A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Korona 0-0: Zimny prysznic

Legia zmarnowała szansę na objęcie pozycji lidera Ekstraklasy. W wielkanocny poniedziałek nasza drużyna tylko zremisowała w Warszawie z Koroną Kielce, która w poprzedzających mecz w Warszawie czternastu wyjazdowych spotkaniach w tym sezonie, poniosła jedenaście porażek.

 

Trener Jacek Magiera nie mógł skorzystać z wykluczonych za żółte kartki Michała Kopczyńskiego oraz Guilherme. W ich miejsce w wejściowej jedenastce pojawili się Tomasz Jodłowiec i Kasper Hämäläinen. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Jodłowiec, Moulin – Radović, Odjidja-Ofoe, Kucharczyk – Hämäläinen. Trener Maciej Bartoszek odpowiedział drużyną w składzie: Borjan – Rymaniak, Dejmek, Diaw, Kalliste – Możdżeń, Żubrowski – Palanca, Aankour, Pyłypczuk – Kiełb.

Od pierwszych minut Legii grało się ciężko. Goście wyszli na boisko bez najmniejszego respektu, grali aktywnie i agresywnie, skutecznie utrudniając naszym zawodnikom rozgrywanie piłki. Przed przerwą Korona straszyła Legię stałymi fragmentami gry. W 5. minucie do strzału głową w polu karnym doszedł Pyłypczuk i piłka w niewielkiej odległości minęła słupek bramki Legii. Legia pierwszy raz groźnie zaatakowała w 8. minucie. Po akcji Odjidji-Ofoe, Radović przekazał piłkę  Hlouškowi, niestety dośrodkowanie naszego obrońcy nie znalazło adresata w polu karnym. W 13. minucie po rzucie rożnym piłka znalazła się pod nogami Hämäläinena, ale strzał poszybował wysoko nad bramką. W 17. minucie po kolejnym rzucie rożnym dla Legii, z powietrza uderzył Odjidja-Ofoe, na drodze strzału znalazł się Radović i usiłował skierować piłkę do bramki piętą, ale Borjan zachował czujność.

Wydawało się, że po tych sytuacjach Legia na dobre przejmie inicjatywę, ale nieoczekiwanie wraz z upływem minut to Korona miała coraz więcej do powiedzenia. Wysoko ustawieni goście zdecydowanie wkraczali w akcje Legii i dość łatwo przedostawali się w okolice bramki naszej drużyny. W 24. minucie Jędrzejczyk uratował Legię w sytuacji, w której po kolejnym stałym fragmencie gry aż dwóch zawodników Korony mogło znaleźć się w świetnej sytuacji przed Malarzem. Minutę później niecelnie zza pola karnego uderzył Pyłypczuk. W 28. minucie Malarz z trudem odbił strzał Kiełba oddany po łatwej stracie Pazdana. W 31. minucie kolejny raz interweniować musiał Malarz, tym razem po strzale Pyłypczuka zza pola karnego. W 45. minucie Kiełb huknął mocno z rzutu wolnego z niespełna trzydziestu metrów i piłka poszybowała nad poprzeczką bramki Legii.

Do przerwy było 0:0 po bardzo przeciętnej grze zaprezentowanej przez Legię. Pozostawało drugie czterdzieści pięć minut i nadzieja, że goście nie wytrzymają tak aktywnej gry jak przed przerwą i kiedy nasi zawodnicy podkręcą tempo, nadejdą bramki.

Płonne jednak były to nadzieje. W legionistach z minuty na minutę rosło zdenerwowanie i frustracja. Na boisku oglądaliśmy chaos i niezliczone straty naszych piłkarzy. Legia zagroziła gościom dopiero w 65. minucie. Po szarży Pazdana piłkę otrzymał Radović, próbował uderzyć na bramkę Korony prawą nogą, ale nie trafił. W międzyczasie za permanentne przepychanki z Rymaniakiem zółtą kartkę obejrzał Odjidja-Ofoe i nie zagra w kolejnej kolejce z Cracovią. W 67. minucie boisko opuścił Hämäläinen. W jego miejsce pojawił się Nagy.

Sytuacji dla obu zespołów było niewiele. W końcówce meczu legioniści pchali się do przodu bez polotu, bez dokładności i chyba nawet bez szczególnej wiary w sukces. Gości satysfakcjonował remis, czego dowodem była notoryczna gra na czas w wykonaniu bramkarza Borjana, ale mieli swoje szanse na gola, i to lepsze od tych stwarzanych przez naszych zawodników. W 79. minucie Malarz z trudem obronił kąśliwy strzał Aankoura. Minutę później na boisku pojawił się Chima Chukwu, który zmienił Kucharczyka. W 82. minucie Malarz znakomicie obronił oddany z bliska strzał Kiełba. W 86. minucie po rzucie rożnym pozycję do strzału wywalczył Dąbrowski, ale nie trafił w bramkę. W 89. minucie po kolejnej tego dnia stracie Legii dobrą okazję miał zmiennik Abalo, ale nie trafił w bramkę.

W poniedziałkowe popołudnie Legia przypominała drużynę z pierwszych meczów wiosny, drużynę zupełnie pozbawioną świeżości, szybkości i wzajemnego zrozumienia między poszczególnymi jej ogniwami. Nasi piłkarze męczyli się na boisku, a my męczyliśmy się, obserwując ich bezradność. Oby taki pokaz niemocy już się w tym sezonie nie powtórzył.

Dyskusja (25)
1poniedziałek, 17, kwietnia 2017 17:49
świrekwampirek
Mecz pod tytułem "Jak na koniec spieprzyć święta".
Indywidualnie nie ma kogo ganić wszyscy mniej więcej słabo (trener też) chwalić nie ma kogo.
To jest odwieczny problem Legii, traci punkty (tytuły) z potencjalnymi słabeuszami.
Może było świątecznie za dużo makaroniWink
Szkoda ale gramy dalej.
2poniedziałek, 17, kwietnia 2017 18:22
Mroova
czy ktoś łaskawie mógłby, tak na spokojnie, wytłumaczyć mi, co się do ciężkiej ..... zdarzyło dzisiaj na stadionie przy Łazienkowskiej 3 ? Za tłumaczenia, że Koronie się chciało, a Legii nie za bardzo z góry dziękuję, tyle do mnie to do mnie dotarło. Poza tym nie mogę na spokojnie przetworzyć tego co widziałem, mam lekkie zwarcia itd. No nie rozumiem.... Jest tu kilku kolegów, którzy się znają, są w stanie fachowo opisać i ocenić, co się działo. Poproszę..... bo ja normalnie nie rozumiem tego, co widziałem ....

Niemoc - tak drogi sir Gawinie, to dobre określenie. Chaos i niezliczone straty - tak zdecydowanie. Ale dlaczego ? Czyżby system, jak zasłużysz 1 meczem to wskakujesz do składu miał działać przy tej drużynie aż tak destrukcyjnie ? Przecież Ci, co się zasłużą i wskakują do składu natychmiast obniżają loty. Kuchy i Hama to dla mnie przykłady wręcz "kliniczne".

