A+ A A-

Raków - Legia 2-2: Cios za cios

W 22. kolejce sezonu Legia udała się do Bełchatowa na mecz z Rakowem Częstochowa. Gospodarze stawili duży opór i legionistom nie udało się zainkasować kompletu punktów. Gole dla naszej drużyny zdobyli Luquinhas i Kanté.

 

W Legii od pierwszego gwizdka na boisku zameldował się Rosołek. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Majecki - Vešović, Lewczuk, Jędrzejczyk, Karbownik – Wszołek, Antolić, Martins, Luquinhas – Rosołek, Kanté. Raków rozpoczął w składzie: Szumski – Mikołajewski, Kościelny, Jach – Tudor, Sapała, Schwarz, Babenko, Bartl – Malinowski, Musiolik.

W pierwszej fazie meczu Legia miała wyraźną przewagę, ale niewiele z niej wynikało. W 9. minucie Antolić dośrodkował w pole karne. Do strzału doszedł Luquinhas, jednak źle trafił głową w piłkę. W 15. minucie niefortunne wybicie piłki przez Majeckiego mogło zakończyć się okazją strzelecką dla Rakowa, na szczęście skończyło się na strachu. W 18. minucie w polu karnym Rakowa piłkę przejął Antolić, ale zawiodło ostatnie podanie. W 22. minucie Raków objął prowadzenie. Mocne dośrodkowanie z prawego skrzydła posłał Tudor, Musiolik uprzedził Lewczuka i mocnym strzałem głową pokonał Majeckiego. Legia odpowiedziała strzałem Kanté zza pola karnego. Szumski odbił strzał naszego napastnika. W 25. minucie bramkarz Rakowa obronił uderzenie Luquinhasa. W 29. minucie strzał głową Kanté powędrował wprost w dłonie Szumskiego. W 30. minucie mogło być 2:0 dla gospodarzy, na szczęście Schwarz skiksował w polu karnym. W 32. minucie mocno na bramkę Legii uderzył Tudor. Majecki odbił piłkę na rzut rożny. Minutę później Kościelny uderzył tuż obok słupka. W 34. minucie żółtą kartkę za faul na Malinowskim ujrzał Karbownik. W 41. minucie po rozegraniu stałego fragmentu gry piłka trafiła do Rosołka. Nasz zawodnik mocno zagrał piłkę wzdłuż bramki, jednak zabrakło strzału.

Do przerwy Legia przegrywała jedną bramką. Raków konsekwentnie powstrzymywał ataki pozycyjne legionistów i przy każdej okazji wyprowadzał niebezpieczne kontry. Po czterdziestu pięciu minutach można było mieć poważne obawy o końcowy wynik tego meczu.

Legia wyrównała już w pierwszej akcji po przerwie. Z piłką w polu karnym minęli się Kanté i Rosołek, ale skutecznym strzałem popisał się Luquinhas. Gospodarze odpowiedzieli dośrodkowaniem z rzutu wolnego, po którym sędzia Lasyk podyktował rzut karny dla Rakowa i ukarał Jędrzejczyka żółtą kartką. Do piłki podszedł Bartl, usiłował pokonać Majeckiego podcinką, ale fatalnie przestrzelił. W 54. minucie Gwilia zmienił Rosołka. Druga połowa wyglądała inaczej niż pierwsza. Raków nie bronił się już tak głęboko i nasza drużyna nie potrafiła uspokoić gry. W 56. minucie Majecki odbił strzał Szczepańskiego zza pola karnego. Po rzucie rożnym nasz bramkarz fantastycznie obronił uderzenie Jacha. W 60. minucie Kanté uderzył bardzo mocno, ale w środek bramki. Minutę później po szarży Karbownika Wszołkowi zabrakło szczęścia pod bramką gospodarzy. W 64. minucie dogodną okazję miał Bartl, ale znów dobrze interweniował Majecki. W 72. minucie Cholewiak zmienił Wszołka. W 74. minucie Legia objęła prowadzenie. Strzał Gwilii trafił pod nogi Kanté, który podbił piłkę i sytuacyjnym uderzeniem głową z bliska pokonał Szumskiego. Nasza radość nie trwałą długo. W 77. minucie Raków otrzymał drugi tego wieczoru rzut karny, tym razem po faulu Luquinhasa na Szczepańskim. Do piłki podszedł Schwarz i nie dał szans Majeckiemu. Było 2:2. Pięć minut później Majecki musiał interweniować po strzele Forbesa. Wynik nie uległ zmianie do końca meczu.

Niestety nie był to dobry mecz Legii. Ataki naszego zespołu nie zazębiały się tak jak należało, a defensywa dopuściła do wielu sytuacji strzeleckich dla przeciwnika. Na naganę zasługuje reakcja drużyny na zdobywane gole – nerwowość i faule prowadzące do rzutów karnych dla Rakowa. Szkoda straconych punktów, ale trzeba przyznać, że w sobotni wieczór Legia nie zasłużyła na nic więcej niż remis.

