A+ A A-

Piast - Legia 0-1: Krok milowy

Legia bardzo potrzebowała zwycięstwa na trudnym terenie w Gliwicach – i dopięła swego. Decydująca okazała się bramka zdobyta przez Lopesa w 75. minucie meczu. Na cztery kolejki przed końcem rozgrywek Legia ma sześć punktów przewagi nad Pogonią Szczecin.

 

W składzie Legii zaszło kilka zmian. Mecz w Gliwicach rozpoczęła następująca jedenastka: Boruc – Jędrzejczyk, Wieteska, Hołownia – Juranović, Slisz, Kapustka, Gwilia, Mladenović – Pekhart, Lopes. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Plach – Konczkowski, Malarczyk, Czerwiński, Holúbek – Steczyk, Sokołowski, Chrapek, Huk, Tiago – Świerczok.

W 1. minucie Gwilia oddał strzał głową, jednak piłka poszybowała wysoko nad bramką. Legia od początku meczu grała wysoko i zdecydowanie, ale Piast odpierał ataki naszego zespołu, czekając na swoją szansę. W 21. minucie niebezpieczny rajd przeprowadził Tiago. Strzał Portugalczyka minął bramkę Legii. W 29. minucie Mladenović zdołał oddać uderzenie z lewej nogi. Plach odbił piłkę. W 37. minucie Kapustka ruszył z piłką w stronę bramki gospodarzy, uderzył zza pola karnego, niestety chybił. Dwie minuty później znakomitą szansę po rzucie rożnym miał Jędrzejczyk. Piłka minęła bramkę.

Do przerwy było 0:0. Legia dyktowała warunki, ale brakowało celnych strzałów na bramkę Piasta.

W 52. minucie Pekhart miał świetną okazję po dośrodkowaniu Juranovicia. Czeski napastnik uderzył głową, ale nie trafił w bramkę. Dwie minuty później niezłą pozycję do strzału miał Gwilia. Skończyło się rzutem rożnym. W 57. minucie doszło do podwójnej zmiany w Legii. Martins i Luquinhas zmienili Gwilię i Kapustkę. Minutę później Lopes wyprzedził Malarczyka w polu karnym, jednak uderzył nad bramką. W 62. minucie powinno być 1:0 dla Piasta. Znakomicie zachował się Świerczok, który wystawił piłkę Tiago, ale ten z kilku metrów nie trafił do bramki. W 64. minucie techniczny strzał Luquinhasa minimalnie minął bramkę gospodarzy. W 69. minucie Pekhart z niespełna pięciu metrów strzelił wprost w Placha, a za chwilę skiksował w polu karnym gospodarzy. Piast odpowiedział niecelnym strzałem Holúbka zza pola karnego. W 75. minucie Legia wreszcie objęła prowadzenie. Juranović wrzucił piłkę w pole karne, Lopes precyzyjnie uderzył głową i Plach nie miał nic do powiedzenia. W 82. minucie Kostorz zastąpił Lopesa. W 83. minucie Kostorz nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Plachem. Trzy minuty później nasz napastnik miał kolejną szansę, niestety nie udało mu się skutecznie skopiować uderzenia Lopesa. W końcowych minutach Legia nie dopuściła do niebezpieczeństwa pod bramką Boruca.

W środowy wieczór w Gliwicach oglądaliśmy dobry, emocjonujący mecz. Legia była drużyną zdecydowanie lepszą. Zawodziła skuteczność, ale niewykorzystane sytuacje tym razem się nie zemściły i możemy cieszyć się z zasłużonych, arcyważnych trzech punktów. Kolejny etap wyścigu o mistrzostwo Polski w niedzielę w Gdańsku. Oby bez rozluźnienia po wygranej z Piastem.

Dyskusja (12)
1środa, 21, kwietnia 2021 23:04
xxx
Ten mecz obejrzę jeszcze raz, ale Kapustka, to nie jest format lidera Legii.
2środa, 21, kwietnia 2021 23:10
xxx
I jeszcze mi się przypomniało. Gdyby za Slisza były dobre oferty a my byśmy mieli jakichś dobrych młodzieżowców, to ja bym się nie wahał. Slisz "pełnoletni" piłkarsko straci dużo z uroku.
3środa, 21, kwietnia 2021 23:17
CTP
Po meczu z Cracovią jakimś "dziwnym zrządzeniem losu" nie zaprezentowano nam w "Kulisach" pomeczowej przemowy trenera. Wink Chyba musiało tam ze strony trenera paść bardzo wiele słów powszechnie uważanych za obelżywe. Na dodatek Martins i Luquihnas, dwaj podstawowi piłkarze Legii dzisiejszy mecz zaczęli z ławki. Trzeba przyznać, że trener Czesław zagrał iście pokerowo i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Legia pokonała Smutnego Voldemor... eee... Waldemara. Smile Martins z Luquim po wejściu całkowicie opanowali środek boiska.
Mimo dość niskiego wyniku, to był fajny mecz do oglądania. Minusem była słaba skuteczność. Najwyraźniej, nasz goleador wpadł w dołek, jaki się niestety zdarza wielu napastnikom. Ot, coś się nagle zacina i piłka nie chce wpadać. I to był chyba główny powód, dla którego dzisiaj wyszliśmy dwoma napastnikami.
Po tym meczu mam dwie laurki. Pierwsza oczywiście dla Juranovica - gość jest w takim gazie, że chyba cudem będzie zatrzymanie go na następny sezon. Druga dla Hołowni - ostatni swój pełny występ miał w lutym, z Rakowem. ZTCP, zagrał wtedy dość bojaźliwie ale ustrzegł się większych błędów. Potem postawiliśmy na Szabanowa a Hołownia poszedł w odstawkę aż do dzisiaj. A dzisiaj zagrał naprawdę dobry mecz. Skutecznie wyłączył Świerczoka a i kilka razy spróbował akcji ofensywnych. Wydaje się, że w Gdańsku będzie pewniakiem na tę lewą stronę defensywy.

