- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Legia - Śląsk 4-1: Fiński snajper
W drugim ligowym meczu rozegranym po przerwie zimowej Legia odniosła drugie kolejne zwycięstwo. Tym razem nasza drużyna pewnie pokonała w Warszawie zespół Śląska Wrocław. Koncert gry dał zdobywca trzech bramek, Kacper Hämäläinen. Czwartą bramkę dorzucił Jarosław Niezgoda.
W związku z absencją Adama Hlouška na lewej stronie obrony zagrał Artur Jędrzejczyk. Na prawej obronie pojawił się Łukasz Broź. Od pierwszej minuty na boisku zameldował się Eduardo da Silva. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Broź, Rémy, Pazdan, Jędrzejczyk – Philipps, Mączyński, Antolić – Eduardo, Niezgoda, Hämäläinen. Śląsk rozpoczął w składzie: Słowik – Pawelec, Celeban, Rieder, Lewandowski – Pich, Vacek, Riera, Chrapek, Kosecki – Bergier. Uwagę zwracała obecność 18-letniego Sebastiana Bergiera, który w linii ataku Śląska zastąpił kontuzjowanego Marcina Robaka.
W pierwszym kwadransie mecz miał wyrównany przebieg. Żadna z drużyn nie była w stanie stworzyć sobie sytuacji bramkowej. W kolejnych minutach Legia zaczęła jednak osiągać zdecydowaną przewagę. W 23. minucie legioniści rozegrali doskonałą kombinacyjną akcję. Eduardo efektownie podał do wbiegającego w pole karne gości Hämäläinena, który bez problemu pokonał Słowika. Siedem minut Hämäläinen podwoił prowadzenie Legii. Fin najpierw próbował podać do Eduardo, a potem celnie uderzył bez przyjęcia po tym jak jeden z gości przeciął próbę podania. Minutę później mogło być 2:1. Nieprecyzyjne podanie Eduardo przejął Kosecki, uderzył zza pola karnego, na szczęście piłka minęła bramkę Legii. W 33. minucie było już 3:0, a hattricka skompletował Hämäläinen. Fin z bliska wbił piłkę do bramki do podaniu od Brozia. Goście odpowiedzieli ładną akcją, po której w sytuacji sam na sam z Malarzem znalazł się Pich i umieścił piłkę w bramce. W 42. minucie Malarz odważnym wyjściem powstrzymał w polu karnym Koseckiego. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Niezgoda świetnie wykorzystał błąd Celebana, wpadł w pole karne i mierzonym strzałem podwyższył prowadzenie Legii.
Do przerwy było 4:1. Legia z imponującą skutecznością wykorzystywała defensywną słabość gości.
Na drugą połowę w drużynie gości nie wybiegł Kosecki, którego zmienił Maciej Pałaszewski. W 48. minucie Pazdan najpierw popełnił błąd w polu karnym, ale za chwilę znakomicie uratował sytuację, na linii bramkowej wybijając piłkę po strzale Picha. W 54. minucie na boisku pojawił się Radović, który zmienił Philippsa. W 63. minucie boisko opuścił Hämäläinen, w miejsce którego do gry wszedł Kucharczyk.
Po przerwie na boisku działo się niewiele. Goście mieli inicjatywę, ale nie byli w stanie poważnie zagrozić bramce naszej drużyny. Legia czekała na Śląsk na swojej połowie, nastawiając się na grę z kontry. W końcówce w barwach Legii w oficjalnym meczu zadebiutował Vešović. W doliczonym czasie gry Słowika mógł pokonać Kucharczyk, ale jego uderzenie zza pola karnego nie trafiło w bramkę.
Zaimponować musiała łatwość, z jaką Legia zdobywała bramki w pierwszej połowie meczu. Z pewnością obecnie oglądamy zupełnie inny zespół, niż ten, który jesienią kolekcjonował skromne, jednobramkowe zwycięstwa. Druga połowa piątkowego spotkania była już tylko formalnością – gra legionistów bardziej była nastawiona na spokojne utrzymanie zwycięstwa do końcowego gwizdka i testowanie kolejnych wariantów personalnych niż na dalsze popisy strzeleckie. Następny etap wyścigu o mistrzostwo Polski to Kraków. W przyszłą sobotę Legia zmierzy się z Cracovią.


