatego też nie może dziwić, że próby podejmowane przez naszych pomocników są „wypychane” poza pole zagrożenia, lub po prostu kończą się stratą. Na domiar złego obaj nasi wojownicy środka pola, mają problem ze skutecznym włączeniem się do ataku, o stworzeniu jakiegokolwiek zagrożenia, np. strzałem zza pola karnego, już nawet nie wspomnę.

Na wiosnę, gdy w ofensywie brylował wspomniany już przeze mnie Serb, mając za swoimi plecami kreatywnego Słowaka tych kłopotów nie było tak widać, jednak teraz, w tej nowej rzeczywistości przechodzenie z gry obronnej do ataku staje się kolejnym, ważnym problemem do rozwiązania.

„forma zespołu”

Dotychczas wydawało się, że dla norweskiego zaciągu trenerskiego przygotowanie fizyczne nie stanowi żadnej tajemnicy. Niestety im dalej w rozgrywki wiosenne, tym bardziej jasne staje się, że i na tym polu mamy spore problemy. Sprzedaż Radovicia to jedno, ale trudności, jakie mają Marek Saganowski i Orlando Sa nie mogą być usprawiedliwiane sprzedażą Serba. Szczególnie, że zeszłej jesieni nie odczuwaliśmy tak boleśnie straty tego ostatniego. Wtedy jednak pozostali napastnicy (a przede wszystkim Portugalczyk) bez większych problemów wygrywali swoje pojedynki z obrońcami rywali, co obecnie idzie im bardzo, ale to bardzo opornie. W zasadzie doszliśmy do sytuacji, w której wystawienie któregokolwiek z napastników wydaje się równie… złym rozwiązaniem.

Niemałe utrapienie mamy też w defensywie, pewne już jest, że ściągany „na szybko” Dossa Junior ich nie rozwiąże, kłopot z poprawą sytuacji naszej obrony ma też Inaki Astiz, który wiosną popełnia niesłychaną wręcz liczbę błędów. Odstawiony od składu Igor Lewczuk i grający bez wyrazu Jakub Reźniczak też nie wydają się gotowi na udźwignięcie funkcji ostoi legijnej defensywy. Kontuzje Tomasza Brzyskiego (wcześniejsza) i Łukasza Brozia (obecna) też sprawy nie ułatwiają, w efekcie czego gra naszej formacji obronnej przypomina nieco taniec na bombie zegarowej. Gdy dodamy do tego zapalnik w postaci zupełnie nieobliczalnego Dusana Kuciaka to ta najważniejsza w każdym zespole formacja jawi nam się, jako kompletnie niegotowa do rywalizacji o najwyższe laury w kraju.

A przecież reszta zespołu wcale nie wygląda lepiej, wspomniany wyżej atak istnieje tylko na papierze, skrzydłowi, jako, tako dają radę, ale wsparcie mają niewielkie. Zagubiony jeszcze Michał Masowski oraz wracający po kontuzji Ondrej Duda nie potrafią pokierować grą swoich kolegów. Dlatego też w zasadzie każdy mecz opiera się o dyspozycje biegających po skrzydłach Michałów, Kucharczyka i Żyro. A to w nowoczesnym futbolu zdecydowanie za mało na przeciwników, którzy bez większych problemów potrafią zablokować poczynania poszczególnych zawodników. Ilość rozwiązań, jakie prezentujemy w ofensywie nie pozwala zaskoczyć przeciwników, gdy dodamy do tego problemy, jakie mamy w defensywie to nie dziwią nasze problemy w kolejnych spotkaniach. Nie mogą też dziwić wyniki, jakie osiągamy.

* * * * * * *

Zważywszy na wszystkie te wątpliwości zadziwia mnie atencja, z jaką Henning Berg podszedł do czterech, brakujących jego zdaniem minut. Wydaje się, że zarówno w meczu z Wisłą, jak i wcześniejszych wiosennych potyczkach czas był jednym z naszych najmniejszych problemów.

