A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Lech - Legia 1-2: Thriller

W hitowym meczu 28. kolejki Ekstraklasy Legia wygrała z Lechem w Poznaniu. Od 82. minuty Lech prowadził 1:0, ale Legia odwróciła losy meczu. Pięć minut później wyrównał Maciej Dąbrowski, a w ostatniej akcji meczu Kasper Hämäläinen powtórzył wyczyn z jesieni i pogrążył swoich byłych kolegów, zdobywając zwycięską bramkę dla Legii.

 

Do składu Legii wrócił Michał Pazdan. Miejsce w ataku utrzymał Michał Kucharczyk. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Kopczyński, Moulin – Guilherme, Odjidja-Ofoe, Radović – Kucharczyk. Lech rozpoczął w składzie: Putnocký – Kędziora, Bednarek, Nielsen, Kostewycz – Gajos, Trałka – Jevtić, Majewski, Pawłowski – Kownacki.

W pierwszych minutach groźniejsze były ataki Lecha. W 4. minucie w polu karnym Legii znalazł się Majewski, podał wzdłuż bramki i legioniści z trudem oddalili niebezpieczeństwo. W 8. minucie z lewej nogi uderzył Jevtić, jednak uderzenie było za słabe i Malarz spokojnie obronił. Legia odpowiedziała indywidualną akcją Odjidji-Ofoe. Belg minął Bednarka przy linii końcowej boiska, znalazł się sam przed bramkarzem Lecha i oddał strzał z ostrego kąta, ale Putnocký odbił piłkę. Od tego momentu Legia na kilka minut wyraźnie przejęła inicjatywę. W 14. minucie na bramkę gospodarzy uderzył Kucharczyk i Putnocký znów skutecznie interweniował. W 17. minucie legioniści wyprowadzali kontrę trzech na dwóch, ale Hloušek był na spalonym. Minutę później Hloušek zgrał piłkę na środek pola karnego, do strzału doszedł Kopczyński, jednak przeniósł piłkę nad bramką.

W kolejnych minutach tempo meczu zelżało. Piłkarze obu drużyn grali blisko siebie i z dużą asekuracją. W Legii mało widoczni byli Radović i Guilherme. Nonszalancją raził zwłaszcza Guilherme, który zupełnie nie mógł poradzić sobie z Kostewyczem. W 26. minucie Brazylijczyk trafił dłonią Nielsena i zobaczył żółtą kartkę, która wyklucza go z gry w kolejnym ligowym meczu. Poza tym incydentem mecz w pierwszej połowie był twardy, ale pozbawiony brutalności, którą zdarzało się oglądać w kilku poprzednich starciach obu drużyn.

W końcówce pierwszej połowy znów oglądaliśmy kilka sytuacji dla obu zespołów. W 38. minucie lechici zupełnie zaskoczyli legionistów rozegraniem rzutu wolnego. W dobrej sytuacji znalazł się Gajos, mocno uderzył, ale Malarz popisał się świetną interwencją. W 41. minucie Pazdan sfaulował wbiegającego w pole karne Jevticia. Nasz obrońca zobaczył żółtą kartkę, a do stałego fragmentu gry podszedł Majewski. Pomocnik Lecha trafił w mur. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Radović uderzył głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i piłka odbiła się od poprzeczki. Po kolejnym rogu niecelny strzał oddał Dąbrowski i sędzia Stefański zakończył pierwszą połowę.

Mecz był wyrównany i remis dobrze odzwierciedlał przebieg wydarzeń na boisku.

Drugą połowę ofensywnie zaczął Lech. Legioniści mogli skarcić gospodarzy kontrą, ale Guilherme nie zdołał celnie podać do Kucharczyka w szybkim ataku. W 56. minucie po rzucie rożnym piłka trafiła do Kędziory, który był w doskonałej sytuacji, ale z kilku metrów nie trafił do bramki. W 58. minucie w miejsce Guilherme na boisku pojawił się Nagy. W 64. minucie Radović otrzymał podanie od Moulina i wydawało się, że ruszy sam na bramkę Lecha, ale prosty błąd techniczny zepsuł tę obiecującą sytuację. W 77. minucie Jodłowiec zmienił Kucharczyka.

Mecz zbliżał się do końca, a największe emocje miały dopiero nadejść. W 82. minucie Lech wyszedł na prowadzenie. Piłkę z rzutu wolnego dośrodkował Jevtić, a nabiegający Kędziora strzałem głową umieścił piłkę w bramce. Legia rzuciła się do odrabiania strat i wywalczyła dwa rzuty rożne. Atmosfera gęstniała, żółtą kartkę zobaczył bardzo zdenerwowany Odjidja-Ofoe, a w miejsce Kopczyńskiego na boisku pojawił się Hämäläinen. W 87. minucie Legia wyrównała. Po rzucie z autu i zamieszaniu w polu karnym Lecha najlepiej zachował się Dąbrowski i płaskim, precyzyjnym strzałem zdobył gola. W doliczonym czasie gry blisko zdobycia bramki był Robak, ale skończyło się tylko rzutem rożnym. W ostatniej akcji meczu Legia zadała decydujący cios. Lewą stroną boiska przedarł się Hloušek, wygrywając pojedynek z Tettehem, dośrodkował, Hämäläinen wygrał walkę o pozycję z Kostewyczem na środku pola karnego i zdobył drugiego gola dla Legii.

W niedzielny wieczór w Poznaniu oglądaliśmy nieprawdopodobny zwrot akcji. Futbol okazał się okrutny dla kibiców Lecha, nam z kolei zapewniając euforyczną radość po odwróceniu losów spotkania i zwycięskim golu zdobytym w ostatniej akcji meczu. Doprawdy brakuje słów, by opisać historię Kaspera Hämäläinena, który w drugim kolejnym meczu przeciw swojej byłej drużynie zdobywa decydującego gola na 2:1 tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego. W futbolu niemożliwe nie istnieje!...

Dyskusja (31)
1niedziela, 09, kwietnia 2017 21:01
dalkub
to jest ponad moje nerwy........
2niedziela, 09, kwietnia 2017 22:32
anonimowy_legionista
Ja po bramce Kędziory wyłączyłem telewizor. Autentycznie nie miałem do tego zdrowia, a tu miła niespodzianka. Panowie Legioniści wyciągnęli wynik.
3niedziela, 09, kwietnia 2017 22:35
corazstarszy
Podzielam opinię, że jak na polskie standardy mecz był bardzo dobry. Miałem okazję oglądać na stadionie incognito. I nie wiem, czy raz oderwałem wzrok od murawy. Z takich ciekawostek – na telebimach po żółtej kartce wyświetla się reklama: SPONSOREM KARTKI JEST: Mediterraneum, czy coś takiego. Rozumiem, że bez sponsora by nie było.
Fajnie się opuszcza stadion wraz z tłumem zawiedzionych miejscowych w takich okolicznościach. Trzy wątki: je … y Hamalainen, 6 pkt straty do Jagiellonii i kompletna cisza. Ciut pomstowania na swoich, bo pracowali uczciwie cały mecz, byli blisko wygranej, a roztrwonili w kilka minut. Ale co się dziwić: spotkało ich coś najgorszego co mogło spotkać. Ciut podobnie było w 2000 r., gdy spadali i samobója w końcówce wbił Michał Goliński.
Uczucia są niesamowite. Cisza po golu, tylko gwizdek Stefańskiego. Choć nie można się ujawniać z sympatiami w takich sytuacjach, całkiem zrozumiale, choć pod nosem, wykonywałem wraz z naszym sektorem ‘Nie poddawaj się …’. Jacek Magiera to wielki ryzykant, że tak długo trzymał Guilherme na boisku. Wiem, że to żadna miara, ale pamiętając końcówkę z Pogonią, spodziewałem się ciut więcej po Nagyu. Rajd Hlouska po prostu genialny. A wcale się nie obijał, tylko cierpliwie latał przez cały mecz. No, ale delikatność Tetteha w tej sytuacji zdumiewająca i decydująca.
Moim zdaniem gol Dąbrowskiego kapitalny. Trzeba być bardzo skupionym i mieć mocną psychikę, żeby w takim gąszczu, w takim momencie meczu tak spokojnie i dokładnie strzelić. Wielkie zasługi w wyłuskaniu tej piłki miał Tomasz Jodłowiec.
Wkurzało mnie, gdy Jagiellonia jesienią tworzyła sobie groźne sytuacje po wrzutach z autu Tarasa Romańczuka w nasze pole karne. Teraz Legia tak strzeliła. Super przeżycie i aż szkoda, że ten mecz o niczym nie decyduje i niczego nie przesądza.
4niedziela, 09, kwietnia 2017 22:48
Senator
@corazstarszy .
Ostatnie zdanie sprowadza nas po euforii na ziemię.
Niestety jest do bólu prawdziwe.
Ta cisza na stadionie musiała być dla Ciebie piękna.
Z euforii w rozpacz, to właśnie jest futbol.
Dziś my szczęśliwi i oby nie dane nam było przeżywać tego co dziś muszą przełknąć kibice Lecha.
5niedziela, 09, kwietnia 2017 22:52
Moros
Ciężko mi skomentować ten mecz, bo oglądałem go w knajpie w takich emocjach, że na obecną chwilę pamiętam tylko kilka akcji meczu. Sam mecz jawi mi się jako bardzo ciężki. Początek, na który się spóźniłem to podobno dominacja Lecha. Ja zacząłem od akcji Ofoe i Kucharczyka, a potem było uspokojenie, aż nadeszła kapitalna interwencja Malarza i poprzeczka Radovicia. W drugiej połowie chyba graliśmy słabiej, bo nie pamiętam jakiś okazji, aż do kocówki meczu gdzie wszystko odbyło się kapitalnie. Przytomny Dąbrowski (zarówno w ataku jak i w obronie po strzale Robaka) oraz przytomny Hlousek i Hamalainen. Nie wiem ale fortuna po tych latach dominacji Wisły Kraków, a potem sezonie 2011/2012 chyba oddała mi dzisiaj parę meczy z tamtych sezonów. Co mi jeszcze pozostało w pamięci to słaby Guilherme ale nie będę się czepiał po takim meczu. Jagiellonia czuje nasz oddech, a my jesteśmy blisko Smile
6niedziela, 09, kwietnia 2017 23:18
Zgred Maruda
Jeszcze na fali euforii tak na szybko z notatek:
Legia 16 ,Lechia 9 ,Jagiellonia 7 ,Lech 3
to punkty zdobyte bezpośrednio między sobą...to raz !

