- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Korona - Legia 2-4: Dwa oblicza
Legia odniosła drugie ligowe zwycięstwo z rzędu – ta sztuka udała się naszej drużynie pierwszy raz od wielu miesięcy. W piątkowy wieczór Legia wygrała z Koroną w Kielcach 4:2. Legioniści przegrywali już 0:2, ale odrobili straty dzięki trafieniom Guilherme, Nemanji Nikolicia i Aleksandara Prijovicia, który asystował również przy samobójczej bramce Rymaniaka.
Do składu Legii wrócił Michał Pazdan, który pojawił się na środku obrony obok Jakuba Rzeźniczaka. Wobec braku kontuzjowanego Adama Hlouška, na lewej stronie defensywy zagrał Guilherme. W miejsce Brazylijczyka w ofensywie zameldował się Kasper Hämäläinen. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Broź, Rzeźniczak, Pazdan, Guilherme – Jodłowiec, Moulin – Hämäläinen, Radović, Odjidja-Ofoe – Nikolić. Gospodarze zmierzyli się z Legią po pięciu porażkach z rzędu, za co posadą zapłacił Tomasz Wilman. Tymczasowy trener Sławomir Grzesik postawił na zespół w składzie: Małkowski – Gabovs, Rymaniak, Dejmek, Kallaste – Marković, Grzelak – Możdżeń, Palanca, Kiełb – Przybyła.
Pierwsza połowa była bardzo słaba w wykonaniu Legii. Nasz zespół od pierwszych minut był apatyczny i rozkojarzony. Dziwiło początkowe ustawienie Odjidji-Ofoe. Belg był ustawiony bliżej lewej strony boiska, przez co nie mógł być pod grą tak często jak przyzwyczaił nas do tego w poprzednich meczach. Najbardziej uderzała jednak pasywna postawa Legii w defensywie. Gospodarze co i rusz straszyli nasz zespół atakami, nie pozwalając zepchnąć się do obrony.
W 7. minucie spóźniony Malarz staranował Rymaniaka w polu karnym i sędzia Musiał odgwizdał ‘jedenastkę’. Do piłki poszedł Palanca i precyzyjnym strzałem wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. W 13. minucie było już 2:0 dla Korony. Niepewni w obronie legioniści tylko przyglądali się jak Grzelak dochodzi do strzału po rzucie rożnym i podwyższa prowadzenie gospodarzy. Te dwie akcje Korony rozdzieliła zaledwie jedna godna odnotowania akcja Legii, po której Hämäläinen celnie uderzył z dystansu. Małkowski nie miał jednak kłopotów z obroną tego uderzenia.
W 17. minucie kąśliwie strzelił Radović, ale Małkowski sparował piłkę na rzut rożny. W 20. minucie mogło być 3:0. Do strzału zza pola karnego doszedł Palanca, na szczęście piłka powędrowała wprost w Malarza. W 27. minucie Malarz z trudem odbił potężny strzał Przybyły z dystansu. Skuteczny atak Legii nastąpił dopiero w 29. minucie. Guilherme doszedł do piłki po dośrodkowaniu Hämäläinena, nieoczekiwanie przełożył futbolówkę na prawą nogę i precyzyjnym strzałem zdobył kontaktowego gola dla Legii. Ten gol nie odmienił jednak przebiegu gry. Legia nadal atakowała nieporadnie, z wielkim trudem zdobywając teren, a gospodarze łatwo przedostawali się na połowę naszej drużyny. Legia mogła wyrównać w 33. minucie, niestety Odjidja-Ofoe fatalnie zepsuł kontrę, zachowując się bardzo egoistycznie i nie podając piłki znajdującemu się w dobrej sytuacji Radoviciowi. Korona była bardziej konkretna. W 35. minucie Kiełb uderzył z rzutu wolnego i Malarz musiał wybić piłkę na rzut rożny. W 44. minucie w sytuacji podobnej do tej, która doprowadziła do pierwszej bramki dla Korony, Malarz tym razem zdążył sparować piłkę, ale uczynił to na tyle słabo, że Palanca doszedł do strzału głową i niewiele się pomylił.
Jeżeli przed meczem ktoś był w stanie wyobrazić sobie równie słabą pierwszą połowę w wykonaniu Legii w Kielcach, musiał śnić wyjątkowo przygnębiający sen.
