A+ A A-

Jagiellonia - Legia 1-1: Bez kropki nad "i"

Legia mogła zrównać się punktami z liderującą Ekstraklasie Pogonią Szczecin, ale potrzebowała do tego wygranej w Białymstoku. Ta sztuka niestety się nie powiodła. Mecz zakończył się remisem. Bramkę dla Legii zdobył z rzutu karnego Pekhart.

 

W składzie Legii tym razem zabrakło kontuzjowanego Boruca. Trener Michniewicz postawił na następujących zawodników: Miszta – Juranović, Jędrzejczyk, Wieteska – Wszołek, Slisz, Martins, Mladenović – Kapustka, Pekhart, Luquinhas. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Dziekoński - Olszewski, Țîru, Augustyn, Nastić - Twardek, Pospíšil, Imaz, Borysiuk, Černych – Puljić.

Mecz zaczął się bardzo źle dla Legii. Już w pierwszej akcji meczu Jędrzejczyk w niegroźnej sytuacji w swoim stylu ostro sfaulował zawodnika gospodarzy. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Miszta zderzył się z Puljiciem. Sędzia Marciniak dokonał analizy VAR i podyktował rzut karny. Miszta wyczuł intencje Imaza, ale nie sięgnął piłki. Jagiellonia prowadziła 1:0. Legia zaatakowała w 17. minucie. Prawą stroną boiska przedarł się Wszołek, dośrodkował, jednak Pekhart został zablokowany. Po rzucie rożnym źle ustawiony Augustyn przewrócił Pekharta. Sędzia odgwizdał faul. Do rzutu karnego podszedł Pekhart i nie dał szans Dziekońskiemu. Było 1:1. W 24. minucie Miszta obronił strzał Černycha. W 27. minucie Pekhart złożył się do nożyc, ale nie trafił czysto w piłkę. Nieudany strzał Czecha usiłował dobić Jędrzejczyk, został przewrócony, jednak sędzia nie dopatrzył się faulu. W 30. minucie doszło do nieporozumienia Wieteski z Misztą, na szczęście skończyło się na strachu. W 32. minucie Pekhart doszedł do dośrodkowania Mladenovicia, niestety z kilku metrów trafił w poprzeczkę. W Jagiellonii jeszcze przed przerwą Mystkowski zmienił kontuzjowanego Černycha. W ostatniej minucie pierwszej połowy Miszta uratował Legię przed stratą bramki, broniąc strzał Imaza.  

Do przerwy było 1:1. Legia miała przewagę, jednak niewiele brakowało, by to Jagiellonia schodziła na przerwę z prowadzeniem. Zwracała uwagę ilość żółtych kartek. Wśród legionistów ujrzeli je Miszta, Jędrzejczyk i Juranović.

W drugiej połowie mecz nie obfitował w spektakularne wydarzenia. W 52. minucie Slisz uderzył zza pola karnego. Piłka minęła bramkę. W 58. minucie Mladenović uderzył z rzutu wolnego. Dziekoński odbił piłkę na rzut rożny. W 68. minucie Luquinhas uderzył zza pola karnego, jednak wprost w Dziekońskiego. Najlepszą sytuację Legia miała w 73. minucie, kiedy Pekhart uderzył głową po dośrodkowaniu Mladenovicia. Niestety czeski napastnik minimalnie się pomylił. W 76. minucie Kapustka zszedł do środka boiska, uderzył z lewej nogi, ale piłka przeszła nad poprzeczką. W 84. minucie po ładnej akcji Juranovicia piłka trafiła do Luquinhasa. Brazylijczyk zdołał oddać strzał, jednak piłka odbiła się od poprzeczki i wyszła za boisko. W 86. minucie Lopes zmienił Pekharta. W 86. minucie znów szczęścia spróbował Luquinhas. Dziekoński efektowną paradą wybił piłkę na rzut rożny.

Mecz skończył się remisem. Legia grała nieźle, przez większość spotkania nasz zespół miał kontrolę nad grą. Zawiodła skuteczność, zabrakło spokoju i precyzji w wykończeniu. Może trochę szkoda, że trener Michniewicz nie zaryzykował większej ilości zmian. Remis w Białymstoku nie jest powodem do nerwów, zwłaszcza, że w grze Legii jest widoczny progres, ale w kolejnych spotkaniach potrzebna nam będzie większa punktowa efektywność. W przyszłą sobotę mecz z Wisłą Płock w Warszawie.

