A+ A A-

Górnik - Legia 1-2: Zwycięska harówka

W dziewiętnastej kolejce Ekstraklasy Legia okazała się lepsza od Górnika w Zabrzu i dzięki temu zwycięstwu na pewno pozostanie na pierwszym miejscu w tabeli Ekstraklasy. Pierwszą bramkę dla Legii zdobył Kapustka, a o zwycięstwie przesądził Kostorz.

 

Trener Michniewicz postawił na następujących zawodników: Boruc – Jędrzejczyk, Wieteska, Szabanow – Juranović, Slisz, Martins, Mladenović – Kapustka, Lopes, Luquinhas. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Chudý - Wiśniewski, Koj, Gryszkiewicz - Masouras, Kubica, Procházka, Nowak, Janža - Jiménez, Sobczyk.

W 2. minucie meczu Mladenović uderzył z rzutu wolnego. Chudý odbił strzał Serba. W 4. minucie Legia objęła prowadzenie. Juranović ruszył prawym skrzydłem, podał do Kapustki, który ubiegł bramkarza gości i umieścił piłkę w bramce. W 7. minucie Boruc bez problemu zatrzymał strzał Wiśniewskiego. W 12. minucie Chudý obronił uderzenie Kapustki. W 19. minucie Boruc złapał piłkę po strzale Nowaka. W 26. minucie Martins został ukarany żółtą kartką. Portugalski pomocnik nie zagra w kolejnym ligowym meczu Legii. W 43. minucie znakomitą okazję do wyrównania miał Górnik. Nowak wymanewrował Wieteskę, uderzył mocno z lewej nogi, na szczęście nie trafił w bramkę. W 45. minucie sędzia Frankowski podyktował rzut karny dla Górnika za faul Jędrzejczyka na Jiménezie. Jędrzejczyk został ukarany w tej sytuacji żółtą kartką. Jiménez zmylił Boruca i było 1:1.

Do przerwy był remis. Legia dobrze zaczęła mecz, niestety później wyraźnie spuściła z tonu. Bramka dla Górnika była dość przypadkowa, po kontrowersyjnej decyzji sędziego, ale remis mógł być już kilka minut przed tym wydarzeniem.

W drugiej połowie na boisku pojawił się Muçi. Albańczyk zmienił Lopesa. W 54. minucie gospodarze rozegrali składną akcję. Legioniści w ostatniej chwili zablokowali strzał Sobczyka. W 55. minucie Kostorz zastąpił Martinsa. W 57. minucie Luquinhas zobaczył żółtą kartkę za faul na Koju. Luquinhas to kolejny zawodnik, który nie zagra za tydzień ze Śląskiem we Wrocławiu. Chwilę później Luquinhas był ewidentnie faulowany przed polem karnym gości, ale sędzia nie dostrzegł przewinienia. W 65. minucie Procházka uderzył głową. Piłka minęła bramkę Legii. W 69. minucie Gwilia zmienił Slisza. W 82. minucie Luquinhas uwolnił się w środku pola, podał do Kostorza, który w wyśmienitym stylu minął w polu karnym Paluszka i z dużym spokojem umieścił piłkę w bramce. W 87. minucie Wszołek zastąpił Luquinhasa. W drugiej minucie doliczonego czasu gry blisko wyrównania był Paluszek. Po interwencji Wieteski i Boruca piłka wyszła na rzut rożny. Chwilę później doszło do groźnie wyglądającego zderzenia Szabanowa z Kojem. Wynik meczu nie uległ już zmianie.

To był trudny mecz. Legii grało się ciężko przeciw agresywnemu, dobrze przygotowanemu fizycznie przeciwnikowi. Ostatecznie zatriumfowała wyższa piłkarska jakość naszej drużyny. Teraz legionistów czeka pucharowe starcie z Piastem w Warszawie, a w przyszłą niedzielę wyjazd do Wrocławia na mecz ze Śląskiem.