Na szczęście po przerwie Legia zagrała znacznie bardziej zdecydowanie i skutecznie. Na drugą część gry nie wyszedł Hämäläinen, w miejsce którego na boisku pojawił się Michał Kucharczyk. Legioniści od pierwszych minut poruszali się żwawiej i nacierali w sposób bardziej zdecydowany. Wprawdzie strzał Radovicia zablokował... Nikolić, ale potem korzystne dla nas wydarzenia toczyły się bardzo szybko. W 50. minucie drugą żółtą kartkę zobaczył Palanca i musiał opuścić boisko. W 51. minucie mocno zza pola karnego uderzył Moulin. Małkowski wybił piłkę na rzut rożny. W międzyczasie z boiska zszedł Jodłowiec, a na boisku pojawił się dawno nieoglądany Aleksandar Prijović. W 57. minucie było 2:2. Słabo wykonany rzut rożny Legii mógł zakończyć się kontrą Korony, ale gospodarze stracili piłkę. Legia ponowiła atak, do strzału doszedł Guilherme, ale piłka zamiast do bramki powędrowała pod nogi Nikolicia. Nasz napastnik pewnym strzałem pokonał Małkowskiego. W 61. minucie Legia wyszła na prowadzenie. W dobrej sytuacji w polu karnym znalazł się Radović, Małkowski obronił jego strzał, ale dobitka Prijovicia po głowie Rymaniaka znalazła drogę do bramki gospodarzy.
Przewaga Legii była ogromna, wydawało się, że gracze Korony ‘oddychają rękawami’. W 70. minucie w ślady Palanki poszedł jednak Pazdan. Nasz obrońca zaatakował wyprostowanymi nogami Markovicia i musiał opuścić boisko po drugiej żółtej kartce. Niewiele brakowało, by po tej sytuacji Korona wyrównała. Piłka dośrodkowana z rzutu wolnego znalazła w polu karnym Dejmka, ale obrońca gospodarzy nie trafił w nią głową. Dwie minuty w dobrej sytuacji znalazł się Możdżeń, ale uderzył nad bramką. Trener Magiera zareagował na czerwoną kartkę dla Pazdana trzecią zmianą. Za Nikolicia na boisku pojawił się Jakub Czerwiński.
Legia odparła chwilowy napór Korony i rozstrzygnęła mecz. W 76. minucie Prijović znalazł się w świetnej sytuacji, jednak Małkowski obronił strzał z bliskiej odległości. W 83. minucie nasz napastnik już się nie pomylił. Legia rozegrała ładną akcję, Radović płasko dośrodkował w pole karne, a Prijović spokojnie wykończył tę sytuację.
Mecz przyniósł spodziewane zwycięstwo Legii, sądząc po wyniku dość łatwe, jednak w istocie był to w wykonaniu naszej drużyny mecz nerwowy i nierówny. Razi łatwość, z jaką przeciętni rywale strzelają Legii po kilka bramek. Zwycięzców jednak się nie sądzi – w przeciwieństwie do meczu w Szczecinie dwa tygodnie temu, tym razem Legia zdołała strzelić więcej bramek od przeciwnika. To w futbolu liczy się najbardziej.


@Gawin
Razi łatwość, z jaką przeciętni rywale strzelają Legii po kilka bramek.
O, to to. Rok temu Korona też zaczęła u siebie bardzo agresywnie, wyszła na prowadzenie, mogła podwyższyć, ale i tak mam wrażenie, że wówczas Legia jakoś szybciej się otrząsnęła, była bardziej zorganizowana i bardziej odzyskała kontrolę nad meczem.
Mamy miesiąc trenera Magierę. 6 meczów, różne oblicza Legii od fajnego np. z Lechią do niefajnego długimi fragmentami w Szczecinie i niekrótkimi w Kielcach. Kilka rzeczy jednak się nie zmienia: kuleje gra obronna, indywidualne i zbiorowo, i są cały czas karne przeciwko Legii. Nie pamiętam w ogóle w historii ligi, odkąd śledzę, żeby ktoś miał taką passę jak my teraz z karnymi. Żeby nie było: to nie są żadne aluzje do pracy sędziów, tylko uwagi o tym, jak gra Legia.
