A+ A A-

Borussia - Legia 8-4: Rekord Ligi Mistrzów

Od dawna zapowiadało się, że to będzie trudny wieczór dla piłkarzy i kibiców Legii. Nasza drużyna wyjechała do Dortmundu na mecz Ligi Mistrzów z Borussią, z którą w Warszawie w fatalnym stylu przegrała 0:6. We wtorek Borussia zdobyła aż osiem bramek, ale Legia tym razem odpowiedziała – czterema trafieniami, które podzielili między siebie Aleksandar Prijović, Michał Kucharczyk i Nemanja Nikolić.

 

W składzie Legii znów nie znalazł się kontuzjowany Thibault Moulin. Trener Jacek Magiera nie zdecydował się na zmianę ustawienia środka pomocy, który nie zawiódł go w ligowym meczu w Białymstoku. W drugiej linii zagrali zatem Guilherme i Michał Kopczyński. Roszady miały za to miejsce w defensywie. Zamiast Arkadiusza Malarza w bramce pojawił się Radosław Cierzniak, a w miejsce Adama Hlouška na lewej obronie zameldował się Jakub Rzeźniczak. Skład Legii wyglądał następująco:  Cierzniak – Bereszyński, Czerwiński, Pazdan, Rzeźniczak – Kopczyński, Guilherme – Radović, Odjidja-Ofoe, Kucharczyk – Prijović. Trener Thomas Tuchel wymienił prawie cały zespół ze zwycięskiego meczu z Bayernem Monachium rozegranego w weekend. Z ekipy, która pokonała monachijczyków, w wyjściowym składzie pojawili się tylko Marc Bartra i Matthias Ginter. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Weidenfeller – Rode, Ginter, Bartra, Passlack – Şahin, Kagawa, Castro – Dembélé, Reus, Pulisic.

W pierwszej połowie oglądaliśmy iście hokejowe tempo zdobywania bramek. Legia usiłowała grać ‘swoją’ piłkę i odważnie wchodzić kilkoma zawodnikami w obronę gospodarzy, ale płaciła dużą cenę za brak odpowiedniej asekuracji w defensywie, zwłaszcza że szybko okazało się, że niezbyt dobry dzień miał Cierzniak i obrońcy naszej drużyny.

Zaczęło się sensacyjnie. W 10. minucie Odjidja-Ofoe wykorzystał błąd Bartry, podał z prawej strony boiska do Prijovicia, który efektownym strzałem zewnętrzną stroną stopy pokonał Weidenfellera. Ten gol nie zrobił wrażenia na gospodarzach, którzy cierpliwie rozgrywali piłkę i przy pierwszej sposobności umieścili ją w bramce Legii. W 17. minucie Dembélé dośrodkował z prawej strony boiska, piłka zaskoczyła naszą obronę oraz Cierzniaka i Kagawa z bliska głową doprowadził do wyrównania. Ani się obejrzeliśmy, a po tym golu nastąpiły następne uderzenia Niemców. W 18. minucie znów trafił Kagawa, który, nieobstawiony w polu karnym, mocnym strzałem pokonał Cierzniaka. W 20. minucie fatalnie po rzucie wolnym Reusa interweniował Cierzniak, który ‘nabił’ Sahina i było już 3:1. W 24. minucie drugi tego wieczoru atak Legii przyniósł drugą bramkę Prijovicia. Znów na prawej stronie znalazł się Odjidja-Ofoe, podał do wbiegającego w pole karne Bereszyńskiego, który wycofał do Prijovicia i Legia traciła do Borussii już tylko jedną bramkę. W 29. mogło być 3:3. Po wyśmienitej akcji Legii Prijović z kilku metrów trafił w poprzeczkę. W odpowiedzi skutecznie zaatakowali gospodarze. Dembélé ‘wkręcił’ dwóch legionistów w ziemię w polu karnym i mocno uderzył. Piłka po rękach Cierzniaka wpadła do bramki. W 32. minucie było już 5:2. Legioniści bezradnie przyglądali się jak piłka wędrowała między zawodnikami Borussii. Wreszcie Reus z bliska wpakował ją do siatki. Legia próbowała się odgryźć raz jeszcze, w 40. minucie Kucharczyk doszedł do strzału głową w polu karnym, jednak Weidenfeller tym razem nie pozwolił się pokonać.

Po pierwszej połowie było 5:2 i można było się obawiać, czy przy takim tempie zdobywania goli przez Borussię i takiej jakości gry defensywnej Legii, ten wieczór nie zakończy się wynikiem z dwiema cyframi po stronie jednej z drużyn.

Na szczęście aż tak źle nie było, chociaż po przerwie Borussia szybko zaczęła strzelanie. W 52. minucie Dembélé posłał podanie między Cierzniaka i obrońców Legii. Tam na piłkę nabiegł Reus i było 6:2. W 55. trener Magiera dokonał zmiany defensywnej - w miejsce Guilherme na boisku pojawił się Jodłowiec. W 57. minucie oglądaliśmy piękną kontrę Legii. Radović doskonale podał na prawe skrzydło do Kucharczyka, który zdobył trzeciego gola dla naszej drużyny. W 69. minucie na boisku pojawił się Wieteska, zmieniając Prijovicia. W tym samym momencie na boisku pojawił się Aubameyang. W 78. minucie właśnie Aubameyang trafił w słupek. W 81. minucie legioniści mieli rzut wolny w pobliżu bramki Borussii, ale nadziali się na kontrę, po której Passlack dobił piłkę głową po interwencji Cierzniaka, zdobywając siódmą bramkę dla dla gospodarzy. Legia natychmiast odpowiedziała. Po akcji Radovicia i wprowadzonego z ławki rezerwowych Nikolicia, ten drugi pokonał Weidenfellera strzałem w długi róg. Ostatnie słowo tego wieczoru należało do Borussii. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Aubameyang podał do Reusa, którego lekki strzał, odbity jeszcze od nóg  Rzeźniczaka, zaskoczył Cierzniaka.

Trudno ocenić ten mecz, stosując tradycyjne kryteria. Oczywiście bardzo cieszy, że Legia potrafiła wykorzystać defensywną niefrasobliwość Borussii i zdobyła w Dortmundzie aż cztery bramki. Jednocześnie osiem straconych goli w konfrontacji z drugim garniturem wicemistrza Niemiec mówi wiele o organizacji gry defensywnej Legii i gotowości naszej drużyny do podjęcia poważnej rywalizacji na wysokim europejskim poziomie. Każdy musi sam sobie odpowiedzieć czy we wtorkowy wieczór widział szklankę do połowy pustą czy pełną.

Z dyskretnym westchnieniem ulgi porzucając rywalizację z przeciwnikami pokroju Borussii Dortmund, teraz trzeba skupić się na meczu ze Sportingiem 7 grudnia w Warszawie. Oto bowiem dzięki pamiętnemu remisowi z Realem w Warszawie, zwycięstwo nad Portugalczykami zapewni Legii awans do fazy pucharowej Ligi Europy. Byłoby to fantastyczne zwieńczenie tej szalonej jesieni.

Dyskusja (42)
1środa, 23, listopada 2016 01:00
Moros
Ten mecz to był dla mnie rollercoaster. Przed meczem lekki dreszczyk emocji, choć nadziei wielkich nie było. Mimo wszystko wierzyłem, że trochę się utrzymamy przy 0-0. Po golu Prijovicia, euforia jak po golu Włodarczyka z Szachtarem na 1-0. Po bramce na 1-3 ogarnął mnie paniczny strach, że tu jednak idzie w kierunku kompromitacji. Potem znowu zwrot bo już tylko 2-3, a zaraz potem wielki wkurw po golu na 2-4, który psuł ten wynik. Gole na 2-5 i 2-6 to już pogodzenie się z nieuchronnym.Gol Kucharczyka to znowu nadzieja, że Niemcy może już sobie dadzą spokój, a my dojedziemy z tym korzystnym wynikiem do końca, a kto wie może strzelimy coś więcej i będzie to wyglądało całkiem, całkiem. Liczyłem, że uda nam się uniknąć utraty 7 bramki, bo to już jednak słabo wygląda. Niestety nie udało się, ale zaraz potem Nikolic i znowu nie wyglądało to już tak strasznie. Na koniec siarczysta "wiącha" w 92 minucie i koniec. To był niezapomniany mecz.

