A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Lech - Legia 0-0: Mecz w klinczu

W meczu dwudziestej czwartej kolejki sezonu Legia udała się do Poznania na mecz z Lechem. Ligowy klasyk nie przyniósł spodziewanych emocji i zakończył się bezbramkowym remisem. Legia ma osiem punktów przewagi nad Pogonią Szczecin.

 

Trener Michniewicz nie dokonał żadnej zmiany w stosunku do meczu z Pogonią Szczecin. Skład Legii wyglądał następująco: Boruc – Jędrzejczyk, Wieteska, Szabanow – Juranović, Slisz, Martins, Mladenović – Kapustka, Pekhart, Luquinhas. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Van der Hart – Šatka, Salamon, Milić – Kamiński, Karlström, Tiba, Kwekweskiri, Puchacz – Ramírez, Ishak.

Legia początkowo uzyskała nieznaczną przewagę, ale jako pierwsi celny strzał oddali gospodarze. W 14. minucie Boruc musiał interweniować po płaskim strzale Ishaka. W 20. minucie Ishak znów próbował szczęścia, jednak przeniósł piłkę wysoko nad bramką. W kolejnych minutach bardzo niecelnie uderzali Šatka i Kwekweskiri. W 38. minucie Luquinhas uciekł obrońcom Lecha, przejął długie podanie, skierował piłkę w pole karne do Pekharta, niestety Czech nie sięgnął piłki. W 44. minucie piłka dotarła do Luquinhasa w polu karnym Lecha. Była to bardzo dobra okazja, ale zaskoczony Brazylijczyk źle przyjął piłkę i nieczysto uderzył.

Do przerwy było 0:0. Obie drużyny grały ostrożnie. Legia nie miała wiele do zaproponowania w grze ofensywnej.

W 50. minucie doszło do dużego zamieszania w polu karnym Lecha po rzucie rożnym, ale nasi zawodnicy nie zdołali oddać celnego strzału. W 52. minucie dobrą akcją popisał się Tiba, dośrodkował do Ishaka, który oddał strzał głową. Boruc był na posterunku. Minutę później Luquinhas wyłuskał piłkę, wykorzystując błąd Šatki, podał do Pekharta, niestety Czech nie zdołał pokonać bramkarza Lecha z ostrego kąta. W 57. minucie Wszołek zmienił kontuzjowanego Szabanowa. W obronie do Jędrzejczyka i Wieteski dołączył Juranović. W 59. minucie Boruc w ostatniej chwili uprzedził szarżującego Kamińskiego. W 67. minucie Ramírez oddał niebezpieczny strzał zza pola karnego. Boruc odbił piłkę na rzut rożny. W 72. minucie Pekhart umieścił piłkę w bramce Lecha, niestety znajdował się na spalonym. W 75. minucie Luquinhas mocno uderzył z pola karnego. Bramkarz Lecha odbił piłkę. W 83. minucie Mladenović zepsuł obiecującą akcję, oddając słaby strzał na bramkę Lecha. Minutę później Serb ujrzał żółtą kartkę za faul na Skórasiu. Do końca meczu nie wydarzyło się już nic godnego uwagi.

Nowy sztab szkoleniowy Lecha skutecznie zneutralizował atuty Legii poprzez zmianę ustawienia i zablokowanie naszych wahadeł. Żaden z zespołów nie chciał podjąć ryzyka i remis należy uznać za zasłużony wynik. Kolejny ligowy mecz w przyszłą niedzielę, kiedy do Warszawy przyjedzie Cracovia.

Dyskusja (16)
1niedziela, 11, kwietnia 2021 20:00
corazstarszy
Frankowski tym razem bez zarzutu. To wielka ulga
Lech zmobilizowany i uważny. Mieliśmy sprzyjającą okoliczność, że Tiba po kontuzji i pod formą. Należy sobie życzyć, aby Legia grała częściej mecze o takiej skali trudności, bo było trudno. U nas pochwaliłbym Artura Boruca. Mladenović za nonszalancki. Dlatego jestem za nową umową z Wszołkiem. Jak Mladenović – Juranović poczują brak konkurencji, natychmiast obniżą loty.
2niedziela, 11, kwietnia 2021 22:54
xxx
Dzisiaj nasze "ustawienie" nie zagrało.
3poniedziałek, 12, kwietnia 2021 07:57
kibic60
@ XXX

"Wygrywamy w lidze dosyć wyraźnie, ale myślę, że możemy odnieść mylne wrażenie, że jesteśmy tacy mocni. Wyobraźmy sobie, że gramy z przeciwnikiem presującym i szybko operującym piłką"

Nie trzeba było czekać do meczów eliminacyjnych, aby móc sie przekonać, że to może "nie astma", ale "orgazm z pewnością też nie jest"

Do weryfikacji naszych pucharowych zapędów wystarczył zespół, który w tych pucharach grał kilka miesięcy temu. Z jakim skutkiem ?
1. Rangers FC 6 14 13-7 – awans
2. Benfica Lizbona 6 12 18-9 – awans
3. Standard Liege 6 4 7-14
4. Lech Poznań 6 3 6-14

