A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Kazachstan - Polska 2-2: Zostali w szatni

Reprezentacja Polski nieudanie rozpoczęła walkę o awans do mistrzostw świata w Rosji. Polacy tylko zremisowali w Astanie z Kazachstanem 2:2, mimo że po pierwszej połowie po golach Bartosza Kapustki i Roberta Lewandowskiego nasza drużyna prowadziła 2:0.

 

Ze składu reprezentacji Polski w ostatniej chwili wypadł narzekający na drobny uraz Michał Pazdan. W jego miejsce na środku obrony pojawił się Bartosz Salamon. Trener Adam Nawałka ustawił zespół ofensywnie, w linii pomocy dając szansę gry Piotrowi Zielińskiemu. Skład Polski wyglądał następująco: Fabiański – Piszczek, Glik, Salamon, Rybus – Błaszczykowski, Zieliński, Krychowiak, Kapustka – Milik, Lewandowski. Drużyna Kazachstanu rozpoczęła w składzie: Pokatiłow - Biejsiebiekow, Achmietow, Małyj, Kislicyn, Szomko - Mużykow, Bajżanow, Isłamchan, Kuat – Chiżniczenko.

Polacy zaczęli spokojnie i z dużą koncentracją, długo utrzymując się przy piłce. Już pierwsza składna ofensywna akcja naszej drużyny zakończyła się golem. Nasi zawodnicy rozegrali akcję na prawej stronie boiska, Błaszczykowski dośrodkował, a zamykający akcję na lewym skrzydle Kapustka z bliska wbił piłkę do bramki. W 31. minucie mogło być 0:2. Wbiegający w pole karne Rybus zgrał piłkę do Milika, nasz napastnik znalazł się przed pustą bramką, ale nie kopnął dobrze w podskakującą piłkę i trafił w poprzeczkę. Cztery minut później Polacy rozegrali kolejną szybką akcję. W polu karnym piłka trafiła do Lewandowskiego, który został zahaczony przez jednego z obrońców. Sędzia podyktował ‘jedenastkę’. Nasz kapitan nie pomylił się i pewnym strzałem podwyższył prowadzenie reprezentacji Polski. Po tym golu Polacy nieco się rozluźnili i to mogło zakończyć się bramką dla Kazachstanu. W 37. minucie doskonałą akcją popisał się Isłamchan, który na dużej szybkości minął kilku polskich piłkarzy i znalazł się sam przed Fabiańskim. Na szczęście pomocnik gospodarzy uderzył nieprecyzyjnie i trafił w słupek. Pięć minut później dobrze interweniował Fabiański, broniąc strzał głową Kuata. W ostatniej minucie pierwszej połowy Polacy raz jeszcze groźnie zaatakowali. W pole karne Kazachów wpadł Milik i zdecydował się sam zakończyć akcję, strzelając z ostrego kąta. Niestety trafił tylko w słupek.

Przewaga Polski nie podlegała dyskusji, ale mecz był trudny. Gospodarze grali ostro, agresywnie doskakując do naszych zawodników w momencie, kiedy ci otrzymywali piłkę. Bardzo nie podobało się to między innymi Lewandowskiemu, który po około kwadransie meczu 'odegrał się' na Achmietowie, za co otrzymał żółtą kartkę.

Gospodarze nie mieli nic do stracenia i drugą połowę rozpoczęli aktywnie i ofensywnie. Ich starania szybko przyniosły bramkę kontaktową. W 52. minucie w środku pola piłkę stracił twardo atakowany Milik, piłka powędrowała w pole karne Polaków do Chiżniczenki, który przyjął ją i z bliska pokonał Fabiańskiego. Polacy w tej fazie meczu grali zaskakująco słabo. Nasi zawodnicy nie potrafili zareagować na dobrą grę Kazachstanu, bardzo łatwo tracili piłkę, nie stwarzali sytuacji, gubili krycie w defensywie. W 59. minucie Chiżniczenko zdobył drugiego gola, z bliska wbijając piłkę do bramki po dośrodkowaniu Bajżanowa. Tym sposobem z pewnego prowadzenia 2:0 szybko zrobił się remis 2:2. Dopiero ten gol ‘obudził’ Polaków. W 65. minucie w dobrej sytuacji w polu karnym gospodarzy znalazł się Lewandowski, ale jego strzał został zablokowany. W 77. minucie Lewandowski w polu karnym zgrał piłkę do Milka, ale napastnik Napoli nie przełamał swojej strzeleckiej niemocy w reprezentacji i nie wykorzystał dogodnej sytuacji. W 84. minucie Lewandowski utrzymał się przy piłce przed polem karnym, podał do Błaszczykowskiego, ten uderzył, ale z ostrego kąta trafił w słupek. W końcówce strzałami z dystansu Pokatiłowa próbowali pokonać jeszcze kolejno Linetty (wprowadzony wcześniej za Kapustkę), Glik i Krychowiak, ale te uderzenia nie stanowiły żadnego zagrożenia dla bramki gospodarzy.

Bolą cenne punkty zostawione w Astanie, bolą też okoliczności, w jakich nasza drużyna zremisowała z Kazachstanem. Polacy prowadzili dwiema bramkami i byli drużyną wyraźnie lepszą, ale na drugą połowę meczu wyszli zdekoncentrowani, rozkojarzeni, jakby z przekonaniem, że mecz jest już wygrany. Takie nastawienie zostało ukarane. Szkoda, że tak doświadczony zespół najwyraźniej zapomniał, że meczów nie wygrywa się na stojąco.

