A+ A A-

Wisła Kraków - Legia 1-2: Szczęśliwe zakończenie

Legii długo nie układał mecz w Krakowie w trzynastej kolejce sezonu. Ostatecznie jednak, dzięki dwóm bramkom Pekharta w końcówce meczu, Wisła została pokonana. Legia pozostaje na pierwszym miejscu w ligowej tabeli.

 

Trener Michniewicz tym razem nie mógł skorzystać z Kapustki i Karbownika. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Boruc – Juranović, Wieteska, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Slisz, Valencia, Martins, Luquinhas – Pekhart. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Lis – Szot, Frydrych, Mehremić, Sadlok – Mak, Plewka, Savić, Żukow, Yeboah – Forbes.

W pierwszej fazie mecz był szarpany, obu zespołom brakowało płynności. Z tego chaosu z ciosem wyszła Wisła. W 12. minucie piłkę w polu karnym otrzymał Yeboah, uderzył płasko w długi róg i Boruc musiał wyciągać piłkę z bramki. W 17. minucie odpowiedzieć mógł Luquinhas, niestety przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką. Minutę później kontrę Legii strzałem zakończył Juranović, ale uderzenie było lekkie i Lis nie miał kłopotu z interwencją. W 21. minucie Forbes mógł wykorzystać nieporozumienie Jędrzejczyka i Wieteski, na szczęście trafił w Boruca. W 39. minucie Mladenović posłał piłkę w pole karne, jednak Sadlok uprzedził Wszołka.

Do przerwy Wisła prowadziła 1:0. Gospodarze grali z dużym zaangażowaniem, agresywnie. Legioniści nie potrafili dać sobie rady z tak usposobionym rywalem. Zawodził zwłaszcza przemeblowany środek pola naszego zespołu.

W 49. minucie legioniści stracili piłkę na własnej połowie. W dobrej sytuacji znalazł się Forbes. Strzał napastnika Wisły minął bramkę. Legia odpowiedziała niecelnym uderzeniem Slisza. W 52. minucie po ładnej akcji Legii strzał głową oddał Wszołek. Lis złapał piłkę. W 59. minucie Skibicki zmienił Wszołka. W 65. minucie Wieteska umieścił piłkę w bramce Wisły, ale sędzia odgwizdał spalonego. W 68. minucie Cholewiak zastąpił Valencię. W 71. minucie błąd popełnił Jędrzejczyk. Na bramkę Legii ruszył Forbes. Po dużym zamieszaniu niebezpieczeństwo pod naszą bramką zostało zażegnane. W 74. minucie Boruc odbił mocny strzał Forbesa oddany z niewielkiej odległości. W 76. minucie Mladenović nie trafił w bramkę z rzutu wolnego tuż zza linii pola karnego Wisły. W 80. minucie Luquinhas został sfaulowany w polu karnym. Sędzia Przybył bez wahania podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Pekhart i mocnym strzałem pokonał Lisa. Było 1:1. W 88. minucie Pekhart oddał mocny strzał z pola karnego, niestety minimalnie niecelny. W 89. minucie Czech drugi raz trafił do bramki Wisły. Prawą stroną ruszył Juranović, dośrodkował, Pekhart uprzedził Frydrycha i Legia prowadziła 2:1. Do końca meczu nasi zawodnicy nie pozwolili Wiśle na przeprowadzenie groźnej akcji.

To był trudny mecz dla Legii. Wydaje się, że zawodnicy Wisły nie wytrzymali intensywności, z jaką starali się przeciwstawiać legionistom przez cały mecz. Końcówka Legii była piorunująca i wymazała niezbyt dobre wrażenie z wcześniejszych fragmentów meczu. Kolejny raz swoją skuteczność potwierdził niezawodny Pekhart. W najbliższy piątek ostatni mecz przed przerwą zimową – na Łazienkowską przyjedzie beniaminek z Mielca.

Dyskusja (42)
1sobota, 12, grudnia 2020 22:58
xxx
"To był trudny mecz dla Legii. Wydaje się, że zawodnicy Wisły nie wytrzymali intensywności,"

A gdyby zawodnicy Wisły wytrzymali intensywność?
Nasza liga nie jest żadnym miernikiem, dla jakości zespołu. Zawodnicy Karabachu wytrzymali a nawet narzucili intensywność i nas zmiażdżyli. Czy podobnie będzie w kolejnym podejściu do pucharów? Przy większej intensywności mamy problem z wyprowadzeniem szybkiej akcji.
To nie jest tylko problem Legii, ale wszystkich naszych zespołów.
Może nie jestem obiektywny, bo lubiłem styl Vuko, ale zapytam kolegę kibica60, czy ten mecz był kolejnym wymęczonym zwycięstwem (dosyć szczęśliwym), czy ja oglądam grę Legii z pewnym uprzedzeniem? Pytanie oczywiście kieruję również do wszystkich, po prostu z kibicem mamy podobne poglądy na temat piłki i dlatego kieruję pytanie do niego, żeby znowu nie czytać o korytarzach i wielokątach a szczególnie o trójkątach ostrokątnych, bo akurat dzisiaj znowu zadziałał trójkąt rozwartokątny, czyli Pekhart dostał wrzutę z kąta rozwartego i skierował ją do bramki pod kątem rozwartym. Ciśnie sie pytanie, czy ktoś obalił geometrię boiskową Zbyszka o trójkątach ostrokątnych, których wierzchołkiem jest Pekhart?
2sobota, 12, grudnia 2020 23:20
Walles
Osobiście byłem pod wrażeniem gry Wisły. Postawili Legii twarde warunki, nie było murowania i czekania kontrę tylko otwarta agresywna grana całym boisku. Biorąc pod uwagę że graliśmy z Valencią i bardzo dobrą grę Wisły meczyk dla mnie fajnie się oglądało. Nie mam już siły do Wieteski ktory musiał podejść przy bramce do wolnego Yeboaha.
Pozytywem dla mnie druga połowa, na marginesie prawie jak za Vuco w czerwcu Smile
przy okazji, nie sprawdziły sie typy CTP o postawieniu autobusu przez naszych kolejnych przeciwników w tej rundzie i to jest kolejny pozytyw tego meczu.
Aaaaa i jeszcze słynne pajacyki Boruca trochę zatarły jego nieudolne wybicia piłki Smile
Dobry humorek, wydarte trzy pkt i czekam na wzmocnienia Very Happy
3sobota, 12, grudnia 2020 23:39
dalkub
Mam nadzieję że przygoda Valencii z Legią powoli dobiega końca.
Kiedy widzę w składzie Wieteskę, wiem że popełnił co najmniej jeden błąd i to brzemienny w skutkach.
W bramkarzu preferuję przede wszystkim bronienie, gra nogami to dodatek, podobnie jak boczny obrońca przede wszystkim musi umieć bronić a dopiero potem atakować.
Wisła umarła bo w takim tempie nie zagra nikt 90 minut, trzeba to umieć stopniować, ale też bym chciał widzieć tak grającą Legię dłuższymi fragmentami gry.
4sobota, 12, grudnia 2020 23:55
CTP
To był bardzo słaby mecz Legii a przyczynę trafnie określił Gawin pisząc o kluczowych zmianach w środku naszej pomocy: Slisz + Valencia w porównaniu do pary Kapustka + Karbo, to jak porównać Fiata 126p do Mercedesa. Widać wyraźnie, że Covid spowodował duże spustoszenie w organizmie Slisza i chyba musi minąć jeszcze sporo czasu, zanim dojdzie do swojej optymalnej formy. O Valencii chyba nawet nie ma co wspominać. W każdym razie, te zmiany spowodowały, że byliśmy bezradni wobec pressingu Wisły.

@Walles
No, nie do końca moje prognozy się nie sprawdziły. Przewidywałem, że nasi przeciwnicy przede wszystkim będą starali się blokować nasze skrzydła i to się sprawdziło. Mnie osobiście wiślaków jest autentycznie szkoda. Mieli bardzo dobry plan na ten mecz. Mogli i powinni to wygrać przynamniej 3 bramkami, no ale sprawdziło się powiedzenie, że jak się nie wykorzystuje takich "setek", to mecz się przegrywa. Najpierw głupi faul we własnym polu karnym a potem jedna jedyna "obcinka" świetnie do tej pory grającego Sadloka, który praktycznie wyłaczył z gry Wszołka. No ale to ich klątwa i ich problem. Smile

Na osobny akapit "zasługuje" sędzia Przybył. Nie wiem, czy to ten krakowski smog na niego tak podziałał ale o ile Legia zagrała bardzo słabo, to pan sędzia "grał" na poziomie dna.
5niedziela, 13, grudnia 2020 09:56
sektor212
Seria bez porażki podtrzymana. Duże brawa dla Legii za wiarę i grę do końca. Sam mecz to przysłowiowe męczenie buły. Pierwsza połowa bardzo, bardzo słabo. Ogólnie panował jakiś dziwny boiskowy chaos w naszych poczynaniach. Druga połowa trochę lepiej, lecz to Wisła miała dwie konkretne sytuacje by zamknąć ten mecz. Nam wciąż gra się nie kleiła. Ponoć szczęście sprzyja lepszym, więc właściwie z niczego przeciwnik podarował na karnego. 89 minuta i Juranović na skrzydle zgrabnie ograł rywala i idealnie wrzucił piłkę w pole karne. Pekhart przeżywający najlepszy okres w swojej karierze ładuje drugą bramkę i wprawia mnie w osłupienie!!! Niebywałe wygrywamy Smile

