A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Wisła Kraków 3-3: Legia zmienną jest

Mnóstwo emocji dostarczył niedzielny mecz Legii z Wisłą Kraków. Legia prowadziła 2:0, przegrywała 2:3, by ostatecznie zremisować 3:3. Remis oznacza, że Legii nie udało się wykorzystać potknięcia Lechii Gdańsk i objąć prowadzenia w tabeli Ekstraklasy.

 

Do pierwszej jedenastki Legii wrócił Malarz, który zmienił kontuzjowanego Cierzniaka. Skład Legii wyglądał następująco: Malarz – Vešović, Wieteska, Jędrzejczyk, Hloušek - Kucharczyk, Szymański, Martins, Cafú, Nagy – Carlitos. Goście rozpoczęli w składzie: Lis – Arsenić, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak – Imaz, Basha, Košťál, Kort, Boguski – Ondrášek.

Już pierwszy atak Legii zakończył się bramką. W 2. minucie Kucharczyk dośrodkował z prawego skrzydła, Nagy uprzedził obrońców Wisły i z kilku metrów umieścił piłkę w bramce. Mecz toczył się w dobrym tempie. Legia nacierała szybko i była bardzo konkretna w swoich poczynaniach. W 10. minucie ładnie zza pola karnego uderzył Carlitos i nieznacznie się pomylił. W 13. minucie kolejny strzał Carlitosa odbił się od poprzeczki bramki Wisły. W 23. minucie legioniści znów przeprowadzili udaną akcję. Lewą stroną ruszył Nagy, wypatrzył w polu karnym Carlitosa, który dostawił nogę i pokonał Lisa. Było 2:0. Po tej bramce nasz zespół nieco zwolnił tempo, ale utrzymywał Wisłę daleko od bramki Malarza. Goście nie byli w stanie oddać strzału na bramkę Legii.

Taki wynik utrzymał się do przerwy. Legia w pierwszej połowie prezentowała się bardzo dobrze. Po stronie strat można było zapisać tylko żółte kartki dla Hlouška i Szymańskiego.

W 47. minucie fatalny błąd popełnili obrońcy Wisły. Piłka trafiła pod nogi Carlitosa, który mógł znaleźć się w sytuacji sam na sam z Lisem, ale… potknął się i zaprzepaścił wyborną okazję. W 50. minucie w pole karne Legii wpadł Imaz, ale uderzył nad bramką. Za chwilę niecelnie z dystansu strzelił Basha. W 53. minucie ładnie piłkę rozegrali Vešović i Cafú. W polu karnym do strzału doszedł Carlitos, jednak Wasilewski zablokował jego strzał. Minutę później Carlitos znów oddał strzał na bramkę Wisły, ale z ostrego kąta nie mógł zaskoczyć Lisa. W 57. minucie Wisła zdobyła gola kontaktowego. Pod polem karnym Legii piłka szczęśliwie wróciła pod nogi Boguskiego, który oddał ją Imazowi. Hiszpan pewnie pokonał Malarza. Minutę później było 2:2. Košťál otrzymał piłkę w polu karnym Legii i efektownym strzałem z prawej nogi doprowadził do wyrównania. Legia wyglądała na ogłuszoną, tymczasem Wisła złapała wiatr w żagle i dalej nacierała. W 62. minucie Imaz uprzedził Jędrzejczyka i wyprowadził gości na prowadzenie. W 65. minucie Kanté zmienił Kucharczyka. Legia w kolejnych minutach nie potrafiła zareagować na ciosy wyprowadzone przez gości. Wisła  grała wysoko, grała agresywnie i nasza drużyna nie stwarzała sytuacji. W 75. minucie celny strzał oddał Košťál, a po rzucie rożnym blisko szczęścia był  Ondrášek. W 78. minucie Pasquato zmienił Nagya, a na końcowe minuty wszedł jeszcze Kulenović. W 90. minucie Legia wreszcie odpowiedziała. W środku pola źle lot piłki obliczył Basha, piłkę otrzymał Carlitos, ‘posadził’ na murawie Sadloka i mocnym strzałem pokonał Lisa. Było 3:3. Za chwilę sytuację strzelecką miał Ondrášek, na szczęście skończyło się na strachu.

