A+ A A-

Podbeskidzie - Legia 1-4: Pozamiatane

W środę Legia pewnie pokonała Podbeskidzie i wydaje się że już w pierwszym meczu zapewniła sobie awans do finału Pucharu Polski 2015. Strzelcami goli byli: Michał Masłowski 24’, Ivica Vrdoljak 30’, Michał Kucharczyk 71’, Jakub Kosecki 87’. Ekslegionista Maciej Korzym dla „górali” zdobył bramkę w  84. minucie.

Burza śnieżna 1 kwietnia, to preludium spotkania. Na szczęście o godzinie 20:00 w momencie rozpoczęcia meczu murawa raczej była już zielona, chociaż grząska, w polach karnych przypominająca borowinę.

Składy:
Podbeskidzie: 1. Richard Zajac - 4. Gracjan Horoszkiewicz, 16. Pavol Stano, (66’ Demjan) 90. Kristian Kolcak - 32. Adam Pazio, 9. Dariusz Kołodziej (46’ Sloboda), 27. Adam Deja, 22. Artur Lenartowski, 30. Piotr Tomasik - 14. Damian Chmiel (46’ Malinowski), 77. Maciej Korzym.
Legia: 12. Dusan Kuciak - 19. Bartosz Bereszyński, 25. Jakub Rzeźniczak, 4. Igor Lewczuk, 17. Tomasz Brzyski - 21. Ivica Vrdoljak, 3. Tomasz Jodłowiec (78’ Furman) - 6. Guilherme (75’ Kosecki), 16. Michał Masłowski (75’ Pinto), 18. Michał Kucharczyk - 9. Saganowski.

Największą ciekawość budziła dyspozycja Guilherme na prawej pomocy i forma Lewczuka na grząskim, trudnym terenie. W Podbeskidziu daje do myślenia absencja weteranów Iwańskiego i Sokołowskiego.

Okiem kamery najciekawsze fragmenty meczu wyglądały w ten sposób:

Słowami streścić pojedynek  można spróbować tak:

Pierwsze minuty to adaptacja do warunków, z dobrym wejściem legionistów w mecz i od 5. minuty z próbami wyjść ofensywnych górali. Widoczna dominacja warszawskiej drużyny. Z dwóch podań do Kucharczyka ze środka pola, drugie zakończone strzałem, bez efektu, pewna interwencja bramkarza. W kolejnej akcji w 12. minucie aktywny Kuchy szalejący z lewej strony położył się w polu karnym ale bez gwizdka sędziego. 14. minuta to świetna okazja Rzeźniczaka po dobrze wykonanym wolnym przez Brzyskiego, Zajac miał okazję do wykazania się.

Drugi kwadrans to nieco bardziej wyrównana gra, ale w 24 minucie Michał Masłowski na wprost bramki sprzed pola karnego „kaczką kozłującą po bagnie” dał okazję do popełnienia błędu Zajacowi. Gol trochę kuriozalny, ale MM należą się brawa, choć euforii sam strzelec specjalnej nie wykazał. Po zdobytym prowadzeniu zaangażowanie w prowadzenie ofensywnych akcji zmalało, ale to było tylko uśpieniem rywala. 29. minuta to świetnie bity wolny z lewej strony na 14 metr pola karnego, wykorzystany mierzoną „główką” w okienko przez Vrdoljaka. W tym przypadku o jakimkolwiek przypadku mowy być nie może. Duży wykazany kunszt i dośrodkowującego Brzytwy i główkującego kapitana legionistów.

Przy 2:0 spokojna, cierpliwa gra usatysfakcjonowanej stołecznej ekipy, z „depnieciami” w okolicach szesnastki Kuchego i Gui. W 36. minucie zamieszanie w legijnym polu karnym i próba wymuszenia karnego, ale nieodgwizdana, rozochocony Masłowski w rewanżu zdobył się na dobry silny strzał z dystansu tyle tylko że niecelny. W 39 .minucie lekką apatie w szeregach wojskowych mógł wykorzystać Horoszkiewicz, ale jego strzał został wyblokowany na rzut różny. Trudne warunki nie przeszkadzały Masłowskiemu prezentować udane zagrania jednak pozostawały niewykorzystywane przez kolegów. W 43 minucie po raz enty uruchomiony Kucharczyk strzela w Zajaca do dobitki minimalnie spóźniony i uprzedzony przez Tomasika nie dochodzi Guilherme.

W drugiej połowie w założeniu ze strony legionistów pewnie miała obowiązywać kontrola wyniku i punktowanie rywali. Nie wiadomo czy plan by się powiódł, gdyby w 55. minucie Adam Deja wykorzystał rzut karny podyktowany po zagraniu ręką przez Marka Saganowskiego. Dusan Kuciak zrehabilitował  kolegę napastnika i zapunktował broniąc karnego, w dalszej części meczu zaliczył jeden błąd, podanie do rywala na 30 metrze od bramki ale bez poniesionych konsekwencji. Kończąc wzmiankę bramkarską, od razu zaznaczmy, że przy precyzyjnym strzale Korzyma obok słupka był bez szans.