Wczoraj mieliśmy rzadką okazję, aby z przytupem potwierdzić hegemonię w lidze.
Graliśmy w najsilniejszym składzie z odwiecznym rywalem do mistrzowskiego tytułu. Rywalem osłabionym i poobijanym, w dodatku przy pustych trybunach, który dopiero co przegrał Z Cracovią. Niestety przeciwnik potrafił zneutralizować wszystkie nasze dobre strony. Niewidoczny Kapustka. Luqinias przebudził się na kilka minut w środku drugiej połowy. Wyłączony zupełnie z gry Mladenović i częściowo Juranović. Miotający się w środku Slisz i wykopujący na afarę obrońcy.
Najlepszy na placu Boruc nie wystawia nam najlepszej laurki.
Jeśli to tylko chwilowe, to można jeszcze wytrzymać, ale jeśli to była "taktyka" naszego trenera, który jest znany z zachowawczej gry, to jednak może się okazać, że mieliśmy "astmę", a do "orgazmu" mamy wciąż daleko.
4poniedziałek, 12, kwietnia 2021 08:38
CTP
Ja byłbym bardzo ostrożny w ocenie aktualnego potencjału Legii na podstawie wczorajszego meczu. Dla mnie mecze z Lechem są lustrzanym odbiciem derbów Krakowa czy Śląska. Wynik takiego meczu bardzo rzadko zależy od pozycji w tabeli obydwu zespołów. Nasze mecze z Lechem zawsze miały specyficzny klimat, zazwyczaj były to szachy a wynik najczęściej wynikał z jakiegoś babola popełnionego przez którąś z drużyn. Wczoraj, zresztą, też gdyby Perkhart zachował więcej zimnej krwi i nie zamykał oczu przy uderzeniu, to mogliśmy wywieźć stamtąd 3 pkt.
Nie zgodzę się, że Lech kogoś u nas wyłączył z gry. My, przede wszystkim, zagraliśmy bardzo zachowawczo i głównie skupiliśmy się na dowiezieniu remisu. Nasza gra wyglądałaby pewnie inaczej, gdyby Ishakowi udało się pokonać Boruca. No ale, jak pisałem na aucie, Lech zagrał "swoje", czyli brak koncepcji pod polem karnym Legii i duża nieskuteczność. A że naszych piłkarzy w pełni zadowalał 1 pkt, to tak to wszystko wyglądało: z hitu wyszedł lekki zakalec.
5poniedziałek, 12, kwietnia 2021 09:01
świrekwampirek
Lech to nasz odwieczny rywal do tytułu?! Coś mnie ominęło?Smile
Dziewiąty mecz bez porażki, remi po serii 6 zwycięstw i po remisie wszystko się okazuje do dupy czyli, trener, piłkarze, przygotowanie, taktyka i czekam tylko na "Mioduski musi odejść". To zahacza już o czysty obłęd.
W Lechu zadziałał czar zmiany trenera i wbrew obrazowi w tv ustawił ich już Skorża, który wbrew opinii niektórych ogórkiem trenerskim nie jest d tego jak Michniewicz jest fanatykiem taktyki co dało wczoraj skutek szachów piłkarskich.
6poniedziałek, 12, kwietnia 2021 09:34
xxx
@kibic60
Przytoczę taką anegdotkę z życia. Na początku lat 90-ych wracałem samochodem z Niemiec i na granicy musiałem skorzystać z toalety na parkingu TIRów, gdzie kierowcy czekali w kolejce do odprawy. Niemcy co jakiś czas wpuszczali po kilkanaście samochodów.
W tym kiblu widniał taki napis, "lej spokojnie, sraj dokładnie a kolejka ci przepadnie". Można to sparafrazować na potrzeby piłki, czyli "graj spokojnie, niedokładnie a okazja ci przepadnie".
Piłkarskie szachy biorą się z tego, że żaden zespół nie nie potrafi zaskoczyć drugiego. Dzisiaj już nawet słabsze zespoły mają pojęcie o grze obronnej i żeby tą obronę zgubić, trzeba szybko grać piłką, albo szybko ją odebrać na ich połowie jeśli postanowią ją rozgrywać.
To jest dosyć trudny styl grania, bo wymaga umiejętności ale również nawyków takiego grania. Poprzez regularne praktykowanie można w tym robić postępy my rzadko tak gramy i jest mi trudno sobie wyobrazić, że nagle jak zachcemy, to tak zagramy
Który to już raz oglądając ligę, myślimy sobie, że jednak jesteśmy nieźli a potem wyklinamy trenerów i zawodników, bo nie dają rady z "pastuchami".
Jeszcze raz zacytuję asystenta Kloppa.
" Często się zdarza, że te wszystkie drobne problemy to tylko odpryski problemu głównego. I możesz tracić czas na rozwiązywanie tych mniejszych, ale to droga donikąd,"
Więc co jest naszym głównym problemem? Moim zdaniem, nasz pułap szybkości gry jest zawieszony dosyć nisko. Jak trafiamy na przeciwnika, który nie otwiera nam szeroko drzwi, to się nie potrafimy w nie zmieścić.
7poniedziałek, 12, kwietnia 2021 09:44
kibic60
@ XXX

wszystko ładnie, pięknie ale... idąc od bramki.

Boruc - wiele lat na wyspach.
Szabanow - szkolenie na Ukrainie, do której nam bardzo daleko.
Jędza - wielokrotny reprezentant kraju
Wieteska -
Juranović - szkolenie w kraju vice mistrzów świata
Mladenović - szkolenie w Serbii
Kapustka - wiele lat na wyspach
Loqi - w Brazylii
Wszołek - obieżyświat
Pekhart - szkolenie w Czechach

???
8poniedziałek, 12, kwietnia 2021 10:28
corazstarszy
'gdyby Perkhart zachował więcej zimnej krwi i nie zamykał oczu'
Weź już się od niego odczep. Musiałaby wykonać sztuczkę (sztukę) Aubameyanga z najlepszych chwil, żeby zgubić brakarza i zdążyć przed Salamonem.

Legia miała swoje problemy w tym meczu, ale i miejscowi weszli na wyższy pułap. Gdyby zawsze grali równie poważnie i uważnie, z takim zaangażowaniem, byliby wyżej w tabeli.
Czy to jakiś zwiastun przed tym, co nas czeka w eliminacjach pucharów? Chyba tak - brylować, zresztą jak za poprzednich trenerów, to my sobie możemy naszą obecną grą w naszej lidze. Trener rywala, który nam się trafi w eliminacjach, obejrzy zapisy z Legia - Pogoń, itd i powie 'Aha. skrzydłami grają'. I zrobi to, co zrobił Lech. Tutaj jest pole do większego wykazania się przez Luquinhasa, Kapustkę, Slisza. Wczoraj wróciły też przeciętnie wykonywane stałe fragmenty.
A wszystko, oczywiście, i tak opiera się na założeniu, że drużyna będzie w lipcu, sierpniu w formie umożliwiającej występy na poważnie. Bo w latach 2017-2020 takiej formy w okresie nie demonstrowała.
Teraz Cracovia. Nie opuszcza mnie poczcie, że Legia w każdej chwili może wywinąć taki numer, o jakim nam się nie śni. Więc, oby nie wywinęła i wygrała. Bo w Gliwicach, co będzie, to chyba się wszyscy domyślamy, nie?
9poniedziałek, 12, kwietnia 2021 10:54
Zgred Maruda
Zgadzam się z CTP

Lech nie mógł w czasie swojego kryzysu trafić na lepszy zespół niż Legia. Klimat tych meczów jest nawet teraz bez kibiców jednak odmienny od innych. Lech ustawiony już ( choć po cichu) przez Skorżę zdecydowanie defensywnie ...tu słowa Puchacza, które są bardzo wymowne:

"Szczególnie w takim momencie, kiedy nam nie idzie, a Legia jest rozpędzona, to dzisiaj nałożyliśmy się ustawieniem na nich. Tak naprawdę graliśmy 1 na 1, co było widać i chodziło o dyscyplinę taktyczną tak naprawdę i zaangażowanie. Myślę, że widzowie wielkiego spektaklu nie oglądali i może nie było dużo emocji, ale gwarantuję, że dla zawodników to nie był łatwy mecz."