Dyskusja (5)
1niedziela, 14, lutego 2021 21:26
Senator
No i co tu pisac jak sir Gawin napisał wsio.
Bywa i tak , sytuacje były zawiodło jak zazwyczaj wykończenie.
Chciałoby się napisać są powody do optymizmu ale znając Legię lepiej się powstrzymać.
2niedziela, 14, lutego 2021 22:46
CTP
Okazje były. Wydaje mi się, że głównie z powodu nowego ustawienia, które daje Legii przewagę w środku boiska. Drugi powód, to taki, że Jagiellonia zdecydowanie nie stanowiła monolitu w swojej formacji defensywnej. Niestety, nam ewidentnie brakowało pomysłu jak te wszystkie akcje sfinalizować. A tak właściwie był tylko jeden pomysł: Perkhart a dzisiaj nasza czeska armata ewidentnie nie miała szczęścia - 3 niezłe okazje i bez efektów.
Przyznam, że zaczynam powoli tracić zaufanie do pomysłów na Legię w wykonaniu trenera Czesława. Choć może nie tyle do jego pomysłów, co do jego autorytetu w drużynie. Widać, że zespół całą odpowiedzialność za bramki zrzuca na barki naszego napastnika, co jest może bardzo wygodne dla Wszołka, Luquiego czy Kapustki ale jest bardzo złym prognostykiem na przyszłość.
Od dłuższego czasu też zastanawiam się, jakie tak właściwie zadania ma Martins. Jeśli jego jedyną rolą jest kopanie piłki od obrońców do Kapustki, to chyba za dużo mu płacimy.
3poniedziałek, 15, lutego 2021 12:09
Zbyszek
O tym, że zamiast prawa stosowany jest przymus administracyjny.
Od zaczynu pandemii na tapecie stoi problem udziału kibiców w meczach na stadionach. Blisko rok temu , bo od 10 marca zakazano kibicom wejścia na stadiony, następnie od 19.06 wpuszczano tylko do 25% pojemności ,a od 01.10.2020 znowu postawiono szlaban. W Polsce marcowy zakaz okazał się racjonalny i zapobiegł rozlaniu się fali koronawirusa wśród społeczeństwa. Nie ulega bowiem wątpliwości, że dramat jaki rozegrał się w Bergamo i okolicach, w Walencji, Paryżu, Liverpoolu, Madrycie itd. był bezpośrednio powiązany z lutowymi i marcowymi meczami w LM i LE i masowym udziałem kibiców. Nikt nie wiedział co to za zaraza, więc należało dmuchać na zimne, tak jak u nas. Lecz badania naukowe dowiodły ,że koronawirus jest przenoszony tylko przez człowieka i można się nim zarazić drogą kropelkową przy bezpośrednim kontakcie oraz co równie ważne ,że wywołuje on skutki chorobowe i śmiertelne częściej u osób powyżej 60 roku życiu ( im starsi tym odsetek wyższy) , zaś u młodszych w znikomym stopniu ( im młodsi tym mniej i np. w wieku do 30 lat odsetek wynosi 0,001%). Tym samym ograniczenia powinny być kierunkowe i nie ma żadnych racjonalnych przeszkód, aby zabronić wpuszczania kibiców w wieku poniżej 60 roku życia na stadiony np. w 50 % pojemności ,a starszych po zaszczepieniu . Ale od tego nierządu pomyślunku spodziewać się nie należy.
