A+ A A-

Lech - Legia 1-0: Na własne życzenie

Legia szybko straciła pozycję lidera Ekstraklasy. Lechia zainkasowała komplet punktów w Szczecinie, a apatycznie grająca Legia uległa w Poznaniu Lechowi. Oznacza to, że przed sobotnim meczem w Gdańsku to Lechia jest w lepszej sytuacji.

 

Trener Vuković dokonał kilku zmian w składzie naszej drużyny. W Poznaniu na boisko wybiegła następująca jedenastka: Cierzniak – Vešović, Rémy, Astiz, Hloušek – Cafú, Antolić - Kucharczyk, Medeiros, Nagy  – Carlitos. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Burić - Gumny, Rogne, Janicki, Kostewycz – Makuszewski, Gajos, Amaral, Tiba, Jóźwiak – Żamaletdinow.

Od pierwszych minut mecz stał na niskim poziomie. Gra toczyła się w wolnym tempie, mnożyły się błędy z obu stron. W 19. minucie Legia miała świetną okazję, niestety Nagy nie trafił do bramki po bardzo dobrym podaniu od Kucharczyka. W 30. minucie Gajos mocno uderzył z dystansu. Cierzniak złapał ten strzał. W 40. minucie Carlitos otrzymał podanie od Antolicia, ale uderzył niecelnie. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry kolejną okazję miał Carlitos. Tym razem Burić odbił piłkę na rzut rożny. Minutę później Cafú wbiegł w pole karne gospodarzy, próbował zgrać piłkę do środka, lecz ta została wybita.

Do przerwy było 0:0. Trudno było powiedzieć coś pozytywnego o grze obu drużyn.

Na drugą połowę nie wyszedł Medeiros. W miejsce Portugalczyka pojawił się Szymański. Legia zaczęła tę część gry z większym animuszem. W trzeciej minucie po przerwie piłka spadła Kucharczykowi na nogę w polu karnym Lecha, niestety zaskoczony Kucharczyk nie zdołał trafić do bramki. Po kilku bardziej intensywnych minutach sytuacja wróciła do normy sprzed przerwy. Z boiska wiało nudą, a chaotycznie grająca Legia nie była w stanie uzyskać przewagi nad Lechem. W 58. minucie groźnie zaatakowali gospodarze. Cierzniak odbił strzał  Żamaletdinowa. W 66. minucie Kulenović zastąpił Kucharczyka. W 81. minucie legioniści przegrali walkę o piłkę pod swoim polem karnym. Futbolówkę wyłuskał zmiennik Marchliński, minął niezdecydowanie interweniującego Rémy’ego, uderzył zza pola karnego i było 1:0 dla Lecha. Trener Vuković wprowadził Radovicia, a legioniści usiłowali odrobić straty, ale ani Kulenović, ani Szymański nie byli w stanie pokonać Buricia. Na domiar złego w samej końcówce meczu z udziału w meczu z Gdańsku wyeliminowali się Vešović i Cafú, którzy otrzymali po żółtej kartce.

Z przebiegu gry bardziej zasłużony byłby remis, ale legioniści pretensje mogą mieć jedynie do samych siebie. Permanentnie zawodzący w tym sezonie Lech uśpił Legię, rozkojarzenie i brak dokładności dopadały naszych zawodników w sytuacjach strzeleckich w polu karnym Lecha, przy beznadziejnie wykonywanych stałych fragmentach gry, by wreszcie doprowadzić do utraty gola i porażki. Dwa razy tej wiosny graliśmy w Poznaniu i dwa razy zagraliśmy bardzo słabe mecze, nieoczekiwanie stając się wygodnym rywalem dla miotającego się w kryzysie Lecha. Teraz w Gdańsku musimy grać o zwycięstwo, pamiętając, że ewentualna porażka ogromnie zredukuje nasze szanse na mistrzostwo Polski.

Dyskusja (31)
1środa, 24, kwietnia 2019 23:08
corazstarszy
Gawin dobrze napisał.
Słabości Legii z odejściem Sa Pinto nie ubyły. Zwycięstwo z Cracovią okupiliśmy wielkim wysiłkiem. Smutne, jak za darmo cały tamten trud Legia zaprzepaściła. Nie uczyniliśmy nic, by wygrać. Słaby Cafu. Psychika to ewidentnie nie jego atut. Po golu było kilkanaście minut. Mało im w tym okresie zagroziliśmy. Słabe nasze rzuty rożne, brak finalizowania akcji strzałem. Trudno mi dziś uwierzyć w wygraną w Gdańsku. Za bezpłciowe to. Najbardziej wyśmiewany klub ligi tej wiosny gładko ograł Legię raz i drugi. To gdzie my jesteśmy i na ile zasługujemy w tym sezonie?
2czwartek, 25, kwietnia 2019 00:41
Senator
I tak od lat. Zawsze . A te sytuacje zmarnowane przez naszych piłkarzy to nie niefart tylko zwykły brak techniki . Dobranoc.
Acha Najbardziej wyśmiewany klub ligi tej wiosny gładko ograł Legię raz i drugi to dopiero boli, a jak się gra o mistrza pokazała w Szczecinie Lechia, teraz już naprawdę dobranoc.
3czwartek, 25, kwietnia 2019 06:59
dalkub
corazstarszy
serio? słabości nie ubyły? a przecież już było tak pięknie.
4czwartek, 25, kwietnia 2019 07:29
corazstarszy
dalkub
Wiedziałem, że będziesz miał 5 minut radości po porażce Legii, gdy wyjdzie na Twoje. Zgłosiłeś się już? Pewnie, że było pięknie - z Cracovią zagrali taki pełnowartościowy mecz, jakiego dawno nie zagrali. Ale, jak to w życiu, zmienia się. Po tym słabym meczu środowym, też się zmieni w drugą stronę (nie twierdzę, że już w najbliższym meczu). Tylko już pewnie będzie za późno. I spełni się Twoja diagnoza - MP jest guzik warte, nie sztuka je zdobyć, gdy ma się najwyższy budżet w lidze, itd. Będziesz triumfował. Szkoda, że nie dla Legii te Twoje triumfy. Gdybyś się zgłosił - byłyby Twoje triumfy i Legii triumfy. A tak wygrywasz w internecie.
5czwartek, 25, kwietnia 2019 07:44
Moros
Racja Senatorze, nie może być łatwo i przyjemnie. Kiedy pół piłkarskiej Polski już nas wsadziło na tron i ubolewało, że to znowu Legia, to my wyciągamy pomocną dłoń do rywali i żeby było ciekawiej, przegrywamy ze słabym zespołem.

