A+ A A-

Legia - Górnik Zabrze 1-3: W dołku

W czwartej kolejce Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Warszawie z Górnikiem Zabrze. Rozpędzeni goście pokazali, że komplet punktów w trzech pierwszych ligowych meczach nie był dziełem przypadku. Legia nie miała recepty na zabrzan i wyraźnie uległa gościom. Jedyną bramkę dla naszej drużyny zdobył Slisz.

 

Legia rozpoczęła w składzie: Boruc - Stolarski, Jędrzejczyk, Rémy, Mladenović - Kapustka, Slisz, Antolić, Luquinhas  – Kanté, Pekhart. Pierwsza jedenastka gości wyglądała następująco: Chudý - Wiśniewski, Koj, Gryszkiewicz - Masouras, Procházka, Manneh, Nowak, Janža - Jiménez, Sobczyk.

W pierwszych minutach meczu Legia była tylko tłem dla gości. Już w 4. minucie było 0:1. Po słabym wybiciu przez Boruca piłkę przechwycił Manneh. Goście błyskawicznie skontrowali, piłka wędrowała jak po sznurku i Sobczyk z bliska dopełnił formalności. W 6. minucie mogło być 0:2. Kolejny przechwyt zabrzan zakończył się mocnym strzałem Sobczyka. Piłka minimalnie minęła bramkę naszej drużyny. W 11. minucie po akcji Nowaka strzał oddał Jiménez. Boruc odbił piłkę na rzut rożny. W 17. minucie goście zdobyli drugiego gola. Legia kolejny raz łatwo straciła piłkę i  goście znów zaatakowali na pełnej szybkości. Nowak skopiował wyczyn Sobczyka i było już 0:2. W 20. minucie Boruc obronił uderzenie Manneha. W 22. minucie kontaktowego gola mógł zdobyć Mladenović, jednak Chudý odbił piłkę. W 24. minucie Kanté zmarnował dobrą sytuację po błędzie Wiśniewskiego. W 29. minucie  Rémy przeniósł piłkę nad bramką po rzucie rożnym. Ostatnią sytuację strzelecką legioniści zaprzepaścili w 43. minucie, kiedy strzał Luquinhasa został zablokowany przez jednego z obrońców Górnika.  

W pierwszej połowie nasza drużyna wyglądała na kompletnie zaskoczoną odważną taktyką Górnika. Goście grali wysoko, blisko siebie poszczególnymi formacjami, imponowali dynamiką w ataku. Na tym tle gra Legii wyglądała wyjątkowo bezbarwnie.

Na drugą połowę nie wyszli Pekhart i Kapustka, których zastąpili Lopes i Wszołek. W 47. minucie było 0:3. Legioniści znów katastrofalnie wyprowadzali piłkę z własnej połowy. Jednym podaniem obsłużony został Jiménez, z łatwością wymanewrował Jędrzejczyka i huknął w okienko. W 54. minucie Wiśniewski przewrócił Lopesa. Sędzia Gil najpierw podyktował rzut karny, ale po analizie VAR zmienił decyzję na rzut wolny. Antolić przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 60. minucie  prawą stroną przedarł się Wszołek, płasko wycofał do Slisza, który umieścił piłkę w bramce. Było 1:3. W 62. minucie Gwilia zmienił Antolicia. W 68. minucie Slisz popisał się świetnym rajdem, niestety fatalnie zepsuł wykończenie. W 71. minucie Lopes ujrzał żółtą kartkę za faul na Koju. W 76. minucie Rosołek zmienił Kanté, a kilka minut później Stolarski został zastąpiony przez Juranovicia. Na boisku nie działo się nic, co dawałoby nadzieję na odrobienie strat przez Legię.

Mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem Górnika, który sprawiał wrażenie drużyny znacznie bardziej wybieganej, zdecydowanej i mającej ciekawszy pomysł na grę. Legia całkowicie zawiodła. Nawet kiedy wydawało się, że nasza drużyna może złapać wiatr w żagle po bramce na 1:3, legioniści zaprzepaścili ten moment, irytując niedokładnością, brakiem dynamiki w grze ofensywnej i bezproduktywnymi podaniami w poprzek boiska. Na apatycznego i zrezygnowanego wyglądał nawet trener Vuković. W czwartek mecz pucharowy z Dritą. Legia potrzebuje zwycięstwa, ale i odzyskania formy i pewności siebie. Bez tego daleko nie zajedziemy.

Dyskusja (30)
1sobota, 19, września 2020 23:44
corazstarszy
Z takich zauważalnych cech, to: rywale już się coraz rzadziej dają nabierać na drybling Luquinhasa. Ostatnią ofiarą by Raków. Omonia, Jagiellonia, Wisła i Górnik radziły sobie dobrze z Brazylijczykiem.
Pierwszy raz, odkąd występuje w Legii, widziałem zdecydowanie negatywne zachowanie boiskowe w wykonaniu Bartosza Slisza. Chodzi mi o sfinalizowaną niecelnym strzałem akcję krótko po 1-3. On zawsze grał zespołowo, odpowiedzialnie. Tutaj wyraźnie mu odbiło. To zły symptom.
Nic nowego. Jest to, co fundowali Legii Berg 2015, Hasi 2016, Magiera 2017, Klafurić (+ cząstkowo Vuković) 2018 i, w mniejszym stopniu niż dziś, Vuković 2019.
Nie uważam ich wszystkich hurtem za idiotów, amatorów, nierobów, ignorantów, itd. A problem wciąż ten sam: dlaczego, skoro jest w miarę normalna, lub dobra forma pod koniec zakończonego sezonu, nie ma jej na początku następnego? Przecież np. przygotowania zimowe dobrze poszły – Legia przed epidemią w 2020 grała fajnie (chodzi mi o mecze z Cracovią, Lechią, Jagiellonią, częściowo Rakowem). Co takiego latem się zmienia, że trzeba czekać np. do października, aż zaskoczy? A wtedy już jest po pucharach.
Kto wierzy w recepty typu: Mioduski – good bye, nowy właściciel – da sukcesy, amator Vuković – good bye, doświadczony z sukcesami – da sukcesy, temu wolno wierzyć. Taki np. Dariusz Żuraw nie przerasta ‘doświadczeniem’ Vukovicia, a w Amice sytuacja pod kontrolą. Problem jest gdzie indziej niż w ‘doświadczeniu’. Nie wiem, gdzie.
Nie wiem, jak gra Drita. Natomiast, demonstrując taką grę jaką demonstruje od meczu z Linfield, Legia ma się czego w czwartek obawiać, a my z nią,
2sobota, 19, września 2020 23:56
Senator
Trzeba bić brawo Gornikowi, zagrał kapitalny mecz. We wszytkich elementach byli dwa razy lepsi od naszych piłkarzy. Żal było patrzeć na "grę " Legii.
CO do Vuko decydujące będą mecze eliminacyjne do ligi Europy, niestety z tym co pokazują do tej pory szanse naszej drużyny na pokonanie albanczykow oceniam na 30% .
Indywidualnie nie będę oceniał naszych zawodników, nie ma sensu się jeszcze bardziej denerwować. Jest źle, żeby nie napisać tragicznie.
3sobota, 19, września 2020 23:57
iocosus
Pozytywy przed meczem pucharowym:

