A+ A A-

Euro 2021: Rewanż Southgate'a

We wtorek poznaliśmy ostatnich ćwierćfinalistów mistrzostw Europy. Anglia wygrała z Niemcami 2:0, a Ukraina pokonała Szwecję 2:1 po golu zdobytym w ostatniej minucie dogrywki. Mecze nie były tak emocjonujące jak spotkania rozegrane w poniedziałek, ale każde z nich miało swoją dramaturgię.

 

Anglicy wypunktowali Niemców w końcówce meczu, wcześniej to raczej Niemcy byli bliżsi objęcia prowadzenia, a Pickford musiał interweniować po strzałach Wernera i Havertza. Już przy prowadzeniu Anglii 1:0 znakomitą okazję do wyrównania miał Müller, ale fatalnie pomylił się, nie trafiając w bramkę z kilkunastu metrów. Anglicy nie zawodzili przy swoich sytuacjach, z kilku metrów do niemieckiej bramki pewnie trafiali Sterling i Kane. Anglicy imponują pragmatyzmem - nie jest to futbol piękny, ale efektywny. Przeciw Niemcom Southgate postawił na zawodników dobrze czujących się w grze defensywnej, na wahadłach zagrali obrońcy (Trippier i Shaw), w środku pola pojawili się defensywni pomocnicy Phillips i Rice. Nasz trener Sousa być może wolałby widzieć Sterlinga w miejsce Trippiera na prawym wahadle, niestety Anglicy muszą jeszcze poczekać na szkoleniowca, który nauczy ich odważnego i bezkompromisowego podejścia do futbolu. Póki co meldują się w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Podopieczni Southgate’a nadal zachowują czyste konto na turnieju, czeka ich teraz mecz z Ukrainą, a potem starcie ze zwycięzcą pary Czechy – Dania. Autostrada do finału?

Jeżeli chodzi natomiast o Niemców, trzeba przyznać, że ostatni taniec trenera Löwa wypadł bardzo blado. Niemiecki zespół zatracił gdzieś głód zwycięstw. Niemcy wciąż grają swoją piłkę, wciąż starają się zdominować każdego przeciwnika, wciąż mają wybitnych piłkarzy w środku pola. A jednak nie wychodzi – to co raz mogło być wypadkiem przy pracy, stało się już regułą. W trzech kolejnych mistrzowskich turniejach po wielkim sukcesie z 2014 roku niemiecki zespół wypadał co najwyżej przeciętnie. Na pewno Niemcy mają problem ze środkowym napastnikiem, Werner czy grywający na tej pozycji Gnabry to z całą pewnością nie ten poziom co, pozostając tylko w klimacie Bundesligi, Lewandowski bądź Håland, jednak to nie personalia wydają się największą przeszkodą w nawiązaniu do niedawnych zwycięstw, tylko zgoła nie niemiecki brak rzetelności i determinacji na boisku. W ostatnich latach to Niemcy pękają w kluczowych momentach, nie ich przeciwnicy. Być może selekcjoner Flick zdoła natchnąć tę reprezentację nowym duchem, tak jak udało mu się to w pracy z Bayernem.

Ostatni mecz 1/8 finału zapowiadał się chyba najmniej interesująco spośród wszystkich par i faktycznie nie porwał poziomem. Oba zespoły rozgrywały typowy mecz fazy pucharowej, starannie zabezpieczając tyły i ostrożnie czekając na okazję do zaatakowania przeciwnika. Minimalnie bardziej aktywni byli Szwedzi, ale to oni musieli ostatecznie rozstać się z turniejem. Wydaje się, że przesądziły o tym dwie rzeczy – lepszy nos trenera Szewczenki, którego kolejne zmiany wychodziły Ukraińcom na korzyść, oraz czerwona kartka dla Danielsona, który niestety przeszarżował w ferworze walki w dogrywce. Widząc tę sytuację w systemie VAR, sędzia Orsato nie mógł postąpić inaczej niż wyrzucić Danielsona z boiska. Szwedów nie żałuję, jakkolwiek szanuję ich pomysł na piłkę i konsekwencję w budowie drużyny, subiektywnie wolę zespoły z pierwiastkiem nieprzewidywalności, takie jak Ukraina. Poza tym niedobrze by się stało, by szwedzkie sukcesy na tym turnieju stały się wygodną wymówką dla decydentów polskiej piłki, którzy i tak osiągnęli już wystarczający poziom maestrii w odwracaniu kota ogonem. Prawda jest taka, że odpadliśmy z mistrzostw Europy nie dlatego, że przegraliśmy z zespołami mocniejszymi od nas (Słowacja i Szwecja), tylko dlatego, że nasz sztab szkoleniowy i zawodnicy nie potraktowali turnieju z należytą powagą i starannością, urządzając sobie niedopuszczalną na tym poziomie komedię pomyłek.

