A+ A A-

Steaua - Legia 1-1: Pierwsze przymiarki

Pierwsze śliwki robaczywki, pierwsze koty za płoty, pierwszy letni sparing za nami. Legia zremisowała ze Steaua Bukareszt 1:1, starym dobrym znajomym z Rumunii, jedynego gola, po dograniu „starej” doświadczonej, ale ciągle niestępionej Brzytwy, strzelił  ‘nowy’ Jakub Arak. Wyrównał imponującym wolejem Ionut Neagu, ustalając wynik raczej nie krzywdzący specjalnie żadnej z drużyn.
 
Składy:
Legia Warszawa (I połowa): Dusan Kuciak - Łukasz Broź, Jakub Rzeźniczak, Igor Lewczuk, Guilherme - Dominik Furman, Tomasz Jodłowiec - Michał Żyro, Michał Masłowski, Michał Kucharczyk - Nemanja Nikolić.
Legia Warszawa (II połowa): Arkadiusz Malarz - Bartosz Bereszyński, Igor Lewczuk, Mateusz Wieteska, Tomasz Brzyski - Bartłomiej Kalinkowski, Michał Kopczyński - Michał Masłowski, Jakub Arak, Pablo Dyego - Marek Saganowski.
Steaua: Cojocaru (60' Nita) - Tamas, Varela (61' Tosca), Rapa (72' Papp), Chipciu (77' Enceanu) - Guilherme, Tanase (67' Mihalcea), Tudorie, Breeveld, Stanciu - Neagu (72' Muniru).
 
Wynik dla mnie kompletnie nieistotny, przebieg czy też rozwój wydarzeń na boisku tym razem podobnie. To nie był sparing w którym następuje weryfikacja tego co zostało wypracowane podczas treningów na obozie przygotowawczym, to był raczej „zapoznawczy podwieczorek” niezobowiązujący, raczej luźny, przedstawienie się indywidualne jak to się wygląda po krótkich urlopach, lub jak się prezentuje w ogóle i w szczególe, to w odniesieniu do tych którzy koszulki z czarną elką w starym sezonie nie zakładali, a obecnie taką okazję otrzymali. Jak prezentacja wypadła? Głowy nie urywa, nikt jej nie zawrócił, ale też rozczarowania nie ma. Trzeba poczekać jak bliższa znajomość w sezonie 2015/16 będzie się rozwijała.
 
W „żelaznym” składzie z pierwszej połowy zdziwienie mogło budzić ponowne desygnowanie Guilherme na lewą flankę, tym razem Brazylijczyk był bardziej ofensywnie nastawiony niż w poprzednich swoich występach na tej pozycji, ale czy przekonał, że to w Legii jest optymalna pozycja dla niego? Nie należę do tego grona.
 
Po przeciwnej stronie Łukaszowi Broziowi przytrafił się jeden kiks wielbłąd, na szczęście niewykorzystany przez nieskutecznych rywali. Środek obrony (Rzeźniczak-Lewczuk) prezentował się pewnie, nie dostarczając Kuciakowi okazji do wykazania się, choć po dobrze bitym  ‘wolnym’ dał próbkę że na wakacjach nie zardzewiał.
 