"Simo Häyhä, ps. „Biała śmierć”, fin. „Valkoinen Kuolema”, ros. „Белая смерть” (ur. 17 grudnia 1905 w Rautjärvi, zm. 1 kwietnia 2002 w Haminie) – fiński strzelec wyborowy, najskuteczniejszy snajper w historii wojen.
W 1925 r. wstąpił do armii fińskiej. W czasie wojny zimowej (1939-1940) służył jako snajper. W ekstremalnych warunkach (temperatura od –20 do –40 °C), ubrany w biały ubiór ochronny, zabił z broni snajperskiej 505 żołnierzy Armii Czerwonej (...)
Kiedy w 1998 r. spytano go o sekret jego celności, odpowiedział: Praktyka, zaś swój rekord ponad 505 zabitych wrogów skomentował słowami: Robiłem to, co mi kazano – najlepiej, jak mogłem."
Niech Hama robi to samo, na boisku i z piłką przy nodze i tylko tak
W tej Legii widać wyraźnie nie będzie miejsca dla Kucharczyka.
Lubię chłopaka ale w grze jaką preferuje i wdraża trener on się zwyczajnie nie odnajdzie.
Ogólnie patrząc to jakościowo przewyższaliśmy Śląsk o dwa i pół kilometra a może i jeszcze z 300 metrów. Szybko wybiliśmy im grę z głowy i gdyby to był boks to śmiało trener Urban mógłby rzucić ręcznik. Trochę to przykre, że przychodzą goście z mocno średnich drużyn ligi francuskiej i zwykły laik i armator od razu dostrzega różnicę w wyszkoleniu, a co może ważniejsze myśleniu na boisku.
Czyli wniosek jest prosty, leży i kwiczy w pięknej polskiej krainie szkolenie młodzieży.
Wracając do meczu mnie cieszy jeszcze jedna sprawa, właściwie nie było słabych ogniw ( mowa oczywiście o pierwszej połowie).
Tak więc nie będę wyróżniał tego czy innego piłkarza.
Mecz pokazał gigantyczną różnicę w kulturze gry pomiędzy Legią a Śląskiem i zgadzam się z Senatorem: Urban spokojnie mógł rzucić ręcznik. Legia grając w taki sposób praktycznie nie ma w tej lidze przeciwnika. Mamy z przodu 3 bramkostrzelnych piłkarzy i próba zneutralizowania naszej formacji ofensywnej jest bardzo ciężka do wykonania (o ile w ogóle możliwa), o czym wczoraj przekonał się Pawelec i spółka.
Radovic na razie jest w formie wakacyjnej, co mnie nie dziwi, ale na razie raczej osłabia drużynę niż jej coś dokłada. Vesović grał krótko, ale ja sobie po nim sporo obiecuję.
Kilka ciekawych słów po meczu powiedział Mączyński - o zmianie jakości drużyny - zachęcam do posłuchania.
Jeśli chodzi o kulturę gry bijemy tą ligę na głowę, do poprawy KONCENTRACJA!
No ale jest pięknie i w takich przypadkach bardzo lubię piątkowe mecze, cały weekend na wesoło
Legia Mistrz!
No i dalej nie mogę uwierzyć, że na WŁASNE OCZY widziałem tą akcję na 1:0. Szczerze to myślałem, że będę musiał czekać aż znowu zawita do nas jakać Borussia czy inny Real. Niewiarygodne.
Nie tylko ty, ale uznajmy to za jednostkę treningową. Brakuje "czwartego do brydża", są Mączyński, Antolić, Philipps. No, ale jeden 6/8 w obwodzie ich klasy to konieczność.
@Kosecki
Jak on to mógł spie*dolić? Jak by podniósł piłkę to 3:2 i mecz jeszcze ciekawszy.
Jaga (zwłaszcza) i Lech nie wybaczą nam takich błędów.
Przed meczem media spekulowały o tym jak to Urban odpłaci Legii pięknym za nadobne. Bez komentarza.
Natomiast ja z Janem Urbanem mam kłopot, bo go zwyczajnie po ludzku lubię i jako o człowieku marnego słowa nie powiem.Ale z drugiej strony to Urban udaje trenera, bo kwalifikacji do wykonywania tego zawodu nie posiada.