Aby nie zakończyć tego tekstu w zupełnie minorowym nastroju należy wspomnieć, że każdy z wyżej wymienionych elementów można poprawić. Oczywiście, niektóre łatwiej, niektóre zdecydowanie trudniej, niemniej jednak powrót do dyspozycji, jaką oglądaliśmy jesienią absolutnie jest możliwy. Co więcej, bardzo możliwe, że sztab szkoleniowy celowo ustawił najwyższy moment formy swojej drużyny na najważniejszą cześć sezonu, czyli fazę mistrzowską. Jednak na weryfikację takiego złażenia przyjdzie nam jeszcze poczekać. Niestety, w międzyczasie zdarzać się będą zarówno mecze wygrane „na spokojnie” (bo to jednak Legia i swoje potrafimy), jak i takie horrory, jak ten dopiero co zakończony z Wisłą Karków (bo inni też nie wypadli sroce spod ogona).

Dyskusja (14)
1poniedziałek, 16, marca 2015 20:00
LegiaMaster
Z reguły moje zapowiedzi przedmeczowe pełne są przesadnej wiary, pewności Legii, jej siły, mocy i potęgi. Nawet gdy stoimy na straconej pozycji stawiam pewnie na skromne zwycięstwo Wink Tym razem miałem złe przeczucie. I niestety mnie nie zawiodło.. No bo typowa Legia zawsze gdy ma grać z taka dołującą drużyną jak Wisła - to nigdy tego nie wygra. Typowa Legia, po takiej zaś słabej postawie, wygra spokojnie z Lechem w Poznaniu. Jedno już mamy więc pewne Wink Kto chce wygrać - niech postawi na dokładny wynik 2:0 (1:0 do połowy). A poza tym seria pytań, z reguły bez mądrej odpowiedzi. Czemu Sagan, a nie Sa? Może oszczędzanie Portugalczyka, może wiara w instynkt Marka? Czemu Brzyski na ławce? Czemu sędzia taki słaby, czemu Legia walczy dopiero gdy dostanie w głowę, czemu Rado już nie ma? Ale wszystkie te pytania przestają być istotne przy pytaniu kluczowym: "czemu tyle nerwów, przy i tak pewnym mistrzostwie?" Wink
2poniedziałek, 16, marca 2015 21:23
CTP
Hm. W większości się zgadzam z tym felietonem. Natomiast, nie rozumiem utyskiwania na organizację gry. O ile sobie przypominam własne słowa krytyki sprzed kilku, kilkunastu miesięcy, to tutaj, moim zdaniem, wiele się nie zmieniło. Za kadencji Berga cały czas gramy dość pasywnie oddając pole przeciwnikowi i próbując zorganizować akcję bramkową zaraz po przechwycie na własnej połowie. Zwracałem na to uwagę, bodajże, na jesieni pokazując różnice w statystykach posiadania piłki za Urbana i za Berga. Owszem, wiele meczów udało nam się wygrać w ten sposób ale najwyraźniej przeciwnicy już się nauczyli takiej Legii. Wystarczył jeden dobrze przygotowany taktycznie przeciwnik (Jovic) i Kucharczyk został zneutralizowany. Tylko dlatego, że po drugiej stronie grał beznadziejny Burliga mieliśmy parę akcji bramkowych a Żyro zapracował na wysoką notę.
Ja nie jestem aż takim optymistą przed meczem z Lechem. Zagramy pewnie tak samo pasywnie i tak samo jak np. ze Śląskiem oddamy im środek.
3poniedziałek, 16, marca 2015 21:45
Monrooe
@ (LegiaMaster)

- "wszystkie te pytania przestają być istotne przy pytaniu kluczowym: 'czemu tyle nerwów, przy i tak pewnym mistrzostwie'?"

