A+ A A-

Cracovia - Legia 1-2: Koniec i początek

Z drugiego miejsca Legia rozpocznie rywalizację w rundzie finałowej Ekstraklasy. W 30. kolejce Legia wygrała w Krakowie z Cracovią 2:1, ale nie wystarczyło to do wyprzedzenia Jagiellonii, która wywalczyła komplet punktów w Gliwicach.

 

W Legii nie mógł zagrać Vadis Odjidja-Ofoe, zabrakło również kontuzjowanego Michała Kucharczyka. W pierwszej jedenastce pojawili się Dominik Nagy i Tomáš Necid. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Hloušek – Kopczyński, Moulin – Guilherme, Radović, Nagy – Necid. Cracovia rozpoczęła w składzie: Sandomierski – Deleu, Polczak, Malarczyk, Brzyski – Dąbrowski, Kanach – Wójcicki, Budziński, Jendrišek – Szczepaniak.

Legia zaczęła ofensywnie i szybko zepchnęła gospodarzy do obrony. W ciągu dwóch minut nasi zawodnicy dwukrotnie zagrozili Cracovii. Pod bramką Sandomierskiego miało miejsce duże zamieszanie, ale gospodarze wyszli z opresji obronną ręką. W 11. minucie z ostrego kąta uderzył Nagy, jednak Sandomierski nie pozwolił się pokonać. Chwilę później szczęścia przewrotką próbował Guilherme, ale bez powodzenia. Wreszcie w 18. minucie Legia potwierdziła przewagę. Moulin posłał długie podanie za plecy obrońców Cracovii. Piłkę opanował Nagy i pewnym strzałem pokonał Sandomierskiego. Było 1:0.

Z czasem do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. W 26. minucie Malarz musiał interweniować po mocnym uderzeniu Dąbrowskiego z dystansu. W 30. minucie w swoim stylu zza pola karnego przymierzył Budziński, ale nie trafił w bramkę. Legia odpowiedziała strzałem Moulina w 35. minucie. Piłka przeszła nad poprzeczką. Wydawało się, że przed przerwą wynik już się nie zmieni, niestety w 42. minucie Jędrzejczyk popełnił niewytłumaczalny błąd, zagrywając piłkę ręką w polu karnym. Sędzia Przybył podyktował rzut karny dla gospodarzy, do piłki podszedł Dąbrowski i doprowadził do wyrównania.

Przez większą część pierwszej połowy Legia była drużyną wyraźnie lepszą od Cracovii, ale do przerwy był tylko remis.

Na szczęście nasza drużyna szybko odzyskała prowadzenie. W 49. minucie Necid otrzymał podanie od Radovicia, efektownie puścił piłkę między nogami Malarczyka i płaskim strzałem pokonał Sandomierskiego. Trener Zieliński zareagował, wprowadzając na boisko Cetnarskiego i Piątka. Gospodarze znów potrzebowali kilkunastu minut, by otrząsnąć się z przewagi Legii. W 67. minucie Cracovia miała rzut wolny tuż zza linii pola karnego. Do piłki podszedł Brzyski, w polu karnym Legii doszło do ogromnego zamieszania, ale ostatecznie Pazdan oddalił niebezpieczeństwo. W 75. minucie znów strzałem zza pola karnego Malarza usiłował pokonać Dąbrowski i nieznacznie się pomylił. Na boisku trwała nieefektowna, chaotyczna szamotanina. Gospodarze w końcówce kilka razy zaniepokoili Malarza, ale wynik meczu nie uległ już zmianie.

Pierwszy raz od wprowadzenia decydujących siedmiu meczów rozgrywanych po zakończeniu fazy zasadniczej sezonu, Legia nie rusza do rywalizacji z pierwszego miejsca w tabeli. Tracimy punkt do Jagiellonii, również o punkt wyprzedzając Lecha i o dwa Lechię. Zapowiada się pasjonująca rywalizacja o tytuł mistrza Polski.

Dyskusja (14)
1sobota, 22, kwietnia 2017 22:24
Moros
Mam trochę problem z tym meczem, bo był wygrany, śrubujemy rekord wygranych meczów na wyjeździe i jako pojedynczy mecz ligowy jest on to zaakceptowania. Jednakże jako prognostyk przed rundą finałową, to nie uczynił mnie on optymistą. Wręcz przeciwnie. Wpędził mnie w czarnowidztwo. Jeśli dajemy się zepchnąć do defensywy przez tak przeciętną Cracovię, a przez 40 minut drugiej połowy nie potrafimy sklecić porządnej akcji zakończonej strzałem, to jak być tutaj optymistą. Dużo można by dzisiaj wytykać legionistom, ale po 2-1 na wyjeździe jednak nie wypada...

Na plus gol Necida. Nie wiem czy teraz Czech zacznie strzelać jak natchniony, czy do końca poprzestanie na tym jednym trafieniu, jednak na pewno mu to nie zaszkodzi wiec może coś jeszcze z niego będzie.

Drugi plus to też gol i też gol debiutancki. Nagy wydaje się gościem, który zna swoją wartość i ten gol powinien go jeszcze bardziej podkręcić. Dzisiaj fajnie zaczął mecz. Potem przygasł jak i cała drużyna, ale w protokole się zapisze.