Podsumowując to muszę stwierdzić, że Borussia w ofensywie to było coś kosmicznego. Nie wiem czy nasi gracze mieli kiedykolwiek w swojej historii przyjemność zagrania przeciwko takim artystom. Ich zwody, podania, przyśpieszenie to była czysta maestria. I dlatego też tak trudno ocenić to spotkanie. Czy to była "ekstrakcja bez znieczulenia"? Były wprawdzie momenty gdzie bałem się, że Niemcy będą chcieli pójść na "dwucyfrówkę", ale też każdy nasz gol to było coś bardzo kojącego. Kręcili nami w obronie, ale potrafiliśmy się odgryźć. Osobiście wstydu nie czuję. W Lidze Mistrzów z takim zespołem jak Borussia na wyjeździe chyba wolę 8-4 niż 4-0. Przynajmniej jest o nas głośno Smile
2środa, 23, listopada 2016 01:03
Senator
Dobre pytanie. Tak jak pisałem w komentarzu czy jesteśmy lepsi o 4 czy gorsi o 2 .
Mecz teoretycznie dla postronnego obserwatora super , 12 bramek akcja po akcji taka jazda bez trzymanki. Tylko czy jeszcze to jest piłka nożna czy już festyn?
Osobiście w meczach o stawkę troszkę odpowiedzialności powinno jednak być. Mówią że aby wygrać trzeba nie tracić bramek. Sam nie wiem po tym meczu czy solą piłki są bramki czy odpowiedzialna gra użyje znanego zwrotu na zero z tyłu.
Myślę że ci cokolwiek o piłce wiedzą i ją rozumieją nie do końca będą zadowoleni z tego festynu. Tu nie było emocji tylko radość z kopania gały. Można i tak.
Indywidualnie to nie był mecz Gui i Czerwinskiego.
3środa, 23, listopada 2016 01:07
Senator
Moros
Bodaj czwarta ich bramka to poezja. Trzy razy na jeden kontakt? Wszystko dopieszczone, wzorowe idealne.
Pytanie przed 7 grudnia czy my potrafimy zagrać na wynik?
4środa, 23, listopada 2016 08:24
CTP
Ten mecz pokazał kilka bardzo istotnych rzeczy. Po pierwsze, pokazał, że pomiędzy naszą Ekstraklasą a Bundesligą jest gigantyczna przepaść. Legia grając w ten sposób w naszej lidze odprawia przeciwników z bagażem kilku bramek samej nic nie tracąc. Wczoraj zarobiliśmy 8 bramek, bo zabrakło doskoku do przeciwnika w kluczowych momentach, czyli czegoś, czego nasi ligowi przeciwnicy wymagają od nas bardzo, bardzo sporadycznie.
Ten mecz pokazał też jeden z głównych grzechów trenerskiej młodości Magiery, czyli zamiłowanie do roszad w składzie. I to takich gruntownych, które stawiają do góry nogami całą taktykę. Pamiętam pierwsze podejście Urbana do Legii i wówczas było dokładnie to samo - piłkarze byli przestawiani jaki pionki na planszy w jakiejś grze. Ba! Każdy z nich wierzył w swoją szczęśliwą gwiazdę i swój trenerski geniusz. Nasza liga takie młodzieńcze fantazje wybacza, Liga Mistrzów już nie bardzo. Zresztą, podobnie zaszalał Tuchel i dostał 4 bramki.
Następna sprawa, to styl gry Legii. Styl bardzo ofensywny, gdzie za obronę odpowiada głównie formacja defensywna. Jeśli Czerczesow oglądał ten mecz, to pewnie cały czas łapał się za głowę jak wiele prostopadłych podań od obrońców Borussii trafia do ich pomocników. Nie ma się co dziwić, z trójki pomocników: Kopczyński, Odidja, Gui tylko ten pierwszy coś tam próbował rozbijać.

Pierwsze moje spostrzeżenie jest z gatunku retorycznych, czyli nikt w Legii nie ma na to wpływu i dopóki nasza liga nie wzniesie się na wyższy poziom, to zawsze będzie łomot od takich zespołów jak Borussia. Kurczę! A oni jeszcze nie tak dawno o mało nie zbankrutowali a już zupełnie niedawno o mało nie spadli. Drugie, wiadomo, trener Jacek dorośnie, dojrzeje - zadatki ma niezłego szkoleniowca. Natomiast trzeci grzech jest jak najbardziej do naprawienia tu i teraz. Potrzebujemy albo Jodłowca w formie sprzed kilku miesięcy albo nowy transfer. Musimy również zmienić zachowanie zespołu, gdy to przeciwnik posiada piłkę. W dotychczasowych meczach (również ligowych) praktycznie w ogóle nie widać takiego pressingu jaki stosował Czerczesow. Są pewne momenty w meczach ale zbyt rzadko i zbyt anemicznie. Wygrywamy te mecze, bo wrócił Pazdan i zdecydowanie poprawiliśmy grę formacji defensywnej ale tak głęboka defensywa zawsze cuchnie bramką dla przeciwnika.
5środa, 23, listopada 2016 08:26
świrekwampirek
Co by nie mówić to Legia dwoma ostatnimi wynikami przykryła wybryki kumatych w LM. Szkoda tej ostatniej bramki ale cóż.
Niestety oglądałem mecz jednym okiem ale po obserwacji Borussii w Warszawie i wczoraj twierdzę że to drużyna która wyprzedziła inne i tworzy coś nowego jak kiedyś Ajax czy Milan.
Miłego dniaSmile
6środa, 23, listopada 2016 08:48
Baron
8 bramek w plecy to jest deklasacja, 4 strzelone przez nas nie zamazują tego. Niestety ale Magiera przekombinował ze składem i taktyką. Nauka ok ale nie w taki sposób i z taką drużyną jak Borussia w LM. Plus tego wszystkiego jest taki, że widać jakich zmian potrzebuje nasza drużyna, zresztą piszemy o tym od dawna tyle, że nasz zarząd jak będzie dalej ściągał Dąbrowskich, Czerwińskich czy przymierzał się do takiego Runje to żadnego skoku jakościowego nie będzie.
7środa, 23, listopada 2016 09:45
Mroova
Ale żeby obie drużyny wybrały tak ekstrawagancką taktykę jak gra praktycznie bez bloku obronnego ? Smile No ale my na tym jednak gorzej wyszliśmy. Tak, te 8 bramek boli jak chollera, i racja Baron - 4 zdobyte niewiele wnoszą .... Ale myślę sobie, że Magiera tak tego nie zostawi - rozwałkuje z drużyną tę parodię gry obronnej, będzie lepiej, tylko czy bez transferów i solidnego wzmocnienia obrony mamy czego szukać w Champions League ? M.zd.raczej nie. Jeśli jak świrekwampirek pisze (z czym się nota bene zgadzam), że Borussia to nowa jakość i to jest wyznaczenie kierunku rozwoju piłki kopanej, to za niedługo inne topowe drużyny tak też będą grały. A wtedy ....
8środa, 23, listopada 2016 09:49
świrekwampirek
Zupełnie się z Tobą Baron nie zgadzam. Piszesz "deklasacja" ale przecież my jesteśmy i to o kilka klas gorsi od Borussii.
Prawda jest taka że w dwóch meczach z Realem i Borussią na poziomie LM strzeliliśmy 7 bramek, na standardy Polskich klubów to jest ofensywny kosmos.
Do poprawy oczywiście obrona i czas żeby znowu Legia bramkarzem stała ale według mnie już zrobiliśmy (pozytywny) szumek w LM.
9środa, 23, listopada 2016 09:56
anonimowy_legionista
Deklasacja, deklasacją, ale trochę szczęścia zabrakło ... piąstkowanie Cierzniaka, poprzeczka Prijo.