Zaliczyliśmy kolejny beznadziejny mecz wyjazdowy tej rundy, a w sobotę znowu wyjazd. Po tym co wczoraj zobaczyłem, to trudno być optymistą.
6czwartek, 25, kwietnia 2019 08:25
W(L)KP
Marchwiński, tyle dziś wystarczy na Legię i to jest wyznacznik jakości Legii przed meczem z Lechią.
7czwartek, 25, kwietnia 2019 08:49
iocosus
„Słabości nie ubyły” – dwa razy przegraliśmy z Lechem tylko że za RSP akcji wykreowaliśmy tyle co kot napłakał, a teraz jednak kilka ich było grając nieprzekonująco i w wymuszonym rotacyjnym składzie.
„pół piłkarskiej Polski już nas wsadziło na tron i ubolewało, że to znowu Legia” – jeżeli takie przekonanie w Warszawie by się rozpanoszyło, to nawet gdyby wczoraj sędzia gwizdnął faul Marchwińskiego i jeszcze w końcówce coś byśmy kolejorzowi wsadzili to i tak z Lechią lub z Piastem zostalibyśmy brutalnie sprowadzeni na ziemię, zatem może to i lepiej, że zimny kubeł wody spadł na nas przed tymi meczami.
8czwartek, 25, kwietnia 2019 09:59
Moros
Powiem Ci szczerze iocosusie, że ja w żadne "kubły zimnej wody" nie wierzę. My w sobotę będziemy grać dalej mniej więcej to samo. Pytanie czy to wystarczy, tak jak wystarczyło chociażby w Zabrzu, gdzie rzutem na taśmę odwróciliśmy losy meczu. Nasze wyjazdy w tej rundzie to są z zasady słabe mecze. Czasami się uda uciec spod topora jak w Gdyni, wspomnianym Zabrzu czy nawet Płocku, ale ogólnie nie zachwycamy i to jest niestety stały trend. Dzisiaj jeszcze mnie trzyma ten wczorajszy występ, ale jutro, pojutrze człowiek znowu zacznie żyć nadziejąm że może uda się doczłapać do tego kolejnego tytułu. Nie będę się jednak łudzić, że ta wczorajsza porażka może dać jakiś pozytywny impuls (ten przysłowiowy kubeł zimnej wody). Jak zdobędziemy ten tytuł, to znowu słabością rywali, bo po wczorajszym meczu widać, że za mocni to my nie jesteśmy.
9czwartek, 25, kwietnia 2019 10:20
sektor212
Wczoraj obejrzałem dwie porażki Wojskowych. Wpierw o 17:00 siatkarska Legia przegrała z Politechnika Lublin 1:3 i właściwie zaprzepaściła szanse na awans do 1 ligi. Cały mecz dzielnie legioniści walczyli z wyżej notowanym rywalem, lecz w końcówce 4 seta zawiodła głowa. Rywale nie dotykając piłki, otrzymali w prezencie 4 punkty (3 zepsute zagrywki i atak w aut) i było po meczu, mimo że prowadziliśmy 22:21 to set, zakończył się porażką 23:25.

Później o 20:30 piłkarska Legia zrobiła to samo. Nie wykorzystane sytuacje się mszczą i tak w Poznaniu Lech będący słabszą drużyną wygrał mecz i zainkasował 3 punkty. Straciliśmy fotel lidera i kolejnych zawodników, którzy w końcówce głupio postanowili się wykartkować i w Gdańsku odpocząć na trybunach.
Po meczu każdy jest mądry i zaczyna się pojazd po Vuko za zmiany w wyjściowej jedenastce i w czasie meczu. Serb to trener na początku swojej drogi trenerskiej, więc takich gaf jeszcze kilkanaście popełni. Zwolennikom pozostawienia Vuko za sterami na przyszły sezon, ostatni mecz z pewnością zasiał wiele wątpliwości co do jego kandydatury.

Corazstarszy zadał ciekawe pytanie „To gdzie my jesteśmy i na ile zasługujemy w tym sezonie?”
Uważam, że jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu co 2 lata temu. Nie ma drużyny, która potrafi w cugach obronić MP. Nie mamy ekipy, która może spokojnie myśleć o grze w fazie grupowej LE. Nie mamy zbudowanego zespołu na kolejny sezon, gdyż latem wszystko się posypie (już Hlousek odchodzi, a pożegnamy pewnie kolejnych zawodników z wyjściowej jedenastki) i zapewne nowy trener będzie budował wszystko od nowa. Tak więc koledzy, którzy czekają na dominację i poukładana grę Legii muszą uzbroić się w cierpliwość i czekać. Oczekiwania mogą być bardzo długie, gdyż prezes swoje decyzji dot. obsady stanowiska trenera wzoruje się na otrzymanych statystykach z klubów zachodniej Europy. Tam trenerzy średnio pracują 11 miesięcy więc to, co dzieje się w naszym klubie (2 lata 5 trenerów) właściwie jest normą Smile
10czwartek, 25, kwietnia 2019 11:07
Oley
Vuko&Sagan chcieli oszczędzić najlepszych na Lechię- udało Im się. Efekt- jak widać. Jędza też chciał się wykartkować, żeby na Lechię być czystym, w meczu z Craxą szukał tej kartki. Choć akurat środek obrony we wczorajszym meczu nie zagrał źle. Podoba mi się Antolic, wiemy też, czemu Cafu siedzi na ławce (ponoć chce Go PAOK- skorzystać z prawa pierwokupu i szybki transfer do Grecji- biegiem, Furman nie będzie gorszy, a częściej pociągnie z wątroby). Co do braku Veso- zgadzam się, będzie to duża strata, ale z drugiej strony, na tle Lechii będzie mógł się pokazać Stolar- na pewno będzie chciał dobrze wypaść.
Na szczęście, mecz z Lechem nie był "o 6 pkt."
Wolę przegrać w Poznaniu, niż w Gdańsku.
Mimo wszystko fajnie, że wchodzi siedemnastolatek, bez respektu mija zawodników jak tyczki i strzela zwycięską bramkę. Tak się rodzą bohaterowie Smile
11czwartek, 25, kwietnia 2019 11:26
dalkub
corazstarszy