ostatnie 15 meczów Legii ( punkty)
na 45 możliwych - 38 zdobyte
12 wygranych, 2 remisy, 1 porażka
bilans bramkowy: 39-13 ...to dwa !

pobity rekord zwycięstw na wyjeździe - 8 ...to trzy!

Wasze Zdrowie Wink
ps: mogłem coś pomylić bo się raczę łychą Very Happy
7poniedziałek, 10, kwietnia 2017 08:32
kibic60
To i ja coś dorzucę Wink
Ciężko sie oglądało to spotkanie ze względu na ogromne emocje, które nawet z Realem w LM były zdecydowanie mniejsze.
Pierwsza połowa bardzo wyrównana co też pokazały niemal wszystkie statystyki, jakie mogliśmy zobaczyć w przerwie meczu.
Co mnie bardzo cieszy, to że od 60 min w zasadzie grała jedna drużyna. Z minuty na minutę Lech tracił siły, a Legia wyglądała tak, jakby mogła zagrać jeszcze trzecią połowę. Akcja Hlouska z 94 minuty tylko to potwierdza, tak jak statystyka posiadania piłki 54:46 na korzyść Legii. Jest wytrzymałość, jest dynamika i szybkość, która pozwalała wygrywać większość starć o piłkę. Wiele momentów, kiedy Lech nie mógł wyjść z własnej połowy zaprezentował po meczu Przytuła.
To bardzo dobrze rokuje przed rundą finałową i jakby potwierdza to, o czym prawił Magiera. Szczyt formy szykowaliśmy na połowę kwietnia i rundę finałową.
Oby tak dalej.
Ps
Hama i Dąbrowski, wielokrotnie zwalniani przez niektórych kibiców już się zwrócili, choć w mojej ocenie będą grać jeszcze lepiej. Very Happy
8poniedziałek, 10, kwietnia 2017 08:38
mort
Dąbrowski wreszcie robi to o czym pisałem juz dawno czyli jest lepszy od Lewczuka Cool

Co do wyniku i sposobu jego osiągnięcia - nadal w to nie wierzę Very Happy
9poniedziałek, 10, kwietnia 2017 08:40
kibic60
Dąbrowski przychodził do Legii chyba jako najlepszy stoper ligi. Długo kazał czekać, ale warto było Very Happy
10poniedziałek, 10, kwietnia 2017 08:54
CTP
Po tej prawdziwej euforii chyba już przyszedł czas na bardziej spokojną ocenę wczorajszego meczu.
Zacznę od samego meczu. Już po pierwszym gwizdku widać było jakie cele mają obydwa zespoły. Lech chciał ten mecz wygrać, Legia przyjechała po 1 pkt. I tak też ten mecz wyglądał do tej 82 minuty. Lech nacierał, Legia momentami starała się odgryźć szanując jednak aktualny wynik i nie angażując zbyt dużej liczby swoich piłkarzy. Naprawdę szkoda tej zmarnowanej akcji Vadisa, bo dzięki temu mecz mógłby być jeszcze ciekawszy - tam na doskonałej pozycji był Guilherme. Wygraliśmy z dwóch powodów: po pierwsze bardzo dobre zmiany Magiery. O ile wejście Nagy'ego za Gui było jasne juz gdzieś tak od 30 minuty, o tyle wejście Jodły (asysta) i Hamy (bramka) świadczy o bardzo dobrym nosie naszego treneiro. Wygraliśmy, bo mamy więcej indywidualności niż Lech no i chyba dlatego, bo to my gramy co roku w fazach grupowych europejskich pucharów.
Teraz o drużynach. Mecz wczorajszy oraz mecz Lecha z Lechią pokazały jaki styl próbuje poznaniakom narzucić Bjelica. Jest to gra bardzo agresywna, z mnóstwem takich cwanych fauli, za które sędziowie w polskiej lidze zazwyczaj nie pokazują kartek ale przeciwnicy Lecha po meczach schodzą wyjątkowo poobijani i wyjątkowo wk***ni. Ja muszę przyznać, że ten styl bardzo mi się nie podoba i uważam, że takie granie bardziej pasuje do jakiegoś Piasta czy Korony a nie do ekipy walczącej o MP. Jeśli Lech w pucharach natknie się na zespół grający piłką na tyle szybko, że nie będzie wchodzić w bliski kontakt, to poznańska przygoda z Europą skończy się tak jak zwykle.
Pora na Legię. Ten mecz pokazał dobitnie, na których pozycjach musimy szukać wzmocnień w najbliższym oknie transferowym. To są przede wszystkim pozycje nr 6 oraz, oczywiście, 9. Kopczyński, to fajny piłkarz ale raczej są marne szanse aby wskoczył wyżej a to co prezentuje obecnie, to na Legię chyba jednak za mało. Jeśli chodzi zaś o napastnika, to komentarz jest zbędny.
Wiele ochów i achów słyszę co mecz na temat Vadisa i wydaje mi się, że skauci będący na wczorajszym meczu pewnie jego nazwisko zanotowali w swoich notatkach ale ja osobiście nie sądzę, aby wraz z nadejściem najbliższego okna transferowego zaczął się jakiś prawdziwy boom na tego piłkarza. Owszem, technicznie i fizycznie jest to chłopak który przerasta naszą ligę o lata świetlne ale (pewnie narażę się tutaj paru osobom) taktycznie gra jednak dość słabo. Hasi wystawiał go na pozycji, na której grał w Newcastle i efekty widzieliśmy. Dopiero Magiera znalazł mu idealną pozycję, co jednak nie znaczy, że na tej pozycji gra idealnie. Vadis organicznie wręcz nie znosi gry w tzw. destrukcji. Gdy przeciwnik posiada piłkę, to najczęściej po prostu statystuje. Nie lepiej też wygląda jego gra w polu karnym przeciwnika - praktycznie w ogóle nie stara się szukać strzeleckich okazji. Ma już za sobą 23 mecze w Ekstraklasie i tylko 3 bramki na koncie - dla "10-tki", to bardzo mało. Wczoraj była taka sytuacja, gdy wypuścił Kuchego i zamiast pójść na zamknięcie akcji, to po prostu odpuścił. Pewnie będzie miał propozycje z Grecji czy Turcji ale mocniejsze kluby chyba jednak nie będą nim zainteresowane, co mnie np. niepomiernie cieszy. Smile
Na koniec znowu te nieszczęsne stałe fragmenty gry. Wygląda to bardzo słabo w naszym wykonaniu i to zarówno, gdy my je wykonujemy jak i przeciwnik. My nie stwarzamy w tym elemencie praktycznie żadnego zagrożenia, za to w przypadku naszych rywali jest dokładnie odwrotnie: w naszym polu karnym wręcz się gotuje. Ja się bardzo cieszę z bramki Dąbrowskiego ale zacznę go chwalić jak zobaczę w meczu chociaż 3 sytuacje, gdy wybije z naszego pola karnego piłkę podczas SFG dla przeciwnika.
11poniedziałek, 10, kwietnia 2017 10:26
Zgred Maruda
@CTP
No tak...jak zwykle mam dziwne przeświadczenie, że wprowadzasz w swoje oblicze sportu futurystyczne postrzeganie piłki nożnej. Niby to nic zdrożnego ale o tyle to niebezpieczne bo prowadzi na manowce.
Gdyby przyjąć Twoje założenia można śmiało miast piłkarzy (ludzi) wystawić na plac biegające zaprogramowane roboty, które w sposób perfekcyjny realizowałyby Twoją stylistykę piłki nożnej...
Jednak z całą pewnością po powiedzmy trzech do pięciu takich wybitnych spotkań w których owe robociki w sposób piękny taktycznie, technicznie, kondycyjnie ( z krótką przerwą na wymianę bateryjek Wink ) - popadałbyś w zniechęcenie nawet z oznakami depresji...A to z tego powodu iż komputerki pokładowe tych "galacticos" w skutek świetnych programów zwyczajnie uniemożliwiałby możliwość wygrania, kończąc każdy mecz wynikami bezbramkowymi...Stu procentowa perfekcja szanowny CTP może zabijać wszystko co się tyczy piękna sportu.
Mam nadzieję, że choć dzisiejsza data jest smutna to jednak trochę się uśmiechniesz tym moim wstępem...Wink