„Mam nadzieję że przygoda Valencii z Legią powoli dobiega końca” Ja również nie mogę doczekać się newsa o treści Valencja wrócił do Anglii.
6niedziela, 13, grudnia 2020 11:17
corazstarszy
To duży wyczyn - nie grać za dobrze, mieć dużo słabych ogniw, nieźle grających rywali i wygrać, odwracając wynik z 0-1 na 2-1. Zwycięstwa cieszą, gra momentami martwi. Kolejny raz Legia przesypia 1. połowę. Artur Jędrzejczyk powinien był popracować na żółtą kartkę i wyczyścić się przed 2021. W piątek mamy mecz, teoretycznie, o bardzo niskiej skali trudności, więc kiedy jak nie teraz?
Jak Paweł Wszołek jest pod formą, Luquinhas na skrzydle i Valencia na dziesiątce, to tracimy wiele atutów. A i gra duetu Martins - Slisz nie za bardzo mnie przekonywała: nie że wszystko źle, ale za mało tego, ile potrzeba. Slisz po chorobie - pod formą, ale Portugalczyk już chyba nie stanie się z powrotem tak wyrazisty jak bywał w 2018. No i Filip Mladenović classic: kiwanie się na własnej połowie, zakończone stratą. Mówię o 49 minucie. I w sytuacji takich niedostatków - wygrać: to robi wrażenie. Liga ok, ale w pucharach to bach bach bach Qarabach. Obaj nasi eliminacyjni pogromcy zakończyli rozgrywki w fazie grupowej LE na ostatnich miejscach. Qarabach jeszcze ma jeden mecz do rozegrania (kwarantanna). Dorobek: 1 remis, 4 przegrane. A byli 3 poziomy nad Legią w bezpośrednim meczu. My z pewnością zasługujemy na udział co najwyżej w lidze pasztetowej. W drugiej połowie lat 2000 były takie rozgrywki Puchar Ekstraklasy i ludzie to ignorowali. Ja chyba ten puchar konferencji (czy jak się nazywa to coś, w czym mamy występować) też będę ignorował: niepoważne granie, niestety na nasz poziom.
Spodobała mi się gra słów Jacka Lasowskiego po golu na 1-1: Czech uratował Czecha.(że niby Tomas Pekhart Czesława Michniewicza). Jak nie ma poważnego grania, to zosaje radość z kalamburów.
7niedziela, 13, grudnia 2020 12:15
Baron
To był taki mecz Legii jakich widziałem już wiele, gra się nie klei, brakuje ostatniego celnego podania itp. No zdarzają się Legii takie mecze. Obecnie różnica jest taka, że Legia gra do końca i potrafi wygrać mecz, w którym pierwsza traci bramkę. Niektórzy mówią, że Legia ma szczęście, może i tak ale szczęściu trzeba dopomóc i tutaj widzę rękę Michniewicza. To, że Legia gra do końca nie jest już żadnym przypadkiem tylko jest właśnie tą zmianą którą wprowadził CM.
Wpływ na poczynania Legii, zwłaszcza w środkowej części boiska, miała absencja Karbownika, Kapustki czy brak Gvilii i Antolica i poniekąd z tego faktu gra wyglądała tak jak wyglądała. To było spore osłabienie Legii.
Co do Valencii to on się ewidentnie nie wpasował w Legię, ale obarczanie tylko jego osobę winą za słabą grę Legii jest trochę niepoważne, a to widzę w różnych miejscach w sieci. W Legii zawsze był jakiś piłkarz do bicia i tak jest też tym razem. Legia oczywiście ma swoje problemy ale to nie Valencia jest jej największym.
8niedziela, 13, grudnia 2020 12:27
dalkub
Baron

Valencia przede wszystkim nie przejawia ochoty do gry, bo mam wrażenie że potrafi lepiej niż to pokazuje. Facet robi wszystko by sie jak najszybciej dostać na Wyspy.
9niedziela, 13, grudnia 2020 13:00
Baron
@dalkub

Jest to kolejny piłkarz, który się u nas nie sprawdził, nie neguję tego. Słaba postawa w Legii pogarsza tylko jego sytuację. Anglicy to widzą i wiedzą o tym, uważam, że on na wyspach jest już spalony i nie ma tam czego szukać. Pewnie odbębni kontrakt do końca i gdzieś za dwa lata ... wróci do Gliwic Wink
10niedziela, 13, grudnia 2020 13:10
CTP
Losy Valencii są już chyba przesądzone, zwłaszcza, że wydaje się, że trener Czesław znalazł wczoraj rozwiązanie problemów na tej pozycji przesuwając tam Luqiego. Podobnie jest chyba z Cholewiakiem, który zaliczył kolejny bardzo przeciętny mecz. Natomiast, młody Skibicki zaliczył swój drugi występ w "jedynce" i chyba potwierdził, że jest jak najbardziej gotowy na występy w Ekstraklasie.

Jest duża dyskusja w Internetach na temat Perkharta. Moja opinia jest taka, że sympatyczny Czech kompletnie nie pasuje do stylu gry, jaki próbuje wpoić piłkarzom trener Michniewicz ale za to jak najbardziej uczciwie zarabia na swój kontrakt. Problem z nim jest taki, że jest to napastnik, którego bardzo ciężko zastąpić - można powiedzieć, że jest jedyny w swoim rodzaju. Jakiekolwiek próby zastąpienia takiego piłkarza sprowadzają się do konieczności kompletnej zmiany taktyki przez zespół. No chyba, że sprowadzimy mu na ławkę kolegę - krajana, czyli Necida. Poza tym, wczoraj wiślacy tak długo wyłączali go z gry, że ten rzut karny, to był chyba jego jeden z pierwszych kontaktów z piłką.

@Baron
Antolic podobno już spakowany. Nie wiem, czy to jest dobra decyzja biorąc pod uwagę aktualną formę Slisza.
11niedziela, 13, grudnia 2020 13:15
Zbyszek
Przyznam się, że zawsze mam problem z pierwszą refleksją około meczową i liczę, że ktoś mi jej temat podrzuci w ostatniej chwili. I tak było wczoraj, a mianowicie w rozmowie z panem Królewskim (członek Rady Nadzorczej Wisły) jeden z dziennikarzy zapytał ile jego zdaniem procentowo znaczy trener w wyniki drużyny . Królewski odparł ,że ponad 50%, a na to prowadzący ,ze według autorów książki :" Futbol i statystyki " Chrisa Andersena i Davida Sallyego tylko 15 %. Oni uznali to za sprzeczność. Nie ma tym żadnej tajemnicy, ani sprzeczności . Wystarczy tylko zracjonalizować powiedzenie ,że pieniądze grają czyli ten kto ma kasę ma najlepszych zawodników i to oni grają i wygrywają. Mówiąc inaczej to rola trenera w bogatych klubach mających bardzo dobrych graczy jest znacznie mniejsza, niż rola trenera w klubach ubogich, których na asów nie stać. Czego dowodzi z kolei książka Simona Kupera i Stefana Szymańskiego : "Futbonomia".