Dyskusja (24)
1sobota, 27, lutego 2021 22:52
xxx
Przed meczem zaproponowałem obserwację Kapustki, bo zaobserwowałem u niego kilka negatywnych nawyków. Zagrał dobrze, nie potwierdził moich zarzutów, strzelił bramkę, ale przyćmił go Luqi. To jest gość, który zawsze kombinuje jak zagrać do przodu i potrafi to zrobić.
Bardzo mnie ucieszył gol Kostorza, bo to jest facet który ma spory entuzjazm ofensywny, szybkość i niezła technikę, tylko do tej pory nie potrafił się w Legii uwiarygodnić. Już zaliczył fajną a asystę a teraz strzelił ładną bramkę. Mam nadzieję, że utrzyma ten trend. Gdybym miał wybierać między Lopezem a Kostorzem, wybrałbym Kostorza jako zmiennika Pekharta.
A poza tym, nie wiem czy chiciałbym ten mecz obejżeć jeszcze raz dla przyjemności.
2sobota, 27, lutego 2021 23:26
Senator
Potwierdziła się prawda ,że na Legię drużyny spinanją się podwójnie.
Kostorz jak procesor, a przecież to dopiero uczeń.
Potwierdziły się przypuszczenie panów co do sędziego Frankowskiego zamieszczone we wpisach " Na Aucie" Smile
3niedziela, 28, lutego 2021 00:20
iocosus
Mecz do zapomnienia, liczą się trzy punkty, dedykacja Kacpra Kostorza dla Taty, potwierdzenie roli i znaczenia w zespole ofensywnych liderów. Gdyby jakiś Polak miał swobodę operowania piłką Luquinhasa miałby bilet do kadry od Paulo Sousy murowany. 
Zatrważające nieco, że wśród defensorów najlepsze wrażenie sprawia ten, który z zespołem jest dopiero od kilku dni. 
W ataku nastolatek we wtorek składa podpis, a w sobotę debiutuje w Ekstraklasie, a ja miałem pretensje że CM boi się weryfikować młodych. Ernest Muci nie wchodził po schodach, biegał po murawie, zatem możemy zawyrokować, czy będzie z niego grajek? Orzeł czy reszka? Wypadło mi, że odleci z Legii przebijając wytransferowanie Ondreja Dudy. Wink 
4niedziela, 28, lutego 2021 00:23
corazstarszy
Niedawno Brosz dał krasomówczy popis o piłkarzach urodzonych na Śląsku i okolicach. Tenor wypowiedzi jak to u nich: ci zawodnicy powinni być u nas, bogate kluby nam ich podbierają. No to dostał odpowiedź. Gdy wiosną Kacper grał w Legnicy, szału nie było. Raczej mało kogo obeszło, że wrócił. A tutaj proszę. Wiadomo przez co przeszedł. Tym bardziej się cieszę. Idzie na konto zasług Michniewicza. Wykończenie na spokoju, jak nie u młodego. Bardzo sympatyzuję też z Maciejem Rosołkiem. Mam nadzieję, że też wróci i będzie fajnie grał. Na razie dał Arce wygraną.
Jędrzejczyk kontynuuje tymczasem w najlepsze swoje popisowe zagranie. Dwie rzeczy ma powtarzalne: fauluje w dość niegroźnych sytuacjach. I ten wyraz twarzy: „Ja? Że niby faulowałem? Ja?”. Ile jeszcze nam zawali? W tym sezonie nie zajmuje się w zasadzie niczym innym: Omonia, Karabach, Śląsk, Lech, Stal. Długo by wymieniać.
Przy golu na 0-1 geniusz Luquinhasa to jedno, ale kluczowe było podbicie piłki głową przez ichnią 27.
Mam nadzieję, że z Szabanowem wszystko dobrze. Dobry występ. Bez Luquinhasa będzie ciężko. Bez Martinsa też. Gwilia to nie za dobre zastępstwo
5niedziela, 28, lutego 2021 10:53
Baron
Legia próbowała grać w piłkę, Górnik w kości, a sędzia ..., moment jaki sędzia?
6niedziela, 28, lutego 2021 13:51
Zbyszek
O tym, że człek strzela, a Pan Bóg kule nosi.
W piłkę nożną tak jak w każdą dziedzinę życia wpycha się i rozpycha bezczelnie technika, elektronika i informatyka. Nie o wszystkich jej zastosowaniach da się pisać, więc z konieczności tylko o statystycznej analizie zjawisk piłkarskich i wyciąganiu z nich , często obrazoburczych wniosków.
Kady z nas dostrzega różne sytuacje na boisku , w których zwłaszcza związanych ze strzelaniem bramek decyduje przypadek. I powiadamy ,że przypadek to wyjątek, a najważniejsze są umiejętności czyli techniki, taktyki i talenty. Autorzy książki "Futbol i statystyki" Chris Anderson i David Sally udowadniają, że przypadek nie jest w futbolu wyjątkiem, ale regułą.
To podstawowa kwestia w futbolu. Jeśli w grze liczą się głównie umiejętności , dyscyplina ta ma pewną logikę i w ostatecznym rachunku zawsze wygra drużyna lepsza. Jeżeli zaś sukces zawdzięcza się głównie szczęściu to po co miliony wydawane na graczy, na trenerów, sztaby itd. itp. i inne cuda niewidy. Każdy chciałby, aby prawdziwe było to pierwsze. Cytowani autorzy po przeanalizowaniu przez program komputerowy dziesiątek tysięcy meczów i typów bukmacherów doszli do wniosku, że proporcje szczęścia do umiejętności wynoszą 50:50 czyli pół na pół. Takie odkrycie jest obrazoburcze, bo nawet tak wielki uczony jak Albert Einstein nie wierzył w krańcową przypadkowość twierdząc, że "Bóg nie gra w kości".
Środowisko piłkarskie ma obsesję na punkcie piękna . Większość kibiców woli - a przynajmniej tak twierdzi - aby ich zespół wygrywał, a jak przegra to, aby przegrał w pięknym stylu, niż żeby wygrał w marnym . O czym traktuje aforyzm znanego publicysty sportowego Grantlanda Rice :
"Gdy Wielki Rachmistrz przyjdzie policzyć dzieło twe,
Nie o zdobyte punkty dba, lecz jak toczyłeś grę".
Drużyny postrzegane jako te, którym udało się ukazać piękno futbolu są czczone , często niezależnie od wyniku jak np. tzw. "złota jedenastka" Węgier z 1954 roku czy Barcelona. Problem w tym, że patrzenie przez pryzmat urody utrudnia nam dostrzeżenie faktów. Niestety nie da się oderwać ocen od wyników. Np. po finale MŚ W 2010 roku Johann Cruyff ocenił tak grę Holendrów " Brzydki, wulgarny, ciężki ,hermetyczny i trudny do oglądania antyfutbol" . Lecz pewno jego ocena byłaby inna, gdyby pod koniec meczu Arjen Robben wykorzystał "setkę". Bowiem w futbolu idzie o efekt . Jeżeli jest wynik to przyjemność oglądania schodzi na dalszy plan. Można tu przypomnieć słowa b. dyrektora sportowego Bayeru Leverkusen Reinera Calmuda,że futbol to nie łyżwiarstwo figurowe i nie ma w nim not na styl. Piękno może być walorem ubocznym odnoszących sukcesy drużyn, ale samo w sobie nie wystarczy i nie jest konieczne do wygrywania.
Piękna nie można analizować, bo jest subiektywne. Można natomiast przeanalizować skuteczność gry , przy założeniu ,że przez skuteczność rozumiemy takie rzeczy jak głównie : odbiór piłki. utrzymywanie się przy niej, celność podań, oddawanie strzałów i zdobywanie bramek. Nawet wtedy jednak odkrywamy, że robienie większości tych rzeczy dobrze i znacznie lepiej od rywala nie wystarcza, aby wygrać mecz. Pamiętamy dziesiątki, jeżeli nie setki takich przypadków, kiedy drużyna parametrycznie gorsza wygrywa, lub remisuje.
Dzieje się tak, bo o wygranej decydują strzelane bramki. Naukowcy dokonali analizy takich wypadków i odkryli, że przypadkami też rządzi pewna logika. I ta logika matematyczna dowiodła, że rola przypadku w zdobywaniu bramek wynosi 50%, czyli ,że dokładnie połowa wyników jakimi kończą się mecze nie jest produktem umiejętności i talentu, ale przypadku i szczęścia. Nawet wczoraj mieliśmy na to dowód, bowiem, gdyby Chudy przy pierwszej bramce nie zabuksował to byłby pierwszy do piłki i Legia gola by pewno nie zdobyła.
Cytowani autorzy odkryli, że są dwie drogi do sukcesu : albo jesteś dobry, albo masz farta. Aby zdobyć mistrzostwo potrzebne są obie, aby wygrać mecz wystarczy jedna.
Na podstawie analizy ogromnej ilości meczów stwierdzili ,że rzadkie i nietypowe przypadki są całkowicie przewidywalne i wiemy dokładnie ,ile ich się wydarzy. Bramki w futbolu są wydarzeniem rzadkim, ale konsekwentnym i niezależnym. Każde z nich na pierwszy rzut oka jest przypadkowe i pojedyńcze i nie da się go przewidzieć, M.innymi dlatego jest to tak ekscytujące.
Biorąc pod uwagę średnią liczbę goli na mecz, a wyniosła ona 2.66 na przestrzeni dziesięciu lat w ligach Anglii, Niemiec, Hiszpanii, Włoch i Francji i stosując rozkład Poissona ( prawdopodobieństwo zdarzeń w określonym czasie jeżeli występują one regularnie niezależnie od czasu) można dokładnie przewidzieć w ilu meczach nie padł i nie padnie żaden gol, w ilu jeden , w ilu dwa itd. Nie trzeba wiedzieć niczego o ustawieniu, składzie, jakości graczy, trenerze, taktyce, aby odkryć ,że rozkład strzelonych bramek jest strukturą. Piłka nożna jest grą przypadku ,ale jednocześnie jest przewidywalna.
Najczęstszym wynikiem było 1;1( 11.63 %), niewiele ustępują mu 1:0, 2;1, i 2;0 u siebie oraz wyjazdowe 0:0 i wygrana 1:0. Inaczej mówiąc wiele rezultatów jest możliwych ,ale nie wszystkie są jednakowo prawdopodobne. Do tego modułu nieprzewidywalnej przewidywalności należy dodać prawo wielkich liczb sformułowane przez szwajcara Jakuba Beroullego, które dowodzi ,że jeżeli coś dzieje się dostatecznie długo to w końcu zdarzy się każdy możliwy rezultat. Tym samym przypadek jest częścią składową każdego meczu, a to w praktyce znaczy, że im większe szanse na wygraną ma faworyzowana drużyna, tym musi mieć większego pecha, aby przegrać i tym bardziej jej przeciwnik musi zdać się na szczęście, aby wygrać. Gdy obie drużyny prezentują bardzo zbliżone umiejętności o wyniku decyduje fart oraz tzw. dyspozycja dnia. To jest jedna z głównych przyczyn gigantycznej popularności piłki nożnej, gdyż na tle innych dyscyplin sportów zespołowych wyniki meczu są najmniej przewidywalne.
Naukowcy poszli w analizach jeszcze dalej i dowiedli ,że po strzeleniu jednej, dwóch bramek szanse drużyny na zdobycie kolejnych rosną. Stosując metody czysto matematyczne naukowcy doszli do wniosku, że ilość zdobywanych bramek jest proporcjonalna do ilości oddanych strzałów na bramkę i wynosi 1/8. W ten sposób stwierdzono zależność, że o zwycięstwie i jego rozmiarach decyduje w pierwszej kolejności szczęście, w drugiej - umiejętności i forma ,a dopiero w trzeciej - "bycie na tak".
Jaskrawo kłóci się to z odczuciami kibiców. ale jest coraz więcej dowodów na poparcie tej tezy. Naukowcy angielscy i amerykańscy stosując algebrę i statystykę bayesowską ( wnioskowanie o prawdopodobieństwie subiektywnym zaistnienia zdarzeń na podstawie ich zaszłości oraz nowych danych) ustalili, że jeżeli mecz nie kończy się różnicą 3 lub więcej bramek to bardzo trudno ocenić, czy wygra lepszy zespół. Gdyby bowiem wyniki były proporcjonalne do umiejętności to zawsze miałby zastosowanie " intransitive triplet ' czyli rodzaj wnioskowania logiki formalnej ,że jeżeli A wygra z B ,a B wygra z C to na pewno A wygra z C. Tylko ,że w piłce często tak nie jest i omawiany sylogizm sprawdza się w ok. 25% przypadków. Większe prawdopodobieństwo zachodzi jeżeli analizuje się miejsce spotkań. Prof. z Cambridge David Spiegelhalter wyliczył, że 48% meczów kończy się wygraną gospodarzy , 26% remisem i 26 % wygraną gości.
Jednym z najwybitniejszych badaczy tego co się dzieje na boisku piłkarskim i analizy tego dlaczego tak a nie inaczej się dzieje jest prof. Uniwersytetu w Monachium Martin Lames. On to zdefiniował szczęście piłkarskie jako rezultat jednej na sześć sytuacji bramkowych , w których snajper wprawdzie zamierzał trafić ,ale zdobyta przez niego bramka miała wyraźny element " nieprzewidywalności " i "niekontrolowalności". Lames i jego zespół zakwalifikowali 44.4 % zdobywanych bramek jako uzyskanych dzięki szczęściu.
Wydawałoby się więc ,że drużyna ,która więcej strzela wygrywa więcej meczów. Ale zbadanie wyników meczów z ciągu 10 lat wymienionych powyżej lig wykazało, że drużyna oddająca więcej strzałów wygrywa tylko w 47% ,a we Włoszech nawet w 45%.Porównanie wyników strzałów celnych do wyniku meczu poprawia tę statystykę do średnio zaledwie 54% .
Hiszpański trener Juanma Lillo filozoficznie stwierdził :" Zadaniem trenera jest zwiększenie prawdopodobieństwa wygrania meczu. Jako trener musisz jedynie starać się wyrwać , ile się da ze szponów przypadku".
Przypadku nie da się okiełznać. Musimy zaakceptować fakt, ze połowa tego co dzieje się na boisku nie zależy od nas. Więc tym bardziej musimy dokładać maksymalnych starań, aby jak najlepiej wykorzystać pozostałą połowę. Nie wszyscy muszą mieć szczęście, ale doskonalić musi się każdy.