Legia przyjechała - nie przegrać i wywiozła z Poznania punkt, który dalej utrzymuje ją w doskonałej sytuacji punktowej. Jest takie stare powiedzenie: nie możesz na wyjeździe wygrać - przywieź do domu punkt.
Co Lechowi dał punkt? Nic! Dalej mają ogromną stratę, już nie do Mistrzostwa ale choćby do pucharów...jedynie "wiara" na mieście będzie bardziej łaskawa - wszak z Legią nie przegrali.
Co Legii dał punkt? Przybliżył ją do tytułu.
"psy szczekają karawana jedzie dalej"...

Jeśli niektórzy kibice liczyli na "czwórki" czy "trójki" do końca sezonu - są w błędzie.
Każdy następny mecz będzie zwiększał ciśnienie i presję, dlatego każda zdobycz punktowa będzie cenna, a maksymalna zdobycz punktowa - bardzo cenna. Trzeba przede wszystkim wygrywać u siebie w domu!
10poniedziałek, 12, kwietnia 2021 12:08
Zbyszek
O tym, że Żuraw odleciał.
Porównanie niewyszukane, ale trafnie oddające istotę sprawy, bowiem miał Żuraw jak żaden dotychczasowy trener w Lechu coś w rodzaju carte blanche i każdy inny by wyleciał już jesienią po pokazaniu totalnej bezradności w kierowaniu zespołem. Po nieudanej przygodzie z Nawałką nadprezes Lecha Piotr Rutkowski postanowił postawić na trenera II drużyny Dariusza Żurawia deklarując publicznie ( obszerny wywiad w PS) ,że to jest trener "na lata", że ma jego pełne zaufanie i że podejmie ocenę trenera dopiero po zakończeniu trzyletniego kontraktu. Tu ,aż na usta ciśnie się moje powiedzenie, że to jest słuszna zasada, ale użyta w niesłusznej sprawie. Piotr Rutkowski chyba od zawsze był człowiekiem rozentuzjazmowanym , zbytnio emocjonalnym, zamiast rozumu i chłodnego wyrachowania kierujący się porywami serca jak w znanej piosence Łazuki i Kraftówny pt. "Przeklnę cię" , a która zawiera takie oto słowa : "I sprawdziło się co do słowa / I poczułem, że znowu pałam / Lecz przyczyna pałania nowa". Rutkowski był dotychczas w uczuciach niestały ,ale teraz zadeklarował dozgonną miłość i przywiązanie aż po grób. I o mały włos, aby się spełniło z tym grobem , ale instynkt samozachowawczy zadziałał. Bowiem nie chciejstwo i pobożne życzenia, ale przesłanki racjonalne powinny decydować przy wyborze trenera. Czyli nie działać na zasadzie "podoba mi się " ,lecz ustalić kryteria merytoryczne oraz charakterologiczne. Przy czym takie dziwaczne wybory to nie tylko specjalność Lecha. Tak jak by decydenci nie rozumieli prostej reguły obowiązującej w poważnych klubach, a mianowicie ,że ci którzy są w czołówce, a wiec mają pieniądze mają lepszych graczy ,a ci potrzebują dobrego trenera, który będzie dla nich autorytetem . Trener ,który się uczy jest dobrym grajkom niepotrzebny. Dlatego im większy i im bogatszy klub tym pracuje w nim trener z większymi osiągnięciami. Nie zawsze ma on sukcesy na miarę wcześniejszych dokonań, ale przynajmniej minimalizuje się ryzyko wpadki. U nas jak na razie wzorem pod tym względem jest sposób wyboru Papszuna na trenera Rakowa ( o czym już pisałem ). Tym samym najpierw powinny być ustalone kryteria jakim powinien odpowiadać delikwent. Powinny mieć one charakter formalny ( wykształcenie, kursy, doświadczenie ) oraz merytoryczny ( osiągnięcia). U nas nazbyt często myli się zajmowanie stanowiska z zawodem jaki dany osobnik ma wykonywać. Tak jak w filmie Barei "Poszukiwany, poszukiwana", gdy jedna z pań mówi :" Mój mąż z zawodu jest dyrektorem". To tak jak by prezesi klubów uzurpowali sobie prawo do tworzenia trenera z niczego , jak by byli demiurgami. Nazywają kogoś kogo zatrudniają trenerem i myślą ,że on nim jest lub się nim stanie tylko dlatego, że oni tak chcą. Tu aż ciśnie się na usta porównanie do lekarza. Aby nim być czyli leczyć pacjentów ,a nawet ich operować musi on ukończyć studia, odbyć staż, ukończyć specjalizację , nabywając praktyki i doświadczenia. I też nie każdy z nich jest taki sam , bowiem są lekarze mający zdolność diagnozy bez dodatkowych badań stanu zdrowia ,ale większość, aby stwierdzić co pacjentowi jest musi posiłkować się badaniami . W przypadku operowania pacjentów taki chirurg musi oprócz wiedzy ( zanim zostanie do tego zabiegu samodzielnie dopuszczony) musi najpierw asystować ,a potem operować pod nadzorem fachowca. Oczywiście jest różnica, a mianowicie medycyna wypracowała powtarzalne metody i sposoby leczenia, co w piłce jest w powijakach. Na dodatek następuje degradacja zawodu trenera. Kiedyś i to nie tak dawno ,był on sam , sam tworzył, sam odpowiadał za wszystko. Potem dodano mu asystentów, ale jednocześnie odebrano wpływ na transfery graczy oraz ich przygotowanie fizyczne. Uznano, że trener ma pracować z ludźmi jakich mu się dostarcza i przygotowanych fizycznie przez kogoś innego. Lecz to on ma ponosić odpowiedzialność. Nic dziwnego, że kibice Lechu domagają się, aby wraz z Żurawiem z klubu odeszli dyrektor sportowy Rząsa i fizjolog Kasprzak. Wcześniej wyrażali oburzenie odejściem wieloletnich asystentów różnych trenerów Skrzypczaka i Bartkowiaka oraz zatrudnieniem na ich miejsce znajomych Żurawia Góry i Dudki.
Jednocześnie po obecnie dokonanej zamianie trenerów ,aż ciśnie się na usta pytanie czemu "stryjek zamieniał siekierkę na kijek"?.Czyli mówiąc wprost , dlaczego asystent jakim był Żuraw u Skorży w latch 2014-2015 został trenerem ,a nie jego nauczyciel czyli Skorża. Czyżby uczeń przerósł mistrza ?. Jak widać niekoniecznie. Metody treningowe Skorży i sposób prowadzenia drużyny są dość dobrze znane . Generalnie Skorża jest zwolennikiem dyscypliny i nie marnowania czasu, jego treningi są krótkie, ale zaplanowane, przemyślane i intensywne. Przygotowanie fizyczne zawodników ma być dostosowane do wyzwań . Uważa on ,że przy dzisiejszej wiedzy i metodach badawczych stanu organizmu można kształtować formę i przygotować ją zależnie od potrzeb. Na tej elastyczności i przewidywalności przejechał się dwa razy , raz kiedy zlekceważył Levadię jako trener Wisły i jego zawodnicy zagrali bez dynamiki w okresie treningu wytrzymałościowego