Jak można napisać, że Legia nie chciała wygrać, a Lech chciał ?
Skoro Ci poznaniacy tak bardzo chcieli - to dlaczego nie wygrali?
No i oczywiście skoro Legia wygrać nie chciała - to co się wydarzyło, że wygrała? Moja odpowiedz jest taka. Legia im wygrać nie dała popełniając jeden kluczowy błąd, natomiast Lech przegrał gdyż kluczowe błędy popełnił dwa. A ponieważ piłka nożna jest grą błędów ten, który ich popełni więcej zwyczajnie przegrywa...Żadna to "ameryka" ale w prostej linii jest to clue programu.
I owszem można, ba nawet trzeba doszukiwać się taktycznych niedociągnięć czy personalnych błędów własnych w założeniach obronnych oraz ofensywnych pod kątem następnych meczów aby ilość błędów ograniczać do minimum- tylko suma sumarum jest jak wyżej...Very Happy

@kibic50

Mam wrażenie, że Lech grał na jeżeli nie maksymalnej to z całą pewnością bardzo dużej intensywności fizycznej w właściwie właśnie jej ubytek w decydującym etapie spotkania pozwolił nam odnieść zwycięstwo. Oczywiście bardzo dobre zmiany trenera Magiery, ale i lepsze parametry fizyczne na to miały wpływ bezpośredni, co cieszy przed rundą finałową. Tak trzymać.
12poniedziałek, 10, kwietnia 2017 10:26
dalkub
A ja się nie zgadzam że Legia przyjechała po punkt. Legia przyjechała i ustawiła się tak by bramki nie stracić i mówiąc szczerze największe zagrożenie ze strony Lecha było po stałych fragmentach gry. Po takim właśnie padłą bramka. Magiera to powiedział - chcieliśmy przyjąć Lecha na własnej połowie.Rozumiem przez to że Magiera chciał dać Lechowi grać i czekać na odbiór i kontrę - czy przypadkiem nie tak padła bramka numer 2? Sam pomysł moim zdaniem dobry, bo Lech faktycznie gra mocno agresywnie, ale konstrukcja idzie mu gorzej - to taki styl ala Legia Staszka, złap pressing, zabierz piłkę i strzel bramkę nieprzygotowanemu przeciwnikowi.
Vadis - zawodnik tego typu nie zdarzy się nam jeszcze długo, jak odejdzie. Moim zdaniem on żeby grać na swoim poziomie musi trafić do zespołu w lidze gdzie ten zespół będzie pod grą, a nie będzie w większości się bronił - czyli musi trafić do top 3-4 ligi a nie do 12 zespołu np, w Anglii, Włoch czy Hiszpanii.
13poniedziałek, 10, kwietnia 2017 11:41
CTP
"Jak można napisać, że Legia nie chciała wygrać, a Lech chciał"
Wspominałem w swoim poprzednim poście o sytuacji z I połowy, gdzie Vadis posłał prostopadłe podanie do Kucharczyka. Warto obejrzeć tę sytuację jeszcze raz i zobaczyć jej końcówkę. W polu karnym był tylko jeden jedyny Guilherme praktycznie bez żadnych szans na jakikolwiek udział w całej tej akcji. Jeśli mam być szczery, to mało do mnie przemawia taka teoria, że ponieważ chcemy wygrać ten mecz, to przede wszystkim pilnujemy własnej bramki i generalnie nie angażujemy się w akcje ofensywne. Ta taktyka zresztą nie wydaje mi się zbyt rozsądna biorąc pod uwagę, kogo mamy w linii pomocy. Wygraliśmy przede wszystkim głową i indywidualnościami, bo Dąbrowski nie zagotował się w polu karnym (tak jak Kędziora kilkanaście minut wcześniej), tylko posłał precyzyjną piłkę w róg bramki a Hamalainen zachował się jak rasowy napastnik, czyli ustawił się idealnie tak, aby w odpowiednim tempie wyprzedzić obrońcę Lecha.
A Lech nie wygrał, mimo, że chciał, bo takich indywidualności po prostu nie ma. Kownacki w tym meczu nie istniał - dał się wyeliminować Pazdanowi. Pozostałym, mimo, że mieli kilka znakomitych okazji też gotowała się głowa i albo pudowali albo podbijali noty Malarzowi.
Stuprocentowa perfekcja być może i zabiłaby futbol ale zawsze trzeba do niej dążyć. A już w szczególności warto byłoby do niej dążyć, gdy przeciwnik wybija piłkę z narożnika boiska, bo akurat w tym elemencie jesteśmy od tego bardzo daleko. I to dotyczy obydwu naszych stoperów, którzy generalnie wyglądają tutaj bardzo słabo. Warto też przypomnieć mecz z Pogonią, gdzie z Dąbrowskim zagrał Rzeźniczak i wtedy to już wyglądało o wiele lepiej.
Sęk w tym, że Pazdan, to reprezentant, w dodatku świetnie czytający grę napastników rywala a Dąbrowski jest obrońca dość szybkim i niezłym technicznie, co jest dużym plusem, gdy musimy wyjść spod pressingu czy obsłużyć podaniem linię ofensywną. Na tych pozycjach Magiera ma niezły ból głowy. Być może rozwiązaniem mógłby być Rzeźnik na pozycji nr "6".

@Dalkub
I właśnie ze względu na mankamenty, o których pisałem nie sądzę, aby do takich zespołów trafił. Mieliśmy w naszej lidze grajka o podobnych, że tak powiem, właściwościach, czyli świetne kreowanie gry ale bardzo słaby w grze defensywnej - niejaki Stilic, gwiazda polskich boisk ale zupełnie zagubiony na boiskach europejskich. Vadis, oczywiście, w tym pierwszym elemencie od Stilica jest o parę klas lepszy ale już np. skuteczności może Stilicowi zazdrościć (16 bramek w 52 meczach) a jeśli chodzi o grę defensywną, to dla mnie już w ogóle różnica jest żadna - obydwaj głównie statystowali w tym elemencie. Ja pamiętam jeden jedyny mecz Ofoe, ze Sportingiem, gdzie zagrał naprawdę dobrze również pod względem gry defensywnej.
14poniedziałek, 10, kwietnia 2017 12:20
Bolek
Mi się najbardziej w tym wszystkim podoba, że mamy drużynę, która potrafi się podnieść po ciosie. Pokazali to już w Gdańsku, ale tam było jednak mnóstwo czasu na odrobienie strat. A tutaj poszli do przodu i dali radę spokojnie wyrównać. Bramka Hamy to już bonus. Wspaniały, cudowny bonus. Moje córki (5 i 2 lata) patrzyły na mnie jak na wariata (a ta starsza miała już okazję mnie oglądać po wielu bramkach dla Legii) i na wszelki wypadek wycofały się na bezpieczne pozycje obok Mamy Wink

To było już podnoszone wcześniej (dalkub zdaje się pisał), ale tak naprawdę Lech, poza pierwszymi minutami meczu, był w stanie stworzyć zagrożenie tylko po stałych fragmentach. Tych niestety nadal nie bronimy za dobrze, aczkolwiek przy dobrze wykonanym sfg naprawdę nie jest to łatwe.

Przydałoby się teraz zakończyć rundę 6 punktami, bo po pierwsze da to nam dużą dawkę pewności siebie, po drugie zapewne da 1 miejsce po rundzie zasadniczej, a po trzecie całkiem możliwe, że pozwoli na zbudowanie sporej przewagi nad 3 i 4 zespołem (to już są 2-3 punkty po podziale, a mam wrażenie, że i Lech i Lechia jeszcze coś zgubią).
15poniedziałek, 10, kwietnia 2017 13:15
Zgred Maruda
@CTP

Ale własnie głową i umiejętnościami wygrywa się w tej grze i jest to widoczne w ligach dużo lepszych niż nasza. Ale także a właściwie czymś jeszcze. Podniósł to wyżej @ Bolek, gra od kilku ładnych lat w Europie, odbierając w związku z tym cenną naukę powoduje fakt, iż nawet w momentach trudnych ( strata bramki) i małej ilości czasu - my z premedytacją "idziemy w przód" aby stratę odrobić.
Oni nie zakładali wtedy zwycięstwa jednak ponad dziesięć minut daje możliwość dobrze wytrenowanym organizmom i z dobrze poukładanym myśleniem ( wiara w możliwości) wykonanie na boisku dosłownie wszystkiego aby ten cel osiągnąć...Jedni nazwą to szczęściem inni czymś co ma się w genach i ta drużyna to właśnie - ma - odpowiednią mentalność popartą jak widać dobrym przygotowaniem siłowym. Przecież nie trudno zauważyć tego, że przy naszej kontrze na 2-1 Lech został przy naszym polu karnym i nie wracał, natomiast Legia wyszła w przewadze czterema zawodnikami ( Hlosek, Nagy, Hamalainen i Radović ) w 94 minucie...Wink

Ostatnio dużo mówi się o trudnym momencie meczu po strzeleniu bramki. I jak dla mnie właśnie drużyna z Poznania popełniła błąd pychy...Oni "spłonęli" psychicznie bramką Kędziory bo w tym właśnie momencie rozradowanie nie pozwoliło im zachować jeszcze kilkanaście minut należytej koncentracji, Oni w głowach już wygrali...i dlatego ich szczęście za chwilę przerodziło się w dramat...