Dobrze, że Arek Malarz trzyma formę.
2sobota, 22, kwietnia 2017 22:51
kibic60
Bardzo ciężko mi sie oglądało poczynania naszych piłkarzy w dwóch ostatnich meczach.
Jak na razie nie dostrzegam szczytu formy, który powinien już nadejść. Za tydzień rozpoczynamy rundę finałową, a wielu naszych piłkarzy jest pod formą.
Nie poznaję Radovića, tego z jesieni. Guilherme bez dynamiki i pomysłu na grę. Jędrzejczyk poza zarobkami nie wyróżnia się niczym, a to kuriozum z 43 min zupełnie nie do pojęcia.
Z dużą dozą nieśmiałości oczekuję kolejnych meczów. Na szczęście mamy Vadisa i chyba dobry terminarz.
3niedziela, 23, kwietnia 2017 08:48
Zgred Maruda
E -tam
Panowie w ostatniej kolejce gra się na wynik. Jedni się w ósemce złapali, a inni - niech się martwią
Wracając do meczu...ale ? czy zwycięstwa się nie liczą?

Teraz zwyczajnie róbmy swojeWink i OK
Na styl nie paczmy bo on swoją urodą ważny nie będzie...
No to tyle...Będzie dobrzeWink

Mam wrażenie, że "żylastość" w zbitce z urodą zwycięży - bo drodzy Panowie to się liczy co się po meczu dopisuje...
A urodę wszelaką Very Happy zostawcie w pieleszach domowych rozdań - czego Wam i sobie też - Życzę Wink

ps: Ja to się zawsze zastanawiam nad takim postrzeganiem tej gry w piłkę nożną...To my jedziemy na wyjazd i my chcemy wrócić z wynikiem, który dla nas jest ważny. A, co? (zapytajcie a-c10) dla nich wynik ważny nie był? No był- i pewnie jak wpadnie to wam to przekaże. Miało być- nie wiem - 5-0, 6-1, czy 8-0...? Receptą na "dobrą niedziele"...
No rzesz kuźwa - doceniać system !
4niedziela, 23, kwietnia 2017 14:21
Zbyszek
O tym,że tym razem skupię się na refleksjach z meczu.
Piszę te swoje wypociny już drugi sezon i zawsze na początku pisałem coś o drużynie rywali,ale o Cracovii to już chyba wszystko co było ciekawego do opisania to opisałem.Jednocześnie nie zamierzam podejmować rywalizacji ze spekulacjami i dywagacjami przedmeczowymi jakich pełno w mediach. Koncentrują się one na dwóch kwestiach, a mianowicie na tym komu z czołówki bardziej opłaca się wygrać,a komu przegrać w końcówce sezonu zasadniczego oraz negatywnemu wpływowi na grę Legii braku Odijdji Ofoe. Nie kwestionuję pismaczego prawa do spekulacji tylko,że ono przekracza granice dobrego smaku i jest zwyczajnie absurdalne. Zakłada się w tych enuncjacjach,że taka np. Legia dążyła do grania z najgroźniejszymi rywalami u siebie na Ł3. Pomijam ,że Legia prezentuje tak marną grę,że może tylko chcieć,a nie móc. Tylko,że taka postawa byłaby sprzeczna z jej rzeczywistymi osiągnięciami w tym sezonie. Ja co prawda apelowałem o to, aby nasz stadion stał się twierdzą dla wrogów,ale stał się dziurą w murze.Bo Legia zdecydowanie lepsze wyniki osiąga grając na stadionach rywali o czym zaświadczają statystyki. Więc w naszym interesie powinno być granie u groźnych rywali, a nie u nas.A dzieje się tak z prostego powodu,A mianowicie nie ma dostatecznego alembiku środków,aby rozerwać szyki obronne przeciwnika prezentującego futbol zamknięty.
Tyle samo warte są te dywagacje o przemożnej roli Vadisa . Nikt nie zaprzeczy,że facet potrafi grać w piłkę,że jest znakomicie wyszkolony,że gra ładnie i efektownie. Ale czy efektywnie i na ile jest rzeczywistą siłą napędową drużyny.? I znowu statystyki dla Odjidji korzystne nie są. Nie jest on najlepszym asystentem, ani I ,ani II stopnia, o marnej ilości zdobytych bramek nie wspominając. Są w ESie od niego znacznie bardziej przydatni dla osiągnięć własnych drużyn zawodnicy.Na tej fali podziwu i nadmiernego jego wychwalania oraz głupiej wypowiedzi b. już naszego prezesa do rangi wydarzenia medialnego urosła sprawa jego ewentualnego odejścia z Legii.I tutaj rodzą się natychmiast dwa problemy, a mianowicie taki,że ma on umowę do czerwca 2018 roku i w zasadzie jedyna możliwość zarobienia na nim sporych pieniędzy to lato 2017 i druga czy cena za jego zatrzymanie nie byłaby za wysoka. Niejako obok napiszę,że Vadis był uważany za najlepszego zawodnika w Belgii w wieku 16 i 17 lat i od tamtego okresu podejmował on i jego menedżer same złe decyzje transferowe. Właściwie dopiero po 10 latach trafiając do Legii wybrał dla siebie korzystnie i zanotował postęp. Jest kwestią jego wyboru czy chce jeszcze się rozwijać czy już chce odrywać kupony od sławy jaką mu gra w Legii przyniosła.Jaką decyzję on i kierownictwo Legii podejmie taką przyjmę ze zrozumieniem.