Tak "świrek", szkoda, ale gramy dalej. Ale może lepiej zacznijmy grać, bo z taką grą to równie dobrze możemy nie grać. Więc się zastanawiam, dlaczego ? co się stało ?
3poniedziałek, 17, kwietnia 2017 18:59
Baron
Z perspektywy trybun wyglądało to tak: nonszalancja, niechlujstwo, zlekceważenie rywala. Vadis chciał się wykartkować przed rundą finałową i to zrobił. Z Nagyego będzie jeszcze spory pożytek.
Rado niestety ale w kolejnym meczu w tej rundzie gra jak jełop i nie mam wytłumaczenia skąd się to bierze, bo jak wszyscy wiemy facet potrafi grać, zresztą podobna niemoc dopadła w tej rundzie Gui.
Mecz dramatyczny w wykonaniu Legii, ja nawet nie rozbieram go na czynniki pierwsze, bo po tej padlinie, którą dziś widzieliśmy nie ma to sensu. W szatni klubowej są lustra, mam nadzieje, że kilku naszych piłkarzy spojrzy w nie prosto ...
4poniedziałek, 17, kwietnia 2017 19:50
corazstarszy
Nie chcę za łatwo rozgrzeszać Legii, więc nie napiszę, co mi przychodzi do głowy jako ewentualne tłumaczenie.
Dotychczasowy dorobek Legii i sytuacja w tabeli są tego rodzaju, że ten błąd nie jest w tej chwili aż tak bardzo kosztowny i nie musi się okazać kosztowny w przyszłości. Nie skorzystaliśmy z szansy na zdobycie większej liczby punktów, ale jeszcze niczego nie zawaliliśmy.
Plan minimum na 30. kolejkę to remis w Krakowie i 2. miejsce. Uważam, że dające fajną pozycję wyjściową przed kolejkami 31-37. Druga drużyna gra u siebie z piątą, siódmą, trzecią i czwartą. Czyli Lecha i Lechię możemy mieć w Warszawie, a Jagiellonię możemy mieć na wyjeździe, gdzie niemal regularnie od 2013 spuszczamy im solidne manto (2013 w 3-0, 2013 j 3-2, 2014 j 3-0, 2015 j 1-1, 2016 j 4-1). Mi by taki układ meczów odpowiadał. Tylko, żeby niczego nie zepsuć z Cracovią.
5poniedziałek, 17, kwietnia 2017 19:51
Mroova
@Baron

O to to ....nonszalancja, niechlujstwo (mocno nadużywałem tego słowa w trakcie meczu), zlekceważenie rywala. Tak, zdecydowanie byliśmy na tym samym meczu. Padlina ... tak, to wg mnie dobre określenie. Ja rozumiem co piszesz, ale mnie dla poprawienia nastroju / morale przydałaby się jakaś racjonalna analiza z wypunktowaniem co było nie tak. Może będzie mi łatwiej "położyć ten mecz do łóżka" jak mawiają Anglosasi (to put something to bed znaczy odłożyć na bok i zapomnieć, jakby ktoś chciał wyjaśnienia).
6poniedziałek, 17, kwietnia 2017 20:01
Mroova
@corazstarszy

Pewnie, nie ma co panikować, jeszcze wiele może się zdarzyć. Ja jednak się trochę obawiam, że koniec końców walka w rundzie mistrzowskiej będzie bardzo wyrównana i może się zdarzyć, że Legia i Jaga będą miały na koniec sezonu tyle samo punktów. Wtedy brak pierwszego miejsca po 30 kolejkach może zdecydować o tym, że nie będzie szansy na Ligę Mistrzów. Czyli odcięcie od lepszej kasy i odcięcie motywacji kilku zawodników. Czyli wymiana części składu. I zobaczymy, czy uda się utrzymać poziom sportowy drużyny (bo nawet jak grają piach jak dziś, to jednak poziom sportowy drużyny jest wysoki jak na nasza ligę).
7poniedziałek, 17, kwietnia 2017 20:18
świrekwampirek
Kolego Mroova. po takim jednym meczu w którym wszystko wyglądało właściwie źle trudno jednoznacznie wyrokować. To tak jak po mocno przypadkowym 5-0 wpadać w euforię.
Ja tu przytoczyłem jednak już mocno długie doświadczenie z Legią nasz klub właśnie potyka się na takich "Koronach".
Czy dziś mieliśmy taki kolejny przypadek czy jakiś większy błąd w sztuce nie wiem.
Ja i tak jestem pełen podziwu dla drużyny że mimo mocnemu osłabieniu zimą mając może dobrego ale nadal młodego i niedoświadczonego trener, do tego zamieszanie na szczycie dajemy radę.
Zbrodnią dla mnie jest że mimo takiej przewagi finansowo-(i podobno)organizacyjnej mamy tak nie równo zbudowaną kadrę.
8poniedziałek, 17, kwietnia 2017 20:28
Zgred Maruda
@Mroova

Tak pokrótce:
- specyficzna godzina meczu ( chyba pierwsza w tym sezonie) to nie istnieje w naszym DNA
- drugi dzień Świąt
- który następuje po pierwszym dniu Świąt Wink

przecież dzisiaj nikt nie zagrał w piłkę...a przepraszam Arek Malarz

Dla mnie taki terminarz to kuriozum. Można było rozegrać całą kolejkę w piątek i sobotę, a Święta zostawić ludziom. Totalne nieporozumienie...
9poniedziałek, 17, kwietnia 2017 20:35
Mroova
@świrekwampirek

A ja nie jestem pewien, czy osłabienie zimowe, choć w formacji ataku wyraźne sądząc po odejściu 2 głównych "napadziorów", to rzeczywiście aż taki problem. Fakt, Necid póki co nie pokazał za wiele, Chima Chukwu nie miał za wielu okazji, żeby coś pokazać, ale mimo wszystko m.(skromnym)zd. nie brak "rasowego" napastnika jest aż tak wielkim problemem. Gdyby gra szła to Rado, Kuchy czy Hama coś by wepchnęli. Problemem wg. mnie jest brak zgrania mimo w miarę ustabilizowanego składu - może się mylę, ale tak mi się wydaje. Ja nie chcę się wypowiadać, jak bardzo Magiera jest doświadczony / dobry jako trener. I czy na pewno to całe zamieszanie "na górze" aż tak bardzo wpływa na zespół (pewnie jakoś wpływa, ale żeby aż tak ?) ? Przecież micha jak była pełna tak będzie, nic nie zapowiadało rewolucji kadrowej w związku ze zmianami właścicielskimi ? No to w czym problem ?

Docenić awans za kadencji Magiery oczywiście trzeba, ale co powoduje zacięcia w takich momentach, w których przecież "oczywiste wydaje się", że dociśnięcie i wykonanie tego kolejnego skoku do przodu jest aż tak "oczywiste" ? Gdyby nie wyszło mimo prób, a to bramkarz gości zrobił 300% normy, a to 10 słupków i 15 poprzeczek... no rozumiem. Trudno, czasem jak pech to pech.

Ale żeby tak ?

Mnie nie przekonuje zwykłe prześliźnięcie się nad tym, że z "Koronami i innymi takimi" to my (w odróżnieniu od Lecha, Lechii itd.) "normalnie" mamy kłopot. To dla mnie jest nienormalne. A najbardziej nienormalne jest to, że to się zrobiło takie "normalne".
10poniedziałek, 17, kwietnia 2017 20:42
Mroova
@Zgred

może ... ale m.zd. takie nienormalne okoliczności są bardziej wymówką, niż uzasadnieniem. Gdyby to o mnie chodziło, to pewnie byłoby to nie tylko wytłumaczenie, ale i solidne usprawiedliwienie (no... bo jak zwykle przy świątecznym stole ze szwagrem i "przyszywanym szwagrem" - mężem kuzynki żony, jak zwykle ... no ... ten tego ....).