I to były przesłanki medyczne związane z zapobieganiem rozprzestrzeniania się pandemii. Teraz pora na omówienie podstaw formalnych, bowiem praworządne państwo musi posługiwać się narzędziami prawnymi. I tu mamy potężny problem. Praktycznie wszystkie zakazy i ograniczenia , łącznie z karami za ich nieprzestrzeganie wprowadzono rozporządzeniami Ministra Zdrowia. Takie rozwiązanie zapisano w Ustawie z 5.12. 2008 roku o o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Art. 46 tej Ustawy daje możliwość Ministrowi Zdrowia na podstawie rozporządzenia m.innymi do ograniczania przemieszczania się, czasowego ograniczenia funkcjonowania instytucji i zakładów pracy, zakazu gromadzenia się ludzi , zakazu zasłaniana ust i nosa i np. obowiązek szczepień. Ta Ustawa w całości, począwszy od tytułu i przedmiotu regulacji jest sprzeczna z Konstytucją. Lecz nikt , a w szczególności Rzecznik Praw Obywatelskich ( a było ich czworo od 2008 roku) nie zakwestionował jej legalności. Np. obecny Rzecznik wystawia piersi do orderu ,że niby staje w obronie represjonowanych uczestniczek protestów , a mógł do tego nie dopuścić zaskarżając Ustawę do TK w czasie przed pandemią. Konstytucja bowiem daje możliwość wprowadzenia tylko 3 stanów nadzwyczajnych : stanu klęski żywiołowej, stanu wyjątkowego i stanu wojennego. Nie ma mowy o stanie pandemii. I tylko na podstawie wprowadzenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych i to w drodze Ustawy wydanej w wykonaniu jednego z tych stanów można ograniczyć niektóre prawa obywatelskie, za wyjątkiem m.innymi prawa do godności, ochrony życia, humanitarnego traktowania, ponoszenia odpowiedzialności karnej, dostępu do Sądu czy dóbr osobistych. Mało tego rozporządzeniami nie wolno wprowadzać żadnych kar , nawet w postaci mandatów czy grzywien. Bowiem mogą one być skutecznie stosowane tylko na podstawie odrębnej Ustawy lub poprzez nowelizację Kodeksu Wykroczeń lub Kodeksu Karnego. Dlatego sądy oddalają wszystkie takie kary jako nakładane bezprawnie.
Mało tego podmioty, które poniosły szkodę poprzez ograniczenie działalności gospodarczej lub wskutek innych restrykcji mają na podstawie art.417 Kodeksu Cywilnego prawo do odszkodowań lub rekompensat. Prawo takie przysługuje jeżeli takie ograniczenia wprowadzone przez władze były bezprawne , lub wprowadzone zostały na podstawie aktu normatywnego uznanego przez TK za sprzeczny z Konstytucją, umową międzynarodową lub Ustawą. Ba, jest możliwość dochodzenia odszkodowania na zasadzie słuszności, jeżeli szkoda powstała nawet wskutek działań władz zgodnych z prawem.
Mówiąc wprost ten rząd działa w znacznym stopniu bezprawnie stosując przymus administracyjno - policyjny . Do tego postępuje również wbrew zasadom elementarnej wiedzy ekonomicznej. Według niej w okresie bessy trzeba zmniejszać obciążenia np. podatkowe , pomagać podmiotom gospodarczym i obywatelom, luzować politykę fiskalną. Natomiast politykę oszczędności trzeba stosować w okresie hossy. A ten rząd wprowadził od lata ubiegłego roku już 38 nowych podatków i opłat oraz zwiększył zakres fiskalizmu w kilkunastu innych. Podobnie szykowana Ustawa o tzw. podatku od reklam nie tyczy tylko firm medialnych, ale wszystkich podmiotów, także klubów sportowych. Wedle propozycji np. Legia musiałaby odprowadzić do budżetu ok. 7 mln zł. a gdyby uznano za reklamę logo klubu to obciążenie wzrosłoby do ok. 16 mln zł rocznie. Tak to oni chcą pomagać sportowi.