czy mam odrobinę satysfakcji z powodu tego że Legia przegrała - ano żadnej. Jednak mam ogromną satysfakcję jak widzę wpisy co poniektórych, którzy odtrąbili już nowy na lata duet trenerski, zwycięski klub, który de facto mistrza ma w kieszeni. Najlepszy był już łaskaw ogłosić że spokojnie Legia awansuje do pucharów "z taką grą". Ja rozumiem że z waszego punktu widzenia liczą się zwycięstwa i wtedy jest super. Nie dostrzegacie, bo nie chcecie/nie potraficie/nie macie o tym pojęcia - wybierz sobie odpowiedź - jak dużo błędów popełnia Legia obecnie, szczególnie w fazie gry obronnej i że z tego w każdym meczu traci gola, lub jest tego bliska - dotychczas udawało się wygrywać i strzelać więcej niż przeciwnik, tym razem nie. Problem polega na tym że Legia nie grała wcale gorzej ani wcale lepiej niż poprzednio.
Przed Legią i jej trenerami bez względu kto nimi będzie ogrom pracy, szczególnie biorąc pod uwagę zmiany jakie ten klub czekają w najbliższych tygodniach. Ktoś to musi poukładać, dopasować do siebie, przygotować, zgrać - życzę aby wybór tej osoby/osób był optymalny.
12czwartek, 25, kwietnia 2019 11:48
kibic50
Dalkub. Pisałem juz o tym (corazstarszy chyba tez) że masz taki kurewski zwyczaj przypisywania innym słów jakich nie napisali. Możesz pokazac, w ktorym momencie ktoś (ja) napisał, ze mamy na lata nowy duet trenerski, zwycieski klub, ktory de facto ma mistrza w kieszeni. Ktory z nas napisał, ze "z taka grą" puchary mamy zapewnione ? My nie potrafimy, nie dostrzegamy, nie chcemy i nie mamy pojecia ale w przeciwienstwie do ciebie mamy radoche z każdego zwyciestwa Legii bez wzgledu co owe zwyciestwo nam daje. Ty tego nie dostregasz, nie chcesz, nie potrafisz, zrozumiec bo twoja już taka natura. W internecie wygrywasz wszystko.
13czwartek, 25, kwietnia 2019 11:58
Senator
@Oley
Też tak uważam, gdzieś w gabinetach zapadła decyzja. Lecha pukniemy na luzie, całe siły na Lechię i Piasta.
Zmiana w przerwie to potwierdza, ogarniamy temat więc niech Medeiros odpocznie. Staszek też wybierał mecze ale sytuacja punktowa była diametralnie inna.
Największym błędem było właśnie to kalkulowanie, liczenie. Bez sensu zupełnie. Tu trzeba było iść pełną parą wykorzystać do motywacji fakt przegrania wcześniejszego meczu.
14czwartek, 25, kwietnia 2019 12:40
sektor212
Dalkub

Napisałeś „jak dużo błędów popełnia Legia obecnie, szczególnie w fazie gry obronnej i że z tego w każdym meczu traci gola, lub jest tego bliska”.

OK. Masz racje i trafnie opisujesz błędy popełniane przez Legię. Jednak ja takie same błędy i niechlujstwo widzę w każdym meczu w każdym klubie w każdej lidze. Ostatnia kolejka LM obfitowała w wiele popełnionych błędów ustawienia, krycia, budowy gry, itd. Grę obrona Juventusu czy Atletico Madryt eksperci uważają za najlepsze w świecie. Obu ekip w LM już nie ma. Obywatele z Manchesteru mimo ogromnego budżetu również w obronie popełniają masę pomyłek w ustawieniu formacji w fazie bronienia własnej bramki. A przypomnij sobie co wyprawiali zawodnicy z PSG w rewanżowym meczu z Czerwonymi Diabłami. W naszej ekstraklasie ciężko o takie babole. Dla mnie błędy w Legii to coś normalnego, które zawsze będą w większym lub mniejszym stopniu widoczne. Gry zespołowe opierają się na błędach i żaden klub nawet z największym budżetem na świecie nie ustrzeże się pomyłek we własnej grze. Biorąc możliwości finansowe Polskich klubów tych błędów, będzie więcej. Tak więc nie ma co uwypuklać czy wyolbrzymiać boiskowe gafy, czy nieporadności oglądane na naszych boiskach. Oczywiście trzeba o tym pisać, lecz nie robić z tego narodowej tragedii.
15czwartek, 25, kwietnia 2019 12:45
iocosus
Moros ale skoro „ogólnie nie zachwycamy i to jest niestety stały trend” oraz „za mocni to my nie jesteśmy” to z takim wynikiem jak wczoraj przecież trzeba było się liczyć, jeżeli mamy świadomość zarówno naszych pozytywów jak i negatywów to porażek wykluczyć nie możemy. My każdy prawie tytuł w tej dekadzie zdobywamy „na styk”, człapiąc lub słabością rywali, nawet z tym wymarzonym i wytęsknionym doświadczonym Czerczesowem „podkładaliśmy się” rotacyjnym składem w Gdańsku żeby zaoszczędzić siły na ostatnie finałowe rozstrzygnięcie u siebie w domu. O czekaniu na wynik z Białegostoku też lepiej nie wspominać. Zgadzam się z Sektorem, że w naszej lidze „Nie ma drużyny, która potrafi w cuglach obronić MP” my nią nie jesteśmy, zdobywamy te tytuły zasłużenie, ale po walce, udrękach i wtopach.
Po wczorajszym wyniku, zmienia się to że do Gdańska nie pojedziemy jako faworyt z poczuciem wyższości , ale tą naszą piłkarską „wyższość” będziemy musieli dopiero wykazać i udowodnić, a jak tego nie zrobimy to nikt po nas płakać ani żałować Legii nie będzie. Co roku jest „na styk” i za którymś razem to nasze „udowadnianie wyższości” na finiszu może okazać się zawodne. Osobiście to wolę pozycję tego który musi się potwierdzić w aspiracjach aniżeli „stuprocentowego” faworyta broniącego stanu posiadania. I tak teraz jest, jeżeli nie wygramy w bezpośrednich konfrontacjach to z tytułem się pożegnamy. W meczach z Lechią i Piastem uważam że kwestia jest otwarta fifty fifty i każdy wynik w nich jest możliwy, w pozostałych możemy uchodzić za faworyta w stosunku 60 do 40 a zatem według mnie będziemy w identycznej szacowanej złudnej pozycji w jakiej przystępowaliśmy do konfrontacji z Lechem.
Co do „odpuszczania” to zgadzam się o tyle, że wydaje się że mogła być opcja trenerskiej uwagi żeby uważać na kartki i żeby przed Lechią się nie wykartkować. My zarobiliśmy je dopiero w samej końcówce gdy wynik był niekorzystny i głowa się zagotowała. Z tego powodu być może i taka nerwowa reakcja Vuko który się wkurzył że uczulał na głupie kartki a i tak na nic. Wolałbym żeby już „uczulania na kartki” nie było. Co ma być to będzie, w każdym razie nogi odstawiać nie wolno, kości muszą trzeszczeć, a każdy z meczów trzeba traktować jakby był tym decydującym definitywnie o mistrzostwie i jakby to był ostatni sezon w grze o tron! Wink

