A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Legia - Górnik Łęczna 3-1: Obowiązek wykonany

Po dwóch ligowych porażkach Legia wygrała mecz Ekstraklasy. W meczu ósmej kolejki sezonu nasza drużyna pokonała beniaminka z Łęcznej. Pierwsza bramka dla Legii była samobójczym trafieniem Baranowskiego. Kolejne gole dorzucili Muçi i Emreli. Niedzielnym meczem sędziowanie w Ekstraklasie zakończył Mariusz Złotek.

 

Legii z ławki nie mógł prowadzić zawieszony trener Michniewicz. Skład Legii wyglądał następująco: Boruc – Jędrzejczyk, Wieteska, Nawrocki – Kastrati, Slisz, Josué, Mladenović – Muçi, Pekhart, Luquinhas. Goście rozpoczęli w składzie: Gostomski – Orłowski, Baranowski, Pajnowski, Leândro – Wędrychowski, Drewniak, Gąska, Gol, Krykun – Śpiączka.

Pierwszy celny strzał w tym meczu oddali goście. W 7. minucie Boruc złapał piłkę po uderzeniu Gąski z dystansu. Dwie minuty później Krykun płasko uderzył z ostrego kąta. Piłka minęła bramkę. W 11. minucie Legia objęła prowadzenie. W pozornie niegroźnej sytuacji po dośrodkowaniu Mladenovicia Baranowski pechowo interweniował, umieszczając piłkę w swojej bramce. Było 1:0 dla Legii. Goście mogli wyrównać w 15. minucie, jednak Krykun uderzył bardzo niecelnie. W 18. minucie Pekhart otrzymał piłkę w polu karnym, usiłował zgrać przed bramkę, jednak zabrakło precyzji. W 22. po ładnej akcji Legii celny strzał oddał Pekhart, ale Gostomski odbił piłkę na rzut rożny. W 27. minucie było 2:0. Legioniści zaskoczyli gości kombinacyjnym rozegraniem rzutu wolnego. Muçi minął Leândro i lekkim uderzeniem umieścił piłkę w bramce. Dwie minuty później okazję do podwyższenia wyniku miał Pekhart, jednak niezbyt dobrze przyjął podanie Kastratiego, a strzał z lewej nogi był za słaby. W 37. minucie Spiączka zaskoczył naszą obronę, dochodząc do piłki w polu karnym, jednak napastnik gości nie zdołał oddać celnego uderzenia. W 44. minucie Boruc złapał piłkę po kolejnym strzale Śpiączki. W ostatniej minucie pierwszej połowy dynamicznie z piłką ruszył Wędrychowski. Legioniści nie byli w stanie powstrzymać zawodnika gości, którego ostatecznie w polu karnym nieprzepisowo zaatakował ciałem Wieteska. Rzut karny dla gości spokojnie na bramkę zamienił Śpiączka.

Legia do przerwy prowadziła 2:1, ale nasza drużyna nie grała dobrze. Goście śmiało sobie poczynali i stosunkowo łatwo dochodzili do sytuacji bramkowych. Legia nie miała kontroli nad tym meczem i gol kontaktowy dla Górnika był dzwonkiem ostrzegawczym przed drugą połową.

Po przerwie na boisku pojawili się Emreli, Charatin i Skibicki. W szatni zostali Pekhart, Josué i Kastrati. W 47. minucie Wędrychowski wystawił piłkę Śpiączce, ale strzał tego ostatniego był bardzo niecelny. W 50. minucie efektownym uderzeniem zza pola karnego popisał się Skibicki. Gostomski odbił piłkę. W 53. minucie Muçi uderzył mocno z rzutu wolnego. Strzał był celny, ale odległość znaczna i Gostomski obronił to uderzenie. W 57. minucie Gostomski odbił mocny strzał Charatina. Goście zagrozili bramce Boruca po rzucie rożnym. Niewiele zabrakło Golowi. W 61. minucie Lopes zastąpił Luquinhasa. W 62. minucie kolejnym soczystym uderzeniem popisał się Muçi, jednak dobrze ustawiony Gostomski znów był górą. W 70. minucie strzał na bramkę Legii oddał Wędrychowski. Piłka minęła bramkę. W 73. minucie Çelhaka zmienił Slisza. W 79. minucie Emreli wykorzystał błąd Baranowskiego. Azer odebrał piłkę obrońcy Górnika, ruszył w stronę bramki i oddał płaski strzał, który zaskoczył Gostomskiego. Było 3:1. W końcówce szczęścia strzałami z dystansu próbowali jeszcze Emreli i Mladenović, ale wynik nie uległ już mianie.