Ta wymiana zdań zapłodniła mnie do podzielenia się kilkoma refleksjami odnośnie komercjalizacji. Od razu zaznaczę ,że mnie święcie nie oburza fakt ,że w piłce nożnej na wysokim szczeblu pieniądze odgrywają kluczową rolę . Wszyscy obserwatorzy zgodnie stwierdzają, że nie tylko piłka nożna, ale cały sport od ok. 50 lat stał się masową rozrywką w konwencji widowiska , głównie telewizyjnego. Publika chce to widowisko oglądać i wie ,że gwiazdom trzeba płacić, a gwiazdy wiedzą, że muszą zarabiać. Dzieje się to również dlatego, że poziom dochodów ludzi znacząco rośnie i stać ich na pokaźnie wydatki nie tylko na zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych ,ale i tych wyższego rzędu, jak sport, czy sztuka. Nie będę epatował czytających wynurzeniami jaka to piłka nożna jest brudna , dlatego, że się skomercjalizowała takich autorów jak James Montague w książce " Klub miliarderów" czy Andrzeja Sznajdera w książce "Sport jako biznes w czasach globalizacji" .
Komercjalizacja nie ma definicji tzw. legalnej , tylko słownikową i brzmi ona ,że komercjalizacja to jest działalność oparta o reguły rynkowe czyli prawo popytu i podaży , gdzie wartość wyrażona jest w pieniądzu. Osobiście ,tak jak wielu, w pieniądzu i w bogaceniu się dostrzegam pozytywy ,a nie negatywy. Pieniądz bowiem to najbardziej obiektywny miernik ludzkiego wysiłku, pracy, talentu , sukcesu z których należy się szczycić, a nie ich się zapierać.
Powiedzieć ,że sport jest dzisiaj skomercjalizowany to nic nie powiedzieć, Dla jednych to określenie jest pozytywne, a dla innych pejoratywne. Bardziej neutralny charakter ma pojęcie ,że "sport to biznes". Badacze słusznie podnoszą, że współczesny sport powstał i rozwija się jako nieodłączny element kapitalizmu z jego rozwojem technicznym, technologicznym, ale i utowarowieniem coraz szerszych dziedzin ( globalizacja i prywatyzacja) . W sporcie, w tym w piłce nożnej ta komercjalizacja ma wymiar czysto formalny, gdyż aspekt handlowy nie ma wpływu na samą grę. Jest ona taka sama , ma takie same reguły jakie posiadała przed wejściem w epokę commercium. Jednocześnie równolegle gospodarka rynkowa wciąga i sport w swoje mechanizmy, które sprowadzają się na poziomie fundamentalnym do formy towarowej w cyrkulacji oraz pracy najemnej w wykonawstwie. Rodzi to konsekwencje w postaci wzrostu akumulacji kapitału , a w konsekwencji reprodukcji rozszerzonej , aby w efekcie maksymalizować zysk. Taki model funkcjonalny wymaga zaprzęgnięcia do rozwoju technologii i innych osiągnięć nauki i techniki . Stąd bierze się nowoczesna baza i infrastruktura oraz nowe metody treningowe. Skutkiem jest sprzężenie ról wytwórcy i konsumenta. Przedsiębiorca więcej płaci pracownikom przede wszystkim dlatego, że oni mając rosnące przychody wyjdą na rynek i zwiększa popyt. W piłce zawodnicy zarabiają tym więcej im kluby generują większy przychód. Dopiero w takiej pespektywie, tylko hasłowo omówionej, można stwierdzić realne podporządkowanie sportu kapitałowi. Rezultatami procesu sportowej "produkcji" jest nie tylko sportowy produkt - konkretne meczy czy wydarzenia - lecz sam nowoczesny sport czyli jego forma organizacji, funkcjonowania, jego wewnętrzna logika , łącznie ze sposobem jego uprawiania , statutami, regulaminem i zasadami rozgrywek. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć paradoksu odróżniającego kluby piłkarskie od innych "firm". Taką oto, że kluby te np. w Anglii wszystkie przynoszą systematyczne straty ,a nie padają , nie podlegają likwidacji. Sprawia to nie tylko tradycja, specyfika obiektów, fandom, ale przede wszystkim fakt , iż są inkorporowane wewnątrz gospodarki , a systemowe relacje pozwalają na generowanie zysku i akumulację kapitału przez wiele innych podmiotów jak stacje telewizyjne, inne media, firmy sponsorskie czy inwestorskie, także spekulacyjne.
Integracja sportu, a zwłaszcza piłki nożnej z regułami wolnego rynku przejawia się w tym, wedle Davida Andrewsa, że :
- każdy element świata sportu - zawodników, drużyn, klubów, - traktuje się jako zespół nadających się do sprzedaży towarów, marek lub submarek,
- dywersyfikuje się strumienie przychodu związane ze sprowadzonym do towaru konsumpcyjnego ( dochody z praw, wizerunku, koszulek, pokazów, gastronomii itd itp),
- kontrola nad instytucjami sportowymi i zarządzanie nimi zorganizowane jest zgodnie z regułami maksymalizacji zysku finansowego,
- sposób funkcjonowania drużyn, zawodników oraz obiektów sportowych podporządkowany jest generowaniu jak najwyższych zysków,
- środki masowego przekazu odgrywają kluczową rolę w dostępie do sportowego spektaklu ujmowanego jako masowa rozrywka,
- wydarzenia i obiekty sportowe traktowane są jako kanały widzialności dla widzów ( bilety) i korporacyjnych sponsorów,
- podejmuje się świadome i celowe zabiegi marketingowe , by zwiększyć bazę fanów danej drużyny lub zawodnika.
Jak by nie patrzeć sport, w tym piłka nożna funkcjonują wedle dość dobrze znanych ekonomii reguł i żadne zaklęcia tej rzeczywistości nie zmienią .Skrótowo można ją określić z jednej strony jako monumentalną ( masowa widownia), a z drugiej jako wernakularną ( ciągłość zainteresowania).

Na kształt ustawienia i organizacji gry naszego zespołu we wczorajszym meczu decydujący wpływ miała nieobecność 3 kluczowych graczy : Lewczuka, Kapustki i Karbownika. O ile nieobecność Lewczuka ( kartki) i Kapustki ( kontuzja ) wynikają z przyczyn niejako obiektywnych to brak Karbownika ma swe źródło w jego braku przygotowania ogólnoatletycznego do gry na wysokim poziomie wysiłkowym . Już nestor, a wcześniej twórca niemieckiej szkoły przygotowania fizycznego młodzieży polski fizjolog Edward Kowalczuk ( ponad 35 lat pracy w Hannover 96) na podstawie nabytej wiedzy, badań praktycznych sformułował takie tezy odnośnie wieku w jakim powinny być kształtowane cechy motoryczne : od 9 do 12 lat szybkość ( wzrost o 35% więcej niż w późniejszym okresie), 13-14 lat wytrzymałość ogólna ( wzrost o 25%), 15-17 lat -atletyczność ogólna ( gry uzupełniające : piłka ręczna, koszykówka, pływanie oraz przyrządy), 18-19 szybkość wytrzymałościowa, siła, przy stałe rosnącej intensywności treningu. Zamiast systemowej pracy nad kształtowaniem cech motorycznych to Karbownik jako wybitny talent grał, bo jakieś bzdurne wyniki jakiś trampkarzy , juniorów czy II drużyny były na pierwszym miejscu. A organizmu się nie oszuka, on zawsze upomni się o swoje.
W ten oto losowo wybrany sposób Michniewicz musiał dać szanse zmiennikom : Wietesce, Sliszowi i Valenci. Nie musiał, ale zmienił ustawienie z najbardziej mu pasujących : "choinki" 4-3-2-1 lub 4-1-4-1 na 4-2-3-1. Mógłby co prawda Martinsa przesunąć do II linii, ale po pierwsze ograniczyłby sfrefę Valencii , a ponadto hołubi w sobie nadzieję, że Martins lub Karbownik to będą gracze na miarę roli Pirlo. Jest też nastawiony na grę trójkątem w środkowych rejonach , choć tym razem było to ustawienie klasyczne z podstawą ku dołowi , a nie odwrócone, jak w dwóch poprzednich meczach.
Ze zmienników tylko Slisz zagrał przyzwoicie. Miał trudne zadanie asekurowania gry w każdej formacji i w każdym rejonie boiska, a więc w obronie na środku przed polem karnym, w pomocy jako cień Valencii i w ataku jako wspomagający skrzydła. Okazał się przydatny i pożyteczny, ale musi poprawić celność zagrań i strzałów w dystansu.
Najgorzej zagrał Wieteska . Widać, że brak regularnej gry pogłębia jego negatywne cechy i powoduje, że on cofa się rozwoju. Wykazał brak zdecydowania, zaangażowania, złe ustawianie się i stałą grę do tyłu. To ostatnie było wkurzające nie tylko dla mnie, ale i dla np. Boruca. Np. idzie ich atak, złe podanie , przechwyt Wieteski i zamiast do przodu to do Boruca, a Artur ze złości w trybuny. Przypominamy sobie akcję z 70 minuty i 10 sekundy : po lewej stronie idzie jak burza Yeboah, nie ma nikogo na flance , bo Mladenovicz zderzył się z Jędrzejczykiem , a środkiem podąża Forbes i co robi Wieteska ?, ano stoi , nie atakuje, nie blokuje ,nie pilnuje . Więc Yeboah nad nim piłeczkę przerzuca do Forbesa i żeby nie Boruc to byłby gol.
Kiepsko zaprezentował się Valencia. Trzeba mu przyznać, że był aktywny, aż za bardzo jak przy bramce dla Wisły, pracowity, nie unikał gry, ale jednocześnie był całkowicie bezproduktywny. Michniewicz nie przydzielił mu żadnych konkretnych zadań licząc na jego umiejętności kreatywne i wysoką technikę ,ale albo jest bez formy, albo zatracił pewność siebie , bo grał cały czas alibi. Nie był w stanie Wiślaków niczym zaskoczyć. Sprowadzenie go i płacenie mu takich pieniędzy ( 5 tys. funtów tygodniowo) to pomyłka .
Te oceny tycza tylko zmienników, bo najgorszy w naszej drużynie był niestety Wszołek.
Natomiast za stratę bramki nie można obciążać wyłącznie Valencii. Przebieg zdarzenia był następujący ; lewym skrzydłem przedarł się Yeboah. za którym nie podążył Wszołek ( jego zawodnik do krycia) , za nim ruszył Valencia, do akcji nie wkroczył Juranovicz, więc Valencia usilował coś zdziałać, ale po kolejnym kółeczku odpuścił, a temu biernie ,źle ustawieni przyglądali się Juranovicz i Wieteska. W takiej sytuacji nie ma miejsca na taktykę ,podział zadań itp ,ale na ogólne zasady gry w obronie takie jak krycie najbliższego czy atak na piłkę w polu karnym, a przed polem na zawodnika będącego z piłką w świetle bramki itd. Schematyzm taktyczny nie zastąpi nawyków.