Kibicować nie przestanę, z serce nie wyrzucę, ale gdybym tylko mógł, to bym opierd...lił drużynę od góry do dołu. Kit wciskany przez Rado mi nosem wychodzi, wypowiedź Vadisa choć szczera i jej nie kwestionuję - nie satysfakcjonuje mnie w żaden sposób.
11poniedziałek, 17, kwietnia 2017 20:46
Mroova
przepraszam, chodziło mi o wypowiedź Pazdka, nie Rado (ten już się wcześniej przy innych okazjach nagadał).
12poniedziałek, 17, kwietnia 2017 22:18
Moros
W dzisiejszym meczu oprócz Malarza jeszcze jeden zawodnik zagrał na swoim poziomie i był to niestety Miro Radović. Co się dzieje z tym zawodnikiem to nie wiem.Gdzie są te jego zamachy, gdzie są te balanse ciałem, gdy odrywał się od kryjącego go rywala i wybiegał na pozycje. Bardzo brakuje Radovicia z jesieni i widać to było też dzisiaj, gdy nie potrafiliśmy poradzić sobie z rywalem, który nie postawił nawet autobusu. Bez niego ciężko będzie wywalczyć ten tytuł, a prawdę powiedziawszy dzisiaj był drugi do zmiany po Hamalainenie (można by się jeszcze zastanowić nad Kucharczykiem). To jest w tej chwili nasz największy problem.

Co do meczu, bo wypadałoby też coś napisać, to nie będę oryginalny (bo przewija się to wszędzie) i stwierdzę, że nasi zawodnicy wyszli na boisko z przekonaniem, że samo się wygra jak z Wisłą i Pogonią. Rywal nic im złego nie zrobi, a coś tam w końcu strzelimy. I tak graliśmy w tej błogiej świadomości, aż sędzia Frankowski zakończył mecz. Było to naprawdę smutne i mocno podnoszące ciśnienie "widowisko". Mnie tylko dziwi, że naszym zawodnikom nie włączyła się piłkarska złość i chęć dokopania rywalom, gdy bramkarz Korony zaczął ordynarnie grać na czas. Już od początku drugiej połowy robił sobie jaja. Dodatkowo Rymaniak, śmiejący się w twarz... Czy to naprawdę było za mało aby spiąć pośladki chociażby na ostatnie 10-15 minut i porządnie natrzeć na koroniarzy, aby zniknęły im te uśmieszki z twarzy?
13wtorek, 18, kwietnia 2017 00:37
gawin76
Panowie, w próbach wyjaśnienia dlaczego mecz wyglądał tak jak wyglądał, możemy brnąć w wątki umownie rzecz ujmując pozasportowe i sportowe.

Pozasportowe obejmują 'celowanie' w zajęcie drugiego miejsca w tabeli, jakąś świąteczną imprezę integracyjną w drużynie, względnie intrygę azjatyckich buków.

Wśród możliwych sportowych widzę np. cięższy niż zwykle mikrocykl treningowy, zlekceważenie rywala połączone z brakiem umiejętności 'przestawienia' zespołu na właściwe obroty w trakcie meczu lub tezę, że takie mecze są całkowicie naturalną wypadkową siły obecnej Legii, której przewaga nad ligowymi przeciętniakami nie jest tak duża, by wygrywać umiejętnościami kiedy danego dnia gra akurat jakoś się nie układa.

Każdy ma tutaj zapewne własną koncepcję, ja skłaniam się ku tej ostatniej. Jeżeli ona jest prawdziwa, cieszę się (bo być może naiwnie chcę wierzyć, że to co oglądam to, niezależnie od wyniku, prawdziwy sport, a nie marny aktorsko teatrzyk) i jednocześnie martwię (bo od początku wiosny czekam na erupcję formy Legii, na choć jeden mecz taki jak jesienne 3:0 z Lechią, tymczasem nic takiego nie następuje, a do mnie z wolna dociera, że... już nie nastąpi, Legia do końca sezonu będzie grać bez polotu, topornie i ciężko, tej wiosny tego zespołu nie stać na więcej - ergo tytuł możemy wyszarpać jedynie triumfując w zawodach przeciągania liny takich jak w Poznaniu).

Na szczęście ew. tytuł zawsze smakuje tak samo dobrze, niezależnie od tego ile po drodze było meczów takich jak ten z Koroną. Jako kibic chcę zatem o tym 'widowisku' po prostu jak najszybciej zapomnieć.
14wtorek, 18, kwietnia 2017 01:28
Senator
Niestety ktoś już to pisał to nasze DNA czyli im większy slabiak tym my chętniej zchodzimy do poziomu jaki reprezentuje. Tak już mamy i kropka.
Ile jest takich meczów w każdym sezonie? Zawsze kilka bo jest parę drużyn które są beznadziejne.
Tu moim zdaniem ( a podkreślam nie znam się ) trochę namieszał Magiera. Francuz zbyt mocno cofnięty, Hama na środku bez sensu. Trzeba było zostawić Kuchego i nie kombinować. Mając beznadziejnego Rado na skrzydle jednym i Kuchego który równie słabo wypadł w tym meczu nie można było choćby postraszyć. Nie było środka, tracilismy tam piłki a jedyny pomysł to od razu otwierające podanie. Jak nie zaczniemy myśleć na boisku to będzie bardzo ciężko.
Tak na marginesie ,są jakieś statystyki wyrzutów z autu?
Tak na moje oko rywale śmiało mogą wybijać piłkę w aut ponieważ my ją im oddamy. 85% naszych wznowień z autu to strata piłki.
15wtorek, 18, kwietnia 2017 07:39
sektor212
Jak większość kibiców i ja czekam na zbliżoną dyspozycję zawodników z poprzedniej rundy. Jednak nie oszukujmy się tak jak był to już nie będzie. Brakuje trzech ważnych ogniw które odeszły od nas w zimowym oknie transferowym. Nowi zawodnicy nie gwarantują tego samego poziomu czy sprytu jaki posiadali Nikolić i Prijović. Również Bereszyński lepiej prezentował się na skrzydle niż obecnie Jędrzejczyk. Dodajmy do tego Radovića bez formy i kłopoty w grze ofensywnej gotowe.

Sam mecz rzeczywiście z perspektywy trybun wyglądał na: nonszalancja, niechlujstwo, zlekceważenie rywala. W domu obejrzała raz jeszcze poczynania Legionistów w meczu z Koroną i doszedłem do pewnych wniosków.

Mroova – to głównie dla ciebie pochyliłem się nad tematem bo po takiej naszej grze zapał na większe analizy był u mnie prawie zerowy.

1. PRESSING – trener Bartoszek dobrze przygotował się do konfrontacji z Legią. Główny cel to wysoki pressing i uniemożliwianie Legi budowy fazy otwarcia gry. Nie bali się grać wysoko doskakując do Pazdana, Dąbrowskiego czy bocznych obrońców. W tej fazie pressingu głównie chcieli wywierać presję i powodować nerwowe wprowadzanie piłki do gry, a ODBIÓR jej w środkowej strefie. Kiedy pierwsza linia Korony doskakiwała do naszych zawodników druga linia Kielczan oraz cała obrona starała się odcinać od podań Radovića, Hamalainena (skutecznie) i Odjidje (mniej skutecznie gdyż ten był ruchliwy i potrafił urywać się rywalom) i ograniczać nasze działania w środkowym sektorze boiska. Mecz pokazał, że wytyczne trenera realizowali bardzo dobrze. Legia (poza pierwszymi 20 min.) nie potrafiła złapać odpowiedniej arytmii gry gdzie byliśmy często zmuszeni do szybkiego pozbywania się piłki ze strefy niskiej do środkowej. I oglądaliśmy nerwowe podania które były często niecelne, za mocne lub nie w tempo za plecy. Vadis dostał tzw. plastra (Żubrowski) który starał się jak mógł w środku pola uprzykrzać mu życie.
Kiedy Legia wprowadzała piłkę do gry od bramki Kielczanie przesuwali się w środkową strefę i stosowali pressing średni gdzie duże znaczenie ma gra ciałem. I w tym elemencie gry również wczoraj ekipa z Gór Świętokrzyskich prezentowała się lepiej. Wygrywali więcej pojedynków o zajęcie dogodniejszej pozycji do walki w powietrzu (gry głową). Lepiej czytali samą grę, potrafili się przepchnąć, zblokować, ustawić się do przejęcia piłki i gry szybkim kontratakiem. Również bramkarz Kielecki znakomicie uzupełniał pozostałe formacje zakładające pressing i pewnie kasował prostopadłe podania za linię obrony.
Natomiast Legia grała pozorowany pressing. Przeważnie brakowało jednego zawodnika dopinającego poczynania kolegów próbujących odebrać piłkę. Mimo większego doświadczenia i ogrania naszych zawodników przez większość meczu graliśmy źle pod presją jaką Korona starała się wywierać na wszystkich naszych zawodników.