i drugi raz w Legii, kiedy był pewny, że pary starczy na 3 ostanie mecze w lidze w 2012 roku, aby zdobyć tytuł, i jak on to mówi "nie depnął", ale gracze sobie po zdobyciu PP popili i z procentami forma uleciała. W samej grze dużą wagę przykłada do taktyki, którą dostosowuje do rywala ,ale też stosuje "sztuczki taktyczne", które mają przeciwnika zaskakiwać. Żuraw te elementy pracy z zespołem przejął po Maćku. Prawie wszyscy dostawali orgazmu jak Lech jesienią ub. roku awansował do LE i w grupie nieźle sobie radził , a teraz kiedy za te ekscesy płaci to trenera powiesili za jaja. Tamten dobry wynik w LE był spowodowany tym, że zawodnicy Lecha zostali do rozgrywek przygotowani tylko pod kątem szybkościowo- siłowym umożliwiającym dynamiczną i intensywną grę ,ale tylko w czasie określonym , po którym siły się wyczerpują. Do tego trener zastosował dwie sztuczki taktyczne w ataku, które zostały przez rywali zneutralizowane dopiero pod koniec rozgrywek grupowych. Polegały one na tym, że Lech grał przed polem karnym rywali, a kiedy ich obrońcy wyszli do przodu Ramirez zagrywał piłkę nad głowami za plecy, do której natychmiast ruszał Tiba i wychodził na czystą pozycję strzelecką. Druga zagrywka taktyczna sprowadzała się do tego, że kiedy piłkę na środku przed polem karnym miał Tiba to z boku wychodził mu Ramirez do którego następowało zagranie, a ten w tempo rzucał piłkę z boku na środek pola karnego gdzie już byli Tiba i Ishak i ten ostatni kończył akcje. Lecz jak to mówią , było miło ,ale się skończyło czyli inwencja Żurawia się wyczerpała . Zespół siadł i trener nie był w stanie spowodować, aby powstał. Innych metod Żuraw od Skorży nie przejął, bowiem chyba obawiał się negatywnej reakcji drużyny. Skorża ma jeszcze dwie preferencja ,a mianowicie nie toleruje zagrań do tyłu , jako niebezpiecznych i nic nie wnoszących oraz usilnie uczy prowadzone drużyny grać atakiem pozycyjnym ,gdyż to po nim pada w meczach statystycznie najwięcej bramek. A przy tym Skorża konsekwentnie stosuje to co nazywamy behawioralną teorią ról społecznych, a mianowicie zawodnicy są od grania jak dupa od srania ,a to on jest od trenowania. Wymaga wiec skupienia, dyscypliny i podporzadkowania regułom jakie ustala. Tu niczym szczególnym nie różni się od trenerów w poważnych ligach i nie chce zaakceptować tego, że ma do czynienia z marnym materiałem ,który w klubie zachodnim czy rosyjskim potrafi się podporządkować ,a u nas ma to w dupie. To na tym tle doszło w 2015 roku do konfliktu pomiędzy nim a zespołem, aż wreszcie zawodnicy ostentacyjnie zaczęli grać przeciw niemu. A zaczęło się od tego, że Skorża przed meczami wymagał koncentracji w ciszy, a gracze woleli muzykę, on nie tolerował używek , których zakazywał dietetyk , a piłkarze lubili wypić sobie, a to kawę, a to mocną herbatę ,a to napój energetyzujący, on chciał, aby wszyscy byli ubrani schludnie w jednolite stroje ,a zawodnicy woleli wynalazki modowe itd. Niby drobiazgi ,ale to one go wykończyły. Na szczęście dla niego z drużyny z 2015 w kadrze Lecha nie ostał się ani jeden niedobitek. Przypomnijmy jaką on "paką" w 2015 roku dysponował : bramkarz Buricz,- obrońcy : Kamiński, Arajuuri, Cessay, Wilusz, Bednarek, Henriguez, Kędziora, Kadar - pomocnicy : Loverncsic, Trałka, Linetty, Pawłowski Szymon, Drewniak, Hamalainen, Jevticz - napastnicy : Keita, Teodorczyk, Kownacki, Sadayev, Ubiparip.
Jednocześnie Skorża ma stały syndrom beniaminka i prymusa skutkujący z jednej strony przekonaniem o swej wszechmocy ,a z drugiej koniecznością udowadniania na każdym kroku ,że jest się nieomylnym i osiągającym wyłącznie sukcesy. Bardzo trudno odnajduje się w sytuacji , w której jego drużyna sobie nie radzi. Tu swego czasu słusznie zauważył Piotr Rutkowski ,że jest takim znakomitym kapitanem okrętu na spokojnych wodach. Ma również przekonanie, że piłka nożna jest przewidywalna i że w gruncie rzeczy dla takich jak on świetnie wyedukowanych nie ma tajemnic. I na koniec ma wadę , która nie pozwala mu na najwyższe loty ,a mianowicie nie potrafi dostosować metod pracy i poziomu wymagań do możliwości graczy. To jest trener dla bardzo dobrych graczy, z marnymi niczego nie osiąga.
Sadząc po długim czasie negocjacji Skorża na bazie swoich doświadczeń , zwłaszcza w Legii postawił Rutkowskiemu twarde warunki odnośnie wpływu na transfery, długości kontraktu i ogromnego odszkodowania za jego zerwanie oraz kontaktów z prezesami.
Przypomnijmy sobie jak to w podanych aspektach wyglądało w Legii. Mianowicie transferów dokonywali Jóźwiak z Miklasem i nie można się oprzeć wrażeniu, że nie bezinteresownie , bowiem np. oficjalnie za 1 mln Euro kupiono w pakiecie z Partizana, obrońcę ,który nie był nawet rezerwowym w II drużynie razem z bramkarzem ,który owszem grał w drużynie ,ale piłki ręcznej, czy np. zawodnika z Portugalii , który na stronie klubu był do oddania za darmo, a Legia oficjalnie zapłaciła za niego 300 tys. Euro. W sumie latem 2010 roku sprowadzono kilkunastu graczy i wymienieni panowie przekonywali wszystkich, że to gwiazdy tylko trener nie umie ich wykorzystać .A nadto jego zwolnienie z Legii było kuriozalne, gdyż nastąpiło prawie natychmiast po przedłużeniu kontraktu z nim o rok. Jak pamiętamy zezwolił on na 3 kolejki przed końcem sezonu przy prowadzeniu Legii w tabeli, po zdobyciu PP - na wypicie po dwa piwa w autokarze którym gracze wracali z Kielc. Bez jego wiedzy i zgody zawodnicy po powrocie zabalowali i stracili formę i Tytułu nie zdobyli. O ten brak dyscypliny i tolerowanie pijaństwa został Skorża oskarżony przez Miklasa i Jóźwiaka i bez rozmowy z nim prezes go zwolnił.
Wielkim zwolennikiem zwolnienia Żurawia był Artur Jędrzejczyk .Żartowałem z niego ,że odezwał się nim duch prawdziwego sportowca, który pragnie , by główny rywal był silniejszy ,a nie słabszy. Wczoraj było widać początek naprawy Lecha, po dobrym trenerze, ale dobrym, dla przeciwników.