Jeżeli Legia miała być zaskoczona grą rywala, to dobrze, że było to w meczu z Górnikiem, a nie z Dritą lub Karabachem.
Agresywną i intensywną w pressingu grą rywala na Ł3 od pierwszej minuty meczu legioniści już nie powinni być powtórnie zaskoczeni. 
Pozostało kilka dni na poprawę motoryki zespołu.
Pozostało kilka dni na reaktywację Mateusza Wieteski, w nim cała ma nadzieja, a to znaczy że cuda się zdarzają i trzeba w nie wierzyć do końca. 
Juranović to być może świetny prawy obrońca, żądny gry czyli na świeżości być może w super formie.
Wszołek wystawiony od pierwszej minuty - pozamiata!
Nie Antolic, nie Gwila, nie Martins ale Slisz z Karbownikiem w duecie okażą się pucharowym objawieniem środka pola Legii?
Zamiast dwójką napastników będziemy grali z ofensywnym środkowym pomocnikiem.
Vuko otrzymał świetny materiał poglądowy przed pucharami. 
Ani Drita, ani Karabach nie zagrają tak dobrze jak Górnik, nikt z ich sztabów szkoleniowych nie oglądał i nie obejrzy dzisiejszego meczu.
Tradycji musi stać się zadość, gdy sytuacja czyli gra wydaje się beznadziejna to ... wtedy zespół niespodziewanie zaskakuje.
4niedziela, 20, września 2020 01:19
CTP
"Jeżeli Legia miała być zaskoczona grą rywala, to dobrze, że było to w meczu z Górnikiem, a nie z Dritą lub Karabachem"

Drogi Iocosusie, to co ty uprawiasz, to się nazywa zagadywaniem rzeczywistości. "Zaskoczona grą rywala", to slogan, za którym nic nie stoi, w dodatku z gruntu fałszywy. Legia nie była zaskoczona, tylko po prostu obrała fatalną taktykę na ten mecz. Najprościej rzecz ujmując, nasi piłkarze nie biegali w sektorach, w których powinni biegać.
Mając tak dobrych technicznie piłkarzy jak Antola, Luqui, Karbo, Mladenovic czy nawet Slisz nie powinniśmy mieć żadnych problemów z wyjściem spod pressingu, nawet takiego jaki zastosował Górnik. Sęk w tym, że my byliśmy rozstrzeleni po całym boisku, przez co nie byliśmy w stanie stworzyć przewagi w żadnym sektorze boiska a zwłaszcza w tym, gdzie akurat była piłka. Obejrzyj sobie kiedyś mecz np. Bayernu i porównaj ich ustawienie w takiej fazie gry - tam jest zawsze, w każdym rejonie boiska, 3-4 piłkarzy do gry. U nas są zazwyczaj indywidualne akcje, które przy takim pressingu jaki zastosował Górnik muszą kończyć się stratą.

Nie wiem, czy to wynika z przygotowania fizycznego piłkarzy, które w obecnej fazie rozgrywek raczej nie jest optymalne, czy też to wynika z taktyki pt. "laga na Perkharta". Być może za jakiś czas to zatrybi, zwłaszcza gdy piłkarze złapią formę fizyczną i poprawią swoje parametry szybkościowe. Problem w tym, że zabieganie ligowych przeciwników, czyli to, co uprawialiśmy w końcówce poprzedniego sezonu, to dla mnie nie jest nowoczesny sposób grania. Daleko się na tym nie zajedzie a już na pewno nie do Europy.
5niedziela, 20, września 2020 02:26
iocosus
Drogi CTP wytrawny obserwatorze futbolu, dzięki za wskazówki, są dla mnie bardzo istotne, obiecuję że obejrzę sobie kiedyś mecz np. Bayernu.
6niedziela, 20, września 2020 07:46
dalkub
o meczu pisać nie chcę, bo byłoby i nie miło i brutalnie. Ja się zastanawiam tylko nad jednym, jeżeli wszyscy w klubie wiedzą że Legii szczyt formy potrzebny jest na sam początek rozgrywek i nie dlatego żeby być lepszym od Górnika, ale żeby być lepszym od Drity, Karabachu, Scherifa i innych tuzów których nazw nie pamiętam, to dlaczego od wielu lat się to nie udaje? Rozumiałem krótkie urlopy, rozumiałem roszady w składzie, rozumiałem zmiany trenerów i sposobu gry. Tym razem w sumie nikt nie odszedł, uzupełniono skład szybko, zawodnicy odpoczywali (ci kluczowi) o tydzień dłużej niż inni ligowcy, choćby ci z Zabrza, ośrodek z kosmicznym wyposażeniem, cuda wianki i znowu przed kluczowymi meczami dla klubu ciśnienie w dupie że nie przejdą przez drużynę z Kosowa - o tych z Kazachstanu nie wspominam celowo, aby nie denerwować interlokutorów. Czy ktoś z panów się pokusi? bo tak myślę że jak się da w Zabrzu to dlaczego nie w Warszawie?
7niedziela, 20, września 2020 08:32
kibic60
@ dalkub

"Ja się zastanawiam tylko nad jednym, jeżeli wszyscy w klubie wiedzą że Legii szczyt formy potrzebny jest na sam początek rozgrywek i nie dlatego żeby być lepszym od Górnika, ale żeby być lepszym od Drity, Karabachu, Scherifa i innych tuzów których nazw nie pamiętam, to dlaczego od wielu lat się to nie udaje?"

Ten swoisty "fenomen" w łopatologiczny sposób próbował wyjaśnić Zbyszek po meczu z Wisłą Płock.

W skrócie przypomnę:

"Trenerzy nie chcą,aby zawodnicy zbyt szybko uzyskali zbyt wysoką formę fizyczną. Generalnie w okresie tzw. przygotowawczym w procesie treningu zawodnicy dostają podbudowę w postaci wytrzymałości ogólnej oraz siły z elementami szybkości biegowej. Ta baza wyjściowa daje podstawy do rozwijania w mikrocyklu cech warunkujących moc i wynikających z niej dynamiki i intensywności gry, a więc szybkości wytrzymałościowej , szybkości specjalnej i szybkości startowej.Przy czym te cechy są kształtowane w warunkach startowych ,a więc poprzez udział w meczach. Z grubsza i w dużym uproszczeniu polega to na tym,że zawodnicy są zdolni do gry na wysokim pułapie możliwości organizmu w pierwszym meczu np. przez kwadrans , w drugim przez pół godziny i itd. Aż do osiągnięcia maksymalnego pułapu dla każdego zawodnika. W ten sposób można zarówno przyspieszać jak i opóźniać dojście do tego pułapu. Można to robić np. arytmią gry,albo tak jak to zrobił Vukovicz poprzez nakaz jej uspokojenia i zmniejszenia wysiłku i tempa gry w określony czasie, w tym wypadku w II połowie. Ewidentnie celem zabiegu było zahamowanie procesu wzrostowego,tak aby najwyższa forma zaistniała na decydujący mecz o awans do LE"

W meczu z Górnikiem najwyraźniej nasz sztab szkoleniowy poszedł krok dalej i "nakazał uspokojenie gry, zmniejszył wysiłek i tempo" już w pierwszej połowie, czego przykładem była gra całego zespołu z najbardziej doświadczonym "królem Arturem" na czele.
To on spreparował pierwszego gola, po niezwykle nonszalanckim zagraniu lewą (gorszą) nogą.
W moim odczuciu, to Artur Boruc jest największym rozczarowaniem okienka transferowego.

Zjawisko, o którym piszesz obserwujemy chyba w każdym sezonie, gdzie różne "meteoryty" na początku grają fajną, szybką piłkę, a kończą w środku tabeli.
Tak było ostatnio z Pogonią Szczecin, Wisłą Płock czy Jagiellonią Białystok kiedy po kilku kolejkach usadowiały się na fotelu lidera. Tak też będzie z Górnikiem.

Naszym problemem na dziś jest LE, bo aby się do niej dostać, trzeba wygrać tu i teraz.
Obserwując obecną Legię, możemy mieć z tym problem, choć wynik wczorajszego meczu jest złudny. Nie grając nic, Legia mogła a nawet powinna go wygrać. W pierwszej połowie zmarnowaliśmy 3 setki (Mladenivić, Kante, Pekhart) W drugiej dokładamy dwa gole (karny i podanie Slisza do Lopeza) i pozamiatane. Po 5:4 nastroje byłyby inne, ale oceny Legii jak zespołu w moich oczach by nie zmieniło.

