A+ A A-

Legia - Real 3-3: Godni Ligi Mistrzów

To miało być prawdziwe piłkarskie święto dla Legii i dla Warszawy - mistrzowie Polski zmierzyli się z Realem Madryt w meczu czwartej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Spodziewany efekt psuły niestety puste trybuny naszego stadionu, stanowiące tego wieczoru szczególnie przykry widok. Na boisku działy się jednak rzeczy wielkie. Legia przegrywała 0:2, ale pięć minut przed końcem meczu sensacyjnie prowadziła 3:2. Ten znakomity spektakl skończył się remisem 3:3.

Trener Jacek Magiera nieoczekiwanie postawił w środku pola na Michała Kopczyńskiego kosztem Tomasza Jodłowca. Poza tym w składzie Legii nie było niespodzianek. Legioniści rozpoczęli w następującym zestawieniu: Malarz – Bereszyński, Rzeźniczak, Pazdan, Hloušek - Moulin, Kopczyński – Guilherme, Odjidja-Ofoe, Radović – Nikolić. Zinédine Zidane ustawił swój zespół bardzo ofensywnie. Do skutecznego tercetu: Gareth Bale, Karim Benzema, Cristiano Ronaldo od pierwszych minut środowego starcia dołączył jeszcze Álvaro Morata. Real rozpoczął w składzie: Navas - Carvajal, Varane, Nacho, Coentrão – Bale, Kroos, Kovačić, Ronaldo - Benzema, Morata.

Goście zaczęli od bardzo mocnego uderzenia. Już w pierwszej minucie meczu dośrodkowanie Coentrão zostało przedłużone przez Ronaldo, piłka spadła na nogę Bale’a, który fenomenalnym strzałem z około dwudziestu metrów pokonał Malarza. Real wydawał się być bardziej skoncentrowany niż dwa tygodnie temu. Goście długo utrzymywali się przy piłce w ataku pozycyjnym, imponowali swobodą i dokładnością zagrań, unikali strat, a kiedy przyspieszali, pod bramką Malarza momentalnie robiło się niebezpiecznie. Legioniści starali się wykorzystać wysokie ustawienie zespołu gości i wyprowadzać kontry. Nie wyglądały one tak efektownie jak w Madrycie, ale od czasu do czasu pojawiały się szanse. W pierwszej fazie meczu najpierw ostre dośrodkowanie Bereszyńskiego z trudem przeciął Navas, potem zza pola karnego uderzył Moulin, nieznacznie się myląc.

Legia nie była jednak w stanie wyrównać gry. Legioniści obawiali się agresywnego ataku na rywala, często głęboko cofali się przed piłkarzami z Madrytu, którzy stwarzali sobie jedną okazję za drugą. W 17. minucie mogło być 0:2. Po rzucie rożnym najwyżej wyskoczył Varane, ale piłka nie trafiła do bramki. W 19. minucie po indywidualnej akcji Moraty celnie strzelił Benzema, jednak dobrze interweniował Malarz. W 25. minucie kolejny rzut rożny Realu znów zakończył się ogromnym zamieszaniem w polu karnym Legii, ale wynik nie uległ zmianie. W 31. minucie Bale efektownie zwiódł Hlouška, ale nie trafił w bramkę. W 35. minucie było 0:2. Koronkowa akcja Realu zakończyła się podaniem Bale’a do Benzemy, który ze środka pola karnego dopełnił formalności. Legioniści mogli tylko się przyglądać imponującej precyzji tego ataku. Dwie minuty później w dobrej sytuacji znalazł się Ronaldo, ale strzał w krótki róg nie mógł zaskoczyć Malarza.

Legia odgryzała się, ale wydawało się, że te wysiłki są skazane na niepowodzenie. W 20. minucie Radović efektownie zakręcił w polu karnym Coentrão i padł na murawę, ale sędzia nie odgwizdał przewinienia. W 27. minucie nasza drużyna wyszła z kontrą zakończoną nieudanym strzałem w wykonaniu Guilherme. Na przerwę schodziliśmy jednak z wynikiem 1:2. Legia zaskoczyła gości skutecznym atakiem w 40. minucie. Odjidja-Ofoe znalazł się z piłką przed pole karnym Realu, wypracował sobie miejsce do strzału i potężnym uderzeniem z lewej nogi ‘zerwał pajęczynę’ z okienka bramki gości.