Mecz był niezwykle emocjonujący i na pewno interesujący dla postronnego obserwatora. Skupiając się jednak głównie na postawie Legii, trudno ocenić co stało się z naszą drużyną w drugiej połowie meczu i gdzie podziała się profesorska postawa z pierwszych czterdziestu pięciu minut. Legia nie potrafiła zareagować na fakt, że Wisła, nie mając nic do stracenia, ruszyła do zdecydowanych ataków, podeszła wysoko i zaczęła grać z dużym ryzykiem. Akcje naszej drużyny przestały się zazębiać, pojawiły się chaos i niepewność. Możemy mówić o szczęściu, że w samej końcówce udało się jeszcze raz skutecznie zaatakować i uratować remis. Trener Sá Pinto otrzymał kolejny materiał do analizy i przemyśleń. A już w najbliższy piątek Legię czeka ważny mecz w Białymstoku. 

Dyskusja (15)
1niedziela, 21, października 2018 20:43
CTP
Po tym meczu kibice podzielili się na dwie grupy: tych, co obwiniają Malarza i tych, co obwiniają Carlitosa za słabą skuteczność. Malarz swoje lata już ma a i cudotwórcą nie jest, z kolei 25% procentowa skuteczność Hiszpana (na 4 uderzenia, jedno było w światło bramki) też nie powinna nikogo dziwić - w końcu LaLiga chyba nawet nie powąchał.
Ja przyczynę widzę w innym miejscu i, muszę powiedzieć, że nie za bardzo mi się to podoba. Trener Sa Pinto przychodził do Legii z łatką raptusa kąpanego w gorącej wodzie. Niestety, ten charakter, moim zdaniem, w całości przekłada się na grę drużyny. Legia gra jak choleryk z ADHD. Nawet prowadząc bezpiecznie 2:0 przeprowadzamy huraganowe ataki na bramkę rywala zgodnie z zasadą: po nas choćby potop. Boczni obrońcy biegają w tę i z powrotem, bo akcje bardzo rzadko kończą się uderzeniem na bramkę a w większości kończą się stratą. Brakuje poszanowania piłki, brakuje gry piłką w strefie środkowej tak, aby to rywale za nią biegali. Prowadzimy 2:0 ale to Wisła ma lepsze posiadanie, więcej podań a my kompletnie bezmyślnie tracimy siły na idiotycznego ping ponga. Brakuje zmiany tempa gry: zwolnienia, przyspieszenia, rozciągnięcia na obydwa skrzydła. No i potem kończy się to wszystko tym, że zmęczeni pomocnicy nie są w stanie nadążyć za akcjami rywala.