W pomocy najbardziej widocznym piłkarzem był Jodła, bynajmniej nie dlatego że przerywał akcje rumuńskiej drużyny, nie dlatego że strzelił w słupek, ale dlatego że również próbował samemu rozgrywać, kreować sytuację rozprowadzając podaniami kolegów. Podaniami nie zawsze celnymi, dlatego też gra sprawiała wrażenie chaotycznej, ale przecież pan Tomasz ‘generałem’ środka pola nigdy nie był i nie będzie. Ci którzy noszą buławę w plecaku, przede wszystkim Michał Masłowski, natomiast przed „dyrygenturą” tak jakby się wzbraniali. Zaczynam się zastanawiać czy brak „przełamania się” MM jest spowodowany brakiem pewności siebie, własnych zagrań, obawą przed popełnianymi błędami, dlatego Masło do gry za specjalnie się nie pokazuje, nie ma ochoty na branie ciężaru rozegrania na swoje barki, czy też drużyna mu nie dowierza, ignoruje w roli dyrygenta, być może dlatego że nie ma zaufania co do dyspozycji, wówczas byśmy mieli małą „kwadraturę koła”. Inna jeszcze interpretacja, być może Michał Masłowski tak jest pochłonięty zadaniami  taktycznymi wytyczonymi przez Berga, na nich się przede wszystkim skupia, że na spontaniczną improwizację, na odważną grę z wyobraźnią już go po prostu nie stać!? W każdym razie w „prowadzeniu gry” lepiej żeby Jodła z Masłem się zamienili, inaczej nic dobrego z tego nie wyniknie. Powyższa uwaga w jakimś stopniu też jest skierowana do Furmana, wiosną zaimponował odbiorem, zdecydowanie go poprawił, ale od niego też musi być oczekiwanie wydajności w ofensywie, bez tego progresu nie będzie, a głosy krytyczne na trybunach i forach kibicowskich powrócą.
 
Kuchy z Żyrką bez echa, 45 minut zaliczone, dużo większą ciekawość z oczywistych względów wzbudzał Nemanja Nikolić. Berg deklaruje że węgierski Serb do piłki kombinacyjnej ma inklinacje, jedną akcję w polu karnym na szybkie podania z Gui fakt spróbował rozegrać, ale czy tak jak zapewnia szkoleniowiec nowy nabytek w ataku może grać i na „10”? Z tych pierwszych próbek, oczywiście mogących być bardzo zwodniczymi to jednak wyłania mi się obraz Nemanji  „polującego na bramki”. Okaże się skutecznym myśliwym będziemy mieli z niego pożytek, bez tego, przynajmniej na razie symptomów na możliwe przeprofilowanie, ‘na uniwersalizm w grze’, specjalnych nie pokazał. Wszystko jednak przed nim. Wysokość kontraktu mam nadzieję że świadczy o dużo większym zaufaniu sztabu szkoleniowego (i komitetu transferowego) do umiejętności Nikolića, aniżeli całkiem niedawno do Michała Hubnika? Z Nemanją Nikolićem łączy się i nadzieja i obawa.
 
Pablo Dyego!? Jak jego „prezentację” można ocenić? Brak mi pomysłu, zbyt dużych oczekiwań w tym wypożyczeniu nie pokładam, raczej gdyby Brazylijczyk odpalił, wywalczył miejsce w jedenastce szybciej bym się zdziwił, niż rozczarował praktykowaniem ławki rezerwowych, przy takim nastawieniu wymagania choćby porównując z Nikolićem mam dużo mniejsze. Czy 45 minut ze Steauą nastraja bardziej optymistycznie? Ani tak, ani nie, status quo i trudne zadanie przed Pablo na zyskanie kibicowskiego zaufania, mit cudownych Brazylijczyków z Copacabany prysł jak bańka mydlana.
 
Ze składu z drugiej połowy, aktywnością i chęcią do gry wyróżniał się Bartosz Bereszyński. Tomek Brzyski potwierdził że cały czas jest w stanie dograć piłkę w pole karne na nos, choćby i szczupaka Araka. Odnośnie strzelca refleksja. Dlaczego Henning Berg uparł się żeby wyrządzać Markowi Saganowskiemu wielką szkodę. Doświadczonego piłkarza uparcie przedkładając przed Orlando Sa obrzydził u wielu niecierpliwych kibiców, angaż Saganowi został przedłużony ale łącznie z info płynącym z klubu że jego rola ma już być inna aniżeli podstawowego zawodnika z pierwszej jedenastki. Teraz przy nowym  otwarciu, młody perspektywiczny i rozwojowy napastnik którego przydatność ma zostać  właśnie zweryfikowana jest ustawiony z boku, nie na swojej nominalnej pozycji, a Sagan którego znamy na wylot, jest ‘piłowany’ na czubie jako klasyczny atakujący. Pojawia się pytanie czy Jakub Arak ma być alternatywą dla Nikolića czy dla skrzydłowych Żyry lub Kucharczyka i w takiej perspektywie go weryfikujemy?
 
