A+ A A-

Euro 2021: Bez złudzeń

Reprezentacja Polski kończy przygodę z mistrzostwami Europy na fazie grupowej. W swoim ostatnim meczu Polacy zaprzepaścili szansę na awans, ulegając Szwecji 2:3. W środkowy wieczór poznaliśmy wszystkie pary 1/8 finału.

 

Każde pożegnanie reprezentacji Polski z wielkim turniejem to zawód. Czas pozwala nabrać perspektywy niezbędnej do bardziej obiektywnej oceny okoliczności porażki, ale emocjonalne podobieństwa między przeżyciami tego typu są oczywiste. Lecą lata, rośnie bagaż kibicowskich doświadczeń, a człowiek zawsze jest tak samo wkurzony. Jako dziesięcioletni brzdąc z rozpaczą obserwowałem Brazylijczyków wbijających kolejne bramki reprezentacji Polski trenera Piechniczka w Meksyku, gdzieś w głębi duszy wierząc, że gdyby trafił Tarasiewicz, ten mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej. Kiedy miałem czterdzieści lat, Polska rozgrywała swój najlepszy turniej rangi mistrzowskiej za mojego życia, a mnie i tak trzymał żal i niedosyt po ćwierćfinałowym meczu z Portugalią, bo późniejsi mistrzowie Europy byli absolutnie w naszym zasięgu, Błaszczykowski mógł strzelić karnego, Fabiański obronić choć jeden strzał itp. itd. W meczu ze Szwecją w zwycięstwo wierzyłem do ostatnich minut, do bramki na 2:3. Wbrew wszystkiemu, bo nasza drużyna niestety w żadnym wypadku na awans nie zasłużyła.

Gdyby decyzja co do przyszłości trenera Sousy należała do mnie, w tym momencie nie wiedziałbym co zrobić. Podobnie jak w przypadku trenera Brzęczka, byłbym rozdarty między dwiema perspektywami. Pierwsza z nich jest zawodowa, patrzę na trenerów jak na ludzi, którym powierzono określoną robotę do wykonania. W tym ujęciu uważam zatem, że Brzęczek swoją robotę wykonał i wyrządzono mu niewyobrażalne świństwo, zwalniając z pracy przed takim turniejem. Podobnie w przypadku Sousy, rozliczanie trenera za sześć miesięcy pracy z kadrą to szaleństwo, trener musi mieć przynajmniej dwa lata, pełny cykl eliminacji do dużej imprezy, czas na selekcję i dopracowanie taktyki. Druga perspektywa to perspektywa kibica piłki nożnej. Z Brzęczkiem problem był taki, że nie graliśmy w piłkę, nie mieliśmy stylu, nie widać było żadnego postępu, widać było za to brak chemii między selekcjonerem a drużyną. Z Sousą problem z kolei polega na tym, że próbuje przeforsować styl gry, do którego nie ma wykonawców, w dodatku suflerzy podpowiadający mu wybory personalne jakby przeceniali niektórych piłkarzy.

W meczu ze Szwecją widać było, że impreza tej rangi to dla niektórych naszych zawodników zwyczajnie za wysokie progi. Puchacz, Jóźwiak, Świderski, Frankowski czy Płacheta wyglądali przy Szwedach jak juniorzy. Zresztą tak na logikę, czego spodziewać się po piłkarzach, którzy nie byli w stanie zawojować nawet boisk Ekstraklasy, a opuszczali polskie boiska głównie dlatego, że rynek agentów piłkarskich potrafi znaleźć klienta na chyba każdego, kto jest jeszcze relatywnie młody i potrafi w miarę prosto kopnąć piłkę? W skali reprezentacyjnej tego typu indywidualne słabości można próbować zrekompensować walorami zespołowymi, zgraniem, zaangażowaniem, organizacją gry, ale Sousie z całą pewnością nie udało się tego osiągnąć, co gorsza trudno powiedzieć, żeby w ogóle próbował.