Trener Wisły Peter Hyballa pracował w kilkunastu klubach, ale tylko 3 z nich były seniorskie, reszta to grupy młodzieżowe. Trochę wiedzy o naszej piłce liznął kiedy to prowadzony przez niego zespół Słowacki Dunajska Streda ogrywała Cracovię w eliminacjach LE. Kto chce ten pamięta jego słowa , w których zapowiedział przed rewanżem ,że oni ograją bogatą drużynę z Polski, bo taktycznie to rywale utknęli w przedszkolu i tylko biegają bezmyślnie po boisku i zamiast piłki to usiłują kopać przeciwników. W pierwszym swym meczu w Polsce jego zespół zagrał tak jak ocenił naszą piłkę, prymitywnie, siłowo i agresywnie. Niestety sędzia Stefański pozwolił im na brutalne granie, bo powinien 3 zawodników Wisły wyrzucić z boiska. To powinien być pierwszy temat podsumowań. Debilizm ,zwłaszcza Filipiaka , który klnąc zachował się jak gówniarz praktycznie uniemożliwił rozprawę nad poziomem sędziowania w naszej piłce. Media zamiast skupić się nad meritum to za sensację uznały chamskie zachowanie Filipiaka. A sprawa jest poważna, bowiem sędziowanie tkwi w bardzo głębokim kryzysie. Kryzys polega głównie na tym, że z roku na rok coraz bardziej zwiększa się tolerancja na brutalną agresję na boisku . Pewno za tydzień na tapetę wezmę problem agresji .

Sędziowanie wczorajszego meczu zaniżało i tak już zauważony niski poziom . To nawet nie o to chodzi, że ono się nie broniło, bo sędzia na ogół pozwalał grać, choć błędów nie uniknął , ale na lekceważeniu przepisów i zasad. Do tego było takie niezdecydowane, niechlujne, woluntarystyczne. Przepisy gry w piłkę nożną, nie wchodząc w szczegóły regulują tylko odstępstwa od ogólnej zasady, że boisko jest od kopania piłki wedle zasad fair play. Te odstępstwa to są potocznie nazwane faule i polegają one na uniemożliwianiu przeciwnikowi gry w sposób nieostrożny, nierozważny lub brutalny z użyciem nadmiernej siły. Przy faulu wynikającym z nieostrożności jest tylko dyktowany rzut wolny, przy nierozważnym ataku ( tu wchodzi do gry także przerwanie tzw. korzystnej akcji) musi być żółta kartka, a przy brutalności czerwona. Nie stosuje się przerwania gry na rzut wolny, jeżeli miałoby to przerwać korzystną akcję, a zawodnik faulowany utrzymał się przy piłce. W każdym innym przypadku faul odgwizdany być musi. A Przybył tego na ogół nie respektował. I po tym króciutkim wstępie prześledźmy kilka "akcji" sędziego Jarosława Przybyła we wczorajszym meczu w telegraficznym skrócie.
- 9 minuta 30 sekunda Wszołek fauluje Maka nadeptując mu na nogę , Sędzia nie reaguje.
- 19, 30 Żukow nadziewa Martinsa na biodro , przerywa naszą akcję. Sędzia nie gwiżdże.
- 23,50 Jędrzejczyk skacze za nisko i wpada na Forbesa. Nie ma żadnego faulu. Sędzia daje nam rzut wolny
- 26,20 Wszołek kopie w łydkę Yeboaha i przewracając go przerywa akcję. Brak reakcji.
- 28.30 Wieteska uderza łokciem odpycha i przewraca Savicza. Gwizdek milczy.
- 59.20 Slisz fauluje Szota nierozważnym wejściem w staw skokowy . Bez żółtej kartki.
- 67.20 Martins fauluje Żukowa przerywając tzw. obiecującą akcję . Oczywistej zółtej kartki nie ma.
- 70, 10 - Martins jest przewracany przez Savicza ( faul na zółtą kartkę) sędzia w ogóle nie reaguje, idzie akcja po której tylko Boruc nas wybronił . Michniewicz protestuje i dostaje żółtą kartkę,
- 78. 30 niesłuszny karny dla Legii. W polu karnym Wisły Luquinhas dwukrotnie się przewraca, dwukrotnie bez kontaktu z rywalem,
- 83,00 faul na żółtą kartkę Frydrycha na Pekharcie nie odgwizdany ( byłby to drugi i czerwień),
- 84.10 Slisz przytrzmuje, nadeptuje na nogę i odpycha Yeobaha . Rzut wolny, ale bez żółtej kartki dla Slisza,
86,30 Sadlok przerywa faulem obiecującą akcję Sibickiego i nie dostaje kartki,
- 88, 10 parada obronna Frydrycha przed polem karnym bez żółtej kartki ( jedną już miał) ,
- 92.30 Frydrych przewraca bez piłki Pekharta. Nie ma faulu, nie ma kartki.
Czyli sędzia się nie popisał, ale gdybyśmy powiedzieli, że nas pokrzywdził to byśmy zgrzeszyli. Bo to nie tylko podyktowany rzut karny ,ale i przyznanie nam przywileju korzyści po faulu Sadloka na Sibickim w 88 minucie 30 sekundzie ,po której to akcji padła druga bramka dla nas.

Czyli należy skonstatować, że szczęście znowu sprzyjało lepszym Smile.
12niedziela, 13, grudnia 2020 13:58
Walles
Ja Zyszku Przybyła nie mam zamiaru bronić ale ...
"- 78. 30 niesłuszny karny dla Legii. W polu karnym Wisły Luquinhas dwukrotnie się przewraca, dwukrotnie bez kontaktu z rywalem"

tutaj ja proponuję zmienić telewizor albo okulary bowiem wislak trafia Luqiego w stopę i to tak że mu but ściąga z nogi. Więc pisanie o niesłusznym karnym jest w dobie netu albo trolowaniem albo kompletną nieodpowiedzialnością.
Poza wszystkimi błędami Przybył dla nas wykazał się jedną rzeczą. Mimo interwencji liniowego po wycięciu Skibickiego przez Sadloka, daje przywilej korzyści i Tomasz Wielki załatwia sprawę. Smile
13niedziela, 13, grudnia 2020 14:34
kibic60
@ XXX

"Może nie jestem obiektywny, bo lubiłem styl Vuko, ale zapytam kolegę kibica60, czy ten mecz był kolejnym wymęczonym zwycięstwem (dosyć szczęśliwym), czy ja oglądam grę Legii z pewnym uprzedzeniem?"

Miałem już nie zabierać głosu (nie kopie się z koniem) ale skoro dopiero 12 gol Pekharta "wprawia w osłupienie" sektora212, Zbyszek jest chyba jedynym w Polsce, który nie widzi wjazdu korkami w prawego achillesa naszego "motoru napędowego", którego swego czasu nazwał "egoistycznym, największym szkodnikiem w drużynie", zaś Baron dopiero w Michniewiczu zauważył "Legię walczącą do końca", podczas gdy za Vukovića był to niemal znak firmowy, (https://www.sport.pl/pilka/7,65039,26011433,vukovic-zmienil-losy-meczu-z-wisla-jedna-zmiana-rywale-znowu.html), to trudno usiedzieć w fotelu.

W mojej ocenie w meczu z Wisłą zderzyły się dwie koncepcje.
W pierwszej połowie Legia Michniewicza próbowała grać "schematem" "wychodzenia z niskiej strefy do wysokiej" Very Happy rozpoczynając akcję od naszych stoperów (nawiasem mówiąc żaden z nich tego nie potrafi), niestety piłkarze Wisły najwyraźniej nie znając tego schematu, zamiast czekać na nas we własnym polu karnym, zapieprzali po całym boisku jak nakręceni.

Na szczęście w drugiej połowie mogliśmy już zobaczyć drużynę grającą wg schematu Vukovića, który mówił, że "w Legii trzeba zapierdalać".

Ta druga, bliższa mojemu sercu koncepcja, doprowadziła do zwycięstwa, a piłkarzy Wisły do całkowitego wyczerpania.

Cieszą 3 punkty i gramy dalej.

