A+ A A-

Legia - Jagiellonia 3-0: Podano tlen

Już bez Ricardo Sá Pinto na ławce trenerskiej Legii nasza drużyna zmierzyła się w Warszawie z Jagiellonią. Z drużyną z Podlasia grało nam się w ostatnich latach ciężko, ale tym razem Legia była zdecydowanie lepsza. Bramowym łupem podzielili się Kasper Hämäläinen, Sebastian Szymański i André Martins.

 

Trener Vuković postawił na następujący skład: Cierzniak – Vešović, Rémy, Jędrzejczyk, Rocha - Antolić, Martins - Kucharczyk, Hämäläinen, Szymański – Carlitos. Goście rozpoczęli w składzie: Kelemen - Kadlec, Runje, Mitrović, Guilherme – Wójcicki, Kwiecień, Pospíšil, Romańczuk, Imaz – Klimala.

Jagiellonia zaczęła odważnie i w 3. minucie  Guilherme chciał zaskoczyć Cierzniaka chytrym uderzeniem z rzutu wolnego. Na szczęście przestrzelił. Legioniści byli blisko szczęścia w 7. minucie meczu, jednak nikt nie przeciął dośrodkowania Szymańskiego z rzutu rożnego. Minutę później rzut rożny miała Jagiellonia. Po strzale Romańczuka pewnie interweniował Cierzniak. W 12. minucie Carlitos miał szansę po kolejnym rzucie rożnym Legii, niestety źle trafił w piłkę. W 19. minucie pokonać Kelemena usiłowali kolejno Szymański i Hämäläinen, ale zabrakło zdecydowania w polu karnym gości. W 31. minucie Kucharczyk dwukrotnie uderzał na bramkę gości po podaniu od Carlitosa, jednak wciąż było 0:0. W 37. minucie Legia objęła prowadzenie. Po akcji prawą stroną boiska piłka wróciła do Vešovicia, który dośrodkował w pole karne. Tam najsprytniejszy okazał się Hämäläinen i strzałem głową pokonał Kelemena. W 40. minucie potężnie uderzył Klimala, ale z bardzo ostrego kąta nie był w stanie pokonać Cierzniaka. W 42. minucie Kucharczyk posłał podanie do Szymańskiego. Szymański efektownie przerzucił piłkę nad Kelemenem i Legia prowadziła już 2:0.

W pierwszej połowie przewaga Legii była niewielka, ale dzięki doskonałej końcówce nasza drużyna pewnie prowadziła.

W 48. minucie Legia przeprowadziła bardzo dobrą akcję. Po efektownym dryblingu Carlitos znalazł się w sytuacji sam na sam z Kelemenem, ale przegrał pojedynek z bramkarzem gości. W 62. minucie Cierzniak obronił strzał Imaza. Minutę później Antolić zagrał piłkę ręką w polu karnym i po analizie VAR sędzia Marciniak podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Guilherme, ale nie pokonał Cierzniaka. Nasz bramkarz odbił piłkę. Po rzucie rożnym do strzału głową doszedł Kwiecień, jednak chybił i Legia nadal prowadziła 2:0. W 65. minucie Wieteska zmienił Rochę. W 66. minucie było 3:0. Legia przeprowadziła świetną akcję, którą precyzyjnym strzałem zakończył Martins. W 71. minucie szansę na bramkę miał Kucharczyk, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i Kelemen był górą. W 74. minucie Stolarski zmienił Martinsa. Pięć minut później na boisku pojawił się Radović, który zastąpił Szymańskiego. W 87. minucie Kelemen obronił strzał Carlitosa. W doliczonym czasie gry Hämäläinen mógł wykorzystać dobrą akcję Radovicia, ale piłka poszybowała obok bramki.

Legia wygrała pewnie, a gdyby nasi zawodnicy byli bardziej skuteczni, wynik byłby zdecydowanie wyższy. Za wcześnie jednak, by szukać odpowiedzi na pytanie o przyszłość czekającą Legię pod wodzą trenera Vukovicia. W niedzielę mecz w Zabrzu.

Dyskusja (19)
1środa, 03, kwietnia 2019 23:36
anonimowy_legionista
"W Krakowie legioniści przebiegli 102 kilometry, znacznie mniej od rywali. W przerwie na kadrę warszawiacy mieli cztery dni wolnego. Mikrocykl treningowy przed spotkaniem z Wisłą zaczął się jednak od ciężkich treningów, jak gdyby zaczynało się zgrupowanie w okresie przygotowawczym. Można było usłyszeć, że mistrzom Polski brakuje świeżości. To kwestia nieco dłuższa, nie do odmienienia w jeden trening czy tydzień, ale nie ma wątpliwości, że nowy sztab musi uważnie monitorować obciążenia graczy."