O tym, że kara karze równa.
Część mediów i kibiców wyraziła swe zbulwersowanie faktem ukarania tak samo , trzema meczami bez gry, zawodnika Zagłębia Lubin Crnomarkovicza , kiedy to wskutek faulu poszkodowany doznał złamania nogi oraz gracza Legii Warszawa Pekharta, który odruchowo kopnął rywala, a ten otrzepał się i wstał nie doznając żadnego uszczerbku. Otóż przepisy gry w piłkę nożną precyzują wyłącznie rodzaj niedozwolonego zachowania , natomiast kary za nie, nie uzależniają do skutku zdarzenia. Spróbuję przepisy przybliżyć w telegraficznym skrócie. W przepisach słusznie w preambule zaznaczono, że piłka nożna jest grą kontaktową i w walce o piłkę możliwe jest używanie siły fizycznej w dozwolonych granicach. Te granice zakreślają nieostre stwierdzenia o nieostrożności ( atak niedokładny, nieuważny, wykonany bez należytej staranności) , o nierozważności ( brak zważania na bezpieczeństwo rywala lub konsekwencje ataku ) oraz o użyciu nieproporcjonalnej siły ( bezpośredni atak ciałem, skok na rywala, kopanie lub usiłowania kopnięcia, uderzenie lub usiłowanie uderzenia, popychanie) . Za te przewiny sędzia dyktuje rzut wolny bezpośredni , a jeżeli popełniono je w polu karnym rzut karny.
Sędzia ma obowiązek wykluczenia zawodnika z gry ( czerwona kartka ) jeżeli została użyta nieproporcjonalna siła i zagraża bezpieczeństwu przeciwnika , gdy sędzia stwierdzi grę niebezpieczną ( zagranie grożące kontuzją). Wykluczenie następuje również gdy, pozbawia się przeciwnika zdobycia bramki lub realnej szansy jej zdobycia przez nieprzepisowy kontakt ręki z piłką, przez pozbawienie rywala bramki lub szansy na jej zdobycie przez przewinienie karane rzutem wolnym , gdy zostaje popełniony poważny ,rażący faul ( atak nogami z nadmierną siłą lub brutalnie) , za zachowanie gwałtowne, agresywne( celowe uderzenie lub kopnięcie) , gdy używa się języka obelżywego lub takiego gestu i gdy pluje się na rywala.
Jak można zauważyć przepisy gry w piłkę nożną nie posługują się znanym z przepisów prawa karnego , cywilnego lub administracyjnego - pojęciem winy. Tym samym nie ma w nich mowy o popełnieniu czynu zabronionego wskutek winy umyślnej w postaci zamiaru bezpośredniego ( chciał i dokonał) , zamiaru ewentualnego ( chciał, ale skutku nie przewidział lub myślał, że go uniknie) lub też o winie nieumyślnej w postaci lekkomyślności, zaniedbania lub nieostrożności. Chodzi o to, że wina to inaczej związek przyczynowo-skutkowy wiążący sprawcę ze skutkiem jego działania lub zaniechania, Sędzia piłkarski nie ma ani czasu ani możliwości, aby analizować rodzaje winy. On musi rozstrzygać czy konkretne zachowanie wyczerpuje znamiona zakazanego zachowania określonego w przepisach. Przy czym kary odsunięcia od meczów i ewentualne kary finansowe nakłada na zawodnika instancja piłkarska do tego wyznaczona.
O ile więc w sprawach pozasportowych mamy do czynienia z takimi pojęciami jak wina, adekwatność kary do skutku , sprawiedliwość itp. to w przypadku sportu mówimy tylko o formalizmie w ocenie deliktu.
Moim zdaniem jednak chyba sprawy bezpieczeństwa zdrowotnego piłkarzy stają się na tyle ważkie, aby ta instancja, która orzeka , a czyni to po czasie pozwalającym na ocenę skutku niedozwolonego czynu ,co powinno sprawiać ,żeby nie orzekać o karze w oderwaniu od skutku jaki nastąpił.

