A+ A A-

Lechia - Legia 1-3: Milowy krok

Legia odzyskała prowadzenie w tabeli Ekstraklasy. W arcyważnym meczu w Gdańsku nasza drużyna przegrywała do przerwy, ale znokautowała Lechię w drugiej połowie, zdobywając trzy bramki. Ich autorami byli Paweł Stolarski, Kasper Hämäläinen i Iuri Medeiros.


W ramach kary za niewłaściwe zachowanie podczas meczu z Lechem trener Vuković musiał prowadzić drużynę z trybun. Nasz trener postawił na drużynę w składzie: Cierzniak – Stolarski, Jędrzejczyk, Rémy, Rocha - Antolić, Martins - Kucharczyk, Hämäläinen, Szymański – Carlitos. Lechia rozpoczęła w następującym zestawieniu: Kuciak – Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Kubicki, Łukasik – Michalak, Lipski, Haraslín – Sobiech.

Mecz mógł zacząć się fatalnie dla Legii. W 2. minucie Kucharczyk stracił piłkę, lechiści wyprowadzili kontrę, Sobiech wyszedł sam na sam z Cierzniakiem, minął go, próbował skierować piłkę do bramki, na jej drodze stanął Jędrzejczyk, a całe zamieszanie po interwencji VAR skończyło się… rzutem sędziowskim. W 17. minucie meczu Lechia objęła prowadzenie. W pozornie niegroźnej sytuacji Michalak dośrodkował z prawego skrzydła, w polu karnym Haraslín uprzedził Stolarskiego, uderzył głową i było 1:0 dla gospodarzy. W 27. minucie Legia mogła wyrównać. Po błędzie Lechii piłkę w polu karnym gospodarzy otrzymał Carlitos, niestety Hiszpan źle przyjął futbolówkę, zbyt długo zwlekał ze strzałem i skończyło się tylko rzutem rożnym.

Do przerwy było 1:0 dla Lechii. Legia grała źle. Nasi zawodnicy razili brakiem cierpliwości i niedokładnością w grze ofensywnej. Lechia skutecznie broniła i czekała na błędy naszej drużyny. W pierwszej połowie meczu pomysł gospodarzy na grę był zdecydowanie lepszy.

Na szczęście w drugiej połowie na boisku istniała już tylko jedna drużyna i była nią Legia. W drugiej minucie po przerwie Rémy uderzył głową po dośrodkowaniu Szymańskiego. Kuciak odbił piłkę. W 59. minucie świetną sytuację miał Kucharczyk, ale nie trafił do bramki po dośrodkowaniu Rochy. Wreszcie w 61. minucie Legia wyrównała. Po kolejnym ataku naszej drużyny Stolarski starł się z Kubickim w polu karnym gospodarzy, odbita piłka zupełnie zaskoczyła Kuciaka i było 1:1. W 65. minucie mocno na bramkę Lechii uderzył Carlitos. Niestety chybił. W 78. minucie Medeiros zmienił Kucharczyka. W 80. minucie Legia objęła prowadzenie. Szymański wymanewrował obrońców i bramkarza Lechii, podał do Hämäläinena, który pewnym strzałem zdobył drugiego gola dla Legii. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Medeiros otrzymał piłkę przed polem karnym Lechii, uderzył z lewej nogi i było 3:1 dla Legii.

Do końca sezonu zostały cztery mecze i Legia ma wszystkie atuty w dłoni. Trzy punkty przewagi nad wiceliderem i trzy mecze na własnym boisku. Mistrzostwo Polski – to jedyny cel.

Dyskusja (18)
1sobota, 27, kwietnia 2019 23:25
Oley
nawet nie trzy punkty, bo bilans się zmienił... na tą chwilę Lechia potrzebuję 4 pkt. Albo poprawić bilans bramkowy (dziś jest identyczny)
2sobota, 27, kwietnia 2019 23:31
Zgred
Oley