Bowiem dobrzy zawodnicy w zasadzie trenera nie potrzebują,a jeżeli już to autorytet .Dobrego trenera natomiast potrzebują i to bardzo gracze słabsi. Urban kiedy był w Legii miał dobrych zawodników , więc jego braków tak bardzo widać nie było, lecz kiedy trafiał do klubów z marnej klasy graczami to one wyłaziły i go obalały.
I jest to pewien fenomen,że w takim Śląsku ma znacznie gorsze wyniki niż np. Rumak. Rumaka wywalono ,a Janek trwa. Sympatia do niego jest tak duża,że zawodnicy w jego obronie stają murem. Ja na jego miejscu wolałbym, aby nie stali ,tylko więcej biegali,ale nie można mieć wszystkiego.
Jak mają nie stać kiedy np. taki Tarasovs w jednym z meczów podał piłkę napastnikowi wroga tuż przed własną bramką i tamten pogrążył Śląsk.Kibice i żurnaliści żądali odsunięcia obrońcy,a Urban stwierdził,że obrońca podjął dobrą decyzję, bo mógł źle przyjąć piłkę i mogła ona trafić do rywala,a tak chciał podać do bramkarza,ale mu nie wyszło.Podobnie tylko bardziej wyrafinowanie zachował się kiedy pismactwo zapytało go jak się czuje po tym ,kiedy niejakie chamidło o nazwisku Probierz poczuło się jak właściciel klubu i kiedy Urban chciał się z nim przywitać ten udał ,że go nie zna i go zignorował. Urban udając zdziwienie zapytał "Ja?". a potem odrzekł "Czuję się normalnie". Była to nadzwyczaj błyskotliwa riposta, bo to cham powinien się jakoś poczuć,a nie przyzwoity człowiek, który żadnych dobrych obyczajów nie naruszył.
Teraz Urban broni się,że złe wyniki ma głównie dlatego, iż wielu zawodników ma kontuzje. Jak sobie przypominamy analogiczna sytuacja z kontuzjami była przed blisko 5 laty w Legii. Wówczas Jan też narzekał i także nie widział w tym niczego zależnego od siebie. Ja z uporem twierdziłem,że muszą być popełnione jakieś błędy w treningu, bo kontuzje nie były skutkiem urazów. Nie wpadłem na pomysł,że dietetyk przy treningu eksplozywnym karmił zawodników jogurtem z miodem zamiast pełnowartościowego białka zwierzęcego. Każda wiejska gospodyni wiedziała,że żeby chłop miał siły do roboty w polu to musiała mu dawać kawał mięcha. A dietetyk nie wiedział.Co gorsze Urban też nie,a gdyby był przygotowany do zawodu to by wiedział i Legia nie byłaby fabryką kalek. Pożegnałem dietetyka dowcipem o tym,że spotykają się zawodnik Legii i Bundesligi i nasz mówi,ze tak ciężko trenuje,że dostaje 8 tys. kilokalorii,a Niemiec podbija i twierdzi,że oni dostają 15 tys. . Na to nasz,że to niemożliwe , bo nie można dziennie wypić 50 litrów jogurtu i zjeść 3 kg miodu. Ja z kolei uważałem,że tłumaczenie było zbyt proste i być może w treningu było za dużo elementów izometrycznych ,a za mało dynamicznych. Dziś w Śląsku jest ta sama ekipa: Urban jako trener, "Kibu" Vicina jako II trener , Cesar Sanjuan- Szklarz jako trener przygotowania fizycznego i problemy takie same. Urban nawiązał współpracę z wybitnym fizjologiem prof. Janem Chmurą, który uważa piłkę nożną za sport szybkościowo siłowy. Ale jej efektów póki co nie widać. Czy ambitne władze miasta i klubu będą dalej przyjmowały tłumaczenia Urbana za dobrą monetę tego nie sposób przewidzieć. Ale wczorajsza bezradność taktyczna drużyny sławy mu nie przynosi.Jeżeli chciał coś pokazać na Legii to udało mu się pokazać nagi tyłek.
O tym,że bez kozy jak by przestronniej.