Póki co, mamy piłkarzy, ale nie mamy drużyny.
Margines błędu jest już bardzo malutki, chyba że nasi włodarze wraz z piłkarzami zaczną oglądać mecze Bayernu... Very Happy

Na koniec przypomnę, że to, co nas niedawno zachwycało, rozpadło się całkowicie.
Skrzydła:
Vesović z Wszołkiem na prawym
Karbownik z Novikowasem (Cholewiakiem) na lewym
Louqinias w środku.
To był nasz motor napędowy, który z różnych przyczyn zastąpiliśmy Stolarskim, Kapustką, Mladenovićem (kolejny, który się przekonuje, że gra w Legii a innym polskim klubie, to dwie pary kaloszy)
Wczoraj po wejściu Wszołka mieliśmy namiastkę tamtej gry. (Gol i niepodyktowany karny)

Do tego wg mnie głupi pomysł z dwoma napastnikami i mamy to, co widzimy od początku rundy.
Oby sztab trenerski wyciągnął wnioski, bo czasu coraz mniej.

@ iocosus

"Nie Antolic, nie Gwila, nie Martins ale Slisz z Karbownikiem w duecie okażą się pucharowym objawieniem środka pola Legii?"

Mnie się wydaje, że Karbownika już w Legii nie ma
8niedziela, 20, września 2020 08:53
kibic60
Jeszcze jedno.

Zbyt wielu piłkarzy odbudowujemy, by na ten moment grać lepiej.
Stolarski nie grał chyba cały sezon.
Remy po kontuzji podobnie.
Kapustka jak wyżej
Wszołek po covidzie
Juranović po covidzie
Kante po kontuzji
Cholewiak po kontuzji
Antola po kontuzji
Boruc jak wyżej

Lewczuk wykartkowany
Wieteska kontuzja
9niedziela, 20, września 2020 09:44
CTP
Ot, i mamy typowy przykład polskiego myślenia: ktoś, kto namawia, aby wzorować się na najlepszych zaraz w odpowiedzi dostaje kpiny.
I nikt nie jest w stanie zrozumieć tej prostej zależności, że gdybyśmy próbowali wyprowadzać piłkę z własnej połowy w taki sposób, w jaki robią to najlepsi, to nikt i nic by nas nie zaskakiwało.
No chyba, że wy uważacie, że żeby biegać w takich strefach boiska, w których powinno się biegać albo pilnować we własnym polu karnym piłkarzy w innych koszulkach, to trzeba mieć jakieś galaktyczne umiejętności. No, ja pozwolę sobie mieć inne zdanie.
10niedziela, 20, września 2020 09:50
anonimowy_legionista
Legia nie ma trenera, forma drużyny zależy od od dwóch ofensywnych graczy, jak Wszołek, Luquinhas, którzy po pierwsze muszą być w formie fizycznej, po drugie muszą być wystawieni na swojej optymalnej pozycji.

Vuković nie potrafi zniwelować tego ustawieniem taktycznym. Brakuje również typowego lewoskrzydłowego, a oni sprowadzają w kółko zawodników, którzy nominalnie dają najwięcej na pozycji numer "10".

Podsumowując mamy, jednego nominalnego skrzydłowego - Wszołek, jedną super dziesiątkę Luquinhas i dwie nominalne dziesiątki do odbudowania.

To nie ma prawa funkcjonować dobrze.
11niedziela, 20, września 2020 10:16
kibic60
"I nikt nie jest w stanie zrozumieć tej prostej zależności, że gdybyśmy próbowali wyprowadzać piłkę z własnej połowy w taki sposób, w jaki robią to najlepsi, to nikt i nic by nas nie zaskakiwało"

Zdumiewające Very Happy
12niedziela, 20, września 2020 10:35
dalkub
CTP

wiem że to nie do mnie, ale cóż tam - gdybyś zapytał kolegę Iocosusa dlaczego to Bayern może wejść w sezon od dużego C i być do sezonu przygotowanym, przede wszystkim motorycznie a Legia nie, to byłby temat do rozmowy, jak zaczynasz od umiejętności taktyczno technicznych to rozmowa się kończy - zawodnicy Legii grają trochę w inną grę nić ci z Monachium - tyle

Bardzo ciekawy wpis kibic60 na temat obecnej formy Legii, to co ja zrozumiałem

1. Po pierwsze jak zrozumiałem sposób rozgrywania pierwszej połowy z Górnikiem był celowy, sztab kazał zwolnić i uspokoić grę, a dupska dał Boruc
2. Wynik meczu jest złudny, czyli de facto powinniśmy wygrać 5:4
3. Odbudowujemy zawodników, wielu po kontuzjach, albo nie grali, albo są kontuzjowani

Kilka słów komentarza - nie wiem ile czasu Górnik pociągnie na takich obrotach, może padnie już za tydzień, a może nie. Nie znałem i nie pamiętam żebym w jakikolwiek się zachwycał się jakimś piłkarzem Górnika. Wiem też że w kadrze Górnika są dużo gorsi piłkarze niż w Legii i prawdopodobnie żaden z nich w Legii by się nie załapał do 11. Wiem natomiast że pressing Górnika Legią zabił, zniszczył i połknął - nie trzeba być dobrym piłkarzem, wystarczy być dobrze przygotowanym fizycznie być agresywnym, skrócić pole gry. Nie sądzę aby coś ktoś komuś w Legii nakazywał - Legia grała dokładnie jak to opisał CTP, za daleko od siebie, bez dynamiki, bez pomysłu itd.
5:4 dla Legii - o tym mi się serio nie chce - mój znajomy mawia - pomarzyć piękna rzecz - tyle za komentarz
Te kontuzje i odbudowywanie - traktuję to jako kolejny excuse do tych które wymieniłem, bo to zawsze Legia ma za krótki urlop za dużo kontuzji za dużo nowych, za mało czasu itd. - sądzę że znajdziemy jeszcze wiele usprawiedliwień typu bo Stolarski nie grał, a Vesović ma kontuzję. Nie odpowiedzieliśmy na pytanie dlaczego ci co nie mieli kontuzji grają słabiej? - trener im tak każe? czy może im się nie chce?

A teraz wrócę do wypowiedzi Zbyszka - która moim zdaniem nie musi odbiegać od prawdy, ale powoduje moje zdziwienie, tym bardziej że w tym roku mamy 4 podejście do Europy. Przez ostanie 3 lata nauczyliśmy się (mam taką nadzieję), że aby mieć szansę zagrać w LE to musimy być gotowi na 2,3,4 rundę, a nie na październik albo listopad. Gdyby Legia była gotowa i wygrała z Omonią to być może dzisiaj puchary byłyby pewne, a delikatnie zastanawialibyśmy się nad LM. Mamy 4 podejście do pucharów i nadal ten sam błąd - drużyna nie jest gotowa i boimy się odpaść z drużyną z Kosowa (może dla części panów to nic takiego, dla mnie to dramat). Nadal nie rozumiem, dlaczego szykujemy formę na jesień wiedząc że będziemy drżeć aby nie odpaść z totalnymi outsiderami.
13niedziela, 20, września 2020 10:36
Zbyszek
We wszystkich statystykach meczowych, poza wynikiem, Legia była zdecydowanie lepsza od zespołu Górnika. Mnie jako analityka cieszy ,że moje przewidywania odnośnie wzrostu formy fizycznej zawodników znajdują potwierdzenie w rzeczywistości . Widać,że sztab poważnie traktuje Kosowarów i wczoraj spuścił hamulec na wybieganie i nasi zawodnicy przebiegli w dobrym tempie ponad 125 km o prawie 10 więcej niż gracze rywali.