W tym miejscu miałem napisać kolejny ogólny temat konweniujący z powyższym o strzelaniu bramek, ale nie chcę nadwyrężać cierpliwości PT czytelników swą paplaniną i o ile dożyję to po kolejnych kilku meczach temat bramkostrzelności postaram się zgłębiać.

O tym, że modnym jest ten kogo na to stać.
W naszej Ekstraklasie i nie tylko, ustawienie z 3 obrońcami staje się coraz bardziej modne. Uznawane jest za szczyt elegancji. Tylko, że jak to z modą bywa : jedni chcąc być na czasie ubierają się w lumpeksie, a innych stać na stroje od Armaniego. Właściwie jednak jak się na to spojrzy bezstronnie to różnica pomiędzy ubiorami jest tylko w cenie . Oczywiście to przerzutnia do sytuacji Legii i takiego Górnika.
Wczoraj nasz zespół zaczął mecz w ustawieniu 4-3-3 i grał tym do 55 minuty, gdy przeszedł do systemu 4-1-4-1, zaś Górnik cały mecz, mimo zmian kadrowych, grał 3-5-2.
Sam system nie gra ,więc dokonajmy krótkiego podsumowania jak założenia systemowe wypełniały oba zespoły. A po tym jak to czynili poszczególni zawodnicy Legii.
Zacznę od Legii :
- kontynuowana była metoda atakowania polegająca na wyprowadzaniu piłki środkiem boiska i po wejściu na połowę rywala rozrzucania gry na skrzydła do wahadłowych Mladenowicza ( częściej) i Juranovicza . Przy czym tym razem częściej pod grą na skrzydle był Luquinhas, niż Kapustka,
- stosowaliśmy różnorodne sposoby atakowania , ale efekty przyniosły dwa szybko przeprowadzone kontrataki. W 4 minucie po przechwycie Martins błyskawicznie podał górą na 50 metrów do Juranovicza ,do którego piłka trafiła, bo źle ustawiony obrońca Górnika tylko ją musnął. Juranovicz podał w tempo za plecy obrońców do Kapustki , bramkarz Chudy zabuksował i stało się. Przy drugiej bramce przechwyt zanotował Gwilia , podał do Luquinhasa ,a ten po ograniu dwóch graczy Górnika szybkim mierzonym podaniem w pole karne obsłużył Kostorza.
- nasi zawodnicy zmieniali pozycje w ramach systemu ,ale tym razem miało to sens. gdyż nie służyło to złudnemu oszukaniu broniących ,ale miało uzasadnienie taktyczne . W dzisiejszym futbolu kiedy broni się strefą zmiany pozycji ,aby pociągnąć za sobą pilnującego są bez sensu,
- widoczne było jeszcze słabe zgranie i rozumienie zasad systemu, gdyż zbyt często ( w sumie kilkanaście razy ) nasi gracze gubili strefę , nawet potrajając ją, zarówno w ataku , jak i obronie,
- sporo problemów rywalom sprawiał fakt, że nasi zawodnicy , zwłaszcza z obrony, kiedy byli w ich strefie obrony nie cofali się po stracie piłki ,ale przystępowali do działań defensywnych przeszkadzając w konstruowaniu akcji ofensywnych,
- w naszej grze , generalnie za mało było zespołowości , za dużo indywidualności.
Teraz kolej na Górnika :
- zaprezentowali wysoki poziom wzajemnego zrozumienia , zgrania, zespołowości nie tylko jako kolektyw, ale i na poziomie zasad stosowania reguł systemu,
- piątka zawodników jako formacja środkowej linii grała prawie cały mecz zblokowana praktycznie w jednej linii. Grając "ławą" przesuwali się od swojego pola karnego pod nasze , w dużym stopniu zagęszczając pole gry i prawie uniemożliwiając naszej drużynie płynność w ofensywie. Lecz taka metoda opanowania środka boiska zemściła się na nich okrutnie, bowiem Legia dwukrotnie przerzuciła ponad ich linią piłkę w kontrataku i dwukrotnie zakończyła te akcje bramkami,
- zawodnicy rywali dysponowali znacznie lepszymi warunkami fizycznymi, będąc wyższymi i silniejszymi .Pozwalało im to wygrywać prawie wszystkie pojedynki główkowe, walkę o piłkę
bark w bark i przepychanie się. Bardzo dobrze zagrał ich młody 21 letni pomocnik Krzysztof Kubica mający 192 cm wzrostu, który biegał i walczył za dwóch.
- gracze rywali pokazali większy wybieganie , dzięki czemu w znacznym stopniu niwelowali różnice w umiejętnościach technicznych do naszych zawodników.
Różnica w poziomie gry była mniejsza niżby wynikała z porównania potencjału kadrowego obu drużyn,