Za Bergiem trudno trafić, ma swoje koncepcje i ma do nich prawo, ale póki co cierpi na tym Marek Saganowski  jeżeli dalej będzie tak to przebiegało to szkoda zasłużonego piłkarza, który zbiera na koniec kariery kolejne fale hejtu.
 
Jakub Arak pokazał że w szesnastce potrafi się znaleźć, czy jest napastnikiem godnym już ogrywania się w Ekstraklasie, czy też lepiej dla niego żeby zamiast iluzji występów w pierwszej legijnej jedenastce dalej szlifował snajperskie umiejętności  w Zagłębiu Sosnowiec, o tym ciężko wyrokować. Jeżeli  jednak w rankingu wikinga Sagan jest wyżej przed Arakiem, to lepiej ze wszech miar, żeby dwudziestolatek powrócił do Sosnowca.
 
Kopczyński, Kalinkowski, Wieteska ani nie olśnili, ani nie rozczarowali. Po Steaule widać było większą „kulturę piłkarską”, ale to nie przekreśla w żadnym razie gołowąsów. Ot, pierwsze koty za płoty.
 
Czekamy na drugi letni sparing!
Dyskusja (6)
1niedziela, 28, czerwca 2015 09:13
Zbyszek
Troszkę popolemizujemy .W moim przekonaniu trener Berg ma jasną wizję jak ma grać Legia.I tę koncepcję z uporem godnym lepszej sprawy chce wprowadzić w życie. Najogólniej jest to gra w ustawieniu taktycznym 4-2-3-1 w którym obrońcy boczni mają zadania ofensywne, obrońcy środkowi asekuracyjne,defensywni pomocnicy , gdy drużyną atakuje grają szeroko, zaś gdy się broni skupiają się w środku pola i przed polem karnym, skrzydłowi grają na "odwrócone nogi" wchodząc w pole karne rywali naprzemiennie na wysokości jego skraju, ofensywny pomocnik określa sposób ataku przed i w polu karnym rywala wymieniając się z napastnikiem, a ten ostatni ma absorbować środkowych obrońców rywali. Wszyscy poza środkowym napastnikiem mają zadania defensywne, grając głównie strefą w obronie, poza ofensywnym pomocnikiem ,który ma indywidualnie kryć włączającego się do akcji środkowego obrońcę przeciwnika.
Jest to widoczne i niestety przewidywalne.Żadnego zaskoczenia. Można wygrywać tylko jakością graczy i ich niejako automatyzmem w wykonywaniu zadań.W tym też widoczny jest aż nadto dogmatyzm trenera. Nie baczy na to,że nie ma dostatecznej ilości odpowiednich zawodników do tego, aby taki sposób gry był efektywny i skuteczny, ale na siłę ślepo trzyma się swojej wizji.Doświadczyliśmy negatywnych skutków rozminięcia się chęci z możliwościami nie tak dawno. W meczu ze Steauą było to co znaliśmy, tylko bez Dudy.Obszedłeś się łagodnie z Masłowskim.On do roli ofensywnego pomocnika wedle założeń trenera się nie nadaje.Nie potrafi wykonać żadnych zadań defensywnych i albo się w nich gubi, albo pilnuje sam siebie, zaś w ofensywie ma zbyt ubogi repertuar zagrań, nie ma zdolności przewidywania