Taki mam apel do piłkarzy: nie bądźcie tacy jak wasz trener - grajcie mądrzej.
2niedziela, 21, października 2018 21:26
anonimowy_legionista
Eee, a kilku piłkarzy więcej po prostu nie biegało szybciej niż nasi? Szkoda, że tak się skończyło, ale mamy kolejny materiał do wyciągnięcia wniosków.
3niedziela, 21, października 2018 22:39
Bielany
Wstyd. Mamy wynik, gramy u siebie i zamiast właśnie szanować piłkę, ustawić się, pograć ta piłką i poszukać okazji do kontry to tracimy 3 bramki. Masakra jakaś.
4niedziela, 21, października 2018 22:45
Moros
Tak szczerze, to po tym meczu jestem potwornie zły. W przerwie wprawdzie siedziała we mnie myśl, że te drugie 45 minut nie musi być aż tak dobre, ale w życiu bym nie pomyślał, że będzie aż tak słabe. Jeszcze na początku mamy szansę na 3-0 (ale Carlitos się przewraca o własne nogi) i nagle schodzimy z boiska. Dlaczego, nie wie chyba nikt. Nagle Wisła ma pod naszą bramką tyle miejsca ile za czasów 3-5-2. Gdzie podziała się walka, bieganie i asekuracja z pierwszej połowy? Druga linia znika, nie tworzy żadnych zasieków. Mam nadzieję, że do piątku trener znajdzie odpowiedź na te pytania. Nie kupuję tłumaczeń @CTP, że to wina tego iż za bardzo się eksploatujemy w I połowie. Przypomnę, że II połowy z Lechem czy Miedzią nie były aż tak złe. Po ostatnim meczu ze Śląskiem było 2 tygodnie przerwy, więc nie wydaje mi się aby to było zmęczenie. Głupi jestem po tym meczu. Rywal na łopatkach, nic nie wskazuje że się podniesie, zwłaszcza że nic mu nie wychodzi, a potem takie coś...
5niedziela, 21, października 2018 23:36
Senator
Zaraz po meczu cieszyłem się z remisu, teraz jednak żal trzech punktów. Nie umiem sobie wytłumaczyć straty trzech bramek w 5 minut. Chyba za dobrze szło i może zgubiła nas pewność siebie. Wszak te dwa pierwsze gole dla Wisły to chyba były ich pierwsze celne strzały w tym meczu.
Dalkub tak , ja należę do tych drugich bo za nic nie mogę zrozumieć o co przy tych trzech bramach mieć pretensję do Malarza.
Natomiast Carlitos irytował mnie nie tyle skutecznością co samolubnością. W dwóch sytuacjach zamiast podawać ( Kucharczyk, Nagy) wdał się w pojedynki oczywiście przegrane.
Byłem zły na Sa Pinto że ściąga Kucharczyka a nie jego. Wybór trenera okazał się jednak trafny. Carlitos uratował nam punkt na który
napiszę szczerze straciłem na stadionie już nadzieję.
6poniedziałek, 22, października 2018 01:42
sektor212
Od solidności do chaosu

Pierwsza połowa to właściwie perfekcyjna gra taktyczna Wojskowych. Odpowiedzialna gra w każdej strefie boiska. Płynne przechodzenie z fazy obrony do ataku zachwycało moje oczy. Funkcjonowały wszystkie założenie systemu gry, jakich Pinto oczekuje. Efekt dwubramkowe prowadzenie (choć powinno być minimum o jedną bramkę więcej) i bezradna Wisła, która nie istniała w środkowej strefie boiska. Najbardziej mnie cieszyło odpowiednie regulowanie tempa gry przez Legionistów. I tak w znakomitym nastroju w przerwie zachwycałem się naszą grą w dyskusji z kolegami na promenadzie. Pierwsze 10 minut dalej podziwiałem mądrą grę Legii, kiedy powinna zamknąć wynik potyczki z krakusami, strzelając trzecią bramkę. Tak się nie stało i niewykorzystane sytuacje i z pierwszej oraz z początku drugiej połowy zemściły się w nieoczekiwany i brutalny sposób. Od 57 do 62 minuty (zaledwie 5 minut) tyle czasu potrzebowali wiślacy na strzelenie trzech bramek i wyjść na prowadzenie w tym meczu. Przyzna uczciwie, że moje zaskoczenie było ogromne. Przez kolejne 10 minut siedziałem ostro szokowany i zastanawiałem się, dlaczego tak się stało. Najgorsze było to, że po stracie pierwszej bramki, Legia zupełnie przestała grać. Nasze poczynania, czy w obronie, czy w ataku były strasznie chaotyczne grane na pałę bez żadnego przemyślenia. Wisła w tym czasie mogła nas dobić (miała dwie kolejne znakomite sytuacje), lecz szczęśliwie dla nas marnowali swoje okazje bramkowe.