Pozytywy: wygrana, siła na tyle duża, że udało się odwrócić wynik meczu wyjazdowego ze stanu 0-2. Come back Prijovicia. Fajnie, że treneiro może mieć zagwozdkę, kogo wystawić.
Na ile śledzę nc+, to często słyszę, że Pazdan brutal, że kilka razy mu się upiekło, bo reprezentant, ćwierćfinalista, etc. Ale że gdyby nie to, to tych czerwonych by nałapał, że ha. Wałkują motyw z lubością. A ja takie mam wspomnienie a konto walkowera z Jagiellonią w 2014. Pazdan wówczas grał w Jagiellonii. W 1. połowie, rozegranej w całości i zakończonej wynikiem 0-0, miał kilka bardzo brutalnych zagrań. Zarobił żółtą, a dwa razy zapracował na czerwoną. Ale jakoś wówczas boiskowego wandalizmu mu nikt nie wypominał. To tak gwoli obiektywizmu w komentowaniu życia Legii.
Gdy Magic podejmował tutaj pracę, napisałem, że się spodziewam konsolidacji drużyny w ciągu miesiąca. To się chyba powiodło. Ale widać, że problem jest głębszy. Opowieści o radosnych śpiewach w szatni, że drużyna się jednoczy, atmosfera się wykuwa, to trochę ku pokrzepieniu serc, albo na fali euforii po fartownej wygranej. Ale boisko swoje - atmosferą się dziur nie załata. Oby już większych strat w tabeli do końca 2016 sobie nie narobić.
Rzeźniczak – 182
Pazdan – 180
Guilherme – 174
Benzema – 187
CR7 – 185
Bale – 186
Morata - 189
Jodła pod formą ale jeżeli jego posadzimy na ławie to np. z Moulinem (174cm) i Kopczyńskim (180cm) warunkami fizycznymi i tak będziemy odstawać. Jakub Czerwiński choć zawsze mi się wydawało że jest sporo wyższy od Rzeźnika, to raptem przerasta go o 1 (słownie jeden) centymetr. Bereszyński też sytuacji nie zmieni (182cm). W środę „na stojąco” albo rozklepią nas po ziemi, bo mamy ogromny kłopot z odbiorem piłki na własnej połowie, albo na wzór Korony załatwią dośrodkowaniami w światło bramki.
Rola Hlouska (188cm) przy ‘sfg’ wydaje się obecnie nie do przecenienia. Wielka, wielka szkoda, że Maciej Dąbrowski (194cm) nam nie wypalił z marszu, dał tyłka i spalił się z BVB, cholernie nam brakuje centymetrów w polu karnym i zdecydowania w interwencjach, co może być funkcją tego pierwszego, na dokładkę z Malarzem, który w grze na przedpolu kozakiem nie jest i nie króluje w szesnastce. Niby w Madrycie żaden gol ‘z główki’ nie wpadł, ale teraz ‘po Kielcach’ oby to nie zostało nadrobione.
Z tyłu kulejemy, z przodu Prijović wydaje się w wyższej formie od Nikolića, choć osobiście pozostaję zwolennikiem Rado na 'dziewiątce' z Odjidją za jego plecami.
Jestem bardzo ciekaw jak to wszystko poukłada Magic na środę, oby miał Czecha do dyspozycji, bo ból głowy nawet z nim gwarantowany.
Taktyka Korony we wczorajszym meczu łudząco przypominała "zająca"
Zając w biegach średnich pierwszych kilka okrążeń biegnie na maksa, aby zejść z bieżni przed końcem biegu.
Z politowaniem patrzyłem na człapiących w drugiej połowie Kielczan., którzy po stracie jednego zawodnika marzyli o prysznicu.
Paradoksalnie Legia po czerwonej Pazdana zaczęła grać lepiej, bo piłkarzom ponownie się chciało.
Mnie osobiście bardzo razi dysproporcja pomiędzy obroną a atakiem.
Magiera musi coś z tym zrobić, bowiem nie możemy tak łatwo tracić bramek.
O ile na linii Malarz radzi sobie naprawdę dobrze, to na przedpolu jest tykającą bombą. Kompletny brak wyczucia, a faul na karnego, to już jakieś kuriozum. Całe szczęście że mu głowy nie urwał choć było blisko.
iocosus wspomniał o centymetrach, a ja sie zastanawiam, dlaczego jeden z najlepszych stoperów zeszłego sezonu, pozyskany w letnim okienku za spore jak na naszą ligę pieniądze ciągle siedzi na ławce ?