Po ubiegłotygodniowej opowieści o klasycznej metodzie przygotowań fizycznych , która ma wiele wariantów i odmian nadszedł czas,aby omówić zasady gry w systemie do jakiego wdraża naszą drużynę trener Vukovicz wraz ze sztabem ,a mianowicie 4-4-2.
System ten wyrósł w drodze ewolucji zmierzania od ustawień silnie ofensywnych w kierunku zwiększonego zabezpieczenia własnej bramki przed utratą gola. Wykształcił się z systemu 4-3-3 poprzez przesunięcie jednego z napastników do drugiej linii po koniec lat 70-tych ubiegłego wieku.W pierwszym okresie jeden ze środkowych pomocników był ofensywnym ( swego rodzaju replika rozgrywającego z systemu 4-3-3) ,a drugi defensywny. Ponieważ zadań defensywnych przybywało to po kilku latach w środku grało dwóch defensywnych pomocników. Takie ustawienie taktyczne dominowało,aż do początku XXI wieku, kiedy to zostało zastąpione, jako dominujące,przez 4-2-3-1 ( wymyślone przez Toshaka w Realu w 1999 roku).W Polsce 4-4-2 grało się jeszcze we wszystkich drużynach do pierwszej dekady XXI wieku. Tak grała także np. nasza reprezentacja za Leo, ale i za Fornalika i za Nawałki,a do dziś drużyny Berga tak grają. Tu trzeba zauważyć,że system taktyczny ze swej natury nie jest ani defensywny,ani ofensywny, bo to nie system gra. Nie sposób jednak nie zauważyć,że system przynajmniej w wymiarze ilościowym wskazuje na przewagę funkcji defensywnych ( przy 4-3-3 graczy ofensywnych był 6, w pierwotnym 4-4-2 była równowaga po 5,a w klasycznej wersji tylko 4). Tyle tylko,że to zawodnicy grają w określonym systemie. I każdy system ma swoje programowe założenia, które zostały dość dokładnie opisane w literaturze przedmiotu,a i każdy jak obejrzy kilka meczów dobrych drużyn grających w tym systemie to prawidłowości w nim występujące z łatwości zauważy.Ustawienie 4-4-2 jest trudniejsze w realizacji od 4-2-3-1 gdyż jest mniej elastyczne i wymaga określonej charakterystyki do gry na poszczególnych pozycjach. Ponadto jest to system nie tylko wymagający dużej dyscypliny taktycznej,ale i pilnowania ,aby gra odbywała się w przydzielonych każdemu zawodnikowi strefach. W nim to ostatnie czyli gra strefowa jest szczególnie istotne, bowiem rozczłonkowanie graczy powoduje,że jak w jednej strefie jest ich za dużo to w innej ich nie ma. Te warunki brzegowe powodują,że gry w tym systemie trzeba się nauczyć. Rzecz nie polega li tylko na zrozumieniu założeń taktycznych ,ale istota tkwi w tym,żeby trener potrafił praktycznie przysposobić każdego do gry na swojej pozycji, do współdziałania czyli do ulubionego słowa Skorży - do automatyzmu. Legia dopiero zaczyna nim grać,ale początki są mało obiecujące i budujące. Ale o tym potem.

Omówienie zaczniemy od wyjściowego ustawienia ofensywnego.
Czterej obrońcy ustawieni są na kształt rogala z rogami w postaci bocznych skierowanymi w kierunku środka boiska. Przed bocznymi obrońcami w odległości nie pozwalającej na przerwanie łączności pomiędzy zawodnikami w bocznych rejonach znajdują się skrzydłowi. Defensywni pomocnicy rozstawieni są szeroko w pobliżu bocznych obrońców ,aby móc zdążyć z asekuracją.Środkowi napastnicy stoją w pobliżu środkowej linii boiska blisko siebie.Atakowanie odbywa się,albo poprzez przesuwanie się zawodników i formacji w kierunku bramki rywali metodą walca drogowego, albo poprzez szybkie przemieszczanie się graczy z piłką i krótkimi podaniami, lub też (rzadziej) poprzez przerzut piłki bądź od razu do napastników lub przez stację przekaźnikową w środkowej linii.Co nie wyklucza zagrań tzw. sytuacyjnych, ataków indywidualnych itd. .Stosuję metodę opisową,bo nie umiem wgrać opisów graficznych .
Przemieszaniu się piłki w kierunku bramki rywali towarzyszą zmiany ustawienia z 4-4-2,na 3-4-3, 2-4-4 i wreszcie 2-3-5. Generalnie większośc drużyn ofensywę rozpoczyna od bocznych obrońców, którzy piłkę wprowadzają na połowę przeciwnika, często korzystając z pomocy defensywnego pomocnika ( gra w trójkącie). Następnie boczni podają piłkę do skrzydłowego w celu kontynuowania ataku bocznym sektorem ,a sami pozostają na asekuracji. Skrzydłowi,albo grają do końcowej linii i stamtąd zagrywają piłkę do tyłu w pole karne,albo z pobliża pola karnego dośrodkowywują . W obu wariantach napastnicy zajmują odpowiednie pozycje w polu karnym. Jeżeli rywale uniemożliwią takie rozgrywanie piłki w ataku to skrzydłowi przekazują piłkę jednemu z dwóch napastników zwanego dogrywającym. W tym systemie jednego napastnika nazywa się dogrywającym a drugiego kończącym. W czasie przemieszczania się piłki dwaj środkowi obrońcy przesuwają się do przodu,zaś dwaj defensywni pomocnicy zajmują pozycje blisko linii pola karnego. Bowiem jeżeli szybki atak, lub kontratak jest z powodu prawidłowej reakcji obronnej rywali niemożliwy do przeprowadzenia, to drużyna przechodzi do ataku pozycyjnego grając szybką piłkę po obwodzie i szukając luk w defensywie rywali.

Z kolei kiedy drużyna przechodzi do defensywy to modyfikacja ustawienia następuje w ten sposób,iż najpierw jest to 4-2-4,następnie 5-3-2 i wreszcie 5-4-1. W defensywie napastnicy grają szeroko, defensywni pomocnicy wąsko w środku pola,zaś rogal obronny wygina się w kierunku linii końcowej boiska. Formacje i zawodnicy starają się grać maksymalnie blisko siebie. Kiedy rywal usiłuje atakować bokami to najpierw przeszkadzają mu napastnicy, potem skrzydłowi,a dopiero na końcu w rejonie własnego pola karnego obrońcy. . Gdy wróg chce na nas napaść środkiem to najpierw ma do czynienia z napastnikami,a potem z defensywnymi pomocnikami.Ten system był tak popularny i nadal chętnie się nim gra, gdyż w założeniu minimalizuje skutki tzw. błędów indywidualnych z powodu zagęszczenia szyków obronnych i pozwala na szybką możliwość asekuracji, przejęcia krycia, blokady, przechwytu piłki , podwajania, potrajania krycia itd..

