A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Zagłębie 2-3: Jak nie idzie...

W ostatnim meczu pod wodzą Besnika Hasiego Legia zademonstrowała dokładnie te same wady co w wielu innych spotkaniach w tym sezonie. Nieskuteczność i fatalna gra defensywna sprawiły, że Legia przegrała w Warszawie z Zagłębiem Lubin 2:3. Do przerwy było 0:2 po golach zdobytych przez Jarosława Jacha i Krzysztofa Janusa. Po przerwie nadzieję w serca kibiców wlały bramki Jakuba Czerwińskiego i Steevena Langila. Niestety decydujące okazało się samobójcze trafienie Michała Pazdana.

 

Jedyną niespodzianką w składzie Legii był brak Waleriego Kazaiszwiliego. Gruzin, który pojawił się w wyjściowej jedenastce w meczu Ligi Mistrzów przeciw Borussii Dortmund, tym razem nie zmieścił się nawet w meczowej osiemnastce. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz - Bereszyński, Czerwiński, Pazdan, Hloušek - Kopczyński, Odjidja-Ofoe - Guilherme, Radović, Langil – Nikolić. Trener Piotr Stokowiec odpowiedział drużyną w składzie: Polaček - Tosik, Guldan, Jach, Čotra - Janus, Piątek, Kubicki, Janoszka - Papadopulos, Nešpor.

Pierwsza połowa była w wykonaniu Legii bardzo słaba i do złudzenia przypominała przebieg meczu z Arką Gdynia sprzed kilku tygodni. Legioniści niby utrzymywali się przy piłce i starali atakować, ale efekty ich starań były mizerne, podczas gdy goście z łatwością przedostawali się w pobliże bramki Malarza po licznych odbiorach, a praktycznie każdy wyprowadzony przez nich atak kończył się strzałem na bramkę. W początkowej fazie meczu piłkarze Zagłębia dwukrotnie stworzyli zagrożenie po rzutach rożnych i w obu przypadkach musiał interweniować Malarz. Za trzecim razem nasz bramkarz nie miał już nic do powiedzenia. W 17. minucie Nešpor wygrał powietrzną walkę o piłkę i strącił futbolówkę głową w kierunku dalszego słupka. Tam czekał Jach i z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. Wśród legionistów najaktywniejszy w ofensywie był Guilherme, ale przeważnie jego uderzeniom brakowało precyzji. Tak było między innymi w 30. minucie, kiedy Brazylijczyk złożył się do woleja po dośrodkowaniu Hlouška, ale źle trafił w piłkę prawą nogą i strzał nie poszybował w bramkę. W 35. minucie było 0:2. Piłkarze Zagłębia z łatwością przedarli się przez środek pola i jeden z gości oddał strzał z pola karnego. Piłkę ręką zatrzymał Pazdan i sędzia Musiał podyktował rzut karny. Jego pewnym egzekutorem był Janus.

Legia była bezradna. Nasi zawodnicy grali niepewnie, razili brakiem szybkości i zdecydowania. Lubinianie lepiej operowali piłką, szybciej przedostawali się pod bramkę Legii i po pierwszej połowie w pełni zasłużenie prowadzili 2:0.

Po przerwie z szatni nie wyszli Hloušek i Kopczyński, którzy rzeczywiście należeli do najsłabszych ogniw Legii. Czeski obrońca był ociężały, źle ustawiał się w obronie i miał duże problemy z Janusem. Kopczyński nie popisał się przy drugiej bramce dla Zagłębia, poza tym grał nerwowo, łatwo tracił piłkę. W ich miejsce na boisku pojawili się Aleksandrow i Moulin. Bułgar zameldował się na prawej pomocy, a Guilherme powędrował na lewą obronę obrony. Nieoczekiwanie od pierwszych minut Legia zaczęła grać zdecydowanie lepiej, przeprowadzając prawdziwy szturm na bramkę Zagłębia. Jego efektem były dwie szybkie bramki. W 49. minucie w zamieszaniu podbramkowym piłka trafiła do Czerwińskiego, który zdobył bramkę kontaktową. Niespełna dziesięć minut później po bardzo ładnej akcji było już 2:2. Moulin wycofał piłkę do Langila, który płaskim strzałem wyrównał stan meczu.