To była cholernie cenna wygrana. Mamy 56 pkt i do MP brakuje nam 2 wygranych. Jest bardzo duża szansa, że świętować będziemy już 1 maja, po meczu z Wisłą.
4środa, 21, kwietnia 2021 23:53
corazstarszy
To nie na moje nerwy było. Oglądałem BVB – Union Berlin. Nie wierzę. Ale bardzo się cieszę. Mało to logiczne: z Cracovią u siebie 0-0, a z Piastem z którym 2.5 roku nie wygraliśmy (od tego czasu: P(d), P(w), P(d), R (d), R (d), P(d), 6 gier bez wygranej). Brawo. Tak, jestem głupi. Na takich zasadach zawsze mogę być. Z przyjemnością.
To jest dwumecz. Zaraz gramy w Gdańsku – musiał rotować. Bez Wszołka nawet na ławce rezerwowych? Mam nadzieję, że to właśnie rotacja, a nie kolejny odstrzał: Mucha, Bortnik, Wszołek (?)? Krwawe łowy sobie urządza? Oby nie.
5czwartek, 22, kwietnia 2021 08:49
kibic60
@ CTP

"Trzeba przyznać, że trener Czesław zagrał iście pokerowo i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Legia pokonała Smutnego Voldemor... eee... Waldemara"

Krótką masz pamięć, bo Legia pokonała Piasta w Gliwicach w niedzielę 12 sierpnia 2018 (1:3)
Bramki zdobyli: Artur Jędrzejczyk, José Kanté i Dominik Nagy.
Trener (uwaga) A. Vuković

Warto jeszcze dodać, że Piast był liderem i podobnie jak dziś, też wygrał trzy ostatnie mecze, a Legia w dużym kryzysie.

Warto też dodać, że na lewej obronie wystąpił Hołownia (!) Wolno nam się ten chłopak rozwija.

Czas płynie, a emocje podobne.
Mój wpis po tamtym spotkaniu.

"Dużo nerwów kosztował mnie dzisiejszy mecz. Czasami zazdroszczę tym, którzy fascynują się 2 Bundesligą.
Na plus nasza młodzież i nowe nabytki.
Po beznadziejnej pierwszej połowie jest światełko w tunelu, choć przy grze w przewadze"

Wczorajszy mecz też kosztował mnie sporo nerwów, choć z zupełnie innej przyczyny. Nieudolność strzelecka aż bolała. My powinniśmy strzelić minimum 5 goli, a nasz król strzelców zaliczyć kolejnego hattricka.

Wczoraj okazało się też, że z naszym przygotowaniem motorycznym też jest dobrze. "Zapierdalali" aż miło było patrzeć, a po wejściu Martinsa z Lukim jakby włączyli szósty bieg. Na tle Legii drużyna z Gliwic wyglądała jak harcerze.

Pewnie jeszcze wiele nerwów przed nami, ale taką Legię chcę oglądać.

Ps.
Wiele osób pisze o dobrej grze Hołowni.
Dla mnie zagrał co najwyżej poprawnie. Jeszcze za dużo strat (podania do przeciwnika w prostych sytuacjach) i fatalna interwencja, po której Świerczok podał do Tiago. Jak on tego nie strzelił pozostanie tajemnicą.

@ corazstarszy

Z oficjalnych źródeł wiadomo, że Wszołek zgłosił kontuzję po ostatnim treningu.

EDIT

Byłbym zapomniał.
Juranović - klasa światowa.
Już kiedyś pisałem, że przyćmił Mladenovića, wchodząc za niego na lewe wahadło, ale to, co wczoraj wyprawiał, przeszło nawet moje oczekiwania.

Pisałem też o Kapustce, że rośnie nam nowy "gwiazdor", kiedy ten, po jakimś meczu miał do Jurego mnóstwo uwag i wymachiwał łapami.
Gdzie jest dziś Kapustka, a gdzie Juranović...
6czwartek, 22, kwietnia 2021 09:00
Zgred Maruda
..."Wczoraj okazało się też, że z naszym przygotowaniem motorycznym też jest dobrze. "Zapierdalali" aż miło było patrzeć, a po wejściu Martinsa z Lukim jakby włączyli szósty bieg. Na tle Legii drużyna z Gliwic wyglądała jak harcerze."

Czego nie można było powiedzieć o dwóch meczach wstecz...
W przerwie na kadrę moim zdaniem byli mocno przyciśnięci mikrocyklami, treningi dwa razy dziennie, wytrzymałościowe dlatego grali na stojąco. Teraz ich "puściło" i wróciła dynamika, świeżość. I oby tak do końca!