Po tym pobieżnym omówieniu założeń systemu pora przejść do wskazania karygodnych odstępstw, których skutkiem był dotkliwa porażka , pomimo ,że wszystkie inne liczby i ogląd meczu wskazywały na naszą ogromną przewagę.
Za często rozpoczynaliśmy ofensywę od zagrywania piłki w poprzek boiska.W ten sposób pozwalaliśmy rywalom na uszykowanie obrony i rezygnowaliśmy z elementu zaskoczenia.Dodatkowo zawodnicy Górnika mogli pozostać na naszej połowie i w przypadku straty piłki mieli blisko do naszej bramki.Jednocześnie takie granie nabijało na liczniku % posiadania piłki, liczbę podań,ale było całkiem nieefektywne.
Skrzydłowi dokonywali zmian pozycji pomiędzy sobą co bardziej nas zaskakiwało i nam mieszało szyki niż rywalom. Takie podmianki mają sens tylko kiedy przeciwnik konkretnego skrzydłowego kryje indywidualnie. W przypadku obrony strefowej kto konkretnie gra jako rywal w strefie nie ma znaczenia.
Zwłaszcza Antolicz za często zawieruszał się na skrzydle rozrywając łańcuch współdziałania pomiędzy obrońcą a skrzydłowym i kilka razy zabrakło go w środku, tam gdzie Górnicy bezkarnie podchodzili pod nasze pole karne.
Niezależnie od systemu gry to nasi zawodnicy ofensywni ( napastnicy i skrzydłowi) generalnie nie zamykają skrzydeł, poza Wszołkiem Nie wiem czy trener tego nie widzi czy toleruje taką taktyczną zbrodnię. Nie wszystkie dośrodkowania są celne, rzec by można że większość jest mało celna,ale wszystkie niecelne nie muszą padać łupem rywali.
Zbyt wiele ataków rozpoczynaliśmy środkiem boiska,a nie skrzydłami. O ile jeszcze Mladenovicz zdobywał teren po skrzydle to Stolarski oddawał natychmiast po otrzymaniu , piłki do środka. A ataki oskrzydlające mają na celu zmuszenie przeciwnika do przegrupowania sił i do oddania nam terenu.
Mimo,że nasi zawodnicy dużo biegali to było ono mało efektywne.Efektywne bieganie polega m.innymi na zdobywaniu terenu, wychodzeniu na pozycje,byciu blisko rywala i uniemożliwienie mu rozegrania piłki itd.
Generalnie obaj nasi defensywni pomocnicy grali źle taktycznie. O ile jeszcze do wspomagania gry w ofensywie nie można mieć większych zastrzeżeń to w obronie pozwalali zawodnikom Górnika na zdobywanie przewagi pozycyjnej przed naszym polem karnym czego skutkiem było wiele groźnych strzałów dystansu.
Kompletnie niezrozumiałe było paniczne cofanie się naszych obrońców, zwłaszcza bocznych , gdy tylko zawodnicy Górnika zaczynali inicjować atak.Kto ich tej makabry nauczył.?. Porządnie wyszkolony piłkarz wie,że atakującym nie wolno dawać przestrzeni,a więc,że trzeba skracać pole gry. Kiedy zaczynają napadać to robimy dwa kroki do przodu,a nie trzy do tyłu.Ale od oduczenia ich tej głupoty też jest trener.
Graliśmy długą piłką na połowę rywali sprzecznie z sytuacją boiskową. Gra długą piłką jest jedną z możliwych opcji szybkiego ataku lub kontrataku,ale na Boga , tylko kiedy odebraliśmy im piłkę na własnej połowie i jest ich mało w obronie ,aby skutecznie pokryć naszych graczy ofensywnych. Natomiast gra długą piłką (Artur i inni wstyd), kiedy wrogów kupa równa się stracie piłki. Tak może grać drużyna która chce jak najniżej przegrać,a nie ta która chce wygrać.

Tak jak wczoraj nasz zespół był źle zorganizowany i prezentował nieuctwo taktyczne to nie mogliśmy meczu z poprawnie funkcjonującą drużyną Górnika wygrać.Bo futbol nie polega na bieganiu,ale na graniu i to piłką kopaną.

Nie ma chyba już miejsca na omówienie gry drużyny Górnika więc ograniczę swe wystąpienie Smile tylko do paru zagadnień sygnalnych.
Drużyna Górnika jest w permanentnej przebudowie.Przed sezonem odeszli od nich tacy gracze jak najlepszy strzelec Angulo. podpora defensywy Bochniewicz, oraz tej klasy zawodnicy co Jirka, Kopacz, Matuszek , Zapolnik czy dwaj Grecy Giakoumanis I Vasilantopoulos. Dyrektor sportowy Górników Artur Płatek nie tylko potrafiluiki uzupełnić ,ale i znaleźć takich klasowych graczy jak już świetny Alasana Manneh ( 22 lata) czy Alex Sobczyk ( 23 lata). Tylko,że nad tym wszystkim czuwa, zawodników rozwija, taktykę i organizację gry dostosowywuje do możliwości graczy trener z prawdziwego znaczenia Marcin Brosz. Najtrudniej jest zbudować coś z niczego. Natomiast psujów, którzy marnotrawią najlepszy materiał jest na pęczki.

I na zakończenie coś z pozoru weselszego.
Nawiedziłem sklep Legii zwany jakoś tak dziwacznie, w każdym razie nieśmiesznie. I na co moje oczodły się najpierw wybałuszyły ?. Na te damy na różnistych plakatach. I naszła mnie taka myśl nieboga,że one chyba za urodne i za apetyczne są. One mianowicie mają coś reklamować i być siłą marketingową. Tyle tylko,że poza ich nadobnymi pyszczkami i innymi szczegółami człek niczego innego nie zauważa.Ba , normalny facet nie widzi co one mają na sobie,a te koszulki i inne zbędne akcesoria najchętniej i najszybciej rad by zdjąć.Zdjąć szanowni macherzy od reklamy,a nie założyć.Bowiem przeszkadzają tylko w oglądzie tego co chce się widzieć w całej, że tak powiem, nagiej krasie.
W każdym razie wrażenia ,że się tak wyrażę , estetyczne akuratne. W odróżnieniu od wrażeń po wczorajszym blamażu.
14niedziela, 20, września 2020 10:45
kibic60
@ dalkub

Jedno słowo - ironia
15niedziela, 20, września 2020 11:05
kibic60
@ Zbyszek

Ze składu wynika, że Legia faktycznie chciała grać systemem 4 4 2
Niestety z sektora 213 wyglądało to zupełnie inaczej.
Bardzo dużymi fragmentami graliśmy systemem 4 1 5 (w linii)
Takim ustawieniem oddaliśmy Górnikowi cały środek pola.
Po indywidualnych błędach (stratach) gdzie nasi piłkarze podawali do przeciwnika, przed naszą bramką przeciwnik miał puste pole. Tak padły wszystkie trzy gole dla Górnika.
1. Zagranie Boruca do przeciwnika w 3 min 3 sek 0 : 1
2. Zagranie Antolica do przeciwnika 5 min 38 sek (tu na szczęście gol nie padł)
2. Zagranie Remyego do przeciwnika (tu też szczęście dopisało)
3. Zagranie Jędzy do przeciwnika w 15 min 50 sek 0 : 2
4. Zagranie Slisza do przeciwnika 46 min 50 sek 0 : 3

Osobnym zagadnieniem jest, dlaczego nasi defensorzy potykają się o własne nogi ?
16niedziela, 20, września 2020 11:11
Baron
Wynik nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, więcej spodziewałem się tego. Jestem przekonany, że kilka zaskoczeń będzie jeszcze nas czekać, aż w końcu zaskoczony Mioduski walnie pięścią w stół, czym my nie będziemy już zaskoczeni.
17niedziela, 20, września 2020 11:19
Zbyszek
@kibic60.
Obaj mówimy o tym samym tylko innymi słowami i nieco inne, u Ciebie bardziej konkretne niedomogi i babole przywołujemy na poparcie swoich tez.Jak mniemam chodzi nam o to samo.A mianowicie o to,że organizacja gry naszej drużyny była na nieodostatecznym poziomie i że bramki były niejako wypadkową tego,że zostawialiśmy rywalom puste strefy i dlatego błędy indywidualne kończyły się bramkami . Nie każda strata piłki,nie każde niecelne podanie nawet do rywala kończy się golem. Tak dzieje się tylko wówczas , gdy on po otrzymaniu piłki nie ma nikogo na swej drodze do naszej bramki.
Ja nie piszę o kompromitacji czy o odwoływaniu trenera. Wskazuję tylko na te braki w taktyce i organizacji gry, które koniecznie trzeba wyeliminować.Bowiem błędów indywidualnych nie wyeliminujemy. A piszę tak dlatego,że jak to się potocznie mówi, nasza gra była dużo lepsza jak wynik.
18niedziela, 20, września 2020 11:22
gawin76
Ależ Bayern to jest właśnie bardzo adekwatny przykład, bo przecież tenże Bayern mniej więcej rok temu boleśnie kopał się po czole. A potem przyszedł Flick.