Oley: „wchodzi siedemnastolatek, bez respektu mija zawodników jak tyczki i strzela zwycięską bramkę. Tak się rodzą bohaterowie” – miałem podobne skojarzenie.
16czwartek, 25, kwietnia 2019 13:37
Moros
Iocosusie przyznam, że trochę dałem się ponieść tej Legii pod wodzą Vukovicia. To znaczy nie zacząłem nagle wierzyć, iż wygra ona wszystkie mecze do końca i już po majówce zapewni sobie tytuł, ale liczyłem na to, że już tak frajersko jak w Poznaniu za Sa Pinto, nie przegramy. Mecze rozgrywane u siebie dawały sporo optymizmu, bo były i gole i sytuacje. Liczyłem, ze udało się na tę końcówkę sezon, wejść na taki pułap, iż aby nas pokonać trzeba będzie pokazać coś więcej niż wczoraj pokazał Lech. No i się niestety przeliczyłem. Balonik pękł i przestałem się łudzić. Stąd między innymi to moje stwierdzenie "iż za mocni nie jesteśmy", bo po takim meczu jak wczoraj, trudno o inną ocenę. Wychodzi na nas zespół, który zaliczył totalnie przegrany sezon, osłabiony kontuzjami i kartkami, na ławce ma w większości nastolatków i ogrywa nas do zera. Nie no dalej nie mogę tego zrozumieć....
17czwartek, 25, kwietnia 2019 14:14
Zgred
#Suma szczęścia (farta) wychodzi na zero

Wygrana w meczu z Cracovią rzutem karnym "na taśmę" została zweryfikowana w Poznaniu, suma szczęścia wyszła więc na zero - choć nie do końca...
Zakładając w ostatnich dwóch meczach dwa remisy, zdobycz punktowa wynosiłaby punktów 2, a mamy punkty 3 i choć wiele w tabeli to nie zmienia, Lechia dalej jest liderem, ale...właśnie to ale może mieć znaczenie w końcowym wymiarze.

..."Po wczorajszym wyniku, zmienia się to że do Gdańska nie pojedziemy jako faworyt z poczuciem wyższości , ale tą naszą piłkarską „wyższość” będziemy musieli dopiero wykazać i udowodnić, a jak tego nie zrobimy to nikt po nas płakać ani żałować Legii nie będzie" - pisze iocosus i ma rację określając naszą sytuację. Do końca rundy będziemy rozgrywać mecze pod wielkim napięciem, z zawieszoną na plecach ogromną presją, a dwa najbliższe mecze prawdopodobnie ustawią tabelę końcową...
Jednak prawda jest taka, że nie tylko my będziemy się z tym mierzyć.
Lechia Gdańsk moim zdaniem jest w jeszcze gorszej sytuacji z uwagi na terminarz. Jesteśmy w okresie gry co trzy dni, co jak wiemy sporo sił kosztuje, a regeneracja nie jest taka łatwa. Mecz w Gdańsku jawi się jako mecz o MP, pewnie jego wynik dużo przybliży, ale wcale nie musi kart rozdawać...Z dwóch dotychczasowych meczów bilans nasz i Lechii jest taki sam 1 wygrana i 1 porażka, lecz to Lechię czeka bardzo duży, wręcz ogromny wysiłek fizyczny i co równie ważne także psychiczny. Wchodzą bowiem po rozegraniu szalonego meczu w Szczecinie w następny etap gry, z tym jednak, że właśnie mają przed sobą najważniejsze mecze sezonu w cyklu trzy dniowym. I tak, goszczą nas w najbliższej kolejce w Gdańsku, aby z moment stawić się na Narodowym w finale PP, a po nim następnym szybkim rzutem wylądują w Krakowie na Cracovii. Duża dawka emocji i celów...siły i psychiki, walki o wszystko z nami, w finale z Jagiellonią, a na koniec z Cracovią i to wszystko w 14 dni, biorąc pod uwagę poprzednią kolejkę.
Nie wiem na co postawi Stokowiec, wydaje się, że i nas i finał w Warszawie potraktuje głównym składem, ale wiem, że z całą pewnością odbije się to fizycznie na jego piłkarzach, pytanie - jak bardzo? My po meczu z Lechią mamy tydzień dla siebie przed Piastem, więc możemy dłużej "lizać fizyczne rany" po gdańskim meczu o wszystko z naszego punktu widzenia. Najlepiej ma w tym momencie Piast, który cichaczem, cichaczem pnie się w górę, bez medialnych pierdół i szumu...

A mówili, że liga ciekawa nie będzie Wink
18czwartek, 25, kwietnia 2019 17:43
moja opinia
sytuacja jest w miarę jasna, musimy wygrać w Gdańsku i potem z tymi co są na trzecim miejscu

biorąc pod uwagę finał PP (nasz odpoczynek, ich ciężki mecz) to byłoby z górki

po porażce lub remisie zostajemy na drugim miejscu, PP wygrywa Jaga i oddaje punkty w lidze, kibuce klubu spod Wronek też pojawią na treningu i zasugerują podłożenie się Lechii (niemożliwe?, w Zabrzu mogli to i tu to zrobią)
także jak po sobocie gdańszczanie będą przed nami to nie sądzę aby gdzieś z kimś stracili punkty
19czwartek, 25, kwietnia 2019 18:04
dalkub
i kto to mówi? nowy konkurs na CL pt. O europejskie puchary bądźmy spokojni