2. ARYTMIA GRY LEGII – zawodziła wczoraj totalnie. Przecież to nie był pierwszy mecz kiedy nasi zawodnicy byli przyciskani od fazy budowy gry. Nie potrafiliśmy operować piłką i wymienić kilka podań przed własnym polem karnym. W czym był problem? Moim zdaniem w mniejszej ruchliwości i pokazywania się do gry wolnych przestrzeniach. Zazwyczaj Legionista kiedy był przy piłce (pod pressingiem rywala) to miał tylko jedną możliwość dalszego prowadzenia gry. Kiedy udało się ustawić do gry w trójkącie gdzie dużo łatwiej uwolnić się z pod pressingu przeciwnika to wychodził braki techniczne naszych zawodników.
I tak w pierwszej połowie kiedy do takiej gry na małej przestrzeni do linii bocznej zbiegli się nasi zawodnicy Jędrzejczyk, Jodłowiec i Kucharczyk to ich gra wołała o pomstę do nieba. Kur….. był problem wymienić dwa podania. A to zagranie było za mocne, a to na wysokość jajek (no weź to przyjmij kierunkowo kiedy bronisz własnego nad przyrodzenia), a to niepotrzebnie unoszono futbolówkę zamiast grać po ziemi. Normalnie masakra. Wyglądało to z trybun – spotkało się trzech paralityków i próbują kopnąć piłkę. Widok był żenujący. Tak nasza nerwowość powodowała, że staraliśmy się grać szybko do przodu. Po co? Kiedy na szpicy Fin odcięty od gry, na skrzydłach Radović i Kucharczyk mają problem zgubić swoje krycie. Samym Belgiem nie da się grać cały czas. Również nie potrzebnie ganiać no stop przednie formacje i zmuszać je do gry na dużej intensywności kiedy nie posiadamy piłki. Brakowało przetrzymania gry wycofania do Malarza i ponownej próby otwarcia po przez środkowych obrońców czy schodzącego Moulina. Kielczanie narzucili nam swoje tempo gry. Piłka na aucie to zwalniamy maksymalnie grając na czas. Każdy stały fragment gry był celebrowany przez nich. Ale kiedy było trzeba to scyzoryki podkręcali tempo gry i tak większość meczu przebiegał na warunkach jakie im odpowiadały.

3. DOŚRODKOWANIA – wczoraj nie stworzyliśmy sobie żadnej 100% sytuacji. Zagęszczony środkowy sektor a my na bokach mamy problemy z dokładnym dośrodkowaniem nawet w takich sytuacjach kiedy nie byliśmy bezpośrednio atakowani. Wrzutki Kucharczyka były strasznie anemiczne i nie mijały pierwszego słupka. Jędrzejczyk szukał innych rozwiązań byle nie dośrodkować. Radović tradycyjnie dwa zwody na zamach i zejście do środka w kolejnych dwóch rywali. Hlousek na cały mecz dwa razy z odpowiednią siłą dorzucił piłkę na 5-6 metr. To jak mamy strzelić bramkę?

Dla mnie to były główne trzy boiskowe czynniki które spowodowały, że nasi zawodnicy uraczyli nas taką, a nie inną grą. Może Gawin ma rację, że problem leży w mikrocyklach treningowych i jest pewne przemęczenie które paraliżuje myślenie. A może tak jak większość uważa, że najzwyczajniej w świecie byli pewni, że mecz sam się wygra i zagrali bez odpowiedniego zaangażowania.
16wtorek, 18, kwietnia 2017 08:43
dalkub
czytam tu mądre i bardzo mądre komentarze po meczu z Koroną - praktycznie rozebraliście panowie mecz na czynniki pierwsze, a Gawin podał tyle powodów na taką a nie inną grę iż po jego wpisie należałoby zakończyć, bo nic mądrzejszego się nie napisze.
Napiszę tylko krótko - sport, praktycznie każdy polega na ruszaniu się, na bieganiu, jeżeli się stoi to szanse na wygraną są niewielkie. Legia stała a przeciwnik mądrze przeszkadzał. Ja się zastanawiam czym różnił się w tym meczu młody człowiek chyba Żukowski od reprezentanta Polski - Jodłowca? Hamalainen po raz kolejny pokazał że grając od początku bardziej przeszkadza w grze niż w niej pomaga. Pozostali nie byli dużo lepsi - z wyjątkiem Arka Malarza.
Na koniec powtórzę to co piszę od wielu meczów w tym tych wygranych. Gra obronna Legii wygląda źle, ilość sytuacji które kreują sobie przeciwnicy jest zatrważająca. Zawodnicy są za daleko od przeciwnika, są za duże przerwy między formacjami i zawodnikami w formacji, a przesunięcie jest za wolne. To mi przypomina takie Jasiowe granie
17wtorek, 18, kwietnia 2017 09:18
Zgred Maruda
Moim także zdaniem @Gawin ma rację, pewnie tak jest, że mikrocykl wpływa na świeżość czy dynamikę. Tylko tym razem ten "lany poniedziałek" był składową paru rzeczy na raz...
Od pierwszych akcji meczu jak się okazało najlepszych można było zauważyć brak należytej koncentracji, takie dziwne efekty "zawieszenia" ruchowego i myślowego. Tak jest z reguły kiedy nie ma odpowiedniej motywacji, podejścia do wykonania swojej pracy. Tu wracam do pory rozgrywania spotkania gdyż z historii Legii wynika iż wczesne godziny rozgrywania meczów nie były mówiąc delikatnie - w naszym wykonaniu dobre. No cóż być może trudno to zrozumieć, ale tak jest, że organizmy całym sezonem są przyzwyczajone do późno popołudniowego lub wieczornego czasu kiedy adrenalina meczowa wzrasta. Jeśli dodamy do tego Święta czyli ich drugi dzień - to mamy taki a nie inny obraz. Usprawiedliwienie to żadne bo profesjonalnie prowadzone organizmy powinny być gotowe na każdy czas, lecz akurat tych argumentów tak bardzo bym na boku nie zostawiał.
Idąc dalej być może w szatni pojawiły się rozmowy ( nie sugestie) o bardziej trafionym terminarzu z drugiego miejsca. Pisze o tym @Gawin, a ja także nie zakładam takich świadomych wyborów jednak nawet najmniejsza myśl zaczyna w głowach żyć swoim życiem dorzucając do tego fakt faktycznych lepszych rozstawień dom/wyjazd - to mamy w tle podchodzenie pod tytułem "nie ma co szarpać"...
Na obraz meczu miały też wpływ zmiany. O ile w grze z Kopczyńskim, Tibo Moulin gra bardziej z przodu więcej kreując, to w tym przypadku przy Jodłowcu błąkał się gdzieś z tyłu przy obrońcach dostrajając się do pozostałych. Ilość niecelnych podań i przegranych drugich piłek była tego dnia znakiem firmowym Legii a opisany ( jak zawsze trafiony) schemat strategii przez @Sektora ten przykry obraz dnia Świątecznego Wink dopełnił...