Juranović
Cieszmy się Nim do końca sezonu...bo znając życie jego nazwisko widnieje w wielu notesach menadżerów lepszych klubów. Jedzie na ME z Chorwatami ( vice MŚ)z szansą na skład, zatem pociecha taka, że kwota sprzedaży będzie znaczna...Dobrze że wraca Vesović.
7czwartek, 22, kwietnia 2021 10:59
świrekwampirek
wczoraj AsterZeneka wyłączyła mi wizję i fonię i ledwo załapałem się koniec meczu. Zabawne że Legia która od dawna nie przegrała i serię zwycięstw przeplotła dwoma remisami została już drużyną w głębokim kryzysieSmile
Dla mnie nie było wątpliwości że Piast zostanie ograny, Legia jest dobrze funkcjonującą drużyną i wiedzącą o co gra.
Co do Wszołka przecież dobitnie powiedziano że to kwestia urazu na treningu, nie wszystko w Legii to teorie spiskoweSmile
No i Juranovic, przypomnę wyśmiewany szczególnie po wywiadzie "życzliwego" Ivicy V. kolejnym głazem do ogródka tych od szklanki do połowy pustejWink
8czwartek, 22, kwietnia 2021 11:10
kibic60
@ świrek
Kto pisze o kryzysie ?
9czwartek, 22, kwietnia 2021 11:48
xxx
" po wejściu Martinsa z Lukim jakby włączyli szósty bieg."
No właśnie o to chodzi. Czasem odnoszę wrażenie, że skład jest wypadkową umiejętności i chęci promocji zawodników, albo występuje zjawisko tzw "swoich zaufanych ludzi". Myślę, że gdyby nie przepis o młodzieżowcu, to Slisz wchodziłby z ławki. Myślę, że gdyby nie "sentyment" Michniewicza do Kapustki, to ten też grałby rzadziej. Myślę tak dlatego, że obaj często spowalniają grę. Nie chcę przez to powiedzieć, że są słabi, ale porównuję ich grę do potrzeb pucharowych.
@Hołownia
Ja do wychowanków mam taki stosunek jak do własnych dzieci. Mam oczekiwania, wymagam, ale chcę dostrzegać każdy promyk nadziei. Hołownia ma kilka zalet, ale w zalążku i musi je rozwijać. Jest szybki, niezły w grze do przodu, chociaż jeszcze popełnia błędy. Ta interwencja o której napisał kibic60, to rzeczywiście mały dramat, bo prostym zwodem położono go na ziemi. Ale Jędrzejczyk też długo dojrzewał, chociaż wyrósł na dosyć topornego gościa, którego ulubionym sposobem czytania gry, jest staranowanie przeciwnika. Nasi obrońcy generalnie mają kłopot z grą 1/1.
Tak sobie myślałem wczoraj w czasie meczu, że to co najlepsze w naszej drużynie, to zagraniczne i ta myśl odbierał mi część satysfakcji z gry.
Nie jest łatwo wprowadzać młodzież w Legii, ale z drugiej strony widoczne deficyty wychowanków aspirujących do jedynki, powinny być sygnałem dla akademii i rezerw. Ja rozumiem, że szkolenie ma swoją inercję, ale od tak wielu lat słucham o doskonalym szkoleniu, skautingu mlodzieżowym, że spodziewałem się lepszych efektów
Jacek Zieliński na otwarcie akademii, chwaląc zalety ośrodka powiedział - Teraz już nie będzie wymówek. To zdanie zapaliło mi czerwoną lampę, bo może oznaczać, że oni wiedzą jak szkolą, ale rónież wiedzą jak się wymigać od odpowiedzialności.
Poprzedni dyr. akademii, Mazurek, po turnieju 10-latków w którym nasi zawodnicy, wspomagani najlepszymi z innych warszawskich klubów, wyraźnie odstawali w każdym aspekcie, powiedział - bo oni szkolą od kilkudziesięciu lat i mają lepszy klimat.
Pomyślałem, że ja bym go zwolnił, co potem się stało, bo jego słowa oznaczają, że nigdy, nikogo nie dogonimy, bo oni cały czas będą szkolić o kilkadziesiąt lat dłużej niż my i nasz klimat też się nie zmieni w najbliższym czasie.
Jesteśmy mistrzami szukania wymówek i poszukiwania winnych.
Dlatego tym bardziej jestem za stawianiem na swoich wychowanków i porównywaniem ich do wychowanków innych klubów, żeby się nasi trenerzy drapali po głowach na widok efektów, albo niech się skauting zastanawia nad oceną potencjału sprowadzanych do akademii zawodników.
10czwartek, 22, kwietnia 2021 13:00
xxx
Jeszcze o Hołowni.
Moje subiektywne wrażenie na temat jego szybkości, znalazło potwierdzenie w statystykach meczowych. Hołownia był najszybszym zawodnikiem Legii. To oczywiście nie wyczerpuje wymogów od obrońcy, ale jest solidnym fundamentem, bo jest to cecha której nie da się znacząco poprawić. My chcąc grać ofensywnie musimy wychodzić wysoko i wtedy obrońcy są zmuszeni do pojedynków biegowych z napastnikami.
Inne cechy można poprawiać, jak czytanie gry, ustawienie wobec przeciwnika, czy celność podań.
Hołownia raczej nie będzie obrońcą wybitnym nawet w skali eklasy, ale może być dobry. Pazdan też długo dojrzewał.
Wydaje mi się, że brakuje nam cierpliwości i umiejętności łączenia potrzeb doraźnych z inwestowaniem w przyszłość. Soućek jako 19-letni zawodnik zawodnik Slavii Praga, poszedł na wypożyczenie do słabszego klubu i tam chciano z niego zrezygnować, bo nie rokował, ale zmienił się trener i ten nowy dostrzegł u niego cechy, które rokowały na przyszłość. Skończyło się transferem do ligi angielskiej, chyba za 15 mln EUR i mocną pozycją w nowym klubie.
Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma takiej rury, której nie można odetkać, ale zanim się zniechęcimy ostatecznie, włóżmy w to odtykanie trochę myśli i pracy.
11czwartek, 22, kwietnia 2021 14:18
Zbyszek
O tym, że piłka nożna to dęty interes.
Poniższy tekst opracowałem na podstawie rozdziału 3 książki Simona Kupera i Stefana Szymańskiego pt : Futbonomia". Okazał się on wielce aktualny, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń związanych z niewydarzonym pomysłem powołania tzw. SuperLigi . Kluby piłkarskie są na stałym deficycie finansowym, im większe tym na wyższym ,co jeszcze bardziej pogłębiła pandemia. Próba powołania SL była jak chwytanie się brzytwy przez tonącego.