Na mistrzostwach Europy teraz dwa dni przerwy. W piątek pierwsze mecze ćwierćfinałowe – Włochy zmierzą się z Belgią, a Hiszpania ze Szwajcarią.

Dyskusja (3)
1środa, 30, czerwca 2021 20:27
Zbyszek
Po wczorajszym meczach stać mnie na dwie nieodkrywcze refleksje.
Pierwsza, którą podjął już Gawin tyczy trenera, od 15 lat, reprezentacji Niemiec Joachima Loewa. Po wczorajszym meczu odchodzący z klasą trener ( kiedy tak u nas ?) powiedział, że niepowodzenie w meczu z Anglikami to jego wina. Niech się tak nie umartwia, bo to "wina" Angoli , bo byli o klasę lepsi. Trener Loew rozwijał się wraz z prowadzoną przez siebie drużyną i apogeum osiągnął w 2014 roku. Nie był to wybitny piłkarz ( który to z wielkich trenerów ?),ale nabrał doświadczenia w zespołach ligowych ,aby poprzez 3 lata asystentury u Voellera i Klinsmanna objąć drużynę. Pamiętamy jaką furorę zrobili na MŚ w Brazylii zwłaszcza grą ofensywną. Na przemian niszczyli obronę rywali arytmią i a to niebywale dynamicznym szybkim atakiem, albo atakiem pozycyjnym z grą po obwodzie i wchodzeniem w luki pomiędzy obrońcami rywali. Niestety jak to bywa Loew nie był już w stanie dostrzec, że czas upływa i futbol niedostrzegalnie, ale wyraźnie ewoluuje w kierunku większej kompatybilności . Moim zdaniem na to odstawanie drużyny Niemiec od głównego nurtu rozwoju piłki miał również fakt dominacji Bayernu w Bundeslidze i ograniczenia prawdziwej rywalizacji, która jest motorem postępu. Poza Bayernem i częściowo Borussią Dortmund inne drużyny niemieckie w rozgrywkach europejskich się od lat poważnie nie liczą.
U nas przy okazji Loewa, ale też trenera Szwajcarii w mediach podnoszono kwestię, że są oni trenerami od wielu lat . Tak jak by długotrwałość na stanowisku trenera była samoistną przesłanką osiągania sukcesów. Otóż tak nie jest. Nieudolny nieuk ,żeby był zatrudniony jako trener i przez sto lat to żadnych sukcesów nie osiągnie. Na długie lata bycia trenerem trzeba sobie zasłużyć warsztatem i wynikami.
A wczoraj to mecz można porównać do pojedynku dwóch silnych bokserów z których jeden (Anglicy) bojem rozpoznaje słabe strony przeciwnika , nie śpieszy się , aby w wybranym przez siebie momencie zadać nokautujące ciosy, zaś drugi ( Niemcy) chce wypunktować rywala i ewentualnie wykorzystać luki w jego obronie jako całości. Metoda Anglików okazała się skuteczniejsza. Zorientowali się oni, że grający jak prawy środkowy obrońca zawodnik niezbyt dobrze współpracuje z prawym kryjącym ( wahadłlowym) i schodzi za bardzo w prawo ,aby pokryć lukę, a z kolei widząc to zejście środkowy obrońca przesuwa się w prawo ,a za nim nie podąża lewy środkowy obrońca co powoduje powstanie luki w środkowej części pola karnego. Może dziwić, że dobrzy obrońcy niemieccy tak bardzo gubili się w obronie strefowej . Wystarczyły dwa ataki w wybrany sposób zakończone strzałami z tego samego miejsca, aby było po meczu.