Teraz dajmy na to Prijo strzela na 3:3, co by się działo dalej? Bramka za bramkę?

Jasne, że Jodła nie w formie, i takie tam, ale ofensywnie było nieźle, bardzo nieźle, 4 w sieci bez wielkich gwiazd.

Najważniejsze utrzymać skład i za rok spróbować ponownie powalczyć o LM.

Fajnie byłoby nastukać jeszcze punktów w LE Wink
10środa, 23, listopada 2016 10:09
corazstarszy
@Baron
nasz zarząd jak będzie dalej ściągał Dąbrowskich, Czerwińskich

Szukać w cytatach archiwalnych to mi się nie chce, ale pamiętam, jakie tutaj opinie formułowano o Lewczuku po niektórych jego wczesnych występach w Legii. Dąbrowski? Poczekam, aż przepracuje zimę i wtedy będę się wypowiadał. Spośród dostępnych opcji krajowych, był wyborem racjonalnym. Mało zwrotny, 'drewniany' Czerwiński? Oczywiście. Ja tylko zwrócę uwagę, że to nie jest tak, że tylko obrońcy Legii zagrali źle. Również Borussia momentami demonstrowała atak pozycyjny kosmiczny. Nawet nie wiem, jak można by się temu przeciwstawić. Sorry, ale nawet Hlousek czy Malarz w wysokiej formie nie za wiele by zmienili, podobnie jak ewentualny gol na 3-3. Na razie jest taka przepaść, że wszelkie porównania, przy najbardziej nawet trafionych personaliach, wypadną na naszą niekorzyść. Wyłączając strzał Bale'a w Warszawie, to Real w meczach z nami, w porównaniu do BVB, wypadł blado.
11środa, 23, listopada 2016 10:24
Mroova
świrek - proszę Cię. Po 5:1 z Realem fajnie było zadzierać głowę i mówić - ale przynajmniej pograliśmy w piłkę. Ale mnie takie rzeczy szybko nudzą, rozumiem co się dzieje i widzę gdzie jest nasze miejsce z europejskiej piłce, nie przestając z całego serca kibicować drużynie. Alee fakty to fakty, maść ideologii pomaga je znieć, ale ich nie zmienia. Łomot, wp...ol, deklasacja. Szczególnie biorąc pod uwagę grę obrony i bramkarza. Nie będę się spierał z Magierą i uważam, że faktycznie zbieramy lekcje i bezcenne doświadczenie (to jego decyzja, mam nadzieję, że w perspektywie czasu słuszna), ale zdarza nam się przy tej okazji być deklasowanym (1 raz Borussia u nas, 2 raz Real na Santiago Bernabeu, i 3 raz Borussia na Signal Iduna Park). Nie można z oczu tracić pozytywów, ale cytując klasyka "są plusy dodatnie i plusy ujemne, i chodzi o to, żeby plusy dodatnie nie przesłoniły tych ujemnych" (czy jakoś tak ....).
12środa, 23, listopada 2016 10:30
Baron
@Świrek

8 bramek w plecy to jest deklasacja. Owszem znam miejsce polskiej piłki w Europie, a zwłaszcza naszych drużyn ligowych, nie mniej ten wynik mnie nie cieszy i tyle.
Widzę też oczywiście pozytywy bo i takie są. Nasza gra w LM to jest, o czym wspominano już wcześniej, gigantyczna nauka dla wszystkich w klubie. Mam nadzieje też, że zarząd wyciągnie odpowiednie wnioski na przyszłość w którym kierunku iść i jak wzmocnić drużynę i nią zarządzać. Tyle, że na tym polu cholera wie jak to będzie, a wynika to z tarć pomiędzy właścicielami.
Inna kwestia jest taka, że płacimy frycowe za ponad 20-letnią nieobecność w tych elitarnych rozgrywkach. To nie jest przypadek, że polskiej drużyny tyle lat w tych rozgrywkach nie było.
Najfajniejsze jest to, że jeszcze możemy być wygranymi w obecnej sytuacji, wystarczy tylko wygrać mecz ze Sportingiem w Warszawie Wink
13środa, 23, listopada 2016 10:39
świrekwampirek
Panowie, czy gdy osiłek z 8c obije 5 klasistę z 6a to deklasacja?!
14środa, 23, listopada 2016 10:41
Zgred
Jeżeli J.Magiera zabawił się w psychologa to "grajcie i cieszcie się piłką" zasadniczo mu wyszło. Potwierdził to w wywiadzie po meczowym mówiąc, o tym, że wrócimy mocniejsi. Ten mecz moim zdaniem daje ogromny materiał poglądowy. O ile dając im grać wiedział, że jakieś bramki strzelimy, to zakładając porażkę pewnie takich wymiarów nie przewidywał.
Świrek pisał, że to nasz ofensywny kosmos w odniesieniu do standardów klubów z naszej ligi. To ten duży plus Magiery - jasny przekaz wiary w swoje możliwości na tle Europejskich potęg. Cel osiągnięty bo wyszło na to, że nawet grając z takimi zespołami strzelać brami ( 3 i 4) można. Zawsze można zastanawiać się jakby Legia wypadła przy bardzo defensywnym graniu. Może byłoby 3-0...
może 4-0, może 4-1, ale dalej tkwilibyśmy w przekonaniu - "uuu, my to nic, tu nie kopniemy". Do dogłębnej analizy gra obronna. Tu duże minusy, ale także pod rozwagę, naukę. A, że bolesną - no cóż...
Dla mnie ( zostawiam Cierzniaka) odejście od nominalnej pary stoperów ( Pazdan Rzeżniczak) było błędem. Gra z Broziem na lewej stronie nie przyniosłaby aż takiego zamieszania.
Także nie zgadzam się z Baronową deklasacją, przypomnę, że tam wielki Real potrafił dostać 4-0 w kuper... i to jeden napastnik zrobił z nich miazgę...i nasz Polak Wink

Jedna rzecz na koniec oby ten ( pozytywny) szumek w LM po naszym ostatnim meczem na Ł3 pozostał szumem - ale tylko w kwestiach czysto piłkarskich...!
15środa, 23, listopada 2016 11:31
Baron
Zgred

Legia straciła OSIEM bramek, a nie cztery dla mnie to jest ogromna różnica.

Co do naszego ostatniego meczu w LM ze Sportingiem to mam nadzieję, że piłkarska Europa będzie mówiła już tylko o wyniku sportowym, a nie np. o czymś takim - "przed meczem Sevilla - Juventus kibic włoski został ugodzony nożem i wylądował w szpitalu". Znów w Hiszpanii dym, kiedyś w Sevilli pobici zostali kibice Śląska pod stadionem przez miejscowych i na stadionie przez policję, to tak na marginesie. Jak widać ten problem nie dotyczy tylko polskich klubów i ich kibiców.
16środa, 23, listopada 2016 11:53
dalkub
Panowie

Piszecie że obie drużyny grały bez bloków obronnych, ale problem jest inny - szczególnie po stronie Legii. Ten problem to pozytywnie rozumiana agresywność i walka - defensywa i pomoc grała jak na PalyStation - prawie bez kontaktu, bez faulu, bez zadziorności. Pierwsza zadziorna akcja miała miejsce kiedy Pazdan zdemolował gościa w środku boiska - i nie chodzi o to by komuś łamac nogi, ale by przerywać to co do przerwania jest. Kiedy Borussia po naszej stracie jechała z bramką na 4:2 czy 7:3 to aż się prosiło o faul taktyczny i przerwanie akcji, a tak szybszy napastnik zgubił obrońce i było do wyjęcia.
Takie mecze też pokazują komu i ile brakuje oraz obnaża sposób budowania składu Legii.
Zacznijmy od bramkarza - przykre ale Cierzniak był zamieszany w 4 bramki z tego jedną sobie strzelił, drużynie nie pomógł a dobił na 3:1.
Czerwiński - przykro się na to patrzyło bo chłop gubił krycie raz za razem, nie wiedział co się dzieje, dla niego bło to jak jazda bez trzymanki głową w dół. I tu zapytam jeżeli gra Czerwiński a nie Dąbrowski to jak słaby jest ten drugi?
Kopczyński - miły fajny chłopak - podobno talent - tylko że ma 24 lata i przy takim przeciwniku wygląda jak uczeń gimnazjum który przyszedł na mecz ale miał go obejrzeć, ale nie było kogo wstawić i go zaprosili, a że miał koszulkę meczową to się na początku nie odróżniał. Za wolny, za mało agresywny, zbyt przeciętny w graniu piłką - poziom ligowy polski tylko tyle i aż tyle
Rzeźniczak na lewej stronie - to już chyba w którymś meczu nie wyszło i nie wyjdzie, szczególnie przy takim przeciwniku, szybkim dobrym technicznie itd.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że Legii brakuje jakości w defensywie szeroko rozumianej, brakuje klasowego stopera, który mógłby zagrać na poziomie Pazdana, brakuje defensywnego pomocnika który połączy elementy walki agresji z elementami czysto piłkarskimi. Bez takich zawodników oklepy na tym poziomie będą standardem.