Oczywiście nie odpadliśmy z turnieju tylko przez mecz ze Szwecją. Winić należy raczej pierwszy mecz, przeciw Słowacji. Praprzyczyną jest jednak tragiczna gra defensywna reprezentacji Polski. Tracimy mnóstwo bramek, przeciwnicy strzelają po stałych fragmentach gry, wykorzystują nasze indywidualne błędy, jesteśmy dla nich przewidywalni i łatwi do ugryzienia. Po meczu ze Słowacją w TVP miał miejsce krótki wywiad z doskonale znanym nam Dudą i słowacki pomocnik wyraźnie powiedział, że jego drużyna jeszcze nie miała tyle wolnego miejsca co w meczu z Polską. Nie ma w tym przypadku - broniąc w tak dramatycznie nieudolny sposób strzelamy sobie w stopę i z pewnością nie mamy czego szukać na dużych imprezach. Trudno naszym zawodnikom odmówić zaangażowania i woli walki. Przeciw Szwecji podnieśli się mimo fatalnie układającego się wyniku. Lewandowski wprawdzie zmarnował setkę, ale potem strzelił dwie bramki, z dystansu celnie uderzał Zieliński, mieliśmy wiele rzutów rożnych. Każdy zawodnik na pewno chciał zaznaczyć swoją obecność w tym meczu, ale nie można było mieć złudzeń, ani przez moment nie byliśmy panami sytuacji. Ambicja to zbyt mało.

W drugim meczu naszej grupy Hiszpanie zmiażdżyli Słowację 5:0. Czy to oznacza odblokowanie tego zespołu, przekonamy się w poniedziałek podczas starcia z Chorwacją. Chorwaci wywalczyli awans we wtorek, pokonując w Glasgow Szkocję 3:1. Zatriumfowała piłkarska jakość Chorwatów i kunszt Modricia. Niezły występ zaliczył Juranović. W drugim wtorkowym meczu Anglia pokonała Czechy 1:0, zadając kłam teorii, że bardziej usatysfakcjonuje ich drugie miejsce w grupie i łatwiejszy rywal w 1/8 finału.

Fazę grupową kończyły mecze w grupie F. Wielką walkę z Niemcami stoczyli Węgrzy, którzy dwukrotnie wychodzili w Monachium na prowadzenie i byli dosłownie o włos od sprawienia ogromnej sensacji i wyeliminowania reprezentacji Niemiec. Ostatecznie Niemcy uratowali remis 2:2 i w 1/8 finału zmierzą się z Anglią. Węgrzy odpadają, ale kończą turniej z podniesionymi głowami. W jesiennym sprincie reprezentacyjnym czeka nas mecz z tym zespołem i na tę chwilę raczej nie zanosi się, byśmy mieli wystąpić w nim w roli faworyta.

Po fazie grupowej turnieju trzeba powiedzieć, że poziom meczów jest zaskakująco wysoki, podobnie jak dramaturgia i bezkompromisowość drużyn. Jak dziwaczny nie byłby format i rozwiązania stosowane przez organizatorów, piłka nożna nadal się broni. Z dużym zainteresowaniem czekam na fazę pucharową turnieju.

Dyskusja (3)
1czwartek, 24, czerwca 2021 09:34
Zbyszek
Zacznę od przesłania : "Ludzie mają prawo być równi, tak samo jak mają pełne prawo się różnić".

Trener Sousa dokonując zwrotu, a właściwie przewrotu w sposobie gry reprezentacji w zasadzie niezmiennym od czasów Piechniczka uznał, że nie ma innego wyjścia. Miał do wyboru albo próbować podążać za współczesnym trendem rozwojowym ,albo jak dotychczas iść w odwrotną stronę tracąc szanse na kontakt ze światową czołówką futbolu. Pewno liczył się ze stratami i kosztami jakie taka wolta za sobą niesie. Lecz chyba bezpodstawnie przypuszczał, że będą one mniejsze. Pozostaje nierozwiązalny dylemat czy gdyby kontynuować dotychczasowe metody to wynik na Euro byłby lepszy. Osobiście uważam, że Sousa miał słuszność, że należy zerwać z cofaniem się ,ale w praktycznej realizacji zbożnego celu okazał się nieporadny.