Wydawało się, że Legia pójdzie za ciosem, ale goście wreszcie otrząsnęli się z naporu Legii. Trener Stokowiec zdjął z boiska Nešpora i Papadopulosa, którzy czekali na długie piłki zbyt daleko od pozostałych zawodników swojej drużyny, co ułatwiało Legii ponawianie ataków. W ich miejsce pojawili się Jagiełło i Woźniak, a Zagłębie zaczęło grać lepiej. Ta krótka faza drugiej połowy, podczas której mecz był wyrównany, okazała się decydująca. W 71. minucie goście rozegrali piłkę na prawej stronie boiska. Centra w pole karne wydawała się być stosunkowo niegroźna, ale interweniujący wślizgiem Pazdan trącił piłkę tak pechowo, że ta niespodziewanie wtoczyła się do bramki Legii. Było 2:3.

Końcówka znów należała do Legii, niestety nasi zawodnicy zmarnowali kilka wybornych sytuacji do wyrównania. Najlepszą z nich Nikolić, który w 85. minucie podszedł do rzutu karnego podyktowanego za faul na Guilherme. Nasz napastnik strzelił zupełnie nie w swoim stylu, lekko i mało precyzyjnie. Polaček nawet nie musiał wybijać piłki, złapał ją w rękawice. Kilka minut później doskonałą sytuację miał wprowadzony za Radovicia Prijović. Zza pola karnego uderzył Odjidja-Ofoe, piłka powędrowała w stronę naszego napastnika, ale ten z kilku metrów przeniósł ją ponad bramką.

Trudno legionistom odmówić woli walki i rozmachu w grze w drugiej połowie meczu. Niestety, zemściło się przespane pierwsze czterdzieści pięć minut i kilka niewymuszonych indywidualnych błędów. Legia rozegrała w tym sezonie pięć ligowych meczów na własnym boisku, trzykrotnie remisując i ponosząc dwie porażki. Ten kompromitujący bilans to nie przypadek, to reguła i doprawdy trudno się dziwić, że trener Hasi rekordowo szybko żegna się z posadą.

Dyskusja (14)
1poniedziałek, 19, września 2016 10:57
corazstarszy
Tak właśnie sobie wyobrażałem tytuł po tym meczu. Skoro Pazdanowi trafiają się ręka i samobój, a Nikolić nie strzela karnego, to trudno o wygraną. Nikoliciowi musiało się kiedyś coś takiego trafić. Kilka jego karnych w przeszłości wpadło tak ledwie, ledwie.
Rok temu cudem i tylko dzięki frajerstwu Zagłębia udało się Legii wyciągnąć z 0-2 na 2-2 i nie przegrać. Ale cuda mają to do siebie, że są jednorazowe.
W sobotę Wisła. Nie wiem, co tam Aco wymyśli, ale należy się liczyć z porażką. To może, przy jednoczesnej wygranej Piasta ze Śląskiem, oznaczać spadek na 16. miejsce.
2poniedziałek, 19, września 2016 11:33
CTP
"Nikoliciowi musiało się kiedyś coś takiego trafić"
Aha. A świstak siedzi i zawija...
Jak zobaczyłem Niko podchodzącego do piłki, to na stówę wiedziałem, że się Hasiemu odwdzięczy.
3poniedziałek, 19, września 2016 11:50
Senator
@CTP
Niestety miałem podobne odczucia. Z tym że ja chcę wierzyć że to nie celowe było. Nikolic był do zmiany zwyczajnie słaby był więc może i karnego wykonał tak jak był dysponowany czyli źle .
4poniedziałek, 19, września 2016 12:00
Baron
W gronie znajomych przed karnym stwierdziliśmy, że Niko nie trafi i nie trafił, podał do bramkarza.
Senatorze do strzelenia karnego nie potrzeba kondycji, strzeliłbyś ty, strzeliłbym ja nie twierdzę, że z dobrym skutkiem Wink Niestety ale Niko strzelił jak paralityk, a nie zawodowy piłkarz i stąd nasze domysły.
5poniedziałek, 19, września 2016 12:17
dalkub
i teraz pytanie - czy to dobrze że nie strzelił.........
6poniedziałek, 19, września 2016 13:31
Oley
napisałem już "na aucie", ale (choć to smutne, że piłkarze grają przeciwko trenerowi), to jakoś tak to widzę...
-gramy totalny piach
-w przerwie Rado do spółki z Malarzem opierd... całą drużynę, że przesada i wstyd
-na II połowę wychodzi "inny" zespół
-po wyrównaniu błyskawicznym piłkarze zaczynają się obawiać, że jak "cudownym sposobem" odwrócą losy meczu, to jeszcze Hasi zostanie
-swojaka załatwia Pazdanavarro, bo do Niego będzie o to najmniej pretensji
-Niko nie strzela karnego, zwykle strzelał wysoko, blisko spojenia, a teraz podanie do bramkarza...