Ktoś napisał że Borussia to już prawie drugi Ajaks czy Barcelona - a ja powiem tak, że przy agresywnej drużynie, grającej blisko i twardo i z umiejętnościami piłkarskimi to oni nic wielkiego nie zrobią. Oceniać ich na tle Legii to jak oceniać koszykarzy NBA na tle Rosy Radom.

Mnie wynik nie martwi - spodziewałem się takiej różnicy, może nie że dostaniemy 8 a strzelimy 4, ale że przegramy byłem pewny. Mnie martwi to że znowu mamy w Legii 4 stoperów, z których do gry nadaje się jeden a i ten siedzi na walizkach. Martwi mnie że jedyny defensywny pomocnik jest mocno pod formą a zastępcy są zwyczajnie słabi. Martwi że w bramce jak nie stoi 37 letni zawodnik to kolejni zdecydowanie obniżają poziom. Za to przychodzi w zimę kolejny skrzydłowy, za to mamy jednego lewego obrońcę.........
Budowanie drużyny musi być harmonijne, u nas postawiono na ofensywę, a w meczach gdzie trzeba bronić mamy spory problem
17środa, 23, listopada 2016 11:57
Mroova
@świrek
problem w tym, że osiłek z 8c stłukł słabeusza z 8d, to o to chodzi, nie grała drużyna z 2010 roku a z 2016 (i u nich i u nas). Co nie przeszkadza cieszyć się (ale u mnie to raczej bez wielkiej euforii), że słabiak z 8d przylutował parę razy celnie osiłkowi z 8c, odbierając łomot.
18środa, 23, listopada 2016 11:57
Zgred
@Baron

Ok. Tylko biorąc pod uwagę te OSIEM...
Oni są od nas osiem razy lepsi, osiem razy więcej zarabiają, osiem razy lepiej wymieniają podania z pierwszej piłki, osiem razy mają lepszą technikę, osiem razy większe doświadczenie, osiem razy lepiej na szybkości grają trójkątami, osiem razy więcej mają przećwiczonych wariantów ofensywnych, grają w osiem razy lepszej lidze...itd Wink
To żartem, choć nie do końca. Piszesz, że 4-0 lepsze, ale czy patrząc jak walą tylko po autach i stawiają autobus w swoim polu karnym byłbyś bardziej spełniony jako kibic...? Czy czytając teksty dziennikarzy o tym jak to bojazliwa Legia nie umiała skonstruować choćby jednej akcji bramkowej byłbyś bardziej spełniony jako kibic..?
Pewnie mogli tak zagrać, no mogli...
"Wembley" - te historyczne zdarza się raz na pół wieku...
19środa, 23, listopada 2016 11:59
Mroova
@dalkub
z tą grą bez bloków obronnych to taki trochę żart był ....
20środa, 23, listopada 2016 12:18
Baron
Zgred

Oczywiście, że dzisiejsza Borussia była poza naszym zasięgiem tylko, że my sami sobie nie pomogliśmy w tym meczu. Raz, że niestety Magiera przedobrzył z ustawieniem, dwa z taktyką i trzy nasi piłkarze pomogli Borussii strzelić powiedzmy o trzy bramki, może cztery za dużo.
Mecz ze Sportingiem jawi się teraz jako mecz sezonu i Portugalczycy mimo wszystko mają o czym myśleć, tym bardziej, że mecz będzie u nas przy fanatycznym dopingu.
21środa, 23, listopada 2016 12:22
dalkub
Panowie

