A+ A A-

Legia - Wisła Płock 2-2: Niemiła niespodzianka

W nieoczekiwanym momencie przerwana została passa ligowych zwycięstw Legii. W piątek do Warszawy przyjechał beniaminek z Płocka. Legia prowadziła już 2:0 po golach Nemanji Nikolicia i Kaspera Hämäläinena, ale goście odrobili straty i wywieźli z Warszawy jeden punkt.

 

Legia w tym meczu musiała radzić sobie bez trzech ważnych zawodników. Do kontuzjowanego Adama Hlouška dołączyli zawieszeni za żółte kartki Guilherme i Miroslav Radović. Na ławce rezerwowych usiadł skuteczny ostatnio Aleksandar Prijović. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz - Bereszyński, Rzeźniczak, Pazdan, Broź - Jodłowiec, Moulin - Kucharczyk, Odjidja-Ofoe, Hämäläinen – Nikolić. Goście rozpoczęli w składzie: Kiełpin - Stefańczyk, Sielewski, Božić, Stępiński - Furman, Rogalski - Wlazło, Kriwiec, Reca – Kanté.

Legia rozpoczęła mecz z dużą pewnością siebie, zepchnęła gości do głębokiej defensywy i szybko objęła prowadzenie. Pierwszy celny strzał oddał w 5. minucie Odjidja-Ofoe, jednak Kiełpin spokojnie obronił to uderzenie. Minutę później do strzału w polu karnym doszedł Kucharczyk i znów górą był Kiełpin. W 10. minucie było 1:0. Broź wbiegł w pole karne, dośrodkował lewą nogą, piłkę głową uderzył Nikolić i Kiełpin tym razem nie miał już nic do powiedzenia.

Legia wyraźnie dominowała jeszcze przez kilkanaście minut, ale akcjom naszej drużyny brakowało tempa i precyzji. W tej fazie meczu niebezpiecznie pod bramką gości zrobił się tylko raz, w 26. minucie, kiedy Kiełpin ‘na raty’ obronił podkręcone uderzenie Nikolicia. Pasywnie grający goście dość nieoczekiwanie mieli doskonałą szansę na wyrównanie w 29. minucie meczu. Kilka metrów przed Malarzem znalazł się Kanté. Nasz bramkarz szczęśliwie odbił strzał napastnika Wisły. Po tej sytuacji goście przejęli inicjatywę, zaczęli atakować szybciej i większą ilością zawodników. Legioniści jakoś nie mogli zawiązać płynnej akcji, choć nasz zespół był blisko podwyższenia wyniku. W 41. minucie fatalny błąd popełnili obrońcy gości i Nikolić był blisko wyłożenia  piłki Hämäläinenowi, ale Fin nie dostał podania w tempo i stracił równowagę przy próbie trafienia w piłkę.

Do przerwy było 1:0 po, co tu ukrywać, słabym meczu. Można było spodziewać się, że w drugiej połowie goście spróbują postawić wszystko na jedną kartę.

W pierwszym kwadransie po przerwie o żadnym szturmie Wisły nie było jednak mowy. Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza. Najpierw oglądaliśmy ogromne zamieszanie w polu karnym gości po rzucie wolnym dla Legii, ale ani Pazdan, ani Jodłowiec nie zdołali skierować piłki do bramki. Legia podwyższyła prowadzenie w 57. minucie. Kucharczyk przepuścił piłkę do podłączającego się do ataku Bereszyńskiego, ten dośrodkował, a Hämäläinen z kilku metrów wbił piłkę do bramki.

Potem nasza drużyna znów zaczęła grać dość niefrasobliwie. Tym razem goście wykorzystali tę sytuację. W 61. minucie Kriwiec uderzył z ostrego kąta i Malarz odbił piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później skutecznie przypomniał o sobie były legionista. Furman miał mnóstwo miejsca przed polem karnym Legii, wyśmienicie huknął z prawej nogi i było już tylko 2:1. Trenerzy dokonywali zmian. W Legii na boisku pojawił się Prijović, który zmienił Nikolicia.

W 67. minucie Legii dopisało szczęście, kiedy dwóch zawodników gości minęło się z piłką po dośrodkowaniu Furmana z rzutu wolnego. W 74. minucie doskonałą indywidualną akcją popisał się Odjidja-Ofoe, podał do Prijovicia, ale ten pogubił się w polu karnym gości. Ta sama para pokazała się dwie minuty później. Tym razem Prijović zachował się znacznie lepiej, ale Kiełpin obronił jego płaski strzał. W 78. minucie Wisła odrobiła straty. Furman zagrał piłkę z rzutu wolnego, Kanté przedłużył podanie głową, a rozpaczliwie interweniujący Malarz praktycznie ‘nabił’ Sylwestrzaka.

Legia nie była już w stanie odzyskać kontroli nad meczem, a przede wszystkim – zwycięstwa. Ataki naszego zespołu były chaotyczne i nieskuteczne. Dwa razy blisko szczęścia był Prijović, ale nasz napastnik tym razem nie miał tak dobrego dnia jak w poprzednich meczach. Albo podejmował złe decyzje, albo był minimalnie spóźniony. Swoją obecność na boisku usiłował zaznaczyć wprowadzony za Hämäläinena Kazaiszwili, ale jego strzał zza pola karnego nie sprawił problemów Kiełpinowi. Z rzutu wolnego szczęścia próbował Moulin, ale uderzenie było bardzo słabej jakości. Prawdziwą ‘piłkę meczową’ mieli za to goście, ale w ostatniej akcji meczu Kanté zmarnował sytuację, nie dostrzegając w polu karnym nieobstawionego Furmana.

W piątkowy wieczór Legia sprawiała wrażenie drużyny, która jest przekonana, że nie może jej spotkać nic złego. Nasi zawodnicy zbyt często razili nonszalancją w ataku oraz brakiem zdecydowania w obronie - i niestety ponieśli za to karę. To niepotrzebnie, na własne życzenie stracone punkty.

Dyskusja (30)
1sobota, 03, grudnia 2016 00:00
Mroova
"to" było owszem niemiłe, ale czy aby na pewno była to niespodzianka ?

przecież już w pierwszej połowie zwyciężył minimalizm i "samo się zrobi". najgorszy koszmar - reaktywacja.

Tak wiem .... ogarną się i będzie lepiej. Ale niech się najpierw k..wa ogarną.
2sobota, 03, grudnia 2016 00:15
CTP
Mnie ten wynik, owszem, zaskoczył ale nie aż tak bardzo. Niestety, cechą charakterystyczną Legii made by Magiera jest kompletny brak umiejętności gry, gdy to przeciwnik posiada piłkę. Z Borussią straciliśmy 14 bramek a z Realem 8 i absolutnie nie jest to żaden przypadek. Nie potrafimy asekurować, kryjemy na radar a gdy przeciwnicy już wejdą na naszą połowę, to Malarz czuje się we własnym polu karnym jak w autobusie linii 189 o ósmej rano - pół zespołu tam urzęduje a przed naszą "szesnastką" rywale mogą sobie grać w dziadka.
Przez te 5 kolejek żarło ale, niestety, w końcu przestało, bo taka już jest piłka, że wcześniej czy później zazwyczaj przestaje żreć.
3sobota, 03, grudnia 2016 03:35
Senator
To jest kurde niemożliwe. Człowiek wyjmuje zimowe buty, swetry, ubiera się w czapkę zakłada rękawiczki i mimo tego wychodzi z meczu zły wściekły i zmarzniety.
Tu nie ma nic do rzeczy trener, tu nie mają nic do sprawy nazwiska zawodników. Kto by Legii nie trenował, kto by nie grał to zawsze rok w rok, sezon w sezon ,runda w rundę kiedy przyjeżdża na Ł3 drużyna słaba, marna, bez większej piłkarskiej nazwy Legia stoi.
Kiedy jest szansa zyskać punkty bo rywale je tracą Legia nie korzysta. Tak już jest od lat a my kibice nie umiemy się do tego przyzwyczaić. Nie umiemy ponieważ zawsze mamy nadzieję, że ta Legia ten trener to już to. Mamy przecież zawsze podstawy bo Legia a to w 10 wydrze zwycięstwo z Lechem, a to pukanie wysoko jakiś poważniejszy zespół niż beniaminek w danym sezonie czy w końcu zremisuje z Realem Madryt.
Ja usprawiedliwienia dla trenera i zawodników nie mam. Jedyny który mi się podobał to Moulin, no ale on jeszcze nie wie jaką przypadłość ma klub Legia.
4sobota, 03, grudnia 2016 07:45
świrekwampirek
Senator, wczoraj po meczu na LN zamieściłem taki komentarz i według mnie myślimy to samo. Jest teraz modne stwierdzenie DNA klubu i my wczoraj mieliśmy właśnie jego książkowy przykład jeśli chodzi o Legię.