O tym, że czasami trzeba pomysłu ,a nie siły.
Można zaobserwować, ze Michniewicz na siłę chce doprowadzić do tego, aby Legia grała systemem 3-4-3. Na razie ma zawodników na grę 3-4-2-1, ale to go i słusznie nie zadawala, gdyż słabością gry w tym ustawieniu są boczne sektory boska. W doprowadzeniu do gry w takim ustawieniu sprowadzono włoskiego trenera, który był asystentem trenera Torino oraz sprowadzono skrzydłowego z Uzbekistanu i zamierza się wypożyczyć dwóch graczy z Dynama Kijów ( lewonożnego środkowego obrońcę i skrzydłowego). Te ruchy kadrowe budzą wątpliwości , bowiem Uzbek ma 23 lata i gdyby był dużym talentem to już by był w poważnej drużynie, zaś traktowanie jako wzmocnienie Legii zawodników z głębokich rezerw średniaka z Ukrainy to obciach. I to po to , aby grać jak Raków, który w ubiegłym roku był rewelacją, ale w bieżącym został rozpracowany i póki co dostarcza punktów rywalom.
Mnie zadziwia i rozczarowuje to poszukiwanie kamienia filozoficznego i panaceum na dolegliwości Legii w systemie gry. Tym bardziej, że wszystkie programy komputerowe pokazują ,że systemy 3-4-3 i pochodne są mało efektywne. Ich główną słabością jest nadmierne zgrupowanie sił w środkowych rejonach boiska ( obecnie w Legii to 6 graczy) co ma minimalny wpływa na wynik spotkania , przy zbyt małej ilości zawodników w tych rejonach, które mają wpływ decydujący, a więc pod bramką rywali i pod swoją bramką. Wczoraj widać to było dokładnie. Co z tego, że zdominowaliśmy środek pola gry jak nic z tego korzystnego nie wyniknęło. Ponadto co równie ważne system 3-4-3 i pochodne właściwie wyklucza możliwość gry szybkim atakiem , gdyż jego założenia nie przewidują ustawienia z rozgrywającym . A bez rozgrywającego czyli swego rodzaju stacji przekaźnikowej nie ma szybkiego ataku. Nie chcę tu wracać do historii ,ale trener Piechniczek nazwał grę z kontry specjalnością polskiej piłki . Na naszych boiskach w ostatnich latach dzięki grze szybkiemu atakowi Śląsk Wrocław trenowany przez Oresta Lenczyka w 2012 roku zdobył Tytuł Mistrza. Pamiętamy ich organizację gry w ataku. Wciągali rywali na własną połowę, aby po odebraniu lub przechwycie piłki podać ją do ustawionego w środku boiska Sebastiana Mili. W tym samym momencie sprintem do przodu ruszali obaj skrzydłowi Sobota i Ćwielong lub Madej ,a środkiem podążał napastnik Gikiewicz lub Diaz. Mila niezwykle precyzyjnym podaniem uruchamiał tego skrzydłowego , który miał więcej wolnego pola, a ten zagrywał do drugiego skrzydłowego lub napastnika.
Natomiast obecnie Legia kaleczy grę i ją prymitywizuje , gdyż de facto nie mamy dobrze opanowanych stałych fragmentów gry, nie gramy kontratakiem i szybkim atakiem, słabo gramy atakiem pozycyjnym. Właściwie możliwość strzelenia bramek rywalom ograniczamy do wrzutek w pole karne licząc ,że Pekhart coś z tego zrobi. Wystarczy dobrze pokryć Czecha i nas nie ma . Można to nazwać jednostronną przewidywalnością, a dla mnie to prymitywizm niegodny Legii.
Nie rozumiem tego drajwu w nieznane ponieważ system 3-4-3 jest trudny w realizacji a łatwy w neutralizacji. Dodatkowo uziemnia tak dobrych graczy jak dwóch z trzech Wszołka albo Vesovicza lub Juranovicza, Kapustkę. Luquinhasa, Valencię . ale i młodych zawodników.
Michniewicz liczy pewno ,że dłuższe granie w tym systemie sprawi ,że większe zgranie, lepsze zrozumienie i współpraca zaowocują korzystniejszymi wynikami. Tylko, że wiadomo, że zgrywanie się zawodników, niezależnie od systemu gry, zawsze stanowi wartość dodaną.
Lecz pytaniem zasadniczym jest czy idziemy w dobrym kierunku ?
Po wczorajszym spotkaniu nasz trener zademonstrował zadowolenie licząc chyba ,że tym zaklnie rzeczywistość, albo liczy na naszą wyrozumiałość co byłoby równoznacznie z naiwnością.
Powiem, że zaczynam podejrzewać, że Michniewicz jak jeszcze wielu trenerów nie wierzy w statystyki, i w algorytmy programów komputerowych, albo ich zwyczajnie nie zna . Już w kolejnym meczu przy niekorzystnym wyniku nie dokonuje zmian co trafnie zauważył Gawin. O korzystnym wpływie zmian ( im więcej tym lepiej ) na podstawie statystyk tysięcy meczów piszą w swojej książce "Futbol i statystyki " Chris Anderson i David Sally.