Dyskusja (27)
1niedziela, 04, września 2016 20:52
Zbyszek
Mnie raził w grze naszej drużyny brak jakichkolwiek nowych elementów w stosunku do tego co zademonstrowaliśmy we Francji. Trener Nawałka pochwalił się, że wiemy wszystko o rywalach. Zapomniał dodać, że rywale też wiedzą o naszej grze wszystko. Kazachowie pozwalali nam grać, wiedząc, że wcześniej raczej niż później stracimy piłkę niedokładnym podaniem. Stąd nasza wizualna przewaga. Sami natomiast starali się przejąć piłkę w bocznych sektorach boiska, aby zagrywać je w środkowe rejony naszego pola karnego. Bo to jest systemowa słabość gry naszej drużyny w obronie. Kiedy my mamy piłkę nasi boczni obrońcy wychodzą do ataku po skrzydłach a skrzydłowi wchodzą do środka. W obronie zostają środkowi obrońcy rozstawieni po bokach, a na środku obrony Krychowiak. Z kolei kiedy tracimy piłkę to Krychowiak wychodzi wyżej, środkowi obrońcy wracają na swoje nominalne pozycje i to samo starają się robić obrońcy boczni. Ta odbudowa ustawienia jest w dużym stopniu chaotyczna i w moim przekonaniu niepotrzebna, bowiem czyniona jest sama dla siebie bez kontaktu z przeciwnikiem. Powstaje chwilowa sytuacja, w której nasi biegną bez piłki i bez kontaktu z przeciwnikiem na swoje pozycje, a oni przemieszczają się w okolice naszej bramki mając piłkę. W ten sposób straciliśmy obie bramki, gdyż jeden z naszych środkowych obrońców nie nadążył z pokryciem strzelców bramek od podanej z boku piłki. Mają rację ci, którzy zauważyli, że dopóki grał Pazdan to on nadążał, ale kiedy jego zabrakło to słabość organizacji gry wylazła na wierzch. Trener Nawałka musi przyjąć do wiadomości, że musi stale coś w grze drużyny zmieniać, bo stara prawda głosząca, że kto stoi w miejscu ten się cofa, ma w piłce zawsze swoje zastosowanie. Można próbować usprawiedliwiać remis ze słabym rywalem tym, że byliśmy za mało skuteczni w ataku. Takie rozumowanie miałoby sens, gdybyśmy zremisowali 0:0, ale my zdobyliśmy dwie bramki, więc remis to efekt tego, że pozwoliliśmy rywalom strzelić sobie bramki.
2niedziela, 04, września 2016 21:33
1313
Salamon KOMPROMITACJA i nie bójmy się słów. Brak Jędzy to jakieś kuriozum. Rybus jeszcze sporo musi pracować aby być przynajmniej pożytecznym LO, choć ja uważam ze im szybciej wróci na LP tym lepiej dla niego.
Milik co tu dużo mówić Euro bis czyli marnuje wysiłek zespołu.
Nawałka niech się ocknie bo Euro się skończyło i im szybciej przekaże to swoim gwiazdom tym lepiej.
3niedziela, 04, września 2016 22:51
Moros
Po tym meczu pretensje możemy mieć sami do siebie. Mimo przeciętnej gry mogliśmy spokojnie Kazachów ograć. Niestety szczególnie Milik partolił sytuacje i to się zemściło.Adam Nawałka chyba już wie, że Maciej Rybus to nie Artur Jędrzejczyk. Jędza w Rosji pokazuje naprawdę dobrą formę i szkoda, że dzisiaj nie zagrał. Ogólnie duże rozczarowanie, bo wydawało się, że w końcu mamy zespół, który takich wpadek mieć nie będzie. Zwłaszcza, że prowadziliśmy 2-0 i nic nie zapowiadało katastrofy.

Kazachowie ten punkt sobie wybiegali i wywalczyli. Zaimponowali mi swoją wolą walki. Pokazali, że w meczu z lepszym rywalem jedynie walką i zaangażowaniem można coś zdziałać. Mieli wprawdzie sporo szczęścia, ale jemu jak wiadomo trzeba dopomóc. Pod koniec meczu opadli z sił ale i tak długo wytrzymali.

W grupie zwyciężyli Duńczycy, a Rumuni i Czarnogórcy podzielili się punktami. Wynik z Bukaresztu bardzo korzystny. Gorzej w Kopenhadze gdzie Skandynawowie się nie "wyłożyli" i zasiedli na fotelu lidera. Już po pierwszej koljece widać, że tutaj nikt łatwo skóry nie sprzeda i dlatego tak szkoda tych punktów.
4niedziela, 04, września 2016 23:57
a-c10
W przeciwieństwie do Zbyszka przyczyn porażki (bo tak odbieram stratę tych dwóch punktów) upatrywałbym jednak w sferze mentalnej, nie taktycznej. Dopóki Biało-Czerwoni grali, Kazachowie nie bardzo mogli zipnąć. Niestety, tego grania starczyło na ledwie dwa kwadranse z niewielkim okładem. Później nasi chłopcy byli obecni na boisku jedynie ciałem, duchem i myślami błądząc gdzieś bardzo daleko, najprawdopodobniej w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Co gorsza, w podobnie groźne błogie samozadowolenie popadł chyba także selekcjoner Nawałka, który z niewiadomych przyczyn zapomniał, że ma rezerwowych.

Trudno, stało się. Przyznam zresztą szczerze, że nie sam wynik mnie martwi. Mecz, jak wiadomo, można wygrać, przegrać, albo zremisować. Padło akurat na to trzecie, się zdarza w najlepszych rodzinach. Tyle się natomiast mówi o tym, jaki to mamy zdolne pokolenie, w jakich świetnych klubach nasi chłopcy grają i w ogóle. Kazachowie natomiast grać w piłkę umieją tak sobie. Braki w sztuce próbowali dziś niwelować kopiąc naszych po nogach, szarpiąc, szczyoiąc, drapiąc, itd. Ich prawo, każdy orze jak może. Ale że nasi reprezentanci dali się wciągnąć w takie podwórkowe gierki, to już jest zwyczajnie niestosowne. Klasowej drużynie (a za taką podobno chcielibyśmy uchodzić?) to po prostu nie przystoi. Osobliwie niesmaczne było zachowanie Kamila Glika. Całe szczęście, że arbiter był mocno pogubiony i generalnie najsłabszy na boisku, bo jak na moje, powinniśmy byli kończyć w 10tkę.

Ogółem jednak nie ma co szat rozdzierać. Skoro już musieliśmy coś tracić, to lepiej teraz, gdy jest jeszcze mnóstwo czasu na odrabianie tych strat. Oby ten mecz był dla nas takim ożywczym zimnym prysznicem. Jak pisze kół. 1313, Euro już za nami. Niestety, nikt się przed nami nie położy, bo jesteśmy w pierwszej ósemce* Starego Kontynentu. Wręcz przeciwnie, każdy (jeszcze) bardziej będzie się na nas spinać. Jeśli nasi piłkarze i trenerzy o tym nie wiedzieli, teraz dostali namacalny dowód. Oby umieli z niego skorzystać.


* "pierwsza ósemka", jakże dumnie to brzmi. ESA37 wprowadza nowe standardyWink
5poniedziałek, 05, września 2016 09:42
Oley
Fenomenalne było to, że jak już "w praniu" wyszło, że ten mecz to nie mecz, tylko walka wręcz, to na boisku nadal był Salamon i Zieliński... w ich miejsce powinni wejść Lewczuk i Jodła... no i za Rybę Jędza. Jodła by Panów Kazachów raz-dwa oduczył takiej gry... skoro sędzia pozwalał...

Martwi brak progresu u trenera Nawałki... nie ja pierwszy i jedyny to widzę... nie ma zmiany taktyki, nie ma reakcji na wydarzenia boiskowe, zarówno u trenera, jak i u piłkarzy... bez względu na to, co się dzieje... oni cały czas grają to samo...
a kto nie idzie do przodu, ten się cofa...
6poniedziałek, 05, września 2016 10:55
gawin76
Prawdę powiedziawszy jak przypomnę sobie poprzednie mecze z Kazachstanem (za Leo) to wczorajszy był w naszym wykonaniu... zdecydowanie lepszy. Pierwsze trzydzieści minut to wręcz profesorska gra. OK, potem Kazachowie mieli dwie sytuacje, ale i my mogliśmy jeszcze przed przerwą poprawić na 3:0, najpierw Milik strzelał w sytuacji, w której raczej powinien podawać, a za chwilę Piszczek nie zdążył do podania w polu karnym. Od 60. minuty mecz też był do wygrania, ale i Lewy i Milik dwa razy jakoś tak niezbyt zgrabnie zbierali się do strzałów w swoich sytuacjach, a to przecież były 'setki'. Wszystko zepsuło się w piętnaście minut, nasi po prostu stali i patrzyli na to co robią Kazachowie. Kompletnie niezrozumiała zapaść całego zespołu...