"Co tu dużo mówić, wszyscy źle bez wyjątku dziś łącznie z Magierą. Olewactwo, buta, nonszalancja czyli odwieczne grzechy Legii dziś w całej krasie.
Smutne to było.

P.S. Panie Jodłowiec wielkie dzięki za wszystko ale chyba czas się żegnać."

P.S. Tu nie chodzi personalnie o Magierę czy obecnych zawodników, ile takich spotkań zaliczyłem w takiej sytuacji kiedy można doskoczyć do czołówki a przeciwnik akurat najsłabszy z najsłabszych gdybym chciał nie zliczę.
5sobota, 03, grudnia 2016 09:51
kibic60
Kolejny weekend spierniczony, ale skoro szanowny Senator nakazuje skrobać litery po każdym meczu, to nie ma przeproś Smile

Pomimo wieku, nie mogę zaakceptować faktu, ze w grudniu może być zimno i padać śnieg, tak już z pewnością nie zaakceptuję faktu, że jeszcze nie jeden raz przezywać będę ogromne rozczarowanie z powodu gry Legii.
Wczorajsza nonszalancja, która od 20 minuty aż biła w oczy jest dla mnie niezrozumiała.
Graliśmy w dziesięciu (Jodłowiec), ok, ale z taką Wisłą Płock przy Ł3 nawet w 9 powinniśmy wygrać w cuglach.
Wiem, że nie można wygrać wszystkiego, ale kurcze, szlachectwo zobowiązuje.
Nic słowa Magiery o koncentracji, graniu na maksa i tym podobne pierdoły. Piłkarze wiedzą swoje i już.
To jest kolejka, w której powinniśmy doskoczyć do czuba tabeli. Nie doskoczymy Sad
6sobota, 03, grudnia 2016 11:06
świrekwampirek
Czyli jest nas przynajmniej trzech z tymi samymi odczuciami i przemyśleniami.

P.S. Kibic, chciałbym Ci świątecznie osobiście uścisnąć pazurki przy okazji środowego meczu i wymienić kilka zdań na temat którego tu nie wolno poruszać. Jak możemy się przed czy po styknąć na 10 min? Gdyby co mogę podać mój numer Redakcji.
7sobota, 03, grudnia 2016 11:31
Baron
Cóż takie mecze się zdarzają, na co jak najbardziej słusznie zwrócił uwagę Senator i Świrek, niestety ale zdarzył też się nam Hasi który zniszczył początek sezonu i płacimy za to bardzo wysoką cenę. Teraz nie było marginesu błędu i pomimo prowadzenia 2-0 z beniaminkiem Legia go popełniła. Co do Jodłowca to wszyscy wiedzą o jego problemie, a mimo to tolerują jego zachowanie w klubie. Owszem były mecze w jego wykonaniu bardzo dobre ale też mnóstwo złych, był też prawie zawsze roztoczony nad nim parasol ochronny. Bo przemęczenie, tym przemęczeniem jest wszystko tłumaczone, ja przestaje to kupować. Dla mnie od dłuższego czasu Jodłowiec nie jest odpowiednio skoncentrowany na boisku, nieobecny, chyba czas na zmianę otoczenia.
8sobota, 03, grudnia 2016 12:36
corazstarszy
@kibic50
ale z taką Wisłą Płock przy Ł3 nawet w 9 powinniśmy wygrać w cuglach

O. Dokładnie, przez takie stawianie sprawy przegrywamy od lat. Wedle jednego schematu: ‘bo z nimi to powinniśmy wygrać nawet po zatruciu salmonellą, grając w 9 na 11 i zaczynając mecz od stanu 0-1’. Pewnie nie oglądałeś wcześniej Płocka za wiele. Przed meczem było wiadomo, że oni naprawdę grają i potrafią to robić. I w takiej sytuacji w Legii musi wszystko zadziałać na wysokim poziomie. Nie będzie się często zdarzać, że wygramy w lidze mecz ‘samymi umiejętnościami’. Walka, psychika, koncentracja tylko na tym, co teraz.
Co do Jodłowca, nie wiem, w czym był bardziej winny np. przy 2-1 niż Hamalainen czy Moulin. Zwykła rzecz, jest trzech do skasowania akcji, to jeden liczy na drugiego. Np. Kosecki tak strzelił cztery lata temu po slalomie między widzewiakami. Za to widziałem, co się stało w Szczecinie, gdy w przerwie Jodłowiec został zmieniony. Michał Kopczyński to same udane mecze zalicza? Jak na takiego młodego, który dopiero sobie wyrabia markę, trochę dziwnie się zachował przy 7-3 w Dortmundzie.
Ale wiadomo, to Legia i to Polska: zawsze musi być Mięciel, Iwanicki, Rzeźniczak czy Jodłowiec.
Żeby nie było, nie twierdzę, że Jodłowiec zagrał dobrze czy że gra dobrze. Twierdzę tylko, że ten narodek tak ma: gnoić, narzekać, gnoić, narzekać. Też tak mam.
Co dalej z Jodłą? Wyczytałem o możliwości transferu. Dla niego to byłby wariant optymalny, dla Legii może też. Ale jestem ciekaw jak będzie wiosną wyglądał po przygotowaniach, jeśli zostanie.
Rano obejrzałem transmisję: Jagoda zwracał, moim zdaniem słusznie, uwagę, że on się wiele razy pokazywał do gry, ale koledzy podejmowali inne decyzje.
Furman? Wiadomo było, że jest w Płocku takim odpowiednikiem Odidjy-Ofoe. Moim zdaniem, w Legii sfg wykonywał dużo gorzej niż wczoraj.
@Senator
Człowiek wyjmuje zimowe buty, swetry, ubiera się w czapkę zakłada rękawiczki i mimo tego wychodzi z meczu zły wściekły i zmarzniety.