Moim zdaniem odpowiedź jest prosta, wciąż mierzymy się z kibicowskimi ambicjami, a to zdecydowanie cięższe niż walka o mistrzostwo. Kibic się nie zastanawia nad przyczynami, kibic wie, że Legia powinna wygrywać każdy mecz kilkoma bramkami. Jeśli nie wygrywa widać trener nieudacznik i wuefista, wszak każdy widzie, że Brzyski a nie Gui, Sa a nie Saganowski, no chyba, że grali akurat Ci drudzy wtedy proszę odwrócić to co przed chwilą napisałem. Przy czym oczywistym jest, że żadne rywal nie ma prawa zagrać dobrego meczu, każda porażka, bądź remis to symbol naszej hańby.

@ CTP

- "Natomiast, nie rozumiem utyskiwania na organizację gry."

Wydaje mi się, że mylisz dwa pojęcia. Organizację gry z wyprowadzaniem piłki. To drugie faktycznie zostało przez Henninga Berga odpuszczone. Co zważywszy na profil posiadanych zawodników w kadrze wcale mnie nie dziwi. Ani Jodowiec, ani Vrdoljak, ani sprzedany MIro Radović nie potrafili sprostać próbom nauki rozegrania futbolówki od tyłu i wyprowadzenia akcji spod własnego pola karnego. Stąd późniejsze wnioski i ich efekt w postaci przerzutów lub diagonalnych podań na boki w wykonaniu naszych defensorów lub defensywnych pomocników. Natomiast organizacja gry była bardzo silną stroną na jesieni, umiejętność błyskawicznego przejścia do obrony i ograniczenia poczynań przeciwnika, lub przechwycenia piłki to był "firmowy numer" Legii Berga. A wszystko to wsparte grą blisko siebie i wzajemną asekuracją, która nie pozwalała przeciwnikom rozwinąć skrzydeł i to bez różnicy, czy to w rodzimej lidze, czy na boiskach Europy. Równie dobrze wychodził nam szybki atak, rozprowadzenie piłki na boki, lub szarża środkiem boiska (tu bardzo brakuje nam Serba) siały ogromne spustoszenie w formacjach obronnych przeciwników. Niestety obecnie zalążki takich akcji obejrzeliśmy tylko w pierwszym meczu z Ajaxem. Później mieliśmy już do czynienia z mozolnymi męczarniami lub stałymi fragmentami gry. I tu też może być spowodowane brakiem alternatywy, bez MIro w środku pola pozostały nam już tylko boki, a te stosunkowo łatwo zablokować. Szczególnie, że zagrożenia środkiem nie stwarzamy żadnego. Nie pomógł Masłowski, nie wykazuje się Orladno Sa, o Marku Saganowskim już nawet nie wspomnę.
4wtorek, 17, marca 2015 01:54
QD
Ja ja Wam przypomnę, że Rado to nie jedyna ważna strata ostatnimi czasy. Co prawda poprzednia miała miejsce we wrześniu, ale jej wpływ odczuwamy właśnie teraz. Piszę o odejściu Cesara Sanjuan-Szklarza.

Utrzymanie przygotowanego zespołu jest łatwiejszą sztuką niż pobudowanie formy od początku. Cesar przygotował Legię na początek sezonu i najprawdopodobniej pozostawił szczegółowe wytyczne co i jak dalej. Starczyło to kontynuować. Naszemu sztabowi udało się to znakomicie. Niestety okazało się, że konieczność wykonania całej tej pracy na nowo, samodzielnie nieco przerosło nasz sztab. To w słabszym przygotowaniu fizycznym upatrywałbym tylu indywidualnych błędów, braków koncentracji, niedokładności.. Braki siłowe są niewidoczne w tej fazie sezonu (jeszcze by tego brakowało!), ale dynamika (choćby we wspomnianym pressingu) nie wygląda za dobrze.