Jeden ze znajomych ekonomisty Stefana Szymańskiego chciał współpracować z jedną z firm związanych z angielskim futbolem, ale zrezygnował stwierdzając " Mogę współpracować z głupkami i oszustami. Ale z głupkami udającymi oszustów nie potrafię".
Jest to nader trafna charakterystyka piłkarskiego biznesu , jeżeli w ogóle futbol można nazwać biznesem. Za twórcę sloganu i frazesu ,że "Piłka nożna to wieki interes" uważa się Szkota Wiliama McGregora, który w 1888 roku założył Football League. Tak naprawdę to niepoparte faktami chciejstwo. Jedna ze spółek notowana na londyńskiej giełdzie o nazwie BBA założona w podobnym okresie co FL jest na 250 miejscu giełdy londyńskiej z przychodem ok. 1, 5 mld funtów, a notowana na 1 miejscu Royal Durch Shell osiąga 215 razy wyższe przychody. W porównaniu z każdym klubem piłkarskim BBA jest potęgą. Najbogatszy klub piłkarski Real ma przychód na poziomie 450 mln funtów, co stanowi ok.1/3 przychodów BBA i 0,2 % przychodów Shella. Fiński analityk Matias Mottola obliczył, że pod względem przychodu Real byłby dopiero 120 firmą w Finlandii. Pojedyńczy sklep sieci Tesco ma w Anglii wyższe przychody niż najbogatsze kluby angielskie. Warto też zauważyć, że w prowadzonym przez agencję Deloitte prestiżowym rankingu kluby oceniane są na podstawie wyników sprzedaży. W normalnym biznesie firmy ocenia się na podstawie np. zysków czy wartości. Gdyby na tej miarodajnej podstawie oceniać kluby piłkarskie to wyniki byłyby żenujące. Większość klubów przynosi straty i nie wypłaca swym akcjonariuszom dywidend, a wiele z nich wręcz popadło w pułapkę zadłużenia. Żaden z klubów piłkarskich nie jest dobrym interesem. Brzmi to nieprawdopodobnie , bo wszyscy wiemy, że piłka nożna to olbrzymi sport, piłkarze należą do najsłynniejszych ludzi na świecie, piłkarskie MŚ ogląda największa liczba widzów. Ekonomiści nazywają to brakiem adekwatności - piłka nożna wykorzystuje tylko niewielki ułamek popularności. Jeden z piłkarzy Demy de Zeeuw trafnie zauważył "Ludzie narzekają ,że zarabiamy za dużo ,ale na sukcesach piłkarzy zarabia cały świat ; czasopisma, stacje telewizyjne, przedsiębiorstwa". Tak naprawdę świat zarabia na futbolu znacznie więcej niż sam futbol.
Piłka nożna to nie tylko mały, ale i zły interes. W świecie biznesu przez wiele lat działacze piłkarscy traktowani byli jak skończeni głupcy. Jeszcze w latach 80-tych kluby piłkarskie płaciły producentom sprzętu , ubiorów za wyposażenie piłkarzy , stacjom telewizyjnym za pokazywanie meczów. Ten okres skończył się dopiero z początkiem lat 90-tych, a kluby odkryły, że ich logo, barwy , nazwy mają wymierną wartość i zaczęły brać od firm nie tylko wyposażenie ale i pieniądze. Z czasem kluby zaczęły wykorzystywać możliwości zarobkowe, ale pomysły zawsze pochodziły spoza nich. Np. to Rupert Murdoch zasugerował klubom angielskim transmitowanie meczów w telewizji kablowej. Tak naprawdę to kluby same opierały się pomysłom na zarabianie pieniędzy. Np. do 1982 roku szefowie klubów nie pozwalali na transmisje meczów ligowych na żywo z obawy ,że kibice nie będą przychodzili na stadiony. Kluby przez wiele lat nie mogły zrozumieć jak wiele piłka nożna warta jest dla telewizji. Dopiero w połowie lat 80-tych Greg Dyke prezes stacji ITV Sport zaproponował klubom PL opłaty w wysokości 12 mln funtów. W 1992 roku Rupert Murdoch zaczął płacić już 60 mln funtów rocznie, a dziś tak kwota jest 30 razy wyższa. A i tak nie odzwierciedla realnych proporcji zarobków telewizji do wpłat na rzecz piłki. Dużo dobrego dla ilości widzów na stadionach zrobiła ich przebudowa, poprawa widoczności i komfortu oglądania, aczkolwiek ceny biletów są nadal zbyt niskie , bo kluby obawiają się, że wyższe odbiją się na frekwencji.
Zamiast mnożyć przykłady ciemnoty klubów piłkarskich autorzy skupili się na sposobie w jaki kluby zatrudniają kluczowych pracowników czyli trenerów. Niektóre z tych problemów opisałem w komentarzu po meczu z Lechem. Statystyki , o czym pewno jeszcze napiszę , potwierdzają, że wyniki osiągane przez głupców udających trenerów, są zbliżone do tych jakie osiągają ludzie kompetentni. A przecież nawet przeciętny zjadacz chleba kiedy ma powierzyć komuś swoje pieniądze to powierza je bankom, licencjonowanym maklerom ,a nie przypadkowym przechodniom. Natomiast kluby akurat do tego kluczowego wyboru mają stosunek nonszalancki.
Trenerzy zatrudniani są w szaleńczym pośpiechu. Znany biznesmen prowadzący w Zurichu firmę headhunterską Bjorn Johansson stwierdził, że w normalnym biznesie proces poszukiwania pracownika na kluczowe stanowisko to 4 do 5 miesięcy. Klub piłkarski często najpierw zwalnia, a potem znajduje następcę w ciągu kilku dni. Wyjątkiem od tej normy było oczekiwanie na zakończenie kontaktów z innymi klubami przez Arsenal jeżeli idzie o Arsena Wengera oraz prezesa MU Martina Edwardsa w stosunku do SAFa, Ten ostatni w 1990 roku dodatkowo oparł się zmasowanemu atakowi mediów i kibiców domagających się zwolnienia SAFa.
Rozmowa kwalifikacja z nowym trenerem przeprowadza jest pobieżnie. W "normalnej" firmie osoba ubiegająca się o stanowisko np. dyrektora musi wypełnić szczegółowy kwestionariusz , przedstawić dokumenty świadczące o kwalifikacjach , przedstawić biznesplan, przygotować prezentacje i przejść kilka rozmów kwalifikacyjnych. W klubach dzwoni się do agenta trenera i składa mu propozycję.
Nowy trener zawsze jest białym mężczyzną i byłym zawodnikiem. Kobiety , osobnicy kolorowi i mało znani jako piłkarze są dyskryminowani. Kluby bowiem wiedzą, że jeżeli zdecydują się na kogoś o takim profilu to nawet jeżeli wybór okaże się fatalny to nikt ich zbytni nie będzie obwiniał, gdyż poniosły klęskę w "tradycyjny " sposób. Istnieje przekonanie, że w zarządzaniu zespołem jest coś tak tajemniczego ,że pojąć to mogą tylko byli zawodnicy. I oczywiście byli gracze ochoczo podtrzymują ten przesąd. W latach 80-tych trener Liverpoolu Kenny Dalglish utrwalił ten stereotyp kiedy na pytanie dziennikarza kwestionującego jego wybory personalne i taktykę zapytał " A pan w jakiej grał drużynie ?". Ta riposta oznaczała : jeżeli nie byłeś piłkarzem nie masz o niczym pojęcia. Jest to oczywisty nonsens , bowiem nie ma dowodu na to, że bycie biały mężczyzną , byłym piłkarzem jest jakąś zaletą na funkcji trenera. Współautor książki Stefan Szymański przeanalizował dokonania 209 trenerów ligi angielskiej na przestrzeni ponad 20 lat i stwierdził, że odsetek tych ,którzy osiągali wyniki wyższe niż wydatki na wynagrodzenia piłkarzy nie przekraczał 8%. Taki wedle niego jest wpływ trenera na wyniki drużyn. W książce "Futbol i statystyki" autorzy dowodzą, że ten wpływ to 15 %, przy ok. 50 procentach braku przypadkowości. Dobrze to rozdwojenie jaźni skomentował wybitny trener Arrigo Sacchi mówiąc " Żeby być dżokejem , nie trzeba najpierw być koniem ". Występy na boisku i bycie trenerem wymagają zupełnie odmiennych umiejętności co skomentował Mourinho mówiąc, że ma bardzo dobrego dentystę , którego nigdy zęby nie bolały. Bowiem tak naprawdę to problemem byłych graczy jest ich doświadczenie. Oni mają przekonanie , że metody, które ich ukształtowały są najlepsze. Nie są tym samym w stanie iść do przodu, bo to wymaga odrzucenia tego co było, jako przestarzałego. Znany trener Ancelotti , który wszedł do nowoczesności powiedział, że jego doświadczenie pomaga mu tylko w zrozumieniu co myślą zawodnicy i w niczym innym.
Trenerzy nie potrzebują specjalnych kwalifikacji. Dopiero w 2003 roku UEFA wprowadziła wymóg, żeby trenerzy mieli specjalne kursy i uzyskiwali licencje. Jak to bywa statystycy np. Sue Bridgewater wykazała, że bardziej niż przygotowanie teoretyczne liczy się doświadczenie na stanowisku trenera. Nowicjusze , nawet byli dobrze piłkarze mają marne osiągnięcia na trenerskiej niwie. Niestety jak wykazała w parze ze zdobywanym doświadczeniem trenerzy nie pogłębiają wiedzy teoretycznej przez co popadają we wtórny analfabetyzm.
Nowy trener często jest zatrudniany dlatego, że może rozpocząć pracę natychmiast. Do tego jak wykazały statystyki jest wybierany nie na podstawie jego umiejętności i kwalifikacji, ale ze względu na znane nazwisko, wygląd , popularność i PR, które mają robić wrażenie na fanach, zawodnikach oraz mediach. Kluby wolą zatrudnić osobę niekompetentną niż zaryzykować zrobienie czegoś nieszablonowego.
To skrótowe omówienie głupot przy zatrudnianiu trenerów to tylko wierzchołek , gdyż każdy kto ma do czynienia z piłką wie , że pracownicy klubów są jeszcze głupsi , o ile to możliwe. Np. utajniają mnóstwo informacji o klubie traktując dziennikarzy nie jako źródło darmowej reklamy ,ale jako niechcianych petentów. W odwecie media bywają wredne. Kluby zamykają się na zatrudnianie dobrze wykształconych absolwentów uczelni wyższych, głównie w obawie ,aby młody nie był mądrzejszy od kierownictwa klubu , którymi są często byli piłkarze lub osoby mierne, ale wierne. A do tego rotacja pracowników jest ogromna, zaś zwalniani nie są wykorzystywani w innych klubach bo to byłoby źle widziane przez fanów. Kluby zbyt często podejmują zbyt pośpieszne i często nieracjonalne decyzje pod wpływem mediów i fanów.
Ludzie biznesu przyglądający się klubom dziwią się jak bardzo są one nieprzedsiębiorcze. Klasycznym przykładem tej konstatacji jest przykład Alana Sugara przez ponad 10 lat właściciela i prezesa Tottenhamu Hotspur. Przeszedł on z branży komputerowej i postanowił prowadzić klub tak jak przedsiębiorstwo oparte na rachunku ekonomicznym czyli trzymające się swego budżetu. Nie zdobył on żadnego trofeum ,a z roku na rok budżet malał ,a nie rósł. Nie wydawał, ale też nie zarabiał . Zrezygnował gdyż okazało się ,że kiedy chce się prowadzić klub piłkarski jako przedsiebiortstwo cierpi na tym i futbol i biznes. Inni próbują odmiennej metody licząc, że jeżeli jak osiągną sukcesy sportowe to zyski niejako same się pojawią. Oni także się mylą. Badając korelację pomiędzy wynikami sportowymi a przychodami na przestrzeni wielu lat w klubach angielskich stwierdzono brak związku pomiędzy pozycją w lidze a zyskiem. Jedynym wyjątkiem był MU , którego rentowność po przejęciu przez Glazerów wzrosła. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest fakt ,że zawsze znajdą się miliarderzy , których bilans i wynik finansowy nie interesuje, bo gotowi są wydać każde pieniądze ,aby osiągnąć sukces. Inni jeżeli nie chcą dać się zdystansować muszą podjąć absurdalny wyścig na to kto wyda więcej. W związku z tym specjaliści z instytutów badawczych sformułowali tezę ,że kluby piłkarskie to tak naprawdę kanały służące przekazywaniu zawodnikom zysków z futbolu. Oznacza to ,że żaden właściciel nie może zarobić na futbolu , bo ile by klub nie zarobił to wszystko to i tak rozgrabią zawodnicy. Badacze przeanalizowali wszystkie zespoły z ligi hiszpańskiej na przestrzeni 20 lat i stwierdzili, że ani jeden z nich nie kierował się zyskiem, a wyłącznie chęcią wygrywania. To anybiznesowe podejście spowodowało, że łączne zadłużenie klubów hiszpańskich przekracza 6 mld Euro ,a trzech największych ponad 1,6 mld Euro. To z kolei oznacza, że kluby nie są w stanie w żaden "normalny" sposób spłacić swego zadłużenia czyli, że faktycznie i praktycznie są finansowane przez banki, lokalne samorządy i w konsekwencji przez skarb państwa ( wszystkich podatników). Z punktu widzenia standardów prowadzenia biznesu takie rozmiary zadłużenia są szaleństwem , które powinno kończyć się wykluczeniem z rynku czyli bankructwem.
Takie twory jak SuperLiga nie tylko sytuacji finansowej klubów nie poprawią, ale ją tylko pogorszą. Myślenie życzeniowe musi przegrać z gołymi faktami i twardymi dowodami.