Martwi forma Wszołka i Slisza. Chyba obaj jeszcze nie doszli do siebie po przebytym covidzie. Valencje żegnam bez żalu.
pozdrawiam Wink
14niedziela, 13, grudnia 2020 14:41
Zbyszek
@Walles.
Z tymi butami to sobie daruj. Bo teraz ta PISPolicja powiada, że naruszano ich nietykalność , bo na nich pluto ,a nawet tak machano rękami i, że aż im czapki pospadały. Tylko jak pluć przez maseczki i jak im czapki mają spadać ,jak oni w hełmach Może i jestem ślepy, ale nie aż tak żeby widzieć to czego nie było. Smile. Pozdrawiam staruszku Smile i zachęcam do walki na pióra. Tęsknię na potyczkami z Tobą. Masz podstawową, a wielce rzadką cechę inteligentnego człowieka, nie obrażasz się .
15niedziela, 13, grudnia 2020 15:19
sektor212
Miałem już nie zabierać głosu (nie kopie się z koniem) ale skoro dopiero 12 gol Pekharta "wprawia w osłupienie" sektora212,

Napisałem "Pekhart przeżywający najlepszy okres w swojej karierze ładuje drugą bramkę i wprawia mnie w osłupienie!!! Niebywałe wygrywamy Smile "

Może pisze mało czytelnie lub uwielbiasz włożyć kij w szprychy. Nic nie pisałem o 12 bramce. W osłupienie wprawiła mnie sama wygrana. Wybacz, że podałem strzelca bramek, który błędnie naprowadził cię na zły tok rozumowania. Nie prościej napisać bezpośrednio do mnie? Niby piszesz do kolegi, a już na wstępie przemycasz uszczypliwości w moją stronę.
16niedziela, 13, grudnia 2020 19:29
Senator
@Sektor212
Twój przekaz choć skrótowo jest jasny. Pyk druga bramka i ja również byłem w szoku Smile .
@Zbyszek .
Jak to nie było napięcie na piętę to przychylam się do sugestii Wallesa, trzeba zmienić telewizor. Sir Gawinie idzie gwiazdka!!!
Swoją drogą szybko się Luqui zebrał, Chuca już stoi , nasz jeszcze męczy, a jednak jest tą sekundę szybszy i to on dotyka pierwszy piłki.
Chuca spóźniony zdejmuje mu buta.
17poniedziałek, 14, grudnia 2020 09:46
iocosus
"Tomasz Wielki" - dobra ksywka adekwatna i zasłużona. Inny Tomasz, redaktor Ćwiakała w "Wysokim pressingu"  charakteryzując grę naszego "wieżowca-killera", jako piłkarza tylko oczekującego na podania w polu karnym, nazwał go napastnikiem "oldskulowym" dla którego w nowoczesnej piłce już nie ma miejsca i być może w sensie ogólnym ma rację i trzeba się z nim zgodzić, natomiast w naszych ekstraklasowych realiach bez Tomka Deżawu Wielkiego pewnie rywalizowalibyśmy z Lechem o wydostanie się z dolnych stref tabeli. 

Nasza liga jest oldskulowa i obawiam się trochę, że za "oldskulowego" może zostać uznany młody Bartek Slisz. W Krakowie zanotował największy przebieg z uczestników meczu, moim zdaniem z motoryką jest wszystko ok, problem w tym, że nawet w najwyższej swojej formie w zestawieniu z Karbownikiem i Kapustką w działaniach ofensywnych w zagęszczonej strefie obronnej rywala, Bartek będzie wyglądał blado. Po prostu ma inną charakterystykę, predyspozycje, atuty. W "małej grze" będzie zawsze ustępował wyżej wymienionym, zatem i porównywanie go z nimi moim zdaniem jest bezcelowe. Na Bartka trzeba mieć pomysł jak go wykorzystać, dla mnie być może czymś takim byłoby wzorowanie się na Ivicy Vrdoljaku, czyli pomocniku, który mógł wejść w linię obrony i funkcjonować w niej jako dodatkowy element oraz który potrafił i wyprowadzić piłkę i przebojem pokazać się w ofensywie. Bartek póki co tak wszechstronny jak Ivica nie jest, nie jest również tak dobrze wyszkolony technicznie, nie czuje się tak pewnie z piłką przy nodze jak Chorwat, ale ma odbiór, dysponuje dokładnym dalekim podaniem, potrafi być zdecydowanym w ofensywie, próbuje strzelać zza szesnastki, a przy tym i może przede wszystkim gra na dużej intensywności, może i czasem nawet i zbyt dużej, przy większej rozwadze w grze być może unikałby przytrafiających się błędów. Zakładam że świadomość taktyczną będzie miał większą niż Tomek Jodłowiec, również piłkarz który mógł wypełniać podobne funkcje.

Wykorzystanie Bartka Slisza to zadanie CM i przyznaję że niełatwe, bo jako ten piłkarz ustawiany między linią obrony a pomocy lepiej prezentuje się Martins, wyżej ustawiany Bartek będzie wyglądał jak w meczu z Wisłą, czyli nieprzekonująco, na obronie, jako jednego ze środkowych CM też go nie widzi, choć jak przyznał w sytuacjach awaryjnych na treningach już próbował przystosowywać. Co zatem zrobić z Bartkiem Sliszem?
18poniedziałek, 14, grudnia 2020 11:47
CTP
Oceniając Slisza trzeba brać pod uwagę fakt, że dość ciężko przebył Covida. Polecam poszperać w necie i porównać jak wyglądają pęcherzyki płucne u zdrowego człowieka i u tego, który przechorował koronawirusa. Chyba minie sporo czasu, zanim ta jego wydolność powróci do stanu normalności.
Na chwilę obecną Bartek bardzo mi przypomina ulubieńca trenera Magiery, czyli Michała Kopczyńskiego, który miał tak właściwie tylko jedną dobrą rundę, gdy graliśmy w LM. Nie wróżę mu kariery u trenera Michniewicza, jeśli podąży drogą swojego starszego kolegi. My gramy systemem 4-3-3 a w tym systemie taka nominalna "6-tka", czyli gość od zadań wyłącznie destrukcyjnych, grający głównie ze stoperami raczej nie ma racji bytu. Wydaje mi się, że on swoje najlepsze mecze grał, gdy miał obok Antolę, który nim przez cały mecz kierował. Martins chyba nie jest takim "nauczycielem", czego pewnie przyczyną jest też bariera językowa.
Tak czy siak, następna runda będzie dla Slisza kluczowa. Pomocników ci u nas dostatek a Kapustka najwyraźniej postanowił zawalczyć o wyjazd na Euro.