Smutne, że piłkarze zwalniają trenera... pocieszające tych kilkanaście/kilkadziesiąt minut, które pokazuje, że piłkarze jednak nie zapomnieli jak się gra w piłkę
7poniedziałek, 19, września 2016 14:04
Bolek
Z dużą przykrością muszę stwierdzić, że osiemnastu meczów tego sezonu trzeba było, abym ucieszył się z bramki dla Legii (tej Langila) - owszem była to taka sfrustrowana radość (wiecie: "no, k...a, wreszcie jest") ale była. Wcześniej albo graliśmy z przeciwnikami, którym teoretycznie powinniśmy strzelać bez wysiłku, albo bramka padała, ale była poprzedzona takim męczeniem buły, że już nie w głowie mi była radość (a niejednokrotnie oba te czynniki występowały łącznie).

Niewątpliwie pomogło, że pierwszej połowy nie mogłem oglądać, więc dla mnie mecz zaczął się od ambitnej i wreszcie coś grającej Legii z drugiej połowy Wink

Ale jakie to jest przyjemne uczucie móc się ucieszyć z bramki dla Legii Wink
8poniedziałek, 19, września 2016 15:05
Baron
Na 18 meczów w tym sezonie - SP, PP, LM, paraliga o żadnym nie mogę powiedzieć, że był dobry i się mi podobał, było raptem kilka momentów, z których może by złożyło się jedno spotkanie i to wszystko. Zjazd Legii pod Hasim jest niewiarygodny, dla mnie to jest kaliber pokroju Celtic Gate.