Dodaj sobie do tego: 300 km do Warszawy i 300 km z Warszawy. Mogę na ogół tylko w piątki. I też mi się takie wizyty trafiają. Powrót jest wtedy bardzo niefajny. A w Polsce zima to ok. 6 i pół miesiąca trwa.
Będzie 10 punktów straty do 1. miejsca. Trudno będzie dogonić. A nie jest powiedziane, że strata jeszcze w 2016 się nie powiększy.
Nie stać Legii na dawanie takich forów rywalom, jakich przykładem była paca Besnika Hasiego przez 9 kolejek.
9sobota, 03, grudnia 2016 12:50
kibic60
Smile
10sobota, 03, grudnia 2016 13:24
1313
Joł ziomeczki wczoraj nic nie napisałem bo zrobiłem wszystko aby po meczu wrócić na chatę jak najpóźniej bo takie nerwy miałem, że normalnie chyba bym kogoś znokautował. Nawet z kumplami też maga wkur...nymi umówiliśmy się, że nie gadamy o meczu aby coś nie odyebac dziwnego i zapewne poza prawem, ale dziś to dziś i trzeba to z siebie w końcu wyrzucić bo jest naprawdę co.
Wczorajszy mecz to był koszmar po 20 minutach wszystko się skończyło i widać było, że to się musi źle skończyć i nawet gol na 2-0 mnie nie uspokoił i niestety sprawdziło się. Owszem były sytuacje na 3-1 i 3-2 ale niestety arogancja i nonszalancja nas ukarała.
Panie Magiera ja pana lubię i w ogóle szacun za ogarnięcie zespołu, ale qurwa powaliło pana do reszty??? Kucharczyk to jakaś święta krowa czy jak??? Jodłowiec po maks 30 minutach wędka, ale nie człapał i sabotował do końca. Nawpuszczał pan wczoraj pełny skład drewna (Hamalainen mimo gola nic dobrego) i zdziwko, że nie halo. Jak mi wczoraj było szkoda Vadisa no naprawdę jak mi jego wczoraj było szkoda no z nikim nie mógł sobie wczoraj pograć. Wielokrotnie wczoraj miał piłkę na 25-30 metrze i stawał bo nie miał z kim pograć. Można czasem popsioczyć na Gui czy Rado, ale bez nich ta drużyna nie istniała. Toporność Level Hard. Dołożyć do tego Niko, który nie potrafi/nie chce podać dobrze do kolegi plus Prijo, któremu chyba jednak troszkę zaszumiało i Vako, którego długo broniłem, ale wczoraj mógł mega zaplusować to nie sam pod siebie zagrał, wiec niech spierydala do tej Holandii. Do pana panie trenerze i do Vuko mam pretensje, że nic nie zrobiliście w 2 połowie aby obudzić zespół po golu na 2-1 i doszło do dramatu bo ten remis to porażka, która nas oddala od MP, a niczego innego my kibice nie chcemy.
Mam dość słuchania o motywacji,o wnioskach o intensywności. Wy to pokazujcie na boisku zwłaszcza na Ł3 do cholery. Ja ma pan jaja to dziś idź pan do Leśnego i krótko z mostu ten,ten i tamten won z drużyny, a dokupić 2 zawodników dla których technika to nie jakieś SF!!! KK to się nadaje jak zmiennik na nic innego.
Zapewne pozostałe mecze dla nas słabo się ułożą i straty co raz większe będę,a to tylko dlatego, że uwierzyliście w swoją zayebistosć.
Byliście panowie zawodnikami Legii więc wiecie doskonale albo MP albo wypad z baru.
Innych opcji tutaj nie ma. To jest qurwa Legia Warszawa, a nie amicorz, który cieszy się z 4 miejsca lub że zajęcie 2 miejsca plus przegrany finał PP do dla nich dobry sezon. Proszę to sobie wziąć do serca.
Dobra to chyba tyle a teraz sam nie wiem co??/ Innych spotkań to raczej oglądać nie będę aby się nie znów nie wqurwiac. Może ten przereklamowany klasyk zlukam a kto wie może nawet skoki.
Pozdrawiam wszystkich kibiców którym wczoraj udał się nie wkurzyć na to wszystko.
11sobota, 03, grudnia 2016 13:45
Zbyszek
Ubolewam nad tym,że tyle tematów, a ja , aby Państwa nie zanudzić z połowę muszę wyrzucać.Smile.

O tym,że nazwy Legia wypadałoby dodawać Cudzoziemska.
Pozornie niedostrzegalnie,ale przecież widocznie nasza drużyna przeistacza się w zbiór zawodników różnego pochodzenia narodowego, którzy na dodatek ogrywają w niej role pierwszoplanowe. Dobrze,że chociaż trenera mamy polskiego Smile.I jak by na to nie patrzeć to etymologia słowa Legia powoduje,że wracamy do źródeł.Gdyż nazwę Legia wzięła od nazwy rzymskiego oddziału wojska , legionu lub krócej legii.Tylko,że z łaciny słowo legia oznacza pobór, w tym wypadku pobór do wojska. Dewizą wojsk rzymskich był honor, a zawołaniem :"Ave Caesar morituri te salutant". Nie należy wykluczyć,że Krakusy, które Legię zakładały poczuły się jak ochotnicy i nazwę nadali stosownie do sytuacji w jakiej się znaleźli, a była ona identyczna jak żołnierzy Legii Cudzoziemskiej.Legia Cudzoziemska była i są to oddziały złożone z obcokrajowców walczących poza granicami Francji na rzecz jej interesów.W początkach I wojny światowej Legioniści Piłsudskiego walczyli na rzecz Austrii i Prus , gdyż państwa naszego nie było.Żołnierze Legii Cudzoziemskiej są to ochotnicy,ale i najemnicy, gdyż trafiają do niej z własnej woli,ale za służbę dostają wynagrodzenie.Kodeks tych żołnierzy jest tak prosty,że każdy może go pojąć, przyswoić i stosować. A zawiera on takie przykazania jak : honor i wierność ;traktowanie wszystkich kolegów jak towarzyszy broni; dyscyplina i koleżeńskość siłą,,a odwaga i lojalność cnotami ; stałą dbałość o formę fizyczną ; traktowanie otrzymanego zadania jak świętości ;zachowanie dostojne,ale skromne ; bycie na polu walki bez presji i nienawiści, z szacunkiem dla pokonanych wrogów.
Podejrzewam,że dzisiejsze regulaminy, zapisy kontraktowe i różniste papierowe zabezpieczenia nie zawierają tyle wartości i treści co te kilkanaście słów, które przytoczyłem. W legionach rzymskich i prawdziwej Legii Cudzoziemskiej wszyscy i każdy z osobna czuł się depozytariuszem honoru oddziału. Dla mnie nazwa Legia zawsze zobowiązywała do tego samego i dlatego nie potrafiłem pojąć, a i dziś nie jestem w stanie, kiedy trener, piłkarz, działacz , ba zwykły kibic nie wie co to honor i szacunek wobec siebie i innych i prawdziwe poczucie godności.
Mnie nie dziwi fakt,że ulubieńcami kibiców stali się piłkarze o nieswojsko brzmiących nazwiskach. Tak to się porobiło.Mnie tylko zastanawia jak to było możliwe,że w ciągu 20 lat od drużyny grającej w LM samymi Polakami , dziś mamy drużynę w której stanowimy mniejszość.Żeby tylko liczebną.Bo przecież w dobie obecnej o jakości gry naszego zespołu decydują : Odjidja, Moulin,Radovicz,Guilherme,,Nikolicz, Prijovicz, Hlousek. A jeszcze dobijają się Kazaiszwili, Hamamlinen, Aleksandrow,że o Langilu nie wspomnę Smile.W tej drużynie zbliżoną jakością dysponuje tylko Pazdan, gdyż drugi mający papiery na granie Jodłowiec woli hazard i piłki poważnie nie traktuje.
I tak sobie wspominam jak mnie chandra najdzie jak to włodarze z ITI tworząc Akademię zakładali,że będzie ona kuźnią kadr dla klubu.A w czasach obecnych jak to prezes BL, a zwłaszcza pan DM twierdzili,iż Legia musi być klubem , którego podstawowymi graczami będą wychowankowie. A nabór / pobór// do drużyny to najpierw wyróżniający się z Warszawy, potem z Mazowsza, a następnie z Polski.W praktyce nawet nie przystąpiono do realizacji zapowiedzi.Ostatnio wiele słyszymy i czytamy , również ze strony PZPN,że bez szkolenia utalentowanej piłkarsko młodzieży nasz rodzimy futbol czeka uwiąd i upadek.Patrząc na dzisiejszą Legię, to raczej na sukcesy Smile.Opowiada się o tworzeniu programów szkolenia, o kształceniu kadry nauczającej , o tworzeniu infrastruktury.Przed ponad 60 laty już coś takiego w polskiej piłce miało miejsce.To dzięki takiej pracy od podstaw możliwe było wyszkolenie piłkarzy, którzy pod koniec lat 60-tych , w latach 70-tych i na początku 80-tych zaliczani byli do najlepszych na świecie.I to co się proponuje trzeba robić i to jak najśpieszniej, bo na efekty i tak trzeba będzie czekać co najmniej 10 lat.Lecz póki co od tego marzycielstwa poziom naszych piłkarzy nie wzrośnie.Mało tego ja twierdzę,że nie we wstępnym szkoleniu młodzieży leży przyczyna tego,że obcokrajowcy są lepsi od piłkarzy własnego chowu.Bowiem zwykła obserwacja np. równoległych meczów młodej Legii z odpowiednikami rywali w LM pokazuje dowodnie,że nasi nie są gorsi . Czyli mówiąc kolokwialnie na etapie juniora nie odstajemy i dopiero na etapie seniora rozwiera się przepaść.To ten okres pomiędzy 17-19 , a 21-22 latami jest decydujący. To w tym czasie gubimy i niszczymy talenty, a w każdym razie nie potrafimy ich rozwinąć.Dlaczego tak się dzieje to temat na oddzielne opowiadanie.Ale póki z tym problemem się nie zmierzymy i nie uporamy to pogódźmy się z faktem,że będziemy Legią Cudzoziemską. Oby tylko jej zasady się zgadzały Smile.