Bardzo mnie cieszy jak Jacek Magiera potrafi czytać wydarzenia na boisku i jak potrafi realizować sens zmian. Tu wrócę do narzekających na zmienników, którzy zarabiając krocie nic nie dają...
Hmm. Taki Fin ma 6- strzelonych bramek, jest trzecim strzelem w drużynie z czego połowę czyli 3 -strzelił w doliczonym czasie gry.
To także jest naszą siłą budowaną od kilku lat - co może jedynie cieszyć, gdyż do tej pory zmiennicy mogą w rundzie finałowej odegrać znaczące role. Magiera podkreśla to za każdym razem - drużyna to cała 18- tka także Ci na trybunach - jednym słowem - Wszyscy...
16poniedziałek, 10, kwietnia 2017 13:47
corazstarszy
Wrzutka Jevticia i wygranie pozycji oraz złożenie się do strzału przez Kędziorę były kapitalnie wykonane. Ale rzut wolny wziął się z takiej chaotycznej wybijanki – odbijanki na małej przestrzeni z dużą liczbą zawodników. Było kilka takich epizodów w 2. połowie i nie zawsze potrafiliśmy takie sytuacje wyczyścić. Skoro zatem nie bronimy zbyt dobrze przy sfg, to może pomyśleć, jak ich rywalom nie dawać.
I jeszcze gol na 1-1. Tam była w sumie podobna historia jak przy sytuacji, która dała Lechowi karnego w Warszawie w październiku. Wówczas Kopczyński miał ułamek sekundy, żeby wybić, ciut za długo mu to zabrało i wykop zmienił się w podcięcie Makuszewkiego, który mu wyskoczył zza pleców. Teraz podobne zawahanie zademonstrował Gajos – miał szansę wybić, ale … właśnie. Co to było? Zbytnia pewność siebie?, brak koncentracji?, chęć zagrania dokładnie, a nie wybicia na oślep?
Zmierzam do tego, że Legia bardzo na swoje szczęście zapracowała, ale jednak końcówkę wczoraj uznaję właśnie za objaw szczęścia. Owszem, Legia zrobiła wszystko, co należało, ale bez gapiostwa Gajosa i delikatności Tetteha to „wszystko, co należało” mogłoby nie wystarczyć. Nie wiem, ile w tym, że w ciężkich chwilach nasi jednak ciągle dążą do celu jest zasługi Jacka Magiery i doświadczenia zebranego w ChL. Jeśli te czynniki mają wpływ, to super i brawo dla trenera i zawodników. Ale jeśli to był uśmiech ślepego losu, to on się do nas nie zawsze będzie uśmiechać.
17poniedziałek, 10, kwietnia 2017 15:38
dalkub
CTP

Vadis i Stilić - ależ to są zawodnicy różnej klasy - Stilić jest przede wszystkim dużo słabszy szybkościowo od Vadisa, a moim skromny zdaniem również piłkarsko. Inna półka zdecydowanie.
On nie gra w defensywie nie dlatego że nie chce, a dlatego że takiego musu nie ma - żaden klub w Polsce nie atakuje Legii 7-8 zawodnikami, a jak to zrobi to dzieje się to co w 94 minucie w Poznaniu - gong
18poniedziałek, 10, kwietnia 2017 16:14
CTP
@Dalkub
Stilica przywołałem bardziej w celu porównania charakterystyk obu piłkarzy a nie ich umiejętności. Pod tym drugim względem akurat tutaj się zgodzę - żadnego porównania nie ma.
Piszesz, że nie ma musu. Myślę, że u Czerczesowa Vadis szybko nauczyłby się grać w defensywie. Smile
Zwróć uwagę, że cechą charakterystyczną Legii Magiery jest to, że bardzo łatwo dopuszczamy naszych rywali do rozgrywania piłki na naszej połowie. Wynika to, moim zdaniem, z tego, że trójka pomocników przeciwnika wchodząc na naszą połowę ma praktycznie od startu przewagę jednego piłkarza. Ta przewaga powoduje, że Moulin z Kopczyńskim muszą cofnąć się aż pod nasze pole karne, żeby nie zostawić dziur i mieć przeciwnika przed sobą a nie za sobą. Jak dotąd taka taktyka nie powodowała u nas większych strat, bo świetnie spisuje się nasza formacja defensywna łącznie z bramkarzem (liczba błędów per mecz jest wręcz znikoma) ale to jest jednak kuszenie losu. Poza tym, o wiele łatwiej jest stworzyć okazję bramkową przechwytując piłkę w okolicach linii środkowej niż w okolicach naszego pola karnego. W meczu z Lechią np. mieliśmy fragment, gdzie nie potrafiliśmy wyprowadzić piłki spod naszego pola karnego. To jest, moim zdaniem, zdecydowanie do poprawy i jeśli Ofoe jest w stanie fizycznie wytrzymać taką grę, to jak najbardziej trzeba tego od niego wymagać.
19poniedziałek, 10, kwietnia 2017 18:29
sektor212
Bardzo dobry mecz wykonaniu obu drużyn. Zobaczyliśmy dużo walki bez zbędnego chamstwa (brutalności) lecz z dużą ilością boiskowego cwaniactwa blokowania, trzymania (takiej gry bez piłki w kontakcie). Również trzeba przyznać że oba zespoły dość solidnie realizowały wytyczne swoich trenerów. Mało było tzw. burdelu na boisku tylko dużą wymienność pozycji i celnych podań. Wygrał zespół bardziej doświadczony w grach o stawkę. Choć sam czas strzelanych goli to rzeczywiście scenariusz napisany pod Legie - marzenie.

Wygrana raduje nie miłosiernie. Zwycięstwo jest tym cenniejsze, że zostało osiągnięte przy słabej postawie Radovića i Guilherme. Wczoraj nie było to dwa motory które napędzały naszą grę. Jaki by mecz miał przebieg kiedy obaj w/w zawodnicy byli w optymalnej formie? Lech przegrał by wyraźniej. Jednak tak nie jest i trochę się zaczynam tym martwić. Wejście młodego Węgra poprawiło choć nieznacznie ale było lepiej w bocznych sektorach w których operował. Ogólnie należy przyznać, że Magiera dokonał bardzo trafnych zmian. Zejście Kucharczyka i przesunięcie wyżej Moulina spowodowało jeszcze większe zagęszczenie środek pola i utrudnić rywalowi czytania naszych poczynań ofensywnych. Tak przygotowane nowe ustawienie na końcówkę sprawdziło się wyśmienicie. Legia wzmocnione jeszcze Finem Hamalainenem potrafiła się podnieść i w 10 minut wygrać mecz aplikując Kolejarzowi dwie bramki.

Pozostały ostatnie dwie kolejki. Czy Jagiellonia zgubi punkty? Może być ciężko o potknięcie Jagi. Gra dwa mecze z autsajderami naszej ligi (Cracovia i Piast) które co prawda obie ekipy walczą o utrzymanie ale są bez formy więc może być ciężko o potknięcie Białostoczan. Czy my wygramy wszystko do końca? Scyzoryki pewnie pogonimy ale w Krakowie będzie taki sam mecz walki co w Poznaniu.