Trzeba by wniknąć, jak jest kiedy i punkty równe i bramki (bilans) równy, tu - pewności nie mam, ale chyba kto pierwszy po zasadniczej...
Przedmiotem weryfikacji raczej to nie będzie, jakieś bramki na plus/minus padną, no ale ...
3sobota, 27, kwietnia 2019 23:42
Oley
w C+ mówili, że przy równym bilansie meczy w r. zasadniczej i równym bilansie bramek, decyduje bilans w r. mistrzowskiej. Ale masz rację, są 4 mecze i prawdopodobieństwo, że bilans bramek się utrzyma, jest niewielki
4sobota, 27, kwietnia 2019 23:51
iocosus
W Rozgrywkach Ekstraklasy kolejność Klubów w tabeli po rundzie finałowej ustala się według liczby zdobytych punktów, zgodnie z zasadami określonymi w art. 4.3.4., z zastrzeżeniem, iż najniżej sklasyfi kowany Klub w grupie A na zakończenie sezonu nie może zająć miejsca niższego niż 8, zaś najwyżej sklasyfi kowany Klub w grupie B na zakończenie sezonu nie może zająć miejsca wyższego niż 9.
5.4. W przypadku uzyskania w tej samej grupie równej liczby punktów przez dwa lub więcej Klubów, o zajętym miejscu decydują, w kolejności:
5.4.1 przy dwóch Klubach:
a) liczba zdobytych punktów w rundzie zasadniczej,
b) liczba zdobytych punktów w meczach między tymi Klubami, rozegranych w rundzie zasadniczej,
c) przy równej liczbie punktów korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w meczach między tymi Klubami w rundzie zasadniczej,
d) przy dalszej równości, według obowiązującej reguły UEFA, że bramki strzelone na wyjeździe liczone są „podwójnie,” korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w meczach między tymi Klubami w rundzie zasadniczej,
e) przy dalszej równości, korzystniejsza różnica bramek we wszystkich meczach z ca- łego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy,
f) przy dalszej równości, większa liczba bramek zdobytych we wszystkich meczach z całego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy,
g) przy dalszej równości, większa liczba zwycięstw we wszystkich meczach z całego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy,
h) przy dalszej równości, większa liczba zwycięstw na wyjeździe w rundzie zasadniczej,
i) przy dalszej równości, mniejsza liczba punktów, określających liczbę żółtych i czerwonych kartek we wszystkich meczach z całego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy, liczonych według punktacji czerwona kartka = 3 punkty, żółta kartka = 1 punkt, wykluczenie na skutek dwóch żółtych kartek = 3 punkty (uwzględniające 1 punkt za pierwszą żółtą kartkę).
j) przy dalszej równości, wyższe miejsce w klasyfi kacji Fair Play w całym sezonie Rozgrywek Ekstraklasy,
k) przy dalszej równości, w przypadku, gdy dwoma Klubami o jednakowej liczbie punktów są Kluby zajmujące pierwsze i drugie miejsce w tabeli Rozgrywek Ekstraklasy, Kluby rywalizujące o miejsce w rozgrywkach UEFA, a także Kluby których kolejność decyduje o spadku, zarządza się mecz barażowy na neutralnym, wyznaczonym przez Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy S.A., boisku. W przypadku remisowego wyniku meczu w regulaminowym czasie zarządzona będzie dogrywka 2 x 15 minut, a w przypadku dalszej równości sędzia meczu zarządza wykonanie rzutów karnych według obowiązujących przepisów.
5.4.2. przy więcej niż dwóch Klubach:
a) liczba zdobytych punktów w rundzie zasadniczej,
b) liczba zdobytych punktów w meczach między tymi Klubami, rozegranych w rundzie zasadniczej;
c) przy równej liczbie punktów korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w meczach między tymi Klubami, w rundzie zasadniczej;
d) przy dalszej równości, większa liczba bramek zdobytych w meczach między tymi Klubami w rundzie zasadniczej;
e) przy dalszej równości, korzystniejsza różnica bramek we wszystkich meczach z ca- łego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy;
f) przy dalszej równości, większa liczba bramek zdobytych we wszystkich meczach z całego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy;
g) przy dalszej równości, większa liczba zwycięstw we wszystkich meczach z całego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy,
h) przy dalszej równości, większa liczba zwycięstw na wyjeździe w rundzie zasadniczej,
i) przy dalszej równości, mniejsza liczba punktów, określających liczbę żółtych i czerwonych kartek we wszystkich meczach z całego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy, liczonych według punktacji czerwona kartka = 3 punkty, żółta kartka = 1 punkt, wykluczenie na skutek dwóch żółtych kartek = 3 punkty (uwzględniające 1 punkt za pierwszą żółtą kartkę).
j) przy dalszej równości, wyższe miejsce w klasyfi kacji Fair Play w całym sezonie Rozgrywek Ekstraklasy; k) przy dalszej równości, losowanie przeprowadzone przez Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy S.A.

http://ekstraklasa.org/data/files/Ekstraklasa_Podrecznik_interaktywny-Sezon18-19.pdf
5niedziela, 28, kwietnia 2019 00:12
Zgred
Za iocosusem

punkt już ewentualnie ważny:
d) przy dalszej równości, według obowiązującej reguły UEFA, że bramki strzelone na wyjeździe liczone są „podwójnie,” korzystniejsza różnica między zdobytymi i utraconymi bramkami w meczach między tymi Klubami w rundzie zasadniczej,

e) przy dalszej równości, korzystniejsza różnica bramek we wszystkich meczach z ca- łego cyklu Rozgrywek Ekstraklasy;

i tu chyba następuje konkret...

Nie to, że jestem pewniaczkiem, ale myślę, że aż tak głęboko sięgać nie będziemy Wink
6niedziela, 28, kwietnia 2019 00:15
corazstarszy
Brawa za drugą połowę (czemu w środę takiej nie zagraliśmy?). Mam nadzieję, że nikomu się nie narażę, ale mam trochę poczucie urwania się ze stryczka. To bym bardziej akcentował w tym meczu niż lepszą grę Legii po przerwie.
Najbardziej zaskakuje mnie, jak Lechia pokpiła sprawę: po takim meczu jak w Szczecinie powinni byli dostać megakopa pozytywnego (coś jak Legia rok temu po 3-2 z Wisłą Płock), 1. połowa była dokładnie wg. ich scenariusza. Legia się nie spisała: wiedząc, że oni zaczynają z wysokiego C, grała bardzo nieporadnie. Co im się stało później? To nie nasz problem, ale to Lechia nam ten mecz w dużej mierze wygrała. W 2. połowie przestali grać. Zasługą Legii jest, że z tego umiejętnie skorzystała.
Ale i my mieliśmy swoich bohaterów. Dalkub niedawno zapytywał, kiedy Szymi zagrał dobry mecz. Teraz już wiemy: 27 kwietnia 2019. Carlitos – niedawno Leśnodorski wystąpił z diatrybą o tym zawodniku. Gdyby spojrzeć na jesień, to miał rację. Ale obecny Carlitos gra, i to wydatnie, dla drużyny. Martins – wiadomo.
No i jeden bohater mimo woli … Gdy Vesović dostał eliminującą go kartkę w Poznaniu, było słuszne zaniepokojenie. Ale, jak to w życiu, … zagrał Paweł Stolarski i … nie dał szans Kuciakowi, odkupując winy z sytuacji na 1-0.
Podobno w przepisach jest tak, że jak piłka trafia w rękę po odbiciu się od innej części ciała, to nie ma odgwizdanego przewinienia. Ale, gdybyśmy się znaleźli w takiej sytuacji jak Lechia, też byśmy się złościli i gadali o spisku.
Niczego nie wygraliśmy na razie. Nie wiem, jak będzie z Piastem. Uważam, że w niektórych meczach osiągają wyniki lepsze niż prezentowana gra. Ale je osiągają, i to systematycznie, więc przypadek i ślepy fart wykluczam. A w niektórych meczach, po prostu grają dobry futbol jak na tę ligę. Zawsze lubiłem Tomasza Jodłowca. Jak na zawodnika uznanego u nas za indywiduum w szponach hazardu, dobrze się Tomaszowi wiedzie. Dalkub po nim jeździł za wszystko i za każdym razem, dowodząc, że nie potrafi grać. Ja uważam, że pokazuje, że potrafi. I w ogóle, można wielu z nich komplementować. Z Cracovią spodziewałem się bardzo trudnego meczu i był trudny. Teraz tak samo się spodziewam.
Po środzie spodziewałem się w Gdańsku porażki. Całe moje kibicowanie Legii tak przebiega: od zwątpienia, po radość, od radości po nadzieję, od nadziei do rozczarowania, potem znowu do zwątpienia. Może to właśnie jest psychicznie atrakcyjne w kibicowaniu? Ale chciałbym już spokoju i stabilności. Marzenie ściętej głowy.
7niedziela, 28, kwietnia 2019 00:36
CTP
Zgodnie z sugestią Iocosusa trochę schłodzę nasze nastroje po tym meczu.
Legia dzisiaj popełniła 3 kardynalne błędy: najpierw Jędza chyba zadumał się nad swoją zajebistością i kompletnie odpuścił Sobiecha, potem Rocha popełnił swój już chyba firmowy błąd i dopuścił do dośrodkowania Michalaka i na koniec Remy w kompletnie niezrozumiały dla mnie sposób biernie przyglądał się jak Sobiech go wyprzedza i doskakuje do piłki. Te wszystkie babole doprowadziły do bramki dla Lechii i mocno kontrowersyjnych sytuacji. Na szczęście Stefański jest jednym z nielicznych sędziów naszej Eklapy, który nie patrzy na to kto z kim gra, tylko stara się być obiektywny. Choć muszę przyznać, że w tej pierwszej sytuacji byłem przekonany, że będzie karny.
Pierwsza połowa była fatalna w naszym wykonaniu. Nasz jedyny pomysł na grę, to akcje lewą stroną dzięki Rochy i Szymańskiemu. Kucharczyk nie istniał, Hamalainen nie istniał a Stolarski jeśli już zapędził się pod pole karne Lechii, to głównie po to, aby zaraz stracić piłkę. Doszło do tego, że rozgrywać próbował Carlitos a parę razy na środku widziałem też Rochę. Cud, że lechiści nas wtedy nie skontrowali.