Nawałki i zmian raczej bym do tego nie mieszał, to piłkarze zawalili sprawę na boisku i, sądząc po ich wypowiedziach, mają tego pełną świadomość. W kategoriach trenerskiego błędu faktycznie można rozpatrywać jednoczesne postawienie na Salamona i Rybusa, skoro już Nawałka postanowił zastąpić Pazdana Salamonem, chyba lepiej było zbilansować ten układ Jędzą. No ale szukał kreatywności, pewnie wydawało mu się, że większy problem będzie ze sforsowaniem obrony Kazachstanu niż powstrzymaniem ich ataków. W przerwie niczego nie zmieniał, bo po co majstrować przy czymś co tak dobrze działa - a tu masz babo placek.

Szkoda tych punktów, wielka szkoda. To będzie grupa pełna meczów na styku i awansuje najbardziej regularna reprezentacja. Niestety nie jesteśmy na tyle lepsi piłkarsko od pozostałych, żeby pozwalać sobie na takie 'zwiechy' jak na początku drugiej połowy.
7poniedziałek, 05, września 2016 17:49
Senator
Nie będę się rozpisywał a-c10 tym razem dobrze prawi remis to zasługa głów naszych piłkarzy.
8poniedziałek, 05, września 2016 20:55
Zbyszek
@A-c10.
Nie żebym polemizował,bo mocna głowa jest dobra na wszystko i wszystko zniesie,ale remis jest wynikiem dość prostych błędów popełnionych przez trenera i piłkarzy. Piłka nożna to prosta gra i nie polega na myśleniu i liczeniu szans jak w brydżu lub pamiętaniu i przewidywaniu jak w szachach. W ogóle mamy do czynienia z jakimś takim idealizowaniem i uzwnioślaniem sportu poprzez odrzucanie go jako wysiłku fizycznego na rzecz pracy umysłów.To tak jak mówią,że w boksie najważniejsza jest głowa, podczas, gdy polega on na waleniu się pięściami po buzi i wygrywa ten, który mocniej walnie i nie da się walnąć przez przeciwnika. Apologeci tego myślenia są jak wielu naszych rodaków, którzy pracujących fizycznie określają mianem roboli i uważają za coś gorszego,a cenią tylko pracowników umysłowych zwłaszcza marząc o karierze urzędniczej.Owszem w sporcie czynnik woli, nastawienia, motywacji odgrywa ogromną role,ale w piłce nożnej ma to znaczenie poboczne.Decydujące znaczenie pełnią umiejętności piłkarskie, do których należy zaliczyć w pierwszym rzędzie to jak kto panuje nad piłką i co pożytecznego potrafi z nią zrobić w meczu. Poparte to musi być przygotowaniem fizycznym ,taktycznym i mentalnym. Ale na ten temat napisałem już mnóstwo tekstów. Więc my byliśmy faworytami meczu z Kazachstanem,a np. Niemcy są faworytami meczu z nami nie dlatego,,że ktoś tam zmierzył rozmiary głów Smilei stwierdził,że one się różnią na korzyść faworytów, lecz każdy kto ma oczy widzi,że mówiąc kolokwialnie jedni mają lepszych piłkarzy, a drudzy gorszych. A trener jest od tego,aby tak ustawić zawodników,aby tę lepszość zademonstrowali na boisku. Również dlatego,że w piłce obowiązują pewne stałe reguły z których wynika,że drużyna słabsza musi braki wyszkolenia nadrabiać innymi elementami jak agresja, wybieganie, krótkie krycie itp.. I nie ma co mówić o tym,że umysły zawiodły w meczu z Kazachami, kiedy zawiedli ludzie.Już o wadzie systemowej napomknąłem więc idźmy w analizie dalej.
Kiedy trener tak jak Nawałka podejmuje decyzję o tym, aby drużynę ustawić ofensywnie czyli, aby w niej było było 5 graczy ofensywnych ,a przy nakreślonej taktyce często 7 to musi mieć pewność,że ci 3 lub w porywach 5 poradzą sobie z odparciem ataków rywali. Że ich jakość gry, klasa okażą się na tyle duże,że zapewnią drużynie bezpieczeństwo we własnej strefie obronnej.Podczas EURO2016 tak było. Ale w Astanie w obronie zabrakło Pazdana i Jędrzejczyka,Krychowiak jest bez formy,a Zieliński w odróżnieniu od Mączyńskiego w defensywie nie istnieje.Więc ta jakość gry w obronie obniżyła się i to znacznie. Można zrozumieć w jakiś sposób trenera Nawałkę , gdyż pewno z analiz wyszło,że Kazachowie popełniają mnóstwo błędów w obronie,że grają niezdyscyplinowanie taktycznie i że można będzie je wykorzystać.Tylko,że takie nastawienie drużyny obarczone było dużym ryzykiem i trener miał obowiązek to ryzyko minimalizować. Wielu ma pretensje do trenera Nawałki,że za późno dokonał zmian,że nie reagował na niekorzystny wynik. Ja o to akurat nie mam. Moim zdaniem zmian powinien dokonać w przerwie meczu wstawiając do obrony Lewczuka i Jędrzejczyka oraz zdejmując Zielińskiego i wystawiając Linettego lub Jodłowca.Tu rozumowanie powinno być pragmatyczne. Na boisku rywala, który gra nadspodziewanie dobrze prowadzimy i nie ma potrzeby,aby na siłę zwiększać przewagę bramkową. Stad potrzeba wzmocnienia sił w defensywie. Bo można było przewidzieć,że Kazachowie po przerwie nie mając nic do stracenia przynajmniej dla pokazania się rzucą się do ataku i będą się starali coś na własnym boisku ugrać. Po stracie dwóch bramek trener nie miał czego bronić i zmiany sensu większego nie miały, chyba,że wymiana zmęczonych graczy na świeżych.
Wracając od początku rozważań to w dużym stopniu zawiodła taktyka, ale i wykonanie. Ja nie zgadzam się na obwiniane Rybusa za remis. Straty piłek zdarzają się każdemu nawet najlepszym tyle,że w większości przypadków nie kończą się utratą bramek.Bowiem nawet w sytuacji straty niepotrzebnej piłki własna drużyna ma i tak przewagę liczebną we własnej strefie obronnej i powinna nawet szybki atak rywali odeprzeć. Ale na to pozostali gracze obrony muszą mieć wyższe umiejętności i lepszą formę.Gdyż w tej prostej grze wszystko jest jasne i sprowadza się do konstatacji, albo mam wysoką jakość i ona wygrywa, albo mam ją marną i wówczas braki jakościowe muszę nadrabiać ilością, oczywiście w określonym rejonie boiska i w określonych sytuacjach..Natomiast w sytuacji kiedy brakuje tego i tego efekt jest taki jaki jest.I to powinno być czystym rzemiosłem trenerskim i zawodniczym.Gdzie tu miejsce dla głowy to ja nie wiem. Chyba,że dla kapuścianej Smile.
9wtorek, 06, września 2016 08:21
kibic60
"Piłka nożna to prosta gra i nie polega na myśleniu i liczeniu szans jak w brydżu lub pamiętaniu i przewidywaniu jak w szachach. W ogóle mamy do czynienia z jakimś takim idealizowaniem i uwznioślaniem sportu poprzez odrzucanie go jako wysiłku fizycznego na rzecz pracy umysłów.
Rolą trenera teoretycznie silniejszego zespołu jest, aby tak ustawić zawodników, aby lepszość zademonstrowali na boisku, podczas gdy drużyna słabsza musi braki wyszkolenia nadrabiać innymi elementami jak agresja, wybieganie, krótkie krycie itp.. I nie ma co mówić o tym, że umysły zawiodły w meczu z Kazachami, kiedy zawiedli ludzie.
W Astanie w obronie zabrakło Pazdana i Jędrzejczyka, Krychowiak jest bez formy, a Zieliński w odróżnieniu od Mączyńskiego w defensywie nie istnieje. Więc ta jakość gry w obronie obniżyła się i to znacznie."