O tym, że wynik kreuje bohaterów.
Możemy sobie otwarcie i śmiało powiedzieć, że nasze oceny zarówno gry jak i zawodników są dość ściśle podporządkowane wynikowi. Kiedy drużyna wygrywa to wszystko jest cacy i chwaleniu każdego nie ma końca ,a kiedy przegra to krytyka jest jeszcze bardziej przesadna. Podobnie jest z trenerem. Chyba brakuje metodologii i kryteriów ocen innych niż wynik. Trener Michniewicz z kolei mówi ostatnio tak, aby nic nie powiedzieć. Wyspecjalizował się w opowiadaniu przez media jak to wszyscy gracze są potrzebni, jak go radują ich postępy i że każdy dostanie szansę gry. Podczas kiedy jak drużyna wygrywa to grają ci sami co wprzód. Bowiem prawda jest taka, że trener już wyselekcjonował najlepszy jego zdaniem skład i układ. Dopiero na Śląsk będzie musiał dokonać dwóch zmian .
Oceńmy zatem jak spisali się jego wybrańcy we wczorajszym meczu.
Boruc - imponuje pewnością siebie, znakomicie czyta grę, wyśmienicie się ustawia, dobrze kieruje obrońcami, ale wznawianie gry nogą jest zbyt ryzykowne. Jest na tym etapie dużo lepszy od Miszty, który jest bardzo sprawny i odważny ,ale brakuje mu rozwagi i pewności siebie.
-Mladenovicz- system z dwoma wahadłowymi jest stworzony pod niego. Czuje się w nim jak ryba w wodzie . On kiepsko broni, zwłaszcza przy ataku kombinacyjnym rywali , a tu tego nie musi robić, a za to mając dużo przestrzeni może atakować po skrzydle i zdobywać teren na dużej szybkości z piłką przy nodze. Po zmianie ustawienia w 54 minucie po zmianie Martinsa na Muciego zniknął z boiska , gdyż skrzydło zdominował lepszy od niego technicznie i szybszy drybler Luquinhas ( najlepszy gracz na boisku) .
- Juranovicz - nie tak widoczny jak Mladenovicz, bo bardziej skoncentrowany na defensywie, ale bardzo konstruktywny , ze świetnym mierzonym celnym podaniem i dobrym przeglądem pola. Na razie wygrywa konkurencję z Wszołkiem a i Vesovicz nie będzie miał łatwo "wygryźć" go ze składu,
- Szabanow - imponuje znakomitym czytaniem gry, opanowaniem , spokojem i pewnością interwencji. Trochę brakuje mu szybkości biegowej ,ale to wzmocnienie obrony Legii. Mam ogromną pretensję do Michniewicza o to, że po zderzeniu w 93 minucie głową z Kojem nie zdjął go z boiska, tylko go na nim pozostawił, bez zasięgnięcia opinii lekarza. To niedopuszczalne igranie ze zdrowiem zawodnika.( Brosz się nie zastanawiał tylko Koja na boisko nie wpuścił),
- Jędrzejczyk - znacznie lepiej gra jako prawonożny środkowy obrońca niż po stronie lewej. Ale jeszcze lepiej gra ,gdy na boisku ma koło siebie pewniaka Lewczuka, a nie Wieteskę. Wczoraj rozegrał dobre zawody, był aktywny , pewny w obronie , dobry w odbiorze. Mimo, że faulu na Sobczaku z jego strony nie było, to musi być mniej impulsywny ,a bardziej rozważny. Takie szczeniackie zachowanie nie przystoi tej klasy graczowi,
- Wieteska - z nim jest ten problem, że jest wszechstronny ,dobrze wprowadza piłkę do gry, dobrze gra głową, jest przydatny w konstruowaniu akcji ,ale kiepsko broni. co jest jego podstawowym obowiązkiem . Wynika to głównie z tego, że zbyt wolno podejmuje decyzje i są one często niewłaściwe,
- Martins - typowy "robol". Wszechstronny, pracowity, ma mnóstwo przechwytów, stale pod grą. Niedoceniany ,a niezwykle potrzebny i pożyteczny,
- Slisz - gra bardzo nierówno, zarówno w różnych meczach , jak i w jednym spotkaniu. Z Wisłą Płock poza paroma minutami rozegrał znakomite zawody, a wczoraj było odwrotnie. Dużo biegał, walczył, ale z efektywnością gry był na bakier (odbiór, przechwyt, podanie, asekuracja, konstruktywny udział w akcjach ),
- Luquinhas - gra coraz lepiej. Jest szybki, zwinny, konstruktywny, antycypujący, świetnie drybluje, rywale musza go pilnować co najmniej we dwóch Ma jeszcze pewne braki w celności podań, w celności strzałów, ale gdyby ich nie miał to grałby w Barcelonie, a nie w Legii,
- Kapustka - gra nadspodziewanie dobrze. Imponuje pracowitością, przeglądem pola, szybkością, umiejętnością indywidualnego przejścia rywali i zdobycia przewagi , jak i wpasowania się w grę kombinacyjną. Duży mankament to zbyt delikatna gra, unikanie zwarć z rywalami i ucieczka z nogami,
-Lopes - taki Wieteska a rebus. Dobry w destrukcji jako pierwszy broniący ataku ,a słabiutki jako atakujący czyli nie walczący w polu karnym rywali ,nie szukający tam pozycji,
nie strzelający i nie zdobywający bramki.
- Muci - nie mogę go ocenić pozytywnie., bo widziałem, że był na bosku co poznawałem po numerze na koszulce, ale nie dostrzegłem, żeby grał. Debiut chyba przedwczesny ,
-Kostorz - na pochwałę zasługuje nie tylko za zdobytą po przemyślnym zwodzie bramkę ,ale i za efektywność gry. Grał krótko, a miał kilka przechwytów, jeden odbiór, mógł zdobyć jeszcze jednego gola i zanotował 3 otwierające podania,
- Gwilię trzeba pochwalić za udział przy drugiej bramce, ale to było jedyne jego celne podanie.
- Wszołek wziął sobie do serca małą dotychczasowa efektywność gry i wczoraj w kilka minut pokazał kolosalne zaangażowanie i kilka niezłych zagrań.
Sytuacja kadrowa Legii ulega systematycznej poprawie i radziłbym Michniewiczowi, aby jednak zaufał starej prawdzie, że nic tak nie służy postępowi jak konkurencja.

O tym, że takie sędziowanie to jak łyżka dziegciu w beczce miodu.
Mecz nie był trudny do sędziowania, bowiem zawodnicyowszem walczyli, ale z szacunkiem dla siebie i starali się nie przekraczać przepisów i zasad . Sędzia Frankowski natomiast nie stosował żadnych zasad i udowodnił wczoraj, że zasługuje w pełni na miano jednego z najgorszych sędziów ligi.
Podyktowanie w 45 minucie karnego dla Górnika to kompromitacja i obciach. Jędrzejczyk w sposób całkowicie dozwolony nie pozwalał napastnikowi Górnika wyjść przed siebie. Tamten się pchał, a Artur mu w tym przeszkadzał czyli robił tylko to co musi robić obrońca w takiej sytuacji. Frankowski nie skorzystał z VARy , bo Przesmycki przyjął absurdalną zasadę obniżania not sędziom kiedy VARa skoryguje ich pierwotny werdykt. Przy czym Frankowski mógł spokojnie skorzystać z VARy , bo na niej siedział Musiał, który by żadnej niekorzystnej dla Legi decyzji nie zmienił. Do tego dał Jędrzejczykowi żółtą kartkę i gdyby taką równość zasad stosował to kilku graczy Górnika za oczywiste faule np. na Luqunhasie powinno było opuścić bosko. Frankowski nie miał dużo roboty ,ale prawie wszystkie decyzje były błędne lub traktował zupełnie inaczej takie tożsame sytuacje. Np. w 9 minucie Prochazka atakuje nogi Luquinhasa bez piłki uniemożliwiając kontratak Legii i nie dostaje kartki. Natomiast w podobnej sytuacji w 26 minucie Martins , mimo, że fauluje w walce o piłkę Nowaka taką kartą zostaje ukarany. Gdyby ukarał Prochazkę wcześniej jak należało uczynić to by mu w 21 minucie musiał pokazać czerwień za brutalny faul ponownie na Luqunhasie . W 58 minucie Wiśniewski kopie Luquinhasa bez piłki za co powinna być nawet czerwona kartka ,a sędzia nawet nie przerywa gry. Ten ostatni przykład jest dowodem na brak bezstronności sędziego . Gdyby przerwał grę to musiałby i ukarać gracza ,a tak udał, że nic się nie stało. W 2 minuty później w 60 minucie Wiśniewski popełnia kolejny faul przed samym polem karnym na Luquinhasie tym razem najpierw usiłując wytrącić go z równowagi uderzeniem kolana ,a kiedy to nie pomaga obalając go na ziemię chwytem wręcz zapaśniczym.