Co się stało, że tak diametralnie Legia zmieniła swoje oblicze i z precyzyjnie funkcjonującej drużyny stała się dziadowskim zespołem. Okazuje się, że po pierwszej straconej bramce siadł głowy naszych zawodników. Aż się wierzyć nie chce, że wystarczy strzelić nam zaledwie jedną bramkę i cała koncentracja Wojskowych idzie w piz….. Wygląda na to, że kiedy rywal nas napocznie, to powinien od razu iść za ciosem, gdyż taka sytuacja po prostu paraliżuje głowy Legionistom. Zapominamy o taktyce, a cała nasza założenia taktyczne przestają funkcjonować. Nie przypuszczałem, że mamy, aż tak słabe dynki. W kwestii mentalnej Legionistów, to Portugalczyk ma dużo więcej pracy, niż przypuszczał.
7poniedziałek, 22, października 2018 06:28
kibic50
Tak to widzę.
Ze Śląskiem starczyło sił na 45 min.
Z Wisłą dominowaliśmy przez godzinę,
Legia Pinto idzie w dobrym kierunku.
Szkoda niewykorzystanych sytuacji, bo mecz mogliśmy zamknąć w pierwszej połowie wynikiem 4:0. Wisła była tłem i nie stworzyła żadnej sytuacji pod naszą bramką.
Na szczęście powiedzenie "2:0 to najgorszy wynik" tym razem się nie sprawdziło Smile
"Jak nie możesz wygrać, to zremisuj" !
Gramy dalej
8poniedziałek, 22, października 2018 09:02
anonimowy_legionista
Do tych mitycznych 120 km w meczu to trochę zabrakło. Wisła przebiegła więcej 113,93 km , Legia tylko 112,29 km. Dysproporcja była w sprintach na korzyść Legii 132-94 oraz podaniach na korzyść Wisły 367-473. Reszta

http://www.wisla.krakow.pl/_pliki_/filemanager/file/Legia%20Warszawa%20-%20Wis%C5%82a%20Krak%C3%B3w%20-%20fitness(1).pdf

http://www.wisla.krakow.pl/_pliki_/filemanager/file/Legia%20Warszawa%20-%20Wis%C5%82a%20Krak%C3%B3w(1).pdf
9poniedziałek, 22, października 2018 21:09
Zbyszek
O tym,że Wisłą płynie niespokojnie.
Nie tak dawno światkiem medialnym i poniekąd sportowym wstrząsnęło dziwowisko zaprezentowane w jednej z telewizji po którym mówiono,że ujawniono to o czym wszyscy wiedzieli czyli,że gangsterzy rządzą Krakowską Wisłą. Tylko,że poza gromkimi porykiwaniami nie zaprezentowano cienia dowodów na poparcie przewodniej tezy.Program miał charakter insynuacyjny, co musi doprowadzić autora do Sądu za naruszenie dóbr osobistych i zniesławienie. Ale niejako przy okazji tego programu i podobnie obłudnych , zakłamanych i barbarzyńskich nasuwa się pytanie jakimi oto wartosciami i czy w ogóle kierowali się autorzy ?. Czy ten poziom zdemoralizowania i zdziczenia daje im jakiekolwiek prawo do oceniania postępowania innych ?.
Po tym lakonicznym wstępie pora przejść od konkretów.
Po pierwsze.Lansuje się już od dłuższego czasu, nie tylko w stosunku do Wisły,ale i innych klubów ,że podmioty te są niejako odpowiedzialne za wszelkie czyny kibiców .Ta hipoteza nie ma żadnego uzasadnienia ani prawnego, ani logicznego.Prawo karne zawsze indywidualizuje odpowiedzialność i winę i karę przypisuje konkretnej osobie, zaś prawo cywilne zmusza do odpowiedzialności podmioty zatrudniające funkcjonariuszy i pracowników organów państwowych i samorządowych.I już nie chodzi o to,że każdy może założyć koszulkę każdego klubu,ale o to,że klub sportowy nie ma żadnych możliwości wpływania na zachowania ludzi poza stadionem. Jeżeli kibic czy ktokolwiek popełni przestępstwo to od jego ścigania i osądzania są Policja, Prokuratura i Sądy.Inne widzenie tej sprawy to przejaw paranoi.
Po wtóre.Zarzuca się prezes klubu,że była pełnomocnikiem przed Sądem człowieka skazanego , który orzeczoną karę zresztą już odbył.Z tego by wynikało,że ludzie oskarżeni nie mieliby prawa do obrony.Tyle,że właśnie po to są adwokaci i radcowie prawni,aby bronić każdej osoby potrzebującej pomocy prawnej.Inne spojrzenie to cofnięcie ludzkości do epoki kamienia łupanego,albo jeszcze dalej.
Po trzecie.Głównym oskarżeniem wobec władz Wisły jest fakt,że jeden z przestępców, który na stadionie przed 20 laty ugodził nożem piłkarza obcej drużyny wynajmuje pomieszczenia na obiekcie i że rzekomo to on stoi za wyborem obecnej prezes na tę funkcję.Pomijam to,że ja bym tej osoby za to co zrobił przez progi klubu nie wpuścił,ale o pewną zasadę ogólną wynikającą z racjonalizmu i etyki chrześcijańskiej. Potępiamy czyn,a nie osobę, a już tego kto odpokutował za czyn poprzez odbycie kary nie wolno stygmatyzować przez całe życie.On musi mieć prawo powrotu do normalnego życia.Czy z tego skorzysta to jego wybór. Były przestępca powinien być traktowany jak syn marnotrawny, gdyż albo będziemy cywilizowali byłych przestępców,albo będziemy ponownie ich ofiarami.Wybór zależy od nas.Podobnym przejawem barbarzyństwa jest zarzut,że Wisła zagwarantowała zatrudnienie ludziom po opuszczeniu przez nich aresztów. To takie postępowanie jest humanistyczne i zasługuje na pochwałę.
Po czwarte.Pomówiono b. wiceprezesa,że rzekomo miotał racami na stadion Wisły przed 4 laty, bo tak miał zeznać jakiś osobnik do protokołu policyjnego.Ten wiceprezes nie został oskarżony, gdyż wykazał,że w czasie incydentu był w Hiszpanii.Czy to nie przypomina historii wielu niewinnie oskarżonych w tym jednego za niepopełnioną zbrodnię? Autor skazując na infamię nie miał żadnych wątpliwości .
Po piąte.Uznano,że b. przestępca nie może wynajmować od klubu pomieszczeń i powinien być z nich usunięty, pomimo,że pomieszczenia te były przez całe lata puste i nikt z nich nie korzystał.Na szczęście to nie autor reguluje te sprawy,ale prawo cywilne.Ale już samo domaganie się łamania prawa jest kuriozalne.
Właściwie wszystkie te zarzuty i parę innych oparto na podstawie rozmów z kolegami kiboli, też kibolami. Każdy kto choć trochę zna środowisko przestępcze doskonale wie,że jego członkowie podnoszą swoje znaczenie, konfabulują, zmyślają i mitologizują.Wierzenie w ich rojenia to przejaw albo dziecięcej naiwności.infantylizmu.albo imbecylizmu lub co gorsza fascynacją bandyckim półświatkiem.
W ten nurt niedorzeczności włączył się i prezes Cracovii, który oznajmił,że kibole chcą rządzić w klubie, bo żądają zwolnienia dyrektora sportowego i trenera.Tu z kolei mamy do czynienia z przerostem megalomanii.Wielcy i możni tego świata wierzą,że mamona daje im patent na mądrość, wiedzę i wszelką rację.Każdą krytykę przyjmują jako zamach na ich niepodzielną władzę.Gdyby głupota mogła latać to byłaby orłem.