O tym, że sędzia Szymon Marciniak jest arcymistrzem w swoim fachu.
Sędzia wczorajszego meczu pokazał, że potrafi nie tylko zagrać główną rolę, ale i być wyróżniającą się oraz dominującą postacią spektaklu. Przez 22 minuty zastraszał zawodników obu drużyn ,aż ich tak nastraszył, że przestali walczyć. Jak święty Mikołaj dał obu zespołom po prezencie ,a do tego robił za dobrego wujka , niekoniecznie z Ameryki.
Podobnie śmiało poczynał sobie nasz pierwszy międzynarodowy na MŚ Alojzy Jarguz, ale przy Marciniaku mogły robić za kapciowego.
Nasz bohater zaczął z wielkiego diapazona , bo już w 2 minucie podyktował rzut karny dla Jagi i obdarował żółtą kartką bramkarza Legii. Podjął sam decyzję ,ale pro forma dla pozoru, aby pokazać, że się waha potwierdzić ją VARą. A faulu ,mówiąc wprost, nie było. Bowiem bramkarz ma prawo, ba obowiązek, chcieć złapać lub wybić piłkę, uprzedzając zwłaszcza w swoim polu bramkowym przeciwnika . Bramkarza ma pełne prawo w polu karnym używać do tego zbożnego celu rąk. Z kolei napastnik ma prawo ,ba obowiązek, chcieć strzelić gola głową lub nogą i w tym celu atakować piłkę . Bo na tym polega piłka nożna , na walce o piłkę, na tym kto strzeli bramkę ,a kto ją obroni. Mało tego jeżeli sędzia uznał ,że bramkarz popełnił wykroczenie i sfaulował rywala to jego obowiązkiem było ukarać Misztę kartką czerwoną, bo w sposób niedozwolony uniemożliwił zdobycie gola, będąc ostatnią przeszkodą na tej drodze.
Chyba Marciniak jednak czuł się niekomfortowo po powyżej opisanym incydencie, czemu się dziwić nie należy, bo w 18 minucie zrekompensował nam i sobie utratę bramki . Otóż w polu karnym Jagi jak to bywa w każdym meczu po kilkanaście razy napastnik szukał sobie wolnej przestrzeni ,a obrońca mu w tym starał się przeszkodzić. Wczoraj Augustyn nieopatrznie lewą rękę położył na boku Pekharta, ten ochoczo i mocno przycisnął ją swoją ręką do tułowia i ciągał nieboraka Augustyna za sobą po całym polu karnym ,a obrońca szarpał ręką ,żeby ją uwolnić uścisku. Wreszcie Czechowi znudziła się ta szarpanina , puścił rękę uwalniając równocześnie Augustyna i zrobił szarmancki pad na tyłek. Gdzie tu faul ?. Tym razem Marciniak nawet nie sięgnął po VARę. Ale jeżeli był to faul to Augustyn powinien dostać kartkę czerwoną, a nie żółtą, z powodu jak powyżej.
W ten oto zgrabny sposób Marciniak uwolnił się od zarzutu, że tak zdominował i wystraszył zawodników, że bali się grać i stąd padł wynik bezbramkowy. A tak było 1:1.
Początkowo liczyłem kartki pokazywane przez dominatora oraz zwracane uwagi zawodnikom, ale zaniechałem , bo mi miejsca na kartce na zapisywanie zabrakło. Najbardziej mi Marciniak zaimponował w 3 przypadkach, kiedy w 5 minucie pogroził palcem graczowi Jagi za przerwanie faulem akcji Legii , zamiast potraktować go żółcią, w 9 minucie kiedy dał Tiru żółtą kartkę zamiast czerwonej za jego faul na Luqinhasie ( atak od tyłu na nogi z wysoko uniesioną nogą) oraz w 22 minucie , kiedy Borysiuk brutalnie potraktował Luquinhasa ,a kartkę dostał Juranovicz. To ostatecznie wystraszyło zawodników, bo Marciniak pokazał im ,że może wszystko i lepiej mu w oczodoły się nie pchać.
Z drugiej strony to wyszła na jaw , po raz enty, taka predylekcja Marciniaka do wyjątkowo ulgowego traktowania zawodników, którzy grają serduchem i je na boisku zostawiają. Wczoraj Artur Jędrzejczyk ujawnił, że obaj z Arielem Borysiukiem nie mogli pojąc jak to możliwe, że sędzia ich nie usunął z boiska , bo zasłużyli na ten honor jak rzadko i jak mało kto. Właśnie dlatego, że Marciniak takich lubi . Ja bym do tej dwójki dodał jeszcze Czernycha, nad którym z kolei zlitował się Zając i sam go zdjął .
Wielce żałowałem, że Marciniak tyle nadokazywał w dwadzieścia dwie minuty, że potem tylko statystował na boisku oszczędnie gospodarując siłami. I ręki wyjmowaniem kartek nie nadwyrężając.
On rządził na boisku niepodzielnie i samodzielnie.
Wielka szkoda ,że tym kimś nie była Legia.
4poniedziałek, 15, lutego 2021 13:56
corazstarszy
Chyba bieganie wzrosło w porównaniu do 2020, gdzie praktycznie w każdym meczu rywal pokonywał wyraźnie większe dystanse niż Legia. Teraz albo my więcej, albo dysproporcja nie jest tak duża.
Martwię się, bo już trochę tych meczów mamy, gdzie gra jest całkiem całkiem, jest przewaga, ale na końcu remis, bo skuteczność szwankuje, albo bramkarz dobrze broni, albo mają nasi blackout: Pogoń 0-0, Piast 2-2, Jagiellonia 1-1.
Myślę, że Michniewicz sprawy nie lekceważy i robi, ile może. A że nie wszystko potrafi? A kto potrafi? No i ma też trudności, np. kadrowe, niezawinione. Oby tylko byli zdrowi wszyscy, bo rzeczywiście z konieczności ziści się scenariusz, gdzie np. Ariel Mosór i Szymon Włodarczyk rozegrają kontraktową liczbę minut i umowy się automatycznie przedłużą. Nie mówię, że to byłoby dobrze, czy że byłoby źle. Ale takie rzeczy powinny być rezultatem świadomych oddziaływań, a nie łatania dziur z konieczności.
Jeszcze o Zającu. W wypowiedziach sprawia wrażenie kretyna. Gdy wygrali tutaj za Vukovicia, to opowiadał o niesamowitym charakterze swojej kamandy. A charakter Jagiellonii w tamtym meczu nazywał się Luis Rocha, Wlliam Remy, Bartosz Frankowski (niepodyktowany karny za faul na Stolarskim; podaję wg. oceny weszlo.com) + symulowanie kontuzji i kładzenie się na murawie. Teraz opowiada o serduchu. Serducho miejscowych polegało na nieskuteczności Legii i dobrej grze bramkarza Dziekońskiego.
5poniedziałek, 15, lutego 2021 18:30
Zgred Maruda
@corazstarszy