W końcu gra w lidze to nie potyczki z BVB. Dlaczego więcej szans dostaje Czerwiński, tzw transfer ostatniej chwili, który po odejściu Lewczuka miał być opcją rezerwową ?
Prijo po raz kolejny pokazał, że jest w lepszej formie zarówno od Nico jak i Hamy.
Na koniec Jodłowiec. Nie mogę tego zrozumieć, ale jeden z najlepszych piłkarzy wiosny wygląda tak, jakby całe noce przebywał w kasynie. Od Euro minęło już tyle czasu, że nie kupuję już wersji o przemęczeniu.
Na usprawiedliwienie horroru pojadę klasykiem: "Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy..."
zachwianie elementów defensywnych i ofensywnych w tej drużynie jest widoczne - a wszystko moim zdaniem bierze się z dwóch elementów - po pierwsze słabości Jodłowca, a po drugie ze zbyt dużych odległości pomiędzy zawodnikami w fazie obronnej, także na połowie przeciwnika - czyli brak skrócenia pola gry i krótkiego krycia.
Malarza jako bramkarza nie cenię i to sie potwierdza - Malarz ma braki w technice chwytu - praktycznie większość piłek zbija lub strąca i ma problemy w grze na przedpolu. Widać że nowy kontrakt mu nie służy, bo nieco obniżył loty.
Pazdan niestety do formy mu daleko - idiotyczne zachowania - podobnie jak przy kartce zrobił przy drugiej bramce - pajacyk i na dupę w polu karnym.
Mam wrażenie że Magiera próbuje upchnąć za dużo potencjalnych 10 na boisku, bo okazało się że najlepszą 10 jest ten co miał być 6. O ile Rado może grać z boku schodząc do środka bo ma i szybkości trochę i trochę pokrętła a i piłkę lubi poprowadzić, to już Hama na skrzydle wygląda słabo i raczej tam nic z niego nie będzie.
Mecz mi się nie podobał, za dużo błędów w ustawieniu, strat, niedokładności i potem gonitwa
Iocosus wspomniał o centymetrach na mecz z Realem - to trochę jakby się obawiać że przyjedzie drużyna z NBA zagrać u nas w kosza i tam mają gościa 2.15 jak u nas najwyższy ma 2.07 - oni ograją nas w sposób dowolny, jak nie górą to dołem, jak nie z prawej to z lewej itd. - centymetry się przydają, ale w tym meczu znaczenie ich będzie małe.
Dużo pracy przed Magierą w grze obronnej całej drużyny i w poszukiwaniu balansu. Może faktycznie na mecz z Realem przesuniecie na 6 Rzeźniczka to niegłupi pomysł - słabszy od Jodły nie będzie
Doprawdy nie musisz się z tym tak obnosić, bo to dla mnie żaden honor ani zaszczyt, aby mieć podobne zdanie z osobnikiem, który na tym forum, jak to delikatnie ujął Zbyszek zajmuje się "wybrzydzaniem"
Patrząc przez pryzmat ostatniego wywiadu prezesa mam wrażenie że atmosfera udziela się wszystkim w klubie. Wczorajsza postawa Malarza i Pazdana to jak w służbie małego sabotażu. Do tego zupełny brak radości i jedności po strzelonych bramkach i to w sytuacji odrabiania strat.
Wygraliśmy jakością zawodników jaką na tle ligi mamy i to sporą, szkoda że nie było tego za Hasiego.
Co do samego Pazdana, jego ostatnio prezentowana postawa jest dosyć słaba, rozumiem frustrację z braku transferu ale czy taką postawą boiskową i po za na pewno zachęca potencjalnych nowych pracodawców, szczerze wątpię.
Ale mimo tego wczorajsza druga żółta kartka dla niego to kuriozum, przypomina się mi kawał o bacy którego sądzili za pędzenie bimbru.
Baco pędzicie
Ni pędze
Przecież macie aparaturę
Mam i co? to i za gwałt mnie sadźcie
Dlaczego?