Przytoczę znaną przypowieść o tym jak to do rabina przyszłą rodzina Żydów skarżąc się na ciasnotę w mieszkaniu i prosząc o radę. Rabin kazał kupić im kozę. Po miesiącu z kolei kazał im kozę sprzedać.Rodzina była przeszczęśliwa nie mogąc nachwalić się jaki to ma luz w mieszkaniu.W Legii taka kozą był Chukwu, tylko,że trwał w niej ponad rok. Mnie od roku dręczyło pytanie jak to było możliwe,żeby kaleki anorektyk trafił do legii i ,żeby za niego zapłacono sporo grosza menedżerowi,a jemu samemu dano kontrakt na 700 tys. Euro rocznie. Do dziś nie wiem czy lekarz wyraził zgodę na jego przyjście, bo mnie wydaje się to niemożliwe. W poważnym klubie podpis lekarza jest przedostatni , przed prezesem. Doświadczyliśmy tego , gdy VOO miał przejść do Krasnodaru,ale lekarz uznał,że wygojone blizny mogły świadczyć o przejściu operacji więzadeł. Chukwu jak był zatrudniany w Legii chodził normalnie po podłodze,ale kiedy wchodził po schodach i po nich schodził to chromał na prawą nogę, a ubranie wisiało na nim jak na szkielecie. Co widziałem na własne oczy. Nie można było tego nie zauważyć.
Więc nadal nie wiem czy była to tylko pomyłka czy miało to drugie dno. W każdym razie bez kozy luźniej,a już na pewno czyściej.
O tym,że obrońcy Legii coraz lepiej rozumieją wymogi systemu.
W grze obronnej Legii nastąpiła duża poprawa w stosunku do meczu w Lubinie. Środkowi obrońcy grali szerzej, jak należy, w jednej linii,a nie tak jak w innych systemach, nie 4-3-3, w których jeden jest wymiataczem a drugi forstoperem, wprowadzali piłki do gry i grali wysoko. Boczni obrońcy, zwłaszcza Jędrzejczyk byli jak wahadłowi, uczestniczyli w akcjach ofensywnych i byli skuteczni w przeszkadzaniu i opóźnianiu akcji rywali. Gorzej wyglądała, przynajmniej na początku meczu współpraca obrony ze środkową linią, gdyż Śląsk zaczął mecz stosując średni pressing. Z czasem nasi zawodnicy nauczyli się obchodzić ich bokami, a oni nie byli w stanie przestawić się na pressing boczny.
O tym,że dobrze,że gramy piłką, gorzej,ze wolno.
Piłka, by była szybsza od zawodnika to musi zasuwać po boisku,a nie chodzić.Cieszył widok naszych zawodników celnie podających piłkę i uganiających się za nią jak przy grze w dziada zawodników Śląska.Tylko,że za dużo było zastanawiania się co zrobić z piłką co skutkowało spowolnieniem akcji. Przy dość biernej postawie i wyczekującej graczy rywali nie miało to większych negatywnych następstw,ale przy bardziej wymagającym przeciwniku trzeba przyśpieszyć celne pozbywanie się piłki. Triada w postaci przyjęcia, podania i wyjścia na pozycję zachowuje swoją aktualność.Tylko,że dziś wykonanie musi być zdecydowanie szybsze. Przede wszystkim przez to,że zawodnik jeszcze przed przyjęciem piłki musi wiedzieć,gdzie ją zagra.
O tym,że potrafiliśmy wykorzystać powielane błędy Ślaska.
Należy pochwalić naszych analityków,że potrafili dobrze rozszyfrować grę rywali i błędy jakie popełniali ,zwłaszcza ich środkowi obrońcy w meczu z Cracovią.W ubiegłym tygodniu Rakels miał ze 6 czystych sytuacji do strzelenia bramki ze środka pola karnego. Więc można się tylko zadziwić,że sztabowcy rywali nie wyciągnęli z tego faktu żadnych wniosków i środkowi zagrali w takim samym zestawie i w taki sam sposób.Oczywiście to było dla nas korzystne,ale też mieliśmy w składzie tak świetnie zmuszającego rywali do popełnienia błędów zawodnika jak Eduardo.Ma on to co charakteryzuje zawodnika wysokiej klasy : kreatywność, antycypację i szybkość w podejmowaniu decyzji.
O tym,że Hamalainen został bohaterem,ale wiele sławy zawdzięcza Jędrzejczykowi.
