A+ A A-

Rumunia - Polska 0-3: Polskie święto

Reprezentacja Polski objęła prowadzenie w tabeli grupy E eliminacji do mistrzostw świata. W piątkowy wieczór w Bukareszcie Polska zwyciężyła z Rumunią 3:0. Pierwszą bramkę zdobył Kamil Grosicki, dwie kolejne dorzucił po przerwie Robert Lewandowski.

 

Selekcjoner Adam Nawałka zdecydował się na następujący skład: Fabiański – Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk – Błaszczykowski, Linetty, Zieliński, Krychowiak, Grosicki – Lewandowski. Tym razem w miejsce kontuzjowanego Arkadiusza Milika w składzie nie pojawił się Łukasz Teodorczyk. Polacy rozpoczęli z trzema pomocnikami w środku pola. Niemiecki trener gospodarzy Christoph Daum odpowiedział drużyną w składzie: Tătărușanu – Benzar, Chiricheș, Grigore, Toșca – Popa, Marin, Stanciu, Hoban, Chipciu – Stancu.

W pierwszych minutach mecz był wyrównany i toczył się w spokojnym tempie, jednak Polacy dość szybko przejęli nad nim kontrolę. W 10. minucie Grosicki uderzył z dystansu. Strzał był celny, ale nie dość mocny, by sprawić problem rumuńskiemu bramkarzowi. Minutę później Grosicki okazał się znacznie skuteczniejszy. Nasz skrzydłowy popisał się doskonałą indywidualną akcją, wykorzystał błąd rumuńskich obrońców, którzy spodziewali się podania do Lewandowskiego, znalazł się sam na sam z bramkarzem gospodarzy i mocnym strzałem wyprowadził naszą reprezentację na prowadzenie.

Ten gol nie pobudził gospodarzy. Rumuni grali topornie, groźni byli w zasadzie tylko po stałych fragmentach gry. Po jednym z nich, w 32. minucie, Chiricheș trącił nogą piłkę po dośrodkowaniu Stanciu, ale dobrze interweniował Fabiański. Polacy mogli podwyższyć wynik w 37. minucie. Po ładnym rozegraniu piłki na prawej stronie boiska w polu karnym znalazł się  Błaszczykowski, jednak uderzył za słabo, by zaskoczyć Tătărușanu.

Do przerwy Polska prowadziła 1:0 i był to wynik zasłużony. Zadanie na drugą połowę było proste - utrzymanie koncentracji i poziomu gry z pierwszych czterdziestu pięciu minut.

Rumuni wrócili na boisko po przerwie z dwiema zmianami w składzie (Prepeliță i Andone) i zdecydowanie większym animuszem. Polacy jednak nie pozwolili zepchnąć się do defensywy. W 53. minucie po brzydkim faulu na Grosickim nasz zespół miał rzut wolny. Lewandowski uderzył mocno, jednak nie trafił w bramkę. Kilka chwil później doszło do bardzo niebezpiecznego zdarzenia pod polską bramką, mającego w dodatku niewiele wspólnego z futbolem. W pobliżu Lewandowskiego wybuchła petarda, a naszemu kapitanowi musiała zostać udzielona pomoc medyczna. W 67. minucie piłkę stracił Linetty, Rumuni wyprowadzili szybko atak, po którym mocno uderzył Andone. Fabiański sparował ten strzał na rzut rożny. Była to jedna z najlepszych szans dla Rumunii w tym meczu i to mówi wiele o różnicy poziomów między drużynami.

Linetty opuścił boisko w 69. minucie. Zmienił go Krzysztof Mączyński. Za chwilę po akcji Polaków z powietrza uderzył Zieliński i piłka w niewielkiej odległości minęła bramkę gospodarzy. W 80. minucie doszło do kolejnej zmiany w polskiej drużynie. W miejsce Zielińskiego pojawił się Łukasz Teodorczyk i znakomicie wykorzystał dziesięć minut, które otrzymał od trenera Nawałki. W 83. minucie Teodorczyk przejął długie podanie, oddał piłkę do Lewandowskiego, który powtórzył wyczyn Grosickiego z pierwszej połowy, minął z piłką przy nodze rumuńskich obrońców i mocnym strzałem z lewej nogi zdobył drugiego gola dla Polski. W 89. minucie ostro na polską bramkę uderzył Stancu, jednak był to strzał niecelny. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry kolejna akcja Teodorczyka z Lewandowskim zakończyła się faulem Grigore na naszym kapitanie. Sędzia Skomina podyktował rzut karny, który Lewandowski zamienił na gola. Polska zwyciężyła 3:0.

Był to z prawdopodobnie jeden z najlepszych meczów reprezentacji Polski w jej najnowszej historii. Na trudnym terenie w Bukareszcie Polacy zagrali praktycznie bezbłędnie w defensywie, zaimponowali dojrzałością i piłkarską klasą. Tak trzymać – a kolejny awans Polski na wielką imprezę powinien stać się faktem.