Panowie - daleko idących wniosków raczej wyciągać nie trzeba. Zostaje ostatnia kolejka i siedem na dużo większym poziomie zaawansowania, mentalu czy koncentracji. Zmiłuj się już nie będzie,a bezpośrednie starcia z kandydatami do tytułu wskażą Mistrza Polski.
Czy będzie to Legia ? A dlaczego - Nie?
Będzie dobrze Wink
18wtorek, 18, kwietnia 2017 09:27
czarnuch
Bieda się wkradła (oby tymczasowo) w grę Legii.. Trzy kupony położyła to powiedzieć nic.. 14 strzałów i jeden (!!!) celny grając z przodu Kuchym, Rado, Vadisem i Hamą dobitnie podkreślają obraz meczu. Strat nawet nie ma sensu liczyć,bo zęby zgrzytały już po pierwszej połowie.Teraz pozostaje nadzieja,że w Krakowie chłopcy już inaczej podejdą do meczu.
19wtorek, 18, kwietnia 2017 10:10
Mroova
@sektor, dalkub, Zgred

Dzięki. Tak, znowu muszę powiedzieć - ten sam mecz oglądaliśmy, a ja dzięki Wam więcej rozumiem co się wydarzyło, i co mogło to spowodować. Pozostaje mieć nadzieję, że może być już tylko lepiej.

Choć jak mawia jeden z moich znajomych - wiecie jak odróżnić pesymistę od optymisty ? Pesymista mówi - gorzej już być nie może !... a optymista - oj może, może ....

Tak tytułem wisielczego humoru, który to nastrój (po wyrzuceniu ze łba złości) mnie zdominował
20wtorek, 18, kwietnia 2017 10:11
sektor212
dalkub

"Na koniec powtórzę to co piszę od wielu meczów w tym tych wygranych. Gra obronna Legii wygląda źle, ilość sytuacji które kreują sobie przeciwnicy jest zatrważająca. Zawodnicy są za daleko od przeciwnika, są za duże przerwy między formacjami i zawodnikami w formacji, a przesunięcie jest za wolne."

Bardzo dobrze, że podkreślasz to zjawisko z jakim borykamy się od dłuższego czasu. Zastanawiam się z czego to wynika. Czy zawodnicy nie rozumieją pewnych schematów jak powinni się ustawić i kiedy zaatakować? Czy sztab szkoleniowy popełnia błędy i nie potrafi zdiagnozować przyczyny? Co o tym myślisz?

Czasami (jednak powtarzający się) dostrzegam taki przypadek (kiedy gra prowadzona jest w naszym bocznym sektorze), że przykładowo zawodnik wracający Kucharczyk czy asekurujący Kopczyński są czasami sprytnie przyblokowani przez rywala, a to zabieg mu drogę, a to przytrzymał go chwilę za koszulkę, a to spychał go w czasie biegu (takie sytuacje poza zasięgiem wzroku sędziego) które spowalniają reakcje Legionistów co powoduje spóźnienie się tego gracza z pomocą Jędrzejczykowi w podwojeniu ataku. W takim sytuacja środkowy obrony zbiega do boku z asekuracją. Jest moment kiedy dwóch zawodników przeszkadza rywalowi odcinając podanie w nasze pole bramkowe, a spóźniony skrzydłowy (Kucharczyk) blokuje wycofanie akcji do tyłu. Niby ładnie to wygląda bo jest trzech na jednego jednak powstaje straszna dziura do zagrania piłki w poprzek boiska do środkowej strefy (Kopczyński stara się wejść w miejsce środkowego obrony który zszedł do boku). Takie sytuacje mają miejsce również kiedy próbujemy założyć pressing w strefie wysokiej gdzie rywal bez problemu jednym podaniem w poprzek boiska wychodzi ze swoje strefy niskiej do środkowej. Wygląda to tak jakby naszym zawodnikom brakowało boiskowego cwaniactw.


Zgred

Spodobało mi się twoje zdanie.
"brak należytej koncentracji, takie dziwne efekty "zawieszenia" ruchowego i myślowego". Fajnie to napisałeś. Takie typowe wyłącznie się z gry.

Natomiast twoje sugestie co do świąt czy pory meczu dla mnie wydają się takie miękkie. To ja zaczynam mieć inną równie słabą teorie. Mianowicie może zespół dostrzega fakt (o których niby przypadkiem w wywiadach ostatnio głosi Leśnodorski) że drużyna się po sezonie rozpadnie. Odejdzie Odjidja, Pazdan, a z wypożyczeń odejdą Czech i Gruzin to kto w tej Legii pozostanie do gry. Nie wiemy jakie zamiary ma Hlousek i nie wiemy jak zarząd zachowa się kiedy wpłynie oferta dla Dąbrowskiego czy Moulina. Zobacz z kim zostaniemy. Czy piłkarze nie rozmawiają o tym w szatni? Nie zastanawiają się jak będzie wyglądała szatnia w przyszłym sezonie? Tu słuchają o sprzedaży najlepszych, tam słyszą, że kasy w klubie nie ma. To czy wart zabijać się o Mistrza? Każdy z nich (chyba tylko poza Dąbrowskim) takie trofeum już ma. Zwróć uwagę o ile mniejsze jest ciśnienie na wygranie Ekstraklasy niż w poprzednich latach. Może brakuje odpowiedniej mobilizacji?
21wtorek, 18, kwietnia 2017 11:19
Zgred Maruda
@Sektor