Dziś Vuko z pracownikami klubu powinien zabrać piłkarzy gdzieś na grila, przywalić w palnik i to i owo sobie w swoim gronie wytłumaczyć, jutro na treningu najwyżej więcej wypocą.
9poniedziałek, 19, września 2016 18:13
Zbyszek
O tym,że można wpaść w pułapkę własnych słów.
Pan Dariusz Mioduski o którym wypowiadam się w superlatywach w niedawnym wywiadzie nawiązał do znanych i powszechnie rozumianych faktów,że każdy kibic czuje się współwłaścicielem Legii i że ,wie kto ma być lub nie trenerem, kto ma być ściągnięty, kto oddany i kto ma grać.Skomentował,że trzeba to umieć zaakceptować,ale, że w trudnych momentach to zjawisko się strasznie nasila i przeszkadza w podejmowaniu racjonalnych decyzji. Panie Dariuszu tak było od zawsze i tak będzie. Tylko niegdyś formy wyrazu były inne, gdyż skandowano na stadionie hasła, gromadzono się przed siedzibą klubu, udzielano się w prasie.Dziś każdy ma dostęp do internetu i z niego korzysta jak umie, a jak nie umie, to też.Zwyczajowo najwięcej do powiedzenia chcą mieć najbardziej hałaśliwi, a więc najmniej rozumni.Ale oni również zmienni są.Tak jak ich łaska na pstrym koniu jeżdżąca.Raz chwalą,a innym szkalują i ubliżają.Tak jak w odruchu Pawłowa. Proponuję nie czytać."Psy szczekają,a karawana jedzie dalej". Przy czym Pan Prezes BL jest właśnie w sytuacjach kryzysowych nadaktywny, aż prowokujący.Jak by chciał sprawdzić swoją odporność na hejt. Przecież można z góry przewidzieć co te szumowiny napiszą. Więc po co dawać pożywkę?. Lecz ja poszedłbym jeszcze dalej i ośmieszał ich dokumentnie. Wynająłbym jakiegoś sprawnego automata, który na każdy post reagowałby wpisem :" Ma Pan rację.Pańskie cenne uwagi zostaną rozpatrzone tak jak na to zasługują.Proszę o następne równie wnikliwe wpisy".

O tym,że pisanie o piłce łatwym zadaniem nie jest.
Piłka nożna to gra na ziemi i głównie po ziemi, a więc jak by nie patrzeć nisko, a na pewno poniżej tej części ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.I oczywiście można o kopanej pisać na takim samym poziomie.Albo i poniżej. Dla mnie to jednak jest sport wielowymiarowy, który wymaga barwnego opisu adekwatnego do zainteresowania i emocji jakie wzbudza.Opiszę to na przykładzie.
Niedawno rozmawiałem z właścicielem Firmy w której pracuję na temat Legii i on powiedział :" Panie Zbyszku.Ja nie chadzam do kina na horrory ani na nudne filmy i takich w telewizji też nie oglądam.Oglądam dobre komedie i dobre filmy sensacyjne. Gry obecnej Legii do tej drugiej kategorii nie mogę zaliczyć".Nie trzeba wielu słów,aby barwnie i obrazowo wyrazić swój stosunek do tego co się dzieje z Legią.Tu naprawdę nie chodzi tylko o wyniki czy widowiskowość,ale gra Legii zatraciła atrakcyjność.W Legii od zawsze były jakieś indywidualności nadające ton, skupiające uwagę, a do tego była fantazja w grze, jakaś zadziorność, nieprzewidywalność.Nawet jak Legia miała słabe wyniki, nawet jak grała gorzej to mieliśmy wrażenie,że w niej drzemie ukryta moc, teraz uśpiona,ale w każdej chwili gotowa eksplodować.Jak wulkan.Ja Legii nie przestanę oglądać,acz przyznaję,że potrzebne jest duże samozaparcie.I kiedy pisuję te swoje pomeczowe komentarze to czynię to w sposób wyważony, wręcz wyrozumowany mając na względzie,że to mój klub i chociażby z tego powodu na niego pluł nie będę, ani się do jego wrogów cieszących się z jego mizerii nie przyłączę. Więc mieszam uwagi negatywne z tym co choć trochę przypomina pozytyw. Razem czyni to mozaikę , w której nie ma wyłącznie czerni, gdyż ona jest ,ale pomiędzy innymi kolorami i każdy może oglądać całość,albo wybrać fragment mu pasujący.Bo to jest takie pomieszanie dobrego ze złym. Jak w życiu.