O tym,że potrzeba stabilizacji broni się sama.
Czasami patrząc na znerwicowane reakcje prezesów i kibiców odnoszę wrażenie jak by jakaś tajemna siła,albo inne robale kloaczne pchały ich w przepaść. Oni mają takie wszechmocne przekonanie,że mają wybitnych zawodników i tylko ten trener jest jakiś taki niewydarzony. Akurat na ogół bywa odwrotnie. Nie ma w naszej lidze, poza nielicznymi wyjątkami, świetnych graczy.Dlatego dla nich potrzeba dobrych trenerów i przede wszystkim dania im czasu,a by z byle jakiego materiału wytworzyć jakiś graczopodobny produkt.Powiada się ,że z tego co Anglicy wyrzucają po posiłkach do śmieci Francuzi są w stanie wytworzyć wykwintne potrawy zwane kuchnią francuską.Coś w tym jest. W piłce nożnej ta strategia polega na tym,że bardzo dobrzy zawodnicy szybko łapią taktykę,organizację gry i inne jej niuanse. Natomiast słabych trzeba uczyć, uczyć i do końca nie wiadomo czy się nauczą.Stąd potrzeba stabilizacji .To tak jak z facetem ,który wpadł do szamba po szyję, jak będzie się nerwowo ruszał to łajno go pochłonie,a jak zachowa spokój to może doczeka ratunku. U nas w wielu klubach preferuje się granie na aferę zwane "grą z kuntry". Tylko,że to nie działa jak przeciwnik ma gdzieś otwarte atakowanie. Taka jest najlepsza metoda na "autobusowe" frajerstwo.Preferować należy kontrolę poczynań i zachowanie dominacji na boisku.Czyli jeszcze wiele przed nami.
W kontekście minionego meczu z Wisłą można kilka słów poświęcić jej b. graczowi, dziś Legioniście Carlitosowi. Każdy kto go widział na boisku mógł przekonać się,że do wczoraj on inaczej prezentował się w poprzednim klubie i u nas. Można zapytać czy on się zmienił czy warunki gry.Otóż przeciwnicy Legii, z wczorajszym wyjątkiem grają przeciwko niej wzmocnioną do granic możliwości obroną Za czym czyli za gra w tłoku nasz bohater nie przepada.Zarzucano Carlitosowi,że zawodzi,ale nie brano pod uwagę,że rywale Wisły dawali mu sporo wolnego pola, czego w Legii nie miał. Twierdzono,że w Wiśle został wkomponowany w zespół,ale to by z kolei oznaczało,że pomocnicy, skrzydłowi i boczni obrońcy Wisły są lepsi od ich odpowiedników w Legii,w co ja nawet po wczorajszym meczu nadal wątpię. A może po prostu gra w Legii to inny, wyższy poziom gry, na który trzeba się wdrapać. A na to potrzeba czasu.

