A+ A A-

Okiem subiekta...

... subiektywnie kilka słów o legijnej defensywie.

Gorycz wicemistrzostwa powoli osładzają rozważania o nowym sezonie, a zatem i poszukiwanie nowych nadziei. Zmiany w kadrze były już zapowiadane w trakcie toczących się rozgrywek, co chyba samo w sobie najszczęśliwsze nie było, ale w tej chwili „wietrzenie szatni” właśnie się dokonuje i ku temu jak zapowiedzi są realizowane, zda się jest odpowiedni czas i miejsce żeby podyskutować.

Wielu, w tym i obecny trener Legii, wychodzi z założenia, że podstawą sukcesu w piłce nożnej jest gra w obronie, stabilna, pewna defensywa stanowi fundament do kreowania ofensywnych poczynań. Zacznijmy zatem dywagacje od tej formacji. Z zastrzeżeniem, poniższy wywód z obiektywnym oglądem nie będzie miał wiele wspólnego, jest subiektywnym, jednostronnym, pojedynczym kibicowskim spojrzeniem, oczywiście na lichą swoją miarę ważącym argumenty, ale bez aspiracji dążenia do „obiektywnej prawdy” niepodważalnej i jedynej uprawnionej. Nie, jest zapisem spostrzeżeń, wrażeń i wniosków  najbardziej subiektywnym z subiektywnie możliwych. Czyli ‘sprzedać, zatrzymać, kupić nie kupić’ takim swoistym jokosusowym ‘okiem subiekta’.

W zakończonym sezonie, o ile wobec trenera, zespołu, wyniku czyli braku mistrzostwa jak i do stylu gry określanego jako marny nawet przez zwolenników wyższości efektywności nad efektownością, padło wiele zastrzeżeń, cierpkich i gorzkich uwag, to w skonkretyzowanej formie najmniej  dosadnych, negatywnych ocen przypadło chyba obrońcom. W Ekstraklasie Legia do spółki z Lechem straciła najmniej goli, co biorąc pod uwagę oczekiwania dziwić nie powinno, ale na uwagę zasługuje bilans w europejskich pucharach, który pomijając ostatni rewanżowy mecz z Ajaksem, winien wzbudzać uznanie i pozytywne skojarzenia, zwłaszcza że proste błędy w defensywie, determinujące wyniki stanowiły asumpt do rozważań o „pięcie Achillesa” w poprzednich zakończonych fiaskiem edycjach pucharowych. Przeobrażenie w grze obronnej, o ile nastąpiło, a uważam to za fakt, to największa zasługa Henninga Berga, byłego obrońcy, zatem czującego i rozumiejącego „w czym rzecz”, na dodatek wyedukowanego w Premier League pod kierunkiem SAF-a. Oklepana fraza do znudzenia przywoływana, ale zapewne miała ona wpływ na autorytet wikinga, gdy wprowadzał i narzucał swoje ‘normy’. Dzięki temu mógł określić i wyegzekwować  zasady poruszania się po boisku, zarówno indywidualnego w przypadających strefach działania  jak i w formacjach  w wzajemnej asekuracji. Warto zauważyć, że pomijając Lewczuka na środku i Guilherme na lewej flance, Norweg zmiany jakościowej w defensywie dokonał z zastanym składem personalnym, co tym bardziej zasługuje na uwagę. Bardziej kolektywna gra całej jedenastki po stracie piłki, przesuwanie się strefami w defensywie, wiedza indywidualna nabyta od sztabu szkoleniowego, co i jak należy czynić, co jest przynależne i wymagane od każdego z zawodników  do zneutralizowania atakującego rywala, to rzeczy które udało się chyba zaszczepić wikingowi i jego ludziom. Można się zastanawiać na ile taktyczny rygoryzm w defensywie wpływał na kreatywną improwizację w ofensywie, ale pomijając ten fakt, gra defensywna wygląda za Berga na lepiej uporządkowaną. Paradoksem może się objawić konstatacja, że indywidualny potencjał piłkarzy występujących w tej formacji wcale nie jest aż tak bardzo wysoki. On pozostał niezmienny, poprawie uległa organizacja gry, wzajemna narzucona współpraca pozwalająca efektywniej w asekuracji niwelować ewentualne błędy kolegów.

„Skoro jest tak dobrze, czemu jest tak źle?”. Czemu Lech w bezpośrednich konfrontacjach wykorzystał ewidentne błędy, a my nie potrafiliśmy ani ich się ustrzec, ani  im zapobiec? Dla Jagi, Lechii, Śląska jak się okazało też nie stanowiliśmy monolitu nie do przebicia. Wychodząc z założenia, że „piłka to gra błędów” i każda drużyna choćby najlepiej zespołowo zorganizowana będzie je indywidualnie popełniała, to trzeba jasno postawić kwestię, że to jednak „potencjał” miara umiejętności poszczególnych piłkarzy, będzie wpływała na „twardość monolitu”, jeżeli szukać jego poprawy to właśnie przez pryzmat wzrostu indywidualnego potencjału. Należy tylko określić w których elementach zmiana na plus jest pożądana i możliwa do spełnienia w finansowej perspektywie? Nie zawsze „chcieć znaczy móc” tym bardziej na piłkarskim rynku.

Wiosną wykrystalizowała się formacja podstawowych  obrońców: Broź - Lewczuk - Rzeźniczak - Brzyski, obecnie „wietrząc szatnię”, klub nie przedłużył kontraktu z Inakim Astizem oraz pozbył się Dossy Juniora z przyczyn ‘pozasportowych’ jak to określił Bogusław Leśnodorski. Z czwórki defensorów dwaj boczni, a szczególnie Brzytwa mistrzami odbioru piłki z pewnością nie są, a przecież to podstawowa funkcja obrońcy. Fakt, w Legii, która w lidze z reguły dominuje nad rywalem i stara się przede wszystkim rozgrywać piłkę, walory ofensywne piłkarzy ustawionych najniżej na flankach zdają się przeważać nad umiejętnościami gry w destrukcji, ale przy równorzędnym lub z wyższej półki przeciwniku taka sytuacja staje się już niepożądana. To wymusza grę asekuracyjną z piątką w defensywie w linii z wchodzącym między środkowych obrońców defensywnym pomocnikiem (Vrdoljakiem), oraz z współpracującymi ‘w pionie’ cofającymi się skrzydłowymi. Pod silnym naporem z uznanym rywalem Legia zmuszona jest do gry systemem 5-4-1.