Dyskusja (18)
1sobota, 15, lutego 2020 22:57
Baron
Mecz, w którym obrona zagrała kryminał. Niestety coraz więcej błędów po stronie Lewczuka, powoli zaczyna przeszkadzać na boisku. Kolejna niezrozumiała rzecz, to mnóstwo wrzutek na pole karne przeciwnika, gdzie nie było piłkarza o parametrach, z których można było zrobić użytek, nie był nim na pewno Luqi. Czy Pekhart pomógłby w drugiej połowie? Tego nie wiem.
No i niestety ale już klasyka gatunku, w momencie kiedy Legia fajnie rozgrywa i dochodzi do pola karnego przeciwnika to głupieje i nie wie co zrobić z piłką, zaczyna się kombinowanie, z którego nic nie wynika. W tym niestety jesteśmy mistrzami.
Bardzo słabo dziś Rosołek i niestety Cholewiak, który utwierdził swoich przeciwników, że nie pasuje do Legii.
No i odnoszę wrażenie, ze Papszun lepiej przeczytał Vuko, niż nasz trener jego.
2sobota, 15, lutego 2020 23:09
corazstarszy
Jak na polską ligę fajny mecz (8-11 w strzałach celnych, czasem w 2,5 meczu się tyle nie uzbiera), bardzo emocjonujący i trudny. Gospodarze pokonali o 10 km więcej. Są fajnie zorganizowani i byli też dzisiaj. Ciężko się z nimi gra.
Pod tym względem mniejsze kluby mają fajnie: nie mają presji wyniku, mogą długo trzymać szkoleniowca, pozwalając mu ‘przegrać swoje’ zanim zaskoczy, i mają z tego długofalowe korzyści. W Legii taki model jest nie do zastosowania. Zjedliby nas, jakbyśmy, w imię budowania lepszego jutra, liczyli się ze słabszym wynikiem w danym sezonie. A Papszun dobrze pracuje. Te karne po golach dla Legii – to jest wyuczone. Widać, że trener dokładnie ich poinstruował i z nimi przećwiczył. U nas rozluźnienie, a u nich – maksymalna spinka właśnie na ten moment.
Taki sposób gry demonstrowała reprezentacja Danii na MŚ 98 we Francji. W 1/8 finału, jeszcze się dobrze mecz nie zaczął, a już prowadzili z Nigerią 2-0. Brazylii w ćwierćfinale też strzelili gola w 1. minucie. To są właśnie takie elementy, które można doszlifować pracując w spokoju.
Nie grał Petrasek – powinno nam lepiej pójść przy rożnych. Najbardziej zgorszyła mnie postawa Igora Lewczuka przy 1-0. Nawet nie próbował interweniować. Z ŁKS-em – 1/3 ojcostwa bramki, w porażkę w Lubinie duży wkład po eliminującej bezsensownej żółtej kartce z Wisłą Płock, karny we Wrocławiu. Głośno się o tym nie mówi, ale pan Igor nie ma dobrych osiągów. Tradycyjnie Jędza z żółtą. Tyle przynajmniej, że z Jagiellonią nie zarobi następnej. W tym tempie, gdy będzie kartkował, zabraknie go z Wisłą Kraków, ale zdąży wystąpić z Cracovią, Lechią, Piastem i Lechem. Vesovicia wyprowadzanie piłki - tego mu trener powinien zakazać.
W podyktowanych karnych dla i przeciw w tym sezonie jest 5-6.
W sumie, cieszę się, że nie przegraliśmy. Generalnie, nie obraziłbym się, gdybyśmy grali systemem: u siebie wygrana, na wyjeździe remis. 60 punktów by było na koniec, a to chyba ostatnio dawało 1 miejsce przed rundą dodatkową.
3sobota, 15, lutego 2020 23:30
sektor212
Bardzo fajny mecz, który z przyjemnością się oglądało. Raków chce pochwalić za skuteczną i dobrze dopasowaną taktykę, którą potrafili przenieść z odprawy przedmeczowej na boisko. Dziś wieczór zespół spod Jasnej Góry był naprawdę godnym rywalem. Po pierwszej połowie byłem pewien, że w końcówce drugiej ekipa z Częstochowy zdechnie, a tu duże zaskoczenie, gdyż fizycznie przeciwnik wytrzymał wysokie tempo gry. Legia konsekwentnie stara się grać kombinacyjną piłkę z wykorzystaniem bocznych sektorów boiska. Nasz system gry prezentuje się poprawnie i co najważniejsze pozwala stwarzać dużą ilość sytuacji bramkowych. Również cieszą mnie wytyczne Vuko, by jak najwięcej akcji ofensywnych kończyć strzałem na bramkę.

Jeden taktyczny niuans nie pasuje mi do obecnej taktyki wdrażanej przez Vuko. Co mnie niepokoi? Zadania taktyczne, jakie ma przypisane Kante. Fajnie wycofuje się w drugą linię i jest aktywny w budowie akcji ofensywnych. Umiejętnie głową zgrywa długie lagi ze strefy niskiej w boczne sektory czy też skutecznie potrafi zagrać na tzw. ścianę. Poprawnie gra tyłem do bramki i mądrze rozrzuca grę w boczne korytarze. Skrzydłowi ciągną grę do przodu i wrzucają piłki w pole karne i STOP. W tej fazie akcji nasza taktyka przestaje się kleić. Zagrana piłka w pole karne a my mamy tylko jednego zawodnika w polu karnym (skrzydłowego z przeciwległej flanki), który jest skazany na walkę z trzema rywalami. W szesnastce brakuje Kante. To nie jest wina Gwinejczyka, gdyż nasz napastnik nie zawsze ma szanse nadążyć za szybką składną akcją. Moim zdaniem szwankuje wymienność pozycji z ofensywnym pomocnikiem. Skoro jest problem z wprowadzeniem odpowiedniej ilości zawodników w pole karne to czy nie lepiej wycofywać piłkę spod linii przed pole karne? W tej fazę gry nasz sztab szkoleniowy powinien coś lepiej rozpisać.