O tym, że zawodowcy są długodystansowcami.
Zacznę od dowcipu nie najwyższego lotu, a mianowicie na ziemi wylądował kosmita i zajrzał do sypialni i zobaczył tam kopulującą parę. Zapytał co oni robią i uzyskał odpowiedz, że dziecko. A kiedy ono się urodzi, zapytał ? Za 9 miesięcy. To po cholerę, oni tak się spieszą? Smile.
Powyżej napisałem o wadach popełnianych przy zatrudnianiu trenerów od których zasadniczy wyjątek stanowi Waldemar Fornalik, trener Piasta Gliwice. Pracując wiele lat w Ruchu Chorzów i obecnie w Piaście Gliwice udowadnia ,że ma warsztat trenerski dobrze opanowany i że kierowane przez niego zespoły rozwijają się zarówno jeżeli idzie o poziom gry , jak i wyniki. Jak sam mówił nie widzi w tym nic dziwnego , gdyż ma ukończone studia, kursy ,a pierwszym trenerem został po 5 latach bycia asystentem. Nie rozumie jak można w klubie ligowym zatrudniać faceta , który nie ma podbudowy teoretycznej i doświadczenia zawodowego. Nie wszystkie jego podejścia do klubów były udane, że wspomnę o Polonii i Widzewie co świadczy o tym, że nie jest on cudotwórcą. Nie uważam natomiast ,że zawiódł jako trener reprezentacji. Przejął ją po Smudzie w stanie kompletnego rozbicia pod każdym względem . Ja do dziś nie jestem w stanie pojąć jak można było temu nieukowi z rozdętym ego Smudzie powierzyć prowadzenie reprezentacji . On był takim idiotą ,że chyba nawet nie zdawał sobie sprawy , że nie buduje, ale rujnuje. Fornalik przejął spaloną ziemię i jak to on mozolnie stawiał fundamenty, aby na nich coś zbudować. Nawałka nie zaczynał od zera. Fornalik ma duża wiedzę co pozwala mu na pokorę i realną ocenę własnych umiejętności. Nie szuka więc cudownych recept w jakichś systemach, motywacjach itp bzdurach. Jako zawodnik grał w systemie 4-4-2 i jako trener go poznał dogłębnie i nim jego drużyny grały wiele lat.Ale najpierw teoretycznie ,a potem praktycznie przekonał się ,że system 4-2-3-1 jest efektywniejszy. On ma świadomość, że aby obojętnie w jakim ustawieniu grali zawodnicy to trzeba na to kilku lat pracy. W dzisiejszym futbolu czasy Smudy z jego wiedzą taktyczną na poziomie zawołania :"Chłopaki grajta" już się nie wrócą. Fornalik wyznacza sobie i zawodnikom cel i dobiera takie metody, aby go zrealizować. Jest wyznawcą ekonomiki wysiłku uważając ,że dobra organizacja gry , prawidłowe wyznaczanie i wykonywanie zadań taktycznych pozwala na mniejsze bieganie , ale za to efektywniejsze. Wiele drużyn źle ustawionych taktycznie braki w organizacji gry musi nadrabiać wybieganiem. Taki Piast osiąga wyniki znacznie powyżej pułapu możliwości zawodników , z których tylko Świerczok prezentuje najwyższy poziom ligowy. Fornalik jest żywym dowodem na to, że kompetentny trener może być oceniany najwcześniej po 2 latach pracy. Wcześniejsze zwalnianie trenerów świadczy źle nie o szkoleniowcach ,ale o głupocie i nieuctwie podejmujących takie decyzje.