I teraz pojawia się pytanie czy Flick pozostawał uśpionym geniuszem trenerki? Wątpliwe. Pewne jest natomiast, że futbol to delikatna materia, w której decydujące niekiedy okazują się trudne do zdefiniowania szczegóły. Bayern Flicka z dnia na dzień zaczął grać świetną piłkę i od tamtego czasu nikt nie majstruje przy tym mechanizmie. Ani sam trener, ani zarząd, mimo że rzeczony Flick miał przecież być tymczasowym trenerem na chwilę. Jak żre to żre.

W Legii Vukovicia w pewnym momencie też zaczęło żreć, tyle że dzisiejsza drużyna to już zupełnie inny zespół. Po części jest to efekt różnych zdarzeń, kontuzji i transferów, ale po części niestety także chaotycznych decyzji sztabu szkoleniowego. W polskich warunkach wystarczająco trudno o stabilność i kontynuację z przyczyn finansowych, szkoda że sami jeszcze dodatkowo pogłębiamy ten problem.
19niedziela, 20, września 2020 11:51
dalkub
Gawin

jedyny transfer z klubu to Majecki, jedyny kontuzjowany z wpływem na grę to Vesović. Drużyna personalnie jest mocniejsza niż była, nie rozsprzedano jej, a wzmocniono (pewnie tu możemy polemizować).
Zwalanie na finanse itd tego co się dzieje to chyba przesada. Może zamiast szukać dziwnych wytłumaczeń warto powiedzieć, że ktoś lub jakaś grupa daje dupy.

Zbyszek

Oby twoje spostrzezenia co do biegania i rosnącej formy fizycznej były prawdziwe. Ja zwracam uwagę że od samego biegania nie musi być gry. Dalej cieszy liczba przebiegniętych kilometrów, martwi że większość w małym tempie. Co najbardziej martwi to przygotowanie taktyczne i ustawienie na boisku i brak pressingu w jakiejkolweik części boiska
20niedziela, 20, września 2020 11:53
CTP
Przywołałem Bayern tylko z jednego powodu: po prostu ich oglądam, mniej więcej tak samo często jak Legię. Idę o zakład, że ich sposób gry jest powszechnie stosowany w wielu europejskich ekipach i równie dobrze można byłoby przywołać, bo ja wiem, Olympic Lyon czy Atletico. To, co uprawia Vuko, to jakiś archaiczny styl gry, kompletnie zapomniany na europejskich boiskach. Od momentu, jak zmieniono przepisy odnośnie tzw. "piątki", czyli rzutu pośredniego wykonywanego spod własnej bramki, to dalekie wykopy przez bramkarza zaczynają już powoli odchodzić do lamusa a kreowanie własnych akcji rozpoczyna się już we własnym polu karnym.
Obecnie, to jest elementarz. Być może, gdy Vuko robił licencję, to jeszcze "kuleszówka" nie miała nowych podręczników. Może niech Mioduski mu zasponsoruje, bo dalsze stosowanie taktyki pt. "laga na Perkharta" zaraz doprowadzi do tego, że nie tylko pożegnamy się z pucharami ale też zaczniemy dostawać łomot od naszych rodzimych ogórków.

Zgadzam się ze Zbyszkiem, że bramki padły w konsekwencji tej taktyki ale też nie można zapominać o postawie naszej defensywy przy tych straconych bramkach. Kryminał, to najłagodniejsze określenie. Pierwsza bramka padła, gdy mieliśmy przewagą 6 do 3! 3 piłkarzy Górnika zrobiło idiotów z 6 piłkarzy Legii! A za to, co odpierdolił Remy, to w normalnym klubie już by się przywitał z ławką i dostał zielone światło na poszukiwanie nowego.
21niedziela, 20, września 2020 12:31
gawin76
Dalkub, uwaga o finansach była natury że tak powiem ogólnej, spójrz na Piasta po mistrzowskim sezonie, przypomnij sobie dlaczego odchodzili z Legii Vadis czy Radović albo dlaczego zimą 2011 sprzedaliśmy Komorowskiego, Rybusa i Borysiuka. Za każdym razem oznaczało to niepowetowaną stratę i za każdym razem coś nas to kosztowało w wymiarze sportowym. W Polsce tak to już jest (i będzie), że nawet jak się uda się zbudować coś fajnego to nie ma się co do tego przyzwyczajać. A już najgorsze jest naiwne myślenie, że jak sprzedam ważnego dla drużyny gościa za powiedzmy dwa miliony euro to kupię takiego, który z miejsca go zastąpi. Nie, bo w naszych realiach w zasadzie nie ma opcji, by ściągać ludzi, którzy w pojedynkę odmienią grę zespołu. Raz na sto prób trafi się Vadis, ale wielokrotnie ważniejsza od transferowej ruletki jest spójna wizja drużyny i precyzyjna ocena jej personalnych potrzeb.

Majecki, Vesović, tak, ale jest też problem z drugim środkowym obrońcą, Kante czy Antolić to też nie są ci sami ludzie co w zeszłym roku. Moja już bardziej konkretna uwaga jest taka, że Vuko niestety pogłębia istniejący chaos, co oczywiście możesz zwać dawaniem dupy. Zamiast mobilnych Kante czy Niezgody, mamy Pekharta, który wymusza swoją charakterystyką zupełnie inny sposób budowania akcji, Luquinhas, który rozbłysł jako ofensywny pomocnik, gra na skrzydle, nawet Slisz, choć nikt nie chce go specjalnie krytykować, oznacza negatywną zmianę w środku pola, bo facet nie odnajduje się w grze kombinacyjnej, to taki trochę Radek Michalski sprzed 25 lat i Antolić dużo lepiej rozgrywa w parze z Martinsem albo i Gwilią niż z nim.
22niedziela, 20, września 2020 13:55
kibic60
"jedyny transfer z klubu to Majecki, jedyny kontuzjowany z wpływem na grę to Vesović. Drużyna personalnie jest mocniejsza niż była, nie rozsprzedano jej, a wzmocniono (pewnie tu możemy polemizować)"

To porównajmy.
Skład Legii w pamiętnym meczu z Górnikiem 5:1 (zaledwie 11 miesięcy temu)

Radosław Majecki, Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Igor Lewczuk, Michał Karbownik, Andre Martins, Domagoj Antolić, Paweł Wszołek, Luquinhas, Arvydas Novikovas, Jarosław Niezgoda.

Wczoraj z tego składu zabrakło 7 piłkarzy

O "wzmocnieniach" możemy porozmawiać za kilka miesięcy.

Przypomnijcie sobie jak cierpieliśmy na początku sezonu 16/17

1:1 z Zrinjski Mostar
0:0 i 1:0 z AS Trenczyn
1:1 z Dundalk F.C

A w składzie:

Arkadiusz Malarz - Łukasz Broź, Igor Lewczuk, Michał Pazdan, Adam Hlousek, Tomasz Jodłowiec, Vadis Odjidja Ofoe, Thibault Moulin, Michał Kucharczyk, Steeven Langil, Nemanja Nikolić.