"Może ta nasza Legia nie "jest dobrze ustawiona, fajnie się przesuwa, nie gra agresywnie, blisko siebie, w tych fazach gry dużo gorzej niż inni" jakby chciał tego jeden z tu piszących mądralińskich, ale wreszcie gra ładnie dla oka, skutecznie dla tabeli i wygrywa dla kibiców, którzy potrafią z podniesioną przyłbicą nie raz dostać w dupę, by na koniec cieszyć się z kolejnego MP, czego Tobie, sobie i nam wszystkim życzę Very Happy
Jeśli nie zajdzie nic nieprzewidzianego, to o europejskie puchary możemy być spokojni"
20czwartek, 25, kwietnia 2019 18:16
dalkub
Sektor

jak obejrzysz sobie na spokoju powtórkę wczorajszego meczu to jedna rzecz rzuci ci się w oczy - obie drużyny bo Lech w tym elemencie gra równie źle a moze nawet gorzej zostawiały ogromne ilości miejsca w środku - stąd była pewna łatwość w rozegraniu piłki. Legia nie jest nauczona od czasów Magiery do wysokiego podejścia i zawężenia pola gry w facie kiedy ma piłkę. Ponieważ tego nie robi, to zamiast szybko ją odbierać to najczęściej wraca pod swoje pole karne, albo goni za przeciwnikiem. Oczywiście że inne zespoły też tego typu błędy popełniają, albo wręcz grają w taki sposób cały czas, problem polega na tym ile takich błędów popełniasz i jaki mają one wpływ na wynik. Przypomnij sobie na jak skróconym boisku Legia grała za Staszka i gdzie odbierała piłkę? Ja już nie chcę pisać o 6 sekundach od straty do odbioru i takich tam, ale ta na zdrowy chłopski rozum - po co lecieć za gościem 50 metrów, jak będąc bliżej i bardziej skoncentrowany doskoczyć 5 metrów? Jeżeli od Legii wymagamy więcej niż od innych druzyn eklapy - tu się chyba zgadzamy - i oczekujemy solidnej gry do przodu, dominacji itd, to musimy wymagać tego też, inaczej narażamy się na kontry.
Ja ci mogę wymienić z 5-7 drużyn z Polski które grają w tym elemencie od Legii lepiej. Powiem więcej - to że Legia grając w ten sposób jest w tym miejscu w lidze świadczy o tejże lidze bardzo słabo i moim zdaniem z taką grą obronną i niską agresywnością w podejściu nie mamy szans na puchary, może uda się zdobyć mistrza.
21czwartek, 25, kwietnia 2019 19:10
kibic50
Konkurs na C-L

Znajdź różnicę.

"Jeśli nie zajdzie nic nieprzewidzianego, to o europejskie puchary możemy być spokojni"

"Z taką grą" puchary mamy zapewnione"

Proszę jeszcze o cytat
"mamy na lata nowy duet trenerski"
"zwycięski klub, ktory de facto ma mistrza w kieszeni"
22czwartek, 25, kwietnia 2019 19:14
corazstarszy
@dalkub
jednak mam ogromną satysfakcję jak widzę wpisy co poniektórych, którzy odtrąbili już nowy na lata duet trenerski, zwycięski klub, który de facto mistrza ma w kieszeni. Najlepszy był już łaskaw ogłosić że spokojnie Legia awansuje do pucharów "z taką grą". Ja rozumiem że z waszego punktu widzenia liczą się zwycięstwa i wtedy jest super. Nie dostrzegacie, bo nie chcecie/nie potraficie/nie macie o tym pojęcia - wybierz sobie odpowiedź - jak dużo błędów popełnia Legia obecnie, szczególnie w fazie gry obronnej i że z tego w każdym meczu traci gola, lub jest tego bliska - dotychczas udawało się wygrywać i strzelać więcej niż przeciwnik, tym razem nie.

A to nie do mnie z takimi wpisami. Ja nic o przyszłości duetu nie pisałem. Nic - ani, że tak, ani - że nie. Jedyna opinia w 'na aucie' przed meczem z Jagiellonią była taka, że dotychczas jako trener tymczasowy Vuko ani niczego nie poprawił, ani niczego nie pogorszył.
O 'mistrzu w kieszeni' też nie pisałem, i o pucharach, za czasów obecnego duetu, też nie.
Błędy w fazie gry obronnej - pełna zgoda. Po Zabrzu sam to napisałem w temacie o meczu.
Generalnie, źle adresujesz swoje wpisy.
Ponadto, formułujesz je w taki sposób, jakby to Twoja diagnoza była najważniejsza, niechby nawet Legia przegrała. Ważne, żebyś Ty miał rację. I pochwałę Legii za grę w pojedynczym zwycięskim meczu uważasz za wyraz bezkrytycznej wiary w pomyślną przyszłość. A to tymczasem tylko pochwała za jeden mecz. I radość, za którą też chyba masz pretensje.
Z Cracovią, będę się upierał, Legia rozegrała fajny mecz.
Dalej uważam, że Legia na Ciebie czeka i że to takie zatrzymywanie się w połowie drogi: wytykać słabości w internecie, gdy można spróbować realnie pomóc.
23czwartek, 25, kwietnia 2019 20:52
Zbyszek
O tym,że złej baletnicy przeszkadza byle rąbek u spódnicy.
Od zdobycia Tytułu Mistrza w 2015 roku Lech czyli władze i kibice są w stanie stałego niespełnienia, tak jak by w następnych latach tytuły im się po prostu należały Smile.Więc cierpią bidule katusze wielkie ,że ich nie zdobywają i szukają winnych. W 2016 roku to był bezapelacyjnie zły trener, w 2017 to,że doszło 10 nowych piłkarzy,w 2018 roku brak ambicji u trenera i zawodników. Zwłaszcza w ubiegłym roku ich frustracja była tak wielka,że kibolstwo postanowiło samo rozegrać mecz na stadionie z siłami porządkowymi,w czego efekcie zwolniono trenera , który szybciutko wygrywa drugi raz z rzędu w Chorwacji,a wyrzucony najlepszy stoper ligi jest tam podporą Dynama Zagrzeb. Zamiast obcego zatrudniono swojego , choć też z nazwiska nietypowego ,ale którego szykowano do fuchy przez 5 lat i który miał Lechickie DNA. Ja w ogóle nie przyswajam tego szukania w łańcuchu DNA jakiegoś powinowactwa oraz poszukiwania trenera na lata. Chyba do lata Smile. Wolałbym ,aby również w Legii znaleziono trenera od sukcesów, a nie od ich obiecywania. Filmik o tym jak darzono Djurdjevicza pełnym zaufaniem i że go niezależnie od wyników przez 3 lata nie zwolnią robi furorę w sieci.A Lechowi po Ivanie trafił się sam Nawałka.Nadprezes po tej nominacji przekonywał,że za jakość trzeba płacić. Chwalono Adasia ,że przejął zespół w dołku,a potrafił uspokoić sytuację i wyprowadził na prostą. Miało nie być rewolucji taktycznej i personalnej, za to skupienie się na zaangażowaniu zawodników i dyscyplinie wykonawczej. Do czego miał piłkarzy przysposobić świetnym przygotowaniem fizycznym osławiony Remigiusz Rzepka.W Poznaniu postanowiono skończyć z tymczasowością , ciągłymi zmianami i planami awaryjnymi. Nawałka miał u boku doświadczonych graczy wprowadzać młodzież. Obiecywano Nawałce,że wiosna ma być okresem przejściowym i stanowić sprawdzian dla kadr zespołu. Nawałka z jednej strony był wypalony i odszedł od praktyki trenerskiej w klubie,a z drugiej na stare lata jako ten wyleniały lew uwierzył,że jeszcze się odmłodzi. I z tą wiarą zwierzył się nadprezesowi ,że właściwie to poza kilkoma zawodnikami z resztą należy się pożegnać,a w szczególności zacząć od tego ,aby z 10 zawodników którym kontrakty kończą się w czerwcu tego roku zostawić tylko Gytkjaera. Zastrzegł,aby o takiej decyzji nie informować przed końcem rozgrywek zawodników. Nadprezes jak to usłyszał,aby pewnie uspokoić krewkich kiboli ,że władza trzyma rękę na pulsie i że władza czuwa Smile, natychmiast ogłosił czas rewolucji. Nawałka jak to usłyszał,zeźlił się nie na żarty, nie tylko dlatego,że wzięto jego pomysł za własny,ale,że nie dotrzymano danego mu słowa i pożegnał łgarzy ozięble.A opowiadanie o rewolucji to bzdura totalna. Klub po prostu nie przedłuża umów z takim zawodnikami jak : Burićz l.32, Pytnocky l.35, Vujadinovicz l. 33, Trałka l.35 oraz młodszymi de Marco, Goutasem, Janickim, Gajosem i Wasielewskim. To ich nadprezes rzuca na żer kibolskiej watasze i wierzy,że nie zechcą spacerować po stadionie w trakcie meczu i że nie będą domagać się uzdrowienia sytuacji poprzez jego odwołanie. Natychmiast więc po rozstaniu się z Nawałką ogłosił ,że po głębokiej analizie ( on i analiza - paradne Smile ) władze klubu doszły do wniosku,że średnia wieku w drużynie jest zbyt wysoka i potrzebne jest odmłodzenie. A jako nadtrener oznajmił,że w meczach będzie grało zawsze kilku młodych czekających na swe szanse. Piotr Rutkowski, bo to o nim mowa pewno oczekiwał,że ofert trenerów do objęcia schedy po Nawałce będzie miał co niemiara. A tu jak wieść gminna niesie nie ma chętnych . Ale na co uczeni doradcy?. Oni wymyślili,że trzeba pismactwu podrzucać dość znane nazwiska jako tych chętnych,że niby jak oni chcą to reszta hołoty niech też się zgłasza.A do Lecha to trener z jakim takim dorobkiem po takim Nawałce może przyjść tylko dla pieniędzy, bo również wie,że będzie tam tylko podwykonawcą pomysłów Rutkowskiego. Bowiem trenerzy , nawet ci szanujący swą niezależność i samodzielność gotowi są na nadzór, ale merytoryczny, lecz nie funkcjonalny. A w Lechu stało się tak,że jeden rządzi, podejmuje wszystkie decyzje,a odpowiedzialność ponoszą wszyscy tylko nie on.Można powiedzieć,że jego filozofia życiowa, podobnie jak wielu innych, polega na tym,że wydaje im się,że mogą robić wszystko. A ich tragedia życiowa polega na tym,że robią.