Myślę, że aż takich rozmów w szatni nie ma, co nie oznacza iż tego typu myśli gdzieś im się tam po głowach plączą. No, ale z przywołanych przez Ciebie Necida czy Vako w sumie żadnego pożytku nie mieliśmy...Sprawa Pazdana jest raczej przesądzona, a pozytywne wprowadzanie Dąbrowskiego raczej bloku obronnego rozbić totalnie nie powinno, a na grę czekają zarówno Czerwiński jak i Rzeźniczak. O Hlouska się nie martwię, swoje już "zarobił" w Bundeslidze więc gdzie mu będzie lepiej...Bardzo mnie osobiście martwi "byle jaka" gra Jędzy. Wygląda jakby zapatrzył się na czteroletni przychód kontraktowy zupełnie nie wprowadzając pokładanych w jego grze oczekiwań. Szatnia to nie wszystko... Pytania dotyczące Vadisa i Moulina są zasadnicze lecz one powinny być kierowane w stronę gabinetu nowego Prezesa klubu i tam należy szukać odpowiedzi. Jakie one będą nie wiemy, za to wiemy, że będą kluczowe dla Legii przyszłego sezonu.
Jednak biorąc to wszystko pod uwagę nie zakładam "jakiegoś dziwnego tumiwisizmu". Widzisz układ jest taki, że owszem zmiany w klubie także mogły wpłynąć na nazwijmy to stronę osobowościową piłkarzy, ale szczerze mówiąc oni mają swoje kontakty, zarobki i zakres obowiązków do wypełnienia w stosunku do pracodawcy, a że lubią zarabiać...wiemy. Sądzę, że premie za MP są nazwijmy - bardzo dobre Wink a to jest czynnik także bardzo dobrze motywujący.
Dlatego z tym mniejszym ciśnieniem raczej się nie zgadzam, wszak potrafiliśmy się wydobyć z takiego dołu początku sezonu i to bez dwóch napastników pod których grał cały zespół. Musiała ( wnioski do wyciągnięcia) nastąpić ogromna zmiana systemu gry i dlatego w meczach takich powiedzmy gorszych nie mamy już Nikolica, który to przy słabej grze całego zespołu potrafił raz się urwać i trafić na zwyczajne 1-0 ...zwyczajnie dając nam wygraną i punkty. Takie mecze były i przechodziły ad akta bez wnikania w słabość gry. Teraz jest inaczej.
Zbliża się decydujący okres wydarzeń. Taki swoisty sprawdzian dla piłkarzy i sztabu i trenera Magiery. Jeżeli zamulenia wynikają z dokładania siły aby utrzymać formę w ryzach - efekty zobaczymy kiedy każdy mecz będzie o 3 punkty i konkretne już wyniki miejsc w tabeli. Całym sezonem trener zaufanie zyskał, zatem trudno teraz zmienić zdanie, że pozwoli się zespołowi rozkleić czy rozjechać. Nie, nie - ta grupa ludzi ma świadomość, że stoją przed otwartą szansą na świetni wynik po wszystkich zmianach jakie wystąpiły. O podejście i ambicję jestem spokojny w tym należytą koncentracje i sprawy mentalne.
Jeśli umiejętności piłkarskie przekujemy na zaangażowanie i walkę a "piłkarski Bóg" będzie przy nas - to radość czerwcowa nastąpi Wink
Spokojnie Panowie - Spokojnie
22wtorek, 18, kwietnia 2017 14:03
dokanmars
zawodnicy może się za bardzo nie przyłożyli do meczu ze scyzorami, ale też należy pamiętać, że w tym roku żadnego meczu nie wygrali zdecydowanie i bezdyskusyjnie, a te, które zremisowali to mogli również przegrać przy mniejszym szczęściu
i tu nasuwa się logiczne pytanie, czy są świetnie przygotawani, tylko im się nie chce, czy może odwrotnie, chcieliby przyspieszyć czy w meczu zastować jakiś wyćwiczony schemat, ale są bez formy i to co ćwiczą jest nie do powtórzenia z przeciwnikiem
a za to chyba odpowiada trener, nawet jak improwizował w czasie zgrupowań i drużyna jest źle przygotowana, to nie potrafi również wprowadzić korekt aby cokolwiek się poprawiło
aż strach pomyśleć jakie byłyby wyniki gdyby nie mityczne doświadczenie z LM, najlepsze w kraju systemy do monitoringu treningu, odnowy biologicznej czy opieki medycznej
a może ktoś nie potrafi z tego korzystać, źle odczytuje, źle regeneruje, źle przygotowuje analizy ligowych rywali, źle dobiera taktykę lub nieodpowiednich wykonawców
a może robi wszystko bardzo dobrze, a obecna dyspozycja jest ceną za jesień ubiegłego roku, która dla niektórych graczy zaczęła się w czerwcu z małymi przerwami

przypomina się przegrane mistrzostwo za Berga, remisy, porażki i szczęśliwe wygrane, do tego postawa fair play ligowych rywali w rundzie finałowej (tych, dla których Malarz i Pazdan są przereklamowani, najlepszym graczem jest cesarz estoni, a pawełek niedocenianym bramkarzem)

tak czy inaczej bardziej martwi dyspozycja drużyny niż sytuacja w tabeli, dodatkowo na mistrzostwo mają szanse 4 drużyny, a to sprawi, że w meczach między sobą zawsze ktoś straci punkty
można się pocieszać, że jak Magiera trafi z formą na rundę finałową to Legia zmiażdży wszystkich, a jak będzie grała tak jak od początku roku to też może się przeczołga do mistrzostwa
23wtorek, 18, kwietnia 2017 16:49
sektor212
dokanmars

W rundzie finałowej Legia nikogo nie zmiażdży. Bo nie ma kim miażdżyć. Jeżeli mistrzostwo to zdobędziemy je w bólach, ale za to będzie mocniej cieszyło.

Podobno posiadamy najlepsze w kraju systemy do monitoringu treningu, odnowy biologicznej czy opieki medycznej. Myślę, że sztab trenerski z analitykami potrafi korzystać z tych dobrodziejstw. To raczej zawodnicy w czasie meczu gubią taktykę. Zwróć uwagę na wejście Chukwu i jego poruszanie się po strefach kiedy Kielczanie byli przy piłce. Chłop gubił się strasznie. Miał olbrzymi problem z odpowiednim ustawieniem się względem do Jędrzejczyka. Kiedy wychodziliśmy z kontrą nie wiedział za bardzo w którym kierunku biec. Jedynie przy rzutach rożnych potrafił odnaleźć swoje miejsce na boisku. Nigeryjczyk to do gry będzie gotowy, ale na przyszły sezon.
Reasumując to tak jak pisał Dalkub. Jeżeli nasi zawodnicy nie zaczną zapierdzielać po boisku to kolejne mecze mogą wyglądać podobnie.
24wtorek, 18, kwietnia 2017 17:11
dokanmars
sektor212