Nie był to wielki mecz piłki nożnej. Legia sprawiała wrażenie drużyny zainteresowanej wygraną jak najmniejszym nakładem sił. Zadanie zostało wykonane, jednak w kolejnych ligowych meczach nasza drużyna z pewnością musi zagrać lepiej, bo rywale będą znacznie trudniejsi. Już za tydzień zmierzymy się z Rakowem Częstochowa. A w najbliższą środę pucharowy mecz z Wigrami w Suwałkach.

Dyskusja (5)
1niedziela, 19, września 2021 22:07
Senator
W tym sezonie to moja druga wizyta na Ł3 i aż chciałbym napisać ostatnia , ale wiadomo że tak nie będzie .
Patrzeć się na to co wyprawia Legia się zwyczajnie nie dało.
Dramat to mało powiedziane , bez ładu i składu, bez ambicji , bez taktyki bez choćby odrobiny szacunku dla tych co na stadion przyszli . Tu naprawdę nie ma co więcej pisać . Gdyby nie gość z nr 25 o nazwisku Baranowski który sprezentował nam dwie bramki to nie dałbym sobie palca uciąć ze byśmy wygrali.
Jest jeden pozytyw . Oczywiście powiesili szmatę na wschodniej, która pierwszym górnym rzedom przysłaniała boisko . Kibice sprytnie się jej pozbyli . Za pięć minut przyszli i tu ta dobra wiadomość . Tylko jeden zbir z papierosem w ustach , pozostali to całkiem sympatyczni młodzi ludzie których aparacja jasno mówiła ze pozdrowienia do więzienia to nie ich bajka . Bardzo się ucieszyłem. Nic na siłę nie kombinowali tylko wysłuchali starszych kibiców i powiesili tak ze nikomu juz szmata nie przeszkadzała.
2niedziela, 19, września 2021 22:34
CTP
No ja mam nieco odmienną opinię na temat tego meczu. Petrillo tłumaczył to zmęczeniem i pewnie jakaś racja w tym jest ale ja uważam, że po prostu kilku piłkarzy Legii jest głęboko pod swoją optymalną formą. Mam tutaj na myśli głównie trzech: Luqui, Mladen i Perkhart. A do tej trójki dorzuciłbym też dwóch z ławki rezerwowych: Lopesa i Skibickiego. Nie wiem, jaka jest przyczyna, być może czysto fizyczna a być może jakaś inna ale tak grając, to nawet ze słabym Górnikiem trudno o widowiskowe spotkanie.
Do tego trzeba dorzucić kontuzjowanego Martinsa, którego dzisiaj bardzo nieudolnie próbował zastąpić Josue. Na tyle nieudolnie, że Łęcznianie mogli sobie na naszym 40 metrze urządzić grilla. W pewnym momencie aż szkoda mi się zrobiło Slisza, bo chłopak harował za dwóch. Nawiasem mówiąc, muszę go pochwalić za kilka prób uruchomienia napastnika z głębi pola. Szkoda tylko, że mocno nie w tempo i nie w to miejsce, gdzie powinien, no ale nie można mieć wszystkiego naraz. Wink Po przerwie Petrillo wpuścił Charatina ale na chwilę obecną ten piłkarz bardziej przypomina przedszkolaka zagubionego w galerii handlowej aniżeli piłkarza, który wie, co ma robić na boisku.
Baranowski sprezentował nam na pewno pierwszą bramkę a czy drugą? Powiedzmy, że asystował, bo jednak ten strzał Emreliego był rzadkiej na naszych boiskach jakości i trochę krzywdzące byłoby dla niego przypisywanie całości "zasług" obrońcy Górnika.
Mecz odfajkowany, za tydzień Raków, na który, mam nadzieję, wróci już Martins.
3niedziela, 19, września 2021 23:46
Moros
Druga bramka to zasługa duetu Baranowski - Gostomski. Ten pierwszy dał sobie odebrać piłkę, a drugi puścił szmatę.