Różnica w kulturze gry i indywidualnych umiejętnościach między piłkarzami obu drużyn była duża, ale Odjidja-Ofoe swoją znakomitą akcją dowiódł, że legioniści wcale nie muszą być w tym meczu statystami.

Drugą połowę znów efektownie rozpoczął Bale, ale tym razem Malarz był czujny i odbił strzał Walijczyka. Legia odpowiedziała strzałem Guilherme z rzutu wolnego. Piłka przeszła nad bramką gości. W 57. minucie Real miał rzut wolny z podobnej sytuacji co wcześniej Legia. Bale skopiował zagranie Guilherme, uderzając nad bramką. Z tej wymiany ciosów nieoczekiwanie wyłonił się gol dla Legii. W 58. minucie piłkę przejął Radović, ruszył w kierunku bramki gości i kąśliwym strzałem z prawej nogi pokonał Navasa. Było 2:2.

Real ruszył do ataku. Szybko usiłował odpowiedzieć Bale, ale tym razem uderzył wprost w Malarza. W 65. minucie na boisku pojawił się Lucas Vázquez, zmieniając Benzemę. W tej samej minucie do strzału głową w polu karnym Legii doszedł Ronaldo, ale spudłował. W 68. minucie dyskusyjny faul na Moracie dał Portugalczykowi szansę na uderzenie z rzutu wolnego. Ronaldo strzelił celnie, ale za lekko, by pokonać Malarza, a dobitka Bale’a powędrowała wysoko nad bramką. W 70. minucie znów głową z pola karnego strzelił Ronaldo, jednak naciskany przeniósł piłkę nad bramką. W Legii boisko opuścili Nikolić i kilka minut później Radović, których zmienili odpowiednio Kucharczyk i Prijović. Legia zaatakowała w 81. minucie, jednak strzał Prijovicia był zbyt czytelny by zaskoczyć Navasa. Nie było czasu na to, by rozpamiętywać tę straconą szansę, bo w 83. minucie Legia wyprowadziła wyśmienitą kontrę. Odjidja-Ofoe podał w pole karne, Prijović wycofał piłkę do Moulina, który precyzyjnym uderzeniem pokonał Navasa. Sensacja było blisko, ale nie udało się utrzymać prowadzenia. W 85. minucie w polu karnym Legii świetnie zachował się Carvajal, do piłki dopadł  Kovačić i było 3:3. Goście mogli zapewnić sobie zwycięstwo w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, ale bomba Vázqueza odbiła się od poprzeczki bramki Legii.

Nasza drużyna pokazała charakter i umiejętności w konfrontacji z jedną z najlepszych klubowych drużyn świata. To był bez dwóch zdań doskonały mecz, świetne piłkarskie widowisko godne tych elitarnych rozgrywek. Brawo Legia!

Zdjęcia autorstwa Geko:

Dyskusja (19)
1środa, 02, listopada 2016 23:17
ksjp
Cos pieknego!!!
A moze "mort" dziekujemy?
2czwartek, 03, listopada 2016 00:35
corazstarszy
Przeżycie jest tak ekstremalne, że każdy pewnie jest w jakimś osobliwym, mocno euforycznym stanie psychicznym. Mi się akurat Czado przypomniało, ... obok innych wielu rzeczy, oczywiście.
Nie wiem, co pisać. Tego się nie da napisać.
Chyba o tym marzyłem: żeby Legia zagrała taki mecz, żeby ileś tam małych chłopców w Polsce, dopiero zaczynających świadomie oglądać piłkę, obejrzało, zapamiętało i się zakochało.
I to się ziściło.
Szok, ale z takich najpiękniejszych szoków, jakie mogą być.
Tytuł z marca.com
http://www.marca.com/eventos/marcador/futbol/2016_17/champions/1a_fase/jornada_4/grupo_f/lva_rma/

Mejor que no hubiera testigos. PATINAZO DE UN MADRID ROTO EN MIL PEDAZOS EN VARSOVIA EN UN PARTIDO QUE PASA A LA HISTORIA NEGRA
'Lepiej, że nie było świadków. Remis rozbitego na tysiąc kawałków Madrytu w Warszawie po meczu, który przechodzi do niechlubnej historii'.