O tym,że zawodnicy Wisły zaczęli mecz zbyt ryzykownie.
Wisła od czasu przejęcia jej przez trenera Stolarczyka gra bezkompromisowo odnosząc sporo zwycięstw i strzelając wiele bramek. Te sukcesy , jak i wysokie miejsce w tabeli chyba utwierdziły trenera i zawodników,że nie ma na nich mocnych.Mecz z naszą drużyną zaczęli jak by to oni byli faworytami, natychmiast po przejęciu piłki zagrywali ją na naszą połowę, atakowali naszych graczy nawet przed naszym polem karnym.Taka bezczelność słusznie została ukarana.Nie można bezkarnie zbyt dużą ilością zawodników atakować rywali na ich połowie, gdyż wówczas brakuje graczy do wypełniania zadań obronnych.Taka organizacja gry jest wielce ryzykowna o ile rywal przyjmie jej warunki,ale ma ten walor,że mecz nie będzie na pewno nudny.I na nasze nieszczęście nie był, więc po co nam to było? Smile.

O tym,że to co z Nagyego zrobił Sa Pinto to zakrawa na cud.
Pamiętamy ten niedawny czas kiedy Legia pozyskała 21-letniego Nagyego z węgierskiego Ferecvaroszu.Nagy wyróżniał się dobrą techniką , szybkością i pomimo skromnych warunków zadziornością w grze.Kiedy trenerem był Magiera grał w większości meczów.Zastąpienie Magiery przez Jozaka spowodowało gorsze czasy dla Węgra.Jozak ustawił nasz zespół mocno defensywnie i miał pretensje do Nagyego,że jest w tych działaniach mało skuteczny.Odsunął go nawet na pewien czas do rezerw.Niestety do akcji wkroczył również prezes, który zaatakował zawodnika za to,że poskarżył się mediom węgierskim, iż czuł strach po ataku kibolstwa na piłkarzy i że w takiej atmosferze to on w Warszawie grać nie chce.Jego życzeniu stało się zadość i został wypożyczony do Ferencvaroszu, w którym niczym specjalnym się nie wyróżnił. I pewno byłby kolejnym niespełnionym talentem , gdyby nie Sa Pinto. Nagy odmienił się o 180 stopni. Wczorajszy mecz był kolejnym w którym Nagy należał od najlepszych naszych zawodników, Harował w defensywie i w ataku, zdobył bramkę, miał asystę i kilka świetnych podań, był nieuchwytny dla rywali, wybierał trudne,ale korzystne dla drużyny zagrania.,ale wyraźnie zabrakło mu sił.Ponadto rywale widząc jego świetną postawę zaczęli na niego polowanie, czemu biernie asystował sędzia.