Tak jeszcze w temacie Perkharta, piszą, że z Wisłą grał z kontuzją kolana. Może warto na ten ostatni mecz ze Stalą dać mu już wolne i przetestować młodego Mosóra.
19poniedziałek, 14, grudnia 2020 12:10
xxx
@iocosus
Cieszę się, że poruszasz temat umiejętności indywidualnych zawodników, bo te we współczesnym futbolu są warunkiem koniecznym.
Pewnie wszyscy jeszcze pamiętają inny wielki talent a mianowicie Żurkowskiego, który też wykręcał liczby przebiegniętych km, wprawiając w euforię krajowych "ekspertów". Po wyjeździe do Włoch jego gwiazda zbladła, bo ma braki w technice i prawdopodobnie w czytaniu gry, zobaczymy czy będzie się umiał dostosować do wymogów współczesnego futbolu.
Slisz nieźle czyta grę, ale w defensywie, czyli wtedy jak nie ma piłki przy nodze. Co według mnie może oznaczać, że w momencie kiedy dostaje piłkę musi się tak skupić nad opanowaniem jej, że traci z pola widzenia całą resztę.
To go według mnie wyraźnie odróżnia in minus, nie tylko od Martinsa, ale również od Antolića, którzy potrafią przyjąć piłkę pod presją, zrobić to w kierunku który otwiera pole do zagrania do przodu.
A więc co robić z Bartkiem Sliszem? Według mnie szkolić indywidualnie w elementach, które ma słabsze aby mógł się stać, albo chociaż zbliżyć do zawodników, którzy są poszukiwani na tej pozycji.
Każde złe przyjęcie piłki powoduje stratę, albo przynajmniej opóźnienie rozwoju akcji. Według statystyk, najwięcej goli pada w 8 sek po odzyskaniu piłki. No to teraz pytanie, ile sekund potrzebuje polski zawodnik (tak statystycznie) na opanowanie piłki, podjęcie decyzji i własciwe wykonanie jej? Jaki dystans mogą w tym czasie pokonać przeciwnicy, mający siłę biegać i czytający grę, jak szybko mogą pozamykać linie podań?
@Pekhart
Myślę, że nie jest naszym najwiekszym problemem, że Pekhart strzela bramki, naszym największym problemem jest fakt, ze nie potrafimy stwarzać okazji w inny sposób. Gdybyśmy to robili, to fakt posiadania Pekharta, byłby jeszcze większym atutem niż obecnie, bo przeciwnik miałby jeszcze większy dylemat gdzie się przemieszczać i które kierunki zamykać.
Nie znam statystyk z zeszłego sezonu, ale mam dosyć mocne wrażenie, że za Vuko wiele sytuacji bramkowych kreowaliśmy środkiem. Były klepy i piłi prostopadłe w pole karne, były wejścia skrzydłowych lub bocznych obrońców do linii z wycofaniem na wbiegających zawodników. Teraz tego jest mało. Dlaczego? Może dlatego, że Luqi tak rzadko schodzi do środka, może dlatego że nie gra Gvilia, który mimo wszystkich zastrzeżeń potrafił zagrac takie piłki, zagrać klepę, wejść w pole karne albo strzelić z dystansu.
Gramy Kapustką i Karbownikiem, którzy robią sporo wiatru, ale nie robią tego co robił Gvilia.
Odrazu zazanaczę, że nie wynoszę na piedestał Gvilii, tylko zauważam, że jego czołowe miejsce w punktacji kanadyjskiej nie wzięło się z tego, że się od niego piłka odbijała szczęśliwie, tylko wynikało to z jego umiejętności oraz sposobu grania zespołu, czyli udziału większej liczby zawodników w ofensywie. To dlatego lubiłem oglądać Legię za czasów Vuko.
Co do Michniewicza jestem sceptyczny, ale nie będę po nim jechał żeby rozładować frustrację wynikającą z zepchnięcia Legii z drogi piłki ofensywnej i ciekawej, poprzez zmianę trenera. Zobaczymy jak będzie, ale wybory personalne Michniewicza i nastawienie zespołu sugerują, że zmierzamy w kierunku piłkarskiego dżemiku, czyli znanej od lat PMS.
Dobrze ją charakteryzuje (PMS) piłkarska droga Ramireza, który w Stomilu przesiadywał na ławie a jak zaczął grać w ŁKS pod okiem Moskala, który preferuje piłkę ofensywną, to się okazało, że to piłkarz na tyle dobry, że kupił go Lech i szybko go okrzyknięto czołówym zawodnikiem.
Ilu takich polskich piłkarzy zostało zakopanych na etapie selekcji pod statystykami biegowymi, liczbami wślizgów i przegranych pojedynków główkowych?
Problem o którym piszesz, czyli opóźnienie w myśleniu o piłce dotyczy całego środowiska piłkarskiego. Podobnie jest z polską innowacyjnością, gdzie deklarujemy że chcemy ją rozwijać, ale pieniądze dajemy na górnictwo i chcemy budować elektrociepłownie węglowe. I nikomu to nie powoduje zgrzytu w głowie na skutek nawzajem wykluczających się deklaracji i działań. To o czym piszę jest jakąś przypadłością narodową i dotyczy w zasadzie każdej dziedziny życia, od opieki zdrowia, poprzez szkolnictwo na systemie emerytalnym kończąc. Czy w piłce może być inaczej? Jestem pesymistą a wypowiedzi forumowych "ekspertów" tylko mnie utwierdzają jak głęboko to wszystko jest zakorzenione w głowach.
Musimy wyjść z tej umysłowej niewoli jak Żydzi z egipskiej, tylko nie widzę Mojżesza a nawet jakby się pojawił, to my go odrzucimy, bo nikt nam nie wmówi, że białe jest białe......
20poniedziałek, 14, grudnia 2020 12:54
xxx
@Slisz
Przypomniał mi się wywiad z DeLightem. Opowiadał o tym jak był przygotowywany w Ajaxie.
Trenerzy sposycjonowali go jako ŚO dosyć wcześnie, bo w wieku 16-17 lat, ale przez dłuższy czas grywał jako 6, 8 a nawet 10, żeby rozwijał umiejętności rozgrywania, gry pod presją która z przodu jest większa i obnaża braki nad którymi trzeba pracować. I tak został nowoczesnym obrońcą.
U nas Mosór, czy inni obiecujący obrońcy grają wyłącznie jako ŚO, gdzie liczba zagrań kreujących grę jest znikoma. Jak wam się wydaje, czy oni w wieku seniora będą mieli umiejętności nowoczesnych obrońców, potrafiących rozegrać pod pressingiem, wygrać 1/1, czy dostrzec w tłoku linię otwierającego podania i ją wykorzystać? Według mnie zagrają do boku, albo do tyłu, czyli uspokoją grę, co w praktyce oznacza, że dadzą czas przeciwnikowi na odbudowę pozycji.
Czego się Jaś nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał a my potem będziemy wysłuchiwać opinii, że trener nie potrafi wykorzystać ich potencjału. Z tym akurat się zgadzam, z tym że to nie ostatni trener nie umie, tylko wszyscy poprzedni.
Czy Slisz nie potrafił się nauczyć techniki użytkowej, czy raczej nikt nad nim nie pracował w sposób rozwijający te umiejętności?
Skibicki
Chłopak ma być naszą "nadzieją" a jeśli dobrze pamiętam, to we wczorajszym meczu przegrywał większość pojedynków 1/1 w ofensywie. Czy szykuje sie nam kolejny Kucharczyk, Michalak, czy Rosołek?
21poniedziałek, 14, grudnia 2020 12:58
xxx
"Tak jeszcze w temacie Perkharta, piszą, że z Wisłą grał z kontuzją kolana. Może warto na ten ostatni mecz ze Stalą dać mu już wolne i przetestować młodego Mosóra."

W ataku?!!! Co ma wspólnego gra Pekharta z grą Mosóra, no może oprócz tego że liczba zawodników musi się zgadzać? W ataku mamy kogo testować, ale biorąc pod uwagę jednostronność naszego atakowania i pewność że Stal się ustawi w obronie, to Pekhart chyba jest niezbędny.
22poniedziałek, 14, grudnia 2020 13:01
CTP
@xxx
Polecam prześledzić bilans piłkarzy w sezonie 2019/2020 i kto tam grał na pozycji nr 9. Jarek Niezgoda (21 meczów i 14 bramek) oraz Jose Kante (27 meczów i 13 bramek). Na wiosnę pierwszy z nich wyjechał do "juesej" a drugi zaczął łapać kontuzje (wiosną zagrał tylko 9 meczów). Zostaliśmy z Perkhartem i Vuko musiał mocno zrewidować styl gry Legii, czyli pojawiła się słynna "laga na Perkharta".
Michniewicz na razie próbuje pożenić wodę z ogniem, czyli wdrożyć pełnoprawne 4-3-3 z Czechem jako jednym z trzech. Nie sądzę, aby mu się to udało, choć mocno kibicuję temu ustawieniu.
23poniedziałek, 14, grudnia 2020 13:18
Zgred Maruda
Niestety z covidem jest tak, że każdy w tym wypadku sportowiec (piłkarz) przechodzi go inaczej. Widać to gołym okiem w Legii na przykładzie Wszołka czy Slisza ale także Juranovića. I tak pierwszych dwóch po rekonwalescencji moim zdaniem nie weszło na poziom z przed zakażeń, natomiast Juranović notuje progres...Ta runda trwająca wciąż pod wieloma rygorami oraz niepewnościami, przerywana, wybita z normalnych cyklicznych rytmów ciągle wpływa na poziom poszczególnych piłkarzy. Dlatego jakieś dogłębne ocenianie jest nieuprawnione...( ktokolwiek kto miał styk ze sportem) wie o czym mówię.
Jest jeszcze jedna kolejka, trzeba utrzymać pozycję w tabeli i ...no właśnie.
No właśnie - i poczekać na to co na Ł3 zaistnieje...

Michniewicz moim wyborem wyobraźni nie był, jednak oddaje mu pewne "uporządkowanie" w lidze, nigdy jednak mu nie wybaczę błędu, który zrobił jak trenerski uczniak stawiając w stawce finansowo - pucharowej na Valencie. Nie dość, że uparł się na "waleta", to rozbił pewnego rodzaju zgranie drużyny która wywalczyła pucharowe gry...Ogromny błąd taktyczny oraz psychologiczny!

Co się zaś tyczy Pekharta

@xxx
..."Myślę, że nie jest naszym najwiekszym problemem, że Pekhart strzela bramki, naszym największym problemem jest fakt, ze nie potrafimy stwarzać okazji w inny sposób. Gdybyśmy to robili, to fakt posiadania Pekharta, byłby jeszcze większym atutem niż obecnie, bo przeciwnik miałby jeszcze większy dylemat gdzie się przemieszczać i które kierunki zamykać."

No proszę...Twój wierny druh od wynaturzeń szczęśliwości prześmiewczej - właśnie za prezentowanie takiej myśli zarzucił mi ostracyzm pokładając się śmiechem do rozpuku...

widzę zmiany - zmiany widzę

Natomiast problem po za piłkarski - społeczny czy jak wolisz polityczny...
Przecież ludzie - Polacy mogli wybrać inaczej, może pomyśl w swoich wnikliwych analizach dlaczego wybrali ( przecież wszechrządzącego też Mojżesza) - tylko "ciut" - innego.
24poniedziałek, 14, grudnia 2020 13:21
CTP
"Stal się ustawi w obronie, to Pekhart chyba jest niezbędny"
Odsyłam do sobotniego meczu. Dopóki wiślacy mieli siły, to Perkhart nie istniał. Podobnie będzie ze Stalą: przez większość meczu nie będą mieli problemu, aby wyłączyć z gry tak mało mobilnego napastnika. Na pewno będą podwajać nasze skrzydła tak, aby uniemożliwić naszym bocznym obrońcom wrzucania dokładnych piłek na głowę Czecha. Dlatego chciałbym zobaczyć w boju młodego Mosóra. Raków jedzie do Gliwic i jest mało prawdopodobne, aby przywieźli stamtąd jakieś punkty, więc pozycja lidera raczej nie jest dla nas zagrożona.
25poniedziałek, 14, grudnia 2020 13:49
xxx
"przecież wszechrządzącego też Mojżesza - tylko "ciut" - innego."