Dyskusja (12)
1sobota, 12, listopada 2016 02:41
Senator
Muszę przyznać że jestem w lekkim "szoku "
O ile liczyłem po cichu na trzy punkty to jednak nie w takim stylu i rozmiarach. Brawo drużyna, a Lewego chyba już dziś można okrzyknąć najlepszym piłkarzem w historii piłki nożnej. Ciężko mi to przychodzi wszak Deyna Kazimierz. ..
2sobota, 12, listopada 2016 09:34
Zgred
Mecz bardzo dobry.
Mamy ugruntowane miejsce w światowej piłce i to w górnej półce.
Taka Rumunia np: była losowana z pierwszego koszyka...
Jak Piszczek w takiej formie siedzi na ławie w Dortmundzie - to...aż się boje o dzień 22 listopada. Przy takim bloku obronnym i z Krychowiakiem w formie możemy się mierzyć z najlepszymi w Europie.
Robert Lewandowski - hmm pierwsza dziesiątka światowa jako napastnik ( za zwyczaj kończy akcje) strzałami - bramkami. Nasz Kazio natomiast kreował grę, rozgrywał i prócz tego strzelał ( i to jak)
Inne czasy, inna gra, inna historia. Deyna pomnik już ma - dla nas pozostanie na zawsze a Lewy cały czas pisze swoją historię.
3sobota, 12, listopada 2016 09:39
1313
Bardzo dobry mecz kadry jako całości, ale nie można przejść obojętnie nad grą Krychowiaka, który zagrał wczoraj masakrę. Wolny,nieporadny duża ilość strat i zero pozytywów występ na mocne 1. Nie wiele lepiej Linetty, który też zaliczył kilka bezsensownych strat i to jest problem bo kadra nie ma na dziś środka pola. W marcu gramy w dzikolandii zwanej Czarnogórą i miejmy nadzieję, że do tego czasu będzie lepiej.
Szacunek dla Nawałki z wpuszczeniem Teo (Magiera ucz się jak należy postępować z graczami o trudnym charakterze) dał mu szansę a ten zaliczył praktycznie 2 asysty.

ps. Jak już wspomniałem w marcu gramy znów na "gorącym terenie", gdzie mieliśmy już nie miłe wspomnienia i niech Boniek działa, ze ze względów bezpieczeństwa Polska domaga się stadionu bez kibiców za bramkami lub na neutralny zanim komuś naprawdę stanie się krzywda nieodwracalna fizycznie. Bo trochę mniej szczęścia i wczoraj Lewy mógł ogłuchnąć nawet i na stałe bo ludzkie bębenki są bardzo czułe.
4sobota, 12, listopada 2016 20:01
CTP
Ten achtung rzucony z trybun to była kwintesencja głupoty rumuńskich kibiców i potwierdzeniem tezy, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. Powiedzmy sobie szczerze, Lewy odrobinkę od siebie dodał. Wink Ale byłby głupcem, gdyby tego nie zrobił, bo ta chwila przerwy przede wszystkim wybiła Rumunów z uderzenia, no a te ich akcje coraz częściej zaczynały być dość groźne. Ten idiota na trybunach nie dość, że przeszkodził własnym piłkarzom, to jeszcze pomógł nam, bo po tej przerwie trochę ogarnęliśmy naszą grę.

Sam mecz - nie będę oryginalny: nie przypominam sobie tak dobrego spotkania pod względem taktycznym za kadencji Nawałki.
5niedziela, 13, listopada 2016 12:53
Zbyszek
Po ludzku życzę Milikowi wyzdrowienia. Niech też wraca nie tylko do zdrowia,ale i do piłki. Lecz do reprezentacji jak najpóźniej. Aż będzie całkowicie gotowy do gry i naszą drużynę będzie wzmacniał, a nie osłabiał. Tak to Nawałce wydaje się , ze to on strzela, lecz to kto inny kule nosi. Mówi się,że dobremu szczęście sprzyja. Ale taki zbieg okoliczności to rzadkość. Smile.
Gdyż trener Nawałka stawia na swoich, nie będąc samotnym w tym grajdole i nazbyt często wydaje mu się,że to on kreuje wydarzenia a nie ci, którzy grają.
Typowy pozorant. Choćby się chciało jak najbardziej to z muła nie zrobi się byka. W piłce niektórym wydaje się to możliwe. i czasami zapominają,że natura upomina się o swoje.

Tak jak w MŚ w 1982 roku kontuzje dwóch zawodników zmusiły Piechniczka do zmian , dzięki którym zdobyliśmy 3 miejsce, tak teraz trener musi dokonywać wyboru koncepcji . Albo gramy nowocześnie wykorzystując ten materiał ludzki jaki to tego się nadaje, albo tkwimy w schematach sprzed ponad 20 lat.

Czyli mówiąc po ludzku, albo trener Nawałka zaufa wielu zawodnikom klasy światowej jacy są w reprezentacji, albo uzna,że on wie jak grać lepiej.Ci najlepsi są w stanie naprowadzić naszą drużynę na drogę sukcesów i ja bym im bardziej ufał niż koteriom. Tym bardziej, że wielu dzięki reprezentacji już się wylansowało. I starczy. Teraz rolą trenera jest analizować grę rywali i podpowiadać , a nie kierować. Dlaczego?. To proste. Zawodnicy klasy światowej wiedzą lepiej. Po prostu.
6wtorek, 15, listopada 2016 19:16
Zbyszek
Tego już dawno nie było,żeby nikt meczu Polaków na tej stronie nie opisał.
Ja również nie opiszę, bo nie pamiętam szczegółów i nie bardzo chcę. Za to podzielę się paroma refleksjami, co nie nowe.

Już wyblakłym banałem jest powiedzenie,że trenera bronią wyniki.Gdybyśmy na tym poprzestali to nie było by o czym pogadać, bo jak chwalić to kogo ? , a ganić nie ma nikogo ?.Gdyby znowu podpowiadać jak coś poprawić , bo szwankuje to by znaczyło,że chcemy,aby było lepiej, a przecież jest już lepiej ,a w zasadzie dobrze. Znowu gdyby tak skrytykować to każdy mógłby zarzucić,że się czepiamy,że nie doceniamy,że pojęcia nie mamy, że komuś na tym zależy,aby sukcesy umniejszać. I tak źle i tak jeszcze gorzej.
A przecież nikt nie jest doskonały, zwłaszcza kiedy się sam za takiego uważa i trochę zimnej wody dla ochłody, choć niemile widziane , bywa bezcenne.