Powstaje pytanie. Czy jesteśmy w stanie przeciwstawić się drużynie o dużych ofensywnych umiejętnościach, grając czwórką w linii z tyłu? Mimo wszystko chyba nie w tym składzie personalnym, Berg adekwatnie dobrał taktykę do pułapu możliwości piłkarzy. W jakim zakresie ten pułap jesteśmy w stanie podwyższyć?

Prawa strona w osobach Brozia i Bereszyńskiego wydaje się zabezpieczona, na piłkarza o wyższych od nich umiejętnościach Legii nie stać, tym bardziej gdy na innych pozycjach wydają się większe potrzeby, a Bartosz Bereszyński ciągle pozostaje piłkarzem jeszcze rozwojowym, mogącym zanotować progres. Zda się że wydajniejsze  może być inwestowanie szkoleniowe niż finansowe, przynajmniej nie można tego wykluczyć.

Na środku obrony Jakub Rzeźniczak zanotował jeden z lepszych swoich sezonów w Legii, nie jest pozbawiona podstaw teza, że zasłużył na miano jej najlepszego piłkarza, ale... ale choćby w oczach selekcjonera reprezentacji przegrywa rywalizację z Michałem Pazdanem i choć nie zgodzę się z pomijaniem Rzeźnika w narodowej kadrze to taki wybór Nawałki do jedenastki jako partnera dla drugiego środkowego obrońcy respektuję. Z tym że obaj są na zbliżonym poziomie, również ich piłkarska charakterystyka jest podobna, są aktywnymi, mobilnymi, zaciętymi i nieustępliwymi obrońcami (o niezbyt imponujących warunkach fizycznych). Obu można wkręcić w murawę, słabości Rzeźnika znamy, jak „Piranię” można w polu karnym wziąć sobie na plecy pokazał Orlando Sa. Zatem czy zastąpienie Rzeźnika Pazdkiem ewidentnie wzmocni siłę defensywy Legii, to bardzo problematyczna, żeby nie powiedzieć wątpliwa teza. Czy mogą wspólnie stworzyć duet obrońców? Zapewne, weźmy jednak pod uwagę, że wówczas na środku formacji mamy raczej „kieszonkowy” duet, bardzo energetyczny, bardzo waleczny, agresywny w odbiorze, ale warunkami fizycznymi, wzrostem raczej na kolana nie rzucający. I Rzeźnik i Pazdan mogą się doskonale komponować  w tandemie z obrońcami postury Glika, Szukały, to na poziomie repry, lub Dossy Juniora, to na kanwie  legijnego centrum, ale czy razem stworzą optymalną parę? Drugie pytanie, czy Igor Lewczuk jako drugi ‘komponujący’ się do pary, silny, wysoki zabezpieczający przewagę w powietrzu w polu karnym to godny następca... Dossy Juniora? Bo tak to chyba należy rozważać?

W tym miejscu dygresja, jeżeli portugalski reprezentant Cypru w tureckim Konyasporze w nadchodzącym sezonie rozegra 30 spotkań nie doznając poważnej kontuzji mięśniowej, to osobiście, subiektywnie, wówczas nie zrozumiem pozbycia się go ze składu Legii lekką ręką. „Pozasportowe” przyczyny to ciekawy przyczynek do piłkarskich losów, można zostawić je na boku, o ile ‘następcy’ okażą się równi lub lepsi od Portugalczyka, czy sprosta takiemu zadaniu Lewczuk?

Przyznaję szczerze, wolałbym szczególnie w pucharowej rywalizacji posiadać Dossę Juniora aniżeli byłego piłkarza Zawiszy Bydgoszcz, aczkolwiek perypetii pana Igora do końca nie pojmuję. Ściągnęliśmy go ‘na zamówienie’, dostał rundę na adaptację, na zimowych obozach i sparingach zbierał pochlebne recenzje, żeby następnie siadać na ławce rezerwowych kosztem Astiza będącego na wylocie z klubu z kończącym się kontraktem!? Jeżeli Lewczuk był sprowadzany jako „uzupełnienie” klubowej kadry, to mamy jasną wykładnię jakim zaufaniem Berg darzy Makowskiego z Wieteską, woli na „tu i teraz” choćby i na ławce rezerwowych doświadczonego ligowego wyjadacza, aniżeli nieopierzone koguty, nawet gdy chodzi o  pozycje 4-5 w hierarchii środkowych obrońców. Jeżeli Lewczuk był rozpatrywany jako „wzmocnienie” to jego ‘wiosenna rywalizacja’ z Astizem tym bardziej dziwi.

Na 18 ligowych wiosennych kolejek Hiszpan zagrał w 10 spotkaniach, oprócz tego zaliczył ćwierćfinał i finał pucharu Polski, w zasadzie miejsce w jedenastce stracił ostatecznie w meczu z Kolejorzem w Warszawie w rundzie finałowej. Trudno się oprzeć wrażeniu, ze pierwszym wyborem Berga, zawodnikiem do którego miał większe zaufanie niż do Lewczuka był Inaki Astiz. Gdyby nie krytyczna porażka z Lechem być może duet Rzeźniczak - Astiz byłby podstawowym do końca rundy, a pan Igor pozostał jedynie „pierwszym rezerwowym”. W takich okolicznościach stawiam sobie pytanie, kim w zasadzie jest piłkarz Lewczuk dla trenera Berga? Wzmocnieniem formacji obronnej, czy uzupełnieniem, kołem ratunkowym rzucanym, gdy inni znaleźli się za burtą?