Druga połowa była już o wiele lepsza ale nie wiem, czy nie jest to zasługa samej Lechii, która wyraźnie odpuściła mając finał PP za parę dni. Bramka wyrównująca bardzo fartowna - chyba los sobie odbiera, co dał Lechii w rundzie zasadniczej. No ale druga bramka, to już bardzo ładna zespołowa akcja. Trzecia, to już kunszt i precyzja Medeirosa. Jeśli Szymański potrzebuje jakiegoś wzoru do naśladowania, to tylko patrzeć i się uczyć.

4 mecze do końca i 15 pkt przewagi nad czwartą Jagiellonią, co oznacza, że prezes Mioduski już powinien zacząć myśleć jak poukładać klub, aby pograć trochę dłużej w europejskich pucharach niż w ostatnich latach. Kwestia sztabu szkoleniowego i kwestia przedłużenia wypożyczenia Medeirosa, to powinny być priorytety.

Za tydzień Piast. Jeśli wygramy, to już powoli będziemy mogli przygotowywać się do świętowania na Starówce.
8niedziela, 28, kwietnia 2019 00:59
Moros
Po pierwszej połowie nie wierzyłem, że coś jeszcze z tego będzie. Kończenie akcji wrzutkami, gdzie Carlitos musiał walczyć z Nalepą i Augustynem, uważałem za oznakę bezradności. Druga połowa to już jednak coś zupełnie innego. Jeszcze na początku Michał Kucharczyk postanowił rzuć Lechii koło ratunkowe, marnując sytuację tysiąc procentową, ale później nastąpiła już egzekucja. Druga i trzecia bramka - wyborne. Udało nam się wygrać z zespołem, który jeździł na tyłkach, ostro w nas wchodził i liczył tylko na kontry. Zawsze nam się ciężko grało z takimi rywalami, a w meczach na szczycie to już wyjątkowo (Poznań, ostatnie wyjazdy do Białegostoku, czy oba mecze z Lechią w tym sezonie), ale dzisiaj nasi odpalili w odpowiednim momencie.

Co do sytuacji z 2 minuty meczy (bo sytuacja z Remym to chyba oczywostość), to w pierwszej chwili byłem pewien karnego. Rzuciłem telefonem i żona musiała mnie przywołać do porządku Smile Miałem jeszcze cichą nadzieję, że był spalony i wszystko się jakoś uda odkręcić. Ale jak spojrzałem że sprawdzają rękę, to byłem pewien, iż jest pozamiatane. Na szczęście okazało się, że są interpretacje na naszą korzyść i karnego nie było. Dzięki Bogu Smile Oczywiście w internecie jest właśnie gównoburza, ale do tego można przywyknąć.

Paradoksalnie to może i dobrze, że nie musimy się szykować do finału Pucharu Polski. Piłkarze odpoczną, wyliżą rany, a za tydzień najprawdopodobniej mecz sezonu. Kolejna bitwa na noże. Dobrze jednak że dopiero za tydzień. Ten maraton 3 meczy w 7 dni, kosztował mnie za dużo psychicznie i też sobie trochę odpocznę Smile
9niedziela, 28, kwietnia 2019 01:38
Zgred
CTP

..."Legia dzisiaj popełniła 3 kardynalne błędy"

Nie rozwijam dalszej kreatywności Twojego rozpoznania, ale zapytam tak?
Ile błędów popełniła Lechia?

Rozumiem, że kardynalność będzie miażdżąca skoro dostali trzy gongi. Warto w tej kardynalności zauważyć kardynalność, która nie skutkuje stratami i taką, która kardynalnością kardynalnych błędów dostaje po łbie trójkę...
Kardynalność kardynalności zawsze będzie Very Happy kardynalna - innej możliwości nie ma !
CTP -musiałem Wink dobranoc
10niedziela, 28, kwietnia 2019 02:32
Senator
@Corazstarszy
Gdzieś czytałem że Jodlowiec nie może zagrać, zastrzeżenie przy umowie wypożyczania.
Nie mogli ponieważ w głowach mieli mecz dzisiejszy. Dziś wiedzieli że porażka to koniec marzeń.

