A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Lech 2-1: Horror z happy endem

Legia bardzo potrzebowała zwycięstwa. Nie tylko dlatego, że mecz z Lechem to prestiżowy polski ‘klasyk’, ale też dlatego, że pozycja naszej drużyny w tabeli jasno wskazywała, że Legia musi wreszcie zacząć regularnie gromadzić punkty. Zadanie zostało wykonane. W dramatycznych okolicznościach, po bramce zdobytej w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, Legia zwyciężyła z Lechem Poznań 2:1. Autorami bramek dla Legii byli Nemanja Nikolić i Kasper Hämäläinen.

Trener Jacek Magiera miał duży problem z zestawieniem linii obrony wobec braku Bartosza Bereszyńskiego, Adama Hlouška, a także Michała Pazdana. Ostatecznie nasz trener postanowił wystawić na prawej stronie Łukasza Brozia, na lewej Jakuba Rzeźniczaka, a obok Jakuba Czerwińskiego na środku obrony pojawił się Maciej Dąbowski. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Broź, Czerwiński, Dąbrowski, Rzeźniczak – Jodłowiec, Moulin – Guilherme, Odjidja-Ofoe, Radović – Nikolić. Nenad Bjelica odpowiedział drużyną w składzie: Putnocký – Kędziora, Nielsen, Bednarek, Kádár – Tetteh, Jevtić, Trałka – Makuszewski, Gajos, Pawłowski. Trener lechitów zdecydował się zatem na wariant bez Marcina Robaka, który usiadł na ławce rezerwowych.

W pierwszej połowie mecz był wyrównany, z niewielką ilością sytuacji bramkowych. Piłkarze Lecha nie zostawiali legionistom swobody, szybko i agresywnie doskakiwali do naszych piłkarzy w defensywie. Legii grało się ciężko. Chwilami wydawało się, że naszym piłkarzom nieco brakuje dynamiki, że są zmęczeni po meczu z Realem.

Pierwsza interesująca sytuacja miała miejsce dopiero w 13. minucie. Do długiego podania na lewej stronie boiska doszedł Makuszewski, zbiegł do środka, strzelił mocno z prawej nogi, jednak chybił. Legia postraszyła gości w 21. minucie. Nasi zawodnicy przejęli piłkę w środku pola, Nikolić znalazł się w dogodnej sytuacji przed polem karnym gości, strzelił płasko, ale uderzenie było minimalnie niecelne. W 36. minucie w polu karnym Legii zrobił się niebezpiecznie po szybkim ataku gości i zagraniu Makuszewskiego, ale ostatecznie jeden z legionistów zdołał wybić piłkę w pole. W 41. minucie powinno być 1:0. Po niezłej akcji Legii piłka trochę przypadkowo trafiła w polu karnym pod nogi Nikolicia. Nasz napastnik minął bramkarza Lecha, ale z kilku metrów nie zdołał zmieścić piłki w pustej bramce.

Do przerwy było 0:0. Wyglądało na to, że Lech ma pomysł na powstrzymanie Legii, a nasza drużyna będzie musiała zagrać zdecydowanie lepiej by myśleć o wywalczeniu trzech punktów.

Na drugą połowę nie wyszedł Dąbrowski. Do gry Dąbrowskiego przed przerwą nie można było mieć zastrzeżeń, zmiana miała charakter taktyczny. Rzeźniczak został przesunięty na środek obrony, na lewej obronie miał zagrać Guilherme, a nowym legionistą na boisku stał się Michał Kucharczyk. Po przerwie mecz był znacznie bardziej otwarty niż w pierwszej połowie.

Legia mogła objąć prowadzenie już po dwóch minutach gry. Z rzutu rożnego dośrodkował Guilherme, z kilku metrów nogą uderzył Jodłowiec, jednak Putnocký instynktownie odbił piłkę. Lech odpowiedział akcją, po której kolejny raz szczęścia próbował Makuszewski. Malarz interweniował i piłka wyszła na rzut rożny. Lechici zaskoczyli naszych zawodników rozegraniem tego stałego fragmentu gry, na linii pola karnego do strzału doszedł Pawłowski, na szczęście uderzył bardzo nieprecyzyjnie. W 59. minucie w polu karnym Legii znów było groźnie. Po rzucie rożnym piłka przeszła tuż przed naszą bramką, ale Nielsen nie zdążył wepchnąć jej do siatki. Legia odpowiedziała najpierw akcją Radovicia, po której nasz pomocnik strzelił zbyt lekko, oraz dośrodkowaniem Brozia, po którym stuprocentową sytuację miał Nikolić. Niestety zamiast umieścić piłkę w bramce, nasz napastnik trafił w bramkarza gości. W 64. minucie Nikolić już się nie pomylił. Nielsen stracił piłkę, za słabo wybijając ją ze swojej połowy, Kucharczyk od razu podał prostopadle do Nikolicia, który ruszył w stronę bramki gości i płaskim strzałem wyprowadził Legię na prowadzenie.