O tym,że synergia ma przyszłość.
Termin synergia oznacza rzecz w sumie prostą w definicji, a mianowicie,że jest to wspólne działanie poprzez kooperację ( współpracę ) i synchronizację . Synergia oznacza,że efekt zorganizowanej pracy zespołowej jest wyższy niż suma efektów działań indywidualnych.Jako przykład nie do końca trafny podaje się,że np. jedna osoba nie jest w stanie przesunąć ciężkiego przedmiotu,ale już kilka to uczyni.Celem synergii jest osiąganie celów przy optymalnych nakładach oraz stały rozwój całości poprzez postępy czynione przez uczestników.W historii futbolu pierwszym, który traktował zespołowość jako wartość nadrzędną był Helenio Herrera. Od jego słynnej tezy "Grasz dla siebie grasz dla przeciwnika. Grasz dla zespołu, grasz dla siebie " patrzy się nie tyle na umiejętności indywidualne , ile jaki wkład dany zawodnik wnosi do drużyny, na ile dla niej jest przydatny. Wielu trenerów zmieniało pozycje graczom,aby ich walory lepiej zagrały np. Vejvoda zrobił z napastnika Deyny rozgrywającego, ze skrzydłowego Stachurskiego obrońcę, Smuda z pomocnika Bednarza obrońcę. Czerczesow zmienił tylko miejsce Lewczuka z lewej na prawą stronę przy Pazdanie , aby ten grał jak z nut. Powiada się,że dla rozwoju zwłaszcza młody zawodnik musi grać,ale u nas tyczy to zwłaszcza Wieteski, który delikatności w grze może oduczyć się tylko na drodze praktykowania twardości. Z kolei taki Szymański dla dalszego rozwoju musi mieć od kogo się będzie uczyć i chyba nie ma , bo stanął w miejscu. Mało tego moim zdaniem nie tylko dla Szymańskiego system 4-2-3-1 nie jest tym, który daje im pole dla popisu.Jeszcze inni nasi zawodnicy ,aby być bardziej przydatni muszą zdecydowanie poprawić parametry fizyczne jak Medeiros, Cafu i Nagy. Nie ma jednak możliwości rozwoju indywidualnego, bez dania zawodnikowi sporej dozy swobody poczynań na boisku. Tylko,że ich celem nie mogą być li tylko popisy indywidualne,ale szkodzenie rywalowi.A z tym jak by gorzej Smile.

O tym,że wojnę zaczynają wojska pierwszego wyboru,a kończą ją rezerwy.
To wojskowe nazewnictwo samo się nasuwa patrząc na mecze dogrywkowe,w tym wczorajszy. Chodzi o to,że ten kto ma lepsze rezerwy ma przynajmniej teoretycznie większe szanse wygrać długotrwałe boje. Patrząc na składy kadrowe Legii i Lecha to wydawałoby się,że my pod tym względem powinniśmy prezentować się korzystniej. Nic bardziej błędnego. Zmiany wymuszone kartkami, kontuzjami i innymi przyczynami wyraźnie bardziej naruszyły zdolności bojowe naszego zespołu, niż rywala. Porównanie wojskowe ma jeszcze i ten walor,że pozwala na stwierdzenie,że w obu drużynach mamy do czynienia z najemną armią zaciężną, która już wymaga rezygnacji z ich usług. W Lechu , niezależnie od autorstwa widać skłonność do dokonania ostrych cięć. U nas nadal przeważa sentymentalizm. W czasach tzw, dawniejszych nie było z odejściami z klubu np. z uwagi na wiek czy z kończeniem karier większych problemów. Dziś jest inaczej. I nie chodzi tu wcale o to ,że długość życia ulega wydłużeniu i czas pełnej aktywności fizycznej również. Tu chodzi o pieniądze. Kiedyś różnica w zarobkach poza piłką była,ale nie tak przepastna jak dziś. Dotyczy to w szczególnie takich klubów jak Legia płacących naprawdę duże pieniądze. Taki piłkarz, który zarabia np. milion rocznie poważnie zastanawia się jak tu żyć za np. 3 tys zł miesięcznie. Jak tu żyć ?. I ja nie pytam co mają powiedzieć ci, którzy za te pieniądze żyją i to z rodzinami. Więc panowie piłkarzyki trzymają się szmalu rękami i nogami i czym tylko mogą. I można to po ludzku zrozumieć. Tylko w zawodowej piłce nie można tego akceptować.Ktoś powinien po męsku przerwać te występy parodystów na linie.Pora zejść na ziemię.