CTP

Vadis organicznie wręcz nie znosi gry w tzw. destrukcji.
A to ciekawe. Ja dość często widzę go kiedy doskakuje i podwaja pressing na rywala w strefie niskiej. Mało tego dość często odbiera piłkę i udanie buduje naszą akcje fazie otwarcia gry. Również Dalkub dość jasno wytłumaczył ci dlaczego zawsze nie wycofuje się w strefę niską. Po prostu on ma inne przydzielone zadania. Tak więc nie ma co na siłę doszukiwać się błędów których nie popełnia. On w defensywie umie grać.
20poniedziałek, 10, kwietnia 2017 18:42
Zbyszek
O tym,że dla Lecha liczy się tylko Legia.
Mecze Legii z Lechem powinny już przejść w rutynę, a nie chcą. Nowonarodzeni dziennikarze dla których świat przed nimi nie istniał uważają mecze Legii z Lechem za odpowiedniki hiszpańskich klasyków,albo wręcz za derby Polski.Według mnie jest to prezentacja jednostronna leżąca wyłącznie w interesie Lecha.Bowiem mecze z Legią są nobilitacją dla każdej drużyny , a wygrana z nią jest zaszczytem.Z Legijnej perspektywy historycznie bardziej ekscytujące były mecze z zabrskim Górnikiem,łódzkim Widzewem, krakowską Wisłą czy Polonią.Kluby te zgubił brak mamony. Pewno jeszcze powstaną. Kłopoty tego typu Lecha nie dotykają.Jest to sensownie,rozsądnie zarządzany klub, który powoli ewoluuje w dobrym kierunku o czym świadczy dobór trenera, mało nietrafionych transferów, stawianie na młodzież.Ma też Lech duże grono zaciekłych kibiców. Tylko ludziom Lecha brakuje pokory.Jest to cecha charakterystyczna dla prowincjuszy , czy kurdupli, którzy uważają te swoje przypadłości za niedostatki , mają z tego powodu kompleksy i rozładowują je rozdętym do granic absurdu ego.Nawet jak Lech by wygrał z Legią to Poznań nie będzie większym miastem ,a Lech większym i bardziej liczącym się w Europie klubem.Co pewno i tak wiedzą,a co nie przeszkadza im nabzdyczać się aż po śmieszność.Ale dla nich i z ich punktu widzenia wygrana z Legią to sam splendor.Nie sięgając do dawniejszych czasów w ostatnich dwóch latach obserwowaliśmy jak dwaj trenerzy wywaleni z Legii, Skorża i Urban złamali reguły rządzące cyklem przygotowań do sezonu po to tylko,a by z Legią wygrać mecze o Superpuchar.Powiecie,że to trofeum bez żadnego znaczenia i macie rację, tyle,że to nie ten Puchar był celem,ale Legia.Gdyby ich rywalem był jakikolwiek inny klub to by się na niego tak nie spinali.W tych przypadkach połączyły się również fobie trenerów i obsesja kibiców.Trener Bjelica nie powinien mieć osobistego stosunku do Legii,ale jak obserwowałem kilka ostatnich meczów Lecha to widać było jak starannie pod każdym względem przygotowywuje swoją drużynę na Legię.Symptomami była zaplanowana rotacja zawodników pod kątem optymalizacji formy na konkretny mecz, zgrywanie formacji, tak, aby maksymalnie ograniczyć poczynania kreujących grę Legii graczy. A przede wszystkim doskonalenie gry defensywnej drużyny i bloku obronnego.Powiem,że byłem pod wrażeniem jak w stosunkowo krótkim czasie trener Bjelica potrafił nauczyć zawodników Lecha prawidłowej gry w obronie strefowej z przekazywaniem.Formacje Lecha grają blisko siebie, zawodnicy trzymają odległości w pionie i poziomie, zagęszczają pole z kierunku skąd może nadejść zagrożenie i będąc stale blisko rywali grają bardzo agresywnie. Wczorajszy mecz był tego dowodem.Że nie przyniosło to dla nich pozytywnego efektu to zasługa głównie Odjidji któremu na nasze szczęście do pięt nie dorośli.W każdym razie mecze Legii z Lechem powinny stać się codziennością ligi. Ale nie tak jak w dowcipie w którym żona podaje mężowi zupę pomidorową,a on ją wylewa do zlewu.Żona oburzona :" Od miesiąca gotuję ci codziennie pomidorową i zawsze ci smakowała,a dziś nie?!". Bo wszystko co w nadmiarze może się przejeść, a nawet jak powiadają doktory może zaszkodzić.
Lecz również z tej drugiej, tej jaśniejszej strony te mecze są jak stary dowcip "Podczas spotkania z seksuologiem duża grupa mężczyzn odpowiada na pytanie o częstotliwość uprawiania seksu. Na pytanie, kto codziennie , kilkanaście rąk w górze, kto raz w tygodniu, las rąk, kto raz na miesiąc , znowu kilkunastu, a kto raz na pół roku - zgłasza się jeden. Seksuolog pyta;" I z czego się tak cieszysz, baranie?."" Bo to już jutro!". Ja zwracam szczególną uwagę na głęboki sens zawarty w tych dwóch słowach :" Już jutro".A jak pusto i smutno brzmią słowa "To było wczoraj".

O tym,że z nienawiścią nie wolno przesadzać.
Były już prezes pan Leśnodorski wrzucił wczoraj na Facebooka "krótki film" o nienawiści Lecha do Legii. Jednymi z jego bohaterów byli gracze Lecha, którzy niedawno przeszli do Legii, a mianowicie Bereszyński oraz Hamalainen. Oglądałem "popisy" kibiców Lecha w ordynarny sposób ich obrażające z obrzydzeniem i przykrością.Podejrzewam,że Fin po ich oglądzie i wysłuchaniu zadowolony nie był.Można się domyślać co czuł, kiedy bydło przekracza granice godności człowieka tylko dlatego,że wybrał inne miejsce do zarabiania na chleb.Tylko,że po raz nie wiadomo który sprawdza się stara prawda,że kto sieje wiatr ten zbiera burzę.Bo Hamalainen po raz wtóry ich pokarał.Zemsta bywa słodka.

O tym,że piłkarze Lecha o mało naszych nie uśpili.
Tym, którzy twierdzą,że trener Bjelica wymyślił jakąś nowatorską odmianę taktyki śpieszę donieść,że są w błędzie. Od początku wczorajszego meczu przecierałem oczy ze zdumienia, bowiem to co grała drużyna Lecha to były popłuczyny po Bergu.Dokładnie tak samo grała Legia wiosną 2014 roku.Ja nie twierdzę przez to,że Bjelica jest imitatorem , bo pewno nie wie kto to Berg,ale podobieństwa było rażące.Bo to ta sama filozofia.Piłkarze Lecha po odzyskaniu piłki na własnej połowie w obawie przed jej utratą bez ceregieli wykopywali ją na naszą połowę. Tylko w sytuacji w której nasi zawodnicy wycofywali się z ich połowy podejmowali próby rozegrania piłki i wprowadzenie jej do gry od tyłu. Jednocześnie grali szybko kosztem dokładności.Sprawiało to wrażenie jak by zdobywali przewagę,ale przecież tak nie było. Bowiem sama arytmia gry nie zaświadcza o jej jakości.Liczyli na błędy naszej obrony i na szczęście się przeliczyli.

O tym,że agresja była atutem piłkarzy Lecha.
Zespół Lecha zagrał wczoraj z nami tak jak we wszystkich swoich meczach na wiosnę , wysokim pressingiem popartym agresywną grą prawie na całym boisku.Taka gra wymaga bardzo dobrego przygotowania fizycznego , gdyż każdy zawodnik nie ma chwili spokoju, stale będąc w akcji,albo w ataku, albo w obronie.Nie jest ona pozbawiona wad,albowiem nie można ustrzec się braku płynności ,ale również rywal znajduje się pod presją przeciwnika od razu po odzyskaniu piłki. Ponadto musi on rozpoczynać swoje działania ofensywne w pewnym oddaleniu od bramki rywala co pozwala na odbudowanie ustawienia i zagęszczenia linii obrony. I taka bojowa postawa ich zawodników powodowała zbyt wiele niewymuszonych strat piłek przez naszych piłkarzy.Nie mogę nie bez przykrości zauważyć,że kilku naszych piłkarzy nie potrafiło w obliczu twardej gry przeciwnika utrzymać nerwów na wodzy i zachowało się niesportowo,i zamiast odpowiedzieć równie agresywną postawą odpowiadało brutalnością.

O tym,że obie drużyny grały dojrzale.
Analiza poczynań Legii i Lecha podczas meczu wskazała,że oba zespoły chciały wczoraj wygrać ,ale jeszcze bardziej nie chciały meczu przegrać.
Owszem z obu stron nie grano zachowawczo na tzw. arcymistrzowski remis, ale również bardzo mało było ryzyko w grze ofensywnej zwłaszcza w linii ataku.Formacje poruszały się blisko siebie poza tymi fragmentami meczu, w których obrońcy wymieniali piłkę pomiędzy sobą na własnej połowie bez ingerencji przeciwnika.Starannie zabezpieczano dostęp do własnego pola karnego przez to,że w linii obrony zawsze pozostawało 3 zawodników, a pozostali gracze mieli równoważące się zadania ofensywne i defensywne.
Trenerzy liczyli na to,że o wyniku zadecydują najbardziej utalentowani lub klasowi zawodnicy.W Lechu trener Bjelica tych atutów upatrywał w Majewskim, Kownackim i Kędziorze, zaś trener Magiera w Odjidji, Moulinie i Radoviczu. Jak to bywa niektóre przedmeczowe atuty w praktyce meczowej okazały się blotkami.i tak było w Lechu z Kownackim i w II połowie z Majewskim, a w Legii z Radoviczem.Przy czym od razu napiszę,że mecz w sumie nie był zawodem i Legia i Lech z taką grą jak wczoraj wstydu polskiej piłce w Europie nie przyniosą.