Trener gości zareagował zmianą – w miejsce Jevticia na boisku pojawił się Robak. W 68. minucie właśnie Robak doszedł do strzału głową w polu karnym, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. W 71. minucie znów strzału próbował Radović, nie trafił jednak w bramkę. W 72. minucie Czerwiński popełnił podobny błąd jak kilka minut wcześniej Nielsen. Robak przejął piłkę i ruszył w stronę bramki Legii, ale pogubił się w polu karnym i nie zakończył akcji strzałem. W 75. minucie mocno zza pola karnego uderzył Trałka i piłka wyszła na rzut rożny. Potem na boisku działo się niewiele, Lech atakował, ale niemrawo, bez pomysłu i wydawało się, że Legia dość spokojnie utrzyma zwycięski wynik. Tymczasem w 89. minucie w zamieszaniu w polu karnym Legii Kopczyński (wprowadzony wcześniej za Radovicia) sfaulował Makuszewskiego i sędzia Marciniak odgwizdał ‘jedenastkę’. Do piłki podszedł Robak i zdobył gola, mimo że Malarz był blisko obrony strzału napastnika Lecha. Po tej bramce doszło do rękoczynów w polu karnym Legii z udziałem zawodników obu drużyn, a nawet rezerwowych. Ta awantura zostało podsumowana przez sędziego Marciniaka kilkoma żółtymi kartkami i jedną czerwoną – pokazaną rezerwowemu bramkarzowi Lecha Buriciowi. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Legia zaatakowała raz jeszcze. Zza pola karnego uderzył Broź, Putnocký odbił strzał wprost pod nogi wprowadzanego za boisko kilka sekund wcześniej Hämäläinena. Fin z bliska dopełnił formalności, choć trzeba nadmienić, że asystent sędziego popełnił w tej sytuacji błąd, ponieważ Fin zdobył bramkę ze spalonego. Legia wygrała 2:1.

Naszej drużynie nie wszystko udawało się tego wieczoru. Lech stawił twardy opór, ofensywna gra Legii długimi fragmentami nie zazębiała się jak należy, gorszy dzień mieli Radović i Guilherme, sytuacje marnował Nikolić. Nie ulega jednak wątpliwości, że Legia cały czas grała o zwycięstwo, podczas gdy Lech skupił się na niwelowaniu atutów Legii i celował w remis.

Emocje w drugiej połowie meczu, dramatyczne ostatnie minuty i korzystny dla Legii końcowy wynik sprawiają, że ten sobotni wieczór na pewno zostanie przez nas zapamiętany na długo!