Charatin po wejściu na boisku nie pokazał żadnych fajerwerków, ale przynajmniej Górnik Łęczna przestał "grilować" na naszej połowie. W pierwszych 45 minutach czuł się tam jak u sobie i widać że opcja z Josue na DM to opcja mocno ryzykowna. Lepszy rywal jechałby z nami jak z fura gnoju, Łęczna tylko postraszyła.

Czytają przedmeczowe wypowiedzi dało się odczuć, że meczem z Górnikiem Łęczna pokażemy reszcie ligi (a w szczególności Lechowi), że wracam do gry. No mnie nie przekonali, a myślę, że i rywale mogą być nieco spokojniejsi.
4poniedziałek, 20, września 2021 12:02
Zbyszek
Tym razem o samym meczu nie napiszę, bowiem Gawin i tak akuratnie rzecz całą opisał. Acz z dużą przesadą. Smile. Leitmotivem refleksji okołomeczowych ,z wiadomych względów, będzie dualizm.

O tym, że przywódca stanowi klucz do sukcesu.
Współczesna nauka prakseologii potwierdza różnice pomiędzy zarządzającym ( kierującym) a przywódcą. Dostępna literatura przedmiotu nazywa osobę stojącą najwyżej w hierarchii piramidalnej szefem, dowódcą , menedżerem, prezesem itp. Jednak ta struktura czysto formalna i jej system przyporządkowania nie świadczy automatycznie, że ten co tkwi na szczycie to przywódca. Co decyduje o różnicy ? :
- Szef zarządza. Przywódca jest innowacyjny.
- Szef powtarza zastane wzorce. Przywódca jest oryginalny.
- Szef tkwi przy tym co ma do dyspozycji. Przywódca rozwija.
- Szef skupia się na systemach i strukturach. Przywódca skupia się na ludziach.
- Szef skupia się na kontroli. Przywódca budzi zaufanie.
- Szef patrzy w perspektywie krótkiej. Przywódca patrzy długofalowo.
- Szef pyta, jak i kiedy. Przywódca pyta , co i dlaczego.
- Szef postępuje właściwie. Przywódca postępuje słusznie.
- Szef skupia odpowiedzialność. Przywódca poszerza zakres odpowiedzialności.
Przywódcę charakteryzują dwie zasady ,a mianowicie , za wszelką cenę zrealizować cel , ale przy jak najniższej cenie. Przywódca to nie ten który idzie na czele, ale jest tam gdzie jest najbardziej potrzebny i przydatny.
Cechami głównymi osobowości przywódcą są :
- Charyzma. Jest to osobista wewnętrzna cecha, która rodzi ogromną lojalność co wyraża powiedzenie : "Pójdę za nim w ogień".
- Bystrość inteligencji. Jest to zdolność odróżnienia spraw zasadniczych od błahostek, ustalenie hierarchii priorytetów i przede wszystkim ocenianie gdzie leży granica możliwości, której przekroczenie jest głupotą.
- Ludzka dobroć. Co oznacza uczciwość, utrwalony porządek moralny, dawanie osobistego przykładu, wrażliwość na problemy podwładnych oraz działanie na zasadzie nauczyciela, a nie nadzorcy.
Podstawą bycia przywódcą jest ponoszenie pełnej odpowiedzialności na realizację celu oraz za osób podległych sobie.
Tym samym przywódca , który zawiódł ,musi ponieść konsekwencje.