http://legia.net/news/co-szybko-moze-zmienic-nowy-sztab/73587

Teraz wszystko jasne dlaczego dzisiaj tak biegali ... przyszła świeżość.
2środa, 03, kwietnia 2019 23:52
CTP
W porównaniu do poprzednich meczów skład Legii różnił się właściwie tylko na jednej pozycji: nr "10", gdzie Vuko zrobił to, co już dawno powinien zrobić Sa Pinto, czyli zamiast bezproduktywnego Szymańskiego wstawił tam nominalną "10-tkę" czyli Hamalainena. Początek meczu w wykonaniu Fina nie był zbyt porywający ale po kwadransie w końcu się obudził i Legia zaczęła coś z przodu konstruować. A już zupełnie się odblokował po pierwszej bramce i widzieliśmy Hamę takiego, jakiego lubimy oglądać.
Oglądałem ten mecz też w kontekście ewentualnej wcześniejszej gry pod zwolnienie Sa Pinto ale, szczerze mówiąc, jakichś wielkich różnic nie zauważyłem. Na pewno lepsza gra Rochy ale on już w poprzednich meczach notował stopniowy progres. Też lepsza gra Szymańskiego, no ale dzisiaj grał na innej pozycji, gdzie miał trochę więcej miejsca, choć też jego stroną atakowaliśmy bardzo rzadko. Ataki lewą stroną pojawiły się dopiero, gdy wszedł tam Rado.
Pochwaliłbym też Antolica ale jego ocenę obniża ten rzut karny. Swoją droga, po zmianie przepisów dotyczących zagrania ręką w polu karnym zaczynamy powoli dochodzić do absurdu, gdzie nawet uderzenie z metra jest gwizdane. Tylko patrzeć, jak piłkarze będą na te ręce polować - no nie ma cudów, nie da się cały czas grać z rękami przy ciele.

W niedzielę mecz w Zabrzu a dzień wcześniej Lechia podejmuje Lecha. Żeby paradoksom stało się zadość, to my powinniśmy zainkasować 3 pkt a Lechia przegrać, dzięki czemu wskoczymy na fotel lidera. I wtedy "Team Bodek" dostanie rozwolnienia z nadmiaru przeciwstawnych emocji. Smile
3czwartek, 04, kwietnia 2019 00:02
sektor212
Mecz fajny, żywiołowy, bez taktycznych szachów oglądało się przyjemnie. Legia bez nastawienia, że musi, grała swobodnie, do przodu i o dziwo skutecznie. No może za mocno napisałem. Trzy zmarnowane setki to trochę za dużo. W końcu wojskowi ruszali się bez piłki. Najpierw był ruch zawodnika, a następnie podanie. Wcześnie graliśmy odwrotnie. Rozsądnie dzieli piłki w środku Hamalainen będąc cały czas pod grą (domagał się podań). Tylko tak dalej grajmy odważnie, a drzemiący potencjał w legionistach zacznie się budzić. Vuko dziś robiąc zmiany, był nietuzinkowy. W jednym meczu trzech zawodników desygnował do gry na lewej obronie. Roszady nie były wymuszone żadną kontuzją. Rzecz w Europejskim futbolu niespotykana.

Kolejny czwarty trener Kibu traci posadę. Jutro pewnie Mamrot poleci. Oj czuje, że do świąt pół ekstraklasy wymieni swoich trenerów. Lech również nagle ozdrowiał i pokazał, że potrafi w piłkę grać. Tylko gdzie ta wspaniała Wisła z niedzieli. Mijają trzy dni i łomocze ich ostatnia drużyna w tabeli. Buki zacierają ręce.
4czwartek, 04, kwietnia 2019 00:34
corazstarszy
Te nagłe metamorfozy są zawsze zastanawiające: za poprzednika nie potrafili tak grać i nagle, w 3 dni, sobie przypomnieli, że jednak potrafią? Czy może jednak istnieje coś takiego jak wpływ trenera na drużynę i u poprzednika wyniki osiągali mierne, bo ‘tylko wykonywali rozkazy’ i wcielali na boisku w życie jego wizję?
Marian Keleman piłkarzem meczu. Gdyby nie on, mielibyśmy najwyższy wynik w historii potyczek obu klubów.
Fanie się oglądało Legię (wreszcie), ale co dalej?
5czwartek, 04, kwietnia 2019 01:12
Senator
@Corazstarszy
Moim zdaniem laika i ignoranta piłka nożna to prosty sport. Sa Pinto też moim zdaniem nie będzie dobrym trenerem do czasu kiedy nie zrozumie, że nie wolno zabijać kreatywności piłkarzy. Jasne, ktoś powie a kto im bronił ? Bronił im trener który za realizację jego wizji gry nagradzał, a za wspomnianą kreatywność ganił.
Ja myślałem o tytule tego streszczenia meczu "Wiosna" ale dany przez sir Gawina właściwie podobny. Cały pic co było widać to zdjęcie z zawodników zadań których nie do końca rozumieli i które zabijały ich radość gry.
Przypomnij nam kiedy to strzeliliśmy za Sa Pinto 3 bramki? Pewnie by się denerwowal że aż tyle bo przecież wg jego filozofii gry 1:0 To bardziej piłkarski i przyzwoity wynik.
CO do karnych tego dzisiejszego i z Wisłą, wiem podobno zgodnie z przepisem, ja jednak celowości zagrania w obu przypadkach nie widzialem, a dla mnie to zawsze będzie głównym podstawowym argumentem za . Myślę że rację ma CTP, zacznie się polowanie i celowe trafienie w ręce, a to z metra czy pół wcale trudne nie jest.
6czwartek, 04, kwietnia 2019 05:20
kibic60
Wszystko ładnie, pięknie, ale zapomnieli panowie o jednej ważnej tezie, którą tu od dawna forsuje kilku komentatorów. Legia wreszcie ma trenera doświadczonego i z wynikami, co było widać, słychać i czuć Very Happy 3:0 to najmniejszy wymiar kary, bo sam Carlitos tylko w 2 połowie mógł ustrzelić hattricka. Oczy wreszcie nie krwawią. Oby tak dalej.
7czwartek, 04, kwietnia 2019 07:11
sektor212
kibic50