Dyskusja (18)
1sobota, 22, października 2016 23:41
kibic60
Niestety nie mogę zrozumieć, dlaczego przy jednym trenerze usprawiedliwia sie drużynę graniem co 3 dni, a przy innym już nie.
Legia po meczu w Madrycie była zajechana. Gołym okiem było widać jak dużo mecz z Realem kosztował ich sił.
Tym bardziej ogromny szacunek za to, ze dali radę. Oni to zrobili pomimo karnego w końcówce meczu. Gol ze spalonego, ale jak to mówią szczęście sprzyja lepszym, a tego wieczora Legia była po prostu lepsza Smile
2niedziela, 23, października 2016 00:04
mort
"Co do bójki - dobrze, że się wydarzyła. Gdyby w kierunku zamieszania pobiegł jeden zawodnik, to w niedzielę miałbym problem w szatni, ale na boisko wbiegli wszyscy - łącznie z masażystami i magazynierem. Widać, że są ze sobą na dobre i złe. Mamy drużynę."
- Trener Jacek Magiera.
Very Happy Very Happy Very Happy
3niedziela, 23, października 2016 00:10
sektor212
Emocji w końcówce nie brakowało. Wygrywamy po błędzie liniowego ale jak pisze kibic50 szczęście sprzyja lepszym. Są 3 punkt i to jest najważniejsze.
Jutro coś naskrobie o samym meczu. Teraz w znakomitym nastroju idę spać.
4niedziela, 23, października 2016 00:15
mort
W jednej rzeczy absolutnie zgadzam się z Trenerem Magierą:
"Dziś najbardziej cieszyła mnie jednak ekspresja i radość Guilherme. A wszystko po... zablokowanym dośrodkowaniu rywala. Tak mu zależało."
Jak to zobaczyłem to aż podskoczyłem z radości. To była genialna reakcja, coś niesamowitego.
5niedziela, 23, października 2016 00:17
Baron
Mecz nie był taki zły. Poznaniacy płaczą, że bramka padła ze spalonego zapominając, że karny dla nich był mocno dyskusyjny. No i teraz najciekawsze, dziś przeciwko Legii był podyktowany 7 karny w 13 kolejkach o ile dobrze pamiętam, idziemy na rekord ligi?
Obiektywnie z poziomu stadionu to Legia miała więcej sytuacji i żeby nie indolencja strzelecka to mecz były wcześniej rozstrzygnięty.
6niedziela, 23, października 2016 00:48
anonimowy_legionista
Dla mnie ten karny też jakiś dziwny, ale OK są 3 pkt.
7niedziela, 23, października 2016 01:22
Senator
W przerwie jak zwykle rozmowa z synem. Nudny ten mecz, no nudny.
Myślę jednak że ostatnie parę minut zrekompensowało wszystko.
Sam mecz do dobrych nie należał czyli tu się z Baronem nie zgadzam. Ciężko się naszym grało a Lech robił wszytko aby nie przegrać. Gdzieś przeczytałem że naszym bardziej zależało na trzech punktach i choć ciężko to szło to zgadzam się z tą opinią.
8niedziela, 23, października 2016 09:44
corazstarszy
O tyle to sprawiedliwie, że przyjezdni wyszli na boisko tylko przeszkadzać i nie przegrać. I ponieśli zasłużoną karę. Legia awansowała do lepszej ósemki, wypychając z niej Lecha. Uważam taką kolejność za właściwą Smile. Ale na zbyt wiele im zaczęliśmy pozwalać po 1-0.
Bardziej niż gol Hamaleinena we wiadomych okolicznościach, ucieszyłby mnie chyba tylko samobój np. Kownackiego.
Że spalony? Rok temu sędzia Frankowski przekręcił kilka razy Legię, a po meczu się śmiał. To raz. Dwa: w poznańskich mediach spalony już urósł do rangi ‘metrowego’, ‘półtorametrowego’, w jednym przypadku ‘dwumetrowego’ (Nawet na stadionowym telebimie było widać dwumetrowego spalonego. Sędzia liniowy popełnił błąd ... - przyznał zrezygnowany Makuszewski.). Piękne. Napiszę tak: był czterometrowy, ale dowiedziałem się o nim po powrocie do domu. Bez powtórki nie zwróciłbym nań uwagi.
Tym razem Jakub Rzeźniczak OK.
Historycznie, już kilka razy Legia pogrążyła ich w doliczonym czasie. W 2005 w ¼ finału PP, po rzucie wolnym Kiełbowicza, z dobitką z ok. 20 cm chybił Tomasz Sokołowski II, piłka odbiła się od słupka i do własnej bramki wślizgiem wpakował ją Mariusz Mowlik, w 2010 Bruno Mezenga na 2-1. A jeszcze jesienią 2011 w Poznaniu w niesamowitej sytuacji chybił Vrodljak.
Ha, ha, ha.
9niedziela, 23, października 2016 11:41
Zbyszek
O tym,że tym razem mało było sztucznego podniecenia przed meczem Legii z Lechem.
Przedwczoraj i wczoraj znalazłem na FCB tekst zatytułowany "Derby Polski" , w którym autor /niepodpisany, pewno z Poznania/ uznał,że mecze Legii z Lechem to są polskie klasyki oraz "derby Polski" porównywalne z meczami Real - Barcelona . Dla mnie to takie samo porównanie jak masturbacji z seksem. Autor podnieca się niezdrowo i niebacznie myśli,że i inni przeżywają podobnie.Aczkolwiek coś w tym jest jak w znanym dowcipie /ktoś pod karą chłosty powinien zabronić opowiadania starych dowcipów Smile/ : " Na łożu leży starszy pan i peroruje :"Jak umarł Stalin, skończył się stalinizm , jak umarł Hitler, skończył się hitleryzm... .Na to słuchający wnuczek z przerażeniem pyta :" Ale ty dziadku Onanie nie umrzesz?'".
Wczoraj przeczytałem GW, PS i rubryki sportowe w necie kilku gazet i tego sztucznego podgrzewania atmosfery nie uświadczyłem.. Mnie to znacznie bardziej odpowiada, gdyż tak naprawdę meczów Legii z Lechem nigdy szczególnie mocno nie odbierałem. Jak się nad przyczynami zastanawiam to znajduję kilka wytłumaczeń.Pierwsze i najważniejsze to różnica pokoleniowa. W czasach kiedy ja wchodziłem w dorosłość i w jej wczesnym okresie Lecha nie było,albo był nikim.Bowiem w sezonie 1963/64 kiedy ja zacząłem chodzić na mecze Legii to Lech został zdegradowany i wrócił do I ligi po 9 latach ,a w niej zajmował miejsca począwszy od sezonu 1972/73 do sezonu 1981/82 kolejno : 12,10,9,12,14,3,7,10,8 i 11. W owym czasie tymi prawdziwymi wyzwaniami dla Legii Warszawa były drużyny Górnika Zabrze, Wisły Kraków i Widzewa Łódź. Tę różnicę świadomości pokoleniowej można tłumaczyć elegancko na sposób poety Adama Asnyka, który w wierszu :" Do młodych" pisze :" Że każda epoka ma swoje własne cele i zapomina o wczorajszych snach".A można również szukać potwierdzenia w psychologicznym prawie pierwszych połączeń, które co prawda w wersji pierwotnej odnosi się do seksualności człowieka, ale może per analogiam znaleźć zastosowanie i w innych dziedzinach ludzkiej aktywności. Bowiem o miłości można mówić także w sporcie. Aczkolwiek dla niektórych miłość sprowadza się do p... i kiedy wielu kocha swój klub to ci inni go p... . Co widać . słychać i czuć.