O tym, że przeciwieństwa sprawiają, że zasada " złotego środka " się sprawdza.
Trener Pep Guardiola jest autorem powiedzenia, że "Obecnie gramy futbol lewicowy. Wszyscy zajmują się wszystkim" . Czyli w domyśle niczym dobrze Smile. . W historii futbolu było dwóch ludzi, których określano jako pragmatyków , a którzy prezentowali całkowicie odmienne podejście do futbolu . Jeden Cesar Luis Menotti uważał, że piłka nożna polega na tym ,aby zdobyć o jedną bramkę więcej od rywala ,a drugi Walery Łobanowski, że na tym, aby stracić o jedną bramkę mniej. Tym samym każdy z nich nie był żadnym pragmatykiem, ale ortodoksyjnym fundamentalistą. Dla Menottiego istniał tylko oszałamiający atak i cyniczna żałosna obrona, a dla Ukraińca tylko konsekwentny pressing i gra na "zero z tyłu" . Podział na światło i mrok.
Menotti futbol uważał swój futbol za "lewicowy" czyli dobry, nacechowany kreatywnością i radością , a drugi "prawicowy" za zły, tchórzliwy , dyktowany obsesją na punkcie wyników. Pisał on : "Prawicowy futbol sugeruje, że życie to walka. Wymaga ofiar. Musimy być twardzi jak stal i wygrać za wszelką cenę . Ci, którzy mają władzę ,żądają od zawodników pełnego podporzadkowania tworząc w ten sposób półgłówków, użytecznych idiotów, charakterystycznych dla tego systemu...".
Każdy z nich ma swoich naśladowców. W Polsce uwielbienie dla filozofii Łobanowskiego ma wszelkie cechy neofictwa.
Większość kibiców jednak przyklaskuje wizji Menottiego, że futbol polega na strzelaniu bramek. M.innymi dlatego napastnicy są w cenie najwyższej.
Powstaje zgoła fundamentalne pytanie czy ten dylemat jest rozstrzygalny?.
Statystycy zbadali na przestrzeni 20 lat pięć najlepszych lig i stwierdzili, że w 51% przypadków mistrzami były zespoły, które zdobyły najwięcej bramek, zaś w 46 % te drużyny , która w rozgrywkach straciły ich najmniej. Tym samym zarówno jedna, jak i druga strategia to dość wątłe przesłanki na zdobycie Tytułu. Podobnie niejednoznaczne wyniki daje porównanie liczby strzelonych i straconych bramek. Również zastosowanie metody regresji polegające na skomplikowanych wyliczeniach jaki procent punktów przyniosły wygrane spotkania i jaką różnicą bramek, a jakie wyniki drużyny osiągnęły kiedy i ile traciły bramek nie przyniosły rozstrzygnięcia. Chociaż ten stosunek był nieco korzystniejszy dla skuteczniejszego ataku ( 2, 30 punkta do 2,16) . Z kolei kiedy porównano jaki stosunek zdobytych i straconych bramek przyczyniał się do uniknięcia porażki to tu wyraźniej widać było, że każdy gol stracony był o 33% wart więcej niż gol zdobyty ( 1,76 punkta do 2,35) .
Pierwszy wniosek jest taki, że sam atak nie wystarcza, aby wygrać mecz, a jego skuteczność nie gwarantuje Tytułu.
Ta konstatacja kłóci się z dość powszechnym postrzeganiem futbolu. Chętnie chwalone są zespoły zdobywające dużo bramek, grające " do przodu" , podczas ,gdy nawet największa biegłość w grze obronnej ( np.catenacio) jest krytykowana. I nie ma tym niczego dziwacznego , gdyż chyba każdy z nas pamięta genialne podania, cudowne gole ,a nie przechwyty czy odbiory piłki. Ta predylekcja znajduje także odbicie np. wśród laureatów "Złotej Piłki". Lecz tu niejako mamy do czynienia ze sprzecznością dwóch kolizji ,a mianowicie, kiedy nasi strzelą gola to doznajemy radości , a kiedy tracimy to doznajemy przykrości . Nasi rywale mają odwrotnie. Mimo to zapamiętujemy to co ma pozytywne konotacje. W psychologii ten syndrom nazywa się "tendencyjnością decyzji ' oraz "rozumowaniem umotywowanym". W praktyce oznacza to, że bezkrytycznie przyjmujemy te informacje, które są dla nas korzystne i zgodne z naszymi poglądami, a odrzucamy te, których nie akceptujemy. Wiele sporów, także na tej strony ,ma w tej skłonności swoje źródło.
Podobnie nasze przywiązanie do np. barw klubowych nie pozwala na obiektywną ocenę.
Nasze mózgi widzą to co chcą zobaczyć. a kiedy już w to uwierzymy bardzo trudno jest nas przekonać do zmiany zdania.
Także wielu fachowców i analityków interpretuje dane pod kątem swego pozytywnego lub negatywnego nastawienia do przedmiotu lub podmiotu badania. W swojej autobiografii SAF przyznał, że popełnił taki właśnie błąd przy ocenie obrońcy Jaapa Stama. Wziął bowiem tylko pod uwagę fakt, że miał on mniej udanych odbiorów niż wcześniej. Nie wziął pod uwagę faktu, że przeciwdziałał atakom dzięki lepszemu ustawieniu się, inteligencji oraz antycypacji . To zjawisko zbadał psycholog Eliot Hearst, który stwierdził, że mamy tendencję do lekceważenie rzeczy " nieobecnych" ,a więc tych, które się nie wydarzyły i przeceniania tego co się wydarzyło. Cenimy więc i pamiętamy te gole, które nasi strzelili, a nie chcemy pamiętać tych sytuacji , w których powinny być strzelone, a nie były. Pamiętamy utracone bramki, a nie sytuacje w których ich utracie zapobieżono. Np. większość fachowców uważa ,że ilość odbiorów piłek nie jest powodem do chwały ,ale do krytyki , bowiem odbiór i tzw. doskok to ostateczność Nie powinno się do takich sytuacji w których odbiór będzie konieczny - dopuszczać. Najlepszym orędownikiem tej tezy jest Roberto Mancini , trener reprezentacji Włoch, który zwykł mówić, że najlepszy jest ten pies, który nie szczeka. Dzięki temu alternatywnemu myśleniu swego trenera Włosi obecnie grają najlepszą piłkę. Myślenie alternatywne jest trudne , bowiem doszukuje się przyczyn zjawiska ,a nie ogranicza się do zabezpieczenia przed jego skutkami.
W ogóle korzystanie z zasobów psychologii do analiz jest wielce korzystne. Np. kiedy napastnik strzelający karnego jest zdenerwowany to bacznie obserwuje bramkarza, a zwłaszcza kiedy mówi mu się ,aby na niego nie patrzył , to tym bardziej się gapi. Wynika to z faktu sprawczości. Im bardziej staramy się czegoś nie robić tym bardziej rośnie prawdopodobieństwo ,że to zrobimy. Np. drużyna prowadzi, kontroluje grę i kiedy zbliża się koniec meczu trener mówi, żeby grać tak dalej, a zespół przechodzi do głębokiej obrony.
Z tego też wynika niedocenianie obrony i obrońców, bowiem mówiąc trywialnie oni są na ogół "sprawcami" tego co się nie wydarzyło . Czyli jak chwalić za to czego nie było ? Smile. To stwierdzenie pozwala wrócić do początku rozważań i powiedzieć, że statystyki są nieubłagane i z obiektywnych analiz wynika, że czyste konto bramkowe przynosi średnio 2,5 punkta, zaś strzelnie jednej bramki daje 1 punkt na mecz. Czyli skuteczna obrona jest o 50% bardziej opłacalna, niż atak. Aby te statystyki zrównoważyć to zespół powinien zdobyć co najmniej dwie bramki. Czyli uogólniając : bramki, które nie padły są cenniejsze od tych, które padły. Temu nastawieniu służą także podawane parametry pomeczowe, takie jak posiadanie piłki, ilość strzałów, ilość podań, asysty, kilometraż itd. Pomija się elementy obronne. Nadto śledzi się wyłącznie te działania, które są związane z piłką ,a ignoruje te gdzie jej nie ma. Takie jak doskonałe krycie, odcinanie rywala od podań czy świetne ustawianie.
Konkluzja jest oczywista i sprowadza się do pochwały harmonii co można skwitować słowami, że atak jest tyle wart na ile pozwala obrona, a obrona jest tyle warta na ile pozwala atakowi. Czyli Pep Guardiola wiecznie żywy Smile.