Jędrzejczyk - wydaje się, że przerwa powinna dobrze mu zrobić. Ostatnie dwa meczu to przeciętna gra okraszona sporą ilością głupich fauli.

Zmiany jak to w życiu. Raz są bardziej udane raz mniej. O ile pierwsza roszada była ciekawym rozwiązaniem, to druga Cholewiak na prawą flankę za Wszołka nie była dla mnie do końca zrozumiała. Kiedy nasz nowy nabytek stał przy linii i czekał na zmianę ze Wszołkiem, miałem przekonanie, że wejdzie na lewą obronę, a Karbownik zostanie przesunięty do przodu w miejsce Pawła. Jednak założenia Vuko było inne. Cholewiak nic ciekawego nie wniósł do naszej gry. Z pozycji domowego fotela, taktycznie nie bardzo rozumiałem co gra. Nie wiem, dlaczego cały czas opuszczał swoją nominalną strefę (schodził do środka) i zostawiał samego Vesović, który był zmuszony do ciągłej gry jeden na jeden lub wycofanie piłki do środkowych pomocników. Być może takie miał rozpisane zadania, więc nie ma większego sensu bezpodstawnie czepiać się naszego zawodnika. Reasumując taktycznie nie wyglądało to dobrze.

Jak napisałem na początku mecz mi się bardzo podobał oraz postawa naszych Legionistów. W Legii widać wolę walki, ciąg na bramkę rywala, czyli to, co lubię. Dziś uzyskaliśmy remis z dobrze dysponowanym rywalem, który konkretnie postawił się nam na boisku.

Sebastian Musiolik - ciekawy chłopak. Wysoki (dobrze grający głową) i szybki z odpowiednim depnięciem na 15-20 metrach.
4sobota, 15, lutego 2020 23:43
Baron
@sektor212

Ten Musiolik to i na mnie dziś zrobił wrażenie. On tak zawsze gra, czy dziś miał dzień konia?
5sobota, 15, lutego 2020 23:59
corazstarszy
@Baron
Czasem tak gra. Polecam odszukanie meczu Raków - Jagiellonia 1-0 i to jak wykończył. Chyba w tej samej kolejce Legia wygrała z Koroną 4-0 i tam podobną sytuację miał Jarosław Niezgoda i tak nie wykończył. Zgadzam się, ciekawy piłkarz.

@Sektor
Moim zdaniem szwankuje wymienność pozycji z ofensywnym pomocnikiem.

No właśnie, nie wiem, czy nie jest to cena, jaką Legia musi płacić za przesunięcie Luquinhasa z boku na środek. Wirtuozem pola karnego to on nie jest i raczej nie będzie. Ma tego świadomość i woli się nawet nie pchać w pole karne
6niedziela, 16, lutego 2020 00:10
Senator
Z młodymi zawodnikami tak jest nie w każdym meczu będą grać poprawnie, Vuko pewnie to wie ale boję się że to "rozkaz " z góry aby promować ich w każdym meczu.
Co do obecności większej liczby naszych zawodników w polu karnym. To nie pierwszy mecz gdy jest ich tam mało. Np z ŁKS em było podobnie .
Panowie co jest ze Stolarskim? Bo ja uważam że w meczach w których grał, grał naprawdę przyzwoicie. Tylko kiedy on ostatni raz grał?
Remis w sumie trzeba akceptować bo równie dobrze mogło punktu nie być.
7niedziela, 16, lutego 2020 00:17
sektor212
Baron

Troszkę chyba cię ponosi, kiedy piszesz „Mecz, w którym obrona zagrała kryminał”. Na tym polega gra w piłkę, by w fazie ataku przechytrzyć obronę rywala. Nawet obecna obrona Liverpoolu (dziś uważana za najlepszą na świecie) czasami daje się wyprowadzić w pole. Nasz środek obrony ma swoje lata i zwrotniejszy nie będzie. Nie w każdej akcji doświadczenie boiskowe pozwoli zniwelować szybkość napastnika rywala.

Jak celnie zauważyłeś, pisząc „No i odnoszę wrażenie, ze Papszun lepiej przeczytał Vuko, niż nasz trener jego”, czyli znali nasze słabsze strony i kilka razy zwiedli naszych obrońców, dochodząc do sytuacji bramkowy. Poza tym Raków dużą uwagę przykładał do szybkiej gry piłką w strefie wysokiej, co nie ułatwia kasować ataki rywala.
Ekipa z Częstochowy zaimponowała mi tym, że nie bali się pójść na wymianę ciosów i to zaraz po wyrównującej bramce. Ja doceniam ich dobrą grę.