O tym,że lepszemu szczęście sprzyja.
W trakcie meczu przeżywałem istną huśtawkę nastrojów. Pewnikiem nie tylko ja.Od początku wdjablałem się jak można było do takiego meczu wystawić będącego w katastrofalnej formie Guilherme. Tu pochwały i niskie ukłony dla Jędrzejczyka,który po prawej stronie grał za siebie i za niego.Nie wiem czy Brazylijczyk odczuwa jeszcze skutki urazów,ale wczoraj był wolny,niezdecydowany,nieprecyzyjny, znerwicowany,często unikał gry, tracił piłki,spóźniony w reakcjach przez co popełnił kilka zbędnych fauli. Ucieszyłem się kiedy został zmieniony nim sędzia zdołał wyrzucić go z boiska.A za chwilę byłem znowu niezadowolony,że trener zdjął z boiska Kucharczyka.Byłem w stanie zrozumieć,że chce utrzymać wynik remisowy.Ale kto powiedział,że dążenie do tego celu ma polegać na unikaniu stwarzania rywalom problemów w obronie, a przysposabianiu ich sobie.Brak nominalnego napastnika powoduje,że dodatkowy obrońca staje się wolny i może atakować rywala.I tak też Lech zaczął grać wywierając większą presję i zmuszając nasz zespół do coraz bardziej kurczowej obrony. Na szczęście Magiera odpowiednio zareagował i zbalansował grę.A że wprowadził Jokera to kwestia tyleż wyczucia, ile fartu. Więc błędy nie były błędami, bo nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło co już w XVIII wieku był zauważył Leibnitz.

O tym,że z satysfakcją oglądałem sposób w jaki Pazdan karcił, uczył szacunku i pokory zarozumiałego nadmiernie chłopaczka o nazwisku Kownacki.
Tuż przed meczem ich wiceprezes Piotr Rutkowski przyznał,że Kownacki nie był kontuzjowany,ale dano mu czas na odpoczynek, aby jak najlepiej zaprezentował się przeciwko Legii. Wcześniej trener Bjelica zachwalał towar w postaci Kownackiego,że gdyby miał nazwisko z bałkańska brzmiące to by kosztował 20 mln., Euro.Liczono,że zdoła on drużynę Legii pognębić i siebie wypromować.Nie dla psa kiełbasa.Liczono,ale się przeliczono.Miejsce w szyku pokazał mu Pazdan. We właściwy sobie arcymistrzowski sposób.

Kończę tytułem komedii Szekspira : " Wszystko dobre co się dobrze kończy".
21poniedziałek, 10, kwietnia 2017 19:10
Mroova
Ja też chciałem się podzielić wrażeniami z meczu oglądanego na żywo w stolicy alternatywnej pomarańczy. Sorry, że z opóźnieniem, ale wracaliśmy z Poznania z córką dziś rano i od razu wpadłem w wir roboty. Dopiero teraz mogę spokojnie napisać.

Siedzieliśmy między kibicami Lecha i ewidentnie reagowaliśmy "nie w tempo". Na plus poznaniakom zapiszę, że się nie czepiali, byli chyba zbyt zajęci meczem - i mieli powody. Jak Kędziora strzelił, to tysiące ludzi wokoło nas skoczyło do góry i zaczął się festyn, tylko my z młodą stanowiliśmy dwuosobową enklawę siedząca na krzesełkach (kiepskie maja te krzesełka, a byliśmy na ichnim "silverze"), enklawę nadąsaną i pogrążoną w smutku. Za to jak Dąbrowski strzelił, to tubylce zamarli, a ja wyskoczyłem jak z katapulty wrzeszcząc "jeeeeeeest !!!!!!". Ten widok kilkuset par oczu wbitych w we mnie - bezcenne (a robię im to już drugi raz .... poprzednio jak Żyro strzelił tyłkiem w przegranym meczu o Superpuchar w Poznaniu).

No cóż, miejscowi chyba słusznie ocenili energię i napięcie widoczne w moim wyskoku i poza lekką dezaprobatą (lekką, kulturalną) i zdziwieniem nie spotkały mnie żadne poważniejsze konsekwencje (ale na jednego kibica Legii, który siedział 2-3 rzędy niżej i się cieszył po golu Maćka wylali herbatę, cytrynę zdejmował z marynarki, z pleców ...).

Potem, "między Dąbrowskim i Hamą" przysiadł się do mnie jeden gość z tego niezbyt sympatycznego towarzystwa wielbicieli herbaty wykorzystywanej ofensywnie; i tak sobie pogadaliśmy (znaczy on głównie gadał, bo ja patrzyłem na boisko). Koniec końców ustaliliśmy, że "liga ligą, ale on w europejskich pucharach kibicuje Legii, a ja Lechowi" (no bo przecież drużyny z własnego kraju trzeba wspierać, są dobra wspólne, nadrzędne itd.).

Tę miłą, ważną i jakże pozytywną wymianę poglądów przerwali brutalnie Hlousek z Hamą, jeden ogrywając Tetteha, a drugi Kostewycza. Powiem tak. Z mojego miejsca miałem na linii wzroku tor lotu piłki, tj. wzdłuż linii mojego wzroku +/- piłka leciała do bramki, widziałem jej lot "zza pleców" i od pierwszego momentu widziałem, że wpadnie (była w "obrębie" bramki i leciała wprost do niej). Było to tak niewiarygodne, że stałem z rozdziawioną japą i tym razem autentycznie zamarłem i w tym osłupieniu nie byłem w stanie okazać radości.

I ta cisza. TA CISZA. Jakby chóry anielskie ryknęły całą mocą ....

Wracając na piechotę do hotelu oczywiście nie afiszowaliśmy się z radością, za to wysłuchiwanie lamentów i sarkań pyrusów było owszem, przyjemne. Po wysłuchaniu tego całego hejtu i wulgaryzmów jakie oni standardowo serwują przy okazji meczów między nami, nie powiem, słuchanie tych żalów trochę mnie cieszyło.

A tak bardziej na poważnie. Ja mam takie wrażenie, że myśmy ich chcieli zmęczyć, ale oni byli tak zmotywowani, że wypruwali flaki na boisku dając z siebie 300% normy, dlatego plan raczej nie zadziałał. Tyle, że zawodnicy Lecha ewidentnie w swojej radości, razem ze swoimi kibicami, zapomnieli, że walka trwa do ostatniego gwizdka sędziego. I zgodzę się, że reakcją na wyrównanie było niedowierzanie, ale oni tak bardzo chcieli, tak bardzo byli zmotywowani, że jak się okazuje byli gotowi przegrać, żeby spróbować wygrać. A że Legia ma wprawę w gonieniu wyniku i odwracaniu losów spotkania w końcówce, to i zostali skarceni.

Wracaliśmy dziś rano w poczuciu szczęścia i te parę minut końcówki drugiej połowy zapamiętamy na wieki wieków, amen.
22poniedziałek, 10, kwietnia 2017 20:04
sektor212
Zbyszek

Co do klasyków to czy warto wybrzydzać? Kiedyś ekscytowaliśmy się pojedynkami z Górnik, Widzew czy od początku XXI Wisła. Jednak mecze z Lechem w latach 80, 90 czy obecnym wieku również były i są i będą tzw. wisienką na torcie. O tym decydują kibice po przez ilość fanów utożsamiających się z danym klubem. I tak Bytom, Olsztyn, Białystok, Rzeszów, Lublin, Szczecin, Koszalin czy też Wrocław nigdy nie będą miały tulu fanów co wymieniona trójka plus Legia. Gdańsk ma możliwości by stać się piątą potęgo bo ma potencjał. Jak dobrze orientujesz się chwałę tym lepszym przynosiła gra w pucharach Europy. Powtarzalność ich występów powodowało, że ludzie z mniejszych miast zaczynali utożsamiać się z klubami reprezentującymi nasz kraj w Europie. Za komuny mecze Legia - Górnik, Legia - Widzew elektryzowały pół Polski gdyż kibice z różnych niedużych miejscowości stawali się w dniu takiego meczu kibicem Górnika albo Legii lub Widzewa. Mimo, że na co dzień jest kibicem swojego miejscowego klubu grającego pomiędzy II a VI ligą to jak przychodzi obejrzeć w TV mecz na szczycie Polskiej ligi to przemieniają się w fana Lecha czy Legii. Jak zauważyłeś złe zarządzanie i takich potęg jak Górnik, Widzew dziś nie ma. Wisła liże rany a Lechia próbuje wbić się do ekskluzywnej piątki. Tak więc jeżeli Górnik nie odrodzi się przez najbliższe 5 lat to obawiam się, że młodzi fani kopanej jak usłyszą klasyk Górnik - Legia to wybuchną śmiechem bo nikt nie będzie pamiętał wspaniałej gry Zabrzan z Romą.