Może trochę wyjaśnię dlaczego w przerwie uważałem że ten mecz wygramy.
Nie do końca się zgadzam że w pierwszej była tragedia. Lechia za bardzo pozwalała nam rozgrywać, przecież długimi momentami to my w pierwszej połowie kreowalismy grę. Jak to u nas gdzieś zawodziło ostatnie podanie, złe przyjęcie. No i jeszcze aspekt fizyczność. W końcówkach my wyglądamy dobrze przeciwnicy słabo.
Pomysł aby wpuścić Medeirosa na zmęczonych rywali sprawdził się.
Pisząc inaczej patrząc na pierwszą połowę widziałem dużą szansę na zwycięstwo jeśli tylko nastąpi poprawa w celności podań i strzałów przy jednoczesnym przyspieszeniu gry.
Paradoksem jest że wyśmiewany po pierwszej połowie Stolarski strzelił bramkę na 1:1 a grający jednak słabiutko cały mecz Hama wyprowadził nas na prowadzenie.

Sprawa minuty drugiej.
Osobiście byłem przekonany karny.
Tak jak już nie raz pisałem dla mnie starego konia najważniejszą kwestią powinna być celowość tu nie było, był przypadek.
Tak więc taka interpretacja przepisów ( Po odbiciu się od innej części ciała) mi się podoba. Należy sobie życzyć aby sędziowie byli konsekwentni przy ocenie podobnych sytuacji.
11niedziela, 28, kwietnia 2019 07:03
anonimowy_legionista
Z tymi rękoma to ratuje nas to, że Przesmycki ma swoje wytyczne, a UEFA czy FIFA ostatnio coś zmieniły, ale ... no właśnie ale ...

To albo sędziujemy wg sensowych spójnych przepisów, żeby np. taki Marciniak się nie kompromitował na arenie międzynarodowej, albo sędziujemy jak Złotek przeciwko Legii.

Poza tym sędziom są pokazywane konkretne przypadki to karny, a to nie karny. Potem tak sędziują jak im kazali.

Porównywanie sytuacji to tej z Cracovią jest nie na miejscu bo zawodnik pasów bronił na czworaka, pokonał kilka metrów podpierając się rękoma.

... lub tą sytuacją z Loską https://www.polsatsport.pl/film/legia-warszawa-gornik-zabrze-01-czerwona-kartka-loski_6778576/ ale tu jest drobny szczegół ręce ma dość szeroko rozłożone, więc był zamiar.

Przy upadku sunąc po ziemi bądź próbując amortyzować sam upadek ciężko mówić o celowości, chociaż zawodnicy są inteligentni i wiedzą co mogą zrobić.

Poza tym jest VAR sędziów w autobusie trzech + ten główny.

Lechii można gratulować 3 miejsca, a Jagiellonii PP Wink

No, a mecz o MP rozegra się między Legią, a Piastem 4 maja w Warszawie. Piast jeżeli wygra ma 1 punkt straty i liczy się do końca w walce o tytuł ... ja się nie obrażę o to.
12niedziela, 28, kwietnia 2019 12:14
Zbyszek
O tym,że Gdańsk to mocno historyczne miasto.
W 1967 roku zdając na Wydział Prawa UW trzeba się było na pisemnym popisać znajomością historii Gdańska. Nie przewidywano wówczas,że za 3 lata i potem za 13 życie dopisze jej dalszy ciąg.
Pierwsza wzmianka o Gdańsku pochodzi z "Żywota św. Wojciecha" opisująca wizytę biskupa w tym grodzie w 997 roku. Powszechnie przyjmuje się tę datę za jego początek.Gdańsk jako położony u ujściu Wisły do Bałtyku przez wieki był łakomym kąskiem dla władców Polski, Zakonu Krzyżackiego, Brandenburgii, Prus i Niemiec. W latach 1807-1814 oraz 1920-1939 był Wolnym Miastem.Po II wojnie światowej przypadł Polsce.Właściwie aż do II rozbioru Polski do 1793 roku o Gdańsk toczyły się stałe walki.Najpierw pomiędzy książętami pomorskim i brandenburczykami,a potem z Krzyżakami.Po zajęciu miasta przez Krzyżaków w 1346 roku król Kazimierz III Wielki zrzekł się miasta na ich rzecz.Pod ich rządami w Gdańsku wybuchały 4 krwawo stłumione powstania. Na krótko po bitwie pod Grunwaldem Gdańsk wrócił do Królestwa po buncie biedoty miejskiej. Dopiero po wojnie 13-letniej w 1466 roku na dłużej stał się Miastem Królestwa Polskiego.Miasto stało się jednak wielonarodowe i wielowyznaniowe co powodowało walki pomiędzy tymi grupami. Np. w 1525 roku luteranie wymordowali magistrat i musiało interweniować wojsko króla Zygmunta .Aby zapobiec tumultom król Stefan Batory w 1577 roku wprowadził równe przywileje dla wszystkich nacji oraz tolerancję religijną. Z Gdańskiem związane są ważne wydarzenia historyczne jak zakończenie potopu szwedzkiego pokojem w Oliwie w 1660 roku czy zapoczątkowanie II wojny światowej atakiem na Westerplatte.
W PRL Gdańsk stał się miejscem buntu robotników przeciwko władzy w 1970 roku , krwawo stłumionemu oraz miejscem strajku w sierpniu 1980 roku wskutek którego powstał Niezależny Związek Zawodowy "Solidarność" co doprowadziło do końca narzuconego Polsce ustroju . W tym historycznym procesie udział swój miał klub Lechia Gdańsk, który w czasach , w których "Solidarność " była zdelegalizowana publicznie w 1983 roku o niej przypomniał. A ten niewątpliwie chwalebny fakt wiąże się z epizodem mocno wstydliwym,a mianowicie na początku lat 80 głównym sponsorem Lechii został Nikodem Skotarczak ps" Nikoś" założyciel grupy gangsterskiej zajmującej się m.innymi sprowadzaniem kradzionych samochodów z Austrii i Niemiec do Polski i dalej na Wschód.Podejrzewa się ,że sukcesy Lechii tamtego okresu mają nie tylko czysto sportowe podłoże. Lechia szybko awansowała z III do II ligi i w 1983 roku zdobyła Puchar Polski oraz Superpuchar po wygranej z Lechem.W europejskim PZP wylosowała Juventus Turyn i 28 .09.1983 roku podejmowała go w Gdańsku . Na spotkanie to przybył Lech Wałęsa z gronem współzałożycieli "Solidarności " i stało się ono wielką manifestacją poparcia dla przeciwników władz PRL.Potem Lechia awansowała jeszcze do I ligi,a sam Skotarczak wyjechał do RFN, gdzie z większym rozmachem kontynuował swój przestępczy proceder. Po koniec lat 80-tych został aresztowany i skazany na 21 miesięcy więzienia. Osadzony w najlepiej strzeżonym więzieniu w berlińskim Moabicie po 3 miesiącach uwolnił się wychodząc po zamianie ubrań z bratem. Po kilku tygodniach brat zgłosił władzom więzienia,że on to nie on i dostał prawie milion marek odszkodowania. A "Nikoś" nielegalnie przedostał się do Polski. Dwa razy zatrzymywany dwa razy uciekał z konwoju policyjnego, Wreszcie sam oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości, jak wielu podejrzewa po to,aby móc normalnie żyć i prowadzić legalne interesy czyli korzystać ze zgromadzonego majątku. Dostał wyrok 2 lata, ale po roku wyszedł na warunkowe przedterminowe zwolnienie. Po 5 latach korzystania z wolności został zastrzelony .Powstały o nim dwa filmy i napisano 3 książki oraz zagrał epizod w filmie "Sztos". Nie byłem na stadionie w Gdańsku i nie wiem czy ma tam w klubowym muzeum swoją gablotę. Smile.