„No i niestety ale już klasyka gatunku, w momencie kiedy Legia fajnie rozgrywa i dochodzi do pola karnego przeciwnika to głupieje i nie wie co zrobić z piłką, zaczyna się kombinowanie, z którego nic nie wynika”
Ja aż takiej głupoty czy miotania się Legionistów w strefie wysokiej nie dostrzegłem. Patrzę w statystyki i widzę 21 strzałów w tym 12 celnych. To nie jest zły wynik. Dla porównania Pogoń grająca u siebie 7 strzałów w tym 5 celnych. Poza tym kilka razy dość udanie poklepaliśmy w polu karnym rywala. Również należy pamiętać, że obrona Rakowa umiejętnie doskakiwała do naszych zawodników, utrudniając na grę.
Widzę, że remis trochę cię zdenerwował i w tym upatruje pierwsze krytyczne odczucia. Chyba nie była aż tak źle?

Co do Muszalika, jakoś nie pamiętam go wcześniejszej tak dobrej gry, lecz przyznam szczerze, że naszą ekstraklasę oglądam wyłacznie, kiedy gra Legia. Inne mecze podziwiam krótkim fragmentami i jakoś szybko zmieniam kanał.
8niedziela, 16, lutego 2020 00:24
Moros
No zobaczymy jak to będzie dalej, ale przyznam że nasza gra obronna to zasiała dzisiaj u mnie ziarenko niepewności co do tego sezonu. Słusznie zauważył coraztsraszy, że Igor Lewczuk tak nieco "po cichutku", ale macza palce w coraz większej liczbie zdarzeń, które kończą się dla nas niekorzystnie. Dzisiaj przy pierwszej bramce został zupełnie zostawiony "w blokach". Jednakże oprócz tej sytuacji to Raków dzisiaj miał ich multum. Początek meczu na to nie wskazywał, ale później to dwa rzuty karne, strzał Jaha z główki, "setka" Bartla, kąśliwy strzał Forbsa, plus jeszcze kilka kotłowań pod naszą bramką. No nie powiem aby to napawało optymizmem.

Optymizmem napawa za to ofensywa. Bałem się, że jak zwykle będziemy się wolno rozkręcać i w lutym zęby będa bolały od oglądania naszych meczy, ale tak nie jest. Kreujemy dużo sytuacji i póki co, poza postawą Pawła Wszołka, to można powiedzieć, że nikt nie obniżył lotów względem drugiej części rundy jesiennej. Oby nie nastąpił jakiś dołek, bo przy niepewnej obronie, ofensywa musi nadrabiać. Cracovia może nie gra pięknie, ale nie pozwala sobie w obronie na takie pokazy jak my dzisiaj. Ciężko będzie im odskoczyć jak w meczu będziemy zawsze tracić jakąś bramkę.
9niedziela, 16, lutego 2020 00:31
sektor212
Senator

Z tym rozkazem od góry? Nie wydaje mi się, że tak jest.

"Panowie co jest ze Stolarskim?"
Dla mnie to również jest zagadka. Legia stara się grać mądrze piłką i osiąga dobre wyniki, więc ja na siłę nie szukam przyczyn jego braku wyjściowej jedenastce. Być może w przedsezonowych sparingach nie prezentował się najlepiej, więc rozumie swoją sytuację i spokojnie czeka na szanse od Vuko.
10niedziela, 16, lutego 2020 00:38
Senator
@Moros
Ja na razie tłumaczę Wszołka przebytą chorobą, ale tak czy siak właściwie od początku jego współpraca z Veso nie wygląda poprawnie. To tłumaczę sobie wysokim ego jednego i drugiego Smile
11niedziela, 16, lutego 2020 01:06
znachor
Musiolik rozkręcił się pod koniec rundy jesiennej po tym jak wypadł Brown Forbes. Nawet jakiś klub z Korei Południowej złożył za niego ofertę.
12niedziela, 16, lutego 2020 08:27
sektor212
Corazstarszy i Moros poruszyli ciekawy wątek, czyli nasz blok defensywny. Zgadzam się z wami, że nasza gra obrona nie wygląda na dobrze funkcjonującą formację. Nie jest to problem, który pojawił się w tym roku. Już w meczach jesiennych, kiedy rywal odważniej ruszył w naszą niską strefę, kotłowało się pod naszą bramką. Jednak tak będzie wyglądała nasza gra to końca obecnego sezonu. Czy to wielbłąd taktyczny Vuko? NIE. My kibice oczekujemy ofensywnej gry, więc cała drużyna jest przesunięta wyżej. Przyjęta taktyka to odbiór piłki w strefie wysokiej i średniej. Jak rywal sforsuje nasz pressing wysoki i mądrze skontrują, to nie ma siły, by uniknąć zawieruchy w strefie niskiej. Mamy szybkich skrajnych obrońców ustawionych wysoko w bocznych korytarzach z zadaniami częstego wchodzenia w linie obronie przeciwników. Przypomnę, że obaj zawodnicy nie grają na swoich nominalnych pozycjach (jak dobrze pamiętam to Vesović przychodząc do Legii był skrzydłowym). Czy to Wszołek, czy Luquinhas nie za bardzo lubią bronić, więc niechętnie przesuwają się sektor boiska, w którym powinni zastąpić swojego kolegę. Być może takie mają założenia, by w dwójkowych akcjach robić przewagę na skrzydle i dorzucać piłki w pole karne. Oczywiście szczegółów nie znamy. Reasumując, nasze lnie poziome poszczególnych formacji ustawione są wysoko, więc rywalowi pozostaje tylko atak szybki. Tak jak pisałem wcześniej, nasi środkowi są wiekowi i pewnych aspektów koordynacyjnych nie przeskoczą. Natomiast obaj są słusznego wzrostu, a mimo to ostatnio mają spore problemy w grze głową we własnym polu karnym.