Bo aparaturę tyż mom
No ale nie ma co, zawsze miło wchodzi się w weekend kiedy Legia kasuje w piątek 3 punkty
W przypadku sportu, a osobliwie piłki nożnej zasady gospodarki rynkowej w dużym wymiarze nie znajdują zastosowania.Firmy trwale deficytowe , produkujące marnej jakości towar lub świadczące takie usługi , które nie znajdują nabywców podlegają procesowi likwidacji.W piłce kopanej możliwe jest istnienie klubów, ba ich obecność w elicie, które obiektywnie upadły.Takim klubem m.innymi jest Kielecka Korona.Nie sięgając zbyt daleko w przeszłość to "Koroniarze" byli niezłymi klientami Sądu we Wrocławiu i tylko zmowa milczenia nie pozwoliła na ukaranie wszystkich winnych afer.Po tym haniebnym okresie Korona wsławiła się ujawnieniem praktyki zawyżania kwot transferów, tantiem wypłacanym menedżerom oraz wynagrodzeń piłkarzy.Trener dzięki któremu sprawa ujrzała światło dzienne pomimo sukcesu sportowego został z klubu zwolniony.Jednocześnie od wielu lat toczy się ostry spór pomiędzy Prezydentem Kielc i radnymi opozycji o to czy w ogóle Miasto ma być właścicielem klubu i czy ma go utrzymywać .W sensie prawnym samorząd ma taką możliwość.Ale w Kielcach w odróżnieniu od np. Wrocławia tylko Prezydent jest za utrzymywaniem wielomilionowych dotacji dla klubu.Radni opozycji będący w większości ulegają "sugestii "' , Prezydenta,że jak się nie zgodzą na budżet z dotacjami to on się poda do dymisji i tym samym odbędą się nowe wybory i na radnych. Pod koniec 2015 roku i ten stan uległ zmianie, gdyż Prezydent obiecał,że przeznaczy klub na sprzedaż, a nieustanne prawo pierwokupu ma pan Klicki. właściciel "Kolportera".Ponoć znaleziono Senegalczyków, którzy zgodzili się na zapłacenie 4,5 mln złotych za 75% akcji.Do transakcji nie doszło.Korona zaś przeszła na wariant oszczędnościowy. Rozwiązano umowy z najlepszymi i najlepiej zarabiającymi zawodnikami,a opiekę nad drużyna powierzono wiele lat pracującemu w klubie trenerowi Tomaszowi Wilmanowi. Początek rozgrywek mieli obiecujący.Z czasem jednak okazało się,że trener nie potrafił wymusić na zawodnikach odpowiedniego przygotowania fizycznego. Ten brak stał się zresztą przyczyną ich wczorajszej porażki, gdyż im dalej w mecz tym byli oni coraz słabsi.Furorę medialną robi opowieść trenera o wielkości tkanki tłuszczowej "zawodowców" i ich brakach w ogólnym przygotowaniu atletycznym. Nie może być inaczej jak się baluje, a nie trenuje.W ten oto sposób drużyna Korony śmiało zmierza ku przepaści . Zawodnicy się tym za bardzo nie przejmują, bo praktyka dowodzi,że za nie mniejsze pieniądze znajdą zatrudnienie w innych klubach.Jeszcze kilka lat temu chociaż kibice przychodzili na mecze, więc można było jakoś łamanie zasad usprawiedliwić, gdyż władza niejako odpowiadała na zapotrzebowanie społeczne.Obecnie i ten listek figowy opadł.
Ja się nie dziwę, za dużo przeżyłem, ja tylko zastanawiam się po co komu taki twór-potwór?.
O tym,że nastąpiło straszliwie mocne uderzenie w wizerunek naszego klubu.