Tym, którzy twierdzą, że trener Bjelica wymyślił jakąś nowatorską odmianę taktykę śpieszę donieść,że są w błędzie.
Zgadzam się z tobą to nie jest nowość, ale musisz przyznać, że trener Lecha taktykę wybrał i dopasował najlepiej do posiadanego potencjału. Jeżeli zawodnicy kolejarza złapią większy automatyzm i doszlifują schematy ciężka pracą na treningach to będą bardzo groźni. Jeżeli latem zarząd Lecha we współpracy z trenerem w dalszym ciągu będą kontynuować swoją filozofię i zrobią odpowiednie 2-3 transfery to ta taktyka zapewne sprawdzi się w lidze i w pucharach. Przypomnę Legia tak grająca za Berga o mały włos nie weszła do LM a w grupie LE grała przyzwoicie. Tak więc nie ma co wyśmiewać się z ich obecnego kierunku taktycznego jaki obrali.
23wtorek, 11, kwietnia 2017 01:20
Senator
Panie Zbyszku powinniśmy się pogodzić z faktem że każde pokolenie będzie miało swoje "derby "
Słusznie zauważa Sektor212 narażamy się na śmieszność próbując przekonać dwudziestolstka, że prawdziwe mecze dla Legii to te z Górnikiem Zabrze czy Widzewem Łódź.
24wtorek, 11, kwietnia 2017 10:01
dalkub
Taktyka Lecha, a raczej sposób gry.
Po pierwsze to mniej przypomina Berga a bardziej Staszka. Jest podyktowane moim zdaniem dwoma czynnikami. Pierwszy czynnik to jakość kadry i ich możliwości grania, drugi zaś to szybciej taki styl można załapać niż poukładaną grę kombinacyjną. Dodatkowo uważam e w Lidze Europy, a do tego aspirują polskie kluby, łatwiej gra się w taki właśnie sposób, czyli agresywnie, uważnie w defensywie, odbiór i kontra. Legia grająca w taki sposób jak w Eklapie będzie miała problem, bo przy nieco lepszym przeciwniku niż nasi ligowcy, i przy grze defensywnej dosyć lajtowej będą lepsi strzelać bramki a i bronić będą skuteczniej. Nie oznacza to wcale że jestem za implementacją systemu gry Lecha jako bardziej skutecznego, ale zwracam uwagę, że w grze musi być odpowiedni balans. Po raz kolejny powiem że gra defensywna Legii nie podoba mi się i widzę sporo elementów do poprawy.
25wtorek, 11, kwietnia 2017 18:02
Zbyszek
Cieszy mnie,że możemy porozmawiać po meczu o meczu. Zwyczajowo opisuję swoje refleksje w stylu felietonowym do którego Mroova się dostroił.Wielkie dzięki za osobiste wrażenia, że tak powiem z trybun.
Najpierw ogólnie o tym czy nasza drużyna chciała wygrać. Banalnym jest stwierdzenie,że każdy kto wychodzi na boisko chce wygrać to co jest do wygrania. Jest tylko pierwsze pytanie czy jest w stanie i drugie , ile to kosztuje. Tym kosztem jest możliwość porażki.
Każdy trener przy ustalaniu taktyki bierze pod uwagę rozliczne czynniki, do których siła gry przeciwnika i to co chcemy,a co musimy osiągnąć należą w kolejności pierwszej.
Trener nie może brać pod uwagę presji medialnej i czarnego PijaRu przeciwnika.
Tu uwaga do Senatora: nie przeczytałeś Waść tego co napisałem tylko włożyłeś w moje usta swoje słowa. A ja napisałem wprost : to Lech twierdzi,że mecze z Legią są najważniejsze. Ale tak twierdzi każda drużyna, która gra z Legią. To one się napinają, a Legia tylko powinna z każdą z nich wygrać i dla Legii żaden z tych meczów nie jest najważniejszy.Nie dajmy się zwariować .Co nie oznacza,że na takie mecze jak te z Lechem w dobie obecnej nie czeka się z utęsknieniem, jak ten facet co to raz na pół roku ciupał.I każde pokolenie miało swoje pięć minut i każde je jak na razie ma i żadne nie jest lepsze,ani gorsze. czy ma 20 czy 70 lat.A jak ma to niech docenia to co jest mu dane.Czyli niech ogląda,ale i wstecz za ramię też niech się ogląda.Pozdrawiam.
Taktyka gry Legii wynikała z oszacowania potencjału drużyny Lecha i uwzględniała sytuację w tabeli.Lech wiosną prezentuje się bardzo dobrze, gdyż jest zespołem dobrze zorganizowanym i zdyscyplinowanym taktycznie.
Dlatego nasza drużyna nie chciała ryzykować przegranej dla iluzorycznej wygranej.Zagraliśmy średnim pressingiem w odróżnieniu od Lecha, który grał pressingiem wysokim ,albo mieszanym.Tu uwaga dla tych ,którzy chcą pogłębić wiedzę w tym temacie. Na stronie PZPN jest materiał Roberta Solnicy p.t. : "Pressing - charakterystyka,rodzaje, determinanty skuteczności". Drużyna nasza nastawiona była na minimalne ryzyko z przodu i maksymalne bezpieczeństwo z tyłu. Można założyć,że gdyby Lech nie strzelił bramki to mecz zakończył by się bezbramkowym remisem. A tak , kiedy widmo porażki z jej konsekwencjami zajrzało naszym zawodnikom w oczy obudziła się determinacja, zmniejszyły się obawy ,a wydatnie wzrosła chęć wygrania. Tak Lechuś zapłacił za to,że obudził L(wa).
Dziś Adam Dawidziuk zamieścił na Facebooku filmik z reakcjami ławki oraz radością szatni. Bardzo ciekawy i pouczający.Duża część naszych chłopców to nie są mimozy,ale faceci zdolni do wielkich rzeczy. Jak to mówi się i do wypitki i do bitki.Jest w naszej drużynie moc.

A co do naśladownictwa czy podobieństw to Legia Stacha to był taktyczny prymitywizm. Gra wysokim pressingiem wymaga znakomitego przygotowania szybkościowo wytrzymałościowego co Czerczesow wyegzekwował i dzięki temu osiągał przewagę nad wieloma rywalami.
Tylko,gdzie tu zniuansowanie taktyczne?. Już to swego czasu wykazałem,że Staś był nieodrodnym synem znakomitego w latach 70-tych i 80-tych trenera Walerego Łobanowskiego. Z naciskiem na słowo niegdyś.Nie można oceniać tego co jest dziś przy pomocy kalek sprzed 30 czy 40 lat. Świat a wraz z nim piłka zmienia się i to w tempie coraz żywszym.Wielu trenerów, którzy jeszcze nie tak dawno odnosiło sukcesy dziś nic nie znaczą.Bo piłka poszła do przodu czego oni nie zauważyli. Można natomiast wracać nie tyle do konkretnych rozwiązań Berga ile do jego filozofii wywodzącej się wprost od Arrigo Sacciego i SAFa. Ale i to we współczesnym futbolu także się zaczyna zużywać.Bo sama taktyka schodzi na dalszy plan przygniatana ogromnymi i rosnącymi możliwościami fizycznymi graczy. Zawodnicy są tak znakomicie przygotowani fizycznie,że są w stanie grać blisko przy rywalu cały mecz. Więc coraz większego znaczenia nabiera : szybkość podejmowania decyzji, rozumienie gry oraz koncentracja.
Tak,tak. W coraz większej cenie są i będą zawodnicy nie tyle perfekcyjnie przygotowani fizycznie, wyuczeni taktycznie,ale szybciej myślący i szybciej wdrażający myśl w czyn. Tacy jak Odjidja.
I to tyle uzupełnienia.
26środa, 12, kwietnia 2017 10:54
Baron
Ten mecz z Lechem pokazał też jedno, że w tej rundzie coś złego dzieje się z Gui i Rado. Jeden i drugi są cieniami samych siebie z poprzedniej rundy. Czas bić na alarm. Magiera chyba to widzi i stąd zmiana Brazylijczyka, który wygląda ostatnio fatalnie. Nie wiem z czego to wynika, chyba kwestia nie podpisanego nowego kontraktu nie ma tu nic do rzeczy. Rado na boisku wygląda tak jakby grał na pół gwizdka, brak mu dynamiki, gra jakoś tak bez wiary, miewa oczywiście nieraz przebłyski ale jest to ostatnio incydentalne.
Nad Kopczyńskim nie będę się pastwił, gra w Legii to są dla niego za wysokie progi.
27środa, 12, kwietnia 2017 11:21
corazstarszy
@Baron
Nad Kopczyńskim nie będę się pastwił, gra w Legii to są dla niego za wysokie progi.

No więc, pozwolę sobie przytoczyć fragmenty wpisu Barona z dyskusji o meczu BVB - Legia. Z góry przepraszam za wybiórczość i wyrwanie z kontekstu.

[...] widać jakich zmian potrzebuje nasza drużyna, zresztą piszemy o tym od dawna tyle, że nasz zarząd jak będzie dalej ściągał Dąbrowskich, Czerwińskich czy przymierzał się do takiego Runje to żadnego skoku jakościowego nie będzie.