Tylko Legia mogła to sprawić.
Ciekawe, czy będzie nam jeszcze dane dożyć czegoś podobnego.
3czwartek, 03, listopada 2016 07:52
Moros
Po meczu bodajże z Borussią, Marcin Żuk napisał na Twitterze, że tyle czekaliśmy na tę Ligę Mistrzów, a zamiast piłkarskiego święta będziemy mieli "6 ekstrakcji bez znieczulenia". Wczorajszy mecz to nie była jednak żadna ekstrakcja, to była dobra "orgietka" w towarzystwie top modelek. Dodatkowo zupełnie niespodziewana, co tylko spotęgowało doznania. Napewno szybko tego nie zapomnimy. Przyznam, że dzięki wielkim emocjom, oprócz pierwszych 30 minut, zupełnie zapomniałem iż na stadionie nie ma kibiców. Dzięki naszym piłkarzom ten stadion nie straszył pustką na trybunach. Wynik poszedł w świat. Nie będziemy już najgorszą drużyną w historii Ligi Mistrzów. Ronaldo nie zapewnił sobie w meczach z nami korony króla strzelców LM, ba nie dobił nawet do liczby 100 goli w rozgrywkach pucharowych, a przed dwumeczem brakowało mu tylko 2 trafień. Tyle przepowiedni się już nie sprawdzi. Mamy za to pierwszy punkt, 4 gole i w ostatnich trzech meczach dobrą postawę. Aż czeka się na kolejny mecz. Brawo Panowie.
4czwartek, 03, listopada 2016 08:11
anonimowy_legionista
Mam nadzieję, że Hasi do końca życia będzie paść kozy Very Happy

Najgorsze w tej edycji LM są Club Brugge i Dynamo Zagrzeb, chociaż my straciliśmy najwięcej bramek.
5czwartek, 03, listopada 2016 08:43
kibic50
@Moros

" Przyznam, że dzięki wielkim emocjom, oprócz pierwszych 30 minut, zupełnie zapomniałem iż na stadionie nie ma kibiców. Dzięki naszym piłkarzom ten stadion nie straszył pustką na trybunach"

W punkt. Legia grała taki futbol, że nie miałem czasu zawracać sobie dupy trybunami Smile
Jeden z najważniejszych meczów w historii klubu (bez kibiców) już za nami.
Mam nadzieję, że będzie początkiem czegoś wielkiego, zarówno na murawie, jak i trybunach.
Wczoraj wszyscy mogliśmy się dobitnie przekonać, kto na stadionie jest najważniejszy, chociaż akurat my, nie mieliśmy nigdy wątpliwości.
6czwartek, 03, listopada 2016 09:04
dalkub
zastanawiałem się jaki będzie tytuł komentarza pomeczowego - i uważam że jest dokładnie taki jakbym sam go miał napisać - dzisiaj Legia była godna aby grać w LM.
Mnie również brak kibiców nie przeszkadzał a po 3 golu tak się darłem jak nigdy w życiu - żona zbiegła z piętra bo myślała że zawału dostałem Smile
7czwartek, 03, listopada 2016 09:06
Oley
Patrząc na postawę drużyny, na to, jakiego Magic ma "nosa" do zmian, uważam, że listopadowa wycieczka na Signal Iduna Park nie jest z góry skazana na porażkę...
I wszyscy uwierzyli, że można z tej grupy wyjść!!
Real MUSI wygrać ze Sportingiem, bo w tym momencie to ich rywal go wyjścia z grupy...
a potem wszystko w nogach naszych Piłkarzy...
8czwartek, 03, listopada 2016 09:30
Baron
Trzy bramki Legii z dystansu to nie jest zbyt częste zjawisko, a wczoraj to się stało i to z Realem w dodatku Wink Podobało się mi też kilka rozegrań z pierwszej piłki naszych piłkarzy pod presją, coś czego dawno nie widziałem w wykonaniu polskiej drużyny. Emocje jeszcze trzymają.
9czwartek, 03, listopada 2016 10:38
mort
A mi się bardzo podobał Kopczyński, dla mnie cichy bohater.