No właśnie o to chodzi, jakiego "Mojżesza" wybiera naród, bo jest to wypadkowa myślenia narodu i to mnie bardzo niepokoi.

@Stal
Pekhart nie istniał, bo Wisła nas zdominowała w drugiej linii, nie pozwalając na szybkie wyjścia do ofensywy, a z własnej połowy jest bardzo trudno wrzucić piłkę na głowę napastnikowi. W meczu ze Stalą spodziewam się raczej, że będzie bronić blisko swojego pola karnego i wrzutka na Pekharta może być głównym sposobem na strzelenie bramki.
Ale w dalszym ciągu nie rozumiem, co miałby dać Mosór zamiast Pekharta, czy on jest bardzo bramkostrzelny, czy spodziewasz się dominacji Stali w związku z czym musimy wzmocnić defensywę?
26poniedziałek, 14, grudnia 2020 13:53
xxx
"No proszę...Twój wierny druh od wynaturzeń szczęśliwości prześmiewczej - właśnie za prezentowanie takiej myśli zarzucił mi ostracyzm pokładając się śmiechem do rozpuku..."

Jeśli dobrze pamiętam to mój druh ( z wzajemnością) raczej ironizował na temat stwierdzeń, że Pekhart jest "problemem" Legii, bo strzela większość bramek (ponad 50%).
27poniedziałek, 14, grudnia 2020 13:55
świrekwampirek
Pekhart drewniany, Nikolić napastnik marzenie. Obaj zabójczy w polu karnym, mało przydatni w destrukcji. A teraz zagadka skąd takie różne oceny, tak w sumie podobnych zawodników?
28poniedziałek, 14, grudnia 2020 14:29
Zgred Maruda
Czyżbyś nie panował nad emocjami...
Choć nie - inaczej...jak myślisz kolego @xxx w stosunku do ilu tu piszących możesz (możecie) zastosować tą "wyimaginowaną woltę stylistyczną" - pytam wprost! Raczej ironizował, raczej wyśmiewał, czy raczej pochłonęła go chęć krótkiej satysfakcji...Wybór należy do Ciebie.

mój wpis z 04.12.2020
"Opieranie grania pod dośrodkowania na Czecha uwstecznia grę Legii do jednego głównego wariantu."

Twój druh (z wzajemnością) wywołał wojnę na słowa...krzycząc i szydząc w sobie tylko znajomej formie. Mija raptem 10 dni ( słownie dziesięć)...i zapodajesz to co już cytowałem, ale skoro nie trafia masz raz jeszcze...
""Myślę, że nie jest naszym najwiekszym problemem, że Pekhart strzela bramki, naszym największym problemem jest fakt, ze nie potrafimy stwarzać okazji w inny sposób"

Teraz tak - może się spotkajcie na kawie/ wódce/ czy soku...ale uzgodnijcie wreszcie Wink czy wasze Pekhardowe Weto to sens czy może nie...
Oracie się sami "chłopaki"
29poniedziałek, 14, grudnia 2020 15:04
CTP
@xxx
Wisła przede wszystkim nas zdominowała na naszej połowie. Gdyby ograniczyli się do niskiego pressingu, czyli tak jak napisałeś do dominacji w II linii, to pewnie wytrzymaliby ten mecz kondycyjnie i wynik mógł być inny. Zresztą, nawet grając tak oni ten mecz powinni wygrać i pewnie sami do tej pory nie wiedzą, jak to mogli przegrać.
A Mosóra chciałbym zobaczyć z bardzo prostego powodu: musimy znaleźć napastnika o kompletnie innym profilu niż Perkhart, bo inaczej, z mocniejszym przeciwnikiem wrócimy do "vukovicowej" lagi na Perkharta. A jeśli nie mamy skautingu i nie stać nas na wydatek kilku mln euro, to musimy szukać wśród naszej młodzieży. Gdyby taki Mosór wszedł do zespołu z przytupem jak Karbo czy Skibicki, to może i coś by z tego było. Ale nie sprawdzimy tego trzymając chłopaka na ławce.
30poniedziałek, 14, grudnia 2020 15:49
iocosus
CTP - odnośnie covida masz rację, że on może siać spustoszenie, ale tak jak zwrócił uwagę Zgred kwestia jest w tym że my reagujemy na niego w sposób bardzo zróżnicowany, jedni bezobjawowo, a inni na "granicy lustra" lub nawet ją przekraczają. I zdaje się, że medycy do końca nie wiedzą, dlaczego tak się dzieje, z powikłaniami jest podobnie, u niektórych z płuc zostaje sito, a u innych włóknienie nie występuje. Ruletka w której wszyscy bierzemy udział. 

Jeżeli Bartek po covidzie nie w pełni formy przebiega ponad 12 km (bez płuc by tego nie zrobił), to na wiosnę będzie "koniem pociągowym" nie do zajechania. Co do formy, jej ewentualnego spadku może być wątpliwość odnośnie okresowego braku gier, treningów, ale fizycznie chyba jest w porządku. W motoryce Slisza widzę dużą różnicę w zestawieniu z Michałem Kopczyńskim, oprócz wydolności to i chyba w dynamice Bartek bije Michała na głowę chociaż o to akurat nie trudno, bo to był też i jeden z poważnych mankamentów naszego kapitana w Lidze Mistrzów. Właśnie to że graliśmy w tej formule na takim levelu, było dobrą sposobnością bo potrzebowaliśmy żołnierza który ze wszystkim poświęci się dla zespołu i świadom własnych ograniczeń będzie tyrał w asekuracji starając się załatać wszystkie pojawiające się dziury. Gdyby sytuacja się powtórzyła, Slisz analogicznie mógłby być bardziej potrzebny w jedenastce niż Martins, Antola, Gvilla, tylko że gdy to Legia prowadzi grę, chce przejąć inicjatywę, to każdy z nich dzięki lepszemu operowaniu piłką jest korzystniejszą opcją od Bartka. 

XXX: "co robić z Bartkiem Sliszem? Według mnie szkolić indywidualnie w elementach, które ma słabsze" - pełna zgoda, tylko czy to oznacza, że rezygnujemy z Bartka w wyjściowej jedenastce, a jeżeli nie, to na jakiej pozycji i z jakimi zadaniami będziemy go wystawiać? CM wybrał wariant z Martinsem i ze Sliszem równocześnie, a to oznacza, że jeżeli Andre gra niżej od Bartka to w przodzie na środku tracimy jednego kreatywnego piłkarza do klepy, do gry kombinacyjnej na małej przestrzeni. 

"... wywiad z DeLightem. Opowiadał o tym jak był przygotowywany w Ajaxie. Trenerzy sposycjonowali go jako ŚO dosyć wcześnie, bo w wieku 16-17 lat, ale przez dłuższy czas grywał jako 6, 8 a nawet 10, żeby rozwijał umiejętności rozgrywania, gry pod presją która z przodu jest większa i obnaża braki nad którymi trzeba pracować. I tak został nowoczesnym obrońcą. U nas Mosór, czy inni obiecujący obrońcy grają wyłącznie jako ŚO, gdzie liczba zagrań kreujących grę jest znikoma." - Walukiewicz przeszedł drogę od napastnika, przez pomocnika do środkowego obrońcy i może dlatego zostanie modernistycznym a nie "oldskulowym" środkowym defensorem, choć w młodzieżówkach na kolana mnie nie rzucił, ale widać włoskie szkolenie w defensywie daje efekty. Moder też był napastnikiem i też bym go wysłał na szkolenie do Italii i wówczas za dwa, trzy lata być może zyskalibyśmy w reprezentacji bardzo dobrego środkowego pomocnika. 

"Gramy Kapustką i Karbownikiem, którzy robią sporo wiatru, ale nie robią tego co robił Gvilia." - doceniam Gvilię, ale w jednym elemencie Polacy górują nad Gruzinem, są zdolni do indywidualnej nieschematycznej, nieszablonowej akcji, bardziej lubią ryzyko i je podejmują, choć akurat wykończenia Michałowi Karbownikowi brak i to jest ten element nad którym musi pracować. Tak przy okazji, w kontekście Michała i zestawiając trenerów to moim zdaniem Vuko się mylił widząc w nim tylko obrońcę w Legii, CM moim zdaniem udowodnił że z Karbownika może być również korzyść gdy gra ustawiany wyżej, plus dla Czesia, tyle tylko że u Michniewicza Michał nigdy by nie zadebiutował w Legii w Ekstraklasie na lewej obronie. Vuko na to się zdecydował i dzięki temu w ogóle młokosem się zajmujemy, a Legia zarobiła na nim konkretną kasę, tu plus jest po stronie byłego trenera. 
Jeszcze a pro po Michała, jeżeli teraz jest przemęczony grą w e-klapie, to za pół roku będzie fizycznie zdolny do gry na poziomie Premier League? Mhm, niewykluczone że w Championship bo Brighton szczebel niżej w tabeli za Arsenalem ale na 16 miejscu. Bardzo się obawiam tego transferu na Wyspy, liczyła się kasa, ale raczej nie rozwój piłkarza. Angole tej promocji nie docenią, a ją zmarnują.
31poniedziałek, 14, grudnia 2020 16:28
kibic60
Znowu nie mogę wysiedzieć w fotelu jak czytam podobne bzdu.. teksty.