O tym,że w Legii przestaje się uprawiać chałupnictwo.
W piłce nożnej następowały nie tylko ewolucje taktyczne,ale w znacznym stopniu zmieniało się podejście do przygotowania fizycznego zawodników. Jako pierwsi Hiszpanie wprowadzili obowiązek zatrudnienia fizjologa- trenera przygotowania fizycznego. Potem doszli do sztabów fachowcy od kształtowania poszczególnych elementów składających się na formę fizyczną,ale również oddzielni trenerzy od rozwoju indywidualnego. We wcześniejszych okresach trenerzy starszej generacji , porządnie wykształceni wiedzieli jak przygotowywać i jak wprowadzać nowych, młodych graczy i po przerwach spowodowanych kontuzjami. Trzeba jednak przyznać,że w naszej piłce było im przez lata łatwiej , gdyż mieli bardzo szerokie kadry zawodników o wysokich umiejętnościach , którzy udanie zastępowali np. kontuzjowanych . Ta metodologia zaniknęła z naszej piłki,gdzieś z początkiem lat 90-tych, wraz z ustaniem dopływu nowych, dobrych graczy oraz wejściem do zawodu trenera, nieuków. A było to pokłosiem korupcji, gdzie rządził nie dobry trener i zawodnik,a szmalec. Ten woluntaryzm spowodował przedwczesne zakończenie karier przez wielu zdolnych zawodników, którzy za szybko wracali do gry jako rzekomo niezbędni. W Legii do starych, sprawdzonych wzorców powrócił na początku XXI wieku Dragomir Okuka.On to wprowadził obowiązkowy okres czasu jaki musiał upłynąć na przygotowanie gracza po kontuzji do powrotu na boisko. Po nim dopiero tę metodologię stosował Berg, a zwłaszcza jego asystent Sokołowski. Z ich odejściem o takiej potrzebie zapomniano tak jak by to było zbędne. Otóż kiedy sprowadza się zawodników z różnych powodów niegotowych fizycznie do gry, gdy zawodnicy doznają poważniejszych urazów lub też chce się sprawdzić młodego to taki trener od przygotowania indywidualnego jest niezbędny. W ostatnim czasie mieliśmy w Legii do czynienia z takimi przypadkami w osobach np. Remyego, Cafu, Martinsa, Rochy, Agry, Radovicza i Medeirosa. I ich przygotowanie fizyczne nadal pozostawia wiele do życzenia.Podobnie powinno być z ludźmi po kontuzjach.Taki zawodnik musi po przerwie mieć odpowiedni czas najpierw na dojście do pełnej sprawności,a potem do formy. Więc mnie ucieszyło,że sztab Legii wzmocniono młodym ,ale dobrze wyedukowanym facetem ,który ma się zająć rozwiązywaniem tych problemów. Lepiej późno niż wcale. Chociaż tytuł w jednej z gazet "Oszust w sztabie Legii " sugeruje co innego Smile.