Z reprezentacją Szwecji w oficjalnych meczach nasza reprezentacja na 8 rozegranych meczów ( z wczorajszym) wygrała tylko jeden , ten na MŚ w 1974 roku , resztę przegrała. Niestety o tamtym spotkaniu nie jestem w stanie napisać , bo zatarło się ono w mojej pamięci . Bardzo dobrze pamiętam mecze z Argentyną, Włochami i Niemcami, jako tako z Jugosławią, Brazylią i Haiti ,a ze Szwedami czarna dziura. Widocznie było tak nudno jak flaki z olejem, za to wczoraj było było aż za ciekawie . Ja jednak chyba z dwojga wolę nudę Smile. Czyli Szwedzi mówiąc kolokwialnie nam nie leżą. Pokonaliśmy ich tylko wówczas kiedy mieliśmy światowej klasy graczy ofensywnych; Deynę, Kasperczaka, Gadochę, Latę i Szarmacha. Potem i wczoraj takich brakowało, ale też i trenerzy ścigali się ze Szwedami kto ma lepszą obronę, dziwiąc się ,że oni mają lepszą. Szwedzi an block mieli zawsze gorszych zawodników ,ale byli lepiej zgrani, lepiej zorganizowani, silniejsi, bardziej waleczni i skuteczni. W grze Szwedów we wczorajszym meczu nic się nie zmieniło, podobnie jak i u nas. Wynik także.

Powinniśmy jednak zdobyć się na samorefleksję, że takie granie trwające już ponad 40 lat naszej reprezentacji przeorało naszą świadomość. Ludzi, którzy pamiętają czasy Górskiego i Gmocha jest bardzo mało. Ci zaś , którzy aktualnie kibicują nawykli do gry z kuntry i inaczej grającej naszej reprezentacji sobie nie wyobrażają. Tak jak z nieśmiertelnym tekstem o piosenkach w "Rejsie" ,że podoba się to co znamy czyli to czego słuchamy i to co widzimy. Owszem mówi się o Górskim, o piłkarzach, o ciekawostkach, ochom i achom nie ma końca. Tylko nikt nie pisze i nie mówi czemu Górski i jego piłkarze zawdzięczają nie tylko sukcesy ,ale i podziw dla ich gry. Była to gra na wskroś ofensywna oparta na długich podaniach serwowanych przez Deynę, z przerzucaniem ciężaru gry z jednej strony boiska na drugą, z optymalnym wykorzystaniem walorów napastników. Bajecznej techniki prowadzenia piłki , dryblingu i niezwykłej celności podań i dośrodkowań Gadochy, niebywałej szybkości i wytrzymałości Laty, który swymi zrywami zamęczał każdego obrońcę, a do tego miał świetnie wyregulowany celownik oraz silnego jak tur, walecznego , agresywnego Szarmacha, który grał głową najlepiej na świecie. Tamta drużyna pokazywała na boisku ,że chcieć to móc. Jej gra była stałym zaskoczeniem dla rywali powodującym dezorganizację w ich szeregach. Lecz bazą i fundamentem boiskowych poczynań była technika ogólna i użytkowa na najwyższym światowym poziomie.