Jeżeli tym drugim, to poszukiwania wzmocnienia centrum defensywy stają się oczywistą oczywistością, pożądanym priorytetem dla Norwega, zatem i dla komitetu transferowego. Czemu jednak uzupełniamy kadrę trzydziestolatkami  (Lewczuk), do których przekonania pełnego się nie posiada, przy tym  własnych wychowanków pozbawiając szansy zaistnienia nawet na ławce rezerwowych i jak w takim razie traktować doniesienia o zainteresowaniu Michałem Helikiem (rocznik 1995)? Czy nie jest to swoiste votum nieufności wyrażone wobec Rafała Makowskiego (rocznik 1996) i Mateusza Wieteski (rocznik 1997)? Większe nadzieje na zaistnienie w seniorskiej piłce pokładamy w zawodniku Ruchu Chorzów aniżeli we własnych wychowankach? Faktycznie według klubowych legijnych fachowców, aż tak bardzo ich przewyższa, że zasługuje na zainwestowanie pieniędzy w sprowadzenie do Warszawy a następnie ogrywanie w pierwszej drużynie kosztem adeptów Akademii? Jeżeli tak to Helika uznaje się za piłkarza ‘wiodącego’ przewyższającego umiejętnościami  nie tylko wzmiankowanych: Makowskiego, Wieteskę, Lewczuka, ale i Dossę Juniora, bo jeśli mamy szukać wzmocnienia legijnej defensywy to właśnie jak już zostało nadmienione zakontraktowaniem piłkarza  o potencjale większym od Portugalczyka z cypryjskim paszportem!?

Powróćmy jeszcze do Michała Pazdana, zgodnie z mediami  poważnie rozpatrywanego jako wzmocnienie defensywy. Wątpliwości odnośnie tożsamej futbolowej charakterystyki z Rzeźnikiem już zostały wyrażone. We dwóch przypominają dwa agresywne, nieustraszone rosomaki, które albo wszystkich przepędzą z pola karnego, albo w tę szesnastkę zostaną wdeptane. Nie dziwię się że wikingowi przypadł do gustu styl gry „Golloba”.

Dla jarla Berga nieustraszony wojownik Pazdek ma też zaletę nie do przecenienia. Ustawiony na pozycji  defensywnego pomocnika może spełniać taką samą funkcję co Ivica Vrdoljak, czyli w momencie naporu przeciwnika zda się skutecznie będzie potrafił wejść pomiędzy obrońców. Istotna kwestia biorąc pod uwagę i problemy z kontuzjami Chorwata i możliwość jego ewentualnego wyjazdu za Wielki Mur. W obu takich przypadkach piłkarz Jagi byłby nieoceniony, bo ani Jodła, ani Furmi, ani tym bardziej Kali - Kalinkowski do takiej funkcji aspirować raczej nie mogą.

Mnie nurtuje jeszcze jedna myśl, na podstawie takiego cytatu i to zarówno w perspektywie Legii jak i reprezentacji narodowej:

Polsatsport: Na środku defensywy wolisz grać pół prawego czy pół lewego?
Michał Pazdan: Pół lewego. To moja pozycja. I choć jestem prawonożny, to... stałem się też lewonożny.
Polsatsport: Nie zastanawiasz się czasami, którą nogą kopnąć piłkę i czy nie lepiej prawą?
Michał Pazdan: Wcale! Wręcz wydaje mi się, że z trzy czwarte albo przynajmniej dwie trzecie zagrań mam lewą nogą. Gdy byłem młody, to starsi zawodnicy woleli pozycję z prawej strony na środku defensywy. Musiałem się dostosować. Teraz to przynosi owoce. Cały czas doskonaliłem lewą nogę i dziś naprawdę nie mam żadnych wahań, aby zagrywać nią piłkę w gorących momentach.
(Polsatsport)

Mhm, skoro lewa noga kłopotów mu nie sprawia, to dlaczego ma grać tylko półlewego, skoro ogromne zapotrzebowanie może być na pełno-lewego obrońcę. Takiego który przede wszystkim będzie wydajny w destrukcji i  z tego w pierwszym rzędzie będzie rozliczany czy to w spotkaniach repry z Niemcami, Szkotami, czy też ewentualnie w bojach Legii w europejskich pucharach!? Jest tylko we mnie obawa, że taka myśl samemu Michałowi mogłaby nie przypaść do gustu, jak wspominał chciałby się już ustatkować na jednej pozycji, najlepiej środkowego obrońcy. No ale...

Angaż Pazdka nie jest przesądzony, podobnie jak skaperowanie Vrdoljaka przez Chińczyków, być może pierwszego nie pozyskamy, a drugiego jednak nie stracimy i tu słówko w obronie kapitana Legii. Mocno się Ivicy dostało od dziennikarzy i kibiców za prezentowaną formę wiosną, wielu z klubu z chęcią by się już go pozbyło, natomiast do tych wszystkich mam pytanko, pod warunkiem że Ivica jest zdrowy, to w obecnej kadrze jest piłkarz z lepszym odbiorem piłeczki, który się lepiej ustawia, przewiduje rozwój wydarzeń na boisku i wyłuskuje futbolówkę z gąszczu nóg? Wiem, że IV potrafi zirytować na maksa holowaniem piłki, wchodzeniem w niepotrzebne dryblingi, co powoduje straty opłakane w skutkach, ale... zdrowego Vrdoljaka, by mi było szkoda, choćby i ustawionego na „stare lata” właśnie na środku defensywy. Szukamy piłkarza do zakontraktowania na taką pozycję, a być może takiego mamy tylko że... musi być w pełni zdrowy, wyleczony i nie da się skusić Chińczykom. W pomocy dajmy się wykazać Furmanowi, a w obronie zweryfikujmy Ivicę jako jednego z czterech a nie pięciu ustawionych w linii. To alternatywa gdyby z prób transferowych wyszły nici, czyli zero. Być może „nie ma tego złego (czytaj - braku transferu) co na dobre nie wyjdzie" (czytaj – Ivica ustawiony jako jeden z pary środkowych defensorów)!?