Chłopak pół roku temu kopał się z Nerem Poddębice czy Wartą Działoszyn a wczoraj wychodzi i SPOKOJNIE gra przeciw Realowi.

Ogromna róznica vs Makowski w LE, który grał na alibi i był elektryczny. Przeogromny podziw dla chłopaka.
10czwartek, 03, listopada 2016 10:50
Oley
i nie sposób się nie zgodzić z Mortem...
na tle takiego Kovacica... wychodzi na to, że Kopa nie musi się wstydzić Smile
11czwartek, 03, listopada 2016 11:24
Moros
Oley nie przesadzaj. Kovacić miał kluczowe podanie przy bramce na 0-2 do Bale, a na koniec sam strzelił bramkę na 3-3. Przy golu Ofoe odpuścił krycie, ale nie odlatujmy.
12czwartek, 03, listopada 2016 11:46
Oley
powiedziałem "nie musi się wstydzić", to nie znaczy, że "nakrył go czapką"
Smile
gdyby grał chociaż "w połowie" tak dobrze, jak Kovacić, to nie byłby 24-letnim "młodym, obiecującym", zawodnikiem rezerw Legii, nieśmiało pukającym do "jedynki", tylko regularnie grającym DMC w Premiership Smile
13czwartek, 03, listopada 2016 11:56
Monrooe
Oley, wybacz, ale reasumując Twój ostatni wpis nasz "młody" Kopczyński powinien, wręcz musi się wstydzić. Na tle omawianego Kovacicia brakowało mu wszystkiego, co wręcz idealnie odzwierciedla jego obecną pozycję w "światowym" futbolu (tzn. zawodnik rezerw nieśmiało pukający do jedynki). Inna sprawa, że Legii za wczorajszy wyczyn należą się jeszcze większe brawa. Zremisować z "Wielkim" Realem zawodnikami nieśmiało pukającymi do jedynki, to jest sztuka przez duże "Sztu".
14czwartek, 03, listopada 2016 13:34
Walles
Na początek szczere gratulacje dla zawodników i trenerów Legii. Strzelić trzy bramki Realowi to wyczyn, bez dwóch zdań, urwać punkt coś wspaniałego.
Jednak sam mecz ... hmm... miałem wrażenie że lepiej zagraliśmy w Madrycie. W ogóle odczucia w czasie meczu to skrzyżowanie "Impossible is nothing" z Monty Pythonem. Dla nas ten mecz nie mógł się lepiej zacząć. Nie minęła minuta a piłkarze Realu już zaczęli myśleć po co lecieli prawie 3 tys kilometrów na trening. Potem strzelili drugą bramkę a ja już mówiłem, że proszą się o bramkę(mam świadków Wink ). Po kapitalnym uderzeniu Vadisa snułem rozważania, co by było gdyby jakimś fuksem udało nam sie strzelić gola na 2:2. Czy wielkie drużyny mają to samo co Legia czyli jeśli zlekceważą rywala a sytuacja na boisku zaczyna im się wymykać z rąk to czy są w stanie zmobilizować się na maksa? Okazało się że Legia należy jednak do wielkich tego futbolu Very Happy czyli Real nie potrafił a Legia potrafiła to wykorzystać i za to chwała naszym. Szczerze przyznam że nie wierzyłem w punkty, nawet po golu na 3:2 przez chwilę pomyślałem że mamy w końcu punkty a za sekundę że jeszcze nic nie mamy. I mało brakowało bo w ostatniej sekundzie koleś wali z 7 metrów w poprzeczkę ...
Niesamowite jest to że po początkowym armagedonie mamy szanse na wyjście z grupy. Mecz ze Sportingiem bedzie na zupełnie innym poziomie mentalnym ale zobaczymy co będzie. Na dziś wielkie brawa Panowie. Chapeau bas !
Gratulując raz jeszcze umiejętności wykorzystania słabości rywala mam jedno zastrzeżenie do Magika. Nigdy nie byłem specjalnym fanem Prijovica ale w moim odczuciu wystawianie obecnie w pierwszym składzie Nikolica kosztem Szwajcara jest jawną niesprawiedliwością.
P.S. Oczywiście przestaję śmiać się z Michniewicza, że 2:0 to najgorszy wynik w trakcie meczu Very Happy
15czwartek, 03, listopada 2016 14:34
corazstarszy
@Baron
'Trzy bramki Legii z dystansu to nie jest zbyt częste zjawisko'