Od sztabu każdej reprezentacji trzeba oczekiwać wykonania pracy analityczno -krytycznej. Każdy kto prowadzi firmę czy zarządza jej zasobami dobrze wie, że aby podejmować konstruktywne decyzje to koniecznym jest dysponowanie obiektywnymi i prawdziwymi informacjami o rzeczywistym stanie rzeczy. Tak i w piłce nie wolno ulegać mitom, mrzonkom i fantazjom. Nie wolno patrzeć z uwielbieniem na siebie czyli siebie przeceniać, a nie doceniać przeciwnika. Owszem można ustalać plan gry oparty na przesłankach optymistycznych np. że rywal mający awans w kieszeni nie zagra z pełną mocą, że ich trener będzie oszczędzał najlepszych ,że starsi zawodnicy spuchną itp. . ale najczęściej można się na nich sparzyć..
Nasz sztab przewidywał, że Szwedzi wczoraj się cofną, że będą się bronili i że będą sporadycznie kontratakować , bowiem dotychczas takie granie im najlepiej wychodziło. Zapomniano tylko o bagatelce czyli o tym, że my nie jesteśmy Hiszpanią.
Na boisku okazało się ,że Szwedzi wiedzieli ,że my tak będziemy myśleli i i że pod te przewidywania ustalona zostanie nasza organizacja gry . Zrobili więc rzecz najprostszą, a mianowicie zaatakowali nie przygotowanego na taki scenariusz rywala . Bramka którą zdobyli w 2 minucie ustawiła mecz. Wykorzystali systemową słabość ustawienia z trójką obrońców i wystawienie z boku zamiast zawodnika kryjącego skrzydłowego . Zestawienie po prawej stronie Bereszyńskiego, który nie ma nawyków środkowego obrońcy z Jóźwiakiem ,który nie potrafi bronić było zabiegiem nie tylko ryzykownym ,ale i skrajnie nieodpowiedzialnym . Zwłaszcza ,że obaj zawinili przy bramce dla Słowaków.
Aby natomiast pokonać tak dobrze zorganizowaną defensywę jak Szwedzka to trzeba mieć dopracowanych kilka schematów akcji ofensywnych granych na pamięć. Bardzo pomysłowy w takich razach jest Maciej Skorża. Klasyczne rozgrywanie piłki lub liczenie na samą kreacyjność w dzisiejszej piłce nie gwarantuje powodzenia. Po prostu obrona strefowa jest skutecznym antidotum. W obronie strefowej , którą poprawnie opanowali Szwedzi broni się zarówno strefy jak i w strefie i broniących mało obchodzi kto imiennie gdzie gra spośród rywali. Czyli atakujący muszą stawiać na szybkość i automatyzm jako remedium. Jeden Lewandowski nie zastąpi systemu.

Przed turniejem nie przyłączyłem się do krytyków wyborów personalnych selekcjonera z powodów które wyłuszczyłem. Lecz po zakończonym epizodzie na Euro uważam, że można dokonać ich częściowej oceny. Tuz przed Euro prezes Boniek wystąpił jako advocatus diaboli Sousy i zaznajomił nas z uzasadnieniem selekcjonera dlaczego nie powołał kilku imiennie wymienionych graczy. np. Kapustka ma za słabe liczby, Szymański zawiódł jako skrzydłowy, a tamten jest nierozwojowy, a inny nie pasuje do koncepcji. Osobiście byłbym gotów przyjąć argumentację trenera pod jednym wszakże warunkiem ,a mianowicie, że równie kwieciście uzasadni on jakimi walorami dysponowali i jakimi kryteriami kierował się powołując takich zawodników jak : Dawidowicz, Kędziora, Helik, Płacheta, Frankowski, Kownacki. Chciałbym w szczególności dowiedzieć się co zadecydowało, że pewniakami w I składzie stali się Puchacz i zwłaszcza Jóźwiak. Przecież obaj to nieefektywne "wiatraki" robiące tylko szum na boisku. Zawodnicy pewno dobrzy wydolnościowo, ale w grze w piłkę polegającą na celnych podaniach, dośrodkowaniach nieprzydatni. Np . Jóźwiak na ponad 20 dośrodkowań nie odnotował ani jednego celnego. Sousa w meczu ze Szwedami biegał wzdłuż linii, krzyczał, łapał się za głowę po każdym babolu Puchacza i Jóźwiaka , do czego dołożył i Klicha. Ja tylko nieśmiało zauważę, że oni sami się nie wystawili.