O tym,że słowa nic nie kosztują.
Niestety również niewiele znaczą.Czasami wydaje się jak by mówiący sam siebie przekonywał,że to co mówi się samo spełni. Przed meczem Lechii z Legią z uwagą wysłuchałem obu trenerów. Nie żebym post factum im dokuczał, bo być może oni wierzyli w to co mówią,ale chyba nie bardzo wiedzieli o czym mówią.
Vukovicz powiedział,że najważniejsze będą mentalność i koncentracja.Pewno był przekonany,że nasi zawodnicy bardziej doświadczeni i bardziej ograni w meczach o stawkę od początku skutecznie pokażą kto rządzi na boisku. Tylko,że jak by nie patrzeć to wypadałoby zastanowić się co zrobi przeciwnik. Łatwo można było przyjąć argumentację prezesa Mandziary,że Lechia może,a Legia musi,a więc Lechia zagra spokojnie i będzie czekała co też zrobi Legia,aby odpowiednio reagować.Ale znając trenera Stpkowca można było dojść do przekonania,że on takiemu rozwojowi wypadków będzie chciał dopomóc i jego drużyna od początku zaatakuje,aby ustawić mecz i mieć go pod swoją kontrolą. I tak też się stało. Zawodnicy Lechii ruszyli do przodu i zdobyli duża przewagę. I można się zapytać, a gdzie była nasza koncentracja, gdzie walka o to kto kogo zmusi do przyjęcia jego warunków gry?. Zawisła w pustosłowiu. Z kolei Stokowiec miał swój plan taktyczny taki akurat jak wygrać z Legią. Po pierwsze ustawił swój zespół 4-1-4-1,aby zapewnić równowagę pomiędzy poczynaniami ofensywnymi i defensywnymi, po drugie,aby posiadać przewagę w środkowych rejonach boiska, stąd ustawienie defensywnego pomocnika Kubickiego dalej od własnej strefy obrony, po trzecie ruchliwością bocznych obrońców i skrzydłowych angażować naszych graczy bardziej w defensywę niż ofensywę,ale równocześnie zamknąć boczne sektory boiska przed naszymi atakami. I ten plan prawie mu się udał. Zawiodło nie wykonanie, tylko zwyczajny brak sił fizycznych na jego realizację przez 90 minut. Już po 40 minutach kluczowy zawodnik w defensywie Łukasik oddychał rękami i zgasł całkowicie po kwadransie II polowy.A bez niego w pełni sił cała gra obronna Lechii legła w gruzach. Można się wyśmiewać z tego,że nasza piłka jest fizyczna,ale to przygotowanie motoryczne dokonane przez Sa Pinto i jego sztab wygrało wczoraj mecz.

O tym,że mecz ma dwie polowy.
To oczywiście truizm. Choć rzadko się zdarza, by w jednym meczu podzielonym 15 minutową przerwą odbyły się całkiem różne dwa mecze. Tak jak by grały w obu połówkach zupełnie różne zespoły i zupełnie różni zawodnicy. Nasza drużyna w I połowie miała za mało argumentów i okresami była zupełnie bezradna. Od początku meczu nasi zawodnicy nastawili się na walkę o kontrolę poczynań rywali na boisku . Widać było próby do zamknięcia przeciwnika na jego połowie,lecz były one całkowicie nieudane, gdyż notowaliśmy bardzo dużo strat piłek po niecelnych podaniach.
To ten brak precyzji napędzał ataki Lechii.Do tego za mało naszych zawodników brało udział w akacjach ofensywnych, które dodatkowo prowadzone były wolno, przejrzyście i przewidywalnie. Nie było u nas ani wygranych dryblingów,ani gry kombinacyjnej. Do tego Carlitos usiłował swoim zwyczajem ukryć się z boku,aby przechodzić do środka pola karnego,lecz został dokładnie pokryty i jego przydatność był zerowa.Nasza gra przypominała bicie głową w mur i z każdą minutą widać było u naszych zawodników coraz większe zniechęcenie. Takim rażącym przykładem bezradności było wykonanie rzutu wolnego w 36 minucie do nikogo z kolegów, aby tylko kopnąć piłkę i jej się pozbyć.Nasi zawodnicy wyglądali jak by cieszyli się,że przegrywają tylko 0:1.Ja w przerwie cały się gotowałem,żebym mógł to bym ich chyba pobił. Smile.
Nadzieja wstąpiła kiedy zobaczyłem,że nasi wyszli w przerwie na rozgrzewkę i widziałem ich wojownicze miny. A trener rywali edukował swoich graczy w szatni , zamiast powiedzieć im,żeby grali tak dalej. No i zaczęliśmy II połowę nadal bez polotu,ale szybciej i z większą determinacją.Zewnętrznym przejawem innego podejścia naszego zespołu do gry był fakt,że w I połowie generalnie nasi zawodnicy zagrywali piłkę, a właściwie pozbywali się jej z dala od rywali czym umożliwiali im powrót za piłką, to w II połowie nasi podchodzili z piłką blisko pod przeciwnika i dopiero kiedy byli atakowani tę piłkę zagrywali i rywale zostawali za piłką. W ten sposób łatwiej wchodziliśmy w rejon obrony przeciwnika. A oni pod naporem naszych, skoncentrowanych ataków coraz bardziej tracili siły i byli coraz bardziej przymuleni. Przed meczem Stokowiec z przekąsem wypowiadał się o tzw. sile mentalnej mówiąc,że ona jest ,albo jej nie ma ,ale to nie ona decyduje,ale plan gry i odpowiedni wykonawcy. Tylko,że taki mecz jak wczorajszy udowadnia ,że samymi dobrymi chęciami nie da się wygrać z równorzędnym przeciwnikiem, trzeba mieć na to zwyczajnie zdrowie.

O tym,że nie dajmy się zwodzić na manowce.
Zwycięstwo Legii chce się zbrzydzić sprowadzeniem do dyskutowania o rzekomych kontrowersyjnych decyzjach sędziego, zamiast o tym co spowodowało naszą piłkarską wyższość nad trudnym rywalem. Ponieważ bardzo rzadko krytykowałem decyzje sędziów,a po VARze nie czynię tego prawie wcale to napiszę tylko,że dla mnie sędzia z zadania wywiązał się bardzo dobrze. Dodam tylko,że trzeba być wyjątkowo ślepym durniem,aby kwestionować budowę człowieka,a w szczególności fakt,że posiada on, na ogół ręce. Dla celów gry w piłkę chyba nikt nie wpadnie na pomysł,aby zawodnikom obcinać ręce i aby ten sport uprawiały bezrękie kadłubki. Więc jeżeli zawodnik upada np. na twarz i broni się przed tym opierając się na rękach i piłka w jedną z nich trafia to trzeba być bezmózgim idiotą,aby twierdzić,że zagrał on piłkę ręką. Z przykrością stwierdzam,że zawiodłem się na Stokowcu, który w rzekomych błędach sędziego szuka usprawiedliwienia dla swojej klęski. Bo to on przegrał, bo to on wybrał plan taktyczny niewykonalny dla jego zawodników. Najpierw należy odpowiednio przygotować motorycznie zawodników ,aby mieli siły na jego zrealizowanie. Inaczej dostaje się dupę. I bardzo dobrze. Niech wygra lepszy, pod warunkiem ,że jest to Legia Warszawa. Smile.
13niedziela, 28, kwietnia 2019 15:40
a-c10
Pozwolę sobie zacząć od uwagi natury ogólnej. Otóż jeszcze naście lat temu futbol budził zazdrość kibiców wielu innych dyscyplin. Nie tylko przez swą globalną popularność, bo ta nie wszystkich obchodzi. Bardziej przez stałość i nienaruszalność reguł. Podczas gdy w takiej koszykówce, czy hokeju przy przepisach majstrowano w zasadzie non stop, w piłce nożnej zmiany zachodziły baaardzo rzadko i zazwyczaj poprzedzone bywały głębokim namysłem. Budziło to, rzecz jasna, wściekłość najprzeróżniejszych robespierdków, którzy wyrzekali na skostniały IFAB i najchetniej przeprowadzaliby kompletną rewolucję co drugi tydzień.