Po lewej stronie sytuacja jasna, czyli najbardziej ciemna. Ranking Henninga Berga jest prosty, na pierwszym miejscu znajduje się Tomasz Brzyski, na drugim jako jego zmiennik Guilherme. Według mnie obaj perspektyw w Legii na tej pozycji nie mają, Brzytwie czasu się nie cofnie, a i jako młodzieniaszek grą w destrukcji nie imponował, natomiast największym atutem Gui jest ofensywna gra „1 na 1”, umiejętność wygrywania indywidualnych pojedynków. Gdy piastuje bardziej odpowiedzialną funkcję w defensywie z tego atrybutu nie korzysta, ryzyka nie podejmuje, tym samym traci największy swój walor.

Przestałem już wierzyć, że głuchy, uparty wiking usłyszy moje kibicowskie wołanie, że w Legii mamy najlepszego obecnie lewego obrońcę w Polsce i jest nim Łukasz Broź! Trudno, ostatnie tylko zastrzeżenie w tej kwestii, nie weryfikując Brozia na lewej flance, trudno liczyć na progres Bereszyńskiego po prawej stronie, to co osiągnie to odciski na tyłku z ławki rezerwowych, sporadyczne rotacje tego nie zmienią. Przez brak weryfikacji, tracimy potencjalnego niezłego lewego defensora i stopujemy rozwojowego, młodego prawego. Trudno, ‘bogatemu wszystko wolno’ lepiej lekką rączką wydawać kasę na sprowadzenie nowego piłkarza. Jestem bardzo ciekaw czy uda się sztuka zakontraktowania kogoś o wyższym potencjale niż Maciej Sadlok?

Reasumując, po prawej spokój, po lewej wobec zatyczek w trenerskich uszach, pilna potrzeba sprowadzenia piłkarza który będzie stanowił ewidentne wzmocnienie formacji, natomiast na środku? Jeżeli  Lewczukowi się nie dowierza, losy Vrdoljaka są podwójnie niepewne, od Makowskiego i Wieteski wyżej ceni się Helika, ale całej trójce do poziomu Dossy Juniora chyba jeszcze nieco brakuje, to być może rozwiązaniem skomplikowanej sytuacji okaże się faktycznie...  „para rosomaków”!?

Dyskusja (11)
1niedziela, 21, czerwiec 2015 17:42
Dzynek
@iocosus
Patrzę, żeś fajny temat poruszył, tylko ilość znaków mocno mnie odstraszaWink
W częściach będę chłonął i tak też komentował. Oczywiście subiektywnie nie zarzucając ni razu bujania w obłokachSmile
2niedziela, 21, czerwiec 2015 18:18
Dzynek
Zgadzam się z Szanownym Panem. Nastąpiła znacząca poprawa w grze obronnej. Umiejętności właściwego zachowania się stosownie do wydarzeń boiskowych i nawet zmiana pewnych nawyków nastąpiła u tych samych zawodników, co jeszcze za Urbana piłkę kopali.
Tylko w porównaniu z tamtymi czasami warto zauważyć, że obowiązkami obronnymi są teraz związani niemal wszyscy piłkarze. O ile w pierwszej fazie po stracie piłki nie uda się jej odebrać pressingiem to skrzydłowi muszą natychmiast wrócić się na własną połowę pomóc bocznemu obrońcy, a napastnik z ofensywnym pomocnikiem muszą wesprzeć środkowych pomocników. Jak biegają sprintem w fazie ataku tak teraz na pełnym biegu muszą pressować i wracać pomóc w defensywie. Mi się rzuca w oczy, że nasi ofensywni gracze mają bardzo wyczerpujący wachlarz obowiązków obronnych w porównaniu do graczy defensywnych. Niewspółmierny do roli jaką muszą zagrać. Pierwsi biegają jak szaleni, a drudzy (obrońcy i defensywni pomocnicy) właściwie tylko czekają aż przeciwnik przyjdzie lub piłka przyleci. Później brakuje im sił i bycia w miejscu, z którego mogą z większą swobodą i pożytkiem atakować. I tak obrońcy mają łatwiej się wykazać, a pomocnicy i napastnicy o wiele trudniej błysnąć. Stąd mało bramek strzelamy i też mało tracimy. Tylko cały system się wali kiedy nasi niezbyt wysokich lotów obrońcy robią indywidualne błędy (zazwyczaj przyciśnięci pressingiem lub zostawieni bez wsparcia pomocników). To wada tego systemu gry. Zero-jedynkowe rozwiązanie. Nie stracimy gola to będzie dobrze, ale jak choć jeden wpadnie to są poważne kłopoty ze zrobieniem korzystnego wyniku. Ba, nawet ciężko jest tego jednego gola strzelić, skoro obowiązki defensywne przeważają nad defensywnymi.


To nie zarzut wobec trenera. Każdy system gry ma swoje wady i ten przez niego wybrany także.
Zabija w dużym stopniu swobodę i kreatywność w ofensywie.
3niedziela, 21, czerwiec 2015 18:40
Dzynek
W dzwony na alarm bym nie bił żądając wymiany obrońców na lepszych. Chciałoby się Chieliniego, ale wiadomo, że bliżej nam do pazdano podobnych. I tacy zagrają o wiele lepiej niż dotychczas dzięki organizacji gry i wytrenowaniu prawidłowych zachowań obronnych. To nasza recepta na obronę za małe pieniądze. Tak dobra, że spokojnie w niej się odnajdzie taki Wieteska czy Makowski przy doświadczonym koledze. Bo to system gry tworzy obrońców, a nie na odwrót. Dzięki niemu indywidualne wady naszych defensorów są dosyć dobrze maskowane.