W takiej imprezie jak Euro czy MŚ liczą się solidność, stabilność i utrwalone zespołowe nawyki taktyczne. Bez nich o sukcesach można jedynie pomarzyć.
2piątek, 25, czerwca 2021 14:45
a-c10
@ Gawin:

Druga perspektywa to perspektywa kibica piłki nożnej.

I tu, jak na moje, jest pies pogrzebany.

Bo owszem, selekcjoner się zbłaźnił. Gadki-szmatki o procesach, odmiennym spojrzeniu na futbol i innych takich nie przykrywają bolesnych faktów. Gra nadal jest brzydka i toporna, a dodatkowo przestaliśmy wygrywać. Po ośmiu spotkaniach pod wodzą Paulo Sousy reprezentacja Polski nadal czeka na zwycięstwo z kimś innym, niż Andora. Ba, nadal czekamy na mecz z kimś innym, niż Andora, w którym nie stracilibyśmy bramki. Albo dwóch. Albo trzech. Najgorsze jednak jest to, że w kluczowym spotkaniu ze Szwedami Biało-Czerwoni wyglądali jak LZS. I to taki z tych słabszych. W dodatku prowadzony przez kołcza, któremu, wicie-rozumicie, akurat wczoraj wypadły… yyykkk… imieniny szwagra, w związku z czym dzisiaj jest… yyykkk… ociupinkę niedysponowany i nie bardzo ogarnia kto tam w jego drużynie biega po boisku, kto na ławce siedzi i w zasadzie dlaczego.

I owszem, skompromitował się także Zbigniew Boniek. O ile w jego przypadku słowo „kompromitacja” ma w ogóle jeszcze jakieś zastosowanie, w co coraz bardziej powątpiewam. Wymiana selekcjonera została przezeń przeprowadzona w tak skandalicznie idiotyczny sposób, że generalnie nie wiadomo: śmiać się? Płakać? W czoło popukać…?

Tylko co z tego? Podstawowy problem naszego futbolu jest taki, że polski kibic piłkarski to głąb. W dodatku naćpany głąb. Nie chcę tu nikogo obrażać. Sam takim głąbem wciąż bywam (choć, chwalić Boga, ostatnimi laty znacznie rzadziej). Ale jak inaczej nazwać typa, który gapi się jak cielę na malowane wrota na dwa plus dwa i w oczadziałym łbie roi sobie, że to przecież co najmniej sześć? Ba, jeśli wypowiemy wszystkie magiczne formułki, pobajdurzymy trochę o przygotowaniu takim i siakim oraz (aaa! Kurwaaa…!!!) atmosferze, musowo zrobi się dziewięć!

Powodów, dla których się jednak nie robi dziewięć, mamy na pęczki. Jeden bardziej odklejony od realiów od drugiego. A to selekcjoner matoł. A to sędzia pusty Webb. A to burza w Arłamowie. A to – uwaga, najnowszy hicior, jeśli chodzi o rozwody z rozumem! – „geny Lecha” (nie, nie że się kadrowicze nabzdryngolili piwem z zielonej puszki, rzekomo w Poznaniu szkolą przegrywów. Za to wszędzie indziej w Polsce arcygwiazdy światowej kopanej, hm?). A to to, a to tamto, o to owamto.

Nam nie jest potrzebna kolejna (dziewiąta w ciągu dwudziestu lat!?) zmiana selekcjonera. Nam jest potrzebne, i to bardzo-bardzo, trzeźwe spojrzenie. Coś, co zaprezentowała niedawno – skądinąd świetnie Ci znanaWink – małżonka Zbyszka. Potrzebny nam andersenowski dzieciak, który turlając się po ziemi ze śmiechu parsknie, że król jest nagi.

W tym kontekście nawet trochę szkoda, że to Słowacy, a nie my, wyłapali od Hiszpanów 0:5.