o właśnie. Też tak sobie usiłuję przypomnieć, kiedy ostatnio się udało chociaż jedną tak wbić. I słabo. Nie pamiętam, czy z Pogonią 3-0 w 37 kolejce Tomasz Jodłowiec przy 1-0 strzelał już z szesnastki czy spoza. Bo Kucharczyk na 1-1 z Dundalkiem już z 16-tki.
Ciekawe, kiedy Moulinowi wyjdzie w oficjalnym meczu następny taki gol.
Tego jeszcze zyskaliśmy wczoraj potwierdzenie, że Legia słabo strzela rzuty wolne. Ale to żadne odkrycie. Pewnie nie wszystko pamiętam, ale ostatnio to chyba Dominik Furman na 1-1 w meczu Śląsk - Legia 1-4 na inaugurację ligi 2015/16.
Jeszcze a propos gola na 1-2, ciekawe, co byśmy pisali o naszych zawodnikach, gdyby to Legia tak sobie dała strzelić. No bo Guilherme, to chyba z 10 sekund był przy piłce, a i Odidjy obrońcy wczoraj niezbyt energicznie starali się przeszkodzić. Oczywiście, zaniedbania Realu to nie nasz problem. Tylko sygnalizuję, że czasem bardzo surowo oceniamy własnych zawodników za błędy, które i innym, większym od nas, się przytrafiają. Zresztą, ktoś już na c-l to tak skomentował, odnosząc się do nieudanych interwencji Alaby w meczu Atletico - Bayern.
16czwartek, 03, listopada 2016 14:44
Moros
corazstarszy

Ostatni gol z wolnego to bodajże Nikolic w Niecieczy na 1-2 w tym sezonie.
17czwartek, 03, listopada 2016 15:04
corazstarszy
@Moros

Dzięki. Tak czułem, że o czymś zapomniałem.
18czwartek, 03, listopada 2016 18:59
Zbyszek
Przeciwko dzisiejszemu Realowi gra się bardzo trudno.Nie tylko z uwagi na tradycyjną wielkość i posiadanie wybitnych zawodników,ale przede wszystkim dlatego,że grają oni swoistym dla siebie rytmem. Zawodnicy Realu będący w ataku nie cofają się po stracie piłki, lecz próbują ją odzyskać lub przechwycić. Dopiero jak ich przeciwnikom uda się uwolnić spod krycia i przejść do ataku wycofują,ale też tylko tylu ilu rywali atakuje.Reszta zostaje na połowie przeciwnika. Dlatego po odbiorze piłki przez siebie nie tracą sił na wybieganie na pozycje, bo oni już na nich są.A znakomite panowanie nad piłką sprawia,że podania są celne i szybko przenoszą grę pod wrogą bramkę.To sprawia również,że są w stanie osiągnąć przewagę liczebną w strefie obrony rywali.Kiedy się ich przyciśnie grają 6 osobowym blokiem w polu karnym.Taka gra wymaga znakomitych zawodników.
I to jest jak sprzężenie zwrotne, aby tak grać trzeba mieć wyśmienitych zawodników. Mając znakomitych zawodników można tak grać.
Przy czym takie granie jest szalenie niewygodne dla przeciwników,ale i mocno ryzykowne.Miękkim podbrzuszem jest bowiem strefa niczyja przed własnym polem karnym przy szybkim ataku przeciwnika. Ujawnia się ona na kilka sekund, kiedy tych 6 broniących już wraca,ale jeszcze nie ustawiło się tyłem do własnej bramki i twarzą do rywali.
Nasza drużyna w Madrycie chciała naśladować Real zarówno ustawieniem jak i sposobem grania,ale to była tylko nędzna imitacja. Nie da się grać jak Real nie będąc Realem. Dlatego trzeba było poszukać własnej drogi.