O tym,że pogodzenie gry w ESie i Europie przestało przeszkadzać.
W tym tygodniu w GW i PS pojawiły się artykuły których autorzy analizując ostatnie niepowodzenia Zagłębia Lubin , Cracovii i Piasta przyczyn upatrują w ich udziale w rozgrywkach europejskich. Szczególnie boleją nad faktem,że polskie drużyny muszą tak wcześnie rozpoczynać grę w eliminacjach.Te teksty stanowią powielenie tego co w poprzednich latach pisano o Legii i Lechu.Jest to przejaw takiego zboczonego myślenia oznaczającego,że jak klub w jednym sezonie był w czubie tabeli to ma już patent na wieczność, a jak sobie radzi w następnym sezonie gorzej to mu udział w pucharach zaszkodził.A ja niewprowadzony w te arkana obłudy zapytam,: a co w takim razie przeszkadza Ruchowi, Wiśle,Śląskowi i innym dołującym klubom ?. A w ogóle to chyba najlepiej byłoby dać sobie spokój z tymi Pucharami.
Nie jest moim zadaniem wyśmiewanie się z takich opinii, bo to łatwizna. chodzi tylko o to,że w każdym z wymienionych klubów przyczyny gorszych wyników są inne.Kiedy Legia będzie grała z nimi to przedstawię swój punkt widzenia.Lecz oczywiście są też punkty wspólne, zaliczam do nich : osiągnięcie wyników powyżej stanu posiadania oraz gonitwa za wszelką cenę za doraźnym sukcesem.
W Legii było przez lata podobnie,albo jeszcze gorzej. Mieliśmy do czynienia z pozornymi wyborami czy lepiej myć ręce czy nogi, z autopromocją trenerów, mętnymi teoriami o rotacji, z dywagacjami o niszczącej presji itd, itp.A wszystko to po to,aby usprawiedliwić słabe wyniki w lidze, albo w Europie, albo w obu naraz. Pismactwo wszelakie, prezesi, trenerzy prześcigali się w pseudonaukowych wywodach na temat przyczyn tego czy owego oraz jak poprawić, udoskonalić, ulepszyć czyli jak wszystko koncertowo jeszcze bardziej spieprzyć.A dziś tego jazgotu nam się oszczędza.A przecież wyniki w LM są katastrofalne, w lidze raz lepiej raz gorzej. Więc co się takiego wydarzyło? Skąd taka odmiana?.
Sprawa dla mnie jest prosta.Przestaliśmy sami siebie obwiniać, sami siebie ośmieszać,. inaczej mówiąc przestaliśmy się samobiczować. To wystarczyło.
Ale z drugiej strony nie należy przesadzać w propagandzie sukcesu, bo ona ma zawsze krótkie nogi, zwłaszcza w sporcie.Odniosę się w tym miejscu tylko do jednego zdarzenia , a mianowicie do wpisu pani rzeczniczki prasowej klubu na Twitterze, która tak sobie pofiglowała;" Dziś nasza drużyna ma wolne. Trenować mieli tylko chętni.Przyszła prawie cała drużyna.To jest dopiero team spirit. Walczymy." Dobrze,że nie poddała pod pręgierz opinii publicznej tych odszczepieńców, którzy ośmielili się nie przyjść.Smile. Tak to niektórzy chcą zamienić głupotę w cnotę.Ja nie znoszę tego ckliwego, taniego sentymentalizmu. Jeżeli nawet tak było to nie jest to żaden duch,ale katastrofalny błąd sztabu szkoleniowego.Albo bowiem zawodnicy potrzebowali tego dnia wolnego z reguły na odreagowanie, wyciszenie, nabranie dystansu, albo nie.Jak potrzebowali to po co zajęcia.?. A jak nie potrzebowali to po co wolne.Zrobić normalny dzień treningowy,a wtedy frekwencja wyniosłaby 100 %.Tylko o czym w tak radosnym nastroju informowałaby pani rzecznik. Bo chyba nie o wyniku meczu z Wisłą Płock Wink.

O tym,że Wisła Płock to nie Sporting.
Za kilka dni nasza drużyna rozegra mecz o dalszy byt w rozgrywkach europejskich . Trudno sobie wyobrazić,aby trener grając z teoretycznie dużo słabszym rywalem nie próbował rozwiązań jakie zastosuje w meczu ze Sportingiem.Nie byłoby takich rozważań, gdyby trener rotował składem , gdyż wówczas dobór zawodników byłby wypadkową ich formy ewentualnie potrzeby odpoczynku.Ale trener Magiera wybrał skład docelowy ,który zmienia tylko w razie zewnętrznej potrzeby. Podobnie jest z rezerwowymi.W mediach trener był namawiany by skorzystał we wczorajszym meczu z młodych zawodników i nawet wymieniano kto to mógłby być.Ja nie twierdzę,że ci podpowiadacze nie mieli swoich racji.Ale w drużynie hierarchia jest bardzo ważna i młody , aby grać musi co najmniej dorównywać temu starszemu.Same chęci to przymało.Tyle tylko,że taka zachowawczość nie zawsze się sprawdza.Młody da z siebie wszystko, bo chce się pokazać, a starszemu zbyt często wydaje,że wystarczy grać na pół gwizdka i mecz sam się wygra.Otóż z reguły nie.

O tym,że ustawienie naszej drużyny robi się stałe, tylko gracze się zmieniają.
Trener Magiera pomimo młodego wieku sprawia wrażenie szkoleniowca dojrzałego, pragmatycznego i rozsądnego.Doskonale wie,że dysponuje jak na nasze warunki ogromną siłą gry środkowej linii.Równocześnie jest świadomy,że nasi obrońcy mają problem z wprowadzaniem piłki do gry ze strefy obrony oraz przeszkadzaniu rywalom w rozgrywaniu akcji przed linią pola karnego.Te przesłanki skłaniają Magierę do ustawiania zespołu w wyjściowym systemie 4-1-4-1.Tym razem rolę zabezpieczającego,jak kiedyś się mówiło rygla miał pełnić Jodłowiec, natomiast Moulin grał to co najlepiej umie . Mianowicie jest on tym,który inicjuje prawie wszystkie akcje ofensywne drużyny.On nie błyszczy tak jak Radovicz czy Odjidja. Pozostaje w cieniu. Ale to on jest tym przez którego przechodzi najwięcej piłek, to on w krótkim odstępie czasu jest pod własną bramką , aby po chwili być pod wrażą i stale jest pod grą.Jego uwalnianie się spod opieki kryjących rywali jest imponujące.Nie jest to gracz efektowny,ale niebywale przydatny drużynie.Szkoda,że jego pracowitość w II połowie meczu została zmarnotrawiona.

O tym,że poważnie to należy traktować najpierw siebie.
Występuje często taki poznawczy dysonans kiedy to trenerzy przed meczem ze słabym przeciwnikiem opowiadają dyrdymały jaki to,on jest mocny.Arcymistrzem w tej paplaninie był Berg.Ma to chyba na celu pobudzenie mentalne,ale wydaje się być przeciw skuteczne,gdyż zawodnicy wiedzą,że to nieprawda.Czym innym jest szacunek dla każdego rywala, gdyż to są tacy sami piłkarze jak nasi i też chcieliby więcej wygrywać niż przegrywać i dawać sobą pomiatać nie są skłonni.A jeszcze czymś odmiennym jest poważne traktowanie siebie jako człowieka , który podjął się wykonania określonej pracy za pieniądze. Bzdurnie takie podejście do podstawowych obowiązków nazywa się profesjonalizmem.Wyobraźmy sobie zwykłego robotnika, który przychodzi do pracy i wykonuje ją źle, bo mu się nie chce.Zdarzają się i tacy,ale to są absolutne wyjątki. Są też tacy, którzy wymagają bieżącego nadzoru,ale jest ich mniejszość.A w piłce jest takich większość, a my wręcz przywykliśmy do tego,że piłkarze wykonują swój zawód byle jak.Za usprawiedliwienie mają służyć słowa klucze : słabszy dzień, nie wyszło,za wcześnie uwierzyliśmy w wygraną itp..A to jest po prostu brak szacunku wobec samego siebie.I w takim meczu jak wczorajszy ujawniają się przyczyny o charakterze emocjonalnym, które można sprowadzić do różnych odmian słowa chcę, a właściwie nie chce mi się..
Tu mały wtręt już historyczny.W napastliwej i niesprawiedliwej ocenie trenera Hasiego opartej o wypowiedzi zawodników, którzy chcieli być pieszczeni i robić to na co tylko mieli ochotę zapomnieliśmy,że to on przygotował zawodników motorycznie do długiego sezonu,że to on sprowadził do klubu Odjidję i Moulina i że to on awansował do LM.Ci którzy przyznawali rację tylko piłkarzom ,którzy sabotowali Hasiego tak naprawdę poparli ten model zachowania piłkarzy oparty nie o ich zawodowstwo ,ale chciejstwo lub jego brak. Więc dzisiejsze narzekanie,że oni wczoraj nie chcieli jest cokolwiek fałszem podszyte.