A na miejscu Węgrów bez mrugnięcia okiem zamieniłbym się z Walijczykami.
3sobota, 26, czerwca 2021 10:15
Zbyszek
@A-c10.
Twój talent polemiczny kiedyś Ciebie zgubi Smile.
Daleki jestem od przypisywania sobie wypowiadania się w imieniu kibiców z wielu powodów, ale głównie z takiego oto, że kibice są różni. Sam mam określone i dość jasno skrystalizowane poglądy , które stanowią jaskrawe zaprzeczenie choroby afektywnej dwubiegunowej czyli jak wygrywają to nie popadam w euforię ,a jak przegrywają to nie popadam w depresję. Mało tego leżącego nie kopię. Miłowania nie pojmuję rozumowo ,ani estetycznie ,ale zwyczajnie, emocjonalnie traktując je jako coś wielce pozytywnego. Inne traktowanie swego stosunku np. do najbliższych oznaczało by w istocie, że kochanie jest dozwolone tylko wobec osób pięknych i mądrych ,a innych nie. Podobnie i w sporcie bycie z klubem, reprezentacją nie na dobre i złe, ale tylko wówczas kiedy wygrywają.

Teoretycznie możliwych jest kilka podejść do gry i wyniku naszej reprezentacji , chyba ,że dla niektórych nie jest nasza, a mianowicie aprobacki co symbolizują słowa "Polacy, nic się nie stało", albo konstruktywnie krytyczny, bo jednak coś się niedobrego stało lub też prześmiewczy, negatywny i związany z nurtem rozliczeniowym .Osobiście nie obrzucam gnojem, ale jestem krytyczny.
Ażeby w jakiś sposób swe odczucia zweryfikować brałem udział w rozlicznych sondach w internecie i co się okazało ? . W każdym z nich brało udział niezbyt wielu uczestników, góra 10 tys. i poparcie dla Sousy deklarowało między 75 a 80 % ankietowanych, pozytywnie grę drużyny oceniało ok. 60-65 % , zaś brak wyniku (awansu) negatywnie oceniało ok.80 % respondentów.
Oznacza to w skrócie, że zdecydowana większość kibiców pozytywnie ocenia to co robi Sousa ,natomiast są niezadowoleni z wyniku.
Czym innym jest natomiast szum medialny czyniony przez osobników typu Tomaszewski lub Hajto, lecz oni nie są traktowani poważnie ,ale jak folklor. Na FB miałem dyskusję z Michałem Listkiewiczem , który brzydko zaatakował Sousę. Po mojej reprymendzie polegającej na tym, że napisałem mu ,że nie przystoi poważnemu facetowi z dorobkiem robić za szakala, wycofał wpisy. Ciebie do tego nie namawiam Smile.