O tym, że motywacja to modne słowo.
Przed wczorajszym meczem Fornalik w wywiadzie rzekł, że zawodnicy Legii wiedzą o co grają i będą bardzo zmotywowani. Mnie zawsze rozbraja taka wiara w te cuda jakie może wyczyniać psychika ,ale będąc kiedyś tam z wizytą w szpitalu psychiatrycznym kiedy jeden z pensjonariuszy przekonywał, że jest Napoleonem , jakoś mu nie uwierzyłem. Tak samo nie bardzo wierzę, że da się wmówić przeciętnemu kopaczowi ,że jest Messim ,aby raptownie grał jak Messi. Dlatego przywołam dwa przykłady. Przed 22 laty przed meczem z Anglią na Wembley trener Wójcik swoim zwyczajem do szatni nie wszedł mając wiarę w to, że zawodnicy sami najlepiej się zmotywują. A tego przekonania nabrał kiedy to czasie meczu Legii na wiosnę 1993 roku z Szombierkami do przerwy było 0:0 i on wszedł i zakrzyknął "K... nie wiem jak, ale k.. macie to wygrać " po czym wyszedł. "Kowal" zapodał "Golimy frajerów" i było badaj 4;0. Przed inkryminowanym meczem z Anglią ich kapitan Alan Shearer jako pierwszy przywalił z piąchy w drzwi i huk poszedł jak grzmot pioruna i do tego potraktował drzwi z kopa też z potężnym odgłosem ,a na koniec zakrzyknął jak by się paliło "England", a po nim tak samo czynił każdy wychodzący piłkarz reprezentacji Anglii. Na to nasz kapitan piskliwym, ledwo słyszalnym dyszkancikiem rzekł " Panowie. Jedziemy z nimi". Tak naszych piłkarzy rozbawił ,że nim się przestali śmiać już było 2:0 dla Angoli.
Z kolei nasz trener wynalazł genialną metodę motywacji , co powinien opatentować, a mianowicie nie motywuje przed meczem . ani w przerwie, ale po spotkaniu . Przemowa jego jest krótka ,ale treściwa i polega na kilkukrotnym powtórzeniu apeli, żeby panowie grali ,a nie się opierdalali co brzmi mniej więcej tak "Panowie wychodzicie, żeby grać ,a wy nie gracie. Panowie wychodzicie, żeby strzelać bramki, a wy nie strzelacie. Panowie wychodzicie, żeby gryźć trawę ,a wy nie gryziecie. Panowie wy macie reprezentować Legię, a wy nie reprezentujecie. Panowie wy macie nie zawodzić, a wy zawodzicie". Przemowa jak przemowa. Mnie najbardziej zainteresował fakt, że w Legii od cholery jest obcokrajowców , którzy ni w ząb nie rozumieją co on mówi i po co . Natomiast miny naszych graczy ,zwłaszcza tych , którzy z niejednego pieca chleb jedli ,jak Artur Boruc - bezcenne.