O tym,że skład i ustawienie Legii można spokojnie przewidzieć kilka dni przed każdym meczem.
Trener Magiera pomimo,że ma szeroką kadrę zawodników to tym co wystawia w meczach pokazuje,że tak po prawdzie wystarczającą i dostateczną ilością byłaby liczba 14 góra 15 graczy.Pod tym względem przypomina b. trenera naszej drużyny Jabłońskiego, który jak miał do dyspozycji 13 graczy to miał wyniki,a jak ich liczba wzrosła do 19 to się pogubił w tej masie i zespół zaczął dołować.Więc jak nie ma Odjidji to wiadomo,że na jego pozycji zagra Radovicz ,z kolei na pozycję Rado wejdzie Nagy,a z przodu z powodu braku Kucharczyka zagrać może jak będzie zdrowy Necid,albo Hamalainen.Ma to swoje korzyści związane z pragmatyką i logiką gry w sezonie,ale dla rywalizacji w drużynie ma skutki opłakane. Jak Magiera jesienią zaczynał pracę w Legii to żonglował ustawieniami taktycznymi jak sztukmistrz w cyrku,A to graliśmy 4-1-4-1, a to 4-3-3.a to 4-4-2,a to 4-3-2-1. Próbował też dopasować pozycje do możliwości realizacyjnych zawodników czego przykładem chociażby Odjidja.
Wiosna gramy niezależnie od tego kogo ma do dyspozycji ustawieniem 4-2-3-1.I gramy tak w sposób całkowicie przewidywalny dla rywali,ale co gorsze bez pełnowartościowego napastnika, który w takim systemie odgrywa rolę kluczową.Nie narzekam,że odeszli Nikolicz i Prijovicz tylko wskazuję,że Kucharczyk to jest z 50% rasowego napastnika a póki co Necid to chyba jeszcze mniej.To wszystko przypomina takie mieszanie tymi samymi składnikami w tym samym garnku.Żadnej innej potrawy poza wymęczonymi meczami z tego kucharzenia się nie ugotuje.

O tym,że dobre dobrego początki.
Kiedy nasi zaczęli mecz z ogromnym animuszem to byłem pod wrażeniem.
Lecz po chwili ogarnęły mnie odczucia,że się tak wyrażę ambiwalentne.Gdyż przypomniałem sobie, /ach ta wredna pamięć/.że Legia tak zaczynała 3 ostatnie mecze w końcówce sezonu 2011/2012 kiedy to trener Skorża chciał uratować Mistrzostwo.Pamiętamy tamten czas.W trakcie sezonu w Kielcach rozgrywano finał Pucharu Polski, który nasi wywalczyli i tak "świętowali",że forma się w procentach rozpłynęła.I ratować chciał to co uciekało w taki sposób,że Legia miała na początku wykrzesać resztkę tlących się jeszcze sił, zdobyć bramkę i potem grać systemem "ratuj się kto może".. Nie wyszło.I jak już jestem przy Skorży to przytoczę zabawną anegdotkę jak to nasi piłkarze po wygranej ze Spartakiem w Moskwie tak świętowali,że trzeba było ich zbierać ze dwie godziny do samolotu,ale jednego nie było. I jedyny trzeźwy w całej ekipie Kuciak znalazł delikwenta w lotniskowym kiblu w którym ten że zasnął w przeświadczeniu,że siedzi nie na tronie,ale na samolotowym fotelu. Ale było w tym jakieś zrządzenie przyszłego losu , bo trafił on do Rosji gdzie gra do dziś. A Kuciak zamiast za swoje poświęcenie dostać pochwały to dziennikarze dwaj, z których jeden jest rzecznikiem prasowym Legii siedząc za nim w fotelach zastanawiali się głośno kto był najgorszy na boisku i dlaczego Kuciak.Przy następnym wylocie Kuciak widząc ich rzekł "Wy dwaj nie siedzicie ani za mną,ani przede mną " . Nie twierdzę,że teraz jest identycznie,ale klasowe drużyny tak nie grają. Więc kiedy taka Legia tak zaczyna i pierwszą i drugą połowę,aby po paru minutach wyraźnie spuścić z tonu to ja zaczynam czuć się zaniepokojony,że z tą formą jest coś nie tak.
I niestety pod koniec meczu każdy z naszych graczy nadawał się do zmiany.
Dowieźliśmy wygraną do końca,ale złych przeczuć się nie pozbyłem.

O tym,że wysoki pressing jest bronią obosieczną.
Obserwuję tych naszych trenerów już tak od kilkudziesięciu lat i bodaj ich największą wadą jest przeteoretyzowanie piłki nożnej.Sprowadza się to ewidentnej sprzeczności pomiędzy stawianymi graczom zadaniami,a ich możliwościami wykonawczymi. I to na różnych poziomach.Takim typem trenera jest Jacek Zieliński i dlatego on znacznie lepiej sprawdzał by się trenując zawodników o wyższym poziomie. A tak ta Cracovia stara się grać piłkę nowoczesną , wyrafinowaną , przyjemną dla oka, tylko,że gra nieskutecznie tak w obronie jak i w ataku. Taką dychotomię widać było przy pierwszej bramce dla naszej drużyny.Teoretycznie wysoki pressing ma więcej zalet jak wad,ale kiedy nie ma się przynajmniej dwóch bardzo szybkich i zwrotnych obrońców to staje się pułapką.A Cracovia ma takich w osobach Jaroszyńskiego i w porywach Wołąkiewicza. A obaj we wczorajszym meczu nie grali. Więc po co tak grać ? Żeby im Nagy strzelił bramkę z niczego?.Jak widzicie tę bramkę zapisuję bardziej w debet Cracovii niż w poczet naszych aktywów.Chwali się tylko to,że potrafiliśmy wykorzystać okazję którą nam rywale wytworzyli.