Oczywiście żaden ze mnie ekspert - jestem zwykłym obserwatorem i mogę się mylić (z czego chętnie korzystam). Pamiętam jednak, że gdy Cesar obejmowała swoje stanowisko dość podobnie to wyglądało. Zresztą byłem mu wtedy bardzo przeciwny. Na szczęście CS-S okazał się osobą bardzo szybko uczącą się, wyciągającą dobre wnioski ze swych błędów i bardzo szybko było widać postęp w efektach pracy Jego i całej drużyny. Dziś uważam go za jednego z lepszych specjalistów jakich mogliśmy trafić. Niestety trudny czas nauki musimy powtórzyć. Oby Pan Kasene (swoją droga to przeoczyłem moment kiedy Pan Zaręba został zmieniony) okazał się równie zdolnym człowiekiem.
5wtorek, 17, marca 2015 07:01
sektor212
@Monrooe

Po tak dobrym felietonie ciężko coś dodać. Bardzo dobra analiza. Pozostają tylko dalsze pytania. Kiedy nastąpi poprawa gry?. Kiedy zawodnicy zaczną myśleć i grać piłką, a nie holować ją? I może najistotniejsze pytanie. Czy drużyna dalej ufa trenerowi w obecną taktykę? Ja na tą chwilę odpowiedzi nie znam.

Kilka osób trafnie pisało. Obecna piłkarska wartość naszych zawodników nie daje nam tak dużej przewagi nad konkurencją jakby mogło się wydawać. Wielkością budżetu wyprzedzamy wszystkich w naszej lidze, ale na boisku różnica jest niewielka.
6wtorek, 17, marca 2015 07:40
Senator
Przestańmy panowie szlachta mitologizować tak ten budżet.
Po pierwsze, jakaś część prawdy jest w twierdzeniu pieniądze nie grają.
Po drugie to budżet klubu który jest cholernie drogi w utrzymaniu ( największy czynsz, spłata zobowiązań, akademia, administracja itp itd)
Oczywiście pierwsza drużyna nie ma licho w porównaniu z innymi naszej ligi ale i inni nie grają w europie ani nie zajmują pierwszego miejsca w lidze.
Rzeczywiście jak na razie wiosna jest nie fajna. Już ze Śląskiem wielu pisało, wrocławianie grali ładniej plynniej piłką. Teraz Wisła również zostawiła lepsze wrażenie tylko,
Śląsk odpadł z PP właśnie z nami i przegrał u siebie też z nami, a ta pięknie i lepiej grająca Wisła jakoś pokonać nas nie trafiła .
Co mnie irytuje najbardziej? Niechlujstwo, rozkojarzenie, bałagan. Moim zdaniem laika, większość z wad można uporządkować w samej głowie.
Jeszcze słowo o Sa. Wchodzi Brzyski i wrzuca piłę marzenie. Orlando sam, spalonego nie ma i nawet głową nie trafia, tylko plecami podaje bramkarzowi rywali. Koszmar .
7wtorek, 17, marca 2015 08:26
CTP
"Co zważywszy na profil posiadanych zawodników w kadrze wcale mnie nie dziwi"
A mnie akurat dziwi. I Jagiellonia i Śląsk i nawet Wisła potrafiły w ten sposób przenieść się z piłką pod nasze pole karne a lepszych piłkarzy raczej nie posiadają. My, natomiast, przez ten rok zupełnie zapomnieliśmy o rozgrywaniu, klepce i, przede wszystkim, dośrodkowaniach w pole karne. Przeciwnikowi wystarczy tylko szanować piłkę na naszej połowie i zabezpieczyć swoje boki. A jeśli jeszcze strzeli nam bramkę na początku meczu, co ostatnio zdarza się dość często, to potem mamy wielkie problemy nawet z tak słabą w defensywie Wisłą.
@Senator
Każdy normalny bramkarz wyszedłby do takiej piłki i pewnie na to liczył OSa. A poza tym źle obliczył lot piłki, źle się pod nią ustawił i potem wiele nie mógł z tego wyciągnąć. Orlando, podobnie jak cały zespół jest w słabej formie. Bramkę powinien już strzelić parę minut po swoim wejściu.
Legia jak najbardziej zasługuje na krytykę za ten mecz, natomiast z ferowaniem kategorycznych wyroków odnośnie efektu końcowego, to radziłbym się wstrzymać do rundy finałowej. Pozostałe zespoły naprawdę grają słabo i kwestia MP cały czas jest otwarta ze wskazaniem na nas.
8wtorek, 17, marca 2015 08:59
Monrooe
@ QD

O pracy trenerów od przygotowania fizycznego na razie się nie wypowiadam. Widać różnicę, o których piszesz (szczególnie dynamika i szybkość szwankują), ale jak napisałem w tekście nie wiemy, czy te parametry nie są szykowane "na później". Pożyjemy zobaczymy, czy poprawa nastąpi.