Wygrana więc tym bardziej cieszy, że tym razem Legia miała za przeciwników nie tylko zawodników rywala, ale i wroga w postaci nieuczciwego sędziego.
.
7niedziela, 28, lutego 2021 16:57
geo
Jak zwykle swietny artykul p. Zbyszku.
Sedzia byl tylko troche nieuczciwy bo gdyby chcial to moglby dac i 3 czerwone kartki.
A Przesmyski czy ktokolwiek inny nic by z tym nie zrobil bo Przesmyski nie karze sedziow.
8niedziela, 28, lutego 2021 17:21
dalkub
Iocosus - czyli chyba trochę wyszło na moje - jak jest młody co się nada to gra, także u Czesława. Do części z panów którzy bali się defensywnego stylu gry chyba powolutku dociera, że ta drużyna obecnie lepiej wygląda z przodu niż w defensywie, choć tu przed wszystkim popełniane są błędy indywidualne. Do robiącego stałe babole Wieteski poziomem dostosował się Jędza.
Bardzo podoba mi się Kapustka, Luqi oraz wahadełka i w sumie nasz pan Artur daje radę, stoper z Ukrainy faktycznie fajnie wygląda, chciałbym zobaczyć jeszcze wypożyczonego napastnika i uzbeka, bo mam wrażenie że to okienko było całkiem całkiem, również biorąc pod uwagę tych którym podziekowano
9niedziela, 28, lutego 2021 18:51
CTP
"chciałbym zobaczyć jeszcze wypożyczonego napastnika i uzbeka"

Ja bardziej liczę na "Jaszczura", że wkomponuje się w tę ofensywną trójkę. Postawa Muciego we wczorajszym meczu raczej mnie nie zdziwiła i trochę się dziwiłem Michniewiczowi, że tak szybko dał mu pograć. Transfer jak najbardziej pożyteczny ale dla mnie jest to piłkarz raczej na przyszły sezon.
10niedziela, 28, lutego 2021 19:11
dalkub
Nic nie napisałem że nowy nabytek zagrał jakiś mega mecz, napisałem że jak jest jakiś młody co się nada to gra pierwsze dwie zmiany wczoraj to Muci i Kostorz czyli młodzież - tylko tyle.
11niedziela, 28, lutego 2021 21:45
geo
ctp
tez sie bardzo zdziwilem ze Musi jest wyzej na liscie niz Wszolek
12poniedziałek, 01, marca 2021 09:16
iocosus
A pro po Wszołka, trochę żal, że okazało się że Michniewiczowi bliżej do Piechniczka niż do Beenhakkera.
Z Przeglądu Sportowego: 
"Beenhakker już w 30. minucie meczu z Kazachstanem ściągnął Lewandowskiego. Wściekły piłkarz nie podał ręki Holendrowi i od razu poszedł do szatni.To był trzeci mecz kadry Leo Beenhakkera w eliminacjach o EURO 2008 (Kazachstan – Polska 0:1). Za Lewandowskiego wszedł Przemysław Kaźmierczak. – Ścięło mnie z nóg, gdy zorientowałem się, że to ja muszę zejść – mówił na gorąco po spotkaniu piłkarz. Wcześniej jednak wpadł w furię.
Gdy już opuścił boisko, tylko machnął ręką w kierunku ławki rezerwowych. Nie zszedł do strefy zmian przy linii środkowej. Od razu ruszył do szatni. – Szkoda, że któryś z trenerów wcześniej mnie nie uprzedził. Wówczas nie doszłoby do incydentu. A tak, dostałem policzek, jakbym coś zawalił – tłumaczył dzień po meczu na łamach „PS" w wywiadzie Dariusza Tuzimka. Dariusz Dziekanowski, ówczesny asystent Beenhakkera, obserwował całą sytuację ze zdziwieniem. – Mariusz miał wysoką pozycję na Ukrainie. Grał w Szachtarze Donieck, miał bardzo dobry sezon, a tu nagle został zmieniony. Jego złość była zrozumiała, ale reakcja nie do zaakceptowania – twierdzi dzisiaj Dziekanowski. – Nie zagrał wtedy źle. Leo miał po prostu inną koncepcję. Nie chciał czekać do przerwy ze zmianą.
Beenhakker tłumaczył, że chciał zastąpić zawodnika defensywnego ofensywnym. Piłkarza to nie przekonało. – A czy ja nie grałem do przodu?! – odpowiadał Lewandowski. W szatni było gorąco. Koledzy mieli do Lewandowskiego pretensje. Piłkarz obraził się, nie chciał z nikim rozmawiać. – W ogóle się nie odzywał. Wyglądał jak bomba, która w każdej chwili mogła eksplodować – kontynuuje Dziekanowski. Piłkarz zaczął trzeźwo myśleć dopiero kilka godzin po zdarzeniu. W drodze na lotnisko uspokajała go telefonicznie żona Marta, oraz piłkarze Jacek Krzynówek i Wojciech Kowalewski, kolega z Szachtara. Na lotnisku kapitan zespołu Maciej Żurawski podszedł do sztabu szkoleniowego i poprosił o chwilę uwagi. Wtedy Lewandowski przeprosił drużynę i trenerów. – Był to ważny moment w budowaniu zespołu – oceniał Kowalewski. Dziekanowski: – Koledzy go nie zostawili. Chcieli mu pomóc. Złe zachowanie Mariusza scaliło drużynę. – Starałem się go zrozumieć. Wiem, że tak wczesna zmiana to dla piłkarza dyshonor – komentuje dziś Żurawski.
– Wielu szkoleniowców skreśliłoby go na zawsze. Byłem zaskoczony decyzją Leo, bo wzniósł się ponadto to. Mariusz naprawdę żałował i chyba dlatego Leo powiedział „nie ma sprawy" – dodaje Dziekanowski.
Antoni Piechniczek domagał się po tym zdarzeniu wykluczenia gracza z kadry. – Jego reakcja była niedopuszczalna. Selekcjoner powinien go skreślić do końca swojej kadencji. Wtedy pokazałby charakter – grzmiał Piechniczek na naszych łamach.
Ale Beenhakker zaufał intuicji. Za kilka dni Polska w fantastycznym stylu pokonała w Chorzowie Portugalię (2:1). Lewandowski miał ogromny wkład w zwycięstwo. Rządził w środku pola i zaliczył asystę. Jego mocny strzał dobił z bliska Ebi Smolarek. - To był jeden z jego najlepszych meczów w karierze - zgadza się Jacek Bąk, który grał z nim wówczas w reprezentacji. - Mariusz to bardzo dobry i wesoły człowiek. To już nigdy się nie powtórzyło."