Nie trawię i nie rozumiem jak można ostentacyjnie lekceważyć oficjalny mecz miedzypaństwowy. Do tego w sytuacji gdy nasz zespół jest w połowie drugiej dziesiątki w rankingu FIFA i jest szansa na awans. Ale trzeba wygrywać,a nie remisować ze znacznie niżej notowanymi.Z tego punktu widzenia zmiany w naszej drużynie były zbyt głębokie ,często nieuzasadnione i nie bardzo wiadomo czym podyktowane. Trener zapowiadał wielokrotnie,że powołania będą dostawali ci zawodnicy, którzy w swoich drużynach systematycznie grają. Można zrozumieć,że są wyjątki jak Krychowiak,ale prawie połowa drużyny to chyba przesada i na dodatek wielu z nich wychodzi w podstawowym składzie reprezentacji.To już nie jest niekonsekwencja tylko pomieszanie ról. Drużyna reprezentacyjna w dzisiejszym czasie żywi się przygotowaniem zawodników w klubach, a nie w tym dziele zastępuje kluby. W tym kontekście nie można pominąć casusu Kapustki, którego powołanie i występy miały mieć promocyjny charakter, a stały się anty. Trener Nawałka ma tę przypadłość,że nie tylko Kapustkę traktuje niejako jako swój wynalazek i stara się pomóc w potrzebie. Tylko,że tu takiej potrzeby, ani możliwości nie ma.Kapustka kilka razy pokazał,że wie i umie wszystko najlepiej. Poprzedni menedżer celowo opóźniał jego transfer zagraniczny, bo gracz był niegotowy pod każdym względem. To go zmienił ,a nowy menago znalazł mu mistrza Anglii, w którym został zweryfikowany. Zamiast zrozumieć swoje miejsce i wreszcie pracować, bo talentów w jego klubie mnogo to on znowu liczy,iż zmiana miejsca zrobi z niego lepszego piłkarza. Chłopiec nie zauważa,że ma kontrakt i że ileś tam kosztował i nikt go za darmochę nie odda tylko dlatego,że ma on taką chcicę. A nawet gdyby to chętnych nie ma, bo jak w prasie piszą,że są chętni i jest ich wielu to znaczy,że nie ma nikogo.

Wielu chwali trenera Nawałkę,że powołuje coraz więcej zawodników z naszej ligi.I wydawałoby się,iż ich radość jest uzasadniona. Tylko jak się przyjrzymy tak bliżej to możemy zapytać, a kogo jeszcze z grających poza granicami , poza Stępińskim mógłby powołać?.Więc trener nie ma większego pola manewru. Ale to również oznacza,że zapotrzebowanie na naszych zawodników poza naszymi granicami znacznie zmalało.Widoczne wynikowo sukcesy nie przekładają się na transfery. Bo o jakości gry reprezentacji świadczą zawodnicy klasy światowej grający w ligach zagranicznych / poza Pazdanem/ i oni już tam są, a nasze kluby dają ciała z byle kim i remis Legii z Realem tej oceny nie zmienia.Pozostaje pytanie, czy w kraju jesteśmy w stanie wyszkolić zawodnika klasy europejskiej zdolnego do bycia realną alternatywą dla podstawowych reprezentantów?.Moim zdaniem póki co, to nie.
I to jest ta niemiła wiadomość po wczorajszym meczu. A tego bez wzrostu konkurencji pomiędzy klubami w ESIe nie poprawimy. I tak kółko się zamyka.
7środa, 16, listopada 2016 11:53
iocosus
Zbyszku – „wszyscy” (słowo klucz gdy chce się podnieść wartość indywidualnej opinii jako powszechnie utrwalonej) chwalą Nawałkę, a Ty coś smęcisz, marudzisz, gdybym ja to napisał to Zgred by odpisał „nie wstyd ci”! Wink Tylko że mnie się to szukanie dziury w całym podoba, można podyskutować, z czymś się zgodzić z innym popolemizować, zatem może nie opłotkami, a frontalnie, na oścież wyłóż w czym rzecz, czemu to z Nawałki według ciebie ‘typowy pozorant’?

Dla mnie kurtyna pozorów jak to na kadrze wszystko jest profesjonalnie i zawsze dopięte na ostatni guzik opadła gdy przed miesiącem Przegląd opisał karciano-alkoholową pomeczową ‘regenerację’, wszczynając równocześnie dochodzenie kto pobrudził hotelową wykładzinę. Jeżeli w tamtym momencie w pana Adama piorun nie strzelił to cud, jego roztaczającego mit ‘perfekcjonisty’ szczególnie czułego na wymaganiu dyscypliny, odpowiedzialności, u którego w klubie piłkarze sprintem zbiegali na przerwę do szatni, żeby nie podpaść trenerowi i dowieść poważnego traktowania swoich obowiązków. W kadrze to by już nie przeszło, rygory zostały poluzowane, ale że podopieczni pod nosem Nawałki wywiną mu taki bankietowy numer musiało go mocno zaboleć. Pozory jak to na kadrze jest „wszystko” optymalne że mucha nie siada uleciały … ale też z całej tej sytuacji wyszło najlepsze co tylko było możliwe. Negatyw przekuto na pozytyw, kadra się po pierwsze scementowała, a po drugie dodatkowo zmobilizowała, otrzymała wewnętrzny bodziec i Grosik w Bukareszcie wpierw popełnił rajd na bramkę Rumunów, a następnie uczynił tenże rajd w kierunku trenera zapewne w intencji podziękowania „przekucia żelaza” w taki a nie w inny sposób.