O tym,że wczoraj na boisku spotkała się taktyka z nazwiskami.
Nikomu nie trzeba definiować taktyki.Przepraszam. Można mówić jak zespół ma grać taktycznie, jak w Legii, a można praktykować jak w Zagłębiu Lubin.
Niedawno w Kanale puszczono film traktujący o tym jak Lubinianie grali w eliminacjach do LE. Decyzja o zgodzeniu się na takim film była odważna,ale dla każdego kto chce wiedzieć o futbolu więcej bardzo pouczająca. Wcześniej trener Stokowiec zezwolił na zrealizowanie podobnego filmu o dniu treningowym w Polonii.Mnie jego stosunek do zawodu trenera odpowiada.Jest to trener nowoczesny, myślący perspektywicznie, przewidujący, któremu zależy na tym, aby pensja którą odbiera była za wkład i za efekty pracy.Zawodników ma mocno średnich i dodatkowo nawet tych ma w niedomiarze, a drużyna gra jak by miała skład podobny do naszego.Tym co jego zawodnikom pomaga, a nam nie, jest taktyka.Ja powiem więcej. Trudno obecnie powiedzieć żeby w drużynie Legii była w ogóle jakaś taktyka, chyba,że chodzi o rozgrywki te osobiste. I trudno wyrokować dlaczego tak jest. Z pozycji kibica możemy mówić wyłącznie o skutkach, nie o przyczynach. Ale odwrotnie niż w Zagłębiu u nas jest całe mnóstwo graczy o wysokich umiejętnościach i liczących się w piłce nazwiskach. Wczoraj więc tak naprawdę spotkał się zespół, ze zlepkiem indywidualności. i po raz enty okazało się, że piłka nożna to sport drużynowy.

O tym,że konflikty ambicjonalne rozsadzają naszą drużynę od środka.
Sytuacja w której zawodnicy tej samejj drużyny wypowiadają się wobec siebie złośliwie, ogólnikowo, acz zrozumiale formułują zarzuty,albo w inny sposób demonstrują swoje niezadowolenie jest wysoce niepokojąca i jest objawem ciężkiej choroby. Zaczęło się od Malarza,potem Pazdan, Nikolicz , Dąbrowski. A decydenci w klubie zaniemówili, żadnej reakcji. A przecież nie jest to żadne faux pas,ale ostra i bezpardonowa krytyka trenera sprowadzająca się do redukcji jego autorytetu i niwelowania jego kompetencji.Bo co ci wymienieni zawodnicy powiedzieli, albo zademonstrowali. Ano,że trener źle przygotował zespół fizycznie / nie biegają, nie walczą/,że nie potrafi zorganizować obrony, nawet przeciw stałym fragmentom gry /jak można tak tracić bramki/, że źle zestawia skład / dlaczego ja nie gram/. Popatrzmy na taką Barcelonę,Zagłębie Sosnowiec czy takie Zagłębie Lubin pod tym kątem. Jeden to zespół gwiazd, gdzie widać przyjaźń, a może dlatego, inni gryzą trawę,aby wyszarpać wygraną, a jeszcze inni tworzą kolektyw.U nas nawet nikt nie udaje,że jest chociaż niteczka sympatii pomiędzy trenerem i zawodnikami i pomiędzy nimi samymi. Żal serce i inną część ciał ściska.Zawodnicy nie musza się kochać, a fe,ale muszą ze sobą kooperować,bo grają w jednej drużynie, nie przeciw sobie. Tyle tylko,że im to trzeba uświadamiać, stale i uporczywie. Jak nie dobrym słowem,jak SAF, Smile, to sięganiem do kieszeni. Na ogół skutkuje.Lecz kto ma to robić jak trener boi się własnego cienia.Więc dekompozycja się pogłębia.