rozwoju wydarzeń i do tego podaje piłkę zbyt czytelnie i zbyt wolno, przez co to rywal ją przechwytuje.Być może na treningu , bez krycia przeciwnika coś pokazuje, ale w meczu zwłaszcza z wymagającymi rywalami sobie zupełnie nie radzi. Miedzy innymi stąd taka niemożność stwarzania sytuacji bramkowych przez naszą drużynę.Mamy dobrze opanowane rozwiązania stałych fragmentów gry, zaś reszta to przypadek. Owszem gra defensywna i obronna drużyny jest koncepcyjnie dobrze opracowana i nieżle realizowana, ale tak grając można mecze remisować, bo z wygraniem trudniej.Cóż można radzić : albo koniecznie sprowadzić porządnie grającego ofensywnego pomocnika, albo zmienić ustawienie taktyczne. A takich jest sporo.
Natomiast masz całkowitą rację,że za decyzjami personalnymi trenera naprawdę trudno trafić.Chciałby aby zawodnicy grali tak jak on chce,ale oni mają odmienne charakterystyki.Niestety trener ocenia ,że to gorzej dla gracza, bo jego zdaniem koncepcja jest przednia.Stąd odejścia Koseckiego, Orlando Sa czy Pinto.Bo to nie byli żli zawodnicy, tylko nie pasowali do koncepcji.
Oczywiście cieszy,że młodzi dostają szanse na pokazanie się.Martwi jednak,że znowu zostali podzieleni. Oni jednak powinni ogrywać się u boku doświadczonych zawodników, więc podział na tych co są w I składzie i resztę rozwojowi młodzieży i drużyny jako całości nie służy.Sama możliwość treningu z zawodnikami ogranymi o określonej klasie jest pewnym walorem, ale gry meczowej nie zastąpi.
Owszem gra z Rumunami jak na klasę przeciwnika zła nie była,ale ja nie dostrzegłem odchodzenia od złych doświadczeń z rundy wiosennej.Rywale się zbroją i rozwijają. My nie czynimy na razie ani jednego ani drugiego.
2niedziela, 28, czerwca 2015 11:21
iocosus
Zbyszek -> to tym razem będę spolegliwy. Wink Pewnie że w wizualnym obrazie z tym co było na wiosnę to jest ‘constans’, masz rację, tylko że po takim pierwszym ‘sparingu zapoznawczym’ to ja jakiegoś przełomu, ani nie zakładałem, ani się nie spodziewałem, zatem i grzmieć na trwogę nie mam zamiaru. Czy coś się ruszyło, czy jakieś istotne zmiany wpływające na styl gry Berg wprowadził, czy też indywidualna forma piłkarzy się korzystnie zmieniła, albo czy ci nowi odmienią oblicze zespołu, to na takie pytania odpowiedzi miarodajnej udzielę sobie w sierpniu, po kwalifikacjach do europejskich pucharów. Jeżeli ‘constans’ z wiosny pozostanie, to wątpię żeby wiking pozostał, bo śmiem wątpić czy to na kwalifikacje wystarczy!? Mhm, mimo wszystko w tym 'constansie' zremisowaliśmy z kwalifikantem do Ligi Mistrzów, który z niej nie tak dawno nas odstrzelił, zatem na 'tragedię' jeszcze nie pora ...