I taki z Nawałki ‘farciarz’ bo gdybyśmy z Armenią na Narodowym nie wygrali, a wspomnijmy, okoliczności ostatnich minut tego meczu to była winda z piekła do nieba, to zakładam, że po rewelacjach „Przeglądu” głowy by już poleciały, kozły ofiarne musiałyby zostać złożone, a tym samym rozpoczęłyby się w zespole kwasy, dlaczego akurat tych a nie innych zdekapitowano, zespołowa motywacja i mobilizacja mogłyby wówczas zostać bezpowrotnie utracone. A tak Nawałka mógł podjąć najlepszą z możliwych decyzji, pogroził paluszkiem i wygrał na tym, miał farta, ale wielu go ma i nawet tego nie dostrzega, zaprzepaszcza, sztuką jest moment szczęścia wykorzystać. To trzeba oddać panu Adamowi że się mu udało, nie pierwszy raz przecież. Dla tej repry kluczowym było uczynienie z Lewego kapitana, a to by przecież się nie dokonało bez przewlekłej kontuzji Błaszczykowskiego. Pierwotnie w tej materii Nawałka postępował zgodnie z poprzednikami, dopiero los sprawił zmianę układu ‘trzymających władzę’ na kadrze, ale też że selekcjoner po tym wszystkim zdołał się jednak porozumieć z wewnętrznie ambicjonalnie urażonym Błaszczykowskim to już jego niezaprzeczalna i niepodważalna zasługa.

Taki jest ten Nawałka, nie taki doskonały jakby sam siebie chciał namalować, ale też jednak odróżniający się pozytywnie od poprzedników. Nie mogę pojąć czemu Mączyńskiego próbuje jako ofensywnego pomocnika, a równocześnie nie mogę też zaprzeczyć że w tym pierwszym najważniejszym z ostatnich meczów taktykę i wykonawców do niej dobrał idealnie. W końcu też ze zmianami trafił w dziesiątkę.

***
Zbyszku skąd takie twoje wnioski o Kapustce. Ten fragment z Onetu raczej im przeczy: „Wobec braku możliwości gry w pierwszej drużynie Leicester City coraz częściej pojawiają się głosy o zasadności transferu do mistrza Anglii. Mówi się także o możliwości wypożyczenia 19-latka, np. do tureckiego Trabzonsporu. - Teraz skupiam się przede wszystkim na tym, żeby jak najlepiej wyglądać w klubie. Nie ma mowy o jakichś kalkulacjach i dywagacjach o przenosinach, bo to tylko zaburzyłoby moje przygotowania do każdego treningu i meczu. Staram się koncentrować na tym, co mam do wykonania, i staram się robić to jak najlepiej - zaznaczył "Kapi". - Absolutnie na nic się nie obrażam ani się nie dąsam. Dla mnie to niesamowita przygoda i wierzę, że to wszystko jeszcze zaprocentuje - dodał. - Wypożyczenie? Na razie nie ma takiego tematu - uciął spekulacje Kapustka.” (Onet.pl)
Dla mnie natomiast wypożyczenie i to na zasadzie im szybciej tym lepiej to w tej chwili adekwatne lekarstwo, tyle tylko oby nie do Championship, kierunek holenderski uznałbym za zbawienny dla Bartosza, w tym Trabzonie też nie wiem czy by sobie poradził, raczej szukałbym klubu bez zbyt dużej presji wynikowej, coś analogicznego czym było Empoli dla Zielińskiego.
8środa, 16, listopada 2016 20:12
Zbyszek
@Iocosus.
Ja nie marudzę, ani nie zrzędzę, bo trenera rzeczywiście bronią wyniki. Ja natomiast rzeczywiście nie wierzę w magiczne przebudzenia i jakieś dodatkowe motywacje po niewyciągnięciu żadnych konsekwencji po całonocnym chlaniu i ogrywaniu się wzajemnym w pokera.Bo prawda jest taka,że my mamy w tej chwili jedną z najmocniejszych drużyn w Europie. Silną zawodnikami grającymi w bardzo dobrych klubach oraz zgraną, gdyż grającą prawie w tym samym składzie od paru lat.lecz przed wszystkim posiadającą ogromną, pozytywną indywidualność jako kapitana w osobie Roberta Lewandowskiego.I to jest ten fart Nawałki,że on to ma. Nie musi jak np. Górski tworzyć mozolnie, dobierać, selekcjonować,szkolić, trenować, ćwiczyć. Można powiedzieć,że inne czasy.I można powiedzieć,że trzeba umieć ten dar losu wykorzystać.

Natomiast co do chlania na zgrupowaniu i wyciągania wniosków to trener Nawałka nie miał wyjścia.Po prostu prawie wszyscy byli w te imprezy zamieszani. Więc miał wybór,albo wszyscy, albo nikt. Karać nie mógł wybiórczo,bo byłoby to nieuczciwe i tu go muszę pochwalić,że nie poszedł fałszywą drogą Smudy ,który pijaństwo w kadrze wykorzystywał do pozbycia się graczy mających autorytet czy zastraszenia innych . Zresztą katalog kar ma nieduży, bo teoretycznie może po finansach czyli po kadrowym lub po premiach czyli po tym co się graczom należy jak psu micha lub też niepowoływać, a wtedy nie ma kim grać , chyba,że juniorami. Przy czym ja również jestem zdania,że cała ta "afera" była prowokacją, gdyż kadrowicze od lat pili i jest to wiedza powszechna i tylko ujawniano ten fakt opinii publicznej, kiedy to komuś do czegoś było potrzebne. Nie chcę przytaczać dowodów na prawdziwość tej tezy z historii, bo jako znawca piłki nożnej od lat znasz te "dmuchańce" dobrze.
Ale żeby było jasne ja ani upijania się sportowców, ani tolerowania tego faktu przez ich przełożonych nie popieram. Uważam nadużywanie alkoholu za zło i opieranie tzw. dobrej atmosfery na takim fundamencie za rzecz szkodliwą i na dłuższą metę nie do przyjęcia.