O tym,że trener mało pomaga zespołowi.
Były w lidze takie mecze, które określa się samograjami.Drużyna wychodzi na boisko i wygrywa, bo prawie wszystko jej się udaje.Ale tak zawsze nie musi być.Zdarzają się mecze w których gra z różnych powodów się nie układa.Na ogół następuje to wówczas, gdy nasza drużyna traci kontrolę nad wydarzeniami na boisku i przestaje dominować.To samo w sobie niejako napędza przeciwnika , powoduje,że on zaczyna wierzyć,ze nie taki diabeł straszny i daje mu argument,że tak powiem do nogi.Wówczas następuje zamiana ról.My z tej atakującej stajemy się broniącymi, a oni odwrotnie.I to jeszcze byłoby pół biedy, gdyby siłą naszej drużyny była gra obronna. A tak przecież nie jest.Mamy, poza Pazdanem,piłkarzy przyuczonych do gry w tej linii, a do tego taktyka gry tej formacji jest w powijakach.Więc stawianie na obronę,ze ona nie dopuści w takiej sytuacji do utraty bramek jest mrzonką.
Mamy za to bardzo mocną personalnie , grającą niekonwencjonalnie linię ofensywną. I to ona dźwiga ciężar gry.Więc kiedy to rywale ruszają do ataku to zawodnicy ofensywni muszą im jak najwięcej przeszkadzać,także przez utrzymywanie się przy piłce na ich połowie.I tu występuje duże pole do pomocy drużynie przez trenera, który musi umieć czytać grę, przewidywać rozwój wydarzeń i odpowiednio reagować..I niestety trener Magiera w dwóch meczach z Pogonią i wczorajszym egzaminu w tej dziedzinie nie zdał.W Szczecinie zamiast wzmocnić ofensywę , wycofał na pozycję defensywnego pomocnika Odjidje co z ogromnym zadowoleniem przyjął trener Pogoni, a wczoraj zamiast wzmocnić defensywę to majstrował w ataku.Można to było robić,ale nie należało zdejmować Nikolicza. Ma on swoje wady,ale jego największą zaletą jest to,że przeciwnicy przynajmniej dwóch muszą go kryć, bo on jest zawsze w linii ich obrony.I tym samym go kryjący nie mogą włączać się do ofensywnych akcji własnej drużyny.Prijovicz ma zalety,ale jego wadą w takim meczu jak wczorajszy jest to,że szuka piłki w głębi pola i wycofuje się z linii obrony.Za nim przenoszą swą obecność obrońcy przeciwnika skracając pole gry. A to zawsze jest korzystne dla drużyny która ma inicjatywę w grze,
Kończąc wątek trenera, o którym pewno jakiś felietonik skrobnę muszę wyraźnie napisać,że nie podoba mi się wymienianie przez niego zamiast imion i nazwisk zawodników, ich ksywek.Ja nie wiem czemu to ma służyć? Popisywaniu się,że je zna?.Dla mnie stanowi to lekceważenie ogólnie przyjętych norm tyczących ochrony dóbr osobistych człowieka. A także naraża trenera na utratę autorytetu, niezbędnego do osiągania trwałych sukcesów w tym zawodzie.
12sobota, 03, grudnia 2016 16:32
ave
Ja natomiast po tym meczu byłem dziwnie spokojny. Potrafię sobie wytłumaczyć tę porażkę. Przede wszystkim skład. Straciliśmy sporo na jakości zarówno z przodu jak i z tylu. Zmiennicy tego nie udźwignęli i tyle. Ktoś napisze, że z Wisłą powinniśmy wygrać rezerwami. Trzeba jednak pamiętać o czym tu pisaliśmy 2 miesiące temu. Czy ktoś wtedy myślał o mistrzostwie? Czy ktoś wierzył, że Magiera aż tak odmieni drużynę? Kbicuję Legii od początku lat 90' i ciężko mi w tym okresie znaleźć czas w którym graliśmy tak pięknie dla oka jak ostatnio. Wypadek przy pracy i tyle. Szkoda punktów. Szkoda serii, ale nie ma tragedii. Jeżeli nie będzie MP to nie przez wczorajszy mecz a przez zwalony początek sezonu.
13sobota, 03, grudnia 2016 22:12
MeM
Czy między nami a Wisłą P. nie jest przypadkiem mniejsza przepaść (kilkukrotnie) niż pomiędzy nami a Realem? Przypomnijcie sobie co pisaliście po tamtym meczu. To jest po prostu piłka. Głowa to większość sukcesu a ta potrafi zawieść największych więc nie przesadzajmy. Tym bardziej, że jak narazie bilans Magiery to o ile dobrze pamiętam 6-1-1. Tak jak napisał ave, to nie postawa we wczorajszym meczu jest przyczyną naszej pozycji w tabeli.
I jeszcze coś, 3 dni po Sportingu gramy w Gliwicach. Ja tam przygotowuję się na kolejną niespodziankę.
14niedziela, 04, grudnia 2016 08:44
sektor212
Niezmiernie ciężko wygrać mecz w 10. Tak bo występ Jodłowca wyglądała tragicznie. Zero pożytku z jego gry. Więcej przeszkadzał niż pomagał.
Malarz również jakiś dziwny kompletnie przyspawany do linii bramkowej. Każdy rzut rożny czy wolny bity w pole karne a nasz golkiper bez żadnego wyjścia nawet na 5 metr. Przy drugiej bramce dziwnie interweniował.

No cóż kiedyś musiał przyjść słabszy mecz. Płock to wykorzystał i urwał nam cenne 2 punkty których może zabraknąć na koniec sezonu. Przed nami w najbliższą środę mecz ze Sportingiem (tak wisienka na torcie na 100 klubu) i walka o LE.
Czy będziemy światkami pierwszego awansu polskiej drużyny z LM do wiosennych gier LE? Będzie zimno i ciężko, ale myślę, że 30 tysięcy fanów naszej drużyny będzie opuszczała stadion w znakomitych nastrojach.
15poniedziałek, 05, grudnia 2016 06:34
Pancz
sektor212 chyba drugiego Smile
Choć z drugiej strony mecz w 1/4 z Koniczynkami był w sumie w zimie Wink
16poniedziałek, 05, grudnia 2016 07:58
kibic60
@ corazstarszy

"przez takie stawianie sprawy przegrywamy od lat"

Akurat "od lat" to słyszymy od piłkarzy taką samą kwestię. „Nie ma łatwych meczów, z każdym trzeba dać z siebie maksimum, tylko to gwarantuje końcowy sukces. Każdy z Legią gra na 100 procent możliwości, jest podwójna mobilizacja, dlatego my też musimy wkładać maksimum zaangażowania”
Po okresie dobrej gry, strzelanych golach - po czterech w spotkaniach z Jagiellonią, Borussią czy Śląskiem, w głowy piłkarzy wkradło się to, co dobrze zna każdy z nas, zbytnia pewność siebie. Zawodnicy uwierzyli w swoją wielkość i to, że trzeci zespół od końca w tabeli, na własnym stadionie, nie jest w stanie im zagrozić. Pograli kwadrans, zdobyli bramkę i odpuścili, Po przerwie znów pograli 10 minut, strzelili gola i odpuścili.
Wiem, że to jest sport i zawsze będą zdarzały się słabsze spotkania, ale co innego, gdy robi się co może, ale piłka nie chce wpaść do bramki, a co innego, gdy traci się punkty na własne życzenie. Dlatego złość po tym meczu wciąż nie przechodzi.
Tomasz Jodłowiec wyglądał słabo, nawet fizycznie gorzej niż zwykle. A gdy to nie funkcjonuje, „Jodła” traci większość atutów.
Kasper Hamalainen nie jest defensywnym pomocnikiem i choć nie jest piłkarzem, który poklepie piłkę w środku, zagra niekonwencjonalnie czy wykreuje coś z niczego, to nie zagrał złego spotkania.