a czy te wasze argumenty w stylu - gość z 8 klasy oklepał gościa z klasy 5, albo zarabiają 8 razy więcej, są 8 razy lepsi itd. nie są prosta drogą do konstatacji - LM nie jest dla Legii i klubów tego typu. Jeżeli chcemy się bawić na balu musimy mieć frak i lakierki - być może z wypożyczalni, ale zawsze, w dresie się nie da.
Na coś się trzeba zdecydować i jak chcemy się z nimi bawić to jak nam wrzucają 8 to piszemy wprost - wstyd, bo niektórzy grali syf i tyle
22środa, 23, listopada 2016 13:09
świrekwampirek
Dalkub zupełnie się nie zgadzam. Ty sportowiec a ja... kiedyś wywrotowiecSmile
Sport i system rozgrywek dopuszcza często maluchnych i to nie oznacza że nie powinno ich tam być. Więcej, taka możliwość jest motywująca dla innych że pracą w szerokim pojęciu otrzesz się a możesz zaistniejesz w wielkim świecie.
23środa, 23, listopada 2016 14:15
geo
Magiera mowi ze to byla doskonala lekcja.
No to jestem ciekawy co np. Rzezniczak sie nauczyl.
Moze Magiera powie co on sie nauczyl?
Dziwne rowniez ze 33-latek dopiero sie uczy grac na bramce.
Dziwne tez ze rozbito pare Pazdan, Rzezniczak.
Jestem tez bardzo ciekawy ze Boleslaw L. znowu wpusci bydlo i swoich kolegow na mecz ze Sportingiem.
24środa, 23, listopada 2016 15:39
dalkub
Świrek - ja o tym wiem i się z tym zgadzam. Bardziej mi chodzi że takie wypowiedzi trochę dokładają argumentów tym którzy tego typu ograniczeń chcą
25środa, 23, listopada 2016 20:53
Zbyszek
Sam się sobie dziwię,skąd u mnie taka przekora, taka niezgoda na niektóre Panów stwierdzenia.Smile.
Wypada zacząć od tego,że najpierw trener, a potem zawodnicy muszą przed takim meczem jak ten z Borussią mając szczególnie w pamięci blamaż z tym rywalem na własnym boisku, wykonać pracę myślową.Może nie tak jak w boksie , gdzie zawodnik i trener wręcz w myślach rozgrywają pojedynek,ale przynajmniej na poziomie uznania w jakim stosunku jesteśmy do przeciwnika jeżeli chodzi o umiejętności i możliwości wygrania meczu.Podejrzewam,że wbrew temu co twierdził Magiera przed wczorajszym spotkaniem to chciał on uniknąć klęski uznając jednocześnie ,że Borussia przewyższa naszą drużynę o lata świetlne. Do tego błędnego założenia dobrał zawodników, taktykę i organizację gry.
I to w moim przekonaniu był 1 błąd. Drużyna Borussii w tym składzie, a więc praktycznie II zespół była absolutnie w naszym zasięgu. To myśmy bardziej mecz przegrali niż oni go wygrali. Ja nie wiem skąd się biorą takie pomysły,aby taką Borussię okrzykiwać jakąś rewelacją rozgrywek i nową siłą w futbolu. Jest w tej chwili w bardzo dobrej formie fizycznej . i na tym bazuje. Raczej półfinał LM odbędzie się bez nich.
Oczywiście naszym drużynom klubowym źle gra się z drużynami niemieckimi z uwagi na to,że tamtejsi gracze przewyższają naszych w przygotowaniu ogólnoatletycznym oraz w pewności siebie.
Ale to żaden powód,aby tracić samemu głowę i podejmować nieracjonalne decyzje. Bowiem ta teza o niedościgłej biegłości Borussii, dodajmy teza fałszywa zaważyła na podejściu trenera do meczu. Ja nie chcę z Magierą polemizować,ale on naprawdę potraktował ten pojedynek jako nie do wygrania przez nas , a więc jako naukę i jako swego rodzaju nagrodę dla niektórych zawodników . Jednocześnie starając się nie dopuścić do ponownej klęski.
Przejawem tego błędnego myślenia było :
- wystawienie Cierzniaka, który zapewne był dobrym duchem drużyny,ale po tym jak zagrał nie wiadomo czy nadal będzie.Bowiem nie można nieogranego bramkarza wystawiać w meczu w którym musi grać na instynkcie, a na dodatek bramkarza, który nie umie grać na przedpolu,
- wystawienie obrony w składzie 6 osobowym / Bereszyński, Czerwiński, Kopczyński, Pazdan. Rzeźniczak i Kucharczyk/ ustawionych blokiem w odległości ok.10 metrów od naszej bramki.W pierwszym meczu z Borussią rzeczywiście nasza obrona stała za daleko od naszej bramki i dawała się manewrować ich grą za nasze plecy na wolne pole. Teraz miało być bliżej i ciaśniej. Tylko,że obronę w tej odległości i w takiej ilości tworzy się pod naporem przeciwnika, a więc kryjemy ściśle np. od 30 metra własnej połowy i jak oni napierają to włącza się do czwórki obrońców najpierw jeden, potem drugi, a jak trzeba to i trzeci zawodnik,ale stale im przeszkadzamy, opóźniamy ich granie, staramy się odebrać piłkę , inaczej mówiąc pole oddajemy w walce.A nasi zawodnicy byli najbardziej zajęci nie przeszkadzaniem im,ale jak najszybszym znalezieniem się na pozycjach.Więc mieli oni i czas i przestrzeń i możliwości ,aby zmontować takie akcje na jakie mieli ochotę.I to nie przyniosłoby takich tragicznych skutków, gdyby obrona nie była pasywna, a bramkarz panował nad swoim przedpolem.
Takie ustawienie mogło mieć swój pozytywny efekt, bowiem przy przejęciu piłki dwóch grających na skraju obrony zawodników/Bereszyński i Kucharczyk./ mogło natychmiast podłączyć się do akcji ofensywnej bez uszczuplania jej 4 osobowego składu. I kilka razy się tak przytrafiło. Tylko,że to było typowe myślenie życzeniowe gdyż musieli oni pokonać w krótkim czasie zbyt dużą odległość, aby realnie liczebnie wzmocnić nasze siły w ataku. A przy stracie osłabiali nasz potencjał obronny.
Powiadam,że nie chcę polemizować z trenerem,ale kiedy powiada on,że nasi zawodnicy nauczyli się wyprowadzać piłkę z własnej strefy obronnej to znaczy,że rozmawiamy o zupełnie różnych kwestiach. Problemem Legii nie było takie czy siakie wyprowadzanie piłki, bo może bezpieczniejsze byłoby jej wybijanie na połowę rywali, aby tam rozpoczynali swoje akcje i wygrywać w ten sposób czas potrzebny na odbudowę szyków obronnych ,ale nieporadność w grze defensywnej / destrukcja/ i grze obronnej. To do gry tej formacji i w meczu z Realem w Madrycie i ze Sportingiem i w obu z Borussią są największe zastrzeżenia i to tu nie notujemy żadnego zauważalnego postępu. Więc jeżeli taki mecz jak ten z Borussią miał być szkoleniowo do czegoś przydatny to do nauki gry obronnej drużyny, A nie był z powodu błędnego rozpoznania naszego głównego problemu.

I na zakończenie pełna zgoda z Senatorem.Legia wczoraj zafundowała nam wyżerkę z kwaśnych jabłek. Tak jak Senator nie jestem ich amatorem.Wolę dojrzałość.
26czwartek, 24, listopada 2016 10:16
świrekwampirek
Zbyszku, skąd u Ciebie wiara i przeświadczenie że Twoje słowa to prawda najprawdziwsza i jedynie słuszna?!
To trochę męczące i właściwie zniechęcające.
27czwartek, 24, listopada 2016 10:32
iocosus
@ Gawin
„Każdy musi sam sobie odpowiedzieć czy we wtorkowy wieczór widział szklankę do połowy pustą czy pełną.” – dużo wyraźniej dostrzeżemy szklankę z jej zawartością za niespełna dwa tygodnie 7 grudnia po meczu ze Sportingiem. Przedłużymy przygodę z pucharami do wiosny, to wątpię żeby ktoś przekonywał że Magiera pieprzy bzdury o konieczności „nauki chodzenia”, a jeżeli Portugalczycy odprawią nas z kwitkiem to w minorowym nastroju i ten mecz w Dortmundzie częściej będzie przywoływany jako powód do „wstydu”.

Mnie to przywoływanie „wstydu” przyznaje irytuje, przegraliśmy różnicą czterech bramek z BVB otrzymaliśmy baty potwierdzające różnicę poziomów, gra była szalona, rażąco niefrasobliwa i niezorganizowana w obronie obu klubów, ale ja bym się wstydził gdybyśmy przegrali 8:0, a tu było coś za coś. Cieszyć się nie ma powodu, zakłamywać rzeczywistości również, ten mecz obnażył i trenera i piłkarzy, ale wstydu moim zdaniem nie było. He, że możemy pobić w Lidze Mistrzów niechlubny rekord ilości straconych goli Bate Borysów z tym wielu się pewnie liczyło i nazywało siebie realistami, no to teraz beczkę miodu temu kto przypuszczał że Realowi i BVB na tymże elitarnym pułapie wbijemy 8 (słownie osiem) goli!?

Inna sprawa, że grając tak jak w Dortmundzie to my w Warszawie ze Sportingiem przegramy może nie 8:4 ale zapewne 3:6 lub 2:4, w każdym razie z taką grą w defensywie myśleć o jakimś korzystnym wyniku nie mamy prawa. I to jest lekcja z której oby Magiera i jego podopieczni wyciągnęli wnioski, bo porażki z Sportingiem już tak łatwo się nie wytłumaczy upadkami małego raczkującego w LM brzdąca. I oby taka była korzyść tych ośmiu straconych goli, że zostaną wyciągnięte wnioski.

Jacek Magiera, zewsząd chwalony, dopieszczany, oby nie został zagłaskany. Nie ma trenera, który błędów nie popełnia, dobrze że pan Jacek chce grać otwartą, ofensywną piłkę, ale jeden z największych truizmów piłkarskich mówi że futbol to nie jazda figurowa na lodzie w której wrażenie artystyczne jest ważne, w piłce o „być albo nie być” będzie decydował wynik i każdy trener musi o tym pamiętać. Wyniku zabraknie, wcześniej czy później, żadne zaklęcia, tłumaczenia, ogólna pierwotna życzliwość nie pomogą. Dzięki temu ostatniemu będzie tylko nieco dłuższy kredyt zaufania, ale liczyć na to że się nie wyczerpie to naiwność.

Gdybyśmy wygrali z Sportingiem to by była duża niespodzianka, sukces spory i ponad pułap obecnego poziomu sportowego Legii. Magiera mógłby dowodzić że poprzednie pucharowe lekcje zostały odrobione. Niestety gdy przegramy to i ten ośmiopak dortmundzki będzie później przywoływany jako zgorzkniały i powód do wstydu że został zainkasowany.