O tym,że chyba w Canale zmienia się nastawienie wobec sędziów.
Zacznę od starego,ale wielce mądrego dowcipu :" Mąż musiał zostać dłużej w pracy i prosił żonę,aby obejrzała mecz w telewizorze i mu opowiedziała jak wróci". mąż po powrocie do domu pyta o wynik :" 2:0" ,a "kto strzelił " "Kowalski i Ripley".Bo powtórki różnych akcji itd. są niejako wpisane w proces oglądania meczu w telewizorze. Chodzi tylko o to jaki z nich czyni się użytek.We wczorajszym meczu bodaj tylko raz komentatorzy zachowali się niewłaściwie, kiedy przy zagraniu piłki w nasze pole karne trafiła ona w rękę Hlouska i sędzia nie przerwał gry.Komentarz Mielcarskiego był taki,że karnego nie było. A gdyby ten Mielcarski uznał z powodów nam nieznanych i pewno z miesiąc temu tak by było,że była ręka i powinien być karny to co?. Już czytam te tytuły i słyszę te głosy o wypaczaniu wyniku meczu, o nieudolności sędziów i koniecznie o wprowadzeniu techniki która zastąpi omylnego sędziego. Ja nie twierdzę,że sędziowie są nieomylni, ale zarzucenie im popełnienia błędu musi mieć oparcie w rzetelnych analizach pomeczowych,a nie dokonywanych ad hoc przez byle komentatora.Bo kim on jest wobec sędziego ?. Nikim. To sędzia podejmuje decyzje, jeżeli nie było zagrania ręką to nie było,jeżeli nie było faulu, albo był ,to go nie było,albo był. Kwestionowanie decyzji sędziego na podstawie powtórek to jakaś odmiana z jednej strony sadyzmu,a z drugiej masochizmu.Można się zastanowić czy chodzi o błędy sędziego czy o obłęd.Bo w ten sposób tworzone są dwie rzeczywistości, jedna realna i druga wirtualna. I ta wirtualna zaczyna pełnić rolę tej jedynie prawdziwej.. Ma to swoją medyczną nazwę. A na razie na pytanie kto strzelił bramkę prawidłowa odpowiedź brzmi : Kowalski, a nie Ripley. Jak długo jeszcze ? Smile.

O tym,że nareszcie nasz zespół zagrał aktywnie w obronie.
Co prawda tylko na własnej połowie,ale lepszy rydz niż nic.Oczywistym jest pytanie czy drużynę tej klasy co Legia należy chwalić za grę defensywną i obronną w meczu z takim rywalem jak zajmująca pozycję w ogonie tabeli Cracovia.Za grę ofensywie gdybym zechciał pochwalić to zacne grono C-L by mnie obśmiało. A tak jak mecz wygraliśmy to parę pozytywów dostrzec wypada. Zawodnicy Legii grali blisko rywali, zamykaliśmy prześwity, gracze każdej formacji trzymali odległości w poziomie i pionie co powodowało,,że byliśmy rozstawieni jak na szachownicy. Zawodnicy Cracovii , która ma grę ofensywną nieźle zorganizowana byli bezradni. Jedyne zagrożenie stwarzali po stałych fragmentach gry i w rozpaczliwych próbach strzałów z dystansu.Na ile do takiej gry zostaliśmy niejako przymuszeni brakiem Odjidji, a na ile był to świadomy wybór trenera. to kwestia ocenna. Nie ulega wątpliwości,że następuje systematycznie ewidentna poprawa gry defensywnej i obronnej naszego zespołu.