Po raz milionowy napiszę, że sport polega na tym, że jest jeden wygrany, a reszta to przegrani. Do tego nie ma żadnego dowodu na to, że nasza reprezentacja jest skazana na wygrywanie i że jak przegra to jest jakaś kompromitacja. Nie wiem kto ustawia poprzeczkę wymagań na poziomie powiedzmy 2, 5 metra w skoku wzwyż i potem jak nie przeskoczymy oskarża, że do niczego się nie nadajemy , bo tyle nie skoczyliśmy. Nie róbmy więc z naszych oczekiwań i złudzeń podstawy do oceny, ale próbujmy wyszukać jakieś obiektywniejsze kryteria.
Gawin chcący zadowolić malkontentów napisał, że Sousa nie dobrał odpowiednich wykonawców do nowej organizacji gry. Jest to eufemizm , który chyba w zamyśle ma przykryć gorycz porażki, a z drugiej strony wskazać, że mógł dobrać lepiej.
A może prawda jest bardziej prosta i jednoznaczna czyli, że zwyczajnie poza dwoma zawodnikami (Lewandowski, Zieliński) nie mamy obecnie graczy nawet na średnim europejskim poziomie. Tu muszę zgodzić się z Wichniarkiem, który powiedział, że nawet jak jakiś zawodnik opuści Ekstraklasę to ona w nim i tak pozostaje.
Poziom gry w naszej Ekstraklasie jest żałośnie niski , bo oparty o przygotowanie fizyczne. Nasi piłkarze nie potrafią grać w piłkę. W piłce klubowej jesteśmy na takim etapie na jakim były kluby w poważnych ligach 40 lat temu. Głównym problemem w naszej piłce klubowej jest to czy zawodnicy są w dobrej formie fizycznej. Większość lig ma te problemy dawno już poza sobą. Od ok.10 lat piłkarze zbliżyli się do tego co nazywamy maksymalnym poziomem wydolności, a wiec od górnego pułapu możliwości fizycznych organizmu. Już od wielu lat ilość wybieganych kilometrów w meczu nie rośnie, ani nie rośnie szybkość biegowa. Rezerwy fizyczności zostały na razie wyczerpane. Więc rozwoju szuka się w innych elementach sztuki piłkarskiej, a więc w organizacji gry , technice użytkowej i tworzeniu atmosfery wspólnoty celów. Dziś np. nie ma już jednego systemu w jakim grają zespoły nie tylko w różnych meczach, ale nawet w jednym spotkaniu.
Gra naszej reprezentacji oparta na defensywie i kontratakach przestała umożliwiać osiąganie dobrych wyników z silnymi zespołami już po Euro2016. Coraz bardziej widoczny stawał się dystans pomiędzy naszym archaicznym graniem, a tym co zaczyna być trendy w świecie.

Jednocześnie przy ocenie wyniku na Euro2020 w podtekście zakłada się ,że gdybyśmy nadal grali tę przedpotopową bieganiną to by nasz zespół osiągnął znacznie lepszy wynik. Na takie dictum ja odpowiadam zgodnie z moją najlepszą wiedzą : nie wiem. Ale nie gratuluję tym, którzy twierdzą, że znają odpowiedz. Smile.

Gawin stwierdza również, że wybory personalne Sousy nie były trafione. I przy takiej ocenie człowiek staje bezradny. No , bo skoro nie osiągnęli to nie byli to ci, którzy powinni być. Lecz ja człek już wiekiem sterany, ale dociekliwy zadaję sobie pytanko, jak nie toci , to kto ?.

Gawin identyfikuje nasz główny problem w braku skutecznej obrony. Dla mnie to nic nowego , bo sam tak myślałem i o tym kilka tekstów popełniłem przed Euro. Niestety proza życia czyli skrzecząca rzeczywistość upomniała się o swoje racje. Jak bowiem mamy dobrze bronić jak nie mamy dobrych obrońców. Nie da się. Pewnikiem ocena byłaby nieco odmienna, gdyby Krychowiak , który normalnie robi za lodołamacza nie zagrał tak koszmarnie. Musimy przy ocenach wyciągać jednak wnioski z liczb, a mianowicie zarówno ze Słowakami , jak i Szwedami we wszystkich parametrach mieliśmy przewagę, poza, bagatela, ilością strzelonych goli. Wniosek nasuwa się sam : to nie obrona nas dobiła, ale nieskuteczna gra w ataku. Strzeliliśmy w każdym z tych meczów o dwie bramki za mało. A przyczyna była prosta. Nie można strzelić bramki jak nie ma do napastników celnych, dokładnych podań lub dośrodkowań. Nasi zawodnicy tacy jak Puchacz, Jóźwiak, Klich , Krychowiak kopali piłkę w kierunku lub na pole karne do nikogo, czyli faktycznie oddawali ją rywalom.

Łatwo się mówi ,że ci co grali zawiedli ,ale czy ktoś odpowiedzialnie powie, kto ze znanych zawodników byłby od wybrańców Sousy lepszy, kto byłby tym ,który odmienił by wyniki drużyny?. Ja się nie podejmuję, a z pustego to i Salomon nie naleje.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1