Kiedy zaprzestaniesz udzielać lekcji obrony w kole naszym Legionistom? Smile Te zasłony własnej bramki zaczerpnięte żywcem z piłki ręcznej staja się naszą zmorą. Nasi zawodnicy tak skutecznie machają tymi witkami, że sędziowie bez większego problemu wskazują wapno dla rywala.
O trenera doświadczonego się nie martw. Prezes od wtorku kombinuje jak od czerwca zatrudnić kolejnego szkoleniowca/uzdrowiciela, który wprowadzi naszą organizację gry na wyższy level.



Senator

Ręka zawsze będzie kwestią sporną. Czy Rocha i Antolić nie powiększyli obrysu ciała, machając ramionami? W obu przypadkach odgwizdane rączki były ewidentne. Oczywiście ręka Antolića była skutkiem naturalnego ułożenia ciała w momencie wykonywanego ruchu. Jednak zablokowała strzał idący w światło bramki. Ja bym specjalnie tematu rąk nie kruszył. Przepisów nie zmienimy. Tych celowych opisanych przez ciebie zagrań na rekę będzie nie wiele.
8czwartek, 04, kwietnia 2019 07:45
kibic60
sektor

"Te zasłony własnej bramki zaczerpnięte żywcem z piłki ręcznej staja się naszą zmorą"

To jest właśnie futbol "totalny" Wszyscy atakujemy, wszyscy bronimy.
Obcokrajowcy nie znając polskiego mogli zrozumieć "Wszystkim atakujemy, wszystkim bronimy" Wink
9czwartek, 04, kwietnia 2019 07:47
dalkub
najwierniejszy i jedyny jak zwykle trafnie o trenerze - w sumie można dojść do wniosku że po co w ogóle jakiś trener, może uda się bez i będzie taniej i super się wyciąga wnioski po jednym meczu. Rok temu był tu taki jeden o Klafurić się nazywał i mu się udało w 6 meczach a potem............. i tu, no tak........... miało być coś o głupocie która umie latać albo o ilości pewnych osobników w internecie których łatwo dzięki temu da się policzyć.
10czwartek, 04, kwietnia 2019 07:49
kibic60
dalkub

Boli wynik Legii ? Ma boleć Very Happy
Dalej siedź w domu i krzycz "NIE DLA NIEUDACZNIKÓW NISZCZĄCYCH KLUB - ODE MNIE ZERO ZŁOTYCH DLA DZIADOSTWA" !
Wszystkim wyjdzie na dobre Very Happy
11czwartek, 04, kwietnia 2019 08:57
Moros
No fajnie to wyglądało, choć nie powiem abym nawet przy 2-0 oglądał ten mecz na wielkim luzie. Akcja meczu to moim zdaniem obrona karnego przez Cierzniaka. Gdyby Jagiellonia strzeliła na 2-1 to różnie to mogło by być, bo nie można powiedzieć abyśmy w tym meczu mieli wyjątkowo szczelne zasieki obronne. Na szczęście zaraz się zrobił 3-0 i to zabiło mecz.

Czy taka postawa jak wczoraj może budzić podejrzenia, iż piłkarze zwolnili sobie kolejnego trenera? Są takie teorie. Ja przyznam szczerze w czasie meczu o tym wcale nie myślałem. Cały czas chce żyć w przeświadczeniu (przynajmniej do końca sezonu), że Vukovic przyszedł "otworzył okno" i piłkarze jak za Magiery jesienią 2016, zaczęli grać na miarę swoich możliwości. Jednak dobrze wiemy, że taki stan nie trwał wiecznie i w końcu "otworzenie okna" działać przestało, a Magic odszedł w niesławie. Taki sam mechanizm był z Klafuriciem. Nagle zaczęli grać jak należy i potem znowu kwas. Także zwolenników teorii, że tak to nazwę, spiskowych po części rozumiem.