O tym,że chyba stanęliśmy w miejscu.
Po ostatnich meczach sezonu zasadniczego możemy stwierdzić,że pozom gry naszej drużyny jest niezadowalający.Dysponujemy zawodnikami o wyższych umiejętnościach indywidualnych, którzy więcej potrafią niż dają drużynie. W piłce nożnej suma jaką stanowi drużyna powinna być wyższa niż niż jej części składowe.O tym, aby tak było decyduje trener.Entuzjazm i optymizm jakie wniósł teren Magiera zdają się wyczerpywać i postęp wymaga znalezienia nowych narzędzi. Bo stanęliśmy i w miejscu i w rozkroku.Brakuje nam pewności i lekkości w grze.Ale są też takie elementy których poprawa powinna dawno nastąpić. Jednym z nich jest brak gry piłką w strefie obrony przeciwnika bez jej przyjmowania. Ta wada spowalnia nasze akcje, pozwala rywalom na odbudowanie ustawienia oraz blokowanie podań. Bez szybszej gry w ataku z poprawnie grającym w obronie przeciwnikiem sobie nie radzimy.Na ocenę bardziej całościową przyjdzie czas po sezonie. I na zakończenie muszę wezwać trenera Magierę,aby surowo ukarał Jędrzejczyka. To co zrobił to zbrodnia, a ta bez kary pozostawiona być nie może.
5niedziela, 23, kwietnia 2017 15:13
CTP
@Zbyszek
Muszę ci podziękować, bo oszczędziłeś mi klepania w klawisze. Smile Mam dokładnie takie same przemyślenia po tym meczu.
Jędrzejczyk grał świetne mecze rok temu. Bo było Euro i był Czerczesow. Teraz, najwyraźniej, brakuje mu bata nad głową. Może rzeczywiście pora dać mu odpocząć i dać szansę Broziowi.
@kibic50
"Nie poznaję Radovića, tego z jesieni
Hm. Ja nie poznawałem Radovica na jesieni. Teraz po prostu wrócił ten sam Radovic, który razem z Partizanem odpadał z LE po porażce z Zagłębiem.
6niedziela, 23, kwietnia 2017 16:22
corazstarszy
Przeciwnicy Legii dzielą się na takich, przeciwko którym regularnie osiągamy dobre wyniki i takie, przeciwko którym nie osiągamy ich regularnie. Cracovia to wyśniony przykład pierwszej kategorii. Ubolewam, że nie zagramy z nimi w rundzie dodatkowej. Bo z takim Bruk-Betem dla odmiany idzie nam fatalnie - zawsze coś się trafi: albo schyłkowy Berg, albo wczesna wiosna i uwikłanie w mecze z Ajaxem, albo Besnik Hasi, który o Czerwińskim nic nie umie powiedzieć, ale go wystawia, albo babol na linii Pazdan – Malarz. I jak sobie spojrzę, że z nimi gramy, i to u siebie, to nie cieszę się z tej rundy dodatkowej.
Meczu wczorajszego nie traktuję jako wyznacznika tego, jak Legia będzie grała w kolejnych meczach. Po prostu, trzeba było wygrać, nie bawiąc się w finezję.
Jędrzejczyk. Po licznych replayach sądzę, że to była próba oszustwa, gdy zdał sobie sprawę, że się spóźnił i / lub że nie doskoczy. W sierpniu 2015 był taki mecz Legia – Wisła 1-1 i wówczas karnego w podobnych okolicznościach, po rogu, spowodował również ręką Rzeźniczak. I tamten karny był dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiały niż wczorajszy. Jędrzejczyk głupio chciał oszukać, ale o co wówczas chodziło Rzeźniczakowi to do dzisiaj nie wiem.
Guilherme. Będę to podkreślał. Dwa rzuty wolne w 2 połowie. Pierwszy krótko przed golem. Idę o zakład, że nikt nie wie, o co chodziło – ani Brazylijczyk, ani koledzy, ani Jacek Magiera. Jakaś bezsensowna podcinka w pole karne – bo kazali wykonać, to wykonał. No i drugi – strzał w mur. Gdyby nie to, to początkowa trajektoria wyglądała całkiem, całkiem. Ale to smutne, że u czwartego kolejnego trenera Legia lekceważy rzuty wolne i nie umie ich spożytkować.
Necid. Założenie siatki zawodnikowi drużyny broniącej w polu karnym to rzadkość. Pewnie niewiele to zmieni w jego karierze w Legii, ale fajnie, że jednorazowo potwierdził dobre jakościowo CV. Dał sygnał, że może się przydać na finiszu. I nie musimy go zapamiętać jako faceta, który się kompletnie nie sprawdził.
Radović. Podkreśla się często jego dużo gorszą grę niż jesienią. Zgodzę się z CTP - to, co widzieliśmy jesienią było w jego wykonaniu grą ponad stan. A jego normalna dyspozycja i możliwości są takie, jakie oglądamy tej wiosny. Młodszy nie będzie, wzorem sportowego stylu życia a la Pavel Nedved nie jest. Spodziewam się, że tak mniej więcej będzie grał w przyszłości jak teraz. Jesień to był taki pożegnalny, niesamowity Rado. Wczoraj, mimo fajnej asysty, wiele zagrań na poziomie żałosnym, w tym zaprzepaszczone z powodu chyba braku szybkości dobre okazje na fajne sfinalizowanie akcji.
Miejscowa publiczność ubliżała Hamalainenowi. Znaczy, że bramka z 9 kwietnia wciąż boli. Dobrze.
7niedziela, 23, kwietnia 2017 18:58
a-c10
@ Zgred:

Abstrahując od wczorajszego meczu, dzięki za zwrócenie uwagi na ten prosty, acz zatrważająco często w dyskusjach okołopiłkarskich pomijany fakt, że naprzeciwko jest - nomen omen - przeciwnik. Naprawdę warto o tym pamiętać.

@ Zbyszek:

Nie chciałeś pisać o Cracovii, a jednak napisałeś. I jak tu wątpić o tym, który klub ma największy magnetyzm? Very Happy

Przy czym jak już napisałeś, to ja przecieram oczy ze zdumienia. Jaka niby jest wina trenera w tym, że doświadczony defensor u schyłku profesjonalnej kariery nie potrafi zastawić pułapki ofsajdowej (od lekko licząc trzydziestu lat abecadło obrońcy)? Jaka jest wina trenera w tym, że mimo chwilami naprawdę dobrego pressingu, mimo wynikających zeń stałych fragmentów, inni zawodnicy - też przecież nie gołowąsy - nie umieją wepchnąć piłki do siatki, zamiast tego obijając Michała Pazdana?

A zresztą, co byś, Zbyszku, zaproponował w zamian? Kurczowa defensywka i wpuszczanie rywala głęboko na własny teren? Czym by się takie pomysły skończyły doskonale było widać tuż po przerwie, gdy Piotr Malarczyk jakimś cudem spowodował, że Tomas Necid (Tomas Necid...!!!) przez moment wyglądał jak Ronaldinho w najlepszych latach. O, ja rozumiem, że Tobie powtórka z takiej rozrywki byłaby w smakSmile Mnie niekoniecznie. A i trener Zieliński, jak sądzę, nie byłby zainteresowany.
8niedziela, 23, kwietnia 2017 21:36
Zgred Maruda
@a-c10