Wcześniej niejednokrotnie narzekaliśmy, że Legia gra bojaźliwie za nisko itd. Uważam, że obecnie raczej nie ma większego sensu marudzić, kiedy rywal kilkanaście razy w jednym meczu napsuje nam krwi, robiąc zamieszanie w naszych szeregach obronnych. Jak będziemy strzelać o jedną bramkę więcej od rywala, to niedociągnięcia w fazie bronienia należy wybaczać. Jeżeli ofensywnie nie będziemy przewyższać przeciwnika, to należy mocno zastanowić się nad zmianami taktycznymi rozpisanych dla poszczególnych zawodników.
13niedziela, 16, lutego 2020 10:30
Baron
sektor212

@sektor212

Pozwól, że zostanę przy swoim zdaniu Wink Tak, obrona zagrała kryminał, bramka na 1-0, dwa karne, sytuacja Bartla czy Jacha to przy całym szacunku dla Rakowa nie powinny mieć miejsca. To było za dużo.
Ja niestety widzę pewną niemoc pod bramką przeciwnika. Do pola karnego fajnie to wszystko wygląda, później jest walenie głową w mur.
"Patrzę w statystyki i widzę 21 strzałów w tym 12 celnych. To nie jest zły wynik. "
Patrząc statystycznie to nie, tylko jakość większości tych strzałów była marnej jakości i pozostawiała wiele do życzenia.
Co do samego meczu to był fajny dla oka, dużo się działo, padły 4 bramki, a mogło paść więcej i z przebiegu meczu powinniśmy szanować ten punkt.

A propos meczu Pogoń - Śląsk to widziałeś karnego w wykonaniu Exposito? Creme de la creme Wink
14niedziela, 16, lutego 2020 11:23
Zbyszek
O tym,że dobry trener musi mieć dobrych zawodników.
Trener Marek Papszun stał się rozpoznawalny dopiero, kiedy wprowadził Raków Częstochowa do ESy. Chociaż już wcześniej , kiedy prowadził Legionowię i Świt Nowy Dwór Mazowiecki byli chętni z wyższych klas,aby go zatrudnić. Najbardziej konkretny był właściciel Rakowa.A gdy już tam trafił to zakusy miała Legia i Wisła Płock,ale cena 30 mln zł odstraszyła każdego chętnego.Może dziwić,że rodakowi warszawskiemu , bo z Targówka , bliżej do Częstochowy niż do Warszawy. Podobno najciemniej jest pod latarnią. Widocznie jak kto ma dwa fakultety,w tym AWF , osiągnięcia z zespołami niższych klas, kindersztubę , spójny system wartości - do Legii nie pasuje. Najbardziej pasuje ten który nic nie ma poza chęciami. A przy tym Papszun ma własną koncepcję prowadzenia drużyn. Kiedy przyszedł do Rakowa to zrobił badania, kto ma robotę w sercu,a kto w dupie i tych drugich się szybciutko pozbył. Powiada ,że nie jest tyranem i że rozmawia z zawodnikami. Plotka głosi,że dotkliwe karanie przychodzi mu z łatwością,i chyba nie odpuści Bartlowi za niechlujne wykonanie rzutu karnego. A rozmowa w jego wykonaniu to monolog,a nie dialog. Ostatnio pożegnał go wieloletni asystent i zatrudnił na jego miejsce znanego nam z Legii Goncalo Feio. Portugalczyka , w 2014 roku,wtedy 24 letniego przygarnął jako analityka Berg i powtarzał za nim jacy to nasi rywale są mocni. Kiedy usiłował wmówić to samo Czerczesowowi ten go ozięble pożegnał. Chyba przez ten czas nauczył się,żeby nie oceniać graczy wyłącznie na podstawie zapisów video. Sam Papszun za fundament zawodników uznaje dobre przygotowanie motoryczne i taktyczne. Głosi,że jak zawodnik jest poukładany taktycznie to wszystko robi w odpowiednim momencie i tempie. Jest bodaj jedynym trenerem zespołu na szczeblu centralnym , który opanował i wdrożył zasady gry 3 obrońcami. Zajęło mu to bite 2 lata. Raków gra w ustawieniu 3-4 -3 lub 3-5-2. W zeszłym tygodniu z Lechem zaczął 3-4-3, a kończył 3-5-2, a wczoraj z Legią odwrotnie. Jak sam mówi w I lidze nastawiał zawodników w tym systemie ofensywnie,ale w ESie grają futbol zbalansowany. Wynika to z tego,że w jego zdaniem w ESie jest mniej miejsca, zawodnicy są lepiej przygotowani, szybsi, szybciej reagują i potrafią lepiej przewidzieć rozwój sytuacji boiskowych. Systemy jakie stosuje oparte są na 3 środkowych obrońcach, z których jeden jest obunożny, jeden prawo i jeden lewonożny. Tego ostatniego długo szukał i znalazł w osobie Jacha.Kiedy gra czwórką w środku to na tej formacji oparty jest cała budowla. Ci czterej gracze zabezpieczają zarówno atakujących jak i broniących robiąc całą grę w środku pola. To ustawienie stosuje kiedy chce grać bardziej zachowawczo, ostrożnie, gdyż jest mocno asekuracyjne. Natomiast kiedy chce ,aby grano bardziej odważnie to w środku wystawia pięciu w tym dwóch po bokach jako wahadłowych. I to na nich spoczywa wzmacnianie obrony do piątki oraz ataku do czwórki. Przy grze 3-5-2 po odzyskaniu piłki na własnej połowie jego zawodnicy graja długą piłkę w kierunku 2 napastników i dopiero kiedy jeden z nich ją przyjmie do przodu rusza reszta zespołu. Kiedy grają 3-4-3 starają się wyprowadzać ataki od tyłu w przy udziale obu formacji. Z tych powodów w Rakowie starają się sprowadzać piłkarzy na początku okna transferowego,aby mogli się przysposobić do nietypowego sposobu gry. Mnie z lekka zaskoczyło,że uznał,że spośród sprowadzonych zimą 4 zawodników wystawia do pierwszej jedenastki aż 2 z nich Mikołajewskiego i Tudora.
Pytany o to ile drużyn powinno być w Esie odpowiada,że ze względów szkoleniowych 18.Chyba nie ma w lidze trenera, który by myślał inaczej. Więc jednak radził bym prezesom,aby przestali robić wbrew PZPNowi i uznali racje szkoleniowców.