Zbyszku, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz, bowiem czasami mam wrażenie, że wielu komentatorów w swoich analizach próbuje za wszelką cenę ufryzować łysego Smile
10wtorek, 06, września 2016 14:55
Baron
@Zbyszek

"W Astanie w obronie zabrakło Pazdana i Jędrzejczyka, Krychowiak jest bez formy, a Zieliński w odróżnieniu od Mączyńskiego w defensywie nie istnieje. Więc ta jakość gry w obronie obniżyła się i to znacznie."

Jakość obrony faktycznie była obniżona, nie mniej uważam, że to powinno i tak wystarczyć na Kazachów. Osobną sprawą było posadzenie Jędrzejczyka na ławce, dla mnie kompletnie niezrozumiała decyzja, tłumaczenie o ofensywnej grze Rybusa do mnie nie trafia. Rybus to był zawsze skrzydłowy i tam zawsze najlepiej się reprezentował, o czym być może w Olympique nie wiedzą ale Nawałka to powinien już bardzo dobrze wiedzieć.
Kolejna sprawa Salamon, odnoszę wrażenie nieraz, że Nawałka na silę chce coś całemu światu udowodnić na przekór i tak jest właśnie np. z Salomonem. Nic do niego nie mam ale reprezentacja to dla niego za wysokie progi. Można było pomyśleć o Lewczuku zgranym dobrze z Jędrzejczykiem. Dwie bramki w plecy dobitnie świadczą, że Nawałką błądzi.

***
Zaś co do meczu to brak reakcji na ławce na sytuacje boiskową w drugiej połowie to jak dla mnie jest coś co poważnie obciąża Nawałkę, tak było na EURO tak jest i teraz. Nie rozumiem tej pasywności, tym bardziej, że było widać, ze tego dnia niektórzy ewidentnie byli do zmiany (Krychowiak).
Kompletnym brakiem szacunku do przeciwnika było zachowanie się kopiącego Glika i Lewandowskiego dusiciela, nie żebym bronił Kazachów bo ci polowali na nogi naszych piłkarzy, gdyby tam sędziował inny arbiter to mogło to skończyć się dla nas bardzo źle. Pokazało to też jak do meczu podeszli mentalnie nasi piłkarze i to jest kolejny kamyczek do ogródka Nawałki. Za przeproszeniem ale rzygać się mi chce jak słucham tłumaczeń piłkarzy i trenera po meczu, że przyda się im zimny prysznic itp. Nie, temu towarzystwu to przydałaby się paleta Snickersów w pierwszej kolejności.
Wczoraj na Wirtualnej Polsce była przytoczona statystyka piłkarzy, którzy u Nawałki rozegrali najwięcej meczów i byli najdłużej na boisku, pierwsze miejsce zajął nie Lewandowski tylko Milik. Rozumiem, że jest to młody chłopak, strzelił kilka ważnych bramek, że jest to ulubieniec trenera ale czasem ojciec powinien swojego syna do pionu postawić gdy ten nawala. Tutaj kompletnie tego nie ma. Ja nie mam już ochoty słuchać tłumaczeń, że jest młody i znajduje się w sytuacjach strzeleckich, to nie jest kółko wzajemnej adoracji tylko REPREZENTACJA i jej interes się liczy w pierwszej kolejności, a nie sympatie do tego czy tamtego.
Tylu baboli w ważnych meczach co ten chłopak ostatnio wali to jest niepojęte i nie potrafię sobie przypomnieć teraz innego piłkarza na poziomie naszej reprezentacji, który marnował tyle 100% sytuacji. Żebyśmy dzięki uporowi Nawałki nie obudzili się pod koniec eliminacji z ręką w nocniku.
11wtorek, 06, września 2016 14:59
a-c10
@ Zbyszek:

Generalnie rzecz ujmując, jak najbardziej podzielam Twą niechęć do filozowania. Jasne, futbol to prosta gra. Trzeba umieścić piłkę rozmiaru 5 w prostokącie 7,32/2,44m. Który zespół uczyni to więcej razy w ciągu 90 minut rozgrywki (nie łamiąc po drodze przepisów), ten wygrywa. Koniec, kropka. Gdzie tu miejsce na głowę, pytasz? Ano tam, gdzie zwykle - na karkuSmile Głowa przydaje się choćby po to, by prostotę opisanego wyżej obrazu utrzymać do końca meczu. By pamiętać, że ów mecz trwa, jako się rzekło, 90, a nie 37, czy 59 minut.

Żeby to zobrazować, zejdźmy na chwilę z boiska (o ile to coś z Astany da się określić tym szczytnym mianem) na asfalt. Przypuszczam, że każdy długodystansowy kierowca słyszał o "syndromie ostatnich kilometrów". To też jest proste. Prostsze nawet, niż futbol. Jechałem przecież tą drogą dziesiątki, jeśli nie setki razy. Znam tu każdy zakręt, pamiętam każdą nierówność. Wiem gdzie muszę przyhamować, a gdzie mogę troszeczkę rozpuścić mechaniczne stadko. Już niedaleko dom. O, proszę! Mijam te dwie chałupy. Za trzecią w prawo. Potem Biedronka, na rondzie obok zjazd numer trzy. Już naprawdę tuż-tuż. Dobrze by... Dobrze by pamiętać, żeby jutro w robocie Ance te faktury oddać. No, koniecznie. Za kościołem znów w prawo. Kurczę, a małą miałem do dentysty umówić. Echhh, dobra pamięć, ale krótka. No, wsio w pariadkie. Kończy się zabudowany. Kończy się też okno transferowe. Ciekawe, kupimy jeszcze kogo, czy nie? Kupić jeszcze miałem żel do golenia. Nosz kuźwa, starego już prawie nie ma, znów se pysk podrapię rano. Tu za mostem roboty, trzeba ominąć przez wieś, za szkołą w lewo, potem powrót na główną, o... no tak, już naprawdę zaraz dom. A w domu prysznic, kolacyjka i łóżeczko wygrzane przez stęsknioną małżonkę... hrrr... zzz... Brzdęk! Drzewo. Albo, co gorsza, czołówka.

Moim zdaniem tak mniej więcej rzeczy się miały w niedzielę w Astanie. Gramy dobrze, mamy kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, mamy dobry wynik. Pyk! Piłeczka do Grzesia. Pyk! Piłeczka do Kuby. Pyk! Piłeczka do Bartka... Ja wam mówię, jest dobrze. Pyk! Piłeczka do Kamila... Pyk...! Gites-majonez. Minuta-pięć, ten wystraszony sędzia skończy mecz. Pyk...! Piłeczka... o, aut. Zbije się piątki z koleżkami. Pyk! Piłeczka do Łukasza. Wróci się do domu, może w klubie jakie wolne dadzą dla podreperowania starych kości... Pyk...! Trza by się z Łysym na piweczko ustawić... hrrr... zzz... Brzdęk! Chiżniczenko.