O tym,że jesteśmy skazani na atak pozycyjny.
Wczoraj kilkukrotnie Kazio Węgrzyn wyraził marzenie,ażeby Legia zagrała kontratakiem i się chłopina nie doczekał, mimo,że Lech zostawiał mnóstwo pustego miejsca na swojej połowie. Tylko można zadać pytanie,a kto miał to robić?. Podstawą kontrataku i szybkiego ataku jest posiadanie na boisku rozgrywającego lub innego zawodnika posiadającego umiejętność dokładnego podania piłki na dalszą odległość. My takiego wczoraj nie mieliśmy. Wzorcowo robił to Mila w Śląsku Wrocław, dzięki czemu ten klub zdobył Tytuł w 2012 roku. Moim zdaniem jedynym zawodnikiem ,który od biedy mógłby taką rolę pełnić jest Martins.
Próbowany wielokrotnie Szymański nie czuje gry na tej pozycji, nie ma cech przywódczych i za wolno myśli, Cafu jest za wolny i za bardzo gra do tyłu, Radovicz nie umie kopnąć piłki dalej niż na 10 metrów. Wczoraj Vukovicz wypróbował przed przerwą Medeirosa,ale ten w praktyce odmówił poddania się eksperymentowi i gdzieś się zawieruszył. Po przerwie identycznie zachował się Szymański i wolał ganiać rywali po własnej połowie niż podaniami wyganiać kolegów do ataku. Do grania szybkim atakiem potrzebni są też dwaj skrzydłowi, szybcy, przebojowi i dobrzy technicznie, mający przegląd pola i celne długie podanie. Może Kucharczyk jest szybki, może i przebojowy,ale technika to rzecz, której nie posiada, zaś z kolei Nagy ma technikę i nic więcej.
Tym samym nasza drużyna skazana jest na grę atakiem pozycyjnym i ewentualne zdobywanie bramek ze stałych fragmentów.Lecz atak pozycyjny wymaga oprócz świetnego przygotowania fizycznego predyspozycji do gry kombinacyjnej. Ze świecą u nas takich by szukać.Więc pozostaje tylko liczyć na szczęście,albo modlić się. Wczoraj nasi nawet na modły byli wyjątkowo oporni Smile.

O tym,że gdyby ten wczorajszy mecz był pojedynkiem bokserskim to sędzia musiałby zdyskwalifikować obu zawodników za unikanie walki.
W piłce nożnej sędzia nie ma takich możliwości. A szkoda Smile. O ile jakoś byłem w stanie zrozumieć piłkarzy Lecha, bo grają o nic.Bo te pierdoły o honorze, o godnym żegnaniu się z klubem można pomiędzy bajki włożyć.Albo gra się o coś i zostawia się zdrowie na boisku,albo odwala się pańszczyznę.Bowiem bawią się grą w piłkę amatorzy i może juniorzy,a dorośli traktują grę jako wykonywanie zawodu. Natomiast dziwiła postawa naszych zawodników. Wyglądali jak by po pierwsze nie chcieli przegrać, jak by ich zadawalał jeden punkt. Można by wręcz podejrzewać,że oszczędzali się na Lechię.A może liczyli,że mecz sam się wygra,albo,że Lech sam go przegra.Ale liczyć to trzeba umieć,a nasi się przeliczyli.Za minimalizm zapłaciliśmy . Chociaż moim zdaniem cena była zbyt wysoka.

O tym,że nie wystarczy zrzucić kajdany.
Jacek Kaczmarski w pieśni "Mury" dał wyraz takiemu syndromowi,że wystarczy wyrwać kraty,a mury runą i zapłatą będzie wolność, która sama stanowi lek na całe zło.Tak też myśleli
po 1989 roku ci, którzy wywalczyli wolność,że zapomnieli o porządnym urządzeniu naszego państwa. Obecnie w Legii i mediach powiada się,że nasi zawodnicy zostali uwolnieni od nadmiaru zadań i uzyskali prawo do popełnienia błędów. Wczoraj taki Remy z tego prawa w pełni skorzystał , nie zaatakował Marchwińskiego i zanotowaliśmy zerowy dorobek punktowy.Mnie natomiast zastanawia co nasi zawodnicy robią na treningach i na odprawach taktycznych. Wczoraj Kucharczyk jeden raz zagrał piłkę po przekątnej z prawego skrzydła poprzez pole karne Lecha i ponieważ lot piłki był dobrze widoczny ruszył do niej Nagy i o mały paznokieć bramki nie zdobył.I to jest doskonały przykład na niedomogi taktyczne naszej gry. Po pierwsze takich zagrać powinno być tyle ile razy Kucharczyk jest z piłką w tym miejscu boiska. Za czasów Berga, który wymagał,aby skrzydłowi grający na "odwróconą nogę" wchodzili w pole karne, ich miejsce zajmowali boczni obrońcy . Ci obrońcy musieli zagrywać piłki równolegle do linii końcowej ,a tam czyhali środkowy napastnik i drugi skrzydłowy. Broź może zaświadczyć, ile czasu musiał poświęcić na treningu,aby nauczyć się tak zagrywać piłkę. Dzięki takim zagraniom rozbiliśmy Celtik. Tylko,że to była jedna z metod ataku i takich zagrań nasi obrońcy mieli po kilkanaście w meczu. A wczoraj zagranie Kucharczyka wyglądało na jednorazówkę. Po wtóre, nasi pozostali zawodnicy atakujący a więc Carlitos i Medeiros w ogóle nie wzięli udziału w akcji. Gdyby takie zagrania Kucharczyka było wytrenowane to każdy z atakujących by wiedział co ma robić.Czyli Kucharczyk z piłką tu, to ja muszę zająć takie a takie miejsce na boisku. Podobnie z innymi nawet niezłymi próbami zagrań w ataku. Jeden gra a reszta nie rozumie co i nie ma pojęcia jak się zachować.Można powiedzieć,że za Sa Pinto byliśmy źle zorganizowani,a teraz w ogóle nie jesteśmy.
24czwartek, 25, kwietnia 2019 23:11
kibic50
@ corazstarszy