O tym,że trener Magiera ma za dużo pomysłów na grę drużyny Legii.
Obecny trener Legii udziela wielu wywiadów. Może zbyt wielu.Ten fakt nie jest sam w sobie czymś nagannym pod warunkiem,że z każdego z nich wyzierała by ta sam myśl co ma być podstawą, tym fundamentem gry Legii. Bowiem samo podkreślanie,że Legia ma grac ofensywnie niewiele znaczy, gdyż można to traktować jako coś w rodzaju deklaracji intencji.. Powiem otwarcie,że ja też byłem i jestem mocno sceptyczny wobec głosicieli takich prawd rzekomo objawionych jak te o tym,że "drużynę najpierw buduje się od tyłu", albo :"pokaż mi swoją obronę,a powiem jaką masz drużynę" lub :"najważniejsze to grać na zero z tyłu".Poglądy te bowiem trącą stęchlizną,żeby nie powiedzieć sięgają epoki dinozaurów.Współczesnego futbolu opartego na coraz bardziej doskonałym przygotowaniu fizycznym nie da się opisać w kategoriach jednakowej taktyki i organizacji gry. Jest ona
dla każdej drużyny zmienna w czasie meczu i można zasadnie mówić wyłącznie o proporcjach . Mianowicie kiedy jeden zespół gra przez większą część meczu na połowie rywala i kiedy zmusza przeciwnika do obrony to jego sposób gry jest ofensywny.Natomiast kiedy inny poświęca więcej czasu obronie i upatruje swoich szans w szybkim ataku to prezentuje styl defensywny.Oba te style są równoważne z punktu widzenia teorii gry.O odczuciach estetycznych się nie wypowiadam, gdyż o gustach dyskutować nie zamierzam.O przewadze jednego podejścia nad drugim decyduje to który zespół wygrywa mecz. Ale jeden i drugi styl wymaga posiadania odpowiedniego do wybranej taktyki arsenału metod i środków umożliwiających ich skuteczne spełnienie.I tu chyba jak na razie nasz trener trochę się gubi, gdyż najbardziej widocznymi przejawami akuratnego dysponowania metodą jest ustawienie taktyczne, a właściwymi środkami dobór zawodników do składu wyjściowego.Dlatego kiedy ja widzę,jak Legia w 5 meczach gra różnymi ustawieniami ,również w trakcie meczu oraz różnymi zawodnikami to odczuwam dysonans poznawczy.A gdy jeszcze trener uzasadnia swoje wybory tak jak to czyni po każdym meczu, a zwłaszcza w 45 minutowej rozmowie z kibicami to czuję się zagubiony.
Bo z doświadczenia wiem,że domu nie buduje się od dachu, lecz od fundamentu i że nie buduje się go ze słów choćby najlepiej brzmiących,lecz z materiałów budowlanych.A sama budowa musi być zaprojektowana, zaplanowana i uporządkowana oraz być dobrze zorganizowana.. Krótko mówiąc kiedy się coś zaczyna to trzeba to umieć skończyć czyli wiedzieć jak to coś ma wyglądać i jak ma funkcjonować.

O tym,że Legia ma zbyt wielu fałszywych przyjaciół.
W ostatnim czasie w mediach objawia się coraz więcej , głównie b.piłkarzy, którzy oceniają klub, jego władze, trenera i grę Legii oraz rzadko podpowiadają różne rozwiązania.Być może mają oni dobre intencje,ale biorą udział w szumie medialnym ,który obiektywnie Legii nie służy.Tworzy on bowiem takie wrażenie,że Legia jest w stanie niemalże rozpadu, albo upadku i że trzeba ją ratować. Rzeczywiście publiczne spory pomiędzy współwłaścicielami są zbędne, drużyna zajmuje mało eksponowane miejsce w tabeli, więc tym bardziej potrzeby jest spokój i jeszcze raz spokój.Przy tym nie ma niczego gorszego niż próby lekceważenia problemów albo sztucznego zamieniania porażek w sukcesy.Ale tymi uzdrowicielami są z reguły ci, którzy jako trenerzy, biznesmeni niczego nie osiągnęli.Radziłbym , aby zamiast podpowiadać władzom klubu i trenerowi najpierw sami sobie doradzili.Proszę tego nie zrozumieć jako próby tłumienia krytyki.Chociaż jest to bardziej modne niż komukolwiek potrzebne. W każdym razie w każdym prawie takim komentarzu jest ten fałszywy ton, który ja odrzucam, a mianowicie, przekonanie,że "Ja bym to zrobił lepiej".I tu następuje litania tego "lepiej',A przecież chodzi o to,aby ustawić się ponad Legią , chodzi o zaspokojenie swego egoizmu i leczenia kompleksów.Boże broń nas od takich fałszywych przyjaciół.!
W jednej z wypowiedzi po meczu z Realem pochwaliłem acz bez euforii tekst redaktora Rudzkiego z PS. Natomiast redaktor naczelny tego dziennika uznał,że pan Przemek szydzi z piłkarzy Legii. Trudno o bardziej fałszywą tezę.Chodziło o to tylko, albo aż,że należy starannie odróżnić przegranych od wygranych i nie relatywizować wyniku meczu.Dodam,że nie widziałem powodu,aby przesadnie wychwalać Real i padać przed jego wielkością na kolana.Bo to łatwizna.Ja uważałem,że bardziej adekwatne do sytuacji jest pochylenie się z troską nad ciężko pobitym.Prawdziwa siła nie polega na chwaleniu bijącego ale, aby pomóc podnieść się pobitemu i pouczeniu go co ma robić , czego unikać tak, aby następnym razem aż tak pobić się nie dał. Albo jeszcze lepiej w ogóle Smile.