Piszę to dlatego, że ten system gry sprzyja wychowywaniu sobie obrońcy. Wprowadzając młodych w miejsce odchodzących w niewielkim stopniu potencjał całej formacji zuboży. Można nawet rzec, że tylko na chwilę, bo umiejętności tych chłopaków będą cały czas rosły i po stosunkowo krótkim okresie potencjał indywidualny jak i drużynowy będzie większy niż przed odejściem Astiza i Dossy. Bo trudno sobie wyobrazić, żeby jeszcze jakiś inny obrońca nie był dostępny większą część sezonu, a drugi był tak wolny i bojący się zaatakować szarżującego przeciwnika.
4niedziela, 21, czerwiec 2015 19:07
Dzynek
Czy będziemy w stanie przeciwstawić się drużynom o bardzo ofensywnym nastawieniu, to nie jestem w stanie tego sobie wyobrazić. Bardziej się skłaniam do zdania, że niewiele się w tej sytuacji zmieni. Bez względu na dobór personalny w Pucharach zagramy tak jak dotychczas. Ale przez obecne zmiany personalne w formacji defensywnej dostrzegam szansę na szybszą reakcję i szybsze zażegnanie zagrożenia. Nowi obrońcy to inne umiejętności i nawyki, bardziej adekwatne do tempa gry. Zaś dotychczasowi gracze będą musieli wcielić się w nowe role.


W obecnej sytuacji bardziej nurtujące pytanie jest, czy nowa formacja będzie w stanie sobie poradzić z zachowaniem odpowiedniego poziomu koncentracji w starciu z rywalami ligowymi. Bo przecież nie będziemy oblegani huraganowymi atakami Piasta czy Podbeskidzia tylko będziemy musieli umieć wysoko wyjść pod pomocników i kasować ataki w zarodku, a nie jak często bywało stać przed szesnastką.
5niedziela, 21, czerwiec 2015 19:22
Dzynek
Do prawej strony bardziej pasuje określenie, że jest obsadzona.
Co do Brozia większych obiekcji nie mam. Lepszego PO nie znajdziemy.
Natomiast Bartek Bereszyński absolutnie nie może być postrzegany jako realna alternatywa. Według mojej oceny przez cały pobyt w Legii nie poczynił wystarczających postępów, żeby myśleć o nim przyszłościowo. Przykładowo w czym jest dobry? Ustawianie się i powrót na pozycję? Słabo. Odbiór? Brak. Przechwyty i czytanie gry? Znośnie. Ofensywa? Lepiej nie pytać. Najlepiej chyba wypada pod względem kondycyjnym. To jest po prostu kiepski obrońca. Przyznajmy w końcu, że to niewypał i pomysł na niego nam się nie sprawdził. I nie wiem na jakiej pozycji by go wsadzić. Na pewno nie na prawej obronie. Może jako zmiennik Kucharczyka. Na prawdę wierzyłem w niego. Czas płynie, a on dalej stoi w miejscu.
6niedziela, 21, czerwiec 2015 19:53
Dzynek
Pazdana zawsze widzę jako świetnego defensywnego pomocnika.
Tylko szafowanie siłami lub ogólna wydolność słaba. Może dlatego gra w obronie? Raczej nie ze względu na dobrą grę lewą nogą, choć jest to świetny atut dla obrońcy.

Tylko to rozważania teoretyczne. Nie wierzę, ze teraz, po debiucie w reprezentacji jest do wyciągnięcia. Taki harpagan jest bezcenny dla wielu klubów i zapewne bogatsi od nas wyciągają po niego rękę.
Nieskromnie przypomnę, że zimą miałem nadzieję na jego angaż w Legii. A konkurencją był GoulonWink

Nasz Rzeźnik to musi przyjąć rolę Franka Baresiego. Lidera formacji (może i całej drużyny) oraz wychowawcę kolejnego pokolenia. To nie jest kwestia, czy do tego się nadaje. Jesteśmy w takiej sytuacji, że MUSI wziąć na siebie tę rolę.

Lewczuk - jako ten drugi - może okazać się bardzo dobrym następcą Astiza czy Dossy. Zaufanie trenera w końcu zdobył i pozostaje tylko samemu emanować pewnością zachowań. Bo problemem Igora nie są umiejętności, a psychika. Zdecydowanie musi odważniej i szybciej reagować oraz nie bać się trudnych zagrań do przodu.

Perypetii z Astizem i Lewczukiem też nie rozumiem. Tym bardziej z młodymi. Ale jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że ten rok był dla nauki. Pytanie, co teraz.

Tylko też mi nie pasuje ten Helik. Przecież ledwo co zaliczył kilkanaście meczy w Ekstraklasie. Szału nie było, bo Ruch mistrzem obrony nie był, a i sam Helik błędów się nie ustrzegł.
A my przy odrobinie dozie odwagi podobną ilość meczy w pierwszej drużynie mógłby zaliczyć Makowski czy Wieteska. Mielibyśmy własnych graczy "przetartych" przed następnym sezonem i nikt by się nie oglądał na Helika. Zwłaszcza, że talentem nasi grzesząSmile
Także nie rozumiem postępowania klubu.
7niedziela, 21, czerwiec 2015 20:06
Dzynek
Vrdoljakowi to trzeba osobny artykuł poświęcićSmile
Na jego żelazne zdrowie to już bym nie liczył. Raz, że do tych niezniszczalnych nie należy. W każdej rundzie coś mu dolega i zaczyna słabiej grać. Jego organizm już lata ma, duży przebieg i jeszcze dochodzi kontaktowy sposób gry przyczyniający się do urazów.
A dwa, Berg wywiera taką presję, że jeśli nie masz złamanej nogi to nawet nie waż się piknąć o kontuzji. Cisnął go, aż nie był w stanie chodzić. I przy tym trenerze szczerze wątpię, że będzie prowadzony w sposób zrównoważony.