Ostatecznie skończyło się na lądowaniu w rowie. Głupie to o tyle, że - jak zauważa Gawin - nawet po tej nieszczęsnej drzemce było jeszcze mnóstwo czasu na reakcję. Odzyskać kontrolę nad meczem, strzelić trzecią, potem czwartą bramkę i utrzymawszy koncentrację do końca poczekać na gwizdek. OK, powtarzam: tragedii nie ma. Trochę się blacha porysowała, coś tam nieprzyjemnie chrupnęło w zawieszeniu, wciąż jednak można śmiało jechać naprzód i wierzyć w osiągnięcie rosyjskiego celu. Warto by jednak tę głowę na karku trzymać. Nie przez dwa i pół, a przez sześć kwadransów.
12wtorek, 06, września 2016 17:10
a-c10
@ Baron:

Nie chcę na siłę bronić Nawałki. Ani on mi w końcu brat, ani swat. Co więcej, pisałem już i z chęcią powtórzę, że uważam ten jego ośli upór w trwaniu przy wyjściowej jedenastce za błędny. Chciałbym jednak podłączyć się pod wyrażony Na Aucie apel Dalkuba o umiar i rozsądek.

Adam Nawałka prowadzi reprezentację Polski od bez mała trzech lat. W tym czasie zdołał awansować na Euro (frontowymi drzwiami, bez żadnych tam baraży) oraz dojść na nim do ćwierćfinału (czego nikt o zdrowych zmysłach raczej się nie spodziewał). I choć w tzw. międzyczasie zdarzało mu się podejmować decyzje, które - delikatnie rzecz ujmując - nie wywoływały powszechnego poklasku, to przecież summa summarum wyszło na jego. I to dwa razy. A skoro tak, dajmy facetowi jakiś kredyt zaufania. Zasłużył sobie.

rzygać się mi chce jak słucham tłumaczeń piłkarzy i trenera po meczu, że przyda się im zimny prysznic itp

A co, Twoim zdaniem, mieliby mówić? Że zremiso... eee... przerżnięty z kretesem mecz z Kazachstanem stanowi niepodważalny dowód na to, że są zgrają nic nie wartych, przereklamowanych gwiazdorków? Mieliby paść na kolana i ze łzami w oczach błagać o przebaczenie? A może jednak bądźmy poważni? To był tylko jeden mecz.
13wtorek, 06, września 2016 19:34
Zbyszek
@A-c10.
Piłka nożna to naprawdę nie walka umysłów.To co nazywamy głową czyli w ogromnym skrócie mocna psychika nabiera wagi w sytuacji w której walczą ze sobą dwaj wyrównani w każdym elemencie rywale. To wówczas o wygranej jednego decydują detale, które niektórzy nazywają dyspozycją dnia.Jednym z tych detali jest właśnie nastawienie psychiczne.Tak. Detali.
Natomiast w innych przypadkach mamy do czynienia z nieznanymi bliżej i niewyjaśnionymi naukowo wyłączeniami woli jak w przypadku Fajdka, Ale jest to wyjątek potwierdzający regułę,że forma sportowa i umiejętności czysto techniczne decydują w zdecydowanej większości przypadków o sukcesie lub przegranej.
Natomiast mówienie o tym,że wszystko leży w głowie jest ignorowaniem rzeczywistości i/lub tworzeniem szkodliwych mitów.Zresztą, zauważ,że o głowie mówią na ogół nieudolni trenerzy i pismactwo,mające raczej weekendowe spojrzenie na sport wyczynowy.
Najpierw o ignorancji. Każdy widzi,że nie wszyscy np. zawodnicy w biegu na 400 metrów biegają je w 43 sekundy. Takie wyniki są dostępne nielicznym ,a reszta,żeby nie wiem jak chciała tak szybko nie pobiegnie. Podobnie w takim kolarstwie, na finiszu z grupy wygrywają sprinterzy,a górale nie mają szans,mimo,że też by bardzo chcieli.Tylko,że to widzieć to jedno a wyciągać z tego wnioski to drugie. dużo trudniejsze.
Teraz o mitomaństwie. Źródłem tego mitu o głowie jako sprawcy wszystkiego są trenerzy. Taki jeden z drugim mawia,że przygotował,że są w formie,że umotywował,a oni przegrywają :"Widocznie zawiodły głowy".Dla mnie to nieudatna próba usprawiedliwienia tego,że się po prostu nie umie i nie wie. A taki Lenczyk jak zastąpił fachowca od głowy i Śląsk zaczął wygrywać, nie mędrkował o głowie tylko był rzekł :"Dodałem trochę motoryki i trochę taktyki i są wyniki".Mam pewien sentyment do niego wszak bodaj mój pierwszy felieton na tej stronie p.t"Nestor" napisałem o nim.
Przy czym ja takich trenerów jak np. Jacek Gmoch, którzy w latach 70-tych mawiali o tej wadze głowy rozumiem. Wówczas na takie myślenie złożyły się dwa czynniki , po pierwsze fascynacja nową dziedziną wiedzy jaką była psychologią i jej możliwościami zastosowania w sporcie oraz po wtóre uznaniem,że zawodnicy zbliżyli się do granicy wydolności fizycznej i że należy gdzie indziej upatrywać poprawy wynikowej. Życie zweryfikowało ten kierunek myślenia. Psychologia stała się czymś w rodzaju medycyny estetycznej. a zawodnicy biegają dwa razy więcej i znacznie szybciej niż podówczas i na tym nie poprzestają.Tylko słowa wówczas wypowiedziane pozostały jak by były cały czas aktualne.
Bowiem trzeba przyjąć do wiadomości, co wiadomo z nauki i doświadczenia. że głowa nie jest sprawcą formy sportowej i umiejętności , tylko talent i praca. Silna psychika jest w sporcie pochodną formy sportowej. Zawodnik tym czuje się mocniejszy psychicznie im jest lepiej fizycznie przygotowany do czekającego go wysiłku.
A w piłce nożnej ta konstatacja powinna być tym wyraźniejsza, gdyż owszem jest ona sportem zespołowym, ale żadną miarą nie ma w niej jedynej, zespolonej i jednakowej oraz jednolicie myślącej głowy.
I niech tak pozostanie.
Pozdrawiam.
14wtorek, 06, września 2016 22:54
kibic60
@Zbyszek

"Bowiem trzeba przyjąć do wiadomości, co wiadomo z nauki i doświadczenia. że głowa nie jest sprawcą formy sportowej i umiejętności , tylko talent i praca. Silna psychika jest w sporcie pochodną formy sportowej. Zawodnik tym czuje się mocniejszy psychicznie im jest lepiej fizycznie przygotowany do czekającego go wysiłku"

Brawo, brawo i jeszcze raz brawo !
Pięknie pan to opisał, zamykając dyskusję nt tzw "głowy" w sporcie.