@ Zbyszek
„wystawienie obrony w składzie 6 osobowym / Bereszyński, Czerwiński, Kopczyński, Pazdan. Rzeźniczak i Kucharczyk/ ustawionych blokiem w odległości ok.10 metrów od naszej bramki.” – ta teza potrzebuje dookreślenia ponieważ mogłoby powstać mylne wrażenie że Kuchy wspomagał Rzeźnika na jego flance, a tu według mnie bliższy prawdy jest Ferszter w sport.pl: „legioniści na linii pola karnego bronili się w szóstkę. Jakuba Rzeźniczaka, Michała Pazdana, Jakuba Czerwińskiego i Bartosza Bereszyńskiego wspierali Miroslav Radović z lewej oraz Michał Kucharczyk z prawej strony.” Zgoda że Kopczyński się cofał miedzy obrońców i ja również miałem wrażenie że gramy w tej destrukcji jakoś wyjątkowo płasko, ba przyjmując te rozważania to nawet nie szóstką a siódemką w linii, co już jest troszkę absurdalne i sadzę że mimo wszystko takich założeń Magiera nie zapodawał. W wywiadach pomeczowych przewinął się motyw taktycznej chęci zagęszczenia środka, niestety wyglądało to na „wielką improwizację”. W ekstraklasie na tle Jagi to i Kopczyński (świetna asysta przy golu) i Guilherme (samemu go pochwaliłem za grę z zadaniami defensywnymi) wyglądali, mhm, obiecująco, niestety czar prysł, w Dortmundzie zostali obnażeni. Organizacja gry defensywnej całego zespołu to wielkie zadanie przed Jackiem Magierą, pozostało mu na to 13 dni, w praktyce pomijając dni meczów ligowych, przygotowanie do nich i niezbędną regenerację po, to dosłownie zostają pojedyncze treningi.

@ Świrekwampirek
Zbyszek odważnie postawił kwestię, a czas rozstrzygnie kto miał rację prognozując losy podopiecznych Tuchela.
28czwartek, 24, listopada 2016 12:13
QD
Nieokrzesany dzikus wbił się na wymarzony bal. Na dzień dobry odbił się od eleganckich balowiczów, ale szybko uczy się jeść nożem i widelcem, organizuje jakiś garnitur, a nawet udało mu się zatańczyć z piękną dziewczyną.Teraz z balu go wyprowadzają, ale może dadzą mu się jeszcze pobawić w sąsiedniej sali, na dyskotece dla służby. Grunt, by za roku tu wrócił mądrzejszy, ogolony i ogólnie bardziej dopasowany.

Mam pytanie: gdy rozpoczynaliśmy swoją przygodę z LM czego się spodziewaliście? Gdy przy olbrzymiej interwencji sił nadprzyrodzonych losowaliśmy ogórki, a później się i tak się z nimi męczyliśmy? Gdy dostawaliśmy autentycznie sromotny oklep w pierwszym meczu z BVB? Przecież to dokładnie Ci sami zawodnicy! Od tamtej pory minęły lekko ponad 2 miesiące. Dwa miesiące meczy, bez żadnych transferów, czy nawet okresów przygotowawczych. Jedyna różnica to osoba trenera i rozumiem, że Magic to magik, ale chyba trochę odlecieliśmy po tym ostatnim Realu. Legia już jest podniesiona o kilka klas, dajmy więc Jej trochę czasu na przynajmniej utrwalenie poziomu na jaki udało jej się wnieść. BVB nas nie zdeklasowało tylko pokazało, różnicę klas. Różnicę której nieświadomość jest oznaką zwykłej naiwności. 20 lat nie udało nam się nawet dostać do tych rozgrywek, więc nie dziwmy się nie pasujemy do ich stałych bywalców. Udało nam się raz zaskoczyć jednego giganta (chociaż mocno przymroczonego przez swojego trenera), drugiemu też próbowaliśmy coś przylutować, ale się nie dał. Ot co.

Dostaliśmy oklep 8:4 - no ok. Chwalić się nie ma czym, ale szybciej wnukom o tym meczu będę opowiadał niż o męczarniach z Dundalk (jakie były wyniki to już musiałem sobie wygooglować). Dzieciaki się zarażają piłką właśnie takimi meczami. Tomek Ćwiąkała ostatnio napisał "Oczywiście po takim meczu nikt tego otwarcie nie przyzna – byłby to samobój wizerunkowy, za który znów trzeba byłoby przepraszać – ale jestem przekonany, że właściciele Legii w głębi duszy są zadowoleni. (...) jeden z nich przyznał w prywatnej rozmowie, że sposób na budowanie frekwencji jest banalny. Odjidja, Guilherme, Radović. (...) Show. Piłkarski spektakl. Joga bonito. Tak jak kiedyś w Warszawie chodziło się na Ljuboję, (...), tak Legia zamierza ściągać do ofensywy showmanów, którzy wolą przegrać 3:5 niż 0:1.". I to działa! Drugi raz z rzędu strzał Legionisty jest nominowany do bramki kolejki! Poprzednio strzał VOO wygrał już ten konkurs! To naprawdę przyciąga. Śmieją się z nas znawcy? No śmieją i co z tego? Mają powody. Piłka nożna w Polsce jest śmieszna. Legia próbuje być wyjątkiem, ale lat zaniedbań nie da się nadrobić jednym skokiem.

I na koniec: Wejście Cierzniaka na ten mecz to dla mnie był jasny sygnał, że Trener Magiera miał do tego meczu podobny stosunek co ja. Potraktował je jak spotkanie z Arsenalem na otwarcie stadionu: mecz dla nauki, dla radości gry w LM, a nie dla wyniku. Eksperymenty ze składem, wpuszczenie kilku zawodników z potencjałem (Wieteska w końcówce, Kopa może młody nie jest, ale dla nas to przyszłość). Cierzniak i Rzeźnik swoje lata już mają, ale za rok to właśnie na nich może spoczywać ciężar naszej gry. Potencjalne zwycięstwo praktycznie nie zmieniało naszej sytuacji, a mogło nam wręcz zaszkodzić. Po co tracić siły na agresywny pressing Borussii? Żeby nas zabiegali? Przecież oni są tak wybiegani, że jak nie w pierwszej połowie, to w drugiej by nam te bramki wpakowali. Dużo lepiej próbować się ustawiać i może wyjedzie, może nie. Po co mieliśmy próbować agresji i siłówki? żeby się wykartkować przed autentycznie ważnym spotkaniem? Przypuszczam, że tutaj jest źródło taktycznych błędów gry defensywnej.
Równocześnie ten brak presji wyniku dał naszym piłkarzom ofensywnym luz, który skrzętnie wykorzystali. Mogli się bawić to się bawili. Nie próbowali wciskać piłki do bramki tylko przeprowadzali składne akcje czym zaskoczyli obronę gospodarzy. Ostatnią rzeczą jaką się spodziewali były techniczne sztuczki.
29czwartek, 24, listopada 2016 12:31
dalkub
Iocosus i Zbyszek

Legia nie grała ustawiona przez trenera 6 obrońcami w linii - takie sytuacje miały miejsce z powodu błędu w ustawieniu formacji obronnych Legii w pewnych fazach meczu.
Dodatkowo wydawało się - przynajmniej na początku że w schemacie obronnym to Rado jest bliżej środka, Kucharczyk prawej strony a z lewej gra Vadis - mówię o fragmencie obronnym.
Zawodnicy Legii powpychani przez przeciwnika wchodzili w linie obronne i dublowali pozycje. Główny powód był taki iż linia pomocy była zbyt łatwo ogrywana, bo grała za daleko od przeciwnika i za mało agresywnie, przez co miejsca było dużo i łatwo sie grało piłki prostopadłe lub przegrywało szybko stronę gdzie zawsze kogoś brakowało

Zgadzam się w 100% że Magiera wynik miał gdzieś - gdyby nie miał to grałby i Malarz i Hlousek i Jodłowiec od początku a Legia grałby defensywnie i minimalizowała straty.