@ sektor112

- "Kiedy nastąpi poprawa gry?"

Za Skorży nie nadeszła, ale też zespół wyglądał zdecydowanie lepiej w meczach ze Sportingiem co sugerowało przygotowanie szczytu własnie na tamten moment. Obecnie nic takiego nie nastąpiło, rzekłbym raczej, że powoli się rozpędzamy. Nie wykluczam jednak błędu spowodowanego być może kwestią, którą poruszył QD.

@ Senator

- "Teraz Wisła również zostawiła lepsze wrażenie"

Sorry, ale Wisła nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Zagraliśmy fatalnie w środku, popełnialiśmy babole w defensywie, a piłkarze z Krakowa nie byli w stanie wykorzystać stwarzanych im okazji. Powiem tak, Podbeskidzie lepiej wyglądało niż niedzielna Wisła, o Śląsku i Jagiellonii to już nawet nie wspomnę.

ps: A przepraszam bardzo ta wrzutka to przypadkiem nie była autorstwa Masłowskiego?

@ CTP

- "I Jagiellonia i Śląsk i nawet Wisła potrafiły w ten sposób przenieść się z piłką pod nasze pole karne"

Nie wiem, o których meczach piszesz, ale na pewno nie o tych rozegranych wiosną. Choć gra Legii i te wole pole, które notorycznie zostawiamy w środkowej strefie boiska sprzyja spokojnemu wyprowadzaniu futbolówki. Do tego stopnia, że jestem przekonany iż zdecydowanie gorsze zespoły niż te wymienione by sobie ze sztuką wyprowadzania piłki poradziły. Prawda jest taka, że w Ekstraklasie piłki od obrony nie wyprowadza w zasadzie nikt stawiając na szybki przerzut z pominięciem linii pomocy, lub zagranie do wybiegającego na pozycje skrzydłowego. Czyli dokładnie to samo, co obserwujemy w Legii pod wodzą Henninga Berga. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest jest Lech, który dysponuje w tej chwili najlepszą piłkarsko piątką w pomocy i faktycznie stara się futbolówkę wyprowadzać. Niestety podopiecznym Maciej Skorzy wychodzi to co najmniej marnie. Rozmachu i szybkości nabierają dopiero wtedy, gdy zmęczony rywal zaczyna zostawiać wolne przestrzenie, czyli gra tak, jak my od początku meczu. I własnie dlatego pokusiłem się o stwierdzenie, że ja się Norwegowi nie dziwię. Ani Jodłowiec, ani tym bardziej Vrdoljak nie potrafią i już się nie nauczą wychodzić na pozycję, prowadzić krótko piłkę i odpowiednio w tempo zagrać. Jeszcze za czasów Radovicia, Serb potrafił zejść do takiej piłki i było zdecydowanie łatwiej, obecnie Duda nie prezentuje jeszcze takiej jakości w rozegraniu od tyłu. Zbyt często podejmuje niepotrzebne ryzyko i naraża nas na stratę, dokładnie taką samą jak te naszego kapitana, gdy ten stara się coś wykreować w środku pola.
9wtorek, 17, marca 2015 09:12
Senator
@Monrooe
Wolny, ja się nie znam choć wydaje się że się nie pomyliłem.
Mi się prócz Legii nikt nie podoba Smile ale wszyscy piszą jak to komentatorzy się zachwycali rywalem.
10wtorek, 17, marca 2015 09:43
Monrooe
@ Senator