O tym,że nie każdy zawodnik nadaje się do gry w Legii.
Zakładam, pewno naiwnie,że jakieś racje stały za sprowadzeniem do Legii wielu zawodników, którzy w niej nie zaistnieli lub nie spełnili oczekiwań. W ostatnim czasie do takich zaliczył bym :Novikovasa,Cafu, Nagy, Carlitosa, Medeirosa,Rochę, Remyego, Stolarskiego, Agrę,Philippsa, Sanogoo i Obradovicza. Nie biorę przy ich wymienieniu tego co złośliwie nazywamy ,iż "nie pasuje do koncepcji".Moim zdaniem , jeżeli można mówić o winie to zadecydowało niedostateczne rozpoznanie charakteru oraz faktycznej przydatności do gry w naszej drużynie.A ta przydatność to nie tylko tzw. umiejętności piłkarskie,ale silna psychika związana z bardzo wysoką presją wyniku i koniecznością rywalizacji o miejsce na boisku oraz uporczywym utrudnianiem gry przez rywali, czego w innych drużynach ligi jest niewiele.Nadto wielu piłkarzy z innych tzw. technicznych lig ma trudności z przystosowaniem się do prymitywnej, fizycznej gry w Polsce.O słabości Nagy i Obradovicza przesądziła ich skłonność do niesportowego trybu życia. Tacy jak Cafu, Medeiros, Rocha, Agra, Remy, Rocha , Philipps uważali chyba,że mają takie umiejętności techniczno-taktyczne,że przy małym wysiłku sobie łatwo poradzą Mylili się , ,ale i przestawić się na nowe myślenie nie potrafili. Stolarski jest z kolei za drętwy i chyba na Legię za mało umie, a Sanogoo woli być kontuzjowany niż trenować i grać. Z kolei Carlitos i Novikovas byli przecenieni. Jeden w słabej Wiśle,a drugi w niebyt mocnej Jadze robili za gwiazdy. Tylko,że rywale im w tym gwiazdorzeniu raczej mało przeszkadzali. W Legii nikt im nie odpuszczał, mieli mało miejsca i musieli walczyć o przestrzeń na boisku. I okazało się,że są nie tak mocni jakimi się wydawali. Zwłaszcza dla Novikovasa jest to sytuacja nowa i widać,że sobie z nią nie radzi. Pewno chciałby grać lepiej tylko czy ma jeszcze miejsce nim sięgnie sufitu?.
Nie będzie taniej dydaktyki,ani pouczania, gdyż nietrafione transfery są wszędzie i chodzi to,aby ich suma wychodziła na plus.

O tym,że wszystko jest względne, oprócz śmierci.
W jednym numerze PS ukazały się dwa felietony, jeden autorstwa Błońskiego poświęcony w całości Kante, i drugi Kosowskiego częściowo. Błoński chyba korzystał ze "Słownictwa lukiernictwa i wyrazów bliskoznacznych' , gdyż słów uznawanych powszechnie za pochwalne zawarł ze sto. Gdybym nie widział Kante i nie wiedział jak on gra, to na podstawie tego teksu uznałbym,że Ronaldo przy nim to małe miki czyli inaczej pikuś. Wedle redaktora Kante ma w sobie dwóch graczy Kulenovicza i Niezgodę, jednego walczaka,a drugiego wybornego strzelca. On strzela, rozgrywa, inicjuje akcje, walczy z obrońcami, nie boi się odpowiedzialności za wzięcie ciężaru gry na siebie. Jest wyśmienitym dryblerem, dużo biega i jest dobrym duchem zespołu. To tylko niektóre przymioty Kante.
Natomiast Kosowski pisze,że Kante to żaden kluczowy zawodnik i że z takimi to Legia nie ma czego szukać w Pucharach. Kosowski nie raczy swego poglądu uzasadnić. Mnie bliżej do Kosowskiego, albowiem owszem Kante zasługuje na pochwały .ale musimy go oceniać jako zawodnika grającego na pozycji napastnika. A na tej pozycji jest raczej mało widoczny, gdyż na boisku robi za tzw. wolnego zawodnika. W naszej lidze wyróżnia się pozytywnie,ale w pucharach bez zawodnika potrafiącego odnaleźć się w polu karnym żaden zespół nie ma czego szukać. Z kolei Błoński też ma swoje racje i moim zdaniem one biorą się stąd,że Kante był już spisany na straty i odżył, a zawsze syn marnotrawny jest mile widziany. Kante jest widoczny na boisku, ma dobrą technikę , gra swobodnie i rzeczywiście nie ma w nim strachu. Do tego skrzętnie wyszukuje na boisku przestrzeń w której ma dużo swobody, na ogół pomiędzy linią obrony,a defensywnymi pomocnikami i tam się popisuje, gdyż on w tłoku czuje się kiepsko. Ale możliwość takiej gry daje mu bardzo dobre przygotowanie fizyczne i jeżeli nadal będzie mocno pracował to może grać jeszcze lepiej.A wówczas może i jako napastnik zaistnieje na poważnie..