Później remis z Realem i wyjście z grupy.

A tak po awansie do LM pisał dalkub Very Happy

" to był koszmar, ta drużyna grała tak słabo że ja tak słabej gry nie pamiętam. Nawet truskawkowi grali składniej, nie dało się na to patrzeć. Tak słabej drużyny w LM nie było chyba jeszcze, drużyny która nie potrafi narzucić gry półamatorom z Irlandii którzy aby tu przyjechać wzięli sobie urlop w robocie. Praktycznie każdy nasz zawodnik gra słabiej niż pół roku temu czy rok temu i błagam tekstów o Euro i obozach oraz kontuzjach słuchać mi się nie chce. - tłumaczyć się można z formy w lipcu a nie z końca sierpnia. Coś w tej drużynie nie gra i moim zdaniem w tej konstelacji nie zagra.
Ułożyłem nawet referenik do znanej warszawskiej piosenki - Królu Zygmuncie powiedz nam czyś widział Legię tak słabą jak dziś?"

Parafrazując Senatora

"Cała Legia jaką znam i pamiętam od lat. Im słabszy rywal tym większą padakę gra Legia. Smutne to bo wszytko się zmienia tylko nie Legia" i dalkub Very Happy
23niedziela, 20, września 2020 14:10
corazstarszy
Podsumowując, chyba zgoda panuje co do tego, że mecz Legia - Górnik nie taki ważny jak mecz Legia - Drita. Przerażający, choć znany z poprzednich lat, obraz ujrzeliśmy już w Legia - Linfield. I niestety, gra się od tego czasu nie poprawiła. Trudno zatem o złudzenia przed czwartkiem. Każdy ligowy mecz, dla mnie przynajmniej, jest wyczekiwaniem na poprawę. Ale ona nie nadchodzi. A kolejne mecze ligowe tylko potwierdzają ten zły stan rzeczy. Liczymy, bo tylko to nam zostaje, na nagły przełom. Ale ja takiego przełomu nie pamiętam. Nie wiem, może w 1990 jesienią, gdy Legia bardzo słabo grała w lidze, do Aberdeen jechała na ścięcie, a przywiozła 0-0 i w rewanżu wyszarpała awans. Tylko że to były mecze z pokolenia wnucząt naszych. Od tego czasu, ja nie pamiętam nagłej metamorfozy na plus w pucharach. Nie dawały jej także zmiany kadrowe i w ustawieniu. My sobie możemy pisać: a Gwilia to, a Boruc tamto, a Remy, a Valencia. Ale same zmiany w składzie i ustawieniu niczego nie zmieniają, gdy formy nie ma - nie zmieniły u poprzedników, nie zmienią teraz.
Da porównania, wyjściowe jedenastki z 2015 z Legia - Zagłębie 2-2 i z Midtjylland - Legia 1-0, obydwa zaraz po sobie, obydwa bardzo nieudane, po których nikt żadnych pozytywów nie widział:
(Zagłębie) Kuciak - Bereszyński, Lewczuk, Vranjes, Brzyski - Guilherme, Furman, Jodłowiec, Duda - Kucharczyk, Nikolić.
(Midtjylland) Kuciak - Bereszyński, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski - Guilherme, Furman, Vranjes, Kucharczyk - Prijović, Nikolić
24niedziela, 20, września 2020 14:24
Senator
@Corazstarszy
Myślę, że za Berga taka przemiana była. Super Puchar dramat ( jakiś 5 skład.) Mecz bodaj z irlandczykami wyszarpany remis w ostatnich minutach na Lazienkowskiej , a później chyba 5:0 tam i słynne mecze z Celticem. No chyba że pomerdałem okrutnie Smile
25niedziela, 20, września 2020 15:07
sektor212
Kibic60

A tak po awansie do LM pisał dalkub ......

Czy w ocenie gry Legii Dalkub się mylił? Czy napisał nieprawdę?
Przypomnę ci, że pierwszy mecz w LM to oklep i 0:6 pożegnanie Albańskiego trenera.

"Później remis z Realem i wyjście z grupy" - oczywiście tak było tylko, że pod kierownictwem innego dyrygenta z innym ustawienie i innymi zadaniami taktycznymi dla poszczególnych zawodników. Ja w tym samym okresie miałem takie same uwagi co Dalkub patrząc na poczynania Legii.


Dziś usprawiedliwiać Vuko za taktyczne uwstecznienie gry Legii do poziomu prezentowanego w lipcu przed rokiem jest mocno naciągane. Każdy klub w Europie o podobnym potencjale finansowym zmaga się z podobnymi problemami co my. Chińską zarazą, ubytkami czołowych zawodników czy kontuzjami większości trenerom komplikuje okres przygotowawczy do sezonu jak i jego sam start. To nie wyłącznie Vuko ma pod górkę a reszta trenerów drogę usłaną samymi różami.

Od trzech tygodni zadaję sobie jedno pytanie. Dlaczego Vuko zaczął grać tak nisko i ustawił formacje tak daleko od siebie. Dlaczego zrezygnował gry krótkimi podaniami tylko zdecydował się na budowę gry ze strefy niskiej długimi górnymi zagraniami.
Analizuje i poszukuje racjonalnej odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Pewne aspekty zaczynam pomału układać w całość, lecz swoją analizą podzielę się trochę później.
26niedziela, 20, września 2020 15:50
corazstarszy
@Senator
Myślę, że za Berga taka przemiana była. Super Puchar dramat ( jakiś 5 skład.) Mecz bodaj z irlandczykami wyszarpany remis w ostatnich minutach na Lazienkowskiej , a później chyba 5:0 tam i słynne mecze z Celticem. No chyba że pomerdałem okrutnie

To ja pomerdałem, mając na myśli, a propos 1990, że od tego czasu to pokolenie naszych wnucząt zdążyło(by) się pojawić.
Te mecze Legii z irlandzkim Saint Patrick, o których piszesz, faktycznie były za trenera Berga, ale przypadały o sezon wcześniej i odbyły się w el. ChL: początek 2014/15. Te, o których napisałem to już wczesny 2015/16. Po przegranym MP chodziło o Europa League. Legia pokonała w eliminacjach rumuńskie Botoshani, albańskie Kukeshi i Zorię Ługańsk. Midtjylland to już była faza grupowa. Za to w lidze, po piorunującym starcie, przyszła zapaść: 8 kolejek w z jedną wygraną w Chorzowie, a tak - remisy i porażki w okropnym stylu, wcale nie z potentatami. Także schyłkowy trener Berg też nie umiał w tamtym momencie odmienić gry Legii. Jakieś pojedyncze przebłyski dobrej gry, np. w przegranym z Napoli 0-2 meczu w Warszawie, się pojawiły. Ale w lidze Piast nam uciekał, Legia sobie wegetowała w środku tabeli, 100-lecie klubu nadchodziło i każdy marzył o odzyskaniu MP. Ale na to się nie zanosiło, a przegrane mecze w fazie grupowej EL nikomu nie poprawiały humoru. I wtedy przyszedł nowy trener Czerczesow. Także, uważam, że przerabiamy powtórkę scenariusza m.in. z późnego trenera Berga w sensie braku zmian na lepsze mimo upływającego czasu.
27niedziela, 20, września 2020 16:42
świrekwampirek
Po pierwszym sezonie Skorży w Legii 2010/11 większość wieszczyła klęskę w pucharach, a Legia wpierw wyeliminowała pyszałkowatych Turków, później niezapomniany pierwszy awans do fazy grupowej LE po ograniu Spartaka i dobra gra w samej grupie z której wyszliśmy.
Tu nie było zmiany trenera.
28niedziela, 20, września 2020 17:03
dalkub
sektor