Nie wolno ujmować chwały Hamalainenowi, gdyż potrafił znaleźć się tam gdzie trzeba, we właściwym czasie i co najważniejsze był skuteczny. Jednak to,że schodził do środka było możliwe przez zabezpieczenie skrzydła przez Jędrzejczyka.W I połowie Artur grał bezbłędnie i całkowicie panował nad sytuacją po lewej stronie boiska. Wykonał naprawdę dużą pracę. Z kolei kiedy w II połowie miał chwile słabości, w obronie dobrze parę razy popracował Fin.Dla mnie obaj zaprezentowali wzór współpracy bocznego obrońcy ze skrzydłowym w systemie 4-3-3.
O tym,że wysokie prowadzenie wprowadziło elementy chaosu w nasze poczynania.
Jest takie powiedzenie tych, którzy najpierw wygrali duże pieniądze,a potem je szybko stracili : łatwo przyszło, łatwo poszło. Coś w tym jest.Przy czym ja nie wiem czy jak kto ma pod przysłowiowa górkę to ma lepiej.Bo pokonanie trudności hartuje i wygrana po trudnym boju lepiej smakuje.Wczoraj trudno ograć Śląsk nie było. Nie żeby było od razu łatwo,ale smak i tak był. Szkoda tylko,że wysokie prowadzenie koncentracji nie sprzyjało i zespół popełniał trochę za dużo błędów. Wpływu na wynik to nie miało,ale dojrzała drużyna jak gra nawet na utrzymanie wyniku to gra bezpiecznie,a nie ryzykownie.
O tym,że dojrzali cenią mniej,ale za to dłużej.
Wybitny teoretyk i praktyk futbolowy Walery Łobanowski twierdził,że w piłce bardziej cenna jest wygrana 1:0 niż np.5:4. Mówił dalej rzeczy tak oczywiste jak ta,że więcej punktów daje 12 wygranych po 1;0 niż jedna 12:0. Ocen tych dokonywał na podstawie wydatkowanej energii i włożonego wysiłku psychicznego, które nawet u najlepiej wytrenowanego zawodnika nie są nieskończone.Jak się jednorazowo wyda za dużo to tego co się ma na krócej starczy.Dlatego cieszy mnie,że po wysokim prowadzeniu nie dążyliśmy do dobicia Ślaska,ale zagraliśmy mniej energetycznie,ale za to spokojniej. Na dłużej starczy.
Nasz zespól wygrał kolejny mecz i ustawia coraz wyżej poprzeczkę naszym rywalom.A naprawdę wysoka forma ma przyjść po przerwie na reprezentację.Co to się wtedy będzie działo nietrudno sobie wyobrazić
No i dalej nie mogę uwierzyć, że na WŁASNE OCZY widziałem tą akcję na 1:0. Szczerze to myślałem, że będę musiał czekać aż znowu zawita do nas jakać Borussia czy inny Real. Niewiarygodne.
Akcja na 1-0 - miód, malina. Ale gdy się spojrzy na tempo, to, choć piękna wizualnie, to jednak możliwa tylko w polskiej lidze. Ostatni raz tak długo i bezkarnie Legia mogła sobie pogrywać przed 16-tką rywala przy golu Vadisa na 1-2 z Realem. Z tym, że Real najwyraźniej zlekceważył sytuację, a Śląsk demonstruje taki poziom na co dzień.
Koncentracja do poprawy, to słuszne spostrzeżenie.
Nie podobała mi się gra Rado. Może za dużo wymagam, ale wrażenie było takie, że lekceważąco podchodził w wielu sytuacjach do swych zadań na boisku.
Super, że wygrali. I to w piątek. Teraz niech się reszta martwi.
Masz rację w tym sensie,że to jest taka oczywista oczywista oczywistość,że rzeczywiście może nie powinienem tego pisać. Chyba,że uważasz,że znakomitym zawodnikom potrzebny jest bardzo dobry trener. Bo wówczas oznaczałoby to,że ulegasz pozorom i obiegowym i nieprawdziwym czyli sprzecznym z faktami opiniom. W takim wypadku radziłbym zapoznać się z porządnie udokumentowaną książką P.t: "Futbonomia". Kiedy mam do czynienia z opiniami opartymi na własnych przekonaniach czyli na niczym i twardymi faktami zawsze wybieram wiedzę i Tobie także radzę. Pozdrawiam.