Nie dziękuj - istotą tej gry, gdzie biegają za piłeczką jest jednak sens -jak się do tego podchodzi.Doskonale wiesz, że intencją moją nie było w pisaniu jakaś taka nazwijmy to - "lewizna"...Raczej i tu ja -DZIĘKUJĘ były zawarte słowa o tym, że - trzeba wyjść, zagrać i co najważniejsze wygrać! tyczy się dwóch drużyn.
I zostawiając na chwilę wynik czy też rozkminki taktyczne, odchodząc spokojnie od perspektywy tego meczu, ale mając na uwadze także inne...
Wiem, że dotknę teraz Twojego serca, ale pozwól...
Oglądając w tv taki program z C+ liga coś tam, był Prezes Filipiak
Oczywiście w ładny sposób uciekał od rzetelnych odpowiedzi, co jest zrozumiane ( bardzo słabą) wartością tego programu. Jednak jeden szczegół moją uwagę najpierw przykuł a za chwilę zastanowił.
Otóż - padło pytanie o buty...
A raczej o ich cenę ...i tu Twój Prezes popełnił tzw. "sepuku"
Smiejąc się odpowiedział - 1500 ojro...w studiu konsternacja, ale brawa zadane zostały.
Wiesz dlaczego o tym?
No dobra! Róbmy piłkę, starajmy się i bez względu na wszystko będziemy iść do przodu. Będziemy to finansować bo COMARCH jest mocą i dobrze bo takiego partnera w biznesach się nie znajdzie, a ta druga część Krakowa - pociągnie systemem...
OK...tylko tymi przysłowiowymi butami - zaorał się sam...Wink
Bo skoro problemu nie masz na wysokości 1500 ojro z dobraniem obuwia - to może idąc taką skalą można by na ten przykład zainwestować w - hmm ( sobie dopisz)
Wiesz układ jest taki, że takim , że tak powiem ogarnięciem - mnie z perspektywy Legii - ten myk cieszy. Są to sprawy ważne, ale wybacz ważnością swoją jednak śmieszne.
Za chwilę sprzedacie Budzińskiego i pewnie jeszcze kogoś, a Prezes Filipiak zaprosi Cię do oglądania nowej Cracovii w nowym sezonie za plus /minus dodatkowe złotych "pińć"...i ogłosi to w (uwaga) nowych butach za już nie - 1500 ojro ale za 2000...

Wiem, że boli, ale Albiceleste ja Cię nie łupie - Łupię sensWink
Się trzymaj Brachu !
9poniedziałek, 24, kwietnia 2017 00:29
a-c10
@ Zgred:

Spokojnie, nie zabolało mnie ani trochęSmile Uważam jednak, że - wybacz - koszmarnie spudłowałeś. Powiedz mi, tak bez urazy, rzecz jasna, i innych ciężkich uczuć: co Ty masz do tego, za ile Janusz Filipiak kupuje sobie buty? Żeby jasność była - ja też nie mam. Nikt nie ma, poza ewentualnie panią profesorową, ale ona - jak widać - zanadto nie protestuje. Przecież ze swoich płaci, tak? Z majątku, który zgromadził dzięki własnej ciężkiej pracy, inteligencji, wiedzy, doświadczeniu, umiejętnościom, determinacji, etc. Owszem, jako obywatel uważam, że powinien być nieco inaczej opodatkowany. Po pierwsze jednak, nie jest to temat na Czarną-eLkę. Po drugie, nie sądzę, aby zbiedniał na tyle, by musiał zmieniać obuwnicze upodobaniaWink

A przede wszystkim, jako kibic Pasów jestem mu niezmiernie wdzięczny, że od trzynastu lat się tym majątkiem dzieli z moim klubem. A przecież facet mógłby śmiało mieć to w trąbie. Jest spełniony. Rodzinnie, naukowo i biznesowo. Mógłby kupić sobie wysepkę w tropikach, postawić na niej okazały bungalow, zacumować obok luksusowy jacht i po prostu cieszyć się życiem. Tymczasem od grubo ponad dekady pompuje absolutnie nieodzyskiwalne góry szmalcu w Cracovię. Biorąc do kupy sekcję piłkarską i hokejową to są, drogi Zgredzie, ośmiocyfrowe kwoty w skali roku. I Ty mi sugerujesz, że miałbym mu żałować jakichś pantofli? Ależ na zdrowie, mam nadzieję, że nie cisnąSmile

Że Budzińskiego sprzedamy? Wiesz, szczerze mówiąc tylko na to czekam. Może w ogóle byście go sobie wzięli, co? Fajny chłopak. Inteligentny, z poczuciem humoru, grać potrafi (na trąbce), a jak czasem przyp-ten-tego z dystansu, to normalnie siatki się rwą. Prawie jak Vadis. Będzie jak znalazł, gdy już ghańskiego Belga pożegnacieSmile

A poważniej: ten sezon jest dla nas trudny. Do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja. Po kapitalnych (zwłaszcza jesienią) poprzednich rozgrywkach i nie najgorszych (wiosną) jeszcze poprzednich nie jest miło na nowo poczuć mdły fetor degradacji. Może nawet - tfu, tfu - ta degradacja nas nie ominie. Trudno, przeżyjemy. Jakkolwiek by nie było, mimo wszystko cieszę się, że te miliony od profesora nie idą na jakieś ryzykanckie boiskowe zakupy. Wielicka, Cichy Kącik, Rączna - dzięki tym milionom już za niedługo będziemy mieć trzy ośrodki treningowe, każdy pomyślany pod inny cel. Będziemy mieć podstawę naszego bytu i mocny grunt pod to, by nie skończyć jak Polonia, czy obaj łódzcy giganci.