Druga refleksja związana jest z sędziami. Włoski sędzia słabego meczu Szwedów z Ukraińcami był znacznie słabszy od zawodników. Już w meczu Polaków z Hiszpanami popełnił dwie skandaliczne pomyłki. Wystawienie go na kolejny mecz uważać trzeba za przejaw kolesiostwa i siły włoskiej federacji. Dodać wypada, że nieudolnego sędziego hiszpańskiego meczu Francji z Portugalią zdołano odseparować od występów. Włoch nie nadążał za akcjami i chyba miał problemy ze wzrokiem. Nie można sędziować na "czuja" i liczyć ,ze VAR wyłapie błędy. Dla mnie skandalem było to, że aby ukarać czerwoną kartka brutalnego Szweda trzeba było interwencji VAR. Lecz FIFA i UEFA muszą poważanie zastanowić się nad zmianami w organizacji sędziowania . Piłka nożna staje się coraz bardziej dynamiczna, akcje są coraz szybsze i bierze w nich udział coraz więcej graczy , którzy błyskawicznie przemieszczają się spod jednej bramki pod drugą. Może rozwiązaniem byłoby wprowadzenie dwóch sędziów po jednym na każdej połowie. Bowiem rozszerzanie funkcji VAR byłoby i śmieszne i straszne, gdyż sędziowanie nie może polegać na gapieniu się w ekran monitora.
2sobota, 03, lipca 2021 01:30
a-c10
Wymieniłem Na Aucie kilka uwag w temacie żartów z Iocosusem (pseudo zobowiązujeWink) i przypomniało mi się coś, o czym już kiedyś tu pisałem. Otóż przez długie dekady samo wspomnienie reprezentacji Anglii w piłce nożnej mężczyzn wywoływało u mnie konwulsyjny rechot. No bo to taka wesoła gromadka była. Przed każdym turniejem chłopaki wieszali sobie na szyjach złote medale. Potem na ten turniej jechali i krążków nie zdobywali. Nie tylko złotych, w ogóle żadnych, zazwyczaj bowiem pierwszy poważniejszy przeciwnik spuszczał im oklep.

W pewnym momencie umyślili sobie, że aby wreszcie te marzenia o sukcesach zrealizować i – ekhem – nie zmarnować „złotego pokolenia”, potrzebny im superfachura z zagranicy w roli selekcjonera. Taaa… Skądeś to znamy, nie? Niestety (?), ani Sven-Göran Eriksson, ani Fabio Capello nie podołali zadaniu. Nie dźwignął też tematu niby krajowy, acz jednak mocno w obcych stronach doświadczony Roy Hodgson. Aż w końcu, zupełnym przypadkiem, impossible job powierzony został Garethowi Southgate’owi.

Z pozoru facet kompletnie się do tej misji nie nadawał. Jako piłkarz-reprezentant był symbolem klęski. Jako trener klubowy nie osiągnął nic godnego uwagi. Tak naprawdę to w ogóle nic nie osiągnął. Jego jedyna robota klubowa zakończyła się degradacją, po której przez cztery lata (!) pozostawał bezrobotny. Potem przez trzy sezony prowadził angielską młodzieżówkę, też bez zauważalnych sukcesów. I gdy wreszcie został – z początku tymczasowym – szefem kadry A, naprawdę trudno było znaleźć jakieś argumenty za jego nominacją. Zwłaszcza, że w żadnym wypadku nie emanował naturalną charyzmą. Nie dał się też poznać – bo niby gdzie i kiedy? – jako wybitny taktyk.