@ Zgred

Zacytowałeś swój tekst z 4 grudnia

"Opieranie grania pod dośrodkowania na Czecha uwstecznia grę Legii do jednego głównego wariantu."

To jest mój z 5 grudnia.
Pomijam fakt, że był odpowiedzią do Barona

"Różnica miedzy liczbą goli Pekahrta a pozostałych jest zbyt duża"

W takim Bayernie to chyba z tego powodu nie śpią Very Happy
Bayern sezon 19/20 bramki strzelone 100

Lewandowski - 55 goli co daje 55%
Philippe Coutinho - 11
Ivan Perišić - 8
Serge Gnabry - 23
Thomas Müller - 8
Joshua Kimmich - 7
Reszta po 2, 3 gole

@ CTP

Możesz chcieć Ariela Mosóra obejrzeć nawet na bramce. Nikt ci nie zabroni.
Ale może choć troszkę się wysilisz, choć troszkę...


Ariel Mosór - Legia Warszawa wartość 150 tyś euro

Urodz./Wiek: 19 lut 2003 (17)

Narodowość: Polska

Wzrost: 1,83 m

Pozycja: Środkowy obrońca

ŚRODKOWY OBROŃCA !
32poniedziałek, 14, grudnia 2020 16:44
CTP
@kibic60
No i w końcu złapałeś mnie. Smile Na swoje usprawiedliwienie dodam, że skojarzyłem go z synem znanego piłkarza. Oczywiście, chodziło mi o Szymka Włodarczyka. Smile

@Iocosus
Ja widzę w grze Slisza bardzo duży regres w porównaniu do okresu sprzed covida. Gra bardzo zachowawczo, z Wisłą chyba większość podań miał do stoperów. Nie wiem, jaka jest tego przyczyna - stawiam jednak na chorobę.
33poniedziałek, 14, grudnia 2020 16:57
xxx
@iocosus
"tylko czy to oznacza, że rezygnujemy z Bartka w wyjściowej jedenastce, a jeżeli nie, to na jakiej pozycji i z jakimi zadaniami będziemy go wystawiać?"
Według mnie praca nad poprawą słabszych elementów nie oznacza rezygnacji z niego w pierwszym składzie. Ustawianie go wyżej właśnie wymusza na nim poprawę zachowań a tym samym rozwój. Jak już go mamy, to go rozwijajmy.
Naszą biedą jest myślenie doraźne i brak planu oraz cierpliwości. Oczywiście nie wiem jaki jest pułap możliwości rozwojowych Bartka, ale widziałem w jego grze momenty kiedy wręcz próbował kopiować sposób przyjęcia, czy odegrania zaczerpnięte od lepszych technicznie Martinsa, Antoli a nawet Luqiego. To daje pewną nadzieję, że jest świadomy i chyba trenerzy pracują nad jego rozwojem.
Innym błędnym myśleniem z którym sie często spotykam, jest to że lepszy technicznie powinien grać wyżej. Ja myślę, że zawodnik techniczny na 6 jest inicjatorem akcji ofensywnych i to jak się zabierze z piłką, jak i gdzie ją zagra w początkowej fazie akcji ofensywnej, bardzo często decyduje o powodzeniu akcji, bo nie pozwala na spokojne odbudowanie ustawienia przez przeciwnika.

@Gvilia
Z pewnością jest mniej efektowny od Karbo albo Luqiego i może mniej dynamiczny od Kapustki, ale przecież piłka nożna polega na strzelaniu bramek a tutaj udział Gvilii był największy w zeszłym sezonie (punktacja kanadyjska). Przecież to się nie bierze z niczego.
Potrafi się również odnaleźć w polu karnym, wchodząc na pozycję napastnika. Fakt że często pudłuje jest oczywiście minusem, tym niemniej strzela i asystuje, oraz tworzy dodatkowe opcje, tym samym tworząc więcej dylematów dla obrońców, co z pewnością daje więcej okazji dla innych zawodników.

@CTP
"A Mosóra chciałbym zobaczyć z bardzo prostego powodu: musimy znaleźć napastnika o kompletnie innym profilu niż Perkhart,"

To już jest rekord świata w ustawieniu taktycznym, czyli Mosór na napastnika, żeby nie było komu wrzucać piłki?
34poniedziałek, 14, grudnia 2020 17:00
xxx
@kibic60
Chyba znowu muszę Cię namówić, żebyś się nie zapadał w fotel. Kiedyś na NL Cię namówiłem. Nie wiem czy mnie za to lubisz, czy wręcz odwrotnie?
35poniedziałek, 14, grudnia 2020 17:30
kibic60
xxx
Damy radę Wink
36środa, 16, grudnia 2020 09:57
xxx
Trener Hyballa o grze Wisły.

"Mieliśmy problemy, gdy byliśmy przy piłce, oraz nie wyglądaliśmy najlepiej kondycyjnie"

Pierwsza część zdania charakteryzuje chyba najlepiej polską piłkę. A mimo to, taki zespół potrafił zdominować Legię przez większą część meczu i tylko dobre i szczęśliwe interwencje Boruca uchroniły nas od przegranej.
Do pucharów jeszcze daleko, ale niepokój już jest.
37środa, 16, grudnia 2020 10:45
Zbyszek
@Senator.
Ja sobie nie przyznaję patentu na prawdę i mądrość. Obejrzałem to co pokazywano w telewizorze i nic nagannego nie dostrzegłem. Być może sędzia widział to lepiej i z innej perspektywy . Natomiast to co zrobił Luquinhas świadczy ,że to jest cwaniaczek pierwszej klasy, gdyż tym butem uprawdopodobnił decyzję sędziego. Ja tak jak kiedyś po tym jak Milicjanci mówili ,że naruszono ich nietykalność, bo tak zostali uderzeni ,że aż im czapki spadły - nie zwykłem takich wynurzeń traktować jako dowód. Więc na buta nabrać się nie dam.
38środa, 16, grudnia 2020 12:13
xxx
",że to jest cwaniaczek pierwszej klasy, gdyż tym butem uprawdopodobnił decyzję sędziego."

Należy przypuszczać, że Luqi rozwiązał sobie but w czasie akcji i sam go sobie zdjął drugą nogą. To nie tylko cwaniaczek, ale wirtuoz na pograniczu mistrzów magii.
39środa, 16, grudnia 2020 12:58
świrekwampirek
Panie Zbyszku negowanie faulu na Luqinasie jest tak samo prawdziwe jak obrona przez Pana Pani Sarapaty która jedyna uczciwa w pocie czoła chciała chronić Wisłę przed upadkiem do którego doprowadził CupiałWink
40środa, 16, grudnia 2020 13:45
corazstarszy
Na mnie w tym meczu jeszcze jedna sytuacja wywarła wrażenie: rzut wolny w wykonaniu Mladenovicia w 78. minucie. Strzał może nie był kompromitująco zły, ale jednak niecelny. Zawsze można powiedzieć, że jest jakiś postęp w zestawieniu z tym, jak strzelił Antolić w przegranym meczu z Górnikiem po faulu na Lopezie. Tego nie rozumiem od dawna, od czasów Guilherme, który przez kilka lat strzelał te rzuty wolne i nigdy bramki nie zdobył, a trafiał w bramkę może raz na sześć, siedem razy. Jeśli nie ćwiczą rzutów wolnych, to po co wykonują? I dlaczego nie ćwiczą? Może kanapowemu kibicowi to się tylko tak wydaje, ale odległość jest taka, że można wcelować, omijając mur. Żeby choć dać bramkarzowi szansę na złą interwencję. Uważam, że jest to element od lat w Legii bardzo zaniedbany. Tomasz Kiełbowicz był ostatnim, który pewną regularność pod tym względem wykazywał. Po nim np. Daniel Ljuboja już miał słabe osiągi. Chyba tylko Śląskowi Wrocław na 3-0 strzelił jeszcze za Skorży i Jagiellonii - też za Skorży w 2012. Ale prób miał dużo więcej i niską efektywność. Tyle, że przynajmniej strzelał celnie.
41środa, 16, grudnia 2020 14:38
CTP
Zbyszku, nie brnij. Smile Ja też pomyliłem Mosóra z młodym Włodarem i korona mi z głowy nie spadła jak się przyznałem do pomyłki. Wink
42czwartek, 17, grudnia 2020 10:57
dalkub
Corazstarszy

Nie wiem czy ćwiczę rzuty wolne, ale wiem też że trafienie z rzutu wolnego nad murem z 16-19 metrów od bramki to wcale nie jest bułka z masłem. Nie znam statystyk, ale sądzę że jest to pewnie naście procent w stosunku do oddanych strzałów. Uważam że jeżeli rzut wolny jest wykonywany z odległości 16-19 metr to opcją jest silny strzał tam gdzie stoi bramkarz czyli obok muru - bramkarze często robią krok do środka spodziewając się strzału za mur, a przy takim ustawieniu zawodnika nigdy nie będzie wiadomo czy wali nad murem czy obok.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1