O tym, że trzeba dużo zmienić, aby wszystko zostało po staremu.
Trener Michniewicz dostał wielu nowych zawodników o różnej charakterystyce i widać, że chciałby dopasować system do nich ( przynajmniej tak mówi ), a postępuje odwrotnie. Wczoraj zagraliśmy w ustawieniu 3-6-1 . Przy czym słowo zagraliśmy jest chyba nieco na wyrost. Osobiście nie dysponuję dostatecznym aparatem poznawczym do oceny systemów , więc mogę tylko logicznie stwierdzić, że ten nasz obecny idzie w poprzek rozwojowi futbolu , bowiem ogranicza wszechstronność i jest sprzeczny z tym co mówili i pisali najlepsi trenerzy ,a czego orędownikiem są Pep Guardiola i Mancini. Zaprzecza podstawowej tezie, że system nie gra. Ta moda w naszej piłce , którą zaprowadził Papszun to coś takiego jak produkcja tylko jednego obowiązkowego modelu samochodu i to w jednym kolorze . Ponieważ jak rzekłem sam z siebie nie wykrzesam sensownej krytyki to powołam się za fragment książki Wilsona " Odwrócona piramida" :" ... Trener Partizana Belgrad Djukicz skwitował ten system słowami :" Krycie jednego napastnika przy pomocy trzech obrońców nie ma najmniejszego sensu'". ... I dalej " Nelsinho Baptista , doświadczony brazylijski trener i analityk stworzył oprogramowanie, które pokazuje słabości jednego systemu w porównaniu z innymi i opisuje to tak : "Wyobraźcie sobie, że drużyna A gra 3-5-2 czy w podobnym ustawieniu przeciwko drużynie B ustawionej 4-5-1 czy np. 4-3-3 . Drużyna A musi wahadłowych wystawić do opieki nad skrzydłowymi drużyny B oraz trzech obrońców do walki z napastnikiem. Tym samym drużyna A używa pięciu graczy do walki z trzema graczami zespołu B. W środku drużyna A ma trzech własnych graczy przeciwko trzem rywalom . A to z kolei oznacza, że drużyna A ma góra dwóch napastników walczących z czterema obrońcami . Drużyna B może tym samym delegować jednego obrońcę do przodu, który zapewni jej przewagę w posiadaniu piłki , równocześnie grając szerzej". System ma swoje zalety, ale nie przewyższają one jego wad. Ale jako się powyżej rzekło : zakochani są ślepi.