Bo profesor - niestety! - nie jest wieczny. Latem stuknie mu 65 lat. Och, jasne. Ja mu oczywiście życzę setki i więcej. Ale sam wiesz - nie znamy dnia, ni godziny. A rozważając mniej drastyczny scenariusz, jemu może w pewnym momencie przestać się chcieć. Może poważniej pomyśli o tej wysepce? Albo czymś innym w tym stylu? I nikt nie będzie miał prawa pisnąć choć słówka pretensji. I tak wszystko, co dla nas zrobił, robił z chęci, nie z musu.
10poniedziałek, 24, kwietnia 2017 07:23
kibic60
@ a-c10

Można było zdecydowanie krócej Wink

Ale @ Filipiak o co chodzi? Teraz nie wytrzymałeś, a co On ten "Profesor" na nogach nosi... Ale o co chodzi?
Ty mu @Zgred w zarobki wnikasz, tylko jaki Ty za przeproszeniem masz prawo zapierdalać takim tekstem? ... weź mi powiedz - jakim prawem stosujesz - swoją istotę wiedzy?
Na szybko - OCHŁOŃ
11poniedziałek, 24, kwietnia 2017 19:26
Zbyszek
@A-c10.
W końcu z kimś graliśmy i żebym nie wiem jak cudował to tego ukryć bym nie zdołał. A co do trenera Zielińskiego to jest to obecnie najlepszy nauczyciel w-f pracujący w futbolu, bo Nestor już odszedł , przewrotnie i dla niepoznaki nazywany trenerem piłkarskim.Śledzę niezbyt dokładnie jego dokonania i kojarzę go z sukcesami Dyskoboli , Lecha i częściowo Polonii , nie mówiąc o awansach do wyższych lig zespołów niższych klas.Ale również drobnej analizie poddałem wypowiedzi o nim prezesów klubów, a więc pana Drzymały, Wojciechowskiego , Rutkowskiego i teraz pana Filipiaka. Wyłania się z nich obraz człowieka inteligentnego, dobrze przygotowanego do zawodu,honorowego,ale trochę zamkniętego w sobie i przez słabo radzącego sobie w kontaktach interpersonalnych. A kiedy do tego dodałem szczerą i bezkompromisową wypowiedź trenera Podolińskiego z okresu pracy w Cracovii to wyszło,że pomimo wielu lat pracy w piłce jest jak chłopiec,który swoje marzenia bierze za rzeczywistość.Odwrotnością Zielińskiego jest bezczelny prostak Probierz.
A co jego drużyna miała grać, pytasz?. Ja będę ostatnim ,który wrogom Legii będzie podpowiadał jak moją drużynę ograć.Smile.
Inna sprawa,że po Wojciechowskim trafił w Cracovii na jego kalkę w postaci Filipiaka.Obaj z racji prowadzenia poważnych biznesów nabrali przekonania,że pracownicy dla powodzenia interesów są najważniejsi. I w tych branżach, budownictwie i oprogramowaniu tak jest.Kierownicy są potrzebni do spraw organizacyjnych, bo od merytorycznych są fachowcy. Więc fachowcy zostają, kierowników się wymienia na zasadzie zderzaków.
Jak to powiedział Podoliński : w Cracovii rządzą zawodnicy. Jak się z nimi trener dogada czyli im ulega to go tolerują ,a jak nie to jest żegnany.
I tu masz rację. Trener Zieliński może sobie chcieć co tylko sobie wymyśli,ale jak oni nie zechcą to nic z tego nie będzie.
A mnie chodziło o to,że bramka Nagy była wynikiem postawienia zawodnikom Cracovii niewykonalnego zadania w postaci gry wysokim pressingiem co czynią i to nie przez cały mecz najlepsze jedenastki na świecie. Pomimo całej sympatii, Cracovii jeszcze do tej czołówki nie zaliczam. Smile.
12wtorek, 25, kwietnia 2017 01:38
a-c10
@ Zbyszek:

Doświadczony, cieszący się sporą sympatią i szacunkiem w szatni Mateusz Cetnarski rozpoczyna mecz pośród rezerwowych. W pierwszym składzie melduje się za to nastoletni Radosław Kanach, który do wielu swych kolegów z zespołu bez cienia ujmy na honorze mógłby się zwracać per "proszę pana". I to nie jest pierwszy taki przypadek w ostatnich tygodniach. Piotr Polczak, kapitan i - jeśli wierzyć piłkarzom - lider drużyny spędza sporą część sezonu na ławce. Jeszcze przed sezonem odchodzi do Niecieczy inny słyszalny w szatni weteran, Krzysztof Pilarz. I to jest, Zbyszku, obraz klubu rządzonego przez zawodników? Ta-ak. InteresująceSmile

Trener Podoliński, powiadasz? O, czyżby to ten sam, który pracując w Podbeskidziu chełpił się, że mu piłkarze Cracovii wciąż wysyłają sympatyczne smsy? To jak, najpierw go z roboty wyrzucili, a potem dusery prawią? Ludzkie pany, nie ma co...

A tak w ogóle, to nie kto inny, jak właśnie Robert Złotousty podczas swej bytności przy K1 dał się poznać jako szkoleniowiec kompletnie za nic mający predyspozycje i umiejętności aktualnych podopiecznych, zaś rysunek taktyczny ustalający wyłącznie na podstawie własnego widzimisię. Już na samym początku działalności - pracą bym tego nie nazwał - w Krakowie umyślił sobie, że jego Cracovia grać będzie niczym Juventus Antonia Contego. Niestety, ów natchniony wizjoner jakimś cudem zapomniał, że w składzie Pasów próżno było szukać Andrei Barzagliego, czy Leonarda Bonucciego, a i na transfer Giorgia Chielliniego w przewidywalnej przyszłości jakoś się, kurczę, nie zanosiło. Mieliśmy za to takich tytanów defensywy, jak Bartosz Rymaniak, czy Mateusz Żytko. Wskutek czego, jak sądzę, dla postronnego oglądacza praktyczne efekty pomysłów trenera P. były wysoce pocieszne. Dla mnie, kibica Pasów, zwyczajnie przykre.