Aby to jeszcze bardziej zobrazować, dodam od siebie, że tzw "głowa" jest bardzo przydatna przy rozgrywaniu np z Sereną Williams tie breka w trzecim secie.
Tyle tylko, że aby doprowadzić do takiej sytuacji, trzeba wspiąć się na wyżyny w każdym aspekcie sportowego rzemiosła i głowa akurat jest na końcu.
15środa, 07, września 2016 11:53
Baron
a-c10

Nie zrozumiałeś mnie. Nieraz trzeba posypać głowę popiołem i się pokajać, nie dla ludożerki tylko tak dla samego siebie i zejść na ziemie. Chłopaki z reprezentacji grają w coraz lepszych klubach, zarabiają coraz lepsze pieniądze, pełno ich wszędzie (reklamy itp.), po EURO przywitano ich niemalże jakbyśmy wygrali tę imprezę. Zaczęło się głaskanie ich wszystkich po głowach itp. Ja natomiast widzę kolesi oderwanych od rzeczywistości i sytych, tzw. lepszą kastę od Kazachów i tak to wyglądało w meczu z nimi, tutaj już powinny zabrzmieć dzwonki alarmowe.
Kolejna sprawa, która mnie wręcz zdumiała to na zgrupowaniu mieliśmy handel żywym towarem, ten poleciał gdzieś samolotem, tamten zajęty był podpisywaniem umowy z nowym klubem i badaniami lekarskimi, tak mają wyglądać zgrupowania reprezentacji przed arcyważnymi meczami? Poważny trener, poważnej (chyba) kadry pozwala na takie akcje?
Co do Nawałki to nigdy nie ukrywałem, że jest z mojej bajki (co za rym), trafił na najlepsze pokolenie piłkarskie od bardzo wielu lat i w przeciwieństwie do poprzedników stara się zbytnio tego wszystkiego nie spierdzielić. Nie mniej razi mnie forowanie swoich ulubieńców bez formy, kosztem innych piłkarzy, którzy na kadrę przyjeżdżają już tylko w celach turystycznych. Na atmosferę części szatni podejrzewam, że specjalnie mobilizująco to nie działa.
16środa, 07, września 2016 11:56
Walles
@Zbyszek
Miałem odpuścić ale ...

Silna psychika jest w sporcie pochodną formy sportowej. Zawodnik tym czuje się mocniejszy psychicznie im jest lepiej fizycznie przygotowany do czekającego go wysiłku

Ja myślę że to teoria która wstrząsnęła fundamentami psychologii.
17środa, 07, września 2016 13:49
Zgred Maruda
@Baron

Ja natomiast nie byłem zwolennikiem Nawałki, gdyż nie był z mojej bajki ( też rym) a co...Smile
Na poważnie.
Nie mam pojęcia czy taka transferowa logistyka last minute jest tolerowana na zgrupowaniach bardziej renomowanych drużyn. Tam zapewne wszystkie sprawy transferowe odbywają się dużo wcześniej, zdecydowanie bardziej profesjonalnie ponieważ chodzi o zdecydowanie większe pieniądze. My natomiast poruszamy się w "polskim piekiełku słodkiej improwizacji"...wyda albo nie wyda.
Skutki są takie jakie są. Mnie jakoś trudno uwierzyć w nagłą kontuzję Grosickiego ( za pięć dwunasta) bardziej stawiałbym na "uraz" emocjonalny. Jakby na to nie patrzeć atmosferze normalnej pracy to nie służy.
"Zaczęło się głaskanie ich wszystkich po głowach itp. Ja natomiast widzę kolesi oderwanych od rzeczywistości i sytych"
Już to przerabialiśmy za Engela, tyle tylko, że tamta kadra na koreańskie mistrzostwa się dostała przechodząc eliminacje. A że całą piłkarską formę stracili, "rozpuścili" w zupkach knorra Smile trudno nie pamiętać. Mam nadzieje, że Adaś będzie bardziej "żywy" w obliczu następnych meczów eliminacyjnych, ponieważ kolejna strata punktów ( na własne życzenie) będzie poważnym kłopotem w grupie.
Sami piłkarze także spojrzą prosto w lustro i bez względu na nazwy klubów przestaną nosić głowy w chmurach. Samo to się niestety nie wygra...
18środa, 07, września 2016 16:20
Zbyszek
@Walles.
A co to jest psychologia?Smile.
19środa, 07, września 2016 16:21
Senator
@Zbyszek
No to w końcu jak to jest z tymi głowami bo już się pogubilem . Grosicki nie kontuzja fizyczna tylko psychiczna? Czyli dopytam psychika to głowa czy cała reszta.
Niech przestaną nosić głowy w chmurach. Też przepraszam dopytam. Dlaczego mają nie nosić głów w chmurach jak głowa nie gra?
20środa, 07, września 2016 16:56
dalkub
widzę że od meczu z Kazachstanem przechodzimy do definicji psychologii i kilku innych wątków.
Bardzo mnie zaciekawił jeden - to jest Zbyszek napisał, że "piłka nie polega na myśleniu" i głowa nie jest sprawcą formy sportowej, tylko dobra forma sportowa + talent są sprawcą "mocnej głowy". To trochę podobnie jak to, że atmosfera w szatni zależy tylko od wyników i jak ich nie ma to nie ma atmosfery a jak są to atmosfera jest.