Sugerowałbym mniej czytać wytwory różnej fantazji i opierać swoją wiedzę bo ktoś napisał super udokumentowaną książkę.
Każdy potrzebuje dobrego trenera, KAŻDY i jak ktoś mówi coś innego to zwyczajnie BREDZI. Dobry trener jest potrzebny zarówno 5 latkowi jak i Lewandowskiemu, choć to jaki jest dobry trener dla 5 latka i dla Lewandowskiego powoduje różnicę. Dobry trener dla 5 latka, nie musi być dobry dla Lewandowskiego i vice versa.
Przepraszam, ale coraz częściej czytając twoje podsumowania mam wrażenie że oglądaliśmy inny mecz, a co może najważniejsze szczególnie w opisach taktycznych widzę duży poziom kreatywności po twojej stronie, który nijak się ma do sytuacji boiskowej.
Chyba Panowie nie sugerujecie,że kto czyta jest gorszy od tego co nie czyta i nic nie wie.
W inkryminowanej książce autorzy ekonomista i dziennikarz historyczny wykonali benedyktyńską pracę, najpierw porównując budżety płacowe angielskich klubów na przestrzeni ponad 30 lat z ich miejscami w tabeli,a następnie przypisując osiągnięcia trenerów w tych klubach. Wyszło im to do czego każdy rozumny człowiek może dojść na drodze widzenia rzeczywistości taką jaka ona jest. Mianowicie,że wysokie budżety klubów pozwalające na zakup najlepszych zawodników i utrzymanie ich w klubach decydują o wynikach. Trenerzy osiągali wyniki na ogół odpowiadające budżetowi, w mniejszości byli co mieli je lepsze lub gorsze.Ale były to wyjątki potwierdzające regułę.Doszli do tych wniosków, które i my widzimy na przykładach wielu klubów np. PSG czy Legii.Trenerzy w tych klubach byli ci sami kiedy kluby miały mierne budżety i drużyny nie były na czele tabel , a gdy budżety stały się największe to zdobyli tytuły ściągając dobrych graczy. Czy trenerzy stali się lepsi ?. Nie sądzę.Bo to Szanowni Panowie muszą zauważyć,że to zawodnicy grają ,a właściwie ich umiejętności - nie trenerzy.
Tylko,że występuje i drugie kompletne niezrozumienie sytuacji,a mianowicie co kryje się pod nazwą trener . Ja wyrosłem w czasach kiedy , aby ktoś mógł być trenerem w I lidze to musiał mieć studia wyższe kierunkowe, roczny kurs trenerski i co najmniej 3 letni z sukcesami staż w klubach niższych klas.Natomiast w ostatnich 30 latach postanowiono jakoś umiejscowić w życiu piłkarzy po ukończeniu karier, którzy nic nie umieli robić poza kopactwem i umożliwić im pracę szkoleniową.Przypominało to tuż powojenne :"Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Więc utworzono dla nich szybką ścieżkę dochodzenia do zawodu przez skrócone kursy. A że piłkarze do zbyt lotnych umysłowo nie należą to przeszkód w postaci wiedzy nie stawiano zgodnie z regułą :"Płacisz. Masz".Lecz to oznaczało,że nasza piłka stawała się coraz bardziej zapóźniona w rozwoju nie tylko w stosunku do Europy,ale i do innych dziedzin życia.Np.żeby być prawnikiem to trzeba mieć studia i dodatkowo aplikację, bo nikt nie pójdzie ,aby go reprezentował do faceta, który wiedzy prawniczej nie ma. Aby być nauczycielem to trzeba mieć studia kierunkowe i co najmniej roczne podyplomowe studium pedagogiczne., bo rodzice , by nie dopuścili,aby ich dzieci uczył ktoś bez kwalifikacji.