Lecz przecież nie tylko w tej sprawie trener Nawałka odszedł od swoich zapowiedzi. Tych odstępstw uzbierało się trochę. Przedstawił on kilkakrotnie swoje zasady jako niewzruszalne i była tam mieszanka rzeczy większych i mniejszych,że pobieżnie wymienię; powoływani będą ci co są w rytmie meczowym, gracze powołani przyjeżdżają na zgrupowania bez żadnej zwłoki,nie ma rodzin na zgrupowaniu, ani w pobliżu,w trakcie meczu po faulu natychmiast się podnoszą, nie ma awantur z sędziami, na przerwę i na zmiany schodzą biegiem z boiska. Ja nie oceniam czy dobrze to,że tych zasad nie stosuje. Ja tylko stwierdzam,że właściwie to on nie ma kontroli nad zawodnikami reprezentacji i to w głównej mierze oni decydują. I jak kogo mamy chwalić, to właśnie ich za wyniki. A Nawałkę za to,że przynajmniej jak Smuda czy Fornalik nie przeszkadza. Też dużo.

W sprawie Kapustki nie zrozumieliśmy się zupełnie. Mnie mało obchodzi czy on będzie grał , gdzie itd. Zawodnik bez formy i kompletnie nieprzygotowany do gry nie powinien być powołany do reprezentacji, a już na pewno nie miał prawa w takim stanie wyjść na boisko w oficjalnym meczu reprezentacji.I tyle.Ale mnie chodziło głównie o coś bardziej ważkiego ,a mianowicie o to,aby nie powtórzyła się historia z kadrą Beenhakkera, która stała się agencją menedżerską , gdzie o powołaniach decydowali właśnie menedżerowie i jak wiemy prawie wszyscy z tamtej reprezentacji wyjechali na saksy.Co prawda nazwisko Holendra robiło więcej dla promocji zawodnika niż sama gra i jeszcze nazwisko Nawałka nie znaczy tyle co Beenhakker,ale pomysły podobne.Pomóc graczowi w ustawieniu się.Nie po to jest reprezentacja.Nie po to.

Czy już zaczęły się procesy gnilne to ja tego nie wiem. Być może w kadrze są na tyle silni charakterem i odpowiedzialni zawodnicy i jest ich większość,że do stanu agonalnego nie dopuszczą.Ale moje doświadczenie życiowe podpowiada,że inna jest rola pracownika i z gruntu inna kierownika.Ich mieszanie się do niczego dobrego nie prowadzi.
9czwartek, 17, listopada 2016 11:33
iocosus
Zbyszek -> przede wszystkim potraktuj moja wstawkę o „marudzeniu” z przymrużeniem oka, żartobliwie, przecież samemu się do takiego rodzaju „smęcenia” ochoczo zaangażowałem. Smile

„mamy w tej chwili jedną z najmocniejszych drużyn w Europie. Silną zawodnikami grającymi w bardzo dobrych klubach oraz zgraną, (…) i to jest ten fart Nawałki, że on to ma. Nie musi jak np. Górski tworzyć mozolnie, dobierać, selekcjonować,szkolić, trenować, ćwiczyć.” – śmiała teza, kontrowersyjna, doskonała do dyskusji. Zbyszku uważasz że obecnie mamy bardziej utalentowane pokolenie piłkarskie niż w latach 70’? Górski uparł się na Tomaszewskiego, który po meczu z Niemcami był ponoć skreślony przez dziennikarzy, przeodważnie jako trener postawił na środku defensywy na nastolatka Żmudę kosztem bohatera z Wembley Bulzackiego. W selekcji odstawił legendarnego strzelca najważniejszego gola w historii polskiej piłki czyli Domarskiego. Z strusia pędziwiatra z chaotycznego szybkobiegacza Laty uczynił króla strzelców WM’74, to są niepodważalne ‘selekcyjne’ sukcesy Górskiego, ale tak zestawiając jedenastki z 1974 i z 2016 pod względem talentu futbolowego to w zasadzie chyba tylko Lewy wygryzłby Szarmacha z jedenastki (‘Diabła’ - po trzydziestce najlepszego obcokrajowca ówczesnej ligi francuskiej). Nawet Piszczek miałby ogromne problemy z detronizacją Szymanowskiego, inni u Górskiego siedzieliby na ławce lub w ogóle o kadrze z lat 70’ mogliby tylko marzyć.

Aczkolwiek oczywiście zgoda że w XXI wieku w zestawieniu z poprzednimi latami mamy obecnie najbardziej uznanych i docenianych w Europie piłkarzy, ale też Krycha ma swoje problemy w PSG, Grosik nie wywalczył sobie stałego miejsca w wyjściowym składzie Rennais, Błaszczykowski nie podbił Florencji, Tuchel z niego zrezygnował, Glik uznany za najlepszego zawodnika Monaco, ale cały czas grający z kontuzją kolana, Fabiański przez dziurawą obronę puszcza gole w Swansea zmierzającej do spadku, utalentowanego Zielińskiego Sarri niedawno bezceremonialnie w Napoli zbeształ, Zielu o pierwszy skład musi walczyć nie ma w nim etatu. Część piłkarzy z obecnej kadry sama oceniła się żartobliwie ‘fusami’ co znaczy że o europejskie docenienie musi jeszcze zabiegać. Nawałka ma ‘farta’ ale też nie jest mu podane wszystko na tacy, musi się zmagać z problemami i na jego korzyść trenerską świadczy to że kilku piłkarzy dla kadry stworzył a inni właśnie w reprezentacji wydaje się ze grają lepiej niż w klubie. Nie padam na kolana przed Nawałką, ale czuję się zobowiązany żeby go też docenić.