O tym,że za dekoncentrację trzeba słono zapłacić.
Utrata 3 bramek w ciągu kilku minut nie ma prawa przydarzyć się klasowej drużynie. To dowodzi,że nasz zespół dojrzałością nie grzeszy. Nasi zawodnicy chyba po I połowie nabrali przekonania,że jest już po zawodach i zawodnicy Wisły zechcą tylko dograć mecz z jak najmniejszymi stratami. Bo jak inaczej wytłumaczyć taką niefrasobliwość w defensywie ?. Oczywiście można o utratę goli obwiniać obrońców, zwłaszcza środkowych oraz Hlouszka,ale akcje bramkowe rywali zaczynały się w środkowej strefie boiska .Nasza drużyna podzieliła się na dwie części, jedna ruszyła na dalszy podbój bramkowy ,a druga została do obrony. W efekcie w środku boiska została martwa strefa, którą zagospodarowali przeciwnicy.Po raz kolejny widać,że bez typowego defensywnego pomocnika dyscypliny i skuteczności w grze obronnej utrzymać się nie da.Ponadto ani Cafu, ani Martins, ani Szymański nie byli w stanie utrzymać się dłużej przy piłce i wybić rywali z uderzenia.Nasza drużyna w ostatnim czasie była mocno chwalona, chyba nadmiernie.Ja, swoim zwyczajem tej euforii nie uległem, bo moim zdaniem wyniki były dużo lepsze niż gra.Nasi zawodnicy dopiero zaczynają tworzyć drużynę, dopiero jesteśmy na etapie tworzenia swojego stylu gry, a sama organizacja gry pozostawia wiele do życzenia.We wczorajszym meczu dokładnie było widać,że Nagy i Kucharczyk dostali chyba za duże strefy do obsługi i chyba za dużo zadań do wypełnienia i wraz z upływem czasu słabli w oczach. Z kolei chyba Cafu i Martins na nadmiar obowiązków narzekać nie mogli. Również zauważyć można było,że kiedy nasza drużyna traci koncentrację, zawodnicy mniej biegają i nie są agresywni czyli kiedy wydaje się naszym,że same umiejętności bez pełnego zaangażowania wystarczą to stajemy się jednym z wielu zespołów do ogrania w naszej lidze. Dziwi tylko,że zespół grający bardzo prosty futbol, przewidywalny i dość łatwy do powstrzymania zdołał strzelić nam aż 3 bramki. Zawodnicy Wisły grają do przodu ,w zasadzie bez asekuracji z tyłu i dokładna gra na ich połowie powinna być dla nich niszcząca.Kiedy zamiast tego chce się dowieźć wynik broniąc się nieudolnie na własnej połowie to wiele dobrego z tego nie możne wyniknąć.
Jak by nie patrzeć i szok i szkoda i żal. A mogło być tak pięknie.
10poniedziałek, 22, października 2018 22:32
dalkub
Senatorze

jako nieco sprowokowany przez ciebie odniosę się, co do Malarza.

1. Moim zdaniem przy 2 bramkach to jest przy pierwszej i trzeciej a szczególnie trzeciej Malarz się źle zachował. Jego dwa razy złapali na tzw. wykroku i on był w stanie interweniować. Przy trzeciej bramce nie rozumiem po co był tak wysoko. Moim zdaniem te błędy są wynikiem tego że dawno nie grał i nie ma czucia boiska.
2. Nawet jeżeli byśmy pominęli punkt pierwszy, to z pewnością Malarz Legii nie pomógł tym jak grał
3. I na koniec może coś najbardziej abstrakcyjnego - bramkarz musi mieć fart, a on go w tej chwili nie ma

Wydaje mi się że pan Arek powoli dochodzi od tzw. brzegu i ja bym oczekiwał od nowego sezonu zdecydowanego odmłodzenia w tej kwestii.