O tym, że Michniewicz szukał i być może przypadkiem znalazł.
Po dwóch remisowych meczach chyba w sztabie Legii zalęgła się obawa ,że jak rywale gonią to mogą dogonić. I jak to bywa "jak trwoga to do Boga" . Wielu mówi, że strach nie jest najlepszym doradcą, ale czasami sprawi ,że rozum , który uciekł z głowy do dupy wróci na swoje miejsce. Jak wiecie nie przykładam zbytnie wagi do systemu gry uważając, że jest to narzędzie służące do realizacji celu gry i optymalnego wykorzystania możliwości i charakterystyki zawodników. Przy czym każdy system ma swoje wymagania odnośnie umiejętności graczy i każde odstępstwo od tych zasad powoduje ,że sztuka cierpi. Tym samym Legia grając 3-4-2-1 ,a nie jak każą reguły 3-4-3 kaleczyła system i samą grę nim i w nim. Nie wiemy jak by nasza drużyna wypadła grając z Piastem tak jak z Cracovią, ale podejrzewam ,że nie byłoby czego zbierać, Bowiem abstrahowanie od tego jak gra przeciwnik , zwłaszcza tak niewygodny i dobrze zorganizowany i zgrany to najlepszy sposób na porażkę. Przede wszystkim należało ograniczyć możliwości strzeleckie Świerczoka, nie pozwolić na kontrolę przez Piasta środka boiska oraz nie pozwolić na włączanie się do ataków obrońców , szczególnie Czerwińskiego. Wczoraj nasz zespół znalazł receptę na te wyzwania w postaci ustawienia 3-5-2. Przy czym Legia zagrała nim tak jak powinna to robić dojrzała, dysponująca dobrymi zawodnikami drużyna. To ustawienie daje duże możliwości elastycznego reagowania ilością zawodników na wydarzenia boiskowe tak ,aby w każdej strefie, gdzie jest piłka i toczy się gra było po 5 naszych graczy. W obronie ustawienie to 5-3-2 , a środowej strefie 3-5-2 i w ataku 2-3-5. W linii ataku grało dwóch naszych środkowych napastników, i albo dwóch wahadłowych i naprzemiennie Gwilia i Kapustka lub jeden wahadłowy na ogół Mladenovicz i obaj ofensywni pomocnicy. Oczywiście jak każde nowe ustawienie sprawiało ono naszym zawodnikom pewne trudności realizacyjne. Najlepiej nam wychodziło kiedy graliśmy wolno, ale też warto zauważyć, że im dłużej trwał mecz tym poziom wykonywania założeń był wyższy. Nasi piłkarze łapali założenia w trakcie gry co dobrze świadczy o ich poziomie wyszkolenia taktycznego. Taka elastyczność w przechodzeniu ze strefy do strefy wraz z rozwojem sytuacji wymaga ruchliwości i mobilności i tym razem do tych elementów przygotowania fizycznego nie można mieć zastrzeżeń. Pewne obawy budziło ustawienie po lewej stronie młodego Hołowni i słabo broniącego Mladenovicza. Hołownia popełnił w 63 minucie poważny błąd decyzyjny , po którym Świerczok był bliski zdobycia bramki. Większość naszych zawodników zaliczy wczorajszy mecz do udanych poza trzema ,a mianowicie Pekhartem ,Kapustką i Gwilą. Pekhart wczoraj kilka razy swoim zwyczajem urwał się opiece, ale miał 3 czyste sytuacje i nie zdobył żadnej bramki. Kapustka pokazywał się go gry, oddał kilka strzałów z dystansu, ,ale zagrał asekuracyjnie, nie brał ani ciężaru gry na siebie, ani odpowiedzialności. Oddawał prawie wszystkie pilki do najbliższego partnera, z reguły do Gwili. Gruzin jest tyle samo pracowity, co bezproduktywny. Prawie każde jego podanie było albo spóźnione ,albo niecelne. Wchodzący na boisko Martins I Luqunihas nie tylko ich zmienili ,ale odmienili także obraz gry na naszą korzyść. Na tle trudnego rywala bardzo dobrze zaprezentował się Kostorz, który potrafi dryblingiem szybkością i zwrotnością zrobić przewagę. Szkoda tylko, że nie wykorzystał dwóch świetnych okazji strzeleckich.
Tym razem można było być zadowolonym zarówno z taktyki i jej zdyscyplinowanego wykonania, jak też z poziomu gry, jak i wyniku.