Przed meczami z Realem słyszeliśmy i czytaliśmy jaka to gigantyczna różnica we wszystkim co piłkarskie dzieli zawodników Legii i Realu.Był to przejaw ignorancji. Nie można twierdzić,że grający w Legii zawodnicy są na takim samym poziomie rozwoju piłkarskiego co ci z Realu , bo by w nim pewnikiem grali Smile,ale też nie wolno ich deprecjonować.Zawodnicy Legii to byli bądź aktualni reprezentanci wielu krajów w różnych kategoriach wiekowych, do tego ograni w grze o stawkę w rozgrywkach europejskich. Nie są więc to gracze przypadkowi,ani żadni nowicjusze.Tylko,że przeciwnicy w LM jak by ciut mocniejsi Smile.Stąd logiczny wniosek,że mając kim grać wystarczy tylko znależć na nich sposób Smile . Skończyły się już dawno czasy kiedy jeden z przeciwników tak zdominował rywala,że nie pozwolił mu wychodzić z własnej połowy.Dziś nawet ten najsłabszy od czasu do czasu zaatakuje też.Więc należy umieć się obronić i wykorzystać to co jest słabością tego teoretycznie lepszego.

Ja od graczy Legii oczekiwałem w obu meczach z Realem dojrzałości i staranności w grze oraz odpowiedzialności za wynik. I się wreszcie doczekałem.Zagraliśmy mądrze i na miarę swoich możliwości.Tym razem ustawienie naszych zawodników nie uwierało, każdy z nich w klubach w których grał, w reprezentacji jest już nawykły do grania 4-2-3-1 przechodzącego w 4-4-2 lub 4-3-3 w ofensywie, a w defensywie w 4-5-1, 5-4-1, aż do 6-3-1.Przy czym samo ustawienie nie jest w stanie dobrze zgrać. Ono wymaga dobrych wykonawców i trener Magiera dobrał na Real najlepszych.Ale i na Real to też mogło być za mało. Ci zawodnicy musieli mecz wybiegać i wywalczyć. I wybiegali. Niektórzy dali z siebie więcej niż można ich było o to posądzić.Nie lubię wystawiać cenzurek indywidualnych,ale Radovicz i Nikolicz przeszli samych siebie. Bo w piłce obrona nie może polegać li tylko na ustawieniu się przed własną bramką w 10 i wybijaniu piłki najdalej jak się da.Ona również polega na niepozwoleniu na włączanie się do gry ofensywnej graczy defensywnych przeciwnika poprzez ich absorbowanie w ich strefie obrony.

Powiada się,że mecz przeciwko klasowemu przeciwnikowi daje więcej dla rozwoju niż rok treningów i pół roku grania przeciwko miernym rywalom. Tak, pod warunkiem ,że nie jest się workiem treningowym do bicia. Tym razem chyba się nauczyliśmy bardzo dużo.Smile.I jedna tylko negatywna uwaga, ciesząc się z remisu nie zapominajmy,że powinniśmy ten mecz z Realem wygrać. Zabrakło tej odrobiny pewności siebie w końcówce, bo kto to powiedział,że , aby dowieźć wygraną do końca to trzeba się bronić zamiast robić to co się robiło przez prawie cały mecz z dobrym skutkiem ?.
Chyba za bardzo chcieli i przedobrzyli Smile. Ale i tak było przepięknie i tym razem nikt mi z sąsiadów,ani w robocie nie dokuczał. Wręcz byłem obsypywany komplementami jak bym to ja sam tak cudownie zagrał.Nie wykluczam Smile.
19piątek, 04, listopada 2016 11:48
kibic50
Jeśli ktoś jeszcze nie czytał..

http://zachodnydotablicy.blox.pl/2016/11/Legia-uczy-sie-towarzystwa.html

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1