A jeśli wolny to sorry, ja piszę o tej genialnej wrzutce z akcji, której Sa nie wykorzystał. A co do komentatorskich zachwytów, to... no cóż, nie rozumiem jak można zachwycać się zespołem, który nie stworzył ani jednej sytuacji z akcji, jednocześnie dopuszczając przeciwnika do czterech setek. Ja oczywiście rozumiem, że piłka nożna to gra wynikowa, w której to co na tablicy świetlnej determinuje odbiór całości widowiska, ale od należnego uznania dla zwycięzców do gloryfikacji daleka droga.

edit: A propo komentatorów. Zawsze ciekawi mnie alternatywny rozwój wypadków w takich meczach jak ten z Wisłą. Wiemy jak przebiegał, mamy też swój określony pogląd na ten temat, znamy też przytoczone przez Senatora opnie tak zwanych komentatorów. Ale załóżmy, że trafia Saganowski, trafia też dwukrotnie Orlando Sa (po wrzutkach Brzyskiego i Masłowskiego) a mecz kończy się wynikiem 5:2. Wyobrażacie sobie zachwyty tych samych ekspertów?
11wtorek, 17, marca 2015 11:36
anma1
To jeszcze kilka spostrzeżeń laika.
Na jesieni graliśmy na 3 frontach. Całkiem znośnie to wyglądało. A co ważne, większość piłkarzy miała szansę na grę. I szatnia spokojna. Jak jest teraz, nie wiem, choć miny Kuciaka czy Koseckiego, nie mówiąc o nikomu już niepotrzebnym Furmanie mówią same za siebie.
Pressing, który był bardzo silną bronią Legii - teraz, teraz praktycznie nie istnieje. Ładnie to ujął - QD - bez dynamiki i niechlujstwo.
Odnosząc się do podkreśleń MONROO(E/A?) - dodałbym jeszcze "zaangażowanie".
W ostatnim meczu najbardziej zaangażowanym zawodnikiem był poznaniak Bereszyński i ten portugalski nibyleń Sa. A ludzie od których bym najwięcej zaangażowania oczekiwał - Ivo i Jodła - jakby mniej.
Co do tytułowych "4 minut" - uważam, że to ta sama twarz trenera zdejmującego presję z piłkarzy i pokazującego na zewnątrz, że murem jest po ich stronie. 4 minuty "są ważniejsze" niż ręka Żyry czy gorsza gra piłkarzy. Jest w tym konsekwentny. I to mi się w nim podoba.
12wtorek, 17, marca 2015 12:31
a-c10
@ Anma1:

Jeśli faktycznie chodzi o to mityczne zdejmowanie presji, to ja Was kiepsko widzę, chłopaki. Zawodowy piłkarz, grający w takiej drużynie, jak Legia, po prostu m u s i czuć presję. Musi wiedzieć, że przy takiej stawce albo będzie Mistrzem, albo przegranym. Tertium non datur. I nie ma kompletnie żadnego znaczenia, czy w tym, albo tamtym meczu sędzia doliczył dwie, cztery, czy może piętnaście minut.
13wtorek, 17, marca 2015 13:18
anma1
@ a-c10
Niemalże w każdej sytuacji staje po stronie własnych piłkarzy. Choćby myślał i uważał inaczej, podkreśla, że są dobrzy. Oni (piłkarze), przynajmniej na zewnątrz czują jego wsparcie. Facet ma nieliche doświadczenie, ślepy nie jest. Moim skromnym zdaniem, zajedzie na tym dalej niż ktoś kalający własne gniazdo.
Przykład z Orlando czy inne, pokazuje, że dyplomację zostawia przed wejściem do szatni.
Wolę nieprawdziwe "4 minuty" Berga od rumakowych przed/po legijnych meczów czy innych wrocławskich, prolegijnych spisków sędziowskich.
A presja zawsze tu będzie tak czy inaczej, tego nie neguję. A np. czy to Szwoch czy Piech sobie z nią nie poradzą, cokolwiek Berg by powiedział...
14wtorek, 17, marca 2015 13:44
gawin76
Krótka dygresja. Jako że z dużą sympatią obserwują karierę Roberta Lewandowskiego, śledzę też siłą rzeczy nagłówki prasowe i internetowe komentujące dokonania Lewego w Bayernie. W dużym uproszczeniu wygląda to mniej więcej tak - parę meczów bez gola, Robert nie pasuje do Bayernu, nie odnajduje się w systemie gry Guardioli, Robben i Mueller nie chcą mu podawać. Robert strzela bramkę albo dwie - Lewandowski idealnie pasuje do Bayernu, jest pupilem Guardioli, a Mandżukić to mógłby mu buty czyścić. I tak... w kółko. Oczywiście trudno dziwić się istnieniu tak groteskowego zjawiska, w końcu pitolić o czymś trzeba, a my sami tutaj lepsi nie jesteśmy Wink Ale analizom opartym na wycinkowych danych jednak trudno przydawać waloru ogólności.