O tym, że w Lechu zostały zachwiane proporcje.
Jest rzeczą powszechnie znaną ,że kluby ,które ściągają polskich zawodników sięgają po młodych graczy, za których gotowi są płacić poważne kwoty. Ma to swoje źródło w tym, że nasi zawodnicy są znani z ambicji, pracowitości i inteligencji. Lecz równocześnie są nieprzygotowani do gry na wysokim poziomie pod każdym względem : fizycznym, taktycznym, techniki użytkowej i mentalnym, a gra w naszej lidze rozwojowi nie sprzyja. Szczególne braki nasi zawodnicy , niezależnie od tego skąd są mają w przygotowaniu ogólnoatletycznym, sprawności ogólnej i koordynacji ruchowej. W naszej piłce nie umiemy tego robić i nie bardzo wiemy jak ten stan zmienić. Jednym z powodów jest nieznana w cywilizowanym świecie piłkarskim prywatyzacja tzw. akademii. W normalnym, nie anarchicznym kraju szkoleniem dzieci i młodzieży zajmują się kluby, które na ten cel dostają pieniądze od państwa, a szkolącymi są ludzie przygotowani do zawodu mający na to stosowne kursy i papiery. Przyjeżdżający do naszego kraju ludzie zajmujący się pracą z dziećmi i młodzieżą nie mogą pojąć, że można aż tak zidiocieć, aby tej dziedzinie dogmatyzm i demagogię pseudoliberalną traktować poważnie. Nikt normalny nie wprowadza toksyn w życie, bo trucizna nie leczy ,ale zabija. PZPN co prawda w ubiegłym roku wprowadził certyfikację akademii ,ale robactwo się rozlazło i wybić go będzie bardzo trudno. Te różne oszukańcze pseudoośrodki nie szkolą, nie rozwijają, bo ich jedynym celem jest zarobić. Talenty w nich traktowane są jak towar. Wielu rodzicom roi się w głowach wielki zarobek na swoich dzieciach ,więc gotowi są płacić za naukę wierząc ,że ona przyniesie efekty. A te twory-potwory jak im się trafi talent to go trzymają i oferują zagranicznym kontrahentom. Są jak murarze piekący pieczywo, nie wiedzący dlaczego nie każdy chleb to zakalec ,ale kiedy im przez przypadek uda się smaczny chlebek to go natychmiast sprzedają ,a jak nie, to go trzymają aż się zeschnie. Zabierają materiał klubom, ale te też niewiele lepsze. Generalnie u nas występuje gigantyczny deficyt przygotowanej do swej roli kadry szkolącej. Bez niej system szkolenia będzie niewydolny i jak ktoś się przebije to nie dzięki niemu ,ale wbrew niemu. Jednym z wyjątków na tym łez padole jest poznański Lech. Mają system wyławiania talentów ,ale ich młodzi gracze tak jak wszędzie u nas fizycznie i sprawnościowo to łamagi. Pewnikiem dlatego, że mają stały dopływ zdolnej młodzieży to nie dbają o zatrzymanie zawodników którzy coś znaczą. W ten sposób w ciągu ostatnich 3 lat z Lecha odeszli zawodnicy świadczący o sile zespołu : Tetteh, Bednarek, Kadar, Dilaver, Moder, Situm, Amaral,Jevticz, de Marco,Gajos, Goutas, Radut, Vujadinovicz, Butko, Gytkiaer, Żamaltedinow, Crnomarkovicz czy Kostewycz. O niektórych mówiono, że są za słabi na Lecha ,ale praktyka , statystyka i przede wszystkim wyniki ,które są miarą ocen w piłce wskazują ,że zamiennicy nie są lepsi.
Nie można jednocześnie zachwiać proporcji pomiędzy walorami młodości ,a dojrzałością, stabilnością, doświadczeniem i ograniem. I to w Lechu zwłaszcza za kadencji Żurawia zostało rozchwiane, bowiem w kadrze tej drużyny są z młodych : bramkarz Bąkowski (18 lat),- obrońcy Borowski ( 18),Niewiadomski (19),Puchacz ( 22), -pomocnicy : Kamiński(19) ,Klupś(21),Marchwiński ( 19),Skóraś (21) oraz napastnicy: Szymczak (19), Wlak (18) i Kozubal ( 17) .
W stosunku do tego kogo wystawiał Żuraw, doświadczony (58 lat ) Góra wystawił tylko dwóch młodych ,ale już ogranych w LE i lidze Puchacza i Kamińskiego. I na tle najlepszej drużyny w lidze okazało się ,że walory piłkarskie zawodników Lecha są porównywalne z Legionistami. Śmiało można zatem rzec. że Lech ma lepszych zawodników niż osiągane wyniki. Zastępczy trener wczoraj pokazał realizm i zaufał graczom bardziej doświadczonym. Równocześnie na pierwszym planie postawił na bezpieczeństwo i ustawił tak zespół, aby Legię pozbawić największych atutów, a więc groźnych tzw. wahadłowych oraz supernapastnika Pekharta. W tym celu zagrał trzema obrońcami środkowymi ,żeby nie tyle kryli Czecha, ale izolowali go od piłek ,zaś na Juranovicza I Mladenovicza ustawił Kamińskiego i Puchacza. Do tego czterech graczy opanowało środek pola ,a gigantyczną robotę destrukcyjno - konstrukcyjną wykonywał wolny, ale niebywale waleczny Ishak. I żeby nie Boruc to Lech mimo tak defensywnej organizacji gry mógł z nami wygrać.