Od siebie dodam, że moim zdaniem z Portugalią Mariusz Lewandowski rozegrał najlepszy mecz w całej swojej karierze, przynajmniej z tych, które widziałem. Miał dzień konia. Nie tylko przerywał, ale i rozprowadzał akcje. Gdyby na takim poziomie grał w większości swoich meczów byłby czołowym defensywnym pomocnikiem Bundesligi, Serie A lub nawet Premier League. Grzegorza Krychowiaka w Sevilli przykryłby czapką. 
Lewandowski dostał wędkę, obraził się na cały świat, zagotował, ale zreflektował, a trener o utratę autorytetu się nie martwił i wystawił piłkarza do ciężkiej, odpowiedzialnej próby, a ten odwdzięczył się "dniem konia". 
13poniedziałek, 01, marca 2021 14:10
dalkub
Po pierwsze nie zgadzam się że Czesiowi bliżej do Piechniczka - bo wtedy musiałby co najmniej odsunąć Wszołka na parę meczy od składu - pan Piechniczek chciał usunięcia Lewandowskiego z drużyny. Po drugie moim zdaniem Wszołek nie dostał klasycznej wędki bo zszedł w przerwie, też mało fajnie ale to trochę inaczej niż w 30 minucie. I ostatnie co się nie pojawia to pytanie czy gdyby od początku trójka obrońców wyglądała jak w drugiej połowie, to Wszołek byłby w pierwszej jedenastce - trochę wątpię.
14poniedziałek, 01, marca 2021 20:51
iocosus
Dalkub pewnie, że posadzenie na ławce w przerwie nie jest klasyczną wędką i nie jest tak dojmujące dla piłkarza jak zdjęcie w pierwszych 45 minutach, Michniewicz z drużyny Wszołka też nie relegował jak by to zapewne uczynił Piechniczek, ale ... historia raczej nigdy nie powiela się w skali 1:1, według mnie analogii można się dopatrywać.
Trener w trakcie meczu zdjął piłkarza z boiska i posadził na ławce, kilka lub kilkanaście minut w jedną lub w drugą stronę nieistotne bo zawodnik w jednym i drugim przypadku przyjął decyzję zwierzchnika bardzo negatywnie i ze swą dezaprobatą się nie krył. Po czasie się zreflektował, tu też jest podobieństwo, ale następnie jeden trener czyli Beenhakker sprawą się nie przejął wręcz ją zignorował i w kolejnym ważnym meczu zawodnika wystawił w pierwszym składzie, natomiast Michniewicz moim zdaniem zdecydował się zdyscyplinować Wszołka, pokazał mu miejsce w szyku i w kolejnym meczu w pierwszej jedenastce pominął, a następnie gdy w drugiej połowie trzeba było dążyć do zwycięstwa, to z piłkarzy ofensywnych wpierw postawił na dziewiętnastolatka który w klubie nawet tygodnia czasu nie zagrzał, a następnie wybrał dwudziestojednolatka ponownie pomijając doświadczonego repa w niezłej formie ale stawiającego się trenerowi i podważającego jego decyzje. Według mnie jasno pogroził Pawłowi palcem i dał do zrozumienia żeby nie podskakiwał. Ba i jestem pewien że tak by postąpiło 90% innych polskich trenerów i być może nie tylko, bo by uznali że puszczenie płazem zawodnikowi zachowania podważałoby trenerski autorytet na co nie mogą sobie pozwolić, ale Beenhakker zachował się niekonwencjonalnie i "wygrał" kupił sobie Mariusza Lewandowskiego. 
Wystawienie na kilka końcowych minut według mnie świadczy że trener sprawę uznaje za zakończoną, swój cel "wychowawczy" osiągnął.
Beenhakker zignorował sprawę, zachowanie zawodnika puścił płazem, a Piechniczek z Michniewiczem wyszli z założenia że piłkarza trzeba zdyscyplinować, guru polskich trenerów chciałby ostrej reakcji po której piłkarz podważający decyzje trenera miałby się ukorzyć i założyć wór pokutny, albo zostać relegowany z drużyny, na szczęście Michniewiczowi wystarczyło "pogrożenie palcem". 

Dalkub oby "dyscyplinowanie" Wszołka nie było głównym motywem do postawienia na "młodych". Wink Abstrahując od tego rodzaju naszego pitolenia, bardzo się cieszę że zdecydował się na Kostorza a ten trochę trenerowi uratował skórę. Z Jagą "przedwczoraj" również remisowaliśmy mieliśmy młodych na ławce a Michniewicz wręcz "manifestacyjnie" żadnych zmian oprócz Lopesa wpuszczonego na ostatnie sekundy nie dokonał. Liczył na Wszołka przez 90 minut, a Kostorz nawet przez minutę murawy nie powąchał. Jaga zrobiła pięć zmian a my jedną w 86 minucie. To było dwa tygodnie temu. 
Gdybyśmy z Górnikiem zremisowali, to i wobec Michniewicza cierpkie uwagi byłyby skierowane. Motorycznie Górnik sprawiał lepsze wrażenie, taktycznie nie pozwalał Legii na taką grę jak z Wisłą Płock, gdyby Kostorz nie strzelił media i my kibice pisalibyśmy że zmiany były nie trafione, trzymanie Wszołka na ławce błędem itp. itd. Z ostateczną oceną Michniewicza jako trenera się nie spieszmy, nawet jakby teraz Legia wszystko wygrała do czerwca, to jeżeli w lipcu i sierpniu przegra puchary to najprawdopodobniej z Czesiem musielibyśmy się pożegnać. Dla mnie na dziś w jego pracy jest więcej plusów dodatnich niż ujemnych, obawiałem się wyrachowanej gry czyli zachowawczej pozbawionej ryzyka, a tak nie jest i to doceniam. Ale Michniewicz bezbłędnym trenerem nie był i nie jest, takowych w futbolu nie ma. 
15wtorek, 02, marca 2021 12:53
dalkub
Iocosus - mam wrażenie że szukasz czegoś co by się przyczepić do Czesława, ale to trochę wygląda na desperację niż na faktyczny problem. Najpierw pisałeś że nie wpuszcza młodych, no to wpuścił. Ukułeś podejrzenie że tylko dlatego że chciał ukarać Wszołka - może, ale może też gdyby chciał Wszołka ukarać to wpuściłby go w 93 minucie, albo wcale.
Może też taka była potrzeba? uznał że Kostorz lepiej mu się sprawdzi w ataku niż Wszołek? wynik broni tą decyzję. Nie ma bezbłędnych trenerów i nikt tego nie sugeruje, ale zarówno ty jak i ja widzieliśmy, że nasz główny problem w tym meczu to zawodnik na 9 który nie stwarzał żadnego zagrożenia pod bramką rywali i goście w środku, którzy odstawali na kiepskim boisku od rywala pod względem fizycznym - tam trzeba było szukać zmian a nie na wahadle, które działało jak należy. Może też warto w ten sposób odczytać zmiany Ślisza i Martinsa, a nie że ktoś chciał zrobić Wszołkowi na złość więc trzymał na boisku Juranovića.
A gdybyśmy z Górnikiem zremisowali to uważasz że Wszołek na boisku zmieniłby wiele? - to taka kolejna z urban legend - w stylu no gdyby tam w 56 minucie kopnął w lewo a nie w prawo to tamten były gdzieś indziej i może by strzelił a my byśmy wygrali. Szczerze rozwiązania są prostsze niż nam się wydaje, nie znam trenera który mając lepszego zawodnika gra słabszym bo ma takie widzimisię i robi sobie pod górę.
16wtorek, 02, marca 2021 13:55
xxx
No i nadszedł dzień, że zgadzam się z dalkubem
Lopez wyglądał kiepsko, więc wszedł Muci. Ale z nimna 9 też wyglądało słabo, więc wszedł Kostorz na 9 a Muci niżej i chyba cała zagadka.
17wtorek, 02, marca 2021 14:26
dalkub
Lopes nie wyglądał kiepsko, on jest kiepski - to taki typ napastnika co dobrze broni. Mam wrażenie że to kolejny wynalazek Legii który po sezonie będzie szukał klubu/kontrakt zostanie rozwiązany - nigdy nie rozumiałem potrzeby sprowadzania go do Legii.
18wtorek, 02, marca 2021 16:01
iocosus
Dalkub: "mam wrażenie że szukasz czegoś co by się przyczepić do Czesława" - ależ oczywiście że tak i się tego nie wypieram, Dalkubie jeżeli napiszesz że marudzę po zwycięstwie to również potwierdzę, tylko do "desperacji" się nie przyznam ponieważ z zasady wolę szukać dziury w całym po wygranych meczach, aniżeli jechać ze wszystkim, z trenerem, z piłkarzami po przegranych. 
Jeszcze jedno nawet gdyby było w tym moim marudzeniu źdźbło prawdy, to w moich oczach nie dyskredytuje to Czesława Michniewicza jako trenera, to są niuanse, akurat do kibicowskiego popitolenia. 
Dalkub źle by się stało gdyby CM robił za argument, że wybór doświadczonego trenera (a pan Czesław wszak takim jest) dowodzi profesjonalizmu w prowadzeniu klubu, ponieważ Michniewiczowi może nie wyjść i na to może się złożyć wiele przyczyn niezależnych od kompetencji szkoleniowca. Mimo potencjalnego miana rzepa na psim ogonie to kibicuję Michniewiczowi, to jest inteligentny facet, doświadczony trener, który już o tym wspomniałem kiedyś, bez wątpienia w tematach piłkarskich zagadałby nas tu wszystkich razem wziętych. Doceniam go, ale i mam wobec niego wątpliwości z przeszłości i za wybory taktyczne i za personalne ale oprócz katastrofalnych decyzji na początku to w Legii pozytywnie mnie zaskakuje i to przyznaję. Trzymam za niego kciuki, ale to nie znaczy że nie będę "marudził".
19wtorek, 02, marca 2021 16:44
dalkub
Iocosus