O tym,że jak by nie patrzeć to pieniądze na boisku nie grają.
Model prowadzenia klubu polegający na stałym dosypywaniu pieniędzy w przypadku Lecha i Legii się nie sprawdza.W ten sposób Wisłę prowadził pan Cupiał,a Polonię pan Wojciechowski. Niestety Legia i Lech wkroczyły na tę samą ścieżkę, bo drogą to trudno nazwać.Pieniądze nie zastępują wiedzy,doświadczenia i myślenia.Mają natomiast ten powab,że ci którzy je posiadają czują się lepsi, od tych, którzy ich nie mają. Ale w ten sposób wyzwalają u tych innych zdrowy i naturalny odruch sprzeciwu wobec merkantylizacji życia oraz pokazania,że w sporcie bardziej liczą się inne wartości.Można w przypadku naszej piłki ligowej wręcz stwierdzić,że pieniądze demoralizują.Zawodnicy wyżej opłacani , choćby w Legii jak by stracili motywację do doskonalenia się ,do rozwoju. Oni wiedza bowiem,że już w naszych realiach nic więcej, ani sportowo,ani finansowo nie osiągną. Więc tylko trwają, przesadnie dbając o swoje zdrowie.Nazywa się to spoczęciem na laurach.Bo nad Legią nic już nie ma.Można liczyć na to,że jako zawodowcy będą starali się wykonywać swoją robotę jak najlepiej.Pomarzyć zawsze można Smile.Tym trudniejsza rola trenera. Nawet jak ma on odpowiedni warsztat i jeszcze mu się chce to materia stawia opór.
Co widać , słychać i czuć.

O tym,że nasza linia obrony znowu uległa zmianie.
Obrona jest jedną z newralgicznych formacji drużyny.Nie uważam,że najważniejszą , zwłaszcza w drużynie o takich ambicjach jak Legia.Ale żeby zespół grał ofensywnie to rola obrońców wbrew pozorom rośnie niż maleje.Jak to przeanalizowało wielu trenerów, w tym m.innymi Jacek Gmoch. Walery Łobanowski i Arrigo Sacchi łatwiej jest być obrońcą. gdy nałożone są na nich wyłącznie zadania z tą funkcją związane.Lecz w przypadku gry ofensywnej muszą oni wykonywać niejako dodatkowo zadania konstrukcyjne i szczególnie przy stałych fragmentach gry, egzekucyjne.Polegają one nie tylko na włączaniu się do akcji ofensywnych,ale wprowadzaniu piłki do gry na połowę rywala, asekurowaniu atakujących czy stwarzaniu przewagi liczebnej.W sumie wykonują ogromną pracę , więc tym bardziej ich współdziałanie oparte na wspólnej meczowej grze jest istotne.Są to uwagi natury ogólnej i tyczą sytuacji kadrowej Legii, a nie decyzji trenera Magiery.
Jego decyzje personalne wynikają z konieczności.Musi on łatać, cerować, sztukować nie mając praktycznie żadnych możliwości dokonywania innych wyborów.Może będę złośliwy,ale, ale jak na nasze warunki to trener ma względne kłopoty bogactwa wśród graczy atakujących, bo wśród tych defensywnych to wpadliśmy w strefę ubóstwa Smile.

O tym,że w grze obu drużyn chyba było za dużo wzajemnego respektu.
I trener Lecha i trener naszej drużyny deklarują niezmiennie prowadzenie ofensywnej gry. I tu doznałem rozczarowania.Moim zdaniem deklaracja trenera Lecha była trochę na wyrost, gdyż tak naprawdę bez dobrego środkowego zawodnika taka mowa przypomina pobożne życzenia.Chociaż takim Hiszpanom w 2012 roku taki brak nie przeszkodził w wygraniu EURO.Na szczęście Lech to jeszcze nie ten poziom Smile.Z kolei Legia zawodników o takiej charakterystyce ma nadmiar. Tylko,że tego wczoraj na boisku widać nie było.Owszem oba zespoły starały się przenosić ciężar gry pod bramkę rywali,ale czyniły to przy pomocy najwyżej 4 zawodników Nie były więc w stanie wytworzyć przewagi pozycyjnej, ani liczebnej w rejonie obrony rywali.Nadto łatwo było dostrzec postawę asekuracyjna , a więc grania takiego,ażeby nie popełniać błędów, ażeby nikt nie mógł się przyczepić\, oskarżyć, poniżyć, obsmarować, wyśmiać i obwiniać np. obrońcę o porażkę. W przypadku Legi takie oto skutki m.innymi przynosi nadmierna krytyka Kuby Rzeźniczaka.Błędy są wpisane w samą istotę gry w piłkę nożną i są nie do uniknięcia.Zwłaszcza wówczas kiedy trzeba zaryzykować nietypowe zagranie, podanie, wyjście do przodu itp..Im więcej ryzyka tym możliwość wystąpienia błędu wzrasta.Ja wiem,że ocena opłacalności ryzyka jest trudna i nie jest moim zamiarem usprawiedliwiać i bronić wbrew faktom popełniających rażące babole. Ja tylko wskazuję,że mecze wygrywa lub przegrywa drużyna. Więc w krytyce, jak i w piciu np. gorzały wskazany jest umiar.