jeśli potrafią korzystać z tych dobrodziejstw to czemu nie nastąpiła choćby minimalna poprawa dynamiki i szybkości, od początku roku gra jest słaba
a chyba po to są te nowinki aby lepiej i szybciej zdiagnozować aktualną formę i tak zmienić treningi aby nastąpiła poprawa
bardzo mnie cieszą wyniki i dobra pozycja w tabeli, ale gdzieś w tyle głowy nie daje spokoju fakt, że grając tak słabo (dużo sytuacji bramkowych przeciwnika, mało naszych), nawet jak przyjdzie ta forma to opuści nas szczęście, a wtedy grając cudownie, szybko i perfekcyjnie taktycznie to nic nie będzie chciało wpaść, a w ostatnich sekundach pójdzie kontra i przegramy
25wtorek, 18, kwietnia 2017 19:41
Zbyszek
O tym,że Korona przestała być Kielecka, a stała się niemiecka.
Dla wielu komentatorów i czytelników C-L solą w oku był fakt,że Korona była klubem, którego właścicielem był samorząd Miasta Kielce.Ja nie widziałem w tym niczego zdrożnego,ani z punktu widzenia idei, ani ekonomii,ani praktyki społecznej.Zwolennicy dominacji prywatnej własności traktujący ją jako lepszą od państwowej, samorządowej czy spółdzielczej nie dysponują , poza własnymi przekonaniami,żadnymi empirycznymi dowodami na poparcie tej tezy.Przy czym często myli im się własność indywidualna, którą ekonomia w zasadzie się nie zajmuje, z prywatną własnością środków produkcji i usług.Historycznie rzecz ujmując jako pierwszy o własności w ujęciu problematyki ideowej pisał w XIII wieku św. Tomasz z Akwinu i to on sformułował tezę,że prywatny właściciel lepiej dba od innych o to co do niego należy.Natomiast nigdy nie twierdził,że prywatna własność jest "święta", wręcz odmawiając jej takiego atrybutu, Podobnie jak nie zaliczał jej do prawa natury, lecz wyłącznie do ius civis /prawa cywilnego/ tworzonego przez ludzi.W czasach Akwinaty o własności w nowoczesnym ujęciu nie było mowy, gdyż cała ziemia należała do suwerena, którym był król, lub inaczej nazywany władca,a ci, którzy nią dysponowali czynili to w jego imieniu i nie mogli nią dysponować.Ale ta klasyfikacja prawa na : deus/Boskie/, naturalis/ naturalne/ i cywilne pozwoliła w połowie XVIII wieku merkantylistom francuskim na wymuszeniu na królu Ludwiku XV przekazanie ziemi jej posiadaczom z prawem do jej obrotu.To stało się zaczynem kapitalizmu z jego szybkim i gigantycznym skokiem cywilizacyjnym.Natomiast kontynuatorzy myśli św. Tomasza z Akwinu - neotomiści po II wojnie światowej uznali,że skoro suwerenem stał się naród to jego niezbywalnym prawem jest określanie wzajemnych relacji pomiędzy poszczególnymi typami własności.Bo własność sama w sobie jest prawem i niczym więcej. Natomiast jaki z niego właściciel czyni użytek wynika wyłącznie z jego kompetencji i umiejętności.Z ekonomicznego punktu widzenia własność powinna przynosić pożytki w postaci zysku.Przy czym w przypadku klubu piłkarskiego sam zarobek nie jest wystarczającym powodem jego istnienia.Ma on bowiem do spełnienia ważkie funkcje edukacyjne/szkolenie dzieci i młodzieży/,wychowawcze /kibice/ oraz kulturotwórcze/cementujące lokalną społeczność/.A Korona od 2008 roku , kiedy została przejęta przez Miasto,do 2015 roku była klubem dochodowym.Dopiero w ostatnim okresie wykazała 4 milionowe zadłużenie.Miasto kupiło klub od pana Klickiego za 1 zł, a sprzedało 72 % akcji Korony za łączną kwotę 9 mln. zł płatną w 3 rocznych ratach.A pan Klicki oddał klub po aferze korupcyjnej polegającej na tym,że Korona awansowała od III do I ligi kupując po drodze wszystkie mecze.Gdyby Miasto Korony nie przejęło to klub byłby zlikwidowany.Prezydent Kielc pan Lubawski został do sprzedaży Korony niejako przymuszony, gdyż miał już dość użerania się z radnymi o uchwalenie corocznie w budżecie zwrotnej pomocy dla klubu. Jest on prezydentem Kielc już 4 kadencję, ale chociaż wygrywa wybory to poparcie dla niego systematycznie spada. Jeszcze do wyborów w 2014 roku kiedy poparcie przekraczało dla niego 70% ,mógł zaszantażować radnych mówiąc,że jak nie dadzą Koronie pomocy to on poda się do dymisji co skutkuje rozwiązaniem Rady Miasta, a w przedterminowych wyborach powoła własny ruch wyborczy co spowoduje,że większość radnych pocałuje klamkę. Skutkowało. Teraz kiedy jego poparcie balansuje na krawędzi 50% to i rura mu zmiękła.Koronę kupił b. piłkarz niemiecki Dietmar Burdinski będąc jedynym ,który był zainteresowany.Na razie nowy właściciel zmienił prezesa klubu którym został b. piłkarz GKS Katowice i Oldenburga Krzysztof Zając, a dotychczasowy/od 3 lat/ prezes pan Marek Paprocki został jego zastępcą.Pierwszym krokiem nowego prezesa był ogłoszenie amnestii dla kibiców posiadających zakazy stadionowe.
Ja daleki jestem od przeceniania wpływu przeszłości na teraźniejszość i na przyszłość,ale Korona jak rzadko który klub w Polsce bardziej jest znana z afer,niż z osiągnięć na niwie piłkarskiej.
Zacznę od tej ,której byłem bez mała naocznym świadkiem. Mianowicie w kwietniu 1993 roku / jak ten czas zasuwa/ los na kilka dni zagnał mnie do Kielc. Więc gdzie miałem się zatrzymać jak nie u starego znajomego Anatola Bartonia, nieżyjącego do 2009 roku właściciela DW "Wierna" w Bocheniu koło Małogoszczy w pobliżu Kielc.Tu ciekawostka. Jego hotel stoi na wzgórzu u podnóża którego płynie rzeka Łososina znana jak Wierna Rzeka z powieści Stefana Żeromskiego.A Anatol był w owym czasie najważniejszy we władzach Korony po tym jak udało mu się zrobić w styczniu 1993 roku taki deal,że Korona choć była bankrutem to nie zbankrutowała i nie upadła,ale przepoczwarzyła się w taką samą,ale nie tę samą, tyle,że bez garbu zadłużenia.I ten Anatol przy napojach godnych mężczyzn, bez soku pomidorowego po którego spożyciu legną się żaby, opowiadał,a umiał czynić to tak barwnie jak rzadko kto,jak to wszyscy w tej II lidze robią mu wbrew. On wchodzi w zawodników rywali, a oni w sędziego, on w sędziego, a oni w jego graczy i nic nie może zrobić, bo uczciwie zwracają mu pieniądze mówiąc,że został przebity.I jak sobie dobrze pobiadolił to mówił :" Zbychu, ja lecę".A ja " A czy w tej III lidze będzie inaczej", a on "No, nie. Ale będzie taniej".I z nutą optymizmu dodawał :" Tu to ja do interesu dokładam, a niżej to ja będę zarabiał".I był tym zbrzydzony i marzyły mu się uczciwe zasady ,ale jak wielu nie tylko nie widział wyjścia, ale nawet światełka w tunelu.Więc kiedy właścicielem Korony został pan Klicki, człowiek z ambicjami to jak można było awansować wyżej ?.Mając lepszego trenera, lepszych zawodników i lepiej grając w piłkę ? . Wolne żarty. W tamtym okresie reguły były jasne i na swój sposób uczciwe i sprawiedliwe.Ten był lepszy kto miał więcej szmalu do wydania. Bo to on miał tę nieodparta moc i siłę przebicia o których mówił Anatol Bartoń.Kiedy ja dziś czytam te sentymentalne bzdury jednego z czołowych pismaków jak to ten podły Wdowczyk kazał z pensji oddawać haracz to nie wiem śmiać się z głupoty czy nad nią zapłakać.Piłkarze Korony dostawali na papierze pensje 3 razy wyższe niż najwyższe w innych najbogatszych klubach III i II ligi.Z tego 2/3 było ich,a 1/3 szła na potrzeby klubu czyli awansu.Więc gdy jeden z nich opowiada jaka mu to się krzywda działa to bredzi.A wydał on cały proceder nie dlatego,że czuł się oszukiwany,ale dlatego,że go z klubu zwolniono tam gdzie miał mieć "lepiej".Wdowczyk jako główny obwiniony nikogo za sobą nie pociągnął.Ja do takiej postawy mam stosunek mocno ambiwalentny. Jestem i byłem przeciwko korupcji,ale rozumiem jakoś sytuację tych, którzy w tamtych warunkach musieli jakoś żyć i starać się pracować.
Lecz proces afer nie został przerwany samym przejęciem klubu przez Miasto.Bowiem po kilku latach ówczesnemu prezesowi klubu Tomaszowi Chojnowskiemu postawiono zarzuty działania na szkodę Korony przez zawarcie co najmniej 2 kontraktów z zawodnikami i 1 umowy sponsorskiej. Jak stwierdziła prokuratura chodziło o podobny proceder jak za czasów Wdowczyka, tylko,że Darek kupował mecze, a prezes żetony w salonach gier hazardowych.
Tak więc nowy właściciel ma do czynienia z tradycją, tyle,że mało chwalebną.
Nie będę się rozpisywał o incydentalnych związkach piłkarzy Legii z Koroną jak Jędrzejczyka czy Vukovicza , bo to banalne.
Zakończę tę część refleksji wspomnieniem jedynego meczu Legii z Koroną jaki zapamiętałem,a było to 23.08.2015 roku.Byłem na nim z moim wnuczkiem Bartłomiejem i wyłącznie jemu nasi, pożal się Boże,grojkowie zawdzięczają,że nie sfrunąłem z sektora 213 na boisko i ręcznie im nie wytłumaczyłem,że mają grać,a nie się op .... . Smile.