..."Martwię się, bo już trochę tych meczów mamy, gdzie gra jest całkiem całkiem, jest przewaga, ale na końcu remis, bo skuteczność szwankuje, albo bramkarz dobrze broni, albo mają nasi blackout:"

Podpisuję się pod tym spostrzeżeniem. Pamiętamy różne mecze z Jagiellonią, brzydkie i kopane ( Vadis) ale i z naszą przewagą raczej wygrywane wysoko.
Z naszą przewagą brzmi jak - motto, ale niestety mamy to co mamy. Pewnie, że poprzeczki czy Dziekoński, tyle tylko, że przewaga kiedy już ją pokazywaliśmy szła wygraną i to pewną.
To właśnie martwi... bo niby istnieje przekonanie, że na wyjeździe nie mogąc wygrać, zremisuj...Jednak (głównie) po wczorajszym meczu trzeba namaścić zupełnie nowe powiedzenie: "Jeśli masz aż taką przewagę na wyjeździe to musisz wygrać" ...
Nie chcę przy tym słyszeć, że coś przeszkadzało, że bramkarz czy sędzia.
Istota grania skrzydłami pod wrzutki na Pedharta nie m o ż e być jedynym kluczem gry Legii.
We wczorajszym meczu zanotowałem jeden - słownie jeden ( nieudany) pomysł zagrania prostopadłego w pole karne. Co z tego że dominujemy środek pola (?) gdy ewentualni piłkarze którzy swoją akcją, wymianą szybko piłki nie wchodzą w takie akcje - ciągle szukając dośrodkowań.
Stoimy w miejscu...

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1