O tym,że na boisku poziom emocji był wyższy niż poziom gry.
W końcówce meczu widać było ile negatywnych emocji nagromadziło się w zawodnikach obu drużyn.Niezależnie od tego co o tym można sądzić to pozycje obu drużyn w tabeli są powodem niezadowolenia wszystkich ludzi związanych z klubami oraz wielkiej frustracji zawodników..I tak niestety bywa,że kiedy pod deklem wytwarza się za dużo pary to ona wybucha.Można teoretyzować o szacunku dla przeciwnika,że to tylko sport,ale to nie zapobiega erupcji złości. Osobiście wolę , gdy ta zawziętość , ta chęć dokopania rywalowi znajduje ujście w determinacji i w walce na boisku, a nie w awanturach i przepychankach.Bo niestety poziom gry jaki zaprezentowali zawodnicy i Lecha i Legii wysoki nie był. Tylko fragmentami można było dostrzec,że zawodnicy dysponują niemałymi umiejętnościami i możliwościami.
W przekroju całego meczu Legia była nieco lepsza, bardziej konkretna.
Dobre chociaż to Wink.
10niedziela, 23, października 2016 16:06
Senator
Panie Zbyszku to o miłości i jak kto ją odbiera znakomite, trafione w punkt. Że ja głupi nie wpadłem na to , ale pozwoli pan że będę pana cytował kiedy zajdzie potrzeba.
11niedziela, 23, października 2016 17:45
Moros
Odkładając na bok emocje ostatnich minut, to należy głośno odetchnąć. Graliśmy z zespołem, który przyjechał do nas wywieźć 0-0 i prawie się to mu udało. Zdziwiło mnie, że Lech wyszedł bez napastnika zwłaszcza, że byliśmy bo podróży do Madrytu. No ale co kto woli. Pod koniec meczu spuchliśmy, ale to było do przewidzenia. Jesteśmy w takim miejscu tabeli, że każde trzy punkty są bezcenne. Dodatkowym bonusem jest to, że pokonaliśmy zawsze spiętych poznaniaków.

A propos poznaniaków. Daleko mi do jakiś kibolskich klimatów i nienawiści miedzy klubowej i miedzy miastowej ale po wczorajszym meczu ani trochę mi ich nie szkoda. To efekt zachowania ich bramkarza Jasmina Buricia. Zachował się, w mojej opinii, totalnie buracko. W takim momencie wbiegł sobie na murawę i wiedząc, że nikt mu nic nie zrobi, w szczeniacki sposób prowokował. Tym razem, jak mówi młodzież, karma wróciła natychmiastowo i ze zdwojoną siłą. Chciałbym zobaczyć jego minę jak dowiaduje się o wyniku meczu.
12niedziela, 23, października 2016 18:14
Zbyszek
@Senator.
Dzięki,Ależ cytuj do woli Smile.Aczkolwiek ja wolę bardziej dosadne, też wymyślone przez siebie :"Oni nie są moimi braćmi po szalu. Oni są sami dla siebie braćmi po ryju" .Pozdrawiam.
P.S. Kiedy przestaniesz panować?. Smile.
13niedziela, 23, października 2016 18:43
MeM
Czy ktoś jeszcze miał wrażenie, że Czerwiński psuł absolutnie każde długie podanie?
14niedziela, 23, października 2016 18:52
dalkub
O meczu chyba było dużo, ale ja polemicznie do Zbyszka - jakim innym ustawieniem grała Legia wczoraj w Madrycie Szczecinie i z Lechią - sorry nie dostrzegłem

Mem

zostawmy podania - gorsze jest bezmyślne wprowadzanie piłki w strefę przeciwnika i strata - były z tego dwie kontry.

Gra defensywna - czytaj drużynę buduje się od tyłu - ano prawdy w tym trochę jest. Po pierwsze bronić łatwiej niż konstruować, po drugie granie z kontry prostsze jest od ataku pozycyjnego. Akurat Legia ma zdecydowanie zachwiane proporcje pomiędzy zawodnikami ofensywnymi i defensywnymi w swojej kadrze - szczególnie potrzeba jest stopera i defensywnego pomocnika - Jodłowiec niestety nie dojdzie do siebie w tej rundzie, a jego ubóstwo techniczne przy Dzidzi i Moulin jest ogromne

Ten ostatni -Mulin - zagrał najlepszy mec w Legii który ja widzę.