Niestety, ostatnimi czasy robespierdki dopięły swego. Jedną z rzeczy, które mnie najbardziej w kopanej irytują, jest moment, gdy legendarny pan Sławek przybiera swą (tm) minę odpustowego kuglarza, co to właśnie wyciągnął zbaraniałemu dzieciakowi monetę zza ucha i z uśmieszkiem liska-chitruska oznajmia "a bo widzicie, panowie, najnowszy biuletyn UEFA, paragraf 5, punkt 28, podpunkt 949..." Nie wiem, może dla wielbicieli popularnych ongiś seriali sądowych taki stan rzeczy jest jak miód na serce. Dla mnie raczej jak sól na ranę, bo prostą drogą prowadzi do kompletnego pierdolnika. A gdy jeszcze dorzucić do tego rodzimą radosną twórczość pana Przesmyckiego...

Zwróćcie uwagę, że Artur Jędrzejczyk chwilę po tym, gdy wykopnął piłkę poza boisko, sam nie wiedział, czy jest sens protestować. Tyle przynajmniej wyrażała jego mina. Dwie godziny później zawodowy piłkarz Haraslin klepał coś o tym, że każda ręka w polu karnym to karny. Ja oczywiście nie winię ani jednego, ani drugiego. Winię robespierdków i innych poprawiaczy dobrego.

Bo przecież w gruncie rzeczy sprawy mają się prosto. Nielegalny nie jest osławiony kontakt piłki z ręką - a już na pewno nie sam fakt posiadania rąk - tylko zagranie piłki ręką. Czy Jędrzejczyk zagrał piłkę ręką? No bez jaj. Ręka służyła Jędzy wyłącznie do podtrzymywania ciała podczas wślizgu. Zupełnie naturalna sprawa. Każdy, kto kiedykolwiek próbował wykonać wślizg, przyzna chyba, że bez takiej podpórki robi się bardzo niebezpiecznie. Traci się kontrolę nad ciałem i można poważnie uszkodzić przeciwnika. Albo siebie samego, np. z całym impetem uderzając w słupek. Nawiasem mówiąc - tu szeroki uśmiech w stronę kol. Anonimowego LegionistySmile - ręce zazwyczaj przydają się do podpierania ciała, gdy człowiek nie znajduje się w pozycji wertykalnej. Odgwizdywanie kontaktu piłki z ręką w takiej sytuacji stanowi karanie piłkarza za to, że ośmielił się posiadać kończyny górne. Zawsze. Bez względu na to, jaką koszulkę dany futbolista akurat przywdziewa.

Kończąc ten wątek, o żadnej kontrowersji, jak na moje, nie może być mowy. Wręcz przeciwnie, należy się cieszyć, że choć raz na pińcet przypadków ten cały kurVAR na coś się przydaje. No i przede wszystkim pogratulować sędziemu Stefańskiemu naprawdę udanych zawodów.

Co się tyczy samego meczu, nie zamierzam niczego ujmować Waszym chłopakom i serdecznie proszę, aby nikt tego w ten sposób nie odbierał. Zagrali świetnie, momentami mnie, neutralnemu oglądaczowi, ręce same się do oklasków składały. Niemniej, gdybym był kibicem Biało-Zielonych, potwornie bym się wściekł. Nie na sędziego, o czym wyżej. Na swoich piłkarzy, a przede wszystkim na trenera. Sorry, ale w meczu, który musisz (! - o tym jeszcze zaraz) wygrać, granie na czas od osiemnastej minuty, bo się prowadzi 1:0, to czyste samobójstwo. Jednego gola można stracić zawsze, nawet czystym przypadkiem. Co zresztą w pełnej krasie znalazło potwierdzenie w realiach. Wierząc, że tego unikniesz przez 70-80 minut, kręcisz sznur na własną szyję.

W kwestii "Wy musicie, oni tylko mogą" - rany, jak mnie to, scusi, wkurwia...! Ilu z obecnych piłkarzy Lechii może się pochwalić tytułem mistrza kraju (tego, czy innego)? Raczej niewielu, prawda? A patrząc szerzej: ile razy BKS Lechia Gdańsk była Mistrzem Polski? Hę? Co proszę...? Ano właśnie. T e r a z jest ten moment. Następne może będą, a może nie (przy czym jak miałbym się zakładać, stawiałbym na to drugie). Oczywiście, Lechia jeszcze tego tytułu nie przegrała. To w końcu Ekstraklasa, niemożliwe jest tu tylko określenie niemożliwego. Ale jeśli przegra, śmiało będzie mogła pluć sobie w brodę.

Na koniec: przekonywał mnie niegdyś kol. Zbyszek, że futbol nie jest wojną umysłów. Cóż, może i nie jest. Ale stuosiemdziesięciostopniowy obrót wektora mentalnego po przerwie widać było gołym okiem.
14niedziela, 28, kwietnia 2019 16:52
Senator
@a-c10
Ale aby być sprawiedliwym takim podejściem jak Lechia wczoraj my przegraliśmy mecz z Lechem.
W przeciwieństwie do pana Zbyszka moim zdaniem głowy odgrywają
bardzo istotną rolę, co w obu meczach o których wspominam, było widać.
15poniedziałek, 29, kwietnia 2019 01:37
a-c10
@ Senator:

takim podejściem jak Lechia wczoraj my przegraliśmy mecz z Lechem.