Tego należało się spodziewać . W dzisiejszych czasach nie da się ukryć przed opinią publiczną łamania elementarnych zasad funkcjonowania organizmów spełniających z założenia rolę publiczną.Jeżeli ktoś uważa,że działąjąc w klubie piłkarskim, którego jest współwłaścicielem może sobie pozwolić na wszystko to jest w błędzie.Wykonuje on misję publiczną i podlega kontroli społecznej, która wykonywana jest w naszym imieniu przez media oraz w razie konieczności przez organy samorządowe i państwo.Mowa oczywiście o ujawnieniu przez b. gangstera, p.s. "Masa",że przez kierownictwo klubu hołubieni byli byli gangsterzy i inni przestępcy.Można oczywiście zadać pytanie, czy przestępcy mogą być kibicami piłkarskimi?. Oczywiście tak.Tylko,że na ogół nimi nie są.Oni stanowili i stanowią część innej rzeczywistości ,innej świadomości i odwołują się do antywartości.Im bycie w pobliżu osób znaczących i znanych jest potrzebne wyłącznie do budowania swojej pozycji w środowisku przestępczym.Osoby z naszego świata są dla nich wyłącznie "frajerami", które można "wycyckać" , albo w inny sposób wykorzystać.Oczywiście "Masa" sam nie ma tej wiedzy z którą się dzieli, gdyż od lat jest na aucie i ta wiedza jego od kogo innego pochodzi.Dlatego można za bardziej prawdziwe przyjąć,że jego opowieści stanowią konfabulacje i są przejaskrawione. Niemniej w bandyckich środowiskach zapewne upowszechniło się,że gangsterzy rządzili w Legii ,że rozstawiali wszystkich po kątach,że byli najważniejsi.Pomimo,że ten przekaz jest nieprawdziwy to stwierdzić trzeba,że niezwykle rzadko w ostatnich kilkunastu latach zdarza się,aby bandyci byli dopuszczani tak blisko najważniejszych osób w jakiejś organizacji. Tylko,że w ten sposób ci przestępcy stają się równocześnie zakładnikami swego wizerunku bezwzględnych i brutalnych twardzieli, którym wszelkie cywilizowane normy zachowań są obce.Stąd ich takie , a nie inne postawy na trybunach i poza nimi. Biuro prasowe klubu wydało oświadczenie,że osobnik wskazany przez "Masę" ma zakaz stadionowy i nie miał biletu na mecz z Realem, które należy przyjąć do wiadomości.Lecz ja obawiam się,żeby nie stało w przypadku Legii tak samo jak z udziałem gangsterów w sponsorowaniu jednej edycji wyborów "Miss" które to wydarzenie żyje w mediach i filmach własnym życiem.
W tym kontekście zdanie pana DM o zagrożeniu jego i jego rodziny nabiera złowrogiego zabarwienia. Ale jednocześnie stwierdzam,że Rubikon został przekroczony i dotychczasowej formuły struktury właścicielskiej Legii nie da się utrzymać.I tego zdania nie rozwinę.
Od lat piszę o osobnikach antyspołecznych i przestępcach wśród kibiców Legii twierdząc,że stanowi to największe zagrożenie dla klubu.I wcale się nie cieszę.że jak zwykle rację miałem, kiedy ostrzegałem.
O tym,że Legia musi wygrywać.
Trener Magiera i niektórzy piłkarze przyjęli za prawdziwy pewien model objaśniania rzeczywistości polegający za fakcie,że po rundzie zasadniczej punkty przewagi dzielone są przez dwa i dzisiejsze 12 to tak naprawdę tylko 6.Ja powiadam,że aż 6.Gdyż przyjmując teoretycznie,że my będziemy wygrywali wszystko,a Lechia przegra tylko z nami w II rundzie i w rundzie dogrywkowej to nadal jej zostaną 2 punkty przewagi.Więc mówiąc kolokwialnie te wyliczenia do niczego dobrego nie prowadzą i są do kitu.
Cóż więc pozostaje?.Odpowiadam : nie kombinować, nie rachować,ale grać i wygrywać każdy mecz.Obojętnie jak, byle wygrywać.Ciułać po trzy punkty za każdy mecz. Ja naprawdę nie muszę cieszyć się z pięknej ofensywnej gry Legii.Powiem więcej, zdecydowanie od takiej gry wolę jak drużyna gra konsekwentnie na wynik i założenia taktyczne oraz obsada personalna są temu celowi podporządkowane.Bo drużyna nasza tylko tyle teraz może robić. Więc do roboty!.
O tym,że trener Magiera robi więcej dobrego dla wizerunku :Legii niż najlepszy PR.