Zmierzam do tego, że Legia bez dwóch zdań zagrała z Wisłą mecz kiepski. I niestety nie był to nasz pierwszy kiepski mecz tej wiosny. Tylko że za Berga sporo było już równie niepokojąco kiepskich meczów. Choćby zeszłoroczny z Wisłą, gdzie w drugiej połowie oni grali w dziesiątkę, a wjeżdżali w nas jak w masło. Z Lechem, który po przerwie meczu wygranego przez nas 1:0 siedział na naszej połowie i tylko dzięki kanciastej głowie Teodorczyka dograliśmy wtedy na zero z tyłu. Z Lechią w Gdańsku w rundzie finałowej, czy, jeszcze lepszy przykład, z tą samą Lechią na jesieni w Warszawie. To był chyba w ogóle najgorszy mecz Legii jaki widziałem za Berga, gorszy nawet niż te w Bielsku czy Gliwicach, mimo że cudem wygrany 1:0. Po każdym z tych meczów można by piętnować organizację gry defensywnej i ofensywnej, przygotowanie motoryczne czy zaangażowanie zawodników.

Pytanie czy to kwestia szkoleniowa, związana z budowaniem formy, względnie poszukiwaniem optymalnego zestawienia taktycznego, czy mentalna, związana z tym, że zawodnicy nie wchodzą na najwyższy pułap efektywności nie dlatego, że nie mogą, ale dlatego, że... nie muszą.

Póki co obserwuję tę sytuację z dużym spokojem, choć nie ukrywam, podczas rewanżu ze Śląskiem w PP, czy w niedzielę mocno przerzedziłem swoją i tak niezbyt już gęstą czuprynę Very Happy Najmocniej zabolał rewanż z Ajaksem, bo myślałem że będziemy gotowi wyciągnąć tego dnia maksa, a zagraliśmy zwykły piach. Natomiast jeżeli chodzi o mistrzostwo, to ono ma zdobyć się samo, niejako siłą rozpędu. O ile Lech nagle się nie rozbuja i nie zacznie wygrywać wszystkiego jak leci, pewnie tak właśnie będzie.

Doraźnie najbardziej martwią mnie chyba dwie rzeczy o których pisał Walles pod tekstem pomeczowym - po pierwsze ilość indywidualnych błędów defensywnych, po drugie wybór między Sa i Saganem w ataku. Sa klasycznie się 'zawiesił', to że nie zastawia się i nie bierze gry na siebie to jedno, ale przede wszystkim porażająca jest jego nieskuteczność. Sagan z kolei moim zdaniem z Wisłą zagrał całkiem przyzwoicie w pierwszej połowie, dobrze cofał się z ataku i przejmował piłkę wobec zniknięcia Dudy, tak zresztą padła pierwsza bramka dla nas, no ale jednak jeżeli Marek ma być naszym pierwszym wyborem wiosną to... szału nie ma.

Ale chyba ciekawsza jest dalsza perspektywa, bo wiosna wiosną, ale przed kolejnym sezonem już na pewno przydałoby się tchnąć w tę drużynę jakiegoś nowego ducha. Może uda mi się wypowiedzieć na ten temat w odrębnym wątku.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1