Zaraz zaraz - proszę mnie tu nie stawiać w roli miłośnika Czesława i wszelkich jego cech oraz decyzji. Też jestem za tym aby i w wygranych meczach poszukiwać problemów, krytykować wyciągać wnioski. Nigdy nie powiedziałem też że wybór Czesława czegokolwiek dowodzi i że pan Czesław za chwil parę lub paręnaście się nie wywali i nie pójdzie w siną dal. Staram sie, pewnie słabo pewne rzeczy widzieć w wielu odcieniach szarości a nie tylko czarno biało - np Czesław nie stawia na młodych, albo Czesław dyscyplinuje Wszołka i dlatego nie grał albo późno wszedł. Ja widzę to że Czesław nie wystawi 7 młodzieżowców tylko dlatego, że mają fajną perspektywę i cokolwiek umiejętności, ale tez wiem że Czesław wystawi ich wtedy jak piłkarsko na to zasłużą. Co do Wszołka to powtarzam po raz drugi - ja nie jestem pewnie, a wręcz powiem inaczej jestem pewien że nie wszedłby w 11 nawet gdyby żadnej afery nie było, bo na tą chwile Juranović jest od niego ciut lepszy, troszkę mniej chaotyczny trochę bardziej dokładny - to się za chwilę może zmienić i sądzę że pan Paweł będzie miał szansę udowodnić to na boisku.
20wtorek, 02, marca 2021 18:22
Krzysztof Jastrzębski
dalkub, mam podobne wrażenia odnośnie Wszołka i Juranovica na tą chwilę, może troszkę liczby pomogą uwiarygodnić: gole, po 1 w ekstraklasie, asysty 5 do 4 dla Pawła, sprinty 16 do 12 dla Pawła. Indexstat: kolejki od ostatniej wstecz Juranovic : Wszołek :. Zabrze 287:241, Płock 313:320, Białystok 305:306!, Raków 0:283, Podbeskidzie 272:225. Mi te dane pokazują, że jest rywalizacja, a dla Pawła, gra bardziej z przodu przynosi więcej korzyści Legii w postaci goli i asyst. Skupiłem się tylko na meczach wiosennych z instat.

Edit: biorąc pod uwagę liczby goli i asyst i to że Paweł grał większość rozegranego dotychczas sezonu wyżej, gdzie jest teoretycznie łatwiej o gole i asysty, jeśli ktoś w klubie bawi się cyferkami, łatwo postawi na Juranovica. Wszechstronniejszy, dla mnie fajniej gra w piłkę niż Paweł, młodszy, kontrakt do 23 bodajże. Będąc managerem, mając odpowiednie pieniądze, starał bym się jednak przedłużyć z Pawłem kontrakt. To jest solidny zawodnik, dający liczby, wydaje się profesjonalistą, takim ludziom należy ufać.
21środa, 03, marca 2021 10:47
iocosus
Lubię Macieja Skorżę, dziennikarze uszyli mu buty, że jest wyniosły, niedostępny, zadufany, tymczasem jako kibic miałem okazję zamienić z nim kilka zdań i w moim odczuciu okazał się otwartym, bezpośrednim facetem, nie szukającym łatwych, sloganowych wymówek i trakującym swoich rozmówców z powagą i uwagą. Tak sobie zakładam, że gdybym face to face zarzucił mu, że bał się "weryfikować młodych" to tylko by mnie ofuknął że za jego kadencji w pierwszej jedenastce Legii grali gołowąsi Rybus, Kucharczyk, Borysiuk i przede wszystkim u niego lub może też stwierdzić że dzięki niemu eksplodował talent Rafała Wolskiego, że później zaprzepaszczony to już inna sprawa i nie wina Skorży. 
Podobnie Michniewicz w kwestii braku weryfikacji młodych może ze zdziwieniem oponować że przecież oprócz Miszty i Slisza próbował Skibickiego a ten się zrewanżował nawet ważnym golem z Lechem. I trener ma pełne prawo do stwierdzenia, że młodych będzie wypuszczał gdy na to "zasłużą", gdy uzna że są gotowi zaprezentować się na poziomie Ekstraklasy. Mecz z Jagiellonią i brak w nim zmian dowodził że pełnego zaufania trenera młodzi nie mają i nie jest kwestią sam fakt trzymania gołowąsów na ławce, ale jaka będzie dalsza praktyka trenerska w tej materii. Z Wisłą i Górnikiem Włodarczyk z Kostorzem otrzymali szansę, ten drugi w większym wymiarze i ją wykorzystał, zapewnił wygraną w Zabrzu. Czy to znaczy że Kostorza już należy pchać do pierwszego składu, moim zdaniem absolutnie nie, ale Kacper udowodnił że warto go próbować weryfikować na poziomie ligowym. W Białymstoku Michniewicz się na to nie zdecydował, w Zabrzu już tak i bardzo dobrze, co nie znaczy że z Kostorza będzie wielki piłkarz. Ba, zakładam że po nieudanych próbach, a i takie będą z pewnością, pojawią się głosy że Legia to za wysokie progi dla niego. I być może tak będzie w istocie, ale nie przekonamy się o tym bez tych prób weryfikacji. 
Bynajmniej nie jestem za pchaniem szczawików hurtem na murawę i za wszelką cenę, natomiast trochę dojmująca była sytuacja, gdy z Borucem w bramce Slisz stawał się permanetnym pewniakiem do gry bez względu na dyspozycję. Teraz mamy już Muciego ale mamy i Kostorza do dalszych prób w alternatywnych taktycznych i personalnych rozwiązaniach. Nie potrafię się wypowiedzieć o Arielu Mosórze, fakt, w tej chwili przez kontuzję temat stał się nieaktualny, ale przy babolach Wieteski, dla mnie nieprzekonującym Hołowni, czy zastąpienie jednego z nich byłoby aż tak wielkim zwiększeniem ryzyka. Nasi defensorzy bez względu na doświadczenie co i rusz odwalają jakieś numery, a Władysław Żmuda rządził w defensywie na mistrzostwach świata jako dziewiętnastolatek. Z pewnością skala talentu Ariela nie ta, ale może do Piotra Skrobowskiego w części porównywalna a ten debiutował w reprezentacji jako osiemnastolatek, Piechniczek zabrał go kontuzjowanego na mundial jako 21-latka.  A warunki fizyczne Piotra Skrobowskiego z Arielem Mosórem tożsame. Bez prób weryfikacji nie przekonamy się czy poziom ligowy szczawika dodatkowo motywuje pozwala wskoczyć na najwyższe obroty i poziomy koncentracji, czy też wręcz przeciwnie pęta nogi. 
Uciekł nam z Legii Walukiewicz, ponieważ nie widział szans na grę, to zły przykład, w tej chwili (za Piotrem Kamienieckim sport.tvp.pl) w umowie Ariela Mosóra jest zapis, który automatycznie przedłuży umowę o rok, jeśli gracz wystąpi jeszcze przez około 90 minut w pierwszym zespole, zatem po wyleczeniu kontuzji niech ten warunek zostanie spełniony i jesienią weryfikujmy Ariela. 
22środa, 03, marca 2021 14:52
xxx
@ wprowadzanie młodych
To jest szczególna umiejętność, bo wymaga doskonałego rozpoznania, czy młody zawodnik jest gotowy, a to wbrew pozorom nie jest takie oczywiste.
Dominującym podejściem pitolników jest, dać mu szanse, ale trzeba wiedzieć czy on tą szansę udźwignie?
Moim zdaniem mlody zawodnik musi mieć kilka cech/umiejętności fundamentalnych, które pozwolą mu zrobić kolejny krok w rozwoju. Do tych cech zaliczyłbym technikę, skanowanie otoczenia i szybka ocena sytuacji i szybka decyzja, czyli tak zwane rozumienie gry, albo inaczej taktyka indywidualna.
To wszystko musi być na odpowiednim poziomie, bo w seniorskiej piłce wszystko się dzieje szybciej i nie ma czasu na poprawianie piłki po przyjęciu, zastanawianie się gdzie i jak zagrać.
Np. ogladając Karbownika na obozie za Sa Pinto, widać było, że chlopak świetnie sobie radzi. Nie ma kłopotu z przyjęciem, dryblingiem, czy grą kombinacyjną.
Problemem może być również odwaga sztabu szkoleniowego, szczególnie w Legii, gdzie wiecznie gramy o zwycięstwo w lidze a potem w pucharach, gdzie wyzwanie jest jeszcze większe i czasu jeszcze mniej a każdy nasz błąd jest lepiej wykorzystywany niż w lidze. To wszystko powoduje, że trener się zastanawia, czy to już, bo przegrana grozi zwolnieniem.
Filozofia klubu musi stwarzać przestrzeń na popełnianie błedów, bo te są nieuniknione. Ale jednocześnie trenerzy rezerw, czy juniorów muszą mieć zdefiniowane te fundamentalne umiejętności, niezbędne do kolejnego kroku.
Jeśli zawodnik już je ma a kisi się w rezerwach, gdzie gra jest wolniejsza, margines błędu większy, to przestaje się rozwijać, bo nie otrzymuje bodźców rozwojowych.
Sporo czytałem o Ajaksie, jako klubie gdzie balans między wynikiem i rozwojem jest wyważony bardzo dobrze. Oni potrafią rozpoznać w młodym zawodniku cechy, które go definiują na określoną pozycję, ale w juniorach nie przypisują ich do określonej pozycji, żeby go nie zubażać taktycznie i technicznie.
Dobrym przykładem jest De Ligt, którego docelowa pozycja została określona w wieku 16-17 lat jako stoper, ale bardzo często był ustawiany w juniorach jako 8 a nawet 10, bo od współczesnego stopera wymaga się gry kombinacyjnej, umiejętności wyprowadzenia piłki i podania między liniami, a gra z przodu jest pod większą presją i musi być szybsza. Chodziło o to, żeby się z tym oswoił i potrafił to robić, To jest generalna zasada w rozwoju, czyli ciągłe przekraczanie granicy komfortu, czyli wchodzenie na nowy obszar umiejętności
To wszystko wydaje się proste, ale takie nie jest, bo wymaga świetnego rozpoznania przez trenerów i metodologii. Po to został w Legii zatrudniony Grootscholten, bo on ma wt ym doświadczenie. Ale są też różnice między Holandią i Polską, bo zawodnicy w Holandii w wieku 14-15 lat mają inne umiejętności techniczne i inną samoświadomość.
Oglądałem wykład dla trenerów młodzieży w którym prelegentami byli trenerzy mający doświadczenie w akademiach hiszpańskich (Piotr Urban), angielskich (Mozyrko) i holenderskich (facet z lubina). Przy pytaniu o róznice między zawodnikami (chłopcami) z tych krajów a polskimi, Wszyscy twierdzili, że do 10-11 roku życia, rówżnice są niewielkie a dopiero potem zaczyna się rozjazd.
Urban stwierdził, że nie spodziewał się, że różnice kulturowe (wpływ wychowania, otoczenia) są tak istotne. Stwierdził, że już w wieku 12-13 lat zaczyna się rozjazd w rozumieniu gry, świadomości własnych zalet i wad, analizie meczu, co było dobre a co zle. Stwierdził, że między Hiszpanami i Polakami jest pod tym względem przepaść.
Czy mając słabą samoświadomość, można się szybko i efektywnie rozwijać? Raczej nie.
To jest temat rzeka i sięga w zasadzie do źródeł kultury narodowej, rozumianej jako zbiór wartościowania zjawisk. Np. grać odważnie ryzykując błąd, czy bezpiecznie, ale w rezultacie nieefektywnie? To wszystko potem jest przenoszone do dorosłej piłki i powoduje, że jedni grają technicznie, odważnie i do przodu a inni grają do tyłu i do boku i tylko dużo biegają, bo ich nauczono, że to jest bardzo ważne.
23środa, 03, marca 2021 14:59
dalkub
Iocosus