QD

Od kilku dni słyszę, że to był mecz do nauki, więc zagrał Cierzniak - przepraszam ale czego on ma się uczyć w taki meczu? po co mu ta nauka? Jeżeli to była nauka dla Magiery, jakiego składu nie wystawiać na takiego przeciwnik szczególnie w formacji obronnej to mogę to kupić, ale pisanie że Cierzniak się czegoś nauczył bo zagrał jest zwyczajną wyklepaną bzdura.
Jeżeli ciężar gry ma za rok spoczywać na Rzeźniku i Cierzniaku to ja już się boję..........
30czwartek, 24, listopada 2016 14:28
Dzynek
Rozumiem mieszane odczucia w odbiorze meczu, a zwłaszcza wyniku. Za często to się nie zdarza żeby pozytywnie wypowiadać się o przegranym w takim stosunku.
Mi najbliżej do neutralności. Ani ganił ani chwalił nie będę. Przeciwnik grający tak szybko, tak dużą ilością zawodników zdezorganizuje każdą obronę. Nawet gdyby Cerzniak tych swoich błędów nie popełnił to i tak przyjąłby worek bramek. Optymalne zestawienie naszej obrony być może pozwoliłoby uniknąć tej jednej bramki mniej. Ale to gdybologia.

My zagraliśmy zaś najbardziej ofensywnie ze wszystkich meczów i to musiało kosztować siły i miejsce na boisku. Coś za coś. Środkowa nasza strefa była zdominowana przez przeciwników głównie z powodu naszych ofensywnych zapędów i braku determinacji w próbach powstrzymania rywala. Defensywa pozostawiona rozpędzonemu rywalowi zwyczajnie ulega dezorganizacji.
Refleksja na przyszłość: poszukajmy większego balansu w grze i większej odpowiedzialności za strefy. Zawodników lepszych nie będziemy mieli lecz poprawienie organizacji gry jest jak najbardziej do zrealizowania. Nawet z Czerwińskim.
31czwartek, 24, listopada 2016 17:08
mort
@QD

Z tym Dundalkiem jako ogórkami to ostrożnie bo są wiceliderem swojej grupy LE a dwukrotne porazki 1:2 z Zenitem, wygrana z Maccabi i remis w Holandii z Alkmaaarem to naprawdę dobre wyniki Wink
32czwartek, 24, listopada 2016 17:44
iocosus
Hattrick o świetnej młodzieżowej i ... człapiącej w defensywie dorosłej Legii z BVB:
https://soundcloud.com/hattrickpl

Kumaty Zieliński zapowiada zgody kibicowskie! Wink
33czwartek, 24, listopada 2016 19:13
Senator
@Iocosus
Zadzwoń do Wallesa i spytaj jak się linkuje.
A jak już lenistwo bierze górę to wklej całość aby można było znaleźć.
34czwartek, 24, listopada 2016 19:40
Zbyszek
Panowie , jeszcze raz zerknąłem na swoje notatki i tam na początku meczu oglądanego w TV pisząc o ustawieniu obrony przy ataku rywali taki skład i taki układ zanotowałem.I tak napisałem. Potem analizowałem inne aspekty taktyczne , które ułożyły się w jakąś taką niedookreśloną mozaikę trochę bez ładu i składu a którą można nazwać błądzeniem po omacku. A jeszcze potem po prostu oglądałem mecz, które to zajęcie było szalenie irytujące.

i teraz kiedy czytam te wywody o rzekomych naukach jakie nasz zespół pobrał, o tej straceńczej odwadze jaką wykazał moja irytacja jeszcze wzrosła.
Bowiem to jest takie trochę żałosne robienie tzw. dobrej miny do złej gry.
W takich meczach z teoretycznie lepiej grającym rywalem podstawowe założenie taktyczne musi być nakierowane na neutralizację silnych stron przeciwnika poprzez dobrą organizację gry i odpowiedzialność realizacyjną.
A mówienie,że w przyszłości to my te nauki spożytkujemy to ja już setki razy słyszałem I tym marzycielom podpowiadam,że jutro to jest dziś, tyle,że jutro. I nie ma żadnego powodu,aby cokolwiek odkładać, bo jest na to powiedzenie ad calendas graekas.
I nie ma co powielać głupich wypowiedzi zawodnika ,który nie wiedział jak się nazywa a który z pewnością siebie orzekł,że oni to grają w ataku najlepszy futbol na świecie.Nie mówi tego co jest prawdą,że on jest słaby jak leszcz tylko,że oni tacy mocni.Na jego tle na pewno.
Musimy szukać poprawy i naprawy poziomu gry,aby nie być pośmiewiskiem,ale musimy rozpocząć od spojrzenia w lustro bez makijażu, bo na samooszukiwaniu się daleko nie zajedziemy. A może aż za daleko.
35czwartek, 24, listopada 2016 22:34
CTP
Zbyszku, ja się z Tobą po części zgadzam. Legia nie może grać tak radosnego i kompletnie nierozsądnego futbolu. Natomiast, z tak krytycznymi ocenami wstrzymam się do meczu ze Sportingiem. Wstrzymam się, bo ten ostatni mecz, po mojemu, obydwie 11-tki potraktowały jako niewiele znaczący sparing. Ot, wuefista rzucił piłkę, burknął pod nosem "grajcie" i wycofał się do swojego kantorka. Smile
36czwartek, 24, listopada 2016 23:17
Senator
Panowie szlachta znacie mnie i wiecie że się nie znam, ogólnie nie interesuje mnie taktyka i tego typu pierdoły ale jeśli już mi rzuciła się w oczy zbyt frywolna i pozbawiona jakichkolwiek założeń taktycznych gra to jestem ciekawy jak mocno muszą być zirytowani wszyscy ci dla których te wszystkie rozkminki taktyczne to sól piłki nożnej.
37piątek, 25, listopada 2016 13:30
iocosus
Ponownie w mediach czytam o ‘wstydzie’ tym razem i z ust byłych piłkarzy, zatem oto składy z meczów „wstydliwych” w których Legia przegrywała różnicą czterech goli.

24.08.1994 el. do Ligi Mistrzów Hajduk Split 4-0 Legia
Legia: Robakiewicz, Zieliński, Kruszankin, Ratajczyk, Jałocha (55' Wędzyński), Michalski (69' Mięciel), Pisz, Mandziejewicz, Fedoruk, Podbrożny, Kowalczyk
Trener Legii: Paweł Janas

05.10.1988 I runda UEFA Legia 3-7 Bayern Monachium
Legia: Szczęsny, Kubicki, Kaczmarek, Wdowczyk, Arceusz (46' Gmur), Iwanicki, Pisz, Terlecki, Łatka, R. Robakiewicz, Dziekanowski
Trener Legii: Andrzej Strejlau

Zapominalskim pod refleksję - jeśli ktoś publicznie chce się wstydzić za młodszych kolegów, niech wpierw zacznie od siebie.
38piątek, 25, listopada 2016 15:47
Senator
@Iocosus
Aby jasność była. Ja żadnego wstydu nie odczuwam, ot dziwny mecz jak na ligę mistrzów. Z drugiej strony 12 bramek czyli było na co patrzeć.
39piątek, 25, listopada 2016 17:38
Zbyszek
@świrekwampirek.
A może byś tak wpadł na ten pomysł niedorzeczny,że może ja pobudzam intelekty czyli komórki mózgu odpowiedzialne za myślenie Smile. Że nie bardzo trawię tę papkę słowną złożoną ze słów dawno zużytych i niewiele znaczących, które nic nie znaczą i bardzo pragnę , aby z moim oglądem rzeczywistości wieść spór.Tak , pisać,że nie mam racji,że nie rozumiem,że oślepłem.
Tyle,że to strata czasu, nie dlatego,że rozmówcy nie tacy, bo szanowni i godni są , ale czasy inne. Ja jestem tym dinozaurem , który w grze w piłkę kopaną widzi jej aspekty sportowe i widowiskowe i patrzy na ustawienia , taktyki, organizacje gry i tego typu pierdoły .Zamiast tego oglądu grania meczów rozprzestrzenia się i rozbezczelnia rzucanie tematów zastępczych nie mających z piłką nic wspólnego.I ja w tym obocznym istnieniu udziału nie mam i mieć nie chcę.
Więc patrzę sobie na mecze pod kątem strategii, myślenia, organizacji, przewidywania, komplementarności, współpracy, pomocniczości, konkurencyjności, dominacji itp.i wolałbym być li tylko kibicem. I czytelnikami się moimi , powtarzam wyłącznie moimi ,przemyśleniami dzielę. Czasami w sposób nieumiarkowany nie zaprzeczam, ale i tak ograniczam moje refleksje do minimum i tu dodać muszę,że nie ma obowiązku mnie czytać. I już.
40piątek, 25, listopada 2016 18:37
Zgred
Oj Zbyszku

"Czasami w sposób nieumiarkowany nie zaprzeczam, ale i tak ograniczam moje refleksje do minimum i tu dodać muszę,że nie ma obowiązku mnie czytać. I już."