***
„Karać nie mógł wybiórczo,bo byłoby to nieuczciwe i tu go muszę pochwalić,że nie poszedł fałszywą drogą Smudy ,który pijaństwo w kadrze wykorzystywał do pozbycia się graczy mających autorytet (…) Nawałkę (chwalić) za to,że przynajmniej jak Smuda czy Fornalik nie przeszkadza.” – nie wiem czy Fornalik aż tak bardzo przeszkadzał, w każdym razie klocków poukładać nie umiał a miał podobne, natomiast pełna zgoda że różnica miedzy Smudą a Nawałką jest ewidentna. W tej całej „aferalnej” sytuacji Nawałka mógł nie wytrzymać ciśnienia, jestem pewien że korciło go by grzmotnąć pięścią w stół ‘dla przykładu’, przecież dwa kozły już przez media zostały podprowadzone pod ołtarz ofiarny. Mhm, po prawdzie to się przyznam samemu że takiego Tomasza Iwana to z kadry bym pogonił za wypowiedzi medialne po tym wszystkim, tu była wyraźna sprzeczność w postawie kierownika repry i selekcjonera, ale mimo to ten ostatni za tym pierwszym stanął murem, okazał mu jako zwierzchnik absolutne poparcie, zaufanie.

Co by nie powiedzieć w kontekście meczu z Rumunią decyzje Nawałki odnośnie ‘afery’ należy uznać za optymalne. Jest pytanie jak dalej to będzie przebiegało, bo z jednej strony z grupy młodych facetów ganiających za piłką zakonników się nie zrobi, a z drugiej pewne sytuacje powtórzyć się nie mogą. Zbyszku pewnie że problemy z procentami były od zawsze, kiedyś nawet w dużo większym stopniu, bo i fart Nawałki polega na tym że obecnie świadomość piłkarzy i to tych ze świecznika się zmieniła. Przecież z ‘bankietowców’ można wykluczyć na ‘dzień dobry’ Lewego, Piszczka, Błaszczykowskiego, Fabiańskiego, Krychę. Linetty też deklaruje że procentowej suplementacji nie jest zwolennikiem, Szczęsny udziału w hotelowej bibce się wyparł przed kamerami, nawet fajki ponoć rzucił, no te trzeba przyznać że mu ewidentnie nie służyły. Zatem przykład pozytywny idzie z góry, tylko że coś co funkcjonowało przez dekady nie tak łatwo w pełni zmienić i stąd te pobrudzone hotelowe wykładziny dywanowe. Aha, alkohol to nie był problem samych piłkarzy, przekleństwem i zgubą było to że dotyczył trenerów, to był problem środowiskowy.

***
„aby nie powtórzyła się historia z kadrą Beenhakkera, która stała się agencją menedżerską , gdzie o powołaniach decydowali właśnie menedżerowie” – o tym że o powołaniach do kadry nie decyduje forma i klasa sportowa, to kolejna zmora polskiej piłki, też taka z gatunku tajemnicy poliszynela. Temat jest ciężki bo bez ‘twardych dowodów’ zatem i łatwy do spekulacji, czasem pewnie też i do prób bezpodstawnej dyskredytacji, oczernienia, ale stwierdzić że tematu nie było to już by była ogromna naiwność. Sprowadzenie kwestii do Holendra to zbyt duże uproszczenie, a wręcz zasłona dymna dla polskich trenerów i naszego rodzimego piekiełka. Przecież teraz po latach coraz głośniejsze stają się ‘rewelacje’ kto i ile żądał za powołanie do kadry. Dla "trenerskich guru" naszej piłki nie mają pobłażania już zda się ani Szarmach, ani Janas, plotki, pomówienia krążą, w tym bajorku taplaliśmy się od dziesięcioleci.