O tym,że system 4-4-2 nie zagrał.
Trener Vukovicz chyba postanowił upiec dwie pieczenia na jednym rożnie,a mianowicie wyciągnąć wnioski z nieudanego meczu z ŁKS oraz wykorzystać teoretyczną słabość systemu opartego w obronie na trójce obrońców. Usunął ze składu wyjściowego Novikovasa, wprowadził dodatkowego napastnika Rosołka i ustawił zespół 4-4-2. Z tym,że dwaj defensywni zawodnicy mieli zadania bardziej ofensywne,a Kante został wycofany wgłąb pola, za Rosołka . Chyba nasz trener myślał ,że Raków zagra jak z Lechem od początku 3-4-3,a oni zgrali 3-5-2 i plan okazał się mało przydatny. Do tego jak już sztab przeanalizował poprzedni mecz Rakowa to jednak nie należało odkrywać Ameryki ,ale zagrać tak jak Lech. A więc pozwalać im wchodzić na własną połowę większą ilości graczy, zagęścić środek boiska , zaś ataki przeprowadzać od własnej połowy poprzez przemieszczanie się szybkich skrzydłowych na odległości 40-50- metrów. W Poznaniu ojcem wygranej był Jóźwiak z którego rajdami rywale sobie nie radzili. My mamy takiego zawodnika, nazywa się Karbownik,ale on został uwikłany w obronę i atakował tylko sporadycznie. Nadto wspieranie działań ofensywnych przez Antolicza i Martinsa odsłoniło przedpole przed naszym polem karnym i zawodnicy Rakowa zbyt często byli w stanie przechwycić długie podania i przeprowadzać akcje bramkowe. Zagraliśmy nowym ustawieniem, które okazało się nieefektywne. Eksperyment zakończył się niepowodzeniem.

O tym,że gra wstępna trwała u nas zbyt długo.
Pani Wisłocka i pan Lew- Starowicz bardzo dużA wagę przywiązują do gry wstępnej. Powiadają,że bez niej przyjemność jest niepełna,a strzelenie gola gorzej smakuje. Jednocześnie wskazują,że ta gra wstępna nie może trwać zbyt długo ,a zwłaszcza nie może zastąpić właściwej akcji. Polega ona bowiem na pieszczotach. Wczoraj nasi zawodnicy pieścili się ze sobą i z przeciwnikami od początku meczu i byliby pewno tak się zabawiali przez 90 minut,aż ich partnerzy boiskowi powiedzieli basta . Chyba nie chcieli publiki zanudzić na śmierć Smile. Dopiero wówczas i do naszych zaczęło docierać po co weszli na boisko.
O ile po grze wstępnej w łóżku odbywa się pieprzenie i to jest naturalne to na boisku jest ono mało wskazane. A naszym wszystko się pomyliło i pieprzyli grę koncertowo.

O tym,że wypracowane schematy nie mogą stać się schematyzmem.
Jakoś można zrozumieć,że nasz sztab przygotował drużynę na wykorzystanie systemowej słabości grania trójką obrońców. Generalnie sprowadza się to do tego.aby nie podejmować walki o opanowanie środka pola oraz uporczywie atakować bokami , przy użyciu skrzydłowych i skrajnych obrońców. I tak usiłowaliśmy grać, tylko wszystko robiliśmy za wolno. Nasi zawodnicy za wolno biegali, za wolno się przemieszczali bez piłki, za wolno podawali. Taka gra z naszej strony była nieefektywna. Natomiast rywale grali długą piłką, co jest bardziej bezpieczne , bo pozwala uniknąć przypadkowej straty w rejonie własnego pola karnego. Liczyli na nasze gapiostwo i wolniejszy powrót do defensywy. I się nie przeliczyli, gdyż całe nasze przedpole przed polem karnym było niepilnowane. Mieliśmy więc jakoś wypracowane schematy ofensywne,ale w defensywie pokazywaliśmy rzadką słabość. I nie potrafiliśmy tego schematyzmu zmienić przez cały mecz.