Nie, Zbyszku. Problemem Podolińskiego w Cracovii nie była wszechwładza zawodników, tylko jego własne, po oślemu permanentne trwanie w przekonaniu, że jeśli jego genialna wizja nie pasuje do rzeczywistości, to tym gorzej dla tej ostatniej. Myślę że niegłupio byłoby o tym pamiętać słuchając jego "szczerych i bezkompromisowych" wypowiedzi.

bramka Nagy była wynikiem postawienia zawodnikom Cracovii niewykonalnego zadania w postaci gry wysokim pressingiem co czynią i to nie przez cały mecz najlepsze jedenastki na świecie

E tam. Bramka Nagy'ego była wynikiem koszmarnego gapiostwa Brzyskiego. Nawiasem mówiąc, wszystkie bramki w tym meczu były - niestety! - owocem kompromitującej ciapowatości obrońców, a nie kunsztu atakujących. Wysoki pressing można natomiast stosować - przynajmniej momentami - wcale nie należąc do jakiejkolwiek bądź czołówki. Wcale niedawno widziałem go w wykonaniu zespołu z dolnych rejonów tabeli tzw. III ligi. Wyglądało nie najgorzej. Zaś w omawianym meczu podjęcie tego "niewykonalnego zadania" przyniosło kilka ciekawych spięć pod bramką gości.
13wtorek, 25, kwietnia 2017 18:58
Zbyszek
@A-c10.
Czytając Ciebie dochodzę do takiego wniosku,że chciałbyś nie mnie przekonać do swoich racji,ale siebie.Piłka nożna to prosta gra,ale nie prostacka i nie ma łatwych tłumaczeń wygranych i przegranych.Bo najłatwiej wskazać winnego jak to w znanym dowcipie :"Patrzę, On czy nie on. On. A może nie on. Ale na wszelki wypadek osinowym kołkiem go".A przecież piłka nożna to gra zbiorowa.I to drużyna wygrywa i przegrywa. Bardzo rzadko zdarza się,aby zawodnik popełnił rzeczywisty błąd.Bo można kazać takiemu Brzyskiemu,żeby biegał 100 metrów w 10,5 sekundy,ale on,żeby się zes... to nie pobiegnie, bo zgred nigdy tyle nie nabiegał,a w wieku 35 lat to może sobie postać, bo o bieganiu to może pomarzyć. I o tym ja mówię. Można każdemu graczowi przydzielić podobne zadania, A nawet trudniejsze, tylko ilu z nich je wykona. To jest takie dziecinne marzycielstwo z jednej strony,z drugiej przejaw pewnej bezradności ,a z trzeciej taka naiwniutka próba znalezienia kozła ofiarnego. Przy czym ja nie sądzę,aby Zieliński świadomie szukał usprawiedliwień. On wie jak drużyna ma grać tylko nie ma kim i tego prostego faktu nie chce przyjąć do wiadomości.Lecz ja największe zastrzeżenia miałem i mam do tych trenerów, którzy publicznie zamiast posługiwać się nazwiskami zawodników używają ich tzw. ksywek. Ja nie wiem o czym to ma zaświadczać,że co,że trener jest w komitywie z zawodnikami,że jest ich kolesiem. Ja nie chcę tego nawet nazywać, bo wyrażać się nie lubię. W każdym razie autorytetu to mu nie buduje. Niestety podobnie gaworzy i Magiera. Normalne relacje to takie,że z jednej strony jest pan trener, a z drugiej panowie piłkarze.
A Ciebie proszę o chwilę namysłu nad odpowiedzią na pytanie : dlaczego jest tak źle, skoro jak twierdzisz jest tak dobrze?. Smile.
14wtorek, 25, kwietnia 2017 19:45
a-c10
@ Zbyszek:

Ależ ja jestem do swych racji stuprocentowo przekonany. Przynajmniej do tych, które formułuję. Nie przypominam sobie bowiem, abym gdziekolwiek w ostatnim napisał o Cracovii że "jest dobrze". Absolutnie nie jest, przy czym z całej czeredy winowajców trener jawi mi się jako ten najmniejszy.

Jacek Zieliński dostał pod opiekę taki, a nie inny materiał ludzki. O ile w przednich formacjach momentami prezentuje się on jako-tako (choć też z szeregiem zastrzeżeń), tak w trzeciej linii jest już najzwyczajniej w świecie bida z nyndzą. Zwłaszcza biorąc pod uwagę zmarnowany ze względów zdrowotnych sezon Jaroszyńskiego i konieczność przerzucenia Wójcickiego bardziej na front. Deleu, Malarczyk, Polczak, Brzyski - widzisz tu choćby jednego sensownego obrońcę? Nie, ja też nie. Mając w defensywie takich ananasów możesz w zasadzie podjąć dwie decyzje. Albo idziesz do przodu i liczysz, że uda się strzelić więcej, niż oni wpuszczą. Albo cofasz się pod własną szesnastkę i modlisz, żeby rywal makabrycznie pudłował. Owszem, pierwszy wariant niesie duże ryzyko. Ale w przypadku drugiego jest ono wielokrotnie większe.

"Dobrze"? Nie, Zbyszku. To nie jest wybór miedzy "dobrze", a "źle", tylko między "słabo", a "fatalnie". Jakoś wcale się nie dziwię Zielińskiemu, że postawił na pierwszą opcję.

A co do ksywek - uczyły mnie kiedyś mądre głowy, że potencjometrem dystansu należy kręcić tak, by w żadną stronę nie przesadzić, a przede wszystkim osiągać efekty. Czasem będzie to "słuchaj, Wania...", kiedy indziej "Piątek, baczność!". Trener Zieliński uznał, że lepiej mu będzie skłonić się ku temu pierwszemu. Nie widzę podstaw, by kwestionować jego wybór. A do samego zagadnienia nie mam żadnego emocjonalnego stosunku.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1