O meczu mi się nie chce - jak mawia klasy za dużo nerw. Jedno słowo o Carlitosie - ja tego zawodnika nie lubię, nie cenię i on mnie irytuje - może to się zmieni, ale czekam na Niezgodę
11wtorek, 23, października 2018 07:41
CTP
@Dalkub
"Jedno słowo o Carlitosie - ja tego zawodnika nie lubię, nie cenię i on mnie irytuje - może to się zmieni, ale czekam na Niezgodę"

Twoja opinia chyba nie jest odosobniona. Statystyki Carlitosa:
Strzały: 7 i tylko 3 celne
Podania: jeden z najsłabszych wyników w drużynie: 69%
Pojedynki: tutaj już jest poniżej krytyki - 37/13, czyli tylko 35%. Warto tutaj zaznaczyć, że te przegrane pojedynki w większości skutkowały kontratakami Wisły, przy których trzeba było szybko odbudować ustawienie. Gość, owszem, gra na dużym poziomie zaangażowania ale nie jest to mądra gra.

Natomiast, ja z kategorycznymi opiniami jeszcze się wstrzymuję, bo Niezgoda w swojej pierwszej rundzie w Legii miał statsy chyba jeszcze gorsze.

@Zbyszek
Ostatni akapit w punkt. Też odnoszę wrażenie, że bardzo brakuje nam dojrzałości w graniu.
12wtorek, 23, października 2018 12:08
anonimowy_legionista
Może tak patrząc na statystyki, to tam gdzie my biegamy sprinty to oni podają? Piłka jest szybsza od nogi?

Bieganie+operowanie piłką to klucz do dominacji?

To co zrobiła Wisła to żadna nowość w tym sezonie, w tym przypadku nie ma.
13środa, 24, października 2018 10:11
corazstarszy
Mecz dziwny i trudny do oceny. Dlatego wolałem poczekać z komentarzem.
Tak jak teraz oglądam, to trochę bym odwrócił proporcje; mówi się, że Legia zagrała świetną 1 i bardzo złą 2 połowę. Ale trzeba też spojrzeć na rywala. Oni w 1. połowie nam ułatwiali, a ich bramki w 2. połowie, przepraszam, że im ujmuję, takie trochę z dupy padły. Co do pierwszego aspektu, mam głównie na myśli bramkę na 2-0. Oczywiście asysta Nagy’a idealnie w tempo, bardzo fajna. Ale całą akcję Legia rozegrała nieniepokojona. Zaczęło się od kapitalnego wślizgu Vesovcia pod naszym polem karnym. A potem jak po sznurku, z dużą biernością Wisły. Co do drugiego aspektu, bramka na 2-1 mocno sytuacyjna. Boguski przytomny, ale sporo w tym było przypadku. Przy 2-2 nie rozpoznaję, kto asystował, ale mam wrażenie, że Martins się ciut spóźnił do asystenta. Więc może Legia nie było aż tak świetna w chwilach świetności i nie tak beznadziejna w chwilach upadku.
Najbardziej martwi, że taki mecz się zdarzył po doświadczeniach wrocławskich. Powinniśmy umieć bardziej przypilnować wynik.
Ja na Carlitosa nie będę tak mocno pomstował. Jose Kante gra od początku sezonu odpowiedzialniej, ale jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić, żeby teraz był w stanie zrobić taką akcję jak przy golu na 3-3.
14czwartek, 25, października 2018 00:45
Senator
@Corazstarszy
No nareszcie bo podsumowanie bez Twojego komentarza jest zwyczajnie niepełne.
@Dalkub
Ja Malarzem nie zachwycałem się i wcześniej.
Zdziwiła mnie tylko ostra krytyka i właściwie nagonka na niego akurat po tym meczu gdzie moim zdaniem przy żadnej z bramek nie zawinił. Przecież niedawno był jeden wielki lament że Sa Pinto zdecydował się na zmianę na tej pozycji. Skąd więc taka zmiana nastrojów o 180 stopni. Tego pojąć nie potrafię.

CO do fatalnych 5 minut.
Moim zdaniem za łatwo wszystko szło. Poszliśmy do przodu radośnie . Niby powody do takiej postawy były, oni do tej chwili nie oddali celnego strzału na naszą bramkę.
15czwartek, 25, października 2018 08:35
MeM
jak już się taki mecz trafił, to chociaż fajnie, że tylu ludzi było.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1