przepraszam ale mam wrażenie, że szukasz nieco tego problemu na siłę. Pisanie że przecież Zmuda miał 18 lat i grał i przekładanie tego na Legię ad 2021 jest słabe. Porównanie Skrobowskiego i Mosóra, to chyba tak mocno naciągane że aż trzeszczy. Czy babole Wieteski irytują? oczywiście, czy Hołownia jest z mojej bajki? nie jest - ale może jest tak że Mosór jest zwyczajnie od nich słabszy, może jest tak że Wieteska gra bo Lewczuk ma kontuzję? Uciekł nam też Lewandowski i paru innych, i jeszcze sporo ucieknie niestety, tylko czy to oznacza że każdy młodzian który prosto kopnie 3 razy ma dostać kontrakt na wiele lat w Legii? ano tu mam sporo wątpliwości.
24czwartek, 04, marca 2021 11:06
Zbyszek
Ja tutaj tylko drobne sprostowanie i wspomnienie. Władysław Żmuda przeszedł do Gwardii Warszawa w sezonie 1973/1974 z III ligowego Motoru Lublin w wieku 19 lat. W pierwszym meczu z Wisłą Kraków w sierpniu 1973 roku nie wystąpił, ale po porażce 0:2 już w drugim z Szombierkami 28.08 .1973 roku zagrał i Gwardia zremisowała 2:2. Meczów tych jako kibic Legii nie oglądałem i tylko pamięć z lektury PS przywołuje wspomnienia. Jak go wypatrzył po jednym meczu Kazio Górski tego najstarsi górale nie wiedzą. W każdym razie jeszcze w meczu z Anglią na Wembley 17.10. 1973 roku nie zagrał ( obok Gorgonia wystąpił gracz ŁKS Bulzacki), ale już po remisie z Anglią w meczu z Irlandią 21.10. 1973 roku Górski dał mu szanse debiutu w spotkaniu z Irlandią w Dublinie . Ja z kolegami z Błonia , z których większość nie żyje, a paru rozjechało się po świecie zwabieni reklamą jakie to atrakcje będą na otwarciu wyremontowanego stadionu Gwardii przy Racławickiej oraz możliwością obejrzenia meczu za darmo z Odrą Opole w którym wystąpi rewelacja Żmuda dojechaliśmy na stadion. Otwarcie miało miejsce 28.10.1973 roku. Przed meczem odbyła się parada sportowców Gwardii oraz zaprzyjaźnionych gwiazd sportu, estrady, kina ,teatru, gazet, pisarzy itd. z których ci co żyją pewno najchętniej by o tej imprezie zapomnieli. Żmudę zapamiętałem dobrze, bo już w pierwszej minucie kropnął z czuba z połowy boiska i dobry bramkarz Odry Krupa wyciągnął piłkę z sieci. Pamiętam ,że był wysoki, straszliwie chudy , miał długie ciemne włosy opadające na twarz w typie Tomaszewskiego i poruszał się bardzo niezgrabnie, właściwie nie biegał krokami , lecz sunął po boisku susami. No i wchodził w rywali bezpardonowo i wręcz gwałtownie. Bardzo szybko Opolanie omijali go szerokim łukiem. W owym czasie tak twardo i ostro grał jeszcze tylko Andrzej Zygmunt z Legii. Po meczu z koleżkami udaliśmy się na górkę, na Rakowiec do sklepu spożywczego , a po zakupach dokonaliśmy konsumpcji na Mokotowskich Fortach. Ech ,łza się w oku kręci. A potem Żmuda w wieku 20 lat od MŚ w RFN aż do MŚ w 1986 roku grał reprezentacji.
Tak to Górski z nikogo robił kogoś. To jeszcze potrafił tylko Jaroslav Vejvoda.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1