Co do Masłowskiego, to obecną jego dyspozycję postrzegamy raczej podobnie, no może, gdy niektórzy piszą że to jest „Giza2,0” to aż tak krytyczny bym nie był, ale na przykład do Macieja Iwańskiego sądzę że w prezentowanej dyspozycji dużo mu brakuje, a przecież „Pączek” oczekiwań w Legii też nie spełnił i jeżeli w grze MM nic się nie zmieni to 800 tysi okaże się bardzo złą inwestycją.

Natomiast jak mnie się wydaje różnimy się w tym, że Ty Zbyszku już definitywnie przesądziłeś że prezentowany poziom gry to jest pułap tego co Masłowski w Legii potrafi zaprezentować i być może słusznie, ale ja posiadam jeszcze być może złudne nadzieje, że jednak u Masła przełom w grze nastąpi. Nabierze pewności siebie, przestanie się bać popełniania błędów, koledzy to zauważą i zaczną go wykorzystywać, a wówczas stanie się kreatorem gry z polotem i fantazją, na miarę tych oczekiwań z którymi był sprowadzany!? Czy tak się stanie? Mhm, nadzieja matką … w każdym razie osobiście jeszcze nie przesądzam, wolę wyjść na głupca, niż za szybko skreślić. Zgoda, że w takiej dyspozycji Masłowski Legii się nie przyda.
3niedziela, 28, czerwca 2015 13:15
Zbyszek
@Iocosus.
Jak sobie przypominasz to ja byłem tym,który bronił decyzji o sprowadzeniu Masłowskiego do Legii w styczniu tego roku. Głównie co prawda z dwóch trochę pozasportowych powodów, a mianowicie uważałem,że właściciele mają prawo do decydowania kogo chcą zatrudniać, a ponadto mam taki zwyczaj,że każdy nowy np. pracownik dostaje carte blanche lub rodzaj kredytu zaufania, inaczej mówiąc nie można mu odbierać szans na starcie i oceniać go negatywnie.Kwota była dla mnie drugorzędna, aczkolwiek dawanie tylu pieniędzy Osuchowi można było uważać za środki żle wydane. Również twierdziłem, iż na początku należy go wdrażać do sposobu gry Legii oraz do grania w otoczeniu lepszych od siebie. Nadto Prezes w obliczu nagłego odejścia Radovicza nie mógł być bierny i musiał starać się kimś go zastąpić.Bo sportowo także można było mieć wątpliwości. Masłowski ma prawie 26 lat i grał przez 7 lat na poziomie co najwyżej trzecioligowym. W dobie wszechobecnego skautingu widocznie niczym pozytywnym się nie wyróżniał. Od sezonu 2013/2014 przeszedł do Zawiszy i był wiodącym graczem tej drużyny przez pół roku, potem kontuzja i raczej przeciętna gra w tamtym klubie. Przy czym ja go nie oceniam tylko na podstawie sparingu. On jest w Legii już pół roku. Te wady pokazywał już w Ekstraklasie. Jednak na tle lepszych zawodników Steauy uwypukliły się szczególnie wyraziście.I ja tylko opisałem jego męki z samym sobą.Może jestem zbytnio wyczulony na takie "wsiowe" zagrania polegające na frajerskich pseudodryblingach kończących się zawsze oddaniem piłki rywalom i tym samym niweczeniem wysiłku kolegów. Iocosusie na tym to polega, że drużyna zaakceptuje każdego dobrego grojka, ale nie weżmie do siebie tego , który marnuje pracę kolegów na boisku, a zwłaszcza w taki bezmyślny i nieodpowiedzialny sposób . Na boisku pomaganie sobie wzajemnie polega na dobrej pożytecznej dla drużyny grze.Oczywiście gdzieś tam jest nadzieja,że a nuż, a może. Tylko na to szkoda czasu. Tacy muszą najpierw dowieść,że zasługują na grę usilną pracą na bocznym boisku, a nie na głównej arenie. Na niej, aby występować trzeba znacznie więcej umieć. Chyba,że chcemy być Zawiszą Smile.
4niedziela, 28, czerwca 2015 22:31
iocosus
A pamiętam naszą debatę i entuzjastów sprowadzenia Masłowskiego bez względu na koszty, nawet sobie dokładniej przypomniałem argumenty jednego z kibiców. Wink

„Trzeba więc kogoś kupić. Można by zagranicą. Tylko,że facet o przyzwoitych umiejętnościach to przynajmniej 2 mln Euro. To może w kraju. I tak popatrzmy ,kto by się nadał: Stilicz, Mila i Masłowski.Wzięlibyście tych pijackich zapiewajłów?, bo ja nie. Jak więc sami widzicie został się nam jeno on. (…) Czy 800 tys. Euro to dużo?. Za tyle poszedł do Lechii Łukasik. Jednak ten Masłowski, aczkolwiek na innej pozycji, ale ma papiery na granie (…)
Więc może trochę więcej zaufania i do Prezesa i do Żewłakowa i do trenera. Taki nieduży kredyt. Moim zdaniem się opłaci. (…)
Też nie rozumiem tej koalicji anty-Masłowskiej. Chłopak sympatyczny, w piłkę grać potrafi, więc o co chodzi.(…)
kwota wydaje się raczej niewysoka. Musimy kiedyś zacząć z dziadostwa wychodzić, w różnych dziedzinach, nie tylko w piłce.”