I takie tam.
No więc, masz zbyt szybki osąd w tych sprawach. Nie wiem na sto procent, jak jest z Kopą. Moim zdaniem, nie jest to kwestia zbyt wysokich progów, tylko drugiej rundy u debiutanta ekstraklasowego. Dopiero jesień 2017 pokaże, co z nim. Wejście miał świetne. Mecze z Realem i Sportingiem - że szczęka opada. Teraz ewidentnie gorzej. Ale 'za wysokie progi' to przedwczesna opinia. Podobnie jak z Dąbrowskim, może się okazać, że prawdziwy Kopa to ten z jesieni 2016. No bo chyba wycofujesz się z "Dąbrowskich"?
Aha, i czy Legia przymierzała się do Runje, czy też raczej było tak, że przed meczem w Białymstoku niejaki Kowalczyk radził, aby Legia się zainteresowała Runje? Z tego, co pamiętam, to drugie.
28środa, 12, kwietnia 2017 19:31
kibic60
@corazstarszy

Nie ma się co przejmować Wink
Za wysokie Legijne progi były już dla Pazdana, Bereszyńskiego, Brozia, Gola, Borysiuka, Rzeźniczaka, Kucharczyka, Żyro, Wawrzyniaka, Jodłowca, Radovića, Nikolicia, Malarza, Prijowića czy faceta z nadwagą Vadisa. Można wymieniać bez końca Very Happy
W zasadzie na palcach jednej ręki można policzyć tych, dla których progi były niskie.
Pozdrawiam
29czwartek, 13, kwietnia 2017 10:14
Baron
@corazstarszy

No i co z tego? Jest to wpis sprzed kilku miesięcy i jak najbardziej uprawniony. Na tamten moment taki Dąbrowski grał dno i jego postawa nie uprawniała do innej oceny. Czerwiński do dziś nie może przebić się do pierwszego składu, a już w Legii trochę czasu jest. Wracając jeszcze do Dąbrowskiego to ile w ostatnim czasie zagrał bardzo dobrych meczów bez żadnej obcinki? Owszem jego forma poszła do góry ale nie róbmy z niego nie wiadomo jakiego objawienia, niech zagra do końca sezonu na takim poziomie to go będziemy mogli rzetelnie ocenić i tyle. Poza tym od faceta, który przychodzi do Legii jako jeden z czołowych obrońców ligi, który nie musi się w naszej lidze aklimatyzować, chyba kibice mają prawo wymagać czegoś więcej, a nie lepszej dyspozycji w bliżej nieokreślonej przyszłości? A tak wtedy to wyglądało. Dla mnie zaczął grac solidnie, a bramka z Lechem nie przysłoniła mi oczu.
Co do Kopczyńskiego to zdania nie zmieniam, mi tam ani razu szczęka nie opadła oglądając jego mecze, a gra w jedynce bo Jodłowiec zawiesił się gdzieś przy Black Jack`u i nikogo innego na tą pozycję nie ma, stąd jego obecność w pierwszym składzie. Kolejną kwestią jest też to, że Magiera prowadził tego chłopaka w rezerwach i traktuje go trochę inaczej niż innych zawodników (czyt. lepiej). Dla Ciebie może być świetnym piłkarzem i nic mi do tego, ja pozostanę przy swoim zdaniu.
A propos Runje, to o jego przyjściu do Legii mówił nie tylko Kowalczyk, był to szerzej komentowany temat.

@kibic50

Fajnie, że zamieściłeś post, który może sugerować, że o każdym ww. piłkarzu mogłem mieć zdanie podobne jak o Kopczyńskim.
30czwartek, 13, kwietnia 2017 12:51
corazstarszy
@Baron
a gra w jedynce bo Jodłowiec zawiesił się gdzieś przy Black Jack`u i nikogo innego na tą pozycję nie ma, stąd jego obecność w pierwszym składzie.

Nie, występy Kopy w jedynce maja liczniejsze i bardziej poważne powody niż kłopoty Tomasza. Jak pewnie pamiętasz, Kopa występował już za Hasiego i to z powodzeniem, gdy był, oprócz Tomasza Jodłowca, jeszcze jeden zawodnik na tę pozycję. Tym jeszcze jednym był Vadis. Więc nawet Hasi coś w nim umiał dostrzec. Krótko, zbyt pośpiesznie piszesz o za wysokich progach. Zobaczymy, co dalej.

@Baron
mi tam ani razu szczęka nie opadła oglądając jego mecze

Nie żebym pouczał czy coś, ale gdy będziesz miał kiedyś wolniejszą chwilę i chęć, to zerknij sobie na dowolne fragmenty Legia – Real, zwracając uwagę na Kopczyńskiego. Na pewno znajdziesz wiele epizodów, gdy jego gra przypadnie Ci bardzo do gustu. I przekonasz się, że grał nie tylko z powodu gorszej gry Jodłowca.

@Baron
Na tamten moment taki Dąbrowski grał dno i jego postawa nie uprawniała do innej oceny.
[...] Poza tym od faceta, który przychodzi do Legii jako jeden z czołowych obrońców ligi, który nie musi się w naszej lidze aklimatyzować, chyba kibice mają prawo wymagać czegoś więcej

No to co dokładnie Ci nie odpowiada(ło) w Dąbrowskim: to, że za słabego piłkarza sprowadzono czy też gra, jaką W DANYM MOMENCIE zawodnik prezentował? Bo trochę nie nadążam. On zyskał negatywne oceny jeszcze za Hasiego, gdy mało kogo mogliśmy chwalić (oprócz Malarza). Ale jeden poważniejszy występ już za Magiery jesienią MD zaliczył – 1. połowę z Lechem na środku obrony. Zszedł w przerwie, bo grający w 1. połowie na lewej obronie Rzeźniczak nie dawał rady fizycznie i trener przestawił go w 2. na środek obrony kosztem Dąbrowskiego właśnie. Ale występ Dąbrowskiego w tamtym meczu dla mnie bez zarzutu.

@Baron Wracając jeszcze do Dąbrowskiego to ile w ostatnim czasie zagrał bardzo dobrych meczów bez żadnej obcinki?

Łatwiej mi wyliczyć jego mecze wiosną 2017 z obcinką. W Gdańsku, przy sytuacji, po której Wolski strzelił w słupek. Tam była obcinka. Innych nie zapamiętałem. Za to zapamiętałem wiele jego udanych meczów w tym roku. Nie tylko ten ostatni. Generalnie, forma mocno poszła w górę, zdobył bardzo ważną bramkę z Zagłębiem. I nie dziwi mnie news podany niedawno na legia.net, jakoby trwać miały przymiarki do powołania go na mecze reprezentacji.
Swego czasu, po pierwszym meczu Dudy w Legii, przeciwko Śląskowi (1-1) okrzyknąłem go, sfrustrowany zmarnowanymi okazjami, drugim Michałem Gottwaldem. Później tak się potoczyło, że wiem, żeby z takimi opiniami się nie śpieszyć. Do czego i Ciebie namawiam.
31czwartek, 13, kwietnia 2017 20:25
Baron
@corazstarszy

Temat problemów Jodły to nie ostatnie kilka miesięcy tylko kilka lat. Ze swoimi problemami borykał się jeszcze w czasach kiedy grał na Konwiktorskiej. Tu i ówdzie się mówiło przez lata, że ma to przełożenie na jego formę, a może bardziej dosadnie na jego głowę i poza boiskowe sprawy.
Piszesz o Vadisie zapominając, że przyszedł w tamtym okresie do Legii jako zawodnik z nadwagą i nie przygotowany do gry i stąd min. pojawiła się na horyzoncie osoba Kopczyńskiego w składzie Legii.
Pominę litościwie osobę trenera Hasiego, który wyleciał z wielkim hukiem z naszego klubu i to jak grała i funkcjonowała Legia w tamtym okresie.
Co do meczu z Realem to owszem zagrał dobrze (Kopa), nie neguje tego, nie mniej raz do roku i ślepemu psu uda się zar...ć na obcej wsi i nie miałem bynajmniej zamiaru tym wpisem urazić i obrazić Kopy, żeby nie było. Mi przy okazji przypomina się osoba Bronowickiego, który w zwycięskim meczu reprezentacji z Portugalią zagrał koncertowo i wyłączył z gry Ronaldo. Zdarzają się takie mecze przeciętnym piłkarzom i tyle, nie ma co dorabiać do tego jakiejś niesamowitej ideologi. Dla mnie Kopczyński na swojej pozycji w lidze niczym się nie wyróżnia, jest typowym ligowym przeciętniakiem. O statystykach nie będę pisał, sprawdź je sobie: bramki, asysty, kluczowe podania. Fajnie, że obok siebie ma Mulina, a nie Jodłę bo byś w zupełnie innym tonie o nim dziś pisał.
Dąbrowski przychodząc do Legii okazał się totalnym niewypałem i dziękujmy bogu dziś, że wskoczył na sensowny poziom. Bo to co grał w oficjalnych meczach i sparingach wołało o pomstę do nieba. I wybacz ale kibice mieli prawo oczekiwać, że będzie realnym wzmocnieniem, a nie piłkarzem, który być może odpali za pół roku. Legia przy całym szacunku to nie Łęczna czy Bełchatów by bawić się w takie eksperymenty. Chyba nie chcesz powiedzieć, że byłeś zauroczony jego grą w Legii po tym jak do nas trafił? Ja natomiast twierdzę, że on dopiero ostatnio zagrał w Legii kilka meczów na poziomie, zresztą po to został chyba tutaj sprowadzony, nie? Nie zamierzam Ciebie przekonywać do swojego zdania, wyrażam tylko swoja opinię, nie zgadzasz się z tym? Gitara, tak ma być.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1