Czy tak jak było wczoraj będzie już standardem? Jestem przekonany ze nie. Jagiellonia to też zespół w kryzysie. Więc tego zwycięstwa nie ma co przeceniać. Mecz w Zabrzu to będzie kolejna po Krakowie wojna na wyniszczenie. Kości będą trzeszczały i przewiduję tam naprawdę ciężką przeprawę. Jednak jak z niej wyjdziemy z tarczą, to uznam że coś drgnęło.
12czwartek, 04, kwietnia 2019 09:42
sektor212
Mors

Ciężniaka i obroniony w dobry stylu karny pełna zgoda.

Co do trenerów "Nagle zaczęli grać jak należy i potem znowu kwas" Ja mam taka teorie, że idzie dobrze, zawodnicy grają na miarę swoich możliwości i nagle przychodzi przerwa i czas obozów. I w tym momencie trenerzy zupełnie nie potrzebnie zaczynają mieszać w ustawieniach, zmieniać schematy gry, itd. Dlaczego nie doskonalą większego automatyzmu gry, jaką osiągnęli? Po jaką cholerę nagle chcą udowodnić wszystkim na siłę, że zespół będzie grał jeszcze lepiej, nie mając do tego odpowiednich przesłanek i instrumentów. Czy nagle dany zawodnik przeskoczy własny poziom wyszkolenia i zacznie grać schemat, które trener sobie wymarzył w przerwie pomiędzy rozgrywkami? Moim zdanie zawodzi brak rzetelnej oceny elementu taktycznego. Próbują za szybko stać się lepszym szkoleniowcem (wypłynąć na szersze wody), zamiast skupić się na szlifowaniu detali działającego systemu. Pamiętajmy, że każdy wynalazca, innowator najpierw paręnaście razy się wyłoży za nim udowodni, że jego wynalazek jednak działa. W Legii nie ma czasu na tak długie eksperymentowanie, o czym szkoleniowcy zapominają.
13czwartek, 04, kwietnia 2019 09:48
dalkub
a jednak powiedzenie o darmowym internecie i określeniu ilości ludzi pewnych możliwości intelektualnych niestety działa. No wiec najważniejszy nasz kibic już się raduje geniuszem prezesa który zatrudnił trenera a ten w dzień odmienił wszystko. A przecież ten sam prezes mógł tego trenera zatrudnić w sierpniu, przecież był dostępny, a jednak jakoś przywieziono portugalskie guru wraz ze sztabem i płacono im nie mało a teraz dostaną odprawę - no brawo kolejny sukces jak to prezes rozwiązał problem który sam stworzył, a najwspanialszy się już raduje - jak to mało co niektórym do szczęścia potrzeba.
14czwartek, 04, kwietnia 2019 12:29
Senator
@Sektor212
Coś w tym jest.
Klafurić poległ min dlatego że zaczął forsować grę z piątką obrońców.
@Dalkub
Przypomnę, że w tamtym czasie gro fachowców związanych z piłką nożną zatrudnienie Sa Pinto aprobowało, ba pisali mówili że to właściwy trener do zrobienia porządku w drużynie.
15czwartek, 04, kwietnia 2019 18:52
kibic60
Uwielbiam ten bełkot, który ma zdyskredytować adwersarza Very Happy
Wkładania w usta słów niewypowiedzianych, żeby tylko dokopać Very Happy

Pamiętam "dyskusje" ze świrkiem i jego powtarzane do zrzygania "trener tysiąclecia" Very Happy
Teraz mamy kolejnego farmazona i jego złote myśli Very Happy
"geniuszem prezesa"
" portugalskie guru"
"najwierniejszy i jedyny"
" najwspanialszy się już raduje"