O tym,że można zapytać gdzie są nasze wysoko opłacane gwiazdy.
Patrzałem na boisko i pytałem się sam siebie, gdzie nasze gwiazdy. Chyba zostali w szatni,a na boisko wysłali dublerów,żeby nie powiedzieć statystów. Nie mogę inaczej tego sformułować, gdyż z jednej strony na boisku było wojsko warte 14 mln zł,a z drugiej armia 119 mln zł.Można powiedzieć,że pieniądze nie grają.Co było aż nadto widoczne. Jak nie grają to może tak nająć do nas ekipę z Rakowa. Prezes przyoszczędzi 105 mln , załata wszystkie dziury w budżecie, nie tylko wyjdzie na swoje,ale jeszcze przyoszczędzi.A wynik gorszy nie będzie. Przykre,ale tylko Majecki ,Karbownik i Kante przypominali na boisku,że grają w zespole lidera tabeli.

O tym,że remis zawdzięczamy bramkarzowi.
Wczoraj byłem z lekka przerażony, bowiem zamiast poprawy czyli eliminowania błędów w organizacji gry, widać było,iż w mikrocyklu skoncentrowano się wyłącznie na taktyce na mecz z Rakowem. W konsekwencji doszły następne babole. Brak zgrania i brak automatyzmu zagrań powodował,że nasi zawodnicy zanim pozbyli się piłki rozglądali się nerwowo do kogo by tu zagrać i poprawiali położenie piłki wobec nogi.W efekcie spowalniali akcje i pozwalali rywalom na blokowanie zagrań.W obronie dopuszczaliśmy do przejęcia i opanowania przez nich piłki, wchodzenia z piłką w pole karne. Widoczne był brak współpracy pomiędzy obrońcami ,zbyt luźna strefa wytwarzała niepokryte pola oraz spóźniano decyzje o atakowaniu przeciwnika, czego efektem były dwa karne. Dopuściliśmy do oddania 8 celnych strzałów na naszą bramkę i przebiegliśmy o ponad 10 km mniej. Gdyby nie Majecki to zasłużenie byśmy przegrali.
Ktoś powie,że mecz był emocjonujący. Ze względu na obyczajność nie powiem gdzie mam takie emocje.
15niedziela, 16, lutego 2020 12:50
kibic60
"Można powiedzieć,że pieniądze nie grają.Co było aż nadto widoczne. Jak nie grają to może tak nająć do nas ekipę z Rakowa. Prezes przyoszczędzi 105 mln , załata wszystkie dziury w budżecie, nie tylko wyjdzie na swoje,ale jeszcze przyoszczędzi. A wynik gorszy nie będzie"

Wystarczy spojrzeć w tabelę, aby zauważyć, że wynik byłby gorszy. Znacznie gorszy.
Ciekawy jestem, czy po meczu Legia vs Real 3:3 kibice z Madrytu mieli podobne dylematy ?
16niedziela, 16, lutego 2020 19:21
CTP
Na początek zaznaczę, że oglądałem tylko I połowę, więc moje wnioski mogą być niepełne.
Mamy za sobą mecze z beniaminkami i muszę powiedzieć, że zbytnim optymizmem te pojedynki nie napawają. Fakt, że w tych meczach straciliśmy 3 bramki pokazuje, że nasza formacja defensywna nie tylko nie stanowi monolitu ale też zaczyna przypominać szwajcarski przysmak. Na domiar złego, te bramki nie padały po jakichś kontratakach przeciwnika, które są naturalne przy takiej taktyce ale na skutek gapiostwa/braku koncentracji naszych piłkarzy. Wydaje mi się, że Vuko powinien odbyć serię poważnych rozmów z niektórymi starszymi piłkarzami i przypomnieć im w jakim klubie grają.
Nasza linia pomocy chyba też powinna udać się do trenera na dywanik celem przypomnienia, że oni nie są tylko od rozgrywania piłki po obwodzie ale też od kreowania sytuacji dla napastników. Pije tutaj głównie do Martinsa, który ostatnio zaczyna grać mocno na alibi - strzałów z dystansu brak, prostopadłych podań też nie zanotowano. Od momentu, gdy Gwila przywitał się na dłużej z ławką, to ten pierwszy mocno obniżył loty.
Największy problem mam z Rosołkiem, bo chłopak w tym fragmencie, który oglądałem po prostu nie istniał skutecznie wyłączony z gry przez obrońców Rakowa. Z drugiej strony - "jak się nie przewrócis, to się nie naucys" jak mawiał niezapomniany Kobiela. Musimy znaleźć następcę Niezgody, bo samym Kante, mimo niewątpliwego postępu jaki zrobił, to ligi nie zawojujemy.

Jedyne, co mnie pociesza, to fakt, że tego typu mecze (z beniaminkami) piłkarze traktują zupełnie inaczej niż mecze z ligowymi wyjadaczami.

Mógłbym coś jeszcze napisać o zimowych transferach ale chyba wolę przemilczeć. Jeśli w tym roku znowu obejdziemy się smakiem, to wszystkim chyba wiadomo, komu powinniśmy "podziękować".
17poniedziałek, 17, lutego 2020 09:22
Zbyszek
@Kibic60.
Wybacz ,ale wraz z wiekiem poczucie humoru Ci się nie wyostrzyło. Smile.
18poniedziałek, 17, lutego 2020 11:38
MeM
Co do czytania naszej gry przez trenerów przeciwników - od dawna się zastanawiałem, kiedy któryś przeciwnik teatralnie padnie na murawę pociągany za koszulkę przez Jędrzejczyka przy dośrodkowaniu, bo Jedrzejczyk ZAWSZE tak robi. wystarczy obejrzeć dwa mecze żeby to wyłapac.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1