Marcin Szymczyk Wink
17poniedziałek, 05, grudnia 2016 11:58
corazstarszy
@kibic50

Trafnie przytoczyłeś.
18poniedziałek, 05, grudnia 2016 13:47
dalkub
O Jodłowcu mi się nie chce tylko - problem polega na tym że część kibiców, trenerów robiła z niego gwiazdę którą nigdy nie był, a szczerze to kolejny przykład polskiego drewniaka - duży silny i tyle - w piłkę grać nie potrafił, a teraz będąc bez formy ( a może i w ciągu) jest jeszcze słabszy. Drugi problem polega na tym że po kiego było go na tym boisku trzymać - w przerwie zmiana i tyle
Problem polega na tym że ktoś napisał że nawet w 10 można było wygrać - ale słabych punktów było więcej. Przykro mi ale ja nie mogę patrzeć na Brozia - to co on wyprawia w defensywie to jest jakaś parodia gry obronnej - łamanie linii spalonego, ogrywany jeden na jeden spóźniony - beznadzieja. Hamalainen - sorry ale to facet który nie potrafi bronić a w ofensywie daje mało, za mało.
Słąbiej zagrał Dzidzia, tylko że mam wrażenie że jak brakło Rado i Gui to nie miał z kim - bo Kucharczyk jaki jest każdy wie, Fin słaby, a Niko.............
Magiera nie pomógł ewidentnie w czasie meczu, ale on musi zebrać swoje bo jak ktoś myślał że przyjdzie i wszystko się zmieni to był naiwny.
19poniedziałek, 05, grudnia 2016 14:40
Zgred
No tak, ciągły problem z LO, przed meczem miałem nadzieję, że Broź dostając szansę pokazania się - coś pokaże...Nawet asysta przy pierwszej bramce nie daje żadnych usprawiedliwień. Słaby w obronie bardzo, wydaje się pogodzony z rolą tylko siedzącego na ławie.
O Jodłowcu dużo już opisane zostało - więc "kopać leżącego" - nie będę... Hamalainen w moim odczuciu się starał, walczył nawet wślizgami, tylko z nim jest taki problem jaką mu właściwie pozycję przypisać. W rozegraniu mało widoczny, umie kończyć akcje (bramka) i właściwie to wszystko.

"Słabiej zagrał Dzidzia, tylko że mam wrażenie że jak brakło Rado i Gui to nie miał z kim - bo Kucharczyk jaki jest każdy wie, Fin słaby, a Niko............. "

Jednak - wyszli na pierwszą połowę, pobiegali, odebrali i...strzelili.
Na drugą połowę tak samo - wyszli, przycisnęli i ...strzelili.
Niestety uznali, że już jest po zawodach i myślami pławili się pod prysznicem...no i zonk.
Prijovic też poczuł się już (?) jako przyszła gwiazda reprezentacji Serbii -tylko mu umiejętności zabrakło na zabicie meczu na 3-1...
Dziwnym trafem po przeczytaniu wywiadu z naszym Szwajcaro- Serbem mam wrażenie, że zaczyna "odpływać" w myśleniu o swojej karierze, podobnie jak Duda, który oznajmiał w mediach - jak to już w Legii się dusi...

Magiera nie mógł przypuszczać, że mu zespół "stanie" w samozachwycie. Uczulał ich w szatni, apelował o koncentrację, pokiwali głowami...i dalej "stali"...

ps: niech ktoś bardziej znający się na fachu bramkarskim wyjaśni mi co Malarz ( chciał - zrobił) przy drugiej bramce ? Podbił piłkę siatkarskim padem...Wink do przodu - pytanie brzmi - po co?...
20poniedziałek, 05, grudnia 2016 15:40
corazstarszy
O, kibic50
To własnie miałem na myśli co dalkub, tutejszy spec od wymądrzania się w gnojeniu, tutaj tworzy. Nie to, że Jodłowiec teraz źle gra. Okazuje się, że zawsze źle grał, nigdy grać nie potrafił, a jeśli na to nikt, z nim (tzn. z dalkubem) włącznie, nie zwracał uwagi (bo jakoś nie pamiętam tak błyskotliwych uwag np. po zeszłorocznym 3-1 z Cracovią w debiucie Czerczesowa), to było spowodowane tylko lichą jakością ligi. Ale wiedział (dalkub) zawsze, że Jodłowiec to duży kloc drewna, do piłki niezdatny. A kolejni trenerzy: Urban, Berg, Czreczesow, Hasi, Magiera, a dodać jeszcze Nawałkę, tego nie widzą, ślepcy jedni. I jak w polskiej i legijnej piłce ma być dobrze, skoro oni nie widzą tego, co dla dalkuba było zawsze jasne jak słońce?
Z tym (domniemanym?) hazardem Jodłowca, to też przecież jest tak, że 'ludzie wiedzą, wróble ćwierkają, i jest tajemnicą poliszynela', a ślepy i naiwny Magiera nie wie. Skoro jednak Jodłowiec jest wystawiany do gry, to może w grę wchodzą takie czynniki jak chęć oszczędzania Michała Kopczyńskiego, postawa na treningach. Ale nie: gra, bo nad nim, nie wiedzieć czemu, parasol ochronny wystawili.
Jak chętnie bym na czarnej-e(L)ce przeczytał rozważania z zakresu, jak pomóc jednemu z lepszych zawodników Legii w mistrzowskim sezonie 2015/16. Ale nie, łatwiej formułować 'myśl': 'W 10 graliśmy' Ucichły jeremiady nad Rzeźniczakiem, ale życie nie znosi próżni.

@Zgred
Interwencji Malarza oceniać nie będę. Zwrócę jednak uwagę na to, że wykonanie sfg (mam na myśli także ruch w naszym polu karnym przed i po kopnięciu piłki) przez drużynę przyjezdną było bardzo dobre i utrudniło interwencję. Taka bramka z cyklu: więcej zasługi strzelających niż winy broniących.
21poniedziałek, 05, grudnia 2016 16:10
kibic60
@corazstarszy

Wybacz, ale nie wciągniesz mnie w dyskusję ala dalkub Smile

Nigdzie nie znajdziesz mojego porównania Jodłowca do drewna, kloca itd itp, co nie znaczy, że jeden z naszych najlepszych w zeszłym sezonie piłkarzy zagrał dobre (niezłe) spotkanie.
Nie wiem co może wpływać na taką postawę ?
Nie będę się zniżał do "pudelka" i pisał o problemach z hazardem, alkoholem, kobietami czy dragami. Nie widziałem, więc milczę, ale na grę reprezentanta polski w obecnej formie patrzeć nie mogę. Ilość złych wyborów, chyba żadnego celnego podania bez względu na to, czy krótkie czy długie to jest dzisiejszy Jodłowiec.
Szkoda, bo w formie sprzed roku bardzo by nam się przydał.
Wydaje mi się, że miał już sporo czasu aby wypocząć i się zresetować. Niestety nie zrobił tego i nawet poganianie przez Ofoe niewiele pomaga. Sad
22poniedziałek, 05, grudnia 2016 16:54
dalkub
Jako mistrz w gnojeniu powiem tak:

1. Nie pamiętam abym chwalił Jodłowca za umiejętności czysto piłkarskie - nie posiada takowych zbyt wielkich - jest drewniany - proponuję obejrzeć powtórkę podania do boku w pierwszej połowie - chyba do Beresia - stadiony świata. Takich "perełek" jest więcej nawet jak był w formie
2. Facet bazuje na fizyce i czystej głowie - jak to ma to i potrafi czasem dobrze podać i jest pożyteczny
3. Nie wiem czy wszyscy, ale większość nie zauważyła, iż zawodnik typu Jodłowiec nie potrafi grać w grę na jeden dwa kontakty - o n zaczyna od prowadzenia a nie od podania, spowalnia grę w ten sposób
4. Za Staszka był kluczowym zawodnikiem - bo Legia grała piłkę w przód, szybki odbiór i jedziemy z kontrą na nieustawionego przeciwnika - w odbiorze przygotowany Jodła jest ok, w kreowaniu nie jest. Znamienne jak w drugiej połowie latał pomiędzy pomocnikami bez składu i ładu a piłki nie dostał - miałem wrażenie że wolą go ominąć bo boją się straty.