daj spokój - chłop musi - on już w trakcie tego pamiętnego 0:6 wiedział że Legia zremisuje z Realem - luz można się przyzwyczaić.
Teraz stara się nas przekonać że Legia ma słabszy skład w tym meczu niż 11 miesięcy temu - farmazon jak zwykle. Nie rozumie/nie dostrzega/ nie chce, że wtedy Legia była w formie, a teraz jest w formie ale do ciasta. A w ogóle to powinno być 5:4 dla Legii - tego się trzymajmy.
29niedziela, 20, września 2020 19:53
sektor212
Dalkub
1. „Nadal nie rozumiem, dlaczego szykujemy formę na jesień wiedząc że będziemy drżeć aby nie odpaść z totalnymi outsiderami”
2. „Czy ktoś z panów się pokusi? bo tak myślę że jak się da w Zabrzu to dlaczego nie w Warszawie?”
Pokuszę się o własną opinię na twoje trafne spostrzeżenia.
1. My Polacy jesteśmy tak wytrawnymi analitykami i specami, że w sierpniu martwimy się o to co będzie w październiku/listopadzie zapominając, że po drodze jest wrzesień. Ostatnie 8 lat zebranego doświadczenia w kwestii przygotowań drużyny do sezonu, a w klubie w dalszym ciągu nikt nie potrafi odpowiednio zanalizować tej wiedzy i przełożyć ją na dany zespół. Wygląda to tak, że kolejni trenerzy działają jakby we mgle poszukując od początku optymalnego procesu treningowego. Żadnej ciągłości specjalnie nie widać. Patrząc na ostatni mecz i przebiegnięty dystans Legia 112,42 km, a Górnik 122,76 km jest mocno wymowne. Głównie różnica pomiędzy oboma ekipami wynika z faktu, że zawodnicy ze Śląska zdecydowanie więcej biegali bez piłki szukając wolnych przestrzeni (ofensywa) czy grali dużo bliżej naszych zawodników co wymagało ciągłego ruchu. Górnicy dążyli do stworzenia liczebnej przewagi w sektorze, gdzie toczyła się gra.
Czy obecna Legia to wyłącznie brak sił? Same nogi nas nie niosą? Patrząc na szybkie nasze indywidualne ataki braku mocy jakoś specjalnie się nie dopatrzyłem. Uważam, że większa nasza ofensywna niezdarność wynikała ze zbyt dalekiej pozycji względem piłki czy kolegi z drużyny. Podobne błędy w ustawieniu można było dostrzec w fazie bronienia. Ja wszystkiego na fizykę bym nie zwala.
2. Drugi punkt mocno podważa ostatnie wybory taktyczne czy personalne naszego sztabu szkoleniowego. Raków gra w dalszym ciągu swoją piłke, którą prezentował w zeszłym sezonie. Tu wyłącznie skupię się na naszej formacji obronnej i bramkarzu. Wydaje się, że mamy najstarszy i najwolniejszy blok defensywny w lidze. Lewczuk i Jędrzejczyk swoją grę opierają na doświadczeniu i odpowiednim czytaniu gry. Obaj specjalnym sprintem czy zwrotnością już nie dysponują. Remy wolny jak wóz z węglem czyli mamy trzech nie za szybkich środkowych defensorów. Wiekowy Astiz w zasadzie nie mam pojęcia co jeszcze robi w pierwszej drużynie. Witeska kontuzjowany a młody Mosór nie dostaje szans pokazania się na placu choć przyznam uczciwie zdecydowanie wolałbym Ariela na boisku zbierającego niezbędne doświadczenie niż człapiącego Remyego. Prawa strona defensywy – Karbownik w obronie poprawnie lecz ofensywnie zdecydowanie gorzej niż na lewej flance (bez zejścia do środka boiska co po lewej stronie siało sporo zamieszania w szeregach obronnych rywali). Poza tym Karbo już jedną nogą w Napoli. Stolarski zupełnie nieradzący sobie w defensywie. Nasz nowy nabytek Juranovic jak do tej pory bardziej był zainteresowany zwiedzaniem Warszawy niż grą. Lewa strona defensywy – najmocniej obsadzona i dając największy spokój naszemu trenerowi. Choć nie idealna, lecz trzymająca przyzwoity poziom. Bramkarz – syty 40 letni Pan bramkarz jak do tej pory nic nadzwyczajnego nam nie wybronił. Dwie stracone bramki (po krótkim rogu) pokazały, że refleks nie ten sam co jeszcze 2-3 lata temu. Również na przed polu specjalnie różnicy nie widać po odejściu Majeckiego. Do Króla Artura mam jedno podstawowe zastrzeżenie. Choć to tylko dwa mecze to ja z trybun nie zauważyłem specjalnie dużego zaangażowania w kierowaniu naszym blokiem defensywnym. Reasumując nasz cały blok defensywny mocno zaawansowany wiekowo i mało zwrotny. Mecz z Rakowem najmocniej obnażył nasze problemy w grze obronnej, kiedy rywal grając w dziesiątkę wjeżdżał w nasze szeregi obronne bez większego problemu. Jak dobrze pamiętam to w Bełchatowie jeszcze Vuko nic specjalnie taktycznie nie zmienił. Graliśmy wysoko do strzelenia bramki. Dopiero od momentu uzyskania prowadzenia linie poziome poszczególnych formacji przesunęły się niżej (chęć dowiezienia do końca korzystnego wyniku).
Być może właśnie ten mecz pokazał trenerowi, że grając wysoko w obronie nasz środkowy blok defensywny jest zmuszony częstego ścigać się z szybkimi napastnikami rywali. To był poważny sygnał ostrzegawczy przed zbliżającymi się meczami w eliminacjach LM. Przypuszczam, że ten aspekt pchnął Vuko do zmian taktycznych. Oczywiście można ustawić niżej zespół, lecz taka gra wymaga dużo większej intensywności całego zespołu (dalej do bramki rywala). Vuko próbując zaoszczędzić trochę sił zdecydował się na atak szybki z wykorzystaniem długiego górnego podania w boczne strefy boiska. Jeżeli takie były założenia to ten system w praktyce nie funkcjonuje. Skrzydłowi po odbiorze w strefie niskiej są wykluczeni, gdyż muszą się przemieścić na połowę rywala w ewentualną wolną strefę. Pekhart nie zbiega w boczne strefy tylko trzyma się środkowej części boiska. Tak ustawiony powoduje, że nasza budowa gry ogranicza się do pchania gry środkiem i szybkiej straty, gdyż środkowa formacje nie nadążają przesuwać się wyżej (nie są pod grą). I tak dalej poszczególne pozycje nie są przygotowane do długiej dzidy. Zmiana systemu gry ograniczyła nam mocno pole manewru w grze ofensywnej. Tak to widzę z fotela kibica na stadionie.
30poniedziałek, 21, września 2020 08:39
Moros
Sektor naprawdę ciekawa analiza. Ja tam nie jestem jakimś wielkim znawcą, ale od meczu z Rakowem widać, że z naszą grą obronną jest coś nie tak. Coś nie coś rozjaśniłeś Smile Nie jest to optymistyczne, bo z tym materiałem jaki posiadamy, nie ma co liczyć na poprawę w szybkości i zwrotności naszych obrońców. Coś za co jeszcze rok temu Vukovic był chwalony, czyli żelazna defensywna, gdzie w eliminacjach do LE, straciliśmy tylko 1 gola, teraz stała się naszą piętą Achillesową i nie za bardzo jest jak zareagować. Mówi się, że mamy mieć nowego trenera, specjalistę od "zabijania meczów" i ustawienia defensywnego zespołu. Może to nam się w tej chwili przydać, choć w dłuższej perspektywie może być z tym różnie. To jednak zupełnie inny temat...

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1