Próbuj dalej. Nieźle ci to wychodzi siedząc w kapciach przed tv Very Happy
16czwartek, 04, kwietnia 2019 20:24
Zbyszek
O tym,że Jagiellonia jest pieszczochem mediów.
Czytam sporo o piłce nożnej i właściwie w ciągu kilku ostatnich lat nie znalazłem żadnego artykułu negatywnie opisującego Jagiellonię lub to co się w niej dzieje.Ba, bez echa przeszły takie chamskie zachowania jak przeszkadzanie piłkarzom Legii w śnie w jednym z podlaskich moteli,celowe przerywanie meczu w walce o tytuł, namawianie bramkarza do symulacji czy poniżanie i niewpuszczanie na ich stadion kibiców Legii.Mamy natomiast do czynienia z istnym festiwalem pochwał.Kiedy Mamrot zmienił Probierza pisano,że drugi zmienił Jagę z drewnianej w murowaną,a pierwszy będzie kontynuował dzieło.Gdy Jaga zdobyła II miejsce pisano,że jest pierwszą przegraną. Gdyby sędziowie nie mylili się na jej niekorzyść i popełnili o jeden błąd mniej, gdyby jeden strzał więcej trafił do siatki, gdyby wszyscy zawodnicy byli zdrowi i w pełni formy to zdystansowałaby znienawidzoną Legię.Przed obecnym sezonem pisano już bez ogródek,że Jaga jest faworytem do Tytułu.Zdaniem autorów to dzięki Jadze finisze rozgrywek były emocjonujące.Przypominano jak to rok temu wygrała bezapelacyjnie w stolicy 2:0. Podkreślano,że potrafi ona grać kilkoma systemami i jest bardzo trudna do pokonania.W ostatniej przerwie zimowej wszystkie kluby , poza Jagą , powstrzymywały się od podkradania zawodników kryzysowej Wiśle.Lecz kiedy Jaga to uczyniła napisano:" Prezes Kulesza , od dawna uchodzący za wytrawnego gracza na rynku transferowym , podtrzymał opinie o swojej skuteczności i trio opuszczające Kraków w nawigacji GPS jako cel podróży wystukało Białystok".Stwierdzono nawet,że prezes przestał być Duchem Puszczy ( nazwa bimbru) , a stał się Jagermeistrem". Z kolei Mamrot , który potwierdził,że chce Tytułu zyskał miano mężczyzny z krwi i kości.Z całą pewnością Duch Puszczy, podobnie jak tradycyjna gościnność podlasian ma w takich peanach swój udział. Ale nie tylko one.Jaga jest klubem stabilnym finansowo , corocznie zwiększającym swój budżet, który obecnie przekracza 30 mln zł. Prezes nie daje się szantażować piłkarzom i ich menedżerom, starannie dobiera trenerów i zawodników. To czy Jagiellonia się wzmacnia czy osłabia zależy od zamysłu prezesa i trenera oraz od wyników,a nie od ocen pismactwa.Np. dwa lata temu do klubu przybył tylko Wójcicki,a odeszli tacy gracze jak Czernych, Chomczenowski czy Tomasik,a Jaga grała lepiej nie gorzej. Od tamtego czasu z I składu ubyli : Vassiljew, Bezjak, Burliga, Frankowski, Machaj, Sheridan i Świderski. Zaś przybyli : Guilherme, Pospiszil,Sandomierski, Imaz, Kadlec, Kosztal i Arsenicz. Mimo tych zmian drużyna Jagiellonii przechodzi coś na kształt zmęczenia materiału. Drużyna osiąga wyniki gorsze od oczekiwanych.Kierownictwo klubu zachowuje spokój i nie pokazuje,że robi w pory.Może wierzą,że to chwilowy kryzysik, który lada moment zostanie opanowany.Albo też popadli w syndrom wszechmocy i wydaje im się,że pozjadali wszystkie rozumy, a więc,że nie mogą się mylić np. co do trenera. W takim stanie nie są w stanie przyznać się do błędu. I za to też pismactwo ich pochwali.Smile.