O tym,że aby wygrywać to trzeba mieć argumenty i atuty.
Każda drużyna może grać ofensywnie, defensywnie lub w sposób zrównoważony.I są to równorzędne koncepcje gry. Bowiem każda z nich może przynieść pożądany efekt.Pod warunkiem ,że jest to świadomy wybór trenera.Wyboru taktyki gry nie należy mylić z umiejętnościami gry w ataku i obronie,ale postaram się ten wątek pogłębić w jednym z felietonów.Bowiem najgorsza jest sytuacja w której zespół się broni, tego nie potrafiąc i będąc do tego przymuszonym.KIedy np. nasz zespół chciałby grać defensywnie i czyniłby by to w sposób zorganizowany , bez paniki to nie ma w tym niczego zdrożnego.Problem zaczyna się gdy rywale nakrywają nas czapką.Tu stwierdzić należy,że ESA naszych zawodników nie przyzwyczaiła do takiego grania i oni nie bardzo wiedzą o robić,ani jak się zachować w takich razach.A rywale z tego korzystają. Takie Zagłębie grające do długiego czasu z jednym napastnikiem na nas wychodzi z dwoma.Zapytajmy , dlaczego?.Właśnie dlatego,że od Berga następuje uwiąd pragmatycznej gry obronnej naszej drużyny, aż do teraz kiedy za tym pojęciem nie idą żadne praktyczne zadziałania.Nie ma co wracać do meczu z Borussią,ale w nim jak w soczewce odbiła się nasza nieumiejętność i nieporadność gry w obronie.Zagłębie to nie Borussia, lecz ono również kontrolowało grę i wykorzystywało zaniechanie nauki organizowania gry obronnej. Jeżeli więc nasza drużyna nie jest w stanie dominować na boisku, zmuszać przeciwnika do trwałego odwrotu, panować nad wydarzeniami w środkowej strefie, nie pozwalać wrogom na skoordynowane ataki to obowiązkiem jest koncentracja na nietraceniu bramek i liczenie na ich błędy przy naszym szybkim ataku.
W innym wypadku drużyna jest bezradna , bo nie ma żadnego argumentu, ani żadnego atutu, który mogłaby skutecznie użyć.

O tym,że współczuję kibicom Legii.
Obecna sytuacja jest kompletnie niezrozumiała i ma wszelkie cechy absurdu.
Nie chodzi tu też o niespójność pomiędzy ambicjami, a ich spełnieniem czy o zawiedzione nadzieje.Od wielu lat Legia jest w ścisłej czołówce drużyn walczących o trofea.Mogła przejściowo, gdzieś się zawieruszyć w środku tabeli, ale my kibice wiedzieliśmy,że to chwilowe i że ona zaraz się podniesie i znowu pokaże kmiotom kto tu rządzi.W tym sensie poszerzony o kilku wydawało się dobrych zawodników skład awansując do LM dawał nadzieje na lepsze i na więcej.A tu grom z jasnego nieba.A właściwie pogrom. I kiedy właściciele Legii dziwią się,że kibice nie skaczą z radości to my pytamy :jak mamy ukazywać radość jak każdy kto chce to nas leje. Staliśmy się chłopaczkiem do bicia. A jeszcze niedawno wszyscy sprężali się na Legię,większość modliła się o jak najniższy wymiar kary, opracowywała metodę obrony Zbaraża.Legii się nie tyle bano ile ją podziwiano, szanowano i jej wszystkiego zazdroszczono. Mówiono,że łatwo i przyjemnie być kibicem takiej drużyny.
Teraz przyszła pora na pokazanie,że przysięga wierności coś znaczy,że zdradzać mogą wszyscy, ale nie my.Co nie zwalnia nas od refleksji,że to się nie miało prawa zdarzyć i że my na taką traumę nie zasłużyliśmy./ nie mówię o wyjątkach/. Doświadczamy złości ,gniewu, smutku,żalu, bólu i łez. Musimy się nauczyć żyć ze świadomością ,że i my jesteśmy ludźmi i jesteśmy śmiertelni.
10wtorek, 20, września 2016 00:47
Senator
@Bolek
Miałem to samo. Przy drugiej bramce dosłownie oszalałem ze szczęścia. Mam świadków Smile To tylko pokazuje jak tęsknimy za odrobiną sukcesu.
11wtorek, 20, września 2016 08:25
kibic60
@Zbyszek