W 71. minucie sprinter Kuchy wygrał bieg na 60 metrów z kilkoma „góralami”, przy przekraczaniu mety dobiegając do szesnastki  płaskim strzałem pokonał  Zajaca, realizację wytyczonych zadań w pełni potwierdzając.

Kwadrans przed końcem Berg dokonał zmiany Guilherme na Koseckiego. Brazyliczyk w ofensywnym ustawieniu zaprezentował się poprawnie, na tle piłkarzy Podbeskidzia już zniechęconych wynikiem zaliczył kilka dobrych zagrań, dwukrotnie był minimalnie spóźniony w dojściach do piłki, które mogły skończyć się bramką. Cieszy dobre wejście Koseckiego, te minuty spędzone na boisku ma prawo zaliczyć na plus, wbiegał dynamicznie w swoim stylu w wolne pole, dochodził do podań za plecy obrońców, dobrą grę ukoronował golem, ale gdybym miał wybierać przed następnym meczem, kto jest pierwszym wchodzącym z ławki rezerwowych, to postawiłbym na Brazylijczyka, wydaje się bardziej urozmaiconą, wszechstronną opcją. Wpuszczony w 78' na plac Dominik Furman w 84. minucie popełnił błąd, powodując zamieszanie przed bramką Kuciaka i dając Korzymowi okazję do honorowej bramki. Gol z niczego, kilka minut później zrewanżowany akcją Kuchego co prawda będącego na „spalonym”, ale ponieważ sędziowie zaspali, przywoływany już młody Kosa miał okazję wznieść ręce do góry, ustalając wynik spotkania.

Pewna wygrana, skuteczna, w miarę spokojna, cierpliwa gra legionistów. Dominacja nie podlegała dyskusji, grzęzawisko nie przeszkodziło w wykazaniu wyższości. Lewczuk w zasadzie bez zarzutów, Brzytwa z wiadomym potwierdzonym  efektem, defensywni pomocnicy na swoim poziomie, Masło wreszcie zaliczający mecz na plus, Gui rozbudzający oczekiwania, Kosa obiecujący, Sagan harujący i ambitny tym razem mało skuteczny, a okazje wyborne miał jak ta po wyrzucie piłki z autu. Man of the Match to rzecz jasna Kuchy King, „tańczacy z góralami”, jak go ochrzcił komentujący mecz w TV Mateusz Borek.

 

Dyskusja (8)
1czwartek, 02, kwietnia 2015 09:47
kibic60
Smile

Ależ to był dziwny mecz.
Organizatorzy zabudowali nowoczesnymi trybunami kartoflisko, czym musieli wprawić w osłupienie piłkarzy Legii.
Legia za to, pomimo, że nie musiała pojechała z Góralami jak z furą gnoju, czym musiała wprawić w osłupienie wielu kibiców.
Henning Berg dokonał 3 (trzech) zmian, czym musiał wprawić w osłupienie innych wielu kibiców.
Michał Masłowski strzelił gola, czym musiał wprawić w osłupienie przynajmniej jednego kibica.
Marek Saganowski nie trafił 2 (dwa) razy do pustej bramki (raz z metra) czy musiał wprawić w osłupienie oprócz wielu kibiców Orlando Sa.
Guilherme kilkoma akcjami na prawym skrzydle musiał wprawić w osłupienie Michała Żyro i kilku obrońców.
Trener Ojrzyński nie wystawiając kilku czołowych piłkarzy musiał wprawić w osłupienie wielu miejscowych kibiców.

Mnie w osłupienie wprawiło coś zupełnie innego. Kto powierzył mikrofon odtwórcy jednej z głównych ról w filmie o Batmanie, "człowiekowi pingwinowi"? O poziomie zadawanych pytań (Korzymowi) lepiej przemilczeć.

Z niezwykła kurtuazją po meczu trener Legii powiedział: "To był nasz dobry występ i mimo że to dopiero połowa półfinału, to mamy niezłą zaliczkę, aby awansować";
Panie Berg, młodzież czeka.

Ps
Chciałem jeszcze napisać, że 4 dni wolnego wyszły piłkarzom na dobre. Odzyskali bowiem dynamikę i świeżość. Jednak obserwując Jodłowca, który ma za sobą ciężki mecz z "drwalami" moje spostrzeżenie nie ma chyba sensu.
2czwartek, 02, kwietnia 2015 16:04
a-c10
@ Kibic50:

Wysoce trafne spostrzeżenie. Jeśli chodzi o głównych aktorów, ekhem, spektaklu, na najbardziej osłupiałych wyglądali Rysio Zajac i jego obrońcy. Kij tam z futbolem. Po ludzku należałoby mieć nadzieję, że terapia przywracająca chłopaków do realnego życia nie będzie zbyt długa i bolesna. W każdym razie ładnych parę seansów na kozetce na pewno ich czeka.