O tym, że Michniewicz staje się nudny ,a Legia w swej powtarzalności zbyt przejrzysta.
Niedługo nie będę miał o czym pisać, bowiem skład, ustawienie , i sama gra stały się przewidywalne. I jedno co do wczoraj było wiadome ,a od wczoraj stało się niewiadome to wynik, a właściwie rozmiary wygranej.
Powiedziano i napisano o wczorajszym meczu ,że był słaby. Dla mnie było to dobry mecz, przede wszystkim pod kątem godnej podziwu dyscypliny taktycznej.
Wczoraj tak jak i w wielu meczach Legii wyraźnie można zaobserwować dwie odsłony gry ,a mianowicie w ataku i obronie. W Legi korelacja pomiędzy oboma typami działań jest znikoma, a przez to płynność gry cierpi.
Najpierw o tym jak nie radziliśmy sobie w ataku.
Nasi piłkarze wchodzili ( bo o biegu trudno mówić) na połowę rywali z piłką, starając się przy niej utrzymać po to ,aby nadeszło kilku innych graczy. W większości przypadków odbywało się to środkiem boiska ,a animatorem był Martins. On to starał się zatrudniać wbiegających po skrzydłach Juranovicza ( częściej) i Mladenovicza ( rzadziej). Zamieszanie przed polem karnym Lecha mieli robić bez piłki Luquinhas po lewej stronie boiska i Kapustka po prawej. Obaj nie mieli konkretnych przydziałów i próbowali wchodzić w pole karne licząc, że pilnujący Pekharta obrońcy zostawią im miejsce. Próbowaliśmy grać atakiem pozycyjnym ,ale było to czynione niekonsekwentnie i niecierpliwie. Nie próbowaliśmy rozerwać ich bloku obronnego i za szybko następowały, z reguły, niecelne wrzutki w pole karne. Liczyliśmy na błędy indywidualne obrońców przeciwnika, a nie na precyzję rozegrania własnych akcji. No i za dużo było prób koronkowych akcji. Czego zabrakło , oprócz bramek ?. Nie było strzałów z dystansu, aby wyciągnąć ich środkowych obrońców przed pole karne i umożliwić zagranie za plecy. Rozgrywanie piłki było za wolne ,a podanie nieprecyzyjne. Zbyt wolno następowało przeniesienie ciężaru gry sprzed własnej bramki pod ich pole karne. Tym razem dużą naszą słabością była gra bez piłki, w jej różnych aspektach.
Teraz o tym jak poradziliśmy sobie w obronie.
Nasz zespól bronił wysoką strefą z tym, że Pekhart, Kapustka i Luquinhas ograniczali się do przeszkadzania i opóźniania akcji rywali. Po ich wejściu na naszą połowę próbował odebrać piłkę w środku Martins , on też aktywnie przeszkadzał w jej rozegraniu w pionie, natomiast Slisz biegał pomiędzy rywalami wszerz boiska, a w przypadku zagrożenia atakiem pozycyjnym stawał się środkowym forstoperem. W obronie ustawialiśmy się 5-4-1 oraz nader często 6-3-1. Czyli nasz trener na pierwszym miejscu postawił zdobycie co najmniej jednego punktu. Rywale atakowali głównie naszą lewą stroną ( Mladnovicz, Szabanow), która jest w tym aspekcie gry wyraźnie słabsza od prawej ( Juranovicz, Jędrzejczyk). Z naszych środkowych obrońców wysoko atakowali rywali Jędrzejczyk Ishaka oraz Wieteska innego ich napadającego. W polu karnym z kolei Ishaka krył Wieteska i dwa razy się zawieruszył ( raz Szwed strzelał nogą, a raz głową). Nasza gra obronna miała 3 , fazy : do 15 minuty( pełne panowanie nad sytuacją) , od 15 do 55 minuty zbyt głębokie cofnięcie się w pole karne i pozwalanie rywalom na oddawanie strzałów z dystansu oraz od 55 minuty do końcowego gwizdka odzyskanie kontroli dzięki wysokiemu wyjściu poza obręb pola karnego. Mankamentem gry nie tyle obronnej ,ile defensywnej było oddanie środka pola gry rywalom . Obrona w sumie zdała egzamin, ale zdecydowanie najlepiej zaprezentował się w niej Artur Boruc.