No więc powiem tak - piłka nożna to prosta gra, ale trzeba przy niej myśleć i trzeba mieć łeb na karku. Zawodnik który myśli na boisku a nie ma formy sportowej nadal potrafi dać coś zespołowi w którym występuje, wie jak się ustawić, gdzie zagrać, jak pokierować grą - oczywiście byłby lepszy w formie niż bez, bo bez formy podawać będzie słabiej, biegać wolniej itd. Myślenie w tej grze to podstawa - taki jeden pan co myślał na boisku i miał wybitną inteligencję boiskową stoi na pomniku obok stadionu.
Grywałem z wieloma zawodnikami u schyłku swojej kariery co formę sportową zostawili w różnych knajpach i barach, kasynach i burdelach, mieli wszyscy jedną cechę - myśleli na boisku i potrafili ukryć swoje wady a uwypuklić to co im zostało i czym mogli imponować. Dlatego też opowieści typu - piłka nie polega na myśleniu - mają się tak do rzeczywistości tak jak ja do baletu.
I jeszcze co do głowy - można mieć fantastyczną formę sportową i fantastycznie prezentować się na treningu, ale jak się nie ma odpowiedniej psychiki i radzenia sobie ze strasem to się nigdy nie będzie grało dobrze. Przykładów takich jest mnóstwo - ja podam jeden - pewnie znany AC - Mateusz Żytko. Spotkany przeze mnie kierownik drużyny pasów na jakiejś imprezie zachwycał - było to jakiś czas temu - zachwycał się tym jak chłop tyra, jaki jest poukładany w treningu i jak super się prezentuje. Ja mu na to mówię - być może tak jest ale facet jest zwyczajnie słaby na boisku. Minęło parę lat, Żytko za każdego trenera dostawał szanse marnując je zawsze w sposób podobny. Ten sam kierownik spotkany po jakimś czasie przyznał, że mimo ciężkiej pracy, głowa nie nadążała i chłop zwyczajnie się palił, szczególnie jak źle zaczął, albo w jakimś momencie się rozkojarzył.
Od głowy się zaczyna, masz głowę, to przeniesiesz góry, masz do tego zmysł do gry, to będziesz grę prowadził, nie masz tego? będziesz wyrobnikiem.
21środa, 07, września 2016 17:20
Zbyszek
@Senator.
Aby te dylematy rozstrzygnąć wystarczy zaufać swoim zmysłom, głównie wzroku. Powtarzam,swoim. Nie dawać się omamić różnymi pseudoteoriami dla naiwnych.Widzimy i wiemy,że człowiek to integrum umysłu i ciała. Lecz w tym co robi udział jednego lub drugiego czynnika jest różny. Weżmy dla przykładu takiego murarza i nauczyciela. Przecież nikt nie powie,że murarzowi głowa jest niepotrzebna,bo przecież musi pomyśleć co i jak robić. Ale ścianę buduje . bo umie to robić.Nie dzięki giętkiemu umysłowi, lecz dzięki zręcznym rękom.Odmiennie jest u nauczyciela.
To samo w piłce. "Kaka" nie dlatego strzelał "rogale",że myślał o tym, ale dlatego,że uporczywie te strzały ćwiczył. Sam, na własne oczy to widziałem. Tu dykteryjka. Najpierw Kazio trenował rzuty wolne tak jak w owym czasie robiono,a więc ustawiano taką drewnianą ścianę imitującą mur, ale ściana nie ruszała się, więc Vejvoda wymyślił,że oprócz ściany mają stać zawodnicy i oni mieli to robić na ochotnika za dodatkowy mur,ale nie chcieli. bo Kazio był zawzięty i póki noc nie nastała to strzelał i strzelał.Tylko Gmoch i Tosiek Trzaskowski zostawali, więc Vejvoda dla niechętnych robił dodatkowe rundki wokół boiska.Woleli robić za stojaków. Tak się robi za Mistrza.
Inaczej mówiąc Senatorze w piłce decydują umiejętności fizyczne jak u murarza, a nie umysłowe jak u nauczyciela.
Mało tego mówienie,że wszyscy piłkarze na boisku podlegają jakimś tajemniczym zabiegom powodującym,że wszyscy myślą tak samo, tak samo reagują i tak samo się zachowują jest niedorzeczne.
Bo znowu wracamy do początku rozważań, a mianowicie odpowiedzi na pytanie zasadnicze i podstawowe, a mianowicie czym jest mecz ?. Nie chcąc Ciebie nudzić odpowiem,że walką na boisku dwóch drużyn.Nie jednej. dwóch. I każda z nich ma swoje cele i każda z nich chce je zrealizować.
Teraz się nie obraź,ale czy naprawdę wyobrażasz sobie,że nasi mocarze głowami tak zadziałają,że oni położą się na boisku przed nami tytanami umysłów?.
To nasza drużyna musi udowodnić ,że jest lepsza. A ta lepszość w piłce to większa intensywność, wyższa dynamika, większa ruchliwość i wybieganie , dokładniejsze podania i celniejsze strzały.
I nie chodzi tu o deprecjonowanie aspekty psychicznego, tylko on u paniusi której ktoś powiedział,że się krzywo uśmiecha co ją sfrustrowało jest bardzo poważny, lecz u zawodnika trenującego latami u progu sił nie ma żadnego znaczenia. Te pierdoły jego w ogóle nie zajmują.
Bowiem są to dylematy ludzi dla których sport jest wyłącznie zabawą. Otóż Senatorze on przestał takim być i czas najwyższy traktować np. piłkę nożną jak poważną dziedzinę ludzkiej działalności.
I w tym miejscu serdecznie dziękuję Kibicowi 50, wybitnemu sportowcowi, który wie z własnego doświadczenia,że dawał z siebie to co najlepsze tylko wówczas, kiedy był fizycznie do, tego przygotowany. Widziśz Senatorze ten były co prawda znakomity sportowiec dotyka zasadniczego problemu w naszym sporcie, a mianowicie różnego rodzaju hochsztaplerów. którzy nie przygotowali zawodników do sukcesu i usprawiedliwiają siebie tym,że ich podopieczni mają słabe głowy.
Co to,oznacza? Zawsze myślmy swoim rozumem. Nie dajmy sobie wmówić,że świat jest inny niż go widzimy, gdzie białe nie jest białe czy jakoś podobnie . Smile.
22środa, 07, września 2016 18:05
kibic60
@Zbyszek

Dziękuję, ale z tym "wybitnym" to pojechałeś.. Smile
23środa, 07, września 2016 18:41
Zgred Maruda
@Panowie

Moim zdaniem cały spór polega na złej definicji problemu. W moim odczuciu przykład- dalkuba- czyli kłopoty piłkarza pasów jest trafiony.
Ja także w sportowym życiu spotykałem się nie raz z podobnymi przypadkami, gdzie siatkarz bardzo dobrze atakujący po powiedzmy trzech blokach, takich co to wracają z hukiem w 1 metr mówiąc siatkarskim językiem "jest spalony", przestaje uderzać mocno, zaczyna cudowanie itd... I nie chodzi o piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę czy piłkę ręczną - generalnie taki efekt potrafi występować we wszystkich dyscyplinach.
Teraz, Drogi Zbyszku podając powyższe przykłady mam na uwadze sportowców bardzo dobrze przygotowanych fizycznie... będących w formie, jednak problem leży w słabszej osobowości, a dokładniej w odporności psychicznej, która potrafi niekiedy aż paraliżować - to w skrajnych przypadkach, w bardziej przystępnych - potrafi obniżyć wartość sportową, koncentrację itd. Nawet najlepsza fizyka, wydolność nic tu do rzeczy nie ma i jak widać ( Fajdek) pewne problemy chcąc nie chcąc wracają do przysłowiowej "głowy"...
Podałeś przykład naszego Kazia, który mnie także czarował za młodu, no ale wierze, że nie zarzuciłbyś mu słabe przygotowanie fizyczne na MŚ w Argentynie w 1978r, a jednak karnego strzelił w ręce Fillola jak junior. A co do genialnej techniki Kaki - nie może być żadnej wątpliwości...można natomiast mieć zastrzeżenia do techniki Milika, ale czy można to łączyć z przygotowaniem fizycznym? Chyba nie- więc ponownie "glowa" brak koncentracji, rozkojarzenie, rola nowej gwiazdy Neapolu...
Oczywiście słaba fizyczność powoduje, że jest się wolniejszym, mniej pewnym jednym słowem słabszym lecz nie jest to z całą pewnością jedyne wytłumaczenie.
24środa, 07, września 2016 20:06
Walles
Ja mam szczęście bo się nie znam. Przykładem piłkarza za którym nie nadążała głowa jest także Piotrek Giza. Natomiast ciut starsi dokonuje pamiętają światowej klasy zawodnika który na treningach robił rzeczy nieprawdopodobne natomiast na zawodach ciągle coś było nie tak.
Nazywał się Grzegorz Filipowski Wink
25środa, 07, września 2016 20:06
dalkub
można sprowadzić wszystko do absurdu w stylu Kazio strzelał rogale bo myślał. Kazio oprócz tego że myślał to i trenował, dlatego Kazio grał w środku boiska i rozdzielał grę a oprócz tego walił rogale.
Myślenie nie polega na tym, że ktoś dzięki myśleniu potrafi krzywo czy prosto kopnąć, ale dzięki myśleniu zawodnik rozumie więcej na boisku, potrafi przewidzieć pewne rzeczy, czyta grę itd.

a że kibic50 nie potrzebował myśleć i wybitnym sportowcem był to chylę czoła..................
26środa, 07, września 2016 21:32
a-c10
@ Zbyszek, Kibic50:

Pomerdały Wam się psychologia z filozofią. Głowa nie musi służyć do myślenia. Można jej także - ba, nawet by się przydało - używać jej do kontrolowania emocji i utrzymywania koncentracji.