Delikatnie rzecz ujmując, angielskie media do najłagodniejszych nie należą, toteż selekcjoner G.S. od początku miał z nimi pod górkę. Zwłaszcza że ani mu w głowie było przymilanie się do ekspertów i publiki. Wręcz przeciwnie. Jego Anglia grała – i gra nadal – ostrożnie, zachowawczo, często (nazwijmy rzecz po imieniu) brzydko. Również selekcyjne sugestie pozostawały – i nadal pozostają – zazwyczaj bez odzewu. Szybko zatem pojawiły się głosy, że facet – he, he – „marnuje potencjał”, należy go czym prędzej pogonić i zastąpić kimś lepszym. Odpowiednio renomowanym. Najlepiej, rzecz jasna, z zagranicy.

Znowu brzmi znajomo? No to teraz spójrzmy na efekty.

Pod wodzą Southgate’a Trzy Lwy przestały wreszcie – excuse my French – srać i warczeć, a zaczęły robić wyniki. MŚ’18? Półfinał. Najlepsze osiągnięcie na turnieju tej rangi od, bagatela, dwudziestu ośmiu lat. Co więcej, podczas wzmiankowanego Mundialu Anglicy wygrali (nie, naprawdę!) konkurs rzutów karnych. Obecne Euro? Cztery mecze, tylko cztery strzelone gole, za to żadnego (!) na minusie. Fajerwerki? Nie odnotowano. Tylko co z tego? Grupa (z Chorwacją!) wygrana w cuglach, w 1/8 Niemcy odprawieni bez zbędnego hałasu. Jutro ćwierćfinał z Ukrainą. Niczego podopiecznym Szewczenki nie ujmując, Anglicy są w tym starciu murowanym faworytem. Potem półfinał (u siebie) z kimś z pary Czechy/Dania, no i potem ewentualnie finał, również u siebie. Za tydzień z minutami reprezentacja Anglii prowadzona przez Garetha Southgate’a vel „ciepłe kluchy”, „potakiwacz”, etc. może osiągnąć największy sukces od – trzymajcie mnie – grubo ponad pół wieku. Wcale się nie zdziwię.

Styl…? Jak to mawia trener Probierz – w kiosku.
3sobota, 03, lipca 2021 07:28
Zgred Maruda
..."Styl...? Jak to mawia trener Probierz - w kiosku"

Celowo przytaczam ten cytat...
Zawsze można wystawić dziewięciu defensywnych plus jednego w ataku (Kane) oraz
bramkarza. Zwolennicy statystyk będą zachwyceni, bo zero z tyłu. Pewnie że można, tacy Grecy właśnie tak dźwignęli ME. Chciałbym aby to co opisujesz z takim namaszczeniem się nie spełniło. Ja, wychowany na siatkówce, gdzie każda akcja musi być kończona ofensywnie, gdzie istotą jest potencjał w ataku, ataku który kreowany przez rozgrywającego może przybierać różne formy, nawet formy urody - jestem daleki od boiskowych kompromisów destrukcyjnych czy defensywnych.
Oglądając te mistrzostwa utrwalam się w przekonaniu, że sens piłki nożnej tkwi w pokazaniu/ukazaniu przewagi gry ofensywnej, urodziwej, ciepłej w odbiorze kibiców, nad perwersyjną możliwością destrukcji niekiedy zwanej taktyką...
Takie zespoły jak Włosi, Hiszpanie, nawet Duńczycy, którym sytuacja Eriksena (co normalne) odebrała początkowo tlen...
Angole, jak to Angole załatwili sobie większość meczów u siebie, licząc na wsparcie wypełnionych trybun.
Sytuacja Niemiec, jak w obrazku do tej pory działającego na najlepszych podzespołach komputera, dokładnie uwidacznia pewne zachodzące zmiany w postrzeganiu piłki nożnej, jej sensu.
I wreszcie nasz start po "lepsze jutro" z Brzęczkiem, przypomnę niezręcznie w meczu z Włochami...Włochami, którzy odrobili wszystkie lekcje z przeszłości i - ! Zarzucili swoje -catenaccio- starając się wydobyć z gry coś lepszego, ładniejszego, dającego satysfakcję, wręcz poezję piłce nożnej. Przestali być wytrawni, zaczęli się cieszyć a swoją radością gry zaczęli się dzielić z widzami.
Po to jest ta gra! Musi nieść radość! Dlatego im kibicuje w drodze po tytuł Mistrzostw Europy.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1