O tym, że młodzi sędziowie zdają egzamin.
Przez media przetoczyła się obrzydliwa kampania oczerniania Szefa Kolegium Sędziów pana Przesmyckiego. A pretekstem do niej był rzekomo przegrany przez Przesmyckiego proces cywilny jaki nieopatrzenie wytoczył jakiemuś byłem sędziemu. Otóż Przesmycki procesu nie przegrał, on go nie wygrał. Moim skromnym zdaniem Przesmycki ,jako człek porywczy i choleryk nie bardzo zrozumiał rolę regulacyjną stosunków pomiędzy ludzmi jaką spełnia prawo i wykonujący je prawnicy. Nie każda nawet bardzo ostra krytyka jest naruszeniem dóbr osobistych , bowiem takie naruszenie musi mieć charakter zobiektywizowany. Gdyby Przewsmycki nie poszedł od razu z wnioskiem o sporządzenie pozwu ,ale wpierw uzyskał opinię prawną to pewno by od procesu odstąpił. Prawnicy są w swym zawodzie podobni do lekarzy i nie mogą żadnemu chcącemu odmówić pomocy. Lecz odmiennie od lekarzy mogą naświetlić ogólne zasady prawa . W przypadku Przesmyckiego jego adwersarz miał prawo czuć się upokorzony i miał prawo o to upokorzenie obwiniać Przesmyckiego. To, że on nie czuł się winny, a wręcz postępował zgodnie z regulaminem nie ma nic do rzeczy. Lecz niejako przy tej okazji deprecjonowano dorobek Przesmyckiego. Otóż on jest jedynym za mojej dobrej pamięci, który trzyma to bractwo w ryzach, postawił bardzo wysokie wymogi kwalifikacji formalnych, ale i moralnych. Dla mnie najlepszą jego oceną jest fakt, że młodzi sędziowie, ok. 30 letni, a więc ci którzy niejako wyszli spod jego ręki sędziują mecze bardzo dobrze. Do tej pory dobrze w ESie pokazali się tacy jak Kos. Sylwestrzak, Kuźma,Myć i Szczech. Na swoje szanse czekają sędziujący w I lidze Malec, Złotnicki, Paszkiewicz, Kruczyński, Rasmus, Wajda . Opaliński Sutkowski, Aluszyk. Grychiewicz, Małynek,Kruczyńskii Kiełczewski. Niestety UEFA nie powołała na EURO Szymona Marciniaka pod pretekstem powikłań po COVIDZie. Każdy kto się interesuje jego karierą wie, że poszedł , mówiąc kolokwialnie , w odstawkę po meczu ligi greckiej do którego sędziowanie poprosił go szef sędziów greckich. b. szef sędziów angielskich z dużymi wpływami w UEFA. Marciniak zawiódł i fala krytyki spadła na Angola, że go zaprosił. Wracając do Przesmyckiego to on przebąkuje, że ma już dość i gdyby tak było to byłby ogromny problem kto po nim. Moim zdaniem mógłby wrócić do naszej piłki Michał Listkiewicz , na co go usilnie namawiam. Ale nie wiadomo czy zechce, bo po Czechach jest szefem sędziów w Armenii, a poza tym jest prezesem TeqBallu i ogromnie popularyzuje tę grę . Wczoraj sędzia Kos nie popełnił żadnego błędu. W sytuacji z 61 minuty nie ma przewinienia Chrapka, gdyż zmieniona w 2019 roku wykładnia przepisu o zagraniu ręką wyklucza podyktowanie rzutu wolnego( karnego) jeżeli piłka trafia w rękę opartą na ziemi.

To był dobry, żywy mecz wzajemnie szanujących się rywali, którego jedynym mankamentem był brak skuteczności.
12czwartek, 22, kwietnia 2021 15:59
CTP
"Wczoraj sędzia Kos nie popełnił żadnego błędu."
Ta. Z wyjątkiem rzutu karnego, który nam się należał w I połowie po faulu na Mladenovicu. Już nie pamiętam, kto tam robił wślizg na piłkę (chyba Huk) ale zrobił to przez nogę Mladena a to jest ewidentny faul. Dupy dał sędzia Kos i, przede wszystkim, ten, co siedział na varze.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1