Zbyszku apeluję trochę wiecej zaufania do własnych opinii, wiecej wiary w siebie Wink i tak szybko się nie zrażaj, nie zmieniaj zdania! Skoro kilka miesiący temu twierdziłeś że Masłowski ma papiery na granie, w piłkę grać potrafi, uważałeś ze transfer się opłaci, to po jednej rundzie volty w pogladąch tak wytrawnemu kibicowi, aż tak bardzo czynić nie wypada? Doły i załamania formy miewało wszak wielu, pierwszy z brzegu, przecież tak wychwalany niezbędny drużynie, niezastąpiony Rado, był już w Legii prawie na wylocie i gdyby Skorży pomysł do głowy nie przyszedł to byśmy się z Serbem pożegnali i byłby traktowany jako raczej chybiony, niespełniony transfer, niewielu by żałowało odejścia Radovica. Brzytwa, Broź potrzebowali czasu na adaptację w Warszawie, czemu skoro byłeś zwolennikiem jego piłkarskich umiejętności, teraz tak kategorycznie tego czasu adaptacji odmawiasz Masłowskiemu?

Zbyszek ja się z Tobą obecnie zgodzę, że Masłowski w tej chwili posiada męki z samym sobą, dziwię się tylko że jako zwolennik jego bezwarunkowego sprowadzenia obecnie zamiast wyrozumiałości, cierpliwości sekujesz go bezlitośnie mianem „wsiowych zagrań”. Zgoda, on gra piach, jest w takiej dyspozycji nieprzydatny, ale przecież samemu dowodziłeś że „papiery na granie posiada”.

„drużyna zaakceptuje każdego dobrego grojka, ale nie weżmie do siebie tego , który marnuje pracę kolegów na boisku (…). Na boisku pomaganie sobie wzajemnie polega na dobrej pożytecznej dla drużyny grze.” – ok., tym słowom ponownie nie zaprzeczę, zgodzę się z nimi. Masłowski żeby nabrać pewności siebie, swobody, luzu, nie może być ignorowany przez kolegów, muszą nie tylko mu podawać ale i mu się pokazywać wychodząc na pozycje, nie robią tego bo zapewne wątpią że Masło skutecznie dogra im piłkę, potęgują tym samym niepewność MM i koło się zamyka, dlatego samemu pisałem: „drużyna mu nie dowierza, ignoruje w roli dyrygenta, być może dlatego że nie ma zaufania co do dyspozycji, wówczas byśmy mieli małą „kwadraturę koła”. Wyjście z niej może być trudne, nie przeczę. Nie wiem czy nastąpi.