O tym,że kozioł ofiarny jest zawsze przydatny.
Antropolodzy uważają,że mechanizm polegający na tym,że jakaś grupa społeczna w momencie kryzysu czy zagrożenia , by powrócić do utraconej równowagi, obiera sobie ofiarę , jest tak stary jak ludzkość.Ludzie w momencie niepowodzeń odrzucają swoją winę za nie i bardzo chętnie obarczają nią kogoś innego.Najlepiej na taką ofiarę nadają się ci co mają np. obce pochodzenie, etniczne, rasowe,religijne itp., są odmienni fizycznie jak też ci, którzy zajmowali wysoką pozycję w hierarchii. Mimo,że ten syndrom ma podłoże psychologiczne to jest obiektywny w tym sensie,iż równowaga i bezpieczeństwo są podstawowym spoiwem grupy społecznej.Jednocześnie to zjawisko świadczy nie tylko o samym kryzysie czy zagrożeniu,ale o ich głębokości oraz bezradności przejawiającej się ,że nie widzi się innego rozwiązania narastających problemów.To co spotkało Sa Pinto nie jest więc czymś unikalnym,ale wręcz naturalnym.Przez chwilę zastanówmy się jak do konieczności zastosowania tego mechanizmu doszło. Podstawową przyczyną jest brak profesjonalizmu kierownictwa klubu zatrudniającego w Legii przypadkowych, pochodzących wręcz z jakiejś łapanki trenerów i sprowadzanych przez nich zawodników. Ograniczając się tylko do Pa, Pinto to ja , mały żuczek, dzięki koledze z Francji znałem jego wizerunek nakreślony przez belgijską prasę i był on zwyczajnie negatywny.Nie chodzi tu o inwektywy jakich używała np. Iza Koprowniak. Każdy kto czytał jej sentymentalne brednie wyrobiłby sobie o Sa Pinto pozytywną opinię.No, bo usunięcie bramkarza mającego 40 lat i zerową skuteczność było obowiązkiem trenera,wyrzucenie zawodnika , który bez zgody trenera opuszcza na 3 dni kraj jest normą,a nie wybzdyczeniem, podobnie zesłanie do rezerw zawodnika, który odmawia treningu z pełnym obciążeniem czy graczy nieprzestrzegających sportowego trybu życia. Natomiast dziennikarze belgijscy wypunktowali Sa Pinto merytorycznie. Zarzucili mu faworyzowani sprowadzanych graczy portugalskich kosztem innych nacji,absurdalną konfliktowość i robienie sobie wrogów ze wszystkich dookoła,ograniczenie arsenału środków taktycznych do kurczowej obrony i niestabilność emocjonalną.Podejrzewać należy, że prezes tej wiedzy nie posiadał, bo gdyby ją miał to albo by Sa Pinto nie zatrudnił, albo uprzedził ,że takiej postawy w Legii tolerować nie będzie. Równocześnie pozwalano trenerowi na sprowadzanie zawodników, głównie portugalskich, którzy z reguły nawet w marnych klubach nie grali.Owszem tak czynią np. w Miedzi,ale czy to ma być wzór dla Legii ?.Ja w ogóle nie rozumiem tej metody i jej nie popieram.Jak Legia ma odnosić sukcesy w Polsce i w Europie skoro opiera swój skład w dużej części na piłkarzach z gorszych niż Legia klubów.Oczywiście raz na milion zdarzy się taki VOO. Tylko,że z wyjątków nie należy czynić reguły.Natomiast kiedy ściąga się zawodników , którzy potrzebują odbudowy to do niej potrzebny jest warsztatowiec, który spraktykował jak to się robi i pracował w jednym klubie co najmniej 2-3 lata. Sa Pinto do takich nie należał i nie miał w sztabie trenera od przygotowywania indywidualnego.Jedynym który ten mechanizm w ostatnich latach stosował był Henning Berg.Dlatego też przez 7 miesięcy pracy Sa Pinto żaden z naszych piłkarzy znaczących postępów nie zanotował, a wielu jak by cofnęło się w rozwoju.Nie chcę przypominać prezesowi i dyrektorowi sportowemu ich pochlebnych wypowiedzi o Sa Pinto , bo każdy może się mylić.Legia jednak nie może być klubem w którym zawodu uczyć się będą nieprzygotowani trenerzy, nie może być poligonem doświadczalnym sprawdzającym czy zawodnik z trybun słabego klubu pokaże lwi pazur w Legii.Póki się tego nie pojmie i nie zastosuje będziemy skazani na różnego rodzaju nieudaczników, którzy traktowani będą na końcu jak kozły ofiarne.Dobrze,że ich się tylko wyrzuca,a nie pali na stosie Smile.
Nie może również być tak,że pisamki uzurpują sobie prawo do ustalania składu , określają kto jest dobry,a kto niesmaczny. kto się nadaje i do czego a kto do niczego. Mają prawo pisać co chcą,ale kierowanie się ich wymocinami to droga wiodąca wprost na manowce.A w drużynie musi być większa dyscyplina i wymagalność, większa świadomość odpowiedzialności za wynik, ustalona hierarchia, stale dokonywana selekcja pozytywna i oczywiste skrócenie smyczy.Bowiem w Legii gracze-partacze mieli i mają stanowczo za dużo do powiedzenia ,a za mało oferują drużynie i klubowi.Wreszcie Legia musi odzyskać autorytet na zewnątrz i sterowność wewnątrz. I to natychmiast.

O tym,że Jaga gra od lat to samo i tak samo.
Oczywiście okazała wygrana naszego zespołu cieszy,ale jak by nie patrzeć to przeciwnik wybitnie się nam przysłużył.Sposób gry Jagiellonii zapoczątkowany przez Probierza z niewielkimi modyfikacjami praktykowany jest do dziś. Opiera się on o system 4-2-3-1 z kluczowymi rolami defensywnych pomocników i skrzydłowych. Jagiellonia broni wysunięta strefą . Po stracie piłki nie odbudowuje ustawienia lecz cofając pod naporem przeciwnika przeszkadza i opóźnia jego akcje.Defensywni pomocnicy grają wąsko, wchodząc w końcowej fazie obrony w jej środek. W ofensywie główne role grają skrzydłowi wspomagani do linii pola karnego rywala przez szeroko grających defensywnych pomocników,a następnie przez ofensywnego pomocnika. Ten system jeszcze rok temu sprawdzał się co najmniej dobrze,ale zdołano znaleźć na niego antidotum. W zasadzie wystarcza zerwanie komunikacji pomiędzy skrzydłowymi a bocznymi obrońcami oraz asekurującymi ich defensywnymi pomocnikami. Wczoraj ten piach w tryby machiny rywali sypali najlepiej Kucharczyk , Antolicz i Vesovicz. Jednocześnie trener Mamrot niezależnie od materiału ludzkiego jakim dysponuje forsuje ten sam schemat gry, który niegdyś się sprawdził.Tylko,że wówczas na skrzydłach grali Frankowski i Novikovas. Liczenie,że udanie zastąpią ich Wójcicki i Imaz graniczy z obłędem. " Z piasku bicza się nie ukręci". Na szczęście dla nas.