"A to nie do mnie z takimi wpisami. Ja nic o przyszłości duetu nie pisałem. Nic - ani, że tak, ani - że nie"

To było do mnie. Problem, że też tego nie napisałem. Nikt tego nie pisze. To jego wyimaginowane brednie, które mają legitymizować mądrości, którymi nas raczy.
Ot, taki przypadek.
25piątek, 26, kwietnia 2019 09:58
CTP
"Nikt tego nie pisze"
Ja pisałem. Smile Że Legia posiada w miarę ustabilizowany i przygotowany kondycyjnie zespół na walkę o fazę grupową (oczywiście LE) i że obecny duet powinien sobie z tym poradzić. A klub na spokojnie może szukać szkoleniowca i w przerwie zimowej zrobić zmianę.
Zdania, oczywiście, nie zmieniam, natomiast, wydźwięk tej mojej wypowiedzi jest bardzo, bardzo daleki od wyobrażeń Dalkuba. Smile Jeśli temat zatrudnienia Berga będzie realny, to ja mogę tylko temu przyklasnąć. Mimo, że nie byłem jego wielkim zwolennikiem, to mając taki skład do dyspozycji powinien osiągnąć o wiele więcej niż w swoim ostatnim sezonie w Legii.
26piątek, 26, kwietnia 2019 11:22
dalkub
Corazstarszy

Legia na mnie nie czeka i ja się tam nei wybieram - już ci to pisałem jestem za słaby, za cienki. Ja nigdzie nie napisałem że ty odtrąbiłeś sukcesy MP w kieszeni i europejskie puchary. Pisałem o osobach które takie teksty wygłaszały - przykłady typu o puchary jestem spokojny powyżej. Choć powiem szczerze że ten ktoś o puchary jest spokojny, ale jakoś w nie podobno nie wierzy - tu chyba warto dopytać, bo moze nie chce ale musi
27piątek, 26, kwietnia 2019 17:26
kibic50
"Choć powiem szczerze że ten ktoś o puchary jest spokojny, ale jakoś w nie podobno nie wierzy - tu chyba warto dopytać, bo moze nie chce ale musi"

Może wreszcie skończysz pierdolić farmazony ?
"podobno" dalkub jest kobietą
28sobota, 27, kwietnia 2019 09:34
Oley
Tak sobie oglądam tą akcję bramkową, z ostatniego meczu... ten wjazd sankami, gdyby to Antek wjechał w tego młodego, dostałby czerwień i ze 4 mecze odpoczynku od KL. A tu... jedziemy dalej. Wiem, nie jestem obiektywny, ale... ciekawym opinii kogoś niezależnego, kto się zna.
29sobota, 27, kwietnia 2019 14:27
Zgred
Oley
Ale ja o tym już pisałem, mało tego, wręcz zarzucałem Antolićovi brak boiskowego cwaniactwa ( dyscyplina ogólnie światowa) powinien wyć z bólu w niebo głosy, tak jak to fonetycznie wykonują przeciwnicy Legii. Olbrzymi błąd strategiczny, a ewidentny faul podkreślany nawet przez nielubiących Legii komentatorów.
30sobota, 27, kwietnia 2019 16:46
Oley
@Zgred

Pamiętam, że pisałeś, ale bardziej potraktowałem to jak oczekiwanie lepszej "gry aktorskiej". A tu nie o grę aktorską chodziło, tylko o faktyczne, niebezpieczne sanki. Jakby Antek miał po tym złamaną nogę, to by była czerwień dla młodego i pauza do końca sezonu.
31sobota, 27, kwietnia 2019 17:44
Zgred
@Oley

Pełna zgoda, ja tylko podkreśliłem pewne umiejętności gry przeciw Legii innych zespołów, które to takie "aktorzenie" mają w planie zawsze, a im głośniej krzyczą tym rzekome faule są gwizdane...
Ja tego Antolića nawet rozumiem, bo ambicja sportowa kazała mu się zebrać i bronić dalej...skoro gwizdka nie słyszał. Tylko do cholery to ani Antolić, ani my, nie jesteśmy od weryfikacji takich zdarzeń. Najciekawszą tajemnicą studia C + w lidze plus extra jest z premedytacją pomijanie tak ewidentnych przewinień , a i KURWAR Wink musi zaopiniować akcje bramkową pod kontem prawidłowości ( !)
Pan Sławek jest niewątpliwie najsławniejszym Sławkiem od szycia teorii zdarzeń. Zwykły, poczciwy człowiek zwyczajnie, w imię swoich zasad nie umiałby z taką dozą śliskości na twarzy za każdym razem ( w miarę potrzeb) przedstawiać błędy i przewiny oraz w identycznych sytuacjach oznajmiać o braku jakichkolwiek...
To jest przykre bardzo, gdyż ten człowiek powinien już dawno być po za czegoś co na sposób zachodni nazywamy studiami piłkarskimi.
No cóż, widoczna kontynuacja strategi niejakiego Wita z Żelazkowa wiecznie żywa Very Happy Wiecznie żywe są też inne tendencje, acz w tych czasach bardziej skrupulatnie chowane.
Istota jest tu też, że ludzie odpowiedzialni za kreację piłki nożnej w tym Kraju, w programie za to odpowiedzialnym robią sobie "pośmiechujki" ze wszystkiego mając generalnie wszystko gdzieś...
Zapraszanie mędrców do ocen gry typu Mielcarski, czy Węgrzyn, którzy ( co jest dodatkowym wymiarem dobrej gry Legii) - gasną jak zapalona świeczka komentując mecz, jest pozbawione sensu, ukryty lecz zawsze negatywny przekaz - zawsze wyjdzie na światło dzienne...z całą mocą swojej niechęci.

Aby nie mierzyć się ich miarą, od sześciu lat - pięć razy daliśmy im "po ryju", ciągle zmagając się z opiniami, z opiniami wszelkich środowisk tzw. ważnych. Największą i Najgłośniejszą odpowiedzią byłoby zatkanie "zatrutych gąb" ...Panów Sławków, Mielcarskich czy innych Przybyłów czy Frankowskich, Marciniaków.
Czego życzę szczerością Wink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1