A poważniej: tegoroczna edycja PP coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że rodzimą kopaną niepodzielnie rządzi Pan Strach. Niby od czasu do czasu ten, czy ów trener bąknie coś tam, że puchar stanowi najkrótszą drogę do Europy, niemniej chętnych do podążania tą drogą zatrważająco brak. Najpierw trzykrotny już eksszkoleniowiec Wisły Kraków PP zwyczajnie spostponował, choć wygranie tych rozgrywek było absolutnie jedyną szansą jego drużyny na to, by nie kończyć sezonu z pustymi rękoma. Teraz pan Ojrzyński - co ciekawe, znany z odwagi i nieustępliwości - "dał odpocząć" swym kluczowym zawodnikom, a pozostałych zestawił w sposób znamionujący jeden cel: uniknięcie kompromitacji. I nieważne, że zdobycie PP (ba! sam udział w finale!) zapisałoby się złotymi zgłoskami w historii klubu z B-B, a sam Ojrzyński miałby spore szanse na pomnik w centrum miasta. Pies drapał. Liczy się jedynie mityczna "ósemka". To, żeby nie spaść i nie stracić zbawczych transz z C+. Bo inaczej na tym piękniejącym w oczach stadionie należałoby chyba urządzić jarmark.

Żeby nie było: w żadnym wypadku nie mam zamiaru umniejszać sukcesu Waszych chłopaków. Zagrali dobry mecz, przy lepiej nastawionym celowniku Sagana mogli wygrać nawet bardziej efektownie i chwała im za to. Po prostu cały ten wszechobecny ultraminimalizm sprawia, że czasem opadają mi ręce.
3czwartek, 02, kwietnia 2015 17:16
Zbyszek
@Kibic 50.
Czemu, ach czemu nie oglądałeś meczu wcześniejszego.To jest Puchar, co prawda sprowadzony do kuriozum przez sztuczne preferowanie tych rzekomo lepszych,ale zawsze ma on swoje niespodzianki i w tym jego urok. Przypomina,że sport daje szanse każdemu, byle tylko chciał i się starał.Lech, bo o nim mowa, przegrał z drugoligowcem nie dlatego,że Błękitni byli lepsi, ale dlatego,że bardziej chcieli. My w meczu z Góralami nizinnymi na ich chciejstwo odpowiedzieliśmy skutecznością i to cieszy.
Natomiast miał ten mecz swoje meritum odnośnie tzw. kondycji naszych trenerów. Na przykładzie trenera Ojrzyńskiego wygląda ona fatalnie. Najpierw uzależnił drużynę od niejakiego (K)Iwańskiego i bez niego zespół jest jak jeżdziec bez głowy.W meczu z Legią robi sprawdzian możliwości ofensywnych drużyny.Toż to kryminał.Wcześniej byli tacy sami jak on :Mroczkowski czy Michniewicz,ale los obszedł się z nimi okrutnie.Po co to robił ?nie wiadomo.
Natomiast wiadomo,że z Legią trzeba grać wysoko, ale nie aż tak, bo to nie jest zespół z Pcimia.Naprawdę trochę szacunku nie zawadzi.Poza tym wypadałoby mieć jakieś rozeznanie faktycznych możliwości własnych zawodników, a więc tego co oni mogą grać i co ugrać.
Takim trenerkiem cwaniaczkiem jest nie tylko on jeden, ale większość / na szczęście nie wszyscy/ i to doprawdy boli. Bo ja pamiętam czasy w których nasi trenerzy to była czołówka europejska.
A sam mecz.Odbył się. Oni dawali a myśmy brali. Tak to się odbyło.
4czwartek, 02, kwietnia 2015 17:54
corazstarszy
Dla mnie był to niezły żart primaaprilisowy. Jak ogólnie wiadomo, Legia w 2015 tak skutecznie nie gra.
5czwartek, 02, kwietnia 2015 17:58
kibic60
@Zbyszek

"Czemu, ach czemu nie oglądałeś meczu wcześniejszego"

Ależ oglądałem tę parodię futbolu w wykonaniu zawodowych "piłkarzy" Lecha.
Drużynę "trenera" Skorży oprócz wiatru pokonali pracownik masarni, zakładu karnego czy Tomasz Pustelnik, który z zawodu jest strażakiem, a w czasie wolnym gra w drugoligowych Błękitnych Stargard. W środę strzelił dwa gole Lechowi Poznań w półfinale Pucharu Polski i zapowiada, że to nie koniec. Smile

"Przypomina,że sport daje szanse każdemu, byle tylko chciał i się starał"

Wybacz, ale w pewnych dyscyplinach, "sportowcy" ze Stargardu nie dostaliby nawet dzikiej karty, a wczoraj po pracy pojechali z v-ce mistrzami Polski, jak z furą gnoju czym wprawili mnie w doskonały nastrój.
Nasi najwięksi konkurenci do MP, po wpierdzielu w LE z rybakami zanotowali kolejny blamaż, tym razem na krajowym podwórku i nie można sie dziwić wściekłości ich kibiców.