O tym,że trzeba jakoś wyglądać.
Przed meczem rozmawiałem z kilkoma kibicami zastanawiąjąc się czy Vukovicz wystąpi w stroju dorosłego faceta czy znowu uraczy nas zmiętym podkoszulkiem i opadającym dresikiem. Tak jak się "prezentował" zastępując Magierę i Klafuricza. Powiada się,że nie suknia zdobi człowieka. I pewno w relacjach z osobami, które znamy , z którymi rozmawiamy , które cenimy na ich ubiór mało zwracamy uwagi. Zgoła inaczej jest gdy człowieka nie znamy i możemy ocenić go tylko po wyglądzie i zewnętrznym zachowaniu .Wówczas zastosowanie ma inne powiedzenie :" Jak cię widzą tak cię piszą" Ma to oczywisty związek z teorią ról społecznych. Głosi ona,że np. uczeń ma niejako zakodowane co jest od niego wymagane,ale równocześnie on wie jakie ma oczekiwania od nauczyciela. Identycznie nauczyciel wie niejako naturalnie co ma robić, jak się zachowywać , czego wymagać od ucznia,ale też musi wiedzieć czego od niego uczniowie oczekują.Piłkarze w licznych wypowiedziach, ankietach nie życzyli sobie,a by ich trener wyglądał jak łajza , jak również nie aprobowali furiackich zachowań trenera podczas meczu. Kiedy wczoraj zobaczyłem 40-letniego młodzieńca ubranego z wyszukaną elegancją i pod krawatem, zachowującego spokój, stonowanego ,wręcz lekko zblazowanego rzekłem do siebie "Musi być dobrze" .

O tym,że warto postawić na sprawdzone rozwiązania.
Podczas rodaków rozmów o Legii często trafia się taki wątek,że oto Carlitos nie strzela tylu bramek co w Wiśle oraz jak ta Legia jest słabsza od Wisły. I taka jest narracja wielu kibiców. Ja na to odpowiadam,że owszem Carlitos był w Wiśle królem strzelców tylko pytam na którym miejscu była Wisłą w tabeli ?. Czy więc wolimy Carlitosa Kinga ,a Legię na 6 miejscu w tabeli czy Legię jako Kinga,a Carlitosa niżej na liście strzeleckiej? To takie są wybory,a nie dziecinne kaprysy,że chciałoby się gwiazdkę z nieba. Podobnie po ostatnim meczu my nadal jesteśmy na 2 miejscu w tabeli,a Wisłą dopiero aspiruje do miejsca 8. Przegraliśmy mecz ,ale jak by nie patrzeć jesteśmy od nich lepsi. Chyba,że ktoś oślepł ze szczętem i tabeli za cholerę nie widzi. Nie możemy na wszystko patrzeć pod kątem ostatniego wyniku meczu i reagować od euforii do depresji.Doktory psychiatrii nazwali takie odchylenie afektywną chorobą dwubiegunowości. Nie wolno dopuścić,aby ona nas dopadła.Przede wszystkim zawodnicy muszą zachowywać spokój i opanowanie. Taki sposób reakcji w trudnych momentach świetnie sprawdza w się np. w siatkówce. Siatkarze grają wówczas mało ryzykownie, przede wszystkim to co najlepiej umieją, to co najlepiej mają opanowane.Szaleni ryzykanci rzadko osiągają sukcesy. W piłce poważni trenerzy rzadko stawiają na tych zawodników, którzy są w stanie zagrać raz na światowym poziomie,a potem męczą bułę. Preferują tych, którzy trzymają równy wysoki poziom i dysponują duża odpornością psychiczną.
Wczoraj Vukovicz wprowadzając do gry Hamalainena, Kucharczyka i Remyego postawił na doświadczenie, stabilizację i dojrzałość.I patrzcie Państwo wyszło mu.Smile.