O tym, że takie kluby jak Górnik Łęczna są potrzebne naszej piłce.
Gra w piłkę nożna to swoiste porównywanie , kto jest lepszy ,a kto gorszy . A w nim Górnik Łęczna jest najgorszy. Ale pokazali oni, że można do Ekstraklasy awansować z 6 miejsca w I lidze, nie oszaleć ze szczęścia , a więc nie zmienić trenera , nie wymienić zawodników i spokojnie być dostarczycielem punktów dla innych. Sport bowiem tak naprawdę polega na udziale , więc oni biorą udział. Dysponują jednym z najniższych budżetów ,ale jest on w pełni zrównoważony, albowiem mają w kadrze zawodników, których wielce radują zarobki jakie otrzymują. W innych klubach zatrudnienia by nie naleźli , nawet za takie pieniądze. Zwłaszcza dziadki piłkarskie przed emeryturą w Górniku nie tylko mogą co nieco zarobić, ale jeszcze pograć w ukochaną piłeczkę. I to na szczeblu . Wymieńmy paru z nich : Gostomski (33 lata), Baranowski ( 31 lat), Lenadro (38), Midzierski ( 36), Rymaniak ( 32), Gol ( 36), Mak ( 30), Śpiączka ( 30), Wojciechowski ( 31). Grają bardziej dla siebie, bo publika nieduży stadion nawiedza tylko w 25 % pojemności. Ortodoksi i ci, którzy szukają dziury w całym twierdzą co prawda ,że takie Górniki obniżają poziom . Tak jak by dało się jeszcze ten "poziom' bardziej obniżyć. Artykułują też niedorzeczną hipotezę, że powiększenie Ekstraklasy do 18 drużyn było błędem. Jak rozumiem te Angole, Germańcy, Makaroniarze , Żabojady czy inne Hiszpany to durnie , którzy nic innego nie robią jak tylko obniżają poziom. Tak jak by zamknięcie drzwi było kluczem do zwiększenia dostępu i wzrostu zainteresowania. Ich zdaniem im mniej podmiotów tym konkurencja większa czyli najlepiej jak było co najwyżej dwóch. Tylko ten głupi kapitał tych mądrości nie rozumie , bo jak było 16 to nie był zainteresowany, a jak jest 18 to pcha się do piłki na potęgę. Bo on chce się bawić ,ale nie sam , bo to onanizm, ale z innymi , bo orgia jest zabawniejsza Smile. .
Przykład Górnika Łęczna pokazuje, że każdy może wejść do ekstraklasy i każdy może w niej przegrywać , nawet Górnik Łęczna. Smile.