O tym,że trener Magiera specjalizuje się w mowie-trawie.
Wybitnym specjalistą w takim mówieniu, aby wyrzucać słowa z jamy gębowej,ale,ażeby broń Boże nic nie powiedzieć był trener Berg.Ale trener Magiera zbliża się do niego na niebezpieczną odległość.Tamten był nie do pobicia, bo mówił stale tak samo jak by miał to nagrane niezależnie od pytań. Magiera jeszcze na pytanie odpowiada w tym sensie,że robi na nie przerwy w słowotoku.Na pytanie "Jak zagra Legia?", "Tak, aby wygrać". "Czy mecz taki a taki jest ważny?", "Każdy mecz jest ważny i każdy musimy wygrać", "Czy są zmiany w składzie?", "Każdy zawodnik jest przygotowany do gry i każdy może zagrać". "To dlaczego grają stale ci sami?","Bo są najlepsi. A pozostali zaangażowaniem na treningach musza pokazać ,że im na grze zależy"."Więc kiedy zagrają?", "Jak będą gotowi". I tak może perorować do nieskończoności. Po meczu również jest monotematyczny. Jak wygrywamy to motywem przewodnim jest to,że zawodnicy dali z siebie tyle,że zasłużenie wygraliśmy. A jak przegrywamy to dlatego,że zrobiliśmy pewne błędy,ale będziemy usilnie pracować,aby je wyeliminować.I tak w kilku odmianach. Różne pytania a odpowiedzi takie same. I co najśmieszniejsze wszystko to prawda.Tylko wczoraj nasza drużyna zremisowała i płyta się zacięła i trener zaimprowizował uznając,że oni mieli przewagę i znacznie więcej sytuacji do wygrania meczu dlatego,że grali za ostro. Taka to prawda jak ta Tischnerowska czyli "gówno prawda".

O tym,że Korona nie przyjechała do Warszawy, aby się bronić.
Przy okazji wczorajszego meczy przypomniał mi się mecz z sierpnia 2010 roku, w którym przegraliśmy z GKS Bełchatów 0:2, którego trenerem był 33 letni Bartoszek.I wówczas i wczoraj ten szkoleniowiec nie tyle nie wystraszył się Legii, ile uznał,że nasza drużyna będąca zdecydowanym faworytem może nie docenić rywala , a nawet go zlekceważyć.Gdyż mecze takie jak tamten z GKS i te z Koroną są z cyklu : wygrać i zapomnieć.Scenariusz na ogół jest taki sam. Jeden zespół, ten słabszy się broni i po walce niezbyt zawziętej , ulega przemocy, a drugi wykorzystuje jako atuty wyższe umiejętności piłkarzy.Często drużyna skazana na porażkę z "obrony Częstochowy" czyni zasadę gry i jej sens i czasami udaje jej się uzyskać korzystny wynik.Tylko,że takie granie nie rozwija zawodników. Mądry trener stara się wykorzystać do maksimum fakt gry przeciwko Legii do testowania swoich zawodników.Chce , aby zagrali bardziej otwarcie, bo kiedy uda się zagrozić Legii to z innymi słabszymi będzie szło łatwiej.Tym samym Legia dla Korony Bartoszka stała się swego rodzaju poligonem doświadczalnym.
I w takim meczu niebagatelnego znaczenia nabiera element zaskoczenia. Teoretycznie co prawda można spodziewać się,że rywal zagra otwarcie,ale na tzw. zdrowy rozum to bardziej prawdopodobne jest,że zagra bojaźliwie. A takie myślenie bojowo nie nastraja.A kiedy jeszcze taki przeciwnik atakuje to ta drużyna niby lepsza traci rezon i pewność siebie i sama zaczyna grać ostrożnie i na alibi.I wówczas mecz staje się na tyle wyrównany,że różnice w klasie, poziomie i umiejętnościach się zacierają.I w takiej sytuacji powinien znaleźć się chociaż jeden zawodnik , który weźmie ciężar gry na siebie, który przełamie marazm.Na ogół jednak zawodnicy czekają na przerwę licząc,że trener coś zaradzi. A trenerzy bywają w takich sytuacjach różniści.
Jeden po analizach rozrysowuje warianty gry, aby zaskoczyć czymś nowatorskim, drugi indywidualnie instruuje wybrańców jak mają grać, trzeci wymienia dwóch zawodników, nierzadko zmieniając ustawienie, czwarty "dobrym" choć głośnym słowem podnosi poziom adrenaliny, piąty jak "Wójt" używa wyrazów oznaczających,że on nie wie jak,ale drużyna ma wygrać. I jest Magiera, który nic takiego nie robi, bo jego zdaniem jak będziemy mieli szczęście to wygramy, a jak nie to nie. Tyz piknie Smile.

O tym,że nie robimy tego co mamy robić , pomimo,że wiemy co mamy robić.
W naiwności swojej zakładam,że wypowiedzi b. prezesa, dyrektora sportowego,trenera głównego, trenera przygotowania fizycznego i wielu zawodników odpowiadają rzeczywistości sportowej, a nie pobożnym życzeniom.Mówiło się o bardzo mocnych przygotowaniach do rundy,o ciężkiej pracy treningowej,o stałości koncepcji gry , o odpowiednim umotywowaniu oraz o tym,że forma wraz z upływem czasu będzie rosła.
Czyli ,że to wszystko co robiono było oparte na wiedzy, było w pełni świadome i kontrolowane. Nie wiem czy oślepłem,ale nasza drużyna gra na wiosnę dużo gorzej niż jesienią . Więc nad procesami szkoleniowymi panujemy czy zgadujemy ?.
A co do samej gry to w oczy rzuca się brak swobody i luzu w grze. Nasze poczynani są chaotyczne,jak by wymuszone, łatwe do rozpoznania i neutralizacji.Siłą naszej drużyny, przynajmniej na papierze, powinni być gracze atakujący, a drużyna nastawiona na ofensywę i dominację. Wiadomym bowiem jest ,że broniący wykonują przy atakach rywali znacznie większą pracę na boisku niż przeciwnicy. Więc kiedy to my prowadzimy permanentne ataki to oni musza zacząć słabnąć i popełniać błędy.I nasi pewnikiem to wiedzą. W teorii,gdyż po stracie piłki na ich połowie zamiast walczyć o jej odzyskanie wycofujemy się do tyłu. Po co?.Aby dać im odpocząć.?.Toż to sprzeczne z naszym interesem.Wiemy,że powinniśmy grać wysokim pressingiem a w kolejnym meczu nim nie gramy.Ułatwiamy przez to grę rywalom a sobie utrudniamy.Wiemy,że na agresywnie grającego przeciwnika najlepszą bronią jest jest szybkie oddawanie piłki partnerom i gra kombinacyjna.A nasi piłkę przetrzymują i lubują się dryblingach prowadzących do straty piłki.Więc wiemy czy nie wiemy czy może zaczyna brakować sił, aby wiedzę przekuć w czyn ?.

O tym,że są i wieści optymistyczne.
Otóż mieliśmy najlepszego gracza na boisku i był nim nasz bramkarz Malarz.
Przywołałem w powyższych skrótowo zapisanych refleksjach mecze sierpniowe z 2010 roku z Bełchatowem i z 2015 roku z Koroną. Oba przegrane. Tym razem zremisowaliśmy. Więc jak by nie patrzeć jest postęp.
I tego będę się trzymał. Smile.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1