Uważałem że ryzyko sprowadzenia Masłowskiego zostało przeszacowane, ale też twierdziłem że miarodajną ocenę przydatności piłkarza będzie można wydać przynajmniej po roku trwania kontraktu, pozostanę w tym konsekwentny.
5wtorek, 30, czerwca 2015 19:34
Zbyszek
@Iocosus.
Jak trafnie zauważyłeś upłynęło pól roku. Cała runda.
Ja go nie wyzywam ,ja mu nie ubliżam. Tylko,że ja grałem w piłkę nożną i wiele moich komentarzy z tego wynika.Piłka jest grą zespołową ze wszystkimi tego konsekwencjami. Także negatywnymi. I trudno zrozumieć to myślenie "piłkarskie", ono dla ludzi spoza jest często niemożliwe do internalizowania.Tak jak świętość szatni. Kto marnuje wysiłek kolegów na boisku, jest tak samo poza zespołem jak i ten kto wynosi to co się dzieje w szatni na zewnątrz.Trener w takich wypadkach jest bezradny.Za moich czasów za to co co robi Masłowski najpierw by dostał opeer, a jak by dalej kpił na boisku to by się i na parę garści załapał. A wedle poprawności politycznej to należy go chwalić,żeby się biedaczysko nie zestresował.Takie myślenie póki co nie ma dostępu do zdrowych zespołów piłkarskich. Na boisku tacy nie dostają piłki. Jest to wotum nieufności pozostałych wobec nich.
Natomiast co do poglądów to radzę przyswoić jedną z myśli Stefana Kisielewskiego :"Zawsze może istnieć kilka różnych a słusznych poglądów na jedną i tę samą sprawę, i to tego samego osobnika. Poglądy te nie muszą z sobą walczyć, bo leżąc na różnych płaszczyznach nie przecinają się : są to linie wichrowate".
A Masłowski gra . bo nikogo innego na pozycji ofensywnego pomocnika nie ma, a trener póki co nie jest w stanie lub nie chce zmieniać ustawienia. Pewnikiem liczy,że gracz na tę pozycję zostanie sprowadzony i wówczas zastanie pozostałych zawodników wdrożonych do grania takim systemem.
Oczywiści można też liczyć na to,że Masłowski będzie jednym z liderów drużyny.Tylko,że można już dziś powiedzieć,że on się wyróżniał na tle kolegów z Zawiszy.Tak, tych samych, którzy zdobyli w 19 kolejkach do grudnia 2014 roku 9 punktów i 90% z nich wymieniono co prawie uratowało Zawiszę przed spadkiem.Bo tamci do grania się nie nadawali.Ja go rzeczywiście krytykuję,gdyż gra tę piłkę jaką grał w III lidze i w tej marnej Zawiszy. A to moim zdaniem na Legię za mało. Gdyby więc jakimś cudem wyróżniał się też w Legii to by oznaczało,że mamy drużynę do spadku.I znowu przywołam "Kisiela", on był napisał, "Krytyka nigdy nie jest szkodliwa, to jej brak jest szkodliwy".A tu mamy do czynienia z takim, w moim odczuciu, dziwnym dawaniem szansy tym,którzy owszem są mili, ale to wszystko czym dysponują.I przypominam,że piłkarze grają za niemałe pieniądze / nie jest to przytyk, ale stwierdzenie faktu/ i mam prawo oczekiwać,że będą dawali z siebie co najmniej tyle co robotnik najemny pracujący w fabryce. Bo to ich zawód i ich praca. I postanowiłem zmienić swoje postrzeganie ocen wydarzeń na boiskach. Bardziej będzie o piłkarzach. Po niezdobyciu tytułu Mistrza w prasie, innych mediach , a nawet na tej stronie wszystkich obwiniano o tę porażkę, tylko nie piłkarzy. Pora tę optykę zmienić.Koniec z dobrotliwym traktowaniem tych, którzy grając skandalicznie mnie traktują jak debila i frajera. Koniec z tym. Oczywiście w moim wykonaniu.
6środa, 01, lipca 2015 12:12
iocosus
Zbyszek, za przywołanie Kisiela chylę głowę z uznaniem, ot to jest właśnie jeden ze zbyszkowych wyróżników w tym naszym kibicowskim pitoleniu. Chapeau bas!

Wchodzenie w buty Tomasza Hajty odwrotnie wrażenia na mnie nie robi (o piłce z Panem Piłkarzem Hajtą żaden z nas by w ogóle nie pogadał bo dla niego i tak bylibyśmy kompletnymi leszczami, ignorantami bez jakichkolwiek godnych futbolowych doświadczeń). Nie idźmy tą drogą. Wink

„Świętość szatni” – to są postulaty, natomiast procesy grupowe są dynamiczne i nie zawsze zgodne z deklaracjami. Przykład szatani na Ł3 też tego dowodem, ale nie wchodźmy w to, żeby zbędnie nie jątrzyć.

„wedle poprawności politycznej to należy go chwalić, żeby się biedaczysko nie zestresował.” – na forach kibicowskich to nie widzę nikogo kto by obecnie Masłowskiego chwalił, na forach kibicowskich poprawności politycznej ani nie ma, ani bym się jej nie spodziewał. Jak trener powinien obecnie wpływać na MM, podnosić na duchu zapewniając że w niego wierzy, czy też odwrotnie besztać dając ultimatum że jak formy nie poprawi to z klubu wyleci, to kwestia podstawowej wiedzy psychologicznej z pierwszego lepszego podręcznika. Jeden i drugi sposób może zafunkcjonować, są tylko zależności które trener, każdy ‘zawiadowca’ dowolnej grupy sportowej, zawodowej, szkolnej powinien znać. Jeśli wybiera tylko jedną opcję w każdych warunkach i w odniesieniu do każdego popełnia dyskwalifikujący dla siebie samego błąd.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1