My go wycisnęliśmy jak cytrynę. Jest psychicznie wyczerpany i fizycznie wyeksploatowany. Rok temu stawiałem na nim krzyżyk i za cud uznaję, że jeszcze jedną rundę dobrze zagrał. To już na prawdę koniec. Sam Ivica daje sygnały, że chciałby spróbować czegoś innego. Łatwiejszego zarabiania większych pieniędzy. On czuje, że szczyt już jest za nim i w nowym rozdaniu będzie mu trudniej. To dobry czas na zmiany.
8poniedziałek, 22, czerwiec 2015 09:54
iocosus
@ Dzynek

Dzieki za odniesienia, możemy teraz sobie pogadać, bez bujania w obłokach. Smile

@ O przewadze defensywnego nastawienia, nad ofensywnymi dążeniami.

„obowiązkami obronnymi są teraz związani niemal wszyscy piłkarze.” – zgoda, determinuje to nie tylko zachowania w obronie, ale i w ofensywie (o niej chciałbym popitolić jednak oddzielnie, bo ilość znaków dopiero by była zatrważająca) sam Berg po którymś meczu przyznał ze muszą zmienić taktykę, (w tej chwili cytatu nie znajdę) zaczęli grać niżej, tak mi się zdaje, głębiej w defensywie, bardziej nastawiając się na cierpliwe wyczekiwanie popełnienia błędu przez rywala, aniżeli samemu narażając się na popełnienie takowego. (w sumie okazało to się też złudne i w ostatecznym rachunku zawodne) Przy tym z tego że każdy z jedenastki wie co ma robić po stracie piłki trudno robić zarzut, to przecież winna być norma, pytanie nie polega „czy” tylko „jak”, gdy był Rado to on mógł sobie „robić co chce” i ta „niesubordynacja” przynosiła dobre efekty, Sa wiking chciał już „zdyscyplinować”, Saganowi nijako było w to graj, tylko jak porównać nasze przechodzenie do ataku, gdy kreował go Rado, a jak gdy na szpicy wysunięty był Saganowski?

O ofensywie chciałbym nieco później, w każdym razie podzielam wrażenie odnoszace się do wiosennych naszych zmagań: „Nie stracimy gola to będzie dobrze, ale jak choć jeden wpadnie to są poważne kłopoty ze zrobieniem korzystnego wyniku. Ba, nawet ciężko jest tego jednego gola strzelić, skoro obowiązki defensywne przeważają nad ofensywnymi.” Finał Pucharu Polski zagmatwał sytuacje, wprowadził zgubne przekonanie, ze 'odwrócenie wyniku' dla Legii nie jest problemem.

@ System

Też wątpię żeby go Berg porzucił, obojetnie kogo pozyskamy, mam watpliwość czy jednak zdecyduje się na wdrażanie Makowskiego lub Wieteski, raczej według mnie będzie ich traktował jak Kalinkowskiego na wiosnę, czyli jako głęboką „asekurację” być może „dla alibi” że nie stopuje młodych, wypuści jednego lub drugiego tak jak Bartczaka w jednym meczu w ostatnim sezonie i takie „epizody” będą mu służyły jako argument, że wdraża wychowanków, a przecież za to że ktoś jest młody abonamentu na wyjściowy skład nie dostanie. Poniekąd słusznie, ale …

„czy nowa formacja będzie w stanie sobie poradzić z zachowaniem odpowiedniego poziomu koncentracji w starciu z rywalami ligowymi. Bo przecież nie będziemy oblegani huraganowymi atakami Piasta czy Podbeskidzia tylko będziemy musieli umieć wysoko wyjść pod pomocników i kasować ataki w zarodku, …” - teoretycznie, do takiej gry fajnie by było posiadać dwóch aktywnych, mobilnych ‘rosomaków’ czyli Rzeźnika z Pazdanem, do neutralizacji dynamicznych kontrataków wydają się lepiej przystosowani aniżeli bardziej statyczne „wysokie wieże” w obronie. Jeśli z Pazdkiem nie wyjdzie, to angażując „dryblasa” panującego w powietrzu, dobrze by było, żeby miał zmysł czytania gry i przy mniejszej ruchliwości niwelował to lepszym, przewidującym ustawianiem się na boisku. No cóż, oczekiwania by można mnożyć …

@ Lewczuk

Nie jestem tak bardzo przekonany czy zdobył zaufanie Berga, gdyby tak było to ‘środkowego obrońcy’ szukalibyśmy na zasadzie „uzupełnienia” składu, w tej formule mamy już Makowskiego i Wieteskę dlatego nie o uzupełnienie powinniśmy zabiegać, a jeżeli już to o „wzmocnienie” i jeżeli kogoś takiego zakontraktujemy to szybciej z jedenastki wyleci Lewczuk niż Rzeźnik jak mi się zdaje.

„Bo problemem Igora nie są umiejętności, a psychika. Zdecydowanie musi odważniej i szybciej reagować oraz nie bać się trudnych zagrań do przodu.” – nie jestem do końca przekonany, czy jako trzydziestolatek przestanie się bać „trudnych zagrań do przodu”, to niesie ze sobą ryzyko popełniania błędów, a pozycja pana Igora jest taka, ze na błędy pozwolic sobie nie może i on pewnie ma tego świadomość i skupia się na tym żeby żeby ich tylko nie popełnić, grać ‘swoje’ czyli to co dotychczas, mhm, przyznaję z całkiem dobrym skutkiem, pytanie czy to jest wystarczające …

@ Bereszyński

Nie przekreślałbym go. Oczywiście tak jak Kosecki póki co okazał się ‘meteorem’ jednego sezonu, Bereszyński tez mógł zabłysnąć, rozbudzić złudne nadzieje, a w rzeczywistości już ich nie potwierdzić i tacy jak ja zostaną nabici w butelkę, ale mnie frapuje „Najlepiej chyba wypada pod względem kondycyjnym.” – no i właśnie motoryka nasuwa skojarzenia do predyspozycji na „pendolino” bocznego prawego korytarza. Jeżeli wahadłowego obrońcy z niego nie będzie, to nie za bardzo wierzę że na innych pozycjach odpali.
9poniedziałek, 22, czerwiec 2015 13:24
gawin76
@ system

Nie odnoszę wrażenia, żeby nasze wiosenne ofensywne perypetie były skutkiem skutkiem ubocznym 'przestawienia' drużyny na bardziej staranną grę w defensywie. Trudno powiedzieć, żeby taki np. Broź jakoś rzadziej podłączał się do ofensywy, żeby Jodłowiec czy o zgrozo Vrdoljak nie próbowali inicjować ataków.