Od siebie tylko kilka słów, czytam Cię z ciekawością i zainteresowaniem - jednak nie ukrywam w rubryce "innych sportów".
Twoja wiedza o boksie, kolarstwie, tenisie napawa mnie dumą - bo czytam Coś na czym ja osobiście się nie wyznaje. Ale piłkarska ocena zazwyczaj bilansuje się na potężnych minusach Twojego spojrzenia na boisko, ludzi tam biegających, na wszystko...
Ja rozumiem przywiązanie do... wydarzeń byłych lub bardzo dawno temu byłych, ale żeby aż tak ?
Czytając Ciebie naturalną rzeczą jest zastanowienie - do jakiej Ty Legii, jej grania zawsze nawiązujesz? To bardzo ważna kwestia aby
choćby "złapać" nić porównania. Mój wiek jakby pozwala to ogarnąć,
i czasami i nazwiskami piłkarzy, czy też takiej czy innej sytuacji nazwijmy to geopolitycznej tychże czasów. Więc do której Legii?
Tej grającej z Feyenoordem ( na wodzie), tej z Milanem na wiadomym stadionie, tej z Altetico, czy tej z Interem w nieco pózniejszych czasach, może do tej z Panathinaikosem z Wandzikiem w bramce, do tej ( za Piszów) z Hajdukiem, Spartakiem, czy Blackburn...do jakiej Legii - Twoje porównania magii taktyki maja się ?

"Więc patrzę sobie na mecze pod kątem strategii, myślenia, organizacji, przewidywania, komplementarności, współpracy, pomocniczości, konkurencyjności, dominacji itp.i wolałbym być li tylko kibicem."

No właśnie Wink w tych taktycznych magiach odnajdujesz teraz np: Jaroslava Vejevode, Edmunda Zientarę, Kazia Górskiego, może Jerzego Kope, czy Jerzego Engela ( tu z Inerem było ładnie), Janusza Wójcika, Pawła Janasa ( LM)

Jaki jest punkt odniesienia P. Zbigniewie w tej analizie powiązań do grania dobrego, czy złego? Co stanowi problem, który tak Pan uwypukla z każdą pańską oceną?
Czy czasem nie jest oby tak, że szuka Pan w swoich odczuciach pewnego rodzaju - "ideału"...
To imaginacja Wink taki jeden poważny ( podobno) trener cały czas siedzi przy swoim kominku mając o sobie zdanie "świetlane" zaczesany równo grzywką siedzi sobie dalej mając wrażenie ogromnej wielkości...dla młodszych czytelników ( pozwoli Pan) - to niejaki Piechniczek...na tyle zakolegowany z niejakim P. Kuleszą (śp) - aby zawsze Legię - ( mówiąc skromnie - poniewierać) ...ładne określenie ? ...to też taktyka Smile w tamtych czasach ważna...nie sądzi Pan? No Śląsk - Warszawa- te sprawy...

Proszę mi za złe nie mieć, ale naturalnym myśleniem nasuwa się pytanie. Na jakiej "taktyce" Pan przepraszam za wyrażenie- pozostał? Idąc dalej ze swoim pytaniem, oczekiwał Pan zaciętego pojedynku trenerskiego na taktyki? Kto komu, i jak?
Kończąc przywołam pewien jak sądzę znaczący przykład. Otóż - z Pana dziedziny czyli boksu. Kiedyś niejaki Gołota ( pieniądz na chwilę zostawmy) zagrał pewien pojedynek...oczywiście z porównania tych sytuacji nic nie wynika, ale czy oby na pewno...?
Legia z "ringu" w sposób niechlubny nie uciekła, mało tego - "boksowała się" na tyle, na ile potrafiła. Zawsze jest ktoś lepszy, a szacunek ma się za to , że w tym wypadku z murawy się " nie spi.....la"...
I tyle
41sobota, 26, listopada 2016 11:38
Zbyszek
@Zgred.
Rozważania o taktyce pozostawmy, bo o niej w nowoczesnym ujęciu możemy tak naprawdę mówić po części od Łobanowskiego z lat 80-tych ,a tak naprawdę od Arrigo Sacchiego.Temu m.innymi poświęciłem felieton o czasach wcześniejszych, który można by zatytułować :" Kiedy taktyka była piłkarzem". W tamtych czasach trener wyznaczał zawodników do występu w meczu,a oni grali. Tak jeszcze w naszej piłce było w latach 90-tych, w których taki taktyk jak Smuda zawodnikom wchodzącym na boisko dawał takie rady :" Ty Szymek graj tak bardziej w środku i do rogów boiska nie wchodź", albo innemu na pytanie co ma robić na boisku mówił : "Graj".A zdobywał on tytuły Mistrzowskie.
Dziś i w naszej piłce podejście do taktyki uległo zmianie.Temu też poświęciłem felieton, który można by zatytułować "Taktyka zubaża czy ubogaca?'.W nim zawarłem porównanie taktyki piłkarskiej do umiejętności gry w szachy. Polegają one z grubsza na nauczeniu się i zapamiętaniu jak największej ilości wariantów zagrań i umiejętnym wykorzystaniu ich w pojedynku.Do tego zmierza współczesna taktyka.Oczywiście i w szachach i w piłce zdarzają się geniusze, którzy wyznaczają nowe kierunki,ale ilość ich jest znikoma . Inaczej mówiąc taktyka czyli w skrócie działanie według wcześniej przemyślanego planu jest tym czynnikiem ,który stanowi wartość dodaną. Zespół , który ma te warianty lepiej opanowane, jego ustawienie jest bardziej dopasowane do możliwości i umiejętności zawodników oraz do fazy gry ma większe szanse na sukces.Podobnie zresztą jest z rolą przygotowania fizycznego ,technicznego czy mentalnego.
Przy czym ja rozumiem tę niechęć nie tylko Twoją do zagłębiania się w problemy istotne dla piłki. Redaktor Stanowski na swoim "Weszło" też na początku proponował teksty pisane przez fachowców o problemach m.innymi taktycznych,ale nikt prawie ich nie czytał.Jak on przestał takie teksty puszczać, to ja przestałem "Weszło" czytać. Smile.
Ja w inkryminowanym tekście, podobnie jak w innych, ubolewam nad tym faktem,że mało dziś da się dyskutować o poważnych problemach tyczących piłki, gdyż najbardziej frapujące i zajmujące są plotki, transfery, kto jak piłkę kopnął,albo nie kopnął itd.,które ja z kolei nazywam pierdołami.
I to stosunek do tego co jest istotą piłki nożnej nas zdecydowanie różni
42niedziela, 27, listopada 2016 09:02
Zbyszek
@Iocosus.
Oczywiście trudno przewidzieć w futbolu konkretne wyniki meczów,ale jak doświadczenie wskazuje to na końcu jakiś rozgrywek prawie zawsze ci uznawani powszechnie za najlepszych zajmują czołowe miejsca.Borussia Dortmund do tych najlepszych nie należy. A wczorajszy mecz z Eintrachtem Frankfurt utwierdził mnie,że grając w większości II składem byli absolutnie w naszym zasięgu. Tylko, albo aż mecz z nimi trzeba było potraktować wynikowo,a nie sparingowo.
Dodam,że ja nie polemizowałem ze Świrkiem Wampirkiem, gdyż ten zacny zgredzik Smile był powtórzył bez zastanowienia głupotę jaką wypowiedział zawodnik Czerwiński. A ja jego bym zapytał, przeciwko jakim światowej klasy zawodnikom on grał,żeby ich mógł oceniać.?.A,że ogrywali go jak dzieciaka ?, bo słaby on jest.Więc jakby co to, takich jak Czerwiński za autorytety nie uznawajmy.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1