Dzisiaj zapewne "piłkarze" Błękitnych udali się rano do pracy, natomiast "profesjonaliści" z Poznania na odnowę. Mam nadzieję, ze również duchową Smile
6czwartek, 02, kwietnia 2015 18:46
CTP
Historia polskiej piłki pokazuje, że załapanie się do europejskich pucharów zazwyczaj kończy się po kilku miesiącach zwolnieniem trenera i roszadami w drużynie, więc ja się nie dziwię, że niektórzy tak grają, aby mieć spokojny byt. Miejsca 4-8 są obecnie najcenniejsze, bo działacze zadowoleni z wykonanego planu minimum a pismaki się nie czepiają.
A jeśli chodzi o Lecha, to już za czasów Rumaka piłkarze grali tylko wtedy, gdy im się chciało. Rzekłbym: nihil novi sub sole. Niestety dla kibiców Lecha, Skorża raczej nie jest tym, który potrafi złapać zespół za twarz.
7piątek, 03, kwietnia 2015 01:38
a-c10
@ CTP:

Niby racja, aczkolwiek historia polskiej piłki pokazuje również to, że coparomiesięczne zwolnienia trenerów i - jak to ładnie określiłeś - roszady w drużynie zdarzają się nader często, także zupełnie bez związku z hipotetycznymi występami w Europie, bądź ich brakiem. Przecież to jasne, że taki Ojrzyński nie będzie pracował w B-B do emerytury. Co mu, kurna, szkodziło chociaż spróbować?

@ Kibic50:

Dobrze byłoby pamiętać, że ten sam Lech, ledwie wczoraj "wożony jak kupa gnoju" przez klawiszy, masarzy i strażaków, całkiem niedawno wygrał z aktualnym Mistrzem Polski i wciąż zachowuje zupełnie realne szanse na krajowy prymat. Nie jest to, broń Boże, żadna wrzuta pod Waszym adresem. Czasem po prostu zdarzają się momenty bezlitośnie rozdzierające zasłonę fikcji, za którą na co dzień my, kibice, żyjemy. Siedzimy, pitolimy coś tam o taktykach, osobowościach, rozwoju młodych, transferach, szansach w Europie, cudach niewidach. I nagle bach! Wychodzi na boisko banda półamatorów i robi puree z wicemistrza kraju, klubu rzekomo trenującego w świetnych warunkach, posiadającego rewelacyjny skauting, klasowego - jak na warunki - trenera i wogle i wszczegle.
8piątek, 03, kwietnia 2015 08:16
kibic60
@a-c10

"Dobrze byłoby pamiętać, że ten sam Lech,..."

Ależ ja o tym pamiętam, dlatego od czas do czasu pozwolę sobie napisać "wstyd i kompromitacja"
Futbol, to chyba ostatni z PRL-owskich zawodów, w których ciągle jeszcze obowiązuje stara zasada "czy się stoi, czy się leży..."
W każdym innym, za wykonanie takiej "roboty" za TAAAKIE pieniądze, w dodatku po raz kolejny skończyłoby sie zwolnieniami dyscyplinarnymi. W tym zawodzie co najwyżej sie napisze: "takie mecze się zdarzają. trzeba tylko wyciągnąć wnioski" Smile
Ciekawe wnioski wyciągnęli "zawodowcy" z Poznania po blamażu z "rybakami" a skutki mogliśmy zobaczyć w meczu ze "strażakami"..
Tylko po co wciągać w to obcokrajowców z Węgier, Finlandii, Cypru czy Norwegii ?
Rodacy by nie wystarczyli ? Wink

Ps
Pomeczowy wywiad z Pustelnikiem (strażakiem, strzelcem dwóch bramek dla Błękitnych):
- rozumiem, że jutro zasłużony urlop ?
- yyy... nie, no ja jutro normalnie do pracy idę.

Pomeczowy wywiad z Marcinem Kamińskim (reprezentant Polski)
- Wiedzieliśmy, że Błękitni dobrze rozgrywają stałe fragmenty gry, jednak to zignorowaliśmy.

Mechanik samochodowy:
- Wiedziałem, że trzeba dobrze przykręcić koła, jednak to zignorowałem Smile

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1