Natomiast w przypadku Kapustki i Nawałki to dostrzegam tu ‘lansowanie’ i ‘lobbowanie’ zawodnika podobne jak w przypadku Milika lub Mączyńskiego. ‘Wszyscy’ się dziwią a Nawałka ‘na przekór’ ich powołuje, żeby później mieć satysfakcję gdy mu odpalą, nie zawiodą. Teraz ewidentnie Bartek jest ciągnięty za uszy, rozegrał najgorszy mecz w reprze, ale traktuję to jako inwestycję selekcjonera w przyszłość. Milik też miał początkowo swoje problemy w Ajaksie gdy Nawałka uparcie stawiał na młokosa. Osobiście nie wierzę że Kapustka przebije się w Anglii, ma posturę Sebastiana Coe czyli lekkoatletycznego średniodystansowca a nie futbolisty i z tego względu życzę mu jak najszybszego wypożyczenia, ale gdzieś poza dumny ale i schematyczny Albion.
10czwartek, 17, listopada 2016 19:29
Zbyszek
@Iocosus.
Masz oczywiście prawo do własnego zdania, ale znowu jak w sprawie porównania drużyn Górskiego i Nawałki nasze drogi się lekko rozeszły.
Zdania , które zacytowałeś mają sens tylko w całościowym ujęciu. W skrócie chodzi o to,że trener Górski musiał mozolnie budować, a trener Nawałka przyszedł na gotowe.Przed trenerem Górskim było wielu znakomitych selekcjonerów jak choćby Ryszard "Faja " Koncewicz i żadnych sukcesów nie odnieśli mimo,że powoływali tzw. najlepszych zawodników w lidze.Pan Kazio od pierwszego meczu ze Szwajcarami w kwietniu 1971 roku stawiał początkowo pojedyńczo, a potem coraz śmielej na młodych graczy, głównie na tych z którymi pracował w Młodzieżówce. Spotykała go za to ogromna krytyka, gdyż wszyscy uważali za świętość powoływania do kadry tzw, najlepszych,a nie, nie wiadomo kogo. Przy tym kadra reprezentacyjna składała się z zawodników grających wyłącznie w kraju i trener przygotowywał ich na zgrupowaniach tak zimowych i letnich oddzielnie od przygotowań klubowych.
Do tego kształtował ich charaktery, twardość i ducha zespołu w meczach .
Dopiero po meczu z Walią w Chorzowie we wrześniu 1973 roku uznał,że ma drużynę zdolną do walki z najlepszymi.Przypomnijmy,że poza Deyną , Gadochą i częściowo Gorgoniem pozostali ,a więc Tomaszewski, Szymanowski,Żmuda, Musiał,Kasperczak, Maszczyk. Lato i Szarmach to były wynalazki Górskiego. Aby dorośli piłkarsko do dużych wyzwań Górskiemu zajęło to ponad 2 lata..
Dziś są inne czasy i talenty szlifuje się wyłącznie w klubach.I to od siły ich klubów i jakości szkolenia zależy jakimi oni są piłkarzami. I teraz są to dla większości graczy dobre i cenione kluby zagraniczne.Selekcjoner nie przygotowuje ich ani fizycznie, ani technicznie, ani taktycznie. On ich dobiera oraz, tworzy to co się nazywa atmosferą w drużynie.To nie jest zarzut. To jest po prostu zasadnicza różnica. Więc popatrzmy na kluczową postać jaką stanowi Robert Lewandowski. On na przestrzeni kilku lat poczynił gigantyczny postęp, stał się znacznie lepszym piłkarzem i dziś daje reprezentacji znacznie więcej niż jeszcze parę lat temu. Tylko,że to jest jego,jego trenerów klubowych i otoczenia w którym gra zasługa, a nie trenera kadry.Więc nie można mieć pretensji Smile do trenera Nawałki,że on z tego korzysta, Tylko nie mówmy,że on to stworzył.Bo popadamy w klakierstwo. Podobnie zresztą jest z innymi zawodnikami.
A o Kapustce tylko jedno zdanie, jak z niego wytną głąba to reszta będzie zjadliwa. Tylko czy to jeszcze będzie kapusta.? Smile.

Tylko,że coraz mniej zawodników polskich z naszych klubów jest transferowanych za granicę, z różnych powodów, spośród których dawanie ciała z byle kim w Europie jest ważną przyczyną.I trener kadry będzie musiał w coraz większym zakresie korzystać z graczy grających w kraju i przygotowywanych do zawodu w klubach ESy. Wówczas będzie mu trudniej . I to również wyartykułowałem w komentarzu po meczu ze Słowenią. Bo rzeczywiście Polska w meczach z Rumunią i Słowenią to były dwie zasadniczo różne drużyny, pod każdym względem.
11niedziela, 20, listopada 2016 10:13
iocosus
Zbyszku - kontrowałem „marudzenie” to rekontra w postaci „klakierostwa” się należy. Niech będzie. Wink

Pewnie że inne są realia pracy trenera reprezentacji z lat 70’ i 80’ w zestawieniu z obecnymi. Dziś wpływ na motorykę swoich wybrańców selekcjonera jest prawie żaden, chyba że ich zajeździ dzień lub dwa przed meczem, ale to już tylko raczej teoria, zgrupowania gdzie można próbować jakoś albo podtrzymać formę fizyczną, albo uzyskać jakąś poprawę u tych którzy mają pod tym względem zaległości istnieją tylko przed mistrzowskimi turniejami w cyklu dwuletnim (o ile reprezentacja na taki turniej się zakwalifikuje). Czyli dziś w trybie eliminacyjnym pozostaje ‘narodowym’ w zasadzie „tylko” selekcja, dobór taktyki dla wybrańców na konkretny mecz i zadbanie o ten mityczny team spiryt który ma ich połączyć i zjednoczyć w drodze do celu, czyli zwycięstwa.

Jako „klakier” przyznaję że Nawałce udało się w miarę dobrze przygotować motorycznie zespół do tegorocznego Euro, pod tym względem wypadł zda się dużo lepiej od poprzedników: Engela, Janasa, Beenhakkera, Smudy. Dotychczas pod tym względem z reguły mieliśmy pretensję że obciążenia treningowe przed imprezami były źle dobierane. Tego Nawałka jednak nie spieprzył, a mógł wzorem branżowych kolegów.

Odnośnie selekcji i taktyki to pan Adam ma swoje argumenty. Nie uważam że już obecnie mamy takie pokolenie piłkarskich asów, które nawet przysłowiowa ‘woźna’ potrafiłaby poprowadzić do wygranych. Jeśli Nawałka nie psuje (w czym się zgadzamy) piłkarze w kadrze nie grają gorzej niż w klubach, a nie raz wręcz lepiej, to już sporo, duży plus i jednak zasługa Nawałki.

Tyle odnośnie ‘klakierstwa’, przy tym 'obrazobórczo' równocześnie stwierdzam że „perfekcjonizm” jaki sztab szkoleniowy kadry roztacza podchodzi mi trochę właśnie pod wymienione i zarzucane „pozoranctwo”. Nawałka wywiadów nie udziela, wypowiada się tylko na konferencjach i to takim językiem, takim laniem wody, sloganów, że już tego słuchać nie można. Czyli dla gawiedzi ględzenie i dopiero wśród zawodników pan Adam wykłada kawę na ławę, a oni dzieki temu skrzydeł dostają. No mag prawdziwy, tylko że ja tego „czary mary” nie kupuję, niestety czasem przypominam sobie jak z Górnika Zabrze który w połowie sezonu plasował się „na pudle” odeszło bodajże dwóch piłkarzy a Nawałka ówczesny jego trener stał się kompletnie bezradny, w żaden sposób kryzysowej sytuacji zaradzić nie potrafił.