Żeby wykonywać zawód lekarza to trzeba mieć ukończone studia medyczne i odbyć roczny staż. Nikt nie pozwoli leczyć chorych byłym pacjentom, którzy tylko założyli kitel lekarski, podobnie jak nikt nie uważa ,że lekarzem jest aktor przebrany za lekarza w reklamach. A w naszej piłce mamy takich sytuacji mnóstwo, kiedy to ktoś, kto nie ma żadnych kwalifikacji poza bywszym kopaniem piłki uważa siebie za trenera.W poważnych klubach dobór na funkcję trenera polega na tym,że zagląda się pod kitel sprawdzając czy pod nimi kryje się trener , czy podszywający się pod niego przebieraniec. Przykład lekarza jest również trafny do wykazania tej oczywistej tezy,że mocni potrzebują mniej pomocy od słabych.Jeżeli ktoś jest zdrowy i tylko czasami choruje to każdy lekarz jest dla niego dobry i pomocny,ale,aby pomóc solidnie choremu potrzeba dobrego specjalisty. Dokładnie takie same reguły obowiązują w piłce.Z tą zasadniczą różnicą,że w medycynie każdy lekarz to lekarz, a w piłce nie każdy trener to trener.
Więc kiedy mówimy poważnie o trenerach to np. takiego poważnie wykształconego, fachowego specjalisty Jozaka od takiego amatora i dyletanta jak Magiera dzielą lata świetlne. I ten Magiera zdobył Tytuł Mistrza, przecież nie dlatego,że był trenerem przez duże T,ale wyłącznie dlatego,że Legia miała miała największy budżet płacowy.
C.B.D.O.
Krótko:
1. nigdzie nie napisałem, że nie warto czytać, ale z pewnością warto czytać krytycznie, moze tez warto głosząc sądy tego typu podeprzeć się szerszą literaturą i zajrzeć do praktyków
2. opowieść o tesciowej co poprowadzi jakiś klub wiecznie żywa - gratuluję przenikliwości, bo przecież grają zawodnicy a nie trener
3. ci panowie nie mieli szansy ocenić jak grał bogaty klub bez trenera tylko oceniali jakie wyniki osiągały bogate klubu z dobrymi lub bardzo dobrymi trenerami.
4. Na bycie dobrym trenerem nie składa sie tylko wiedza nabyta w szkołach wszelakich - gdyby tak było śp Talaga byłby trenerem Realu Madryt, a Rudolf Kapera zdobywałby z Legią mistrzostwa jedno po drugim.
5. Dużo łatwiej ocenić zawodnika niż trenera - zawodnik kopie piłkę na boisku prosto lub krzywo, trener co najwyżej może go zmienić lub nie. Sugerowałbym podchodzić do trenerów i ich oceny z większym dystansem i samoograniczeniem, bo mam wrażenie że budujesz oceny bez należytego zgłębienia tematu. Zakładam też że o trenerce jako takiej pojęcia nie masz żadnego.
Wybacz, nie bardzo rozumiem styl w jakim chcesz prowadzić rozmowę. Masz jakieś przemyślenia, obserwacje? to dawaj, przedstaw, opisz i wtedy o tym podyskutujemy. Natomiast co do Philipsa i każdego nowego zawodnika pozostanę wierny swoim zasadom, poczekam, pooglądam i będe się wypowiadał. Na razie mam kolejny odcinek #MonrooeNieRozumie dotyczący właśnie naszej "szóstki", który niebawem przedstawię w Na Aucie.
Wybacz, ale jeśli chodzi o umiejętność wyprowadzenia piłki, to porównywanie kogokolwiek do Kopczyńskiego nie ma najmniejszego sensu. O ile jeszcze na poziomie juniorskim taka gra w wykonaniu "Kopy" była na porządku dziennym, o tyle w dorosłym futbolu umiejętność ta zanikła absolutnie (swoją drogą dla mnie niewytłumaczalne). Zapewne dlatego Jacek Magiera powierzył zadanie wyprowadzanie futbolówki ze strefy obronnej Moulenowi. A tu muszę przyznać jak na razie większej różnicy nie widzę. Oczywiście piszę o okresie kiedy "graliśmy w piłkę", bo gdy zaczęło się wszystko sypać to nie funkcjonowało już nic, stąd i przerzucenie się na mniej ryzykowne wykopy. Cieszę się, że znów wracamy do tej zwykłej dla klasowych drużyn czynności, ale nie zmienia to faktu, że ze wszelkimi pochwałami na temat nowych zawodników wstrzymam się na jakiś czas. Widziałem zbyt wielu "dziadów", którzy zostali "mistrzami" i zbyt wielu "mistrzów", którzy popadli w totalne "dziadostwo".