Dzidzia jest panem profesorem Dzidzią

Rado - spuchł fizycznie

Broź którego miałem ochotę rozerwać grał z każdą minutą coraz lepiej

Pozostali przyzwoicie, choć Nikolić musi to strzelić - na pustą 2 razy
15niedziela, 23, października 2016 19:31
Zbyszek
@Dalkub.
O ustawieniu piszę po każdym meczu.Ze Sportingiem 4-4-1-1, z Lechią - 4-3-2-1., z Pogonią 4-3-3. z Realem 4-2-4 , wczoraj 4-2-3-1,a po zmianach 4-3-1-2.( O ile dobrze pamiętam Smile). Chodzi o ustawienie wyjściowe i rolę Odjidji.Przy czym ja patrzę na to kto gdzie i co gra na boisku, a mniej na tabliczki w telewizji przed meczem. Dlatego byłem trochę zawiedziony,że to ustawienie i skład personalny, które wraz z taktyką i organizacją gry zdało egzamin w meczu z Lechią zostało zastąpione takim ostrożnościowym graniem z Radovoiczem po lewej stronie, gdzie on czuł się nieswojo oraz Odjidją jako łącznikiem pomiędzy obroną a II linia zamiast Odjidji jako łącznika pomiędzy II linią a atakiem. Skończyło się dobrze i o to szło. Ja nie wiem czy byłoby lepiej gdyby taktyka była bardziej odważna,ale moim zdaniem Lech gra słabo i nie należy się go nadmiernie obawiać.Lecz ja nie odbieram trenerowi prawa do autorskiego ustawiania i doboru składu. W końcu po to jest Smile. Ja tylko recenzuje efekty i wyciągam wnioski.
16niedziela, 23, października 2016 19:48
dalkub
No to się zupełnie nie zgadzamy i mam wrażenie że wybierasz sobie pewne fazy gry aby dopasować do tych układanek cyfrowych.
Magiera zmienił ustawienie tylko raz - rozpoczął 4-3-3 z Dzidzią wycofanym, a potem go przesunął do przodu pod napastnika na 10, choć taką nie klasyczną, bo tam jest też miejsce dla skrzydłowego, a miejsce dla bocznego obrońcy.