Jak zwykle mądrze i trafnie.
Niestety internet budzi demony. Pisać może każdy, co mu tylko do łba przyjdzie bez względu czy jest kibicem Legii czy nie. Czy przychodzi na stadion czy nie. Czy ma pojęcie, czy mu się tylko wydaje, bo kiedyś po szkole za piłką biegał.
"Każdy" wie że trzeba, ale nikt nie wie jak (na kogo).
Zadałem kilka pytań najbardziej aktywnym i co ? Ano nic, bez odpowiedzi. Próbował mroova pisząc coś o sprzątaczce, czy każdej innej, albo każdym innym.
mort też błysnął Titanikiem, ale już nie odpowiedział.
dalkub jak mantrę powtarza o potrzebie zatrudnienia "prawdziwego" dyrektora sportowego, tak jakby można było ich kupić w Media Mark czy innym markecie.
Jak dobrze pamiętam, gwoździem do trumny Wisły Kraków było zatrudnienie na tym stanowisku holendra byłego piłkarza Stana Valckxa z jego czarodziejskim notesem, który przez kilka wcześniejszych kolejnych lat pracował jako dyrektor sportowy w PSV.

Sytuacja w Legii nie jest wesoła. Włodarze za bardzo zawierzyli belgijskiej szkole futbolu, mając nadzieję, ze były trener Anderlechtu przeniesie wszystko co dobre do Legii. Przyniósł wszystko co złe i mamy problem.

Chciałbym tylko przypomnieć, że nie jesteśmy pierwsi, którym się to zdarza i nie takie potęgi miały podobne problemy. Żeby daleko nie szukać, podam przykład Borussi Dortmund. Drużyna, która dzisiaj zachwyca niedawno przechodziła gigantyczny kryzys. Wygrywając w LM kompletnie nie radziła sobie w Bundeslidze spadając chyba na przedostatnie miejsce w tabeli, a trener, którego kibice przez lata nosili na rękach, padł ofiarą hejtu i musiał odejść.

"Legia" wpadła w panikę. Niektórzy już wróżą upadek i katastrofę finansową.
Mnie się wydaje, że każdy z nas poświęciłby nawet dwa sezony za kasę, którą zarobimy za awans, bowiem pozostałe kluby nie zarobią tego przez najbliższe 20 lat, więc zamiast podejmować pochopne decyzje, mam nadzieję na zdrowy rozsądek i wyrachowanie naszych włodarzy. Liczę na dobre zdiagnozowanie przyczyn i wyciągnięcie konsekwencji.
Chwilowy, mam nadzieję kryzys w mojej ocenie potwierdza, jak bardzo potrzebujemy akademii z prawdziwego zdarzenia. Kontraktowanie nowych, "lepszych" piłkarzy przy naszych możliwościach obarczone jest niestety ogromnym ryzykiem, czego dzisiaj jesteśmy świadkami.

Chyba też definitywnie upadł MIT trenera z zagranicy. Pamiętam komentarze, ze tylko taki trener może wprowadzić nas na salony. Po Urbanie było trzech i do każdego były pretensje i krytyczne uwagi. Historia zatoczyła koło i z kryzysu ma nas wyciągnąć jego asystent...
12wtorek, 20, września 2016 09:54
dalkub
a może tu nie chodzi o to o co się pyta, ale kto pyta?
13wtorek, 20, września 2016 13:30
kibic60
Przychodzi lekarz do pacjenta i mówi:
- chory jest, ma gorączkę
- co robić ?
- jak to co ? leczyć, mówi lekarz
- ale jak ?
- jak to jak ? skutecznie !

Z dedykacją Very Happy
14wtorek, 20, września 2016 19:06
Zbyszek
@Kibic50.
Dzięki za miłe słowa.O moich refleksjach tyczących hejtu napisałem felieton W kalejdoskopie cz.38i tu nie będę tematu kontynuował. Odnośnie innych kwestii to kilka zdań napiszę pod tekstem Senatora, gdyż tam jest odpowiedniejsze miejsce jako,że komentarz pomeczowy ma swoje ograniczenia.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1