No być może (nie wiem, nie oglądałem, wierzę Ci na słowo). Tylko co z tego? Przecież oni powinni się cieszyć, że dostali prezent od losu. Wasza cokolwiek nieoczekiwana porażka w Poznaniu, ich niezbyt zasłużone (błąd sędziego (!) przy 4. golu) zwycięstwo w Szczecinie - splot takich okoliczności pozwolił im wrócić na pozycję lidera. Gdyby z Wami wygrali, ich przewaga wzrosłaby do de facto czterech punktów i mieliby otwartą autostradę do tytułu. Dlatego, moim zdaniem, powinni byli stawać na uszach i rzęsami klaskać, żeby z tego prezentu skorzystać.

Wiadomo, to jest futbol, przegrać można zawsze i z każdym. Wasze chłopaki w drugiej połowie dały taki pokaz, że nawet te uszy i rzęsy mogłyby Biało-Zielonym nie pomóc. Sęk w tym, że Biało-Zieloni przestali grać jeszcze w pierwszej połowie... pierwszej połowy. I jak generalnie nie przepadam za stosowaniem w sporcie określeń typu "frajerstwo", tak tutaj trudno mi się od nich powstrzymać.
16poniedziałek, 29, kwietnia 2019 14:46
Zbyszek
@Senator i @ A-c10.
Panowie,ależ ja nie twierdzę,że ludzie nie mają głów. To,że wielu nie służy ona do niczego i noszą je od parady to inna kwestia. Podobnie jak ośmieliłem się zauważyć,że nawet piłkarze posiadają ręce ,co wzbudza sensację. Tylko,że piłka to sport motoryczny,a więc oparty na przygotowaniu fizycznym,ba 98 % czasu gry piłkarze poświęcają na bieganie. Jeszcze nie zbadano ile poświęcają na myślenie,ale może tego będzie tyle ile brudu za paznokciem.Smile . Zresztą znajdźcie mi tych piłkarskich myślicieli. Kiedyś , nawet wtedy gdy jeszcze pogrywał w piłkę, nie w kwadratowe jaja
Boniek ,to siła psychiczna odgrywała większą rolę,,bo jak nie miał siły biegać, to za niego biegała jego wola. Wybaczcie to nie szachy,ani brydż. Wiem co mówię , bo uprawiałem te trzy dyscypliny i jeszcze LA na dodatek . Więc jak kto nie ma siły biegać, to nie pobiegnie,żeby nie wiem jak chciał,"żeby nie wiem jak się natężał, to nie udźwignie taki to ciężar."( to z Tuwima). Więc z całą pewnością nasi zawodnicy z większym zaangażowaniem podeszli do II połowy,ale nic by to nie dało, gdyby rywale nie opadli zwyczajnie z sił. Mnie ręce opadają jak pismactwo , które sportu żadnego nigdy nie uprawiało a pisze o piłce jak o grze umysłów, jak to trener ustala dokładnie na sali odpraw kto i jak wygra, a mianowicie jak to Lechistów ogarnął jakiś minimalizm wprowadzony rzekomo przez Stokowca, jak to oni dali Legii grać, tak jak by nasi zawodnicy byli biernymi pionkami na szachownicy, na której rządy sprawował trener Lechii.Na takie dictum jedyny lek to pierdolnąć łbem o podłogę, bo o sufit za wysoko. Smile.
A o tym co piszą pismaki i jak są wiarygodni to mogą zaświadczyć wywiady z nieżyjącym Stasiem Terleckim, znanym mitomanem w których opowiada o rzeczach w których rzekomo brał udział mimo,że nie mógł, bo z reguły był za młody,albo gdzie indziej .
Tak i dziś redaktor Wołosik w PS oczywiście niby dowcipnie opisuje jak to zgrabnie sędzia oszukał Lechię,a jednocześnie pisze opierając się na wypowiedzi Laty ( jak znam Grzesia to sobie z głąba zakpił) jak to on był i grał na Igrzyskach w Monachium. Otóż Laty na IO w Monachium w 1972 roku w składzie naszej kadry nie było. Taka to jest wiarygodność tego pismactwa. Z kolei inny redaktorzyna był napisał,że PZPN wyznaczając Stefańskiego jako arbitra sam zrobił sobie problem. Skomentowałem na FC. "Jaki problem. ?,Chyba kolejny wymyślony przez pisamctwo,aby miało o czym pisać, zresztą bez żadnego sensu. Psy szczekają, karawana jedzie dalej".
Przy czym mnie już zaczyna wkurzać to tłumaczenie prostych spraw. Piłka nożna to nie je zabawa, to jebitwa. Kto ma większe zdrowie ten górą Smile. Pozdrawiam.
PS. A propos tego co w danych dyscyplinach najważniejsze to ja obserwuję takie pomieszanie pojęć, jak to,że piłkarze mówią,że głowa,a z kolei szachiści i brydżyści,że przygotowanie kondycyjne. Tylko bokserzy mówią ,że na pewno głowa i ja się z nimi zgadzam, bo w boksie głowę trzeba najbardziej chronić, bo jak się w łeb oberwie to z reguły mata i koniec walki.
17środa, 01, maja 2019 00:36
a-c10
@ Zbyszek:

Ja z Tobą ochoczo podyskutuję, zarówno w temacie głowa vs. kondycja, jak i o wyczy... eee... wybrykach Twego okrzyczanego znajomka, ale - wybacz - ewentualnie dopiero w przyszłym tygodniu.
18czwartek, 02, maja 2019 08:28
Zbyszek
@A-c10.
" W tym największy jest ambaras,żeby dwoje mogło na raz". Ja w tym tygodniu mogę, bo w robocie wolne,a w przyszłym znowu robota, która głupich uwielbia i do tego zajęcia domowe niejako pozalekcyjne. A wiek już nie ten i organizm potrzebuje więcej czasu na regenerację. Ale jak mi podniesiesz poziom adrenaliny to pewno wyleniały lew jeszcze zaryczy Smile.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1