Problem z tym ustawieniem które jest grane obecnie nazywa się Jodłowiec a bardziej jego forma lub jej brak
17poniedziałek, 24, października 2016 20:09
Zbyszek
@Dalkub.
Ja piszę tak jak jest. Mówimy o tzw. ustawieniu wyjściowym, bo ustawienia w czasie meczu to zupełnie co innego. Tak jak jest zasadnicza różnica w oglądzie. Czym innym jest oglądanie meczu dla tzw.przyjemności, a czym innym pod kątem analitycznym.To tak dla przypomnienia Smile.
Mówił wczoraj o tych pryncypiach w Lidze + Ekstra i w Dogrywce trener Magiera.
A tak na marginesie, to ja się poświęcam i analitykuję,a Ty wybrzydzasz .Smile.
Z drugiej strony to się cieszę,że pisząc komentarze pomeczowe w formie opisowej i felietonowej dałeś mi okazję,abym mógł napisać o taktyce w wymiarze syntetycznym. Z oczywistych dla mnie względów opisuję te zjawiska które wiążą się tematycznie z konkretnym meczem jak np. komentuję fakt,że w sobotę spotkały się dwa kluby mające największe budżety w lidze.
Natomiast wczoraj w rozmowie z Maćkiem Murawskim i prowadzącymi Smokowskim i Twarowskim trener Magiera przyznał się do zmian ustawienia taktycznego oraz taktyki w każdym meczu jaki pod jego kierunkiem rozegrała Legia oraz do zmian w taktyce w czasie meczu.
Zanim przejdę do szczegółów to wskażę zasadniczą różnicę pomiędzy moją oceną tych zmian i trenera Magiery. Ja uważam,że stabilizacja ustawienia taktycznego oraz maksymalnie możliwa do osiągnięcia stałość składu jest wartością niejako samoistną, bo pozwala na zgranie i wypracowanie automatyzmu zagrań co zmniejsza czas reakcji i pozwala przyśpieszyć grę i łatwiej zaskoczyć przeciwnika. Trener Magiera tego nie neguje,ale uważa,że musi reagować na stan gry i zmianami pomagać drużynie, Zmianami nie tylko personalnymi,ale i taktycznymi. Dziś w wywiadzie wyjaśnia,że do takiej postawy zmusza go brak możliwości wytrenowania i wyćwiczenia zachowań taktycznych jakie uznaje za pożądane.Czeka na przerwę zimową w rozgrywkach. Nie znam dokładnej sytuacji w drużynie i przyjmuję,że rzeczywiście musi czyli nie ma innego wyjścia.
Wczorajsza rozmowa tyczyła po części meczów z Pogonią, Realem i Lechem.
Z Pogonią zaczął 4-3-3,ale uznał,że Jodłowiec za mało gra do przodu i zmienił go, na jego pozycję przesuwając Odjidję . W efekcie gra Legi straciła impet w ofensywie,a niekryty przez Jodłę Murawski stał się ojcem wygranej Pogoni. Trener przyznał,że był to błąd,ale wyciągnął wnioski.
W meczu z Realem ustawienie 4-2-4 uznał za optymalne i jego zdaniem pozwoliło ono na wyprowadzanie szybkiego ataku z głębi pola. W tym kontekście żałował,że ani Jodła ani Odjidja nie wykorzystali znakomitych sytuacji.Oceny tego czy byliśmy łatwym czy trudnym rywalem dla Realu nie rozstrzygniemy. Ja napisałem o naszej bezradności, bojażni, statyczności i niedokładności opisując konkretne zachowania boiskowe większości graczy Legii.I tu trener Magiera inaczej oceniając jakość gry naszej drużyny jednocześnie przyznał,że aż cztery bramki straciliśmy po kontratakach Realu oraz ,że średni czas reakcji naszych zawodników wynosił 1,5 sekundy.Te cztery bramki same świadczą o tym,że sobie nie radziliśmy z grą obronną. Ja oglądając tamten mecz co prawda odnotowałem podświadomie,że coś wolno zaczynamy akcje,ale falstartem 1,5 sekundy jestem sam zaskoczony.Bo to oznacza,że po dostaniu piłki nasi zawodnicy średnio tracili 1,5 sekundy,aby coś z nią zrobić, podać, zagrać,pobiec z nią lub wejść w drybling. Mówiąc konkretnie każdy gracz Realu, który był w odległości 10 metrów i bliższej miał czas i możliwość,aby naszemu graczowi grę uniemożliwić. To dobrze świadczy o Magierze,że mierzy się z problemami,ale też pokazuje na skalę trudności jaką musi pokonać.
Podobnie w meczu z Lechem trener Magiera przyznał,że już po 25 minutach
widział,że taktyka jaką obrał poprzez wystawienie np. Rzeźniczaka na lewej obronie nie stwarza realnych możliwości ogrania Lecha,Jak mówił trener Kuba nie grał źle,ale na lewej stronie powstała luka i Lech grając bez nominalnego napastnika jednocześnie atakował nas w polu karnym przez prawoskrzydłowego Makuszewskiego.i to jego niejako należało zmusić do gry w defensywie, aby nam mniej zagrażał.Stąd decyzja o zdjęciu Dąbrowskiego, przesunięciu Guilherme na lewą obronę oraz Radovicza do środka. Ustawienie początkowe zmieniło się z 4-2-3-1-na 4-3-1-2.I rzeczywiście nasz zespół zdobył przewagę pozycyjną.
W końcówce trener chciał utrzymać prowadzenie, wzmocnił obronę wprowadzając Kopczyńskiego ,który jak widzieliśmy zajął pozycje nieco z przodu pomiędzy naszymi dwoma stoperami.I znowu ta zmiana spowodowała,że nasze ustawienie to 5-4-1. Kiedy Lech wyrównał trener wprowadził Hamalainena jako napastnika i formalnie zespól został ustawiony jako 5-2-3, co dokładnie widać przy akcji bramkowej.

Trener Magiera na zarzut,że skład jakościowy graczy Legii jest mało zbalansowany z niekorzyścią na rzecz graczy obrony tłumaczył,że personalnie nie jest tak źle, gdyż w zasadzie brakuje tylko dublera dla Hlouska żałując ,że w Legii nie ma Brzyskiego.Należy docenić walory dyplomatyczne Magiery Smile
Ja napisałem,że trener ma za dużo pomysłów na grę Legii.a z równym powodzeniem mógłbym napisać,że ma za dużo dobrych graczy w ofensywie i nie wie na kogo się zdecydować.Jako komentator mam do takich ocen pełne prawo. Jednocześnie doskonale rozumiem jego trudne położenie i ograniczone możliwości zwłaszcza czasowe,aby ustawić i przestawić grę drużyny na właściwe tory.Ale powiem,że trener Magiera nie jest tym,,który się samooszukuje tylko poszukuje i mocno wierzę,że jak poszukuje to i znajdzie.
Pozdrawiam i dziękuję,że dałeś mi możliwość choć w skrócie uzasadnić felietonowe opisy.
18poniedziałek, 24, października 2016 20:41
dalkub
Zbyszek
ja tego wywiadu nie słyszałem - i chcesz mi powiedzieć że Magiera powiedział że grał 4-2-4 w Madrycie? no sorry ale to chyba on widział.
Z Lechem Radović za napastnikiem? sorry nie widziałem, za to widziałem że po zejściu do środka Rzeźnik nie wchodził stąd tam było źle.
Chciałbym tego posłuchać, bo czytałem skróty i chyba tego nie było.

Ale co ja tam wiem skoro trener to mówi - inna sprawa że jedno co było bardzo widoczne to Dzidzia i przesunięcie Gui aby była gra z lewej strony

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1