Jeżeli Legia ma się rozwijać aby grać w piłkę szybko, konstruować, cieszyć oko to czas piłkarzy z umiejętnościami Brozia, Jodłowca Rzeźniczaka mija, co nie oznacza że oni w formie nie są w Polsce w top 3-5 zawodników na pozycji. Problem polega na tym co zrobić żeby za rok albo dwa zagrać znowu w LM i być może przegrać z Dortmundem ale nie stracić 14 bramek w dwóch meczach a np. 4 albo 5 - żaden z tych 3 wyżej wymienionych nie gwarantuje tutaj najmniejszego postępu w tej dziedzinie.

Co do Malarza - moim zdaniem powinien ryzykować łapanie, ale piłka była trudna tak czy inaczej.
23poniedziałek, 05, grudnia 2016 18:53
świrekwampirek
Malarz, bramkarz na pewno odważny obdarzony dobrym refleksem bazujący na grze na linii. Niestety ma problemy z łapaniem piłek, raz sparuje w bok a raz... pod nogi przeciwnika i klops. Wszyscy częściowo słusznie ganią ostatnio Legię a szczególnie obronę za mnóstwo straconych goli ze stałych fragmentów tylko nikt nie pisze że Malarz w ogóle nie wychodzi do centr i to w piątce. Piłka lata bezkarnie a on ewentualnie coś wyciągnie dzięki refleksowi.
Z nim mam pewien problem, zazwyczaj podchodzę do zawodników Legii z życzliwością ale z Malarzem mam problem jak z rysunku Mleczki "kocham Tatry wysokie, jeziora głębokie i morze błękitne ale Pana Panie Malarz pokochać nie mogę"Smile

Jodłowiec, zupełnie nie zgadzam się z określeniem "drewniany", oczywiście Chomontkiem to on nie jest ale nie potrzeba takich umiejętności na jego pozycji i nie ta postura. Myślę że gdyby zrobić przegląd piłkarzy od 2013 którzy mieli największy wkład w 3 MP, kilka PP i grę w Europie Pan Jodłowiec byłby w pierwszej piątce.
Po trzech ciężkich sezonach gdzie był jednym z bardziej eksploatowanych zawodników przyszedł dołek/kryzys i jest to naturalne, do tego trzeba dodać wiek zawodnika.
Niestety na tą chwilę wystawianie Jodłowca jest robieniem mu krzywdy na którą zupełnie nie zasłużył, całe szczęście zaraz przerwa zimowa i czas na poważne przemyślenia i decyzje.
24poniedziałek, 05, grudnia 2016 20:39
sektor212
@Pancz

Pierwszy gdyż graliśmy w LM i wychodząc z grupy w ćwierćfinale wpadaliśmy na Greków również w LM. W środę spadając z LM do LE żadna Polska drużyna nie miała takiego powiedzmy sukcesu.


@Corazstarszy

Ocenić zawodnika nie jest łatwo. Inne ma zadania na boisku u różnych trenerów. U Berga prezentował się dobrze, u Czerczesowa jeszcze lepiej a u Hasiego czy Magiery dużo słabiej. Lecz inne są założenia czy systemy gry danego trenera. Z przykrością muszę stwierdzić, że obecnie Jodła mocno odstaje od kolegów grających w środkowej strefie. Celnie jego wady wypunktował dalkub. Ja pierwszy raz prawdziwą wartość Jodłowca poznałem w meczu rewanżowym (przegranym) z Niemcami 3:1. Nie pamiętam czy grał od początku czy wszedł z ławki natomiast utkwił mi w pamięci jako najsłabszy na boisku technicznie i taktycznie. W tamtym meczu zupełnie się gubił w ustawieniu, kryciu, czytaniu gry (a może gra była dla niego po prostu za szybka). Po tamtym meczu Jodłę ustawiłem w grupie piłkarzy nie nadających się do szybkiej kombinacyjnej gry. Nawałka również to wiedział i nie korzysta za dużo z jego osoby we Francji jak i w obecnych eliminacjach.
Dziś trenerzy dążą do coraz szybszej gry. Jeżeli nie masz przyzwoitej techniki użytkowej to nie masz szans przebić się na wyższy poziom. Tomkowi zawsze piłka odskakuje od nogi i dlatego ma problemy odpowiednim regulowaniem tempa gry. Sam odbiór to za mało. Czasy takich piłkarzy jak Gorgoń, Wójcicki, wysokich drwali przecinaków odchodzą do lamusa. Szybkość gry zabija ich siłowe walory i stają się mało przydatni.
Zobaczy w LE Jodłowiec jak i cała Legia prezentowała się dobrze do momentu gry Napoli. Włosi pokazali nam gdzie jest główna przyczyna. Stąd właściciele Legii postawili na ściągnięcie takich piłkarzy jak Moulin, Radović, Odjidja-Ofoe, Langil, Kazaiszwili. Trzech pierwszych wypaliło a dwóch nie. I zobacz jak technicznie/taktycznie wygląda przy nich nasz Tomek? Obawiam się że niedługo ten sam los podzieli Kucharczyk. Jego atut szybkość to również robi się za mało. Jadle czy Kuchemu woli walki, zaangażowania nie można odmówić. Jednak kiedy chcesz grać w miarę regularnie w europejskich pucharach to nowi zawodnicy muszą być bardziej wszechstronni.
25poniedziałek, 05, grudnia 2016 20:53
CTP
Ja muszę trochę Jodłowca wziąć w obronę. Przy czym, nie będę się odnosił do jego ostatniego meczu, tylko do jego postawy w obecnym sezonie. Na to, co zaprezentował w piątek, moim zdaniem, wpływ miały dwie rzeczy: mniejsza ilość rozegranych minut w porównaniu do konkurentów oraz fakt, że walizki ma już praktycznie spakowane.
Natomiast, biorąc pod uwagę cały sezon, to z moich obserwacji wynika, że pan Tomasz kompletnie nie potrafi odnaleźć swojego miejsca na boisku w meczach, w których gra razem z Moulinem oraz Ofoe. I to nie dotyczy tylko kadencji Magiery ale to samo było również za poprzedniego trenera, tylko wówczas tłumaczyliśmy to przemęczeniem związanym z Euro, co chyba nie do końca było słuszną teorią. Zauważyłem również, że w meczach, gdzie miał obok Kopczyńskiego, to jego gra wyglądała o niebo lepiej.