O tym,że było dobrze,ale nie bardzo dobrze.
Mam osobistą satysfakcję,że pisząc po meczu z Wisłą,że robienie z Szymańskiego lidera jest robieniem jemu i drużynie krzywdy , natomiast danie mu wolnej nogi w grze pozwoli mu na pokazanie pełni umiejętności. Pewno Vukovicz nie czytał,ale widział to samo co ja i wyciągnął takie same wnioski. Wczoraj Szymański dopóki miał pełnię sił grał wyśmienicie. Zdjęcie z niego presji podziałało na niego ożywczo.Cieszy,że z danej mu szansy na wykazanie się skorzystał. Drugim bohaterem meczu był dla mnie Cierzniak, nie tylko z racji obrony karnego,ale przede wszystkim z postawy.Od początku meczu wręcz biła od niego pozytywna energia, pewność siebie , optymizm i mobilizacja. W szatni jest tym któremu obce jest malkontenctwo, niezadowolenie i negatywne emocje. Dobrze ,że zaczął swoje podejście do obowiązków prezentować i na boisku.Wreszcie odkurzony Hamalainen . Nie gra on efektownie,ale jest zawsze tam gdzie jest najbardziej potrzebny. To taki trybik w maszynie, który powoduje,że ona pracuje i się nie psuje. Oczywiście gołym okiem widoczne były i poważne mankamenty.Za dużo w naszej grze było żywiołowości ,a za mało rozwagi i pilnowania założeń taktycznych.Zbyt często nasi piłkarze gubili strefę , zdarzało się,że było ich 3 w jednym miejscu boiska i sami między sobą walczyli o piłkę lub o miejsce do gry.Podobnie w obronie niekiedy zapominali ,że bronić należy nie tylko w strefie,ale i strefy. Stąd dawanie rywalom możliwości na realne zagrażanie naszej bramce.
Równocześnie wypada podzielić się taką oto refleksją. Można zaryzykować twierdzenie,że poprzedni trener nakładał na zawodników za dużo szczegółowych obowiązków , a za mało zostawiał im swobody. Byli oni jako te konie nadmiernie obciążone, marzące tylko,aby ten wysiłek się wreszcie skończył, nie mający żadnej radości z jego wypełniania. Wczoraj chyba Vukovicz obdarzył zawodników zaufaniem, pozwolił im na granie tego co umieją najlepiej czyli zezwolił na popełnianie błędów. Bo nic tak nie pęta nóg zawodnikom jak oczekiwanie od nich bezbłędnej gry.
Zacząłem od Ducha Puszczy i duchem zakończę. Chyba tworzy się Duch Legii.
17czwartek, 04, kwietnia 2019 21:21
Krzysztof Jastrzębski
Byłem bardzo optymistyczny, kiedy zatrudniono RSP. Optymizm rósł w miarę rundy jesiennej i relacji ze zgrupowań. Natomiast w miarę trwania rundy wiosennej, wszelki "duch zgasł" po porażce z Rakowem. @Zbyszek chyba najlepsze podsumowanie pracy RSP jakie przeczytałem. Natomiast odnośnie Ducha Legii, jestem dość sceptyczny, choć chciałbym się mylić. I to bardzo. Uważam, że historia zatoczy koło, Vuko i Nasi może i zdobędą Mistrzostwo. Nadal. Jednak nazwę ten sukces "otwarciem okien i wpuszczeniem świeżego powietrza do szatni". Wg. mojej skromnej opinni, nasz Vuko do tego nadaje się optymalnie. Natomiast co się stanie jeśli wystartują w takim składzie w eliminacjach pucharowych, tu już takim optymistą nie jestem. Mimo odpowiedniego kod dressu Aco na ostatnim meczu.
18czwartek, 04, kwietnia 2019 21:56
kibic60
@ Krzysztof Jastrzębski

"Byłem bardzo optymistyczny, kiedy zatrudniono RSP"

Nie Ty jeden,
Dziś oczywiście wszyscy mądrzy i nikt by tego tyrana nie zatrudnił, ale...
Wystarczy poczytać jak było wtedy Smile

"Gość dostaje w miarę solidna kadrę, spokojnie na grę w LE i mistrzostwo Ekstraklasy. Jeśli on tego nie ogarnie to chyba nikt sobie nie poradzi"

"Ciesze się ze mamy trenera i mam nadzieje że skończy się klika serbska i dawaj dawaj a zacznie się prawdziwa walka o skład ludzi co mają najwięcej siły".

"Trzeba trzymac kciuki za nasz nowy sztab szkoleniowy i miec nadzieje ze odpowiednio weźmie w obroty nasze gwiazdeczki"

"Nie, ten pan nie będzie zwolniony za kilka miesięcy niezależnie od wyników. Co więcej, moim zdaniem zostanie w Legii na kolejny sezon"

Wisienka na torcie Very Happy

"Jeśli nowy trener nie wyrzuci Jędzy, Rado i Kuchego to nic z tego nie będzie. Zapomniałem o Vuko. Jego też nie powinno być w Legii"
19czwartek, 04, kwietnia 2019 22:36
Krzysztof Jastrzębski
@kibic50 ależ oczywiście jesteśmy wszyscy mądrzejsi po szkodzie. Ja nie oczekuję od siebie że będę mądrzejszy niż Mioduski w tym temacie, gdyż mnie nie ma w środku i zapewne pomyslunku mojego brak. Jedno co rzuca się w oczy, to że wracamy do punktu wyjścia, czyli w ekonomi cofamy się, tak, po prawdzie. Bo przecież to jest biznes. Dla mnie zastanawiające są teksty Zbyszka o merytorycznym podsumowaniu RSP w Belgii. To daje do myślenia. Vuko! Daj radę!

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1