Dzynku, nie za bardzo widzę taką opcję, żeby gracze ofensywni (przede wszystkim chodzi o skrzydłowych) nie byli obciążeni zadaniami defensywnymi. Boczny pomocnik musi wracać przynajmniej za 'swoim' obrońcą, zwłaszcza że w defensywie zawężamy strefę i bocznego obrońcy często de facto nie ma na boku obrony. Pamiętasz zresztą kogo nasz znakomity iocosus chciał w pierwszej kolejności ćwiartować za bramkę Makuszewskiego w Gdańsku Wink

Moim zdaniem z kwestii systemowych najbardziej niepokojące było, że w lidze nie działał nasz wysoki pressing, nie byliśmy w stanie grać tak intensywnie jak jesienią, nie wiedzieliśmy też co robić po przejęciu piłki (chyba że rozwiązaniem miała być 'dzida' na Sa lub Kuchego). Tylko że to nie jest kwestia dotycząca bezpośrednio i konkretnie obrońców.

W pucharach graliśmy głęboko, z tym wspomnianym wchodzeniem Vrdoljaka między środkowych. Tu nie można mieć większych zastrzeżeń, mimo wpadki z bramką Milika w Amsterdamie.

@ personalia

Pełna zgoda z wyjściowym założeniem artykułu - system należy usprawniać przez wymianę ogniw na jakościowo lepsze, a może inaczej, lepiej odnajdujące się w danym systemie.

Środkowy obrońca wobec odejścia Astiza i Dossy to tzw. oczywista oczywistość, lewy obrońca zdawać by się mogło również, jeżeli odejdzie Ivica to środkowy pomocnik z umiejętnością wejścia między obrońców także. Natomiast na transfery trzeba mieć kasę, a chyba bardziej palące potrzeby mamy mimo wszystko w innych formacjach, zatem nie zdziwię się jeżeli skończy się tylko na środkowym.

Wielkim fanem Pazdana szczerze mówiąc nigdy nie byłem, ale jako pół-lewy ma tu sens. Przy czym przypadki Dossy czy Arajuuriego w Lechu zdają się wskazywać, że graczy dających nadzieję na ewidentne podniesienie poziomu całej formacji trzeba jednak szukać poza Polską... Szkoda że tak wyszło z Dossą.
10wtorek, 23, czerwiec 2015 14:35
iocosus
Małe zastrzeżenie po wpisie znamienitego Gawina (jak zaczniemy się przezywać, czapkując wzajemnie, to tylko boki zrywać Wink Smile ) Owszem Kuchego za stratę gola w Gdańsku się czepnąłem i widziałem większą jego winę „zaniechania” aktywnego współudziału w defensywie, aniżeli Brzytwy w pewnym momencie mającego rozdwojenie jaźni i dwóch rywali w szesnastce pod kontrolą radarową, ale dla mnie Kuchy w nazwijmy to w całokształcie, to właśnie pozytywny przykład powrotów po stracie piłki, pomocy dla bocznego obrońcy, może i dlatego w takiej perspektywie ten jeden błąd z Gdańska skutkujący stratą bramki zdał mi się tak wyraźny. Ale generalnie Kucharczykowi tyrania po boisku nie można odmówić, a że jeszcze przy tym w ofensywie potrafi depnąć to ja chylę przed nim czoło, w takiej dyspozycji dla mnie z jedenastki jest nie do wyjęcia, a gdyby inni (Żyro) równie wydajnie wspomagali defensywę i mieli jeszcze taką parę jak Kuchy przy ofensywnych akcjach to przy umiejętnościach stricte piłkarskich takiego Żyrki (te uznaję za wyższe od Kuchego) oferty i te pięciomilionowe spływałyby jedna za drugą.