Mnie osobiście, odejście Jodłowca kompletnie się nie podoba, bo to oznacza pewną dość istotną zmianę koncepcji gry. Nie jestem żadnym ekspertem, jestem zwykłym kibicem i mogę się mylić (i bardzo chciałbym) ale w tej nowej magierowej koncepcji ja widzę bardzo dużo niebezpieczeństw.
26poniedziałek, 05, grudnia 2016 21:07
sektor212
@świrekwampirek

Widzisz o ile dla mnie Kuciak czy Malarz to był zbliżony poziom, a Malarz i Cierzniak już nie. Chyba zawodzi brak odpowiedniej rywalizacji. Arek to już 37 lat i być może zaczyna odczuwać trudy rundy jesiennej. Jednak w ocenie lotu piłki nie powinien mieć większego problemu przy jego doświadczeniu. Jak by go nie oceniać to mimo wszystko odnoszę wrażenie, że ten element gry mu wyraźnie nie leży. Nie czuje się pewnie więc zostaje na linii. Z resztę do Kuciaka podobne mieliśmy pretensje. O również lepiej bronił na linii niż na przed polu. Poprzednik Jan Mucha również nie szalał na przedpolu. Obu Słowaków brutalnie zweryfikowała liga Angielska gdzie gra w powietrzu jest elementarzem sztuki bramkarskiej. Obaj się nie przebili gdzie być może ich gry przy wrzutkach czy kornerach była zdecydowanie słabsza i przegrywali rywalizacje. Trenerzy stawiali na innych bramkarzy.
Reasumując można by powiedzieć, że ten element gry w Legii od dłuższego czasu kuleje a sztab trenerski nie potrafi uleczyć tej ułomności. Jeden to może być przypadek ale trzech kolejnych to już daje domyślenia.
27poniedziałek, 05, grudnia 2016 22:51
Zgred
Panowie
Ja dalej nie wiem dlaczego A.Malarz tak zrobił - jak zrobił...
Oglądam kilkanaście razy na stop klatkach i dalej nie rozumiem jego założenia w interwencji. Przecież jeżeli jak piszecie gra na linii jest jego lepszą stroną to w jakim celu przy rzucie do piłki odbijał ją do przodu ( w las nabiegających nóg) zamiast zwyczajnie piłkę łapać...?
Skoro odbijał ją od dołu - to tak samo mógł ją sięgać w dłonie. Gdyby piłkę miał w rękach - każdy atak w bramkarza byłby faulem...
28wtorek, 06, grudnia 2016 01:28
Senator
@Sektor212
Kiedy pisałem o tym problemie ( gra na przedpolu ) zostałem zbesztany dlaczego czepiam się Dowhania. Moim zdaniem żaden jego "wychowanek " nie potrafił dobrze wychodzić do piłek rzucanych w pole karne. Boruc i Fabiański tą umiejętność nabyli na wyspach.
@Zgred
Jedynym rozsądnym wyjaśnieniem może być np. to że nie kontrolował lotu piłki cały czas ,jednym słowem zbyt późno ją zauważył aby łapać.
Ogólnie w tym meczu pan Malarz wydawał mi się jakiś "śpiący"

Zgadzam się z tymi z Was którzy piszą, że do takiej gry jaką będzie preferował Magiera Jodlowiec nie pasuje.
Inna sprawa że jak był w formie to potrafił dużo. Pamiętamy choćby jego prostopadle, niekonwencjonalne podania otwierające drogę do bramki innym zawodnikom, a i w przerwaniu akcji wroga był bardzo dobry. Jeden warunek forma.
29wtorek, 06, grudnia 2016 08:40
MeM
ja się nie zgadzam, że do taktyki Magiery Jodłowiec się nie nadaje. Wg mnie jast właśnie odwrotnie - pod warunkiem, że będzie w formie. Bardzo dobrze będzie grał w odbiorze, poza tym świetnie gra głową, wielokrotnie o tym tutaj pisano. Potrzebujemy kogoś takiego przed stoperami, kto w dodatku potrafi zagrać prostopadle do przodu albo po prostu oddać do bardziej kreatywnych kolegów. Gdzieś tam pisano o Mączyńskim - naprawdę? jaką mamy gwarancję, że temuż Mączyńskiemu nie przydarzy się obniżaka formy? czy bedzie wtedy lepszy/mniej bezużyteczny od Jodłowca? Czy Jodłowiec w formie nie jest dużo lepszy od Mączyńskiego?
30wtorek, 06, grudnia 2016 14:52
iocosus
Malarz
Mhm, nie byłem zwolennikiem pana Arkadiusza, obawiałem się ze po odejściu Kuciaka będziemy mieli dziurę w bramce lub co najwyżej kogoś z podobnej jakościowo półki co onegdaj Skaba. Pomyliłem się, w eliminacjach Ligi Mistrzów Malarz był faktycznie najlepszym naszym zawodnikiem do mistrzostwa wcześniej również dorzucił cegiełkę, nie zawiódł. Mnie wręcz pozytywnie zaskoczył na plus. Tego już nic mu nie odbierze i z pewnością ma fajne zwieńczenie swojej kariery, natomiast to wszystko powoduje że jestem w stanie uznać Malarza za bramkarza dobrego lub nawet bardzo dobrego, któremu zawodnicy z pola wielokrotnie dużo zawdzięczali (pajacowanie rękami za polem karnym z Lechem puszczam w niepamięć, minusy przesłoniły plusy) ale to nie zmienia faktu że w mojej hierarchii goalkeeperów o półkę wyżej są i Boruc i Fabiański i Mucha i Kuciak.

Ten ostatni miał swoje dołki z formą, przy tym bywał trudnym do ogarnięcia nieobliczalnym raptusem, emocjonalnym wulkanem ale miał więcej meczów z gatunku „dzień konia” w których mógłby uchodzić za zmorę dla napastników drużyny przeciwnej. Malarz robi swoje, w eliminacjach LM dodał coś co i miewał Kuciak (bronił coś co 7 na 10 by puściło) ale żeby się zrównać z słowackim poprzednikiem to choćby jutro na Ł3 „dniem konia” powinien się wykazać. Czy tak będzie, mam wątpliwości, ale niech mnie pan Arek powtórnie zaskoczy i takiego niedowiarka ostatecznie do siebie przekona.

Co do interwencji na 2:2 to idąc tropem zgredowej poklatkowej obserwacji tam jest taki szczegół że Malarz przed samym położeniem się w kierunku spadającej piłki zrobił mały naskok zadziwiające że w swoją prawą stronę. Według mnie to świadectwo że nie był pewny gdzie ta piłka poleci (nie dziwię się) później już Maciej Szczęsny w magazynie Ekstraklasy zauważył że zamiast kłaść się na bok „sztuką bramkarską” to pan Arek kładł się tak jakoś „na brzuch”. Według mnie to dowodzi wcześniejszej niepewności, obawy, a z tego rodzą się błędy. Malarz mógłby zaryzykować złapanie piłki, ale niekoniecznie mógłby ją opanować, mogłaby się pod nim przetoczyć, wtedy powstałaby ewidentna opinia że sam ją sobie wrzucił do bramki, mógłby ją też ‘wypluć’ pod nogi nadbiegających tak czy siak bramkarski babol, wielbłąd ewidentny. Wybrał ‘siatkarski odbiór’ co już daje nam powody do rozważań nad zasadnością takiej interwencji ale z uznaniem jako ewidentny błąd bramkarza można się spierać. Dziwna interwencja, w mojej opinii zachowawcza, wynikająca i z dezorientacji i z braku zdecydowania bramkarza. Inna sprawa, że to była mega trudna sytuacja, z gatunku tych przez bramkarzy chyba najbardziej nielubianych, Kuciak przy takich dośrodkowaniach też nie potrafił się zachować, gubił się. Sfg wykonany prawie wzorowo, prawie bo gdyby Malarz piłkę złapał lub zdołał odbić w boczną strefę to gol by jednak nie padł.

***
Zbyszku – małe sprostowanie, opacznie przypisałeś łacińską sentencję rzymskim legionistom, to nie było ich zawołanie, mylnie powszechnie przypisuje się je również gladiatorom wkraczającym na arenę:
Ave, Cæsar, morituri te salutant (z łac. „Witaj Cezarze, idący na śmierć cię pozdrawiają”) – pozdrowienie kierowane jakoby przez gladiatorów do cezara przed wejściem na arenę.
Zawołanie to dotyczyło w rzeczywistości jednorazowego wydarzenia, a mianowicie naumachii, wyreżyserowanej bitwy morskiej z udziałem tysięcy naumachiarii (jeńców wojennych i kryminalistów skazanych na śmierć), jaką zorganizowano w roku 52 n.e. na polecenie cesarza Klaudiusza (…) Spopularyzowane w późniejszych czasach, zdanie to nie zostało odnotowane w historiografii rzymskiej nigdy poza tym jednym przypadkiem, wątpliwe więc by było zwyczajowym pozdrowieniem gladiatorów, którzy walczyli ze sobą w pojedynkach lub (rzadziej) w walkach grupowych na arenach. (wikipedia.org)

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1