Nasz murarz może być silnym fizycznie, wytrenowanym mężczyzną oraz świetnie wyszkolonym fachowcem. Jeśli jednak będzie myślał w robocie o niebieskich migdałach, to prędzej własne uszy zobaczycie, niż sensownie postawioną przezeń ścianę. Schodząc z placu budowy na boisko - zostawmy Deynę (niech mu ziemia lekką będzie) i Żytkę (idę spać za czas jakiś, nie chciałbym się budzić z opętańczym wrzaskiem), skupmy się na żywym zawodniku, grającym w bliskiej nam wszystkim reprezentacji Polski. Arkadiusz Milik strzela z kilku metrów na pustą bramkę. Trafia w poprzeczkę. Bo co? Bo nie jest "przygotowany fizycznie"? Ratunku... I co? I nie ma siły, żeby odpowiednio nogę podnieść, tak? Biedaczysko... Tego, że mógłby nie umieć, w ogóle nie biorę pod uwagę. Mowa w końcu o (co najmniej) gwiazdce europejskiej piłki, niedawnym bohaterze głośnego, wielomilionowego transferu. Jedyne, co zostaje, to głowa. Zwłaszcza, że nie jest to przecież jednostkowy przypadek w wykonaniu Arka.

@ Baron:

Ja jak najbardziej zauważam istnienie zjawisk, o których piszesz. Uważam natomiast, że zdecydowanie przesadzasz z krytyką. Doskonale pamiętam jak wygląda gwiazdorzenie w wykonaniu reprezentantów Polski. Nie tych sprzed lat nastu. Tych obecnych. Przypomnij sobie czasy Smudy i Fornalika. Naprawdę nie widzisz różnicy?
27czwartek, 08, września 2016 19:30
Zbyszek
Zmuszacie mnie Panowie, abym ponownie się z niektórymi z Was zmierzył.
Ja rzeczywiście od czasu do czasu biorę udział w podobnym do C-L forum dyskusyjnym o problemach filozofii. Na nim jedna osoba publikuje jakiś tekst i dyskutuje się do upadłego. Kiedy dyskusja obumiera prowadzący stronę wrzuca następny i tak dookoła.Sam miałem napisać kilka,ale mi córka odradziła. gdyż komentować można pod nickiem, a artykuł trzeba podpisać nazwiskiem. Jest ona znana w tym środowisku jako Sekretarz Polskiego Towarzystwa Filozoficznego i mówi do mnie "tato oni wiedzą,że mój ojciec jest prawnikiem, a nie filozofem. Mimo,że masz bardzo oryginalne spojrzenie na dokonania niektórych filozofów to oni dla zasady, by cię sflekowali". No to tylko dyskutuję, czasami jak to u mnie złośliwie. Ze dwa lata temu ktoś tam opublikował fragment swojego magisterium o tym ,jak jakiś filozof niemiecki ponad 100 lat temu zasadził się na nauki św. Augustyna z Tagasty. W toku zajedzonej dysputy zadałem pytanie :" A kto to jest /tu nazwisko tego Szwaba/?". No i dyskusja się zakończyła. Cenię inteligentnych interlokutorów. To do Ciebie Wallesie Wink.
A psychologia wywodzi się z filozofii i jest o tym samym co filozofia ,a mianowicie o szeroko rozumianym bytowaniu człowieka wśród innych ludzi.To do Ciebie A-c10.Smile.

A teraz wracamy do głowy.
Przed kilkoma laty Jarosław Bieniuk, który przymierzany był do Legii udzielił wywiadu, w którym dziennikarz chwalił go,że dobrze gra głową. A na to piłkarz " Panie, a ile mnie to kosztuje zdrowia. Jak oni mocno tę piłę walą to mi mało głowy nie urwie, a jak jest mokro i jest ona cięższa to każde zagranie głową boli tak jak by ktoś młotem w łeb przywalił. Po takich meczach parę dni dochodzę do siebie i już nabrałem uczulenia na grę głową" Smile.
To co powyżej napisałem nazywa się reductio ad absurdum, gdyż Panom zapewne chodziło o grę z głową.I mielibyście rację,ale na poziomie teoretycznym , bo pokażcie mi tych inteligentnych piłkarzy. Tych co używają również głowy. Jest taki jeden , nazywa się Rzeźniczak,ale wedle większości z Was gra raczej marnie. Ja w ogóle na podstawie wieloletnich obserwacji dochodzę do wniosku uogólnionego,że im piłkarz mądrzejszy to tym gorzej radzi sobie na boisku.Najlepiej grali piłkarze typu Piechna. Smile.

Lecz problem jest rzeczywiście poważniejszy.Gdyż chodzi przecież każdemu z nas,aby nasi grali lepiej. Tylko,że aby jakikolwiek problem rozwikłać to najpierw musi być postawiona prawidłowa diagnoza, a mianowicie co jest przyczyną.I ten dylemat pomiędzy mną, Kibicem50 a resztą bractwa spróbuje przedstawić na przykładzie Nikolicza. Dlatego,że jest poza sporem,że strzela bramek mniej niż onegdaj.
Zwolennicy głowy orzekną ,że winna jest głowa,że on się zablokował. I że trzeba czasu,aby się odblokował, albo od razu go do psychologa, niech go uzdrawia.A kiedy te zabiegi nie pomogą to obwinia się psychologa,że nic nie umie, albo samego zawodnika,że nie trenuje,lub się źle prowadzi.
Racjonaliści i metodycy, do których mam zaszczyt się zaliczyć zauważą,że on te bramki w ilościach hurtowych strzelał jak tylko był nas nawiedził, a z czasem szło mu gorzej. Ale w eliminacjach do LM strzelał ich więcej niż w ESie.Nie będą szukać przyczyn na antypodach ,lecz dojdą do wniosku,że on na początku był mało rozpoznany. Miał on swój rytm gry, swoje zachowania, które były zaskoczeniem dla rywali, którzy nie byli w stanie skutecznie go pokryć przez co on był skuteczny. Z czasem jego zachowania boiskowe zostały rozpoznane, a przeciwnicy grający przeciw niemu po raz drugi wiedzieli jak mu przeszkadzać.Tak więc ,aby być znowu skutecznym napastnikiem musi on poszerzyć repertuar zagrań,aby stale zaskakiwać czymś nowym rywali,albo też trener tak ustawi grę w ataku, aby inni gracze wchodzili w pole karne i odciągali od kryjących Nikolicza przeciwników. Najlepiej i jedno i drugie.Tym sposobem dochodzimy do wniosku,że gra w piłkę w każdej drużynie musi być stale zmieniana, stale doskonalona , stale dostosowywana do zmieniających się uwarunkowań i nowych okoliczności. To o tym były moje uwagi o błędzie systemowym naszej reprezentacji.Z głową zawodników mającym niewiele wspólnego.
To tym się zasadniczo różnimy szanowni dyskutanci. Ja i Kibic50 widzimy rozwiązania praktyczne, konkretne i skuteczne i nie bujamy w obłokach szukając przyczyn w rzeczach abstrakcyjnych, z gatunku mitów i opowieści dziwnej treści.
Każdy oczywiście ma prawo pozostać przy swoim zdaniu. Natomiast kiedy i trener dojdzie do wniosku,że przyczyną złych wyników są czynniki mistyczne to jest to najlepsza metoda na klęskę.
Wszystkich pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1