Przez to wspomnienie to i obecnie wynik towarzyskiego meczu z Słowenią nie miał dla mnie prawie żadnego znaczenia. Ważniejszym dla mnie było poszukiwanie zastępców dla tych „niezastąpionych” z pierwszej biało-czerwonej jedenastki. Weryfikowanie ich na reprezentacyjnym poziomie. Tak żeby w sytuacji wykartkowania lub kontuzji któregoś z „niezastąpionych” Nawałka ponownie nie okazał się bezradnym. Z absencją Milika w repie sobie poradził, więc jest nadzieja że wyciąga wnioski i na kadrze klubowa sytuacja się nie powtórzy.

Odnośnie Kazimierza Górskiego, to dla mnie jest i pozostanie „trenerem tysiąclecia”, szacunek i uznanie absolutne. Irytowało mnie gdy Gmoch próbował ‘podgryzać’ pana Kazimierza wywyższając własne dokonania, a Piechniczek starał się stawiać na równi, bo przecież trzecie miejsce na mistrzostwach świata też zdobył. Sorry, jeden i drugi zawistnicy buty mogli czyścić Górskiemu i do pięt mu nie dorastali. Górski miał wiedzę piłkarską, tego niezbędnego trenerskiego nosa, a przy tym był świetnym ‘psychologiem’ takim bez dyplomu za to z darem obserwacji ludzi i wyciagania z tego odpowiednich wniosków. Można studiować wiele lat, doktoryzować się, teoretyczne ksiażki pisać, a tego nie posiąść. Górski to miał.

To tak żeby nikt nie myślał ze ośmielałbym się zestawiać Górskiego z jakimkolwiek polskim trenerem, ale (bo „ale” w pitoleniu zawsze istnieje) Zbyszku spośród przywołanych przez ciebie nazwisk, to Górski na Kasperczaka z Maszczykiem postawił, umiejętnie zestawił w linii pomocy z Deyną, ale nie on ich piłkarsko ukształtował. Kasperczak przez wiele lat był podawany za przykład że można w wieku 27 lat debiutować w reprezentacji i stać się później jednym z głównych jej ogniw. Natomiast Zyga Maszczyk przecież od Kasperczaka był nawet o rok starszy, w 1974 roku miał 29 lat zatem był już bardzo doświadczonym piłkarskim wyjadaczem. Obaj wymienieni są „piłkarzami Górskiego”, w jego jedenastce byli „nie do zastąpienia”, jemu zawdzięczają reprezentacyjne dokonania, ale ostrogi futbolowe, doświadczenie zdobywali i bez „trenera tysiaclecia” co bynajmniej jego zasługi nie odbiera. Ba, jego sztuką było tak pokierować liderem drugiej linii Stali Mielec i legendą Ruchu Chorzów, żeby obaj podporządkowali się Deynie i Górski tego dokonał stworzył najlepszą polską linię pomocy – ever!
12niedziela, 20, listopada 2016 11:41
Zbyszek
@Iocosus.
Taka dyskusja o tamtych czasach z jednej strony jest dla mnie powrotem do szczęśliwości na zasadzie , odpowiedzi na pytanie :"Kiedy było ci najlepiej w życiu ?.Kiedy miałem 20 lat". Ja już miałem parę lat więcej.Z drugiej strony to takie wspominki działają na mnie silnie destrukcyjne, gdyż uświadamiam sobie brutalnie upływ czasu.
Fenomen Pana Kazia polegał na tym,że on zerwał z biernością selekcjonerów i powołaniami pod prasę i fachowców czyli tych, których oni uważali za najlepszych , a więc pracą na zasadzie alibi.
Pan Górski powoływał i wystawiał w meczach zawodników /poza Lubańskim / nie będących w klasyfikacjach np. najlepszych strzelców czy najlepszych piłkarzy /klasyfikacja "Złote buty" katowickiego "Sportu"/ na czołowych miejscach. Dopiero sukcesy reprezentacji prowadzonej przez trenera Górskiego spowodowały,że to jego zawodnicy w klasyfikacjach najlepszych zaczęli dominować. Inaczej mówiąc to on ich stworzył,a nie oni jego.
Przypomnijmy klasyfikacje najlepszych strzelcówz początków pracy Górskiego ,z takimi graczami jak :Jarosik,Herman,Marks,Duda,Bula, Jakóbczak,Szymczak,Pieszko, Jerzy Wilim I,Małkiewicz, Tandecki, Gałeczka,Powieczko,Sadek, Sarnat, Beniger,Karaś, Małkiewicz,Dąbrowski, Ogaza.
A w reprezentacji grali Gadocha, Domarski, Szarmach i Lato.
W obronie na środku za najlepszych uważano wedle klasyfikacji "Złotych butów" Oślizłę, Wyrobka, Winklera, Ostafińskiego i Wrażego oraz w pewnym odstępie Gorgonia, a grali Gorgoń, Bulzacki i Żmuda.
Owszem Maszczyk i Kasperczak grali w klubach /Ruchu i Stali Mielec/, tylko,że dopiero pan Górski powołał ich do reprezentacji.
I to w tym sensie pisałem o tym,że poza paroma reszta to są wynalazki Górskiego.
I jeszcze ciekawostka ; w prestiżowej klasyfikacji "Złotych butów' za sezon 1970/1971 , a więc kiedy Legia była w półfinale PKME Kazio Deyna zajął dzielone 10/11 miejsce/,a wygrał Jerzy Wyrobek.
Takie to były czasy.
Dziś są inne i ja ich nie porównuję. Wręcz odwrotnie, ja ukazuje zasadnicze różnice. Dlatego masz rację, nie da się porównywać nieporównywalnego.
Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1