Trener Magiera ma swoje medialne 5 minut . W moim przekonaniu wykorzystuje je znakomicie dla poprawy i ocieplenia wizerunku Legii. Jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, iż stanowi on kontrapunkt dla szumu medialnego nakierowanego na sensację w głównych rozmiarach traktującą o negatywach.Najpełniej ten stan mediów obrazował ponad roczny serial o matce, która zabiła swoje małe dziecko.Ale ja wierzę,że w mediach pracują również ludzie tęskniący za normalnością i przyzwoitością. I im taki Magiera spada wprost z nieba.Dodatkowo na tle przytłaczającej większości ludzi sportu potrafi on dobrze się wysłowić,jest otwarty, mówi prosto i jasno i do tego samą swoją postacią sprawia,że ludzie czują do niego sympatię.W ogóle w Legii mamy sporo szczęścia,że do takich należy nie tylko trener Magiera,ale i prezes BL i pan DM.W zasadzie od lat wizerunek Legii jest budowany z jednej strony wynikami sportowymi i cechami osobistymi ludzi w niej znaczących, a z drugiej niszczony przez część kibiców..Trener Magiera jest sobą i nikomu się nie podlizuje.Uzasadnia swoje wybory taktyczne i personalne głównie tym,że to on odpowiada za wyniki drużyny. Ja tego słucham z przyjemnością tym większą,że rozumiem co on mówi
O tym,że przed meczem są faworyci,ale nie zwycięzcy.
Można mieć uzasadnione pretensje do naszych zawodników,że wskutek braku koncentracji i chyba lekceważenia przeciwnika dali sobie strzelić 2 bramki i przegrywali.Tylko,że kiedy rozejrzymy się wokół to nie dostrzeżemy,iż każdy sobie radzi z rolą faworyta.Weźmy taki nasz mecz z Realem. Gdyby Jodłowiec i Odjidja lepiej przyłożyli nogi to i my byśmy prowadzili w Madrycie 2:0.Pewno byśmy przegrali tak jak Korona, a może jeszcze wyżej. Więc wydaje się,że nie ma się czego wstydzić. Owszem jest.
Bo w poniedziałek widzieliśmy grający z Koroną Ruch, który nie dał Kielczanom zipnąć.Bowiem nie pozwolił im grac piłką na własnej połowie.
Nasza drużyna pozwalała.Ja nie mówię tutaj od razu o odbiorze piłki rywalom, gdyż to jest umiejętność mało popularna
O tym,że w naszej drużynie ustawienie taktyczne sobie i taktyka sobie.
Nasza drużyna wyszła na mecz w ustawieniu taktycznym takim samym jak z Lechią czyli tzw. choinką mającą w założeniach zmierzać do obsługi najlepszego strzelca drużyny Nikolicza.Tylko,że ten zamysł należy wprowadzić w czyn. Bo ustawienie taktyczne po coś jest i każdy zawodnik ma w nim do odegrania swoją rolę.A u nas po 1 bramce ono się całkowicie rozsypało.Trzymając się przykładu Realu to on dał popis cierpliwości i konsekwencji w realizacji obranego planu taktycznego.Brak nastawienia w grze Hamalainena i Radovicza na Nikolicza wystawia im złe świadectwo.ale też pozwala na twierdzenie,że do tego, abyśmy byli świadomą celów i uwarunkować ich spełnienia drużyną droga daleka i że rozsadzają nas indywidualne ambicje.Mówiąc wprost za dużo na boisko tych co myślą,że są artystami, a za mało robotników.
Ale ja najbardziej ubolewam nad niedopasowaniem ustawienia do rytmu gry. Gra w piłkę nożną ma swój rytm, który można porównać do pulsowania albo do przypływów i odpływów. Zależnie od tego kto ma piłkę i gdzie ona znajduje się na boisku tam powinny grupować się siły poszczególnych zespołów.Mówiąc obrazowo to drużyna broniąca powinna mieć więcej zawodników w rejonie własnego pola karnego od drużyny atakującej. I nie ma to nic wspólnego z taktyką defensywną,Ale w ogóle ma to związek z taktyką jakąkolwiek, a nie z brakiem jakiejkolwiek.Bo ja dostrzegam,że aktualnie jesteśmy taktycznie tak trochę zawieszeni pomiędzy. Pomiędzy tym co było za Berga i Czerczesowa, a czego już nie ma i pomiędzy tym co ma chyba być, a czego jeszcze nie ma.Aż narzuca się konstatacja,że dobór personalny i dokonywane zmiany zawodników w trakcie meczu zastępują pomysł na grę.