Co do zmian w grze Gawin ja się tak zastanawiam, samemu przyznajesz że „w lidze nie działał nasz wysoki pressing, nie byliśmy w stanie grać tak intensywnie jak jesienią” to czy zalecenia taktyczne trenerskie były takie same i niezmienne jak jesienią, a tylko piłkarze nie potrafili się z nich wywiązać, czy też Berg widząc pewne jednak słabości z założeń pod wysoki pressing zaczął świadomie rezygnować? My gros bramek, nie sprawdziłem, strzelę że 70-80% zdobywaliśmy w drugich połowach, czyli w pierwszej „wyczekiwaliśmy” Wink no w każdym razie skuteczni nie byliśmy, nie potrafiliśmy narzucić presji na przeciwnika, zmusić go do błędów, gdy rywal nabierał przekonania, że z tej Legii to nie taki diabeł straszny, wówczas w drugich 45 minutach otrzymywał fangę w nos. Gdy był skoncentrowany do końca i miał trochę szczęścia to i z tej fangi były nici. Teraz pytanie czy to „wyczekiwanie”, czyli uważna, cierpliwa gra z położeniem nacisku że nawet jak prowadzimy atak, to tak żeby nie dać się skontrować, ciągle mieć zabezpieczone tyły, było zakładane czy też nie? Kwestia niuansów, w podejmowaniu ryzyka, bo ogólna filozofia wikinga według mnie pozostawała i taką samą pozostanie, mnie tylko się wydaje że Berg po 1:3 z Jagą, 0:3 z Ajaksem, 2:2 z Wisłą i porażce 1:2 z Lechem w Poznaniu, chciał jednak taktycznie ryzyko zminimalizować, takie odnosiłem wrażenie oglądając kolejne mecze.
11piątek, 26, czerwiec 2015 11:28
Zbyszek
Zasadniczo nie ma się do czego przyczepić w wywodach Iocosusa.Aczkolwiek w futbolu , jak i w każdym sporcie o tym co dobre decyduje wynik. Jak się wygrywa to jest się lepszym ,a jak się przegrywa to jest się gorszym. Wskazane są jednak i inne metody porównawcze np. w pionie w stosunku do lat ubiegłych , lub w poziomie w relacji do innych drużyn.Powiedzmy sobie,że na nasz ogląd gry obronnej Legii przemożny wpływ ma niewątpliwy sukces w LE jesienią ubiegłego roku, który został osiągnięty wyśmienitą grą defensywną i obronną zespołu. Praca trenera Berga i sztabu nad tym elementem wydawała się wielce obiecująca. Ośmielę się powiedzieć,że z kolei w Ekstraklasie to pewna doza słabości, zwłaszcza formacji obronnej przesądziła o tym,że nie zdobyliśmy Mistrza.Tak jak u Iocosusa nie będzie to wywód naukowy, ale całkowicie dowolny. Zadecydowały 3 /słownie trzy/ stracone bramki. W sezonie 2013/ 2014 straciliśmy ich w rundzie zasadniczej 30, w tym w przegranych meczach 13, zaś w sezonie 2014/2015 odpowiednio 33 i 16. Powtórzę za Iocosusem,że brak w składzie Dossy Juniora był poważnym i decydującym osłabieniem.To on jesienią był tym ,który trzymał grę obronna drużyny na wysokim poziomie.Decydował o jej głębi i przede wszystkim był tym ,który atakował każdego kto ośmielił się nam tuż przed polem karnym zagrażać. Dlatego jak Iocosus poświęcę temu zjawisku zdań kilka, gdyż ma ono wymiar symboliczny.Niewątpliwą winą Dossy jest fakt,że nie zgodził się na zabieg zespolenia rozdartego mięśnia na co nakłaniali medycy. Zamiast tego wybrał on leczenie zachowawcze bezzabiegowe, długotrwałe i ryzykowne.Opinia lekarzy okazała się rzetelna, niby wygoił mięsień,ale ten w meczu znowu pękł. W efekcie poważnie zespół osłabił.Lecz skala dolegliwości jakie go spotkały jest symptomatyczna dla trenera Berga.Nie patrzył on,że może nie ma zaufania do lekarzy klubowych / podobnie postąpił Ronan/,że jest stosunkowo młody i należy mu perswadować, lecz nie od razu z grubej rury do wora z nim.Podobnie było z Radoviczem, Pinto, Koseckim, Sa. Trener Berg wyrażnie najwyżej ceni przymioty charakteru takie jak; lojalność i wierność. Człowiekowi i zasadom.Tylko,że o ile miłości czy przyjażni bez nich nie ma , to w stosunkach pracy relacje pomiędzy przełożonym a podwładnym są oparte na innych zasadach. Nie trzeba się kochać,natomiast pracownik ma jak najlepiej wykonywać nakazaną pracę, a tym,który nim kieruje jest jego zwierzchnik.Stawianie wymogów uczuciowych na pierwszym miejscu, tam gdzie powinna decydować fachowość i przydatność jest po prostu niemądre i w sumie szkodliwe.
Ja powiem krótko : jeżeli trener Berg nie potrafi się tego klikowego myślenia wyzbyć to należy pozbyć się takiego trenera.
I teraz to myślenie pozytywne. Trenera Berga należy pochwalić,że w sumie z przeciętnych zawodników uczynił niezły zestaw obronny. Rzeczywiście tu widać jego pracę. Ale przecież rywale nie śpią.Nadal , moim zdaniem, personalnie mamy gorszych obrońców od kwartetu Wisły, Śląska i Lecha, a na środku obrony od Jagi / Pazdan i Madera/. I stąd przejście do nas Pazdana uważam za bardzo wzmacniające . Jest on typowym graczem rozbijającym i uniemożliwiającym atakowanie własnego zespołu przez pojedyńczego zawodnika. Wielokrotnie o tym pisałem na tym forum,że środkowy obrońca musi atakować każdego wroga, który ma piłkę przy nodze w świetle bramki.Wiele bramek jakie traciliśmy wynikało z tego,że nasi środkowi cofali się przed szarżującymi rywalami. Tak grać nie wolno. Pochwały pod adresem Kuby Rzeżniczaka są przesadzone, bo to on tak się cofał/ jak kto woli zwiewał/ ,że rywal strzelał.I to nie do końca jego wina. Jest zasadnicza różnica pomiędzy grą defensywnego pomocnika czy bocznego obrońcy , a obrońcy środkowego.Więc chłopak robi co może, a że niewiele może...
I teraz skonstatujmy,że nawet najdoskonalszą obroną meczy wygrać się nie da, można go co najwyżej zremisować.Bilans możliwości i umiejętności obrońców i graczy ofensywnych przemawiał zdecydowanie za preferowaniem tych ostatnich.A tak nie było. Ze szkodą dla wyników.Dlatego nie dziwi niezadowolenie z roli jaką ma w Legii Masłowski, uciekanie Dudy czy ostentacyjne zachowanie Orlando, Koseckiego lub Pinto.
Owszem każdy piłkarz ma swoje zadania do wykonania, ale gra defensywna przeciwko takim "tuzom"' jak Bełchatów, Piast,, Podbeskidzie , Łęczna zakończona dodatkowo porażką stawia pytanie : kto kogo ma się bać i kto ma grać z założenia taktycznie defensywnie. Żaba bociana czy bocian żaby.
Drogi Iocosusie w taktyce i organizacji gry Legii na krajowym podwórku zostały zachwiane wszelkie proporcje. My mamy obowiązek straszyć, a nie się bać, bo za bardzo nie ma kogo.
Jak powiadają : ze strachu jeszcze nikt niczego nie wygrał. I to by było na tyle.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1