O tym, że komentatorzy Canal+ wpadli do kanału czyli ścieku.
Z różnych powodów wybieram oglądanie meczów w kanale, ale wczoraj już po kilkunastu minutach przełączyłem na TVP Sport. Tego plugastwa, które wypluwał z siebie niejaki Mielcarski nie dało się słuchać. Robił on za stronnika Lecha, a właściwie klakiera , który dodatkowo bez przerwy podpowiadał jak zawodnicy Lecha mają grać, aby rozbić znienawidzoną Legię. To był bełkot nawiedzonego ,a może przekupionego ,a może naćpanego kretyna. Ponieważ nie ma obowiązku słuchania byle palanta to przełączyłem na inna stację. I byłem poziomem i kulturą komentowania usatysfakcjonowany. Laskowski przygotowany do zadania sypał jak z rękawa statystykami ,danymi i poprawnie opisywał zdarzenia , zaś Podoliński tym razem sensownie oceniał samą grę pod względem jej organizacji i poziomu wykonawstwa.

O tym, że sędzia Frankowski był dla Legii jak czerwona płachta na byka.
Artur Jędrzejczyk przed meczem bardzo obawiał się, że sędzia Frankowski zanim go wyrzuci z boiska to najpierw podyktuje za jego "faul " karnego dla Lecha. Śmiałem się, żeby nie prowokował. Czyli żeby nie przydarzyło się tak jak pewnej damie , która widząc jak absztyfikant jest wobec niej obojętny nie rzekła "prosił, prosił, aż wyprosił " zdejmując peniuary i rozkładając nóżki. I dobrze ,że przepowiednia się nie spełniła. Widocznie w poprzednim meczu Frankowskiego dopadła pomroczność, nie bardzo jasna. Nie tak dawno podobny syndrom miał sędzia Musiał i podobnie go starano się uleczyć każąc mu poprawiać się w meczach Legii, które notorycznie zawalał. Wczoraj Frankowski poprawkę zdał . Przy czym spotkanie nie było zbyt trudne do prowadzenia. Tym razem moje analizy jego decyzji okazały się mało twórcze. Można co prawda mieć wątpliwości co do w sumie 13 decyzji ( faule, kartki żółte i ewentualnie czerwone) ,ale wszystkie one mieszczą się w graniach swobody interpretacyjnej sędziego. Mam tylko jedną uwagę negatywną ,a mianowicie mając wielkie uznanie dla waleczności i zaangażowania Ishaka chyba sędzia był dla niego zbyt pobłażliwy , bowiem chyba za dużo sobie na boisku bezkarnie pozwalał. Ale powiadam ,że jakoś taką tolerancyjność rozumiem , bo np. Marciniak podobnie łagodnie traktował Trałkę.

Mecz z kategorii tych do zapomnienia . Odbył się i jeden punkt więcej na drodze po Tytuł.
11poniedziałek, 12, kwietnia 2021 12:43
xxx
@kibic60
"wszystko ładnie, pięknie ale... idąc od bramki."
Ja to sobie tłumaczę w ten sposób, że człowiek ma umiejętność dostosowania się. Oczywiście łatwiej jest się dostosować do niższych wymagań niż do wyższych. Jeśli w naszej lidze nie trzeba grać na swojego maksa, to oni tego nie robią. Grają w trybie "ekonomicznym", bo on wystarcza a potem trudno jest się nagle przestawić na tryb "sport".
Adrian Mierzejewski mówił w wywiadzie, że kiedy poszedł do Turcji, to początkowo na treningach nie nadążał za tempem gierek i potrzebował kilku tygodni, żeby się w tym odnaleźć. O skoku intensywności na treningach i w meczach mówią prawie wszyscy nasi zawodnicy wyjeżdżający do lepszych lig.
W Polsce obserwuję odwrotne zjawisko ( nie wszystkich zawodników dotyczy), zawodnicy którzy przychodzą z mocniejszych lig na początku wyglądają jak z innego świata a potem są już podobni do reszty.
Myślę że nie ma innej drogi niż utrzymywania wysokiego tempa w każdym meczu, na każdym treningu. Pewnie nie jest to możliwe w 100%, ale trzeba na to naciskać.
Wysokie tempo powoduje wzmożoną koncentrację zawodników i ćwiczenie powtarzalności zagrań przy większej skali trudności, wymaga szybszego myślenia i podejmowania decyzji.
W grach zespołowych grają nie tylko mięśnie ale również głowy. Mózg, który nie jest trenowany też się szybciej męczy i odmawia współpracy, poprzez utratę koncentracji i wtedy pojawia się rozluźnienie i niedokładność,
Ile informacji musi przerobić mózg przy szybkiej grze, jak szybko to się dzieje? Szczególnie zawodnicy środka pola muszą co chwila skanować otoczenie i dostosowywać działania do nowej sytuacji, która zmienia sie co chwila.
Czas na podjęcie decyzji jest pojęciem względnym dla jednych 1-2 sek jest ok, dla innych za mało.
Kiedyś słuchalem wywiadu z pilotem myśliwca. Powiedział on, że od momentu wykrycia przez radar rakiety do momentu uderzenia upływa 5-6 sek. Dziennikarz stwierdził że to bardzo mało a pilot powiedział, że to sporo czasu na reakcję.
Również bokserzy ćwiczą czas reakcji, żeby reagować szybciej na działania przeciwnika. Są specjalne trenażery i efekty ćwiczeń znacząco skracają czas reakcji.
Więc myślę, że dobre szkolenie to jedno a utrzymywanie formy to drugie. U nas wszyscy się koncentrują na wydolności i szybkości biegania a przecież grę można bardziej przyspieszyć szybko myśląc.
Arsen Venger w wywiadzie na pytanie gdzie są rezerwy w treningu piłkarzy, odpowiedział, że to głowa, bo parametry fizyczne i techniczne są już bardzo wyżyłowane i przyspieszyć procesy można tylko w głowach.
Myślę, że nawet jak zawodnik nie jest na najwyższym poziomie technicznym, to trening szybkości reakcji może znacznie poprawić jego efektywność a w efekcie poprawić nawet jego technikę.
Tylko trzeba to praktykować. Niskie wymagania deprawują.
12poniedziałek, 12, kwietnia 2021 14:01
aylarad1916
@Zbyszek

Piszesz, że Srdja Kneżević „nie był nawet rezerwowym w II drużynie”, tymczasem był podstawowym obrońcą Partizana - w sezonie 2009/10, poprzedzającym przyjście do Legii, zagrał 23 mecze w lidze serbskiej (z czego w ostatnich 16 kolejkach 15 razy zagrał 90 minut) i 10 meczów w europejskich pucharach - m.in. cały mecz w grupie Ligi Europa przeciwko Szachtarowi. Natomiast Chorwat Marijan Antolović nie miał z Partizanem absolutnie nic wspólnego, do momentu przyjścia do Legii grał tylko w drużynie ze swojego rodzinnego miasta - Vinkovci.