Niestety taki stan zauważalny dla każdego obserwatora powoduje,że spadamy z piedestału.Można zatęsknić za czasami kiedy prawie każdy nasz rywal podchodził do meczu z nami z duszą na ramieniu i pierwsze co robił to się uporczywie bronił szans upatrując w kontrach. A tu taka Korona napadła na nas i gdyby im sił starczyło to pewno byśmy wrócili z Kielc na tarczy.
Owszem zwycięstwo wyszarpaliśmy,ale w marnym stylu.
Nasz zespół przypomina grą ten prowadzony przez Janka Urbana. Tylko,że mając lepszych jakościowo zawodników gramy po prostu gorzej i mniej przekonywująco. Więc cieszy tylko wygrana.
Według mnie odpowiedź jest prosta. Dąbrowski na treningach i w oparciu o te mecze, które zaliczył, na dziś, w oczach trenera przegrywa rywalizację z Czerwińskim. Ten ostatni w opinii Magiery musi po prostu prezentować lepszą dyspozycję i wygrywa rywalizację o pozycję. Jeśli Magiera tak uważa i chce być sprawiedliwym wobec i siebie i piłkarzy to wystawia Czerwińskiego i to jest logiczne. Hama strzelił z Lechem zwycięskiego gola, czym zasłużył na wyjście w pierwszym składzie, nie wykazał się, zatem został zmieniony, zasady proste i uczciwe.
Hierarchia środkowych obrońców zakładam że wygląda tak: 1.Pazdan, 2.Rzeźniczak, 3.Czerwiński, 4.Dąbrowski, 5.Wieteska.
Jeśli chodzi o formę być może trudno to podważyć, być może mniej zwrotny i mniej zdecydowany, mniej pewny swoich zagrań i ustawień Dąbrowski, nawet przewagą warunków fizycznych i ewentualną dominacją w walce o górne piłki nie jest w stanie zniwelować wcześniej wymienionych mankamentów. W bilansie coś za coś, w zestawieniu plusów i minusów, bardziej „kieszonkowi” jak Pazdan, Rzeźnik, Czerwiński biorą nomen omen górę nad wielkoludem Dąbrowskim. Kwestia, że gdy brakuje Hlouska a Jodła ma swoje problemy i gdy wychodzimy w takim składzie personalnym jak na Koronę, to mamy chyba najniższą średnią wzrostu defensywy w lidze i zaczynamy tym samym trochę przypominać Japończyków w siatce. Co z tego że potrafią grać różnorodną, dynamiczną siatkówkę jak wielkoludy i tak ich czapkami w końcu nakryją.
Wiosną z Jedzą i Lewczukiem oraz z Hlouskiem na lewej stronie i z Jodłą w normalnej swojej dyspozycji przed nimi gra na wysokości drugiego piętra nie była nam straszna. Przy tym na dynamice, mobilności w parterze też nie traciliśmy, teraz mamy problem, uwidaczniający się ewidentnie przy dośrodkowaniach w pole karne.
Tu nie musi chodzić tylko o Real, zagramy za tydzień z Cracovią i jeżeli nie będziemy w stanie nawiązać walki na poziomie ‘piętrowym’ to nie ma przecież bata żeby Ćovilo czegoś z bani nam nie zaaplikował. Bynajmniej nie dopominam się o Dąbrowskiego w składzie, jak jest słabszy niech szlifuje tyłkiem ławkę, (Dąbrowski z Wieteską nie uchronili dwójki przed porażką z rezerwami Jagi) zwracam jedynie uwagę na kwestię z jaką musi się mierzyć Magiera i pole manewru ma tak jakby ograniczone.
Ja to wszystko rozumiem.
Pytałem, bo o ile wiem Dąbrowskiego kupowaliśmy na wzmocnienie z marką jednego z najlepszych stoperów w lidze. Wtedy o Czerwińskim nikt nie myślał.
Przyjście zawdzięcza kontraktowi Lewczuka.
Czyżby Dąbrowski okazał się kolejnym "Masłowskim" ?
Co do meczu to zaraz po jego zakończeniu odetchnąłem, ale byłem też zły, że tak słaba kadrowo Korona, narobiła nam tyle strachu. Przyznam jednak, że teraz uważam to za mało istotne. Nasza liczba punktów wymusza na nas wygrywanie. No to wygraliśmy.