Obaj się oczywiście nie sprawdzili, i to delikatnie mówiąc, natomiast radziłbym następnym razem sprawdzić fakty, zamiast dorabiać je do swojej teorii, nie pierwszy raz w twoim przypadku zresztą.
13poniedziałek, 12, kwietnia 2021 14:04
kibic60
Nic dodać, nic ująć...

"Powiedziano i napisano o wczorajszym meczu ,że był słaby. Dla mnie był to dobry mecz, przede wszystkim pod kątem godnej podziwu dyscypliny taktycznej. Mecz z kategorii tych do zapomnienia . Odbył się i jeden punkt więcej na drodze po Tytuł"
14poniedziałek, 12, kwietnia 2021 21:21
Senator
@Zgred Maruda
Święte słowa, zgadzam się z każdym zdaniem twojej wypowiedzi.
Mieliśmy zbyt duże oczekiwania względem wyniku i stąd większość czuje się mocno zawiedziona. Zresztą co tu więcej pisać. Jeszcze raz , pełna zgoda.
15wtorek, 13, kwietnia 2021 14:19
Zgred Maruda
@Senatorze

Do tego dojdą kartki i kontuzje...taki Szabanow wypada na (uraz stawu skokowego poważny) 4-6 tygodni, zmiana składu, przestawienia pozycji itp...A wszyscy będą grać o coś!
Tak więc bez zbytniej "urody i fajerwerków" - trzeba zbierać punkty.
16wtorek, 13, kwietnia 2021 15:21
Zbyszek
@aylarad1916.
"Nie chcem ,ale muszem " być złośliwy. Nie wiem, czy odróżniasz gatunki literackie ,ale ja posługuję się tym co się nazywa stylem felietonowym. Nie ma on wiele wspólnego z naukowymi wywodami, cyframi ,datami itd. itp. Racz przyjąć do wiadomości, że felieton wyraża punkt widzenia autora , który ma prawo do fikcji literackiej. Punktem wyjścia felietonu są prawdziwe wydarzenia , ale przetwarza on dla poparcia swych tez konkretne fakty. Więc to co piszesz dla felietonisty nie jest zarzutem ,ale niezasłużoną pochwałą.
A teraz ad rem. Tak naprawdę to gdzie grali Knezevicz z Antoloviczem interesowało mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Zapamiętałem nazwę kraju z którego ich wywleczono i ich nazwiska , których celowo nie podawałem ,aby ich przykład potraktować jako potwierdzenie tezy ogólniejszej ,że Skorży za duże pieniądze nie kupiono grojków, ale chłam i wybraki. Miałem chęć rozwinąć tezę i napisać, że taka gwiazda Partizana w moich czasach jak awansowaliśmy z RKS Błonie z B klasy do A klasy nie miałaby miejsca na trybunach. Szkoda ,że tego nie uczyniłem, wtedy pewno przekaz byłby klarowniejszy. Kto bowiem oglądał mecz z GKS Bełchatów , przegrany 0:2 w sierpniu 2010 roku ,to zauważył, że Knezevicz ani razu nie kopnął piłki, a Antolovicz dwa razy miał z nią kontakt jak dwa razy wyciągał piłkę z siatki. Lecz to były tylko ozdobniki do faktu, że trenerów w Polsce odsunięto od wpływu na transfery , lecz rozlicza się ich za to ,że te rzekome gwiazdory nie grają. I tu też w swoim komentarzu chciałem podkreślić ,że to kibice Lecha są mądrzejsi od wybacz , ale różnych szpeców, żądając odejścia Rząsy, bo to on odpowiadał za transfery. Bo na boisku nie grają jakieś liczby ,ale konkretny zawodnik ,a on albo gra ,albo się nie nadaje.

@Kibic60.
To co raczyłeś zmanipulować , a fe wstręciuszku, napisałem w dwóch miejscach i w odniesieniu do różnych sekwencji zdarzeń. Te zdania są kompatybilne i absolutnie są niesprzeczne. Często wysoki poziom planowania taktycznego i dyscypliny taktycznej nie przekłada się na widowiskowość meczu , jego odbiór emocjonalny i wynik bramkowy. Każdy kto ma trochę pojęcia o futbolu potrafi te elementy od siebie odróżnić i je oddzielnie ocenić . Chyba ,że jedno z drugim współgra. W meczu Legii z Lechem nasz rywal ustalił system taktyczny w obronie graniem trzema środkowymi obrońcami i dwoma zawodnikami kryjącymi naszych tzw. wahadłowych . Po to ,aby nie dopuszczać do pozycji strzeleckich Pekharta i nie pozwolić wypracowywać te sytuacje Juranoviczowi i Mladenoviczowi. Taką organizację gry można nazwać silnie destrukcyjną, ale była ona skuteczna. A spełniła swe zadania . bo zawodnicy Lecha wykonali je bardzo dobrze. Z drugiej strony Legia grała konsekwentnie tak jak w poprzednich meczach będąc zespołem dobrze ustawionym taktycznie i realizującym założenia taktyczne.
Jednocześnie sama gra była dość wolna, wręcz zachowawcza ,a sposób jej prowadzenia nie przyniósł efektów w postaci bramek. Więc tak naprawdę to dopisujemy jeden punkt , w zachwyt nad samym poziomem gry nie popadamy i na tym poprzestajemy. Czasami tak bywa, że "złapał Kozak Tatarzyna ,a Tatarzyn za łeb trzyma".

I każdemu krytykowi pragnę zapodać, że opisuję nie same mecze ,ale swoje refleksje. I czynię to na gorąco, rano następnego dnia, nawet nie słuchając i nie czytając opinii pomeczowych. Gdybym poszedł drogą @Kibica60 to mógłbym napisać tylko 0:0 i udawać mądrego.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1