O tym, że Legia weszła na tory normalności.
Opracowanie o którym niedawno wspomniałem tyczące rozwoju i promocji młodego narybku w Legii liczące kilkaset stron okazało się może nie tyle nieprzydatne, co mało adekwatne do wyzwań .Chyba jednakowóż I zespól Legii nie jest stworzony tylko po to, aby promować młodzież , ale po to, aby wygrywać i zarabiać na swoje utrzymanie . Dlatego też tej rzekomo zdolnej i wielce utalentowanej młodzieży powinno się znaleźć inne pola aktywności i dawania upustu chuciom prorozwojowym ,a to w II drużynie, a to w Pucharze Pocieszenia ,a to przez treningi z I zespołem, a to szczególnie poprzez wypożyczenia . M.innymi na tle rychłości wdrażania "Programu ...' dochodziło między Mioduskim a Michniewiczem do ustawicznego konfliktu. Prezes jest bowiem wielce przywiązany do swego projektu hodowli młodych byczków i koników rasowych w stajni zwanej LTC na terenach wiejskich . Nie po to wszak dołożył starań, aby teren nabyć ,nie po to pognał precz sabotażystów , nie po to wyłożył pożyczone i darowane pieniądze ,aby teraz się poddać. On musiał się ugiąć pod ciężarem rzeczywistości ,ale on tylko swoje rojenia o potędze zawiesił . Dotarło do niego, że w takim klubie jak Legia wybór jest Zero-Jedynkowy .Albo pijesz szampana, albo leżysz i kwiczysz. Jak go zwał tak go zwał, nareszcie wyszliśmy z rowu na szosę . Droga może być wyboista, ale daje nadzieję na dotarcie do celu.

O tym, że oprócz rozumu trzeba mieć trochę wiary i nadziei.
Rozumiem, że trener chce zdobywać wreszcie punkty w Lidze, bo na razie mamy z tym problem. Ja nie wiem tylko czy strach przed takim Górnikiem Łęczna był najlepszym doradcą. Czy zamiast męczyć grą z dziadkami naszych wypasionych i nieco wyleniałych asiorów nie należało wpuścić na bosko sporo świeżyzny. Tak się zastanowiłem czy aby na pewno taki zestaw wygrałby niżej z wczorajszym, wymarzonym na eksperymenty rywalem : Miszta - Abu Hanna, Hołownia, Macenko ew. Konik - Kisiel, Celhaka, Skibicki, Ciepiela, Skiwierczyński - Kostorz. Włodarczyk ew, Kamiński.
Moim zdaniem okazja była, ale się zmyła.

Takie mecze jak wczorajszy trzeba zwyczajnie , bez napinki, wygrywać. I o nich zapomnieć. To tak jak z jedzeniem. Jemy, bo bez jedzenia zemrzemy. Takie mecze jak wczorajszy trzeba rozegrać, bo taki jest regulamin ligi, a także po to, aby sobie dopisać 3 punkty. I zapomnieć . Natychmiast. Albo jeszcze szybciej !.
5poniedziałek, 20, września 2021 17:13
Baron
@Senator

Legia jako jedyna w lidze gra na trzech frontach i to na Legię jako jedyną wszyscy bez wyjątku się spinają. Rozegraliśmy największą ilość meczów w lidze i będziemy mieć ich najwięcej z całej stawki do końca obecnego sezonu. Do tego, każda przerwa na reprezentacje powoduje, że trener nie ma prawie połowy drużyny na treningach, do tego doliczmy kontuzje, nowych piłkarzy, którzy się aklimatyzują i robi się nieciekawie. Nie mamy potencjału kadrowego, który pozwoliłby nam być dominatorem w tej lidze tak jak np. Bayern w Niemczech. Podobną sytuacje przerabialiśmy już jak trenerem był Berg. Też były rotacje i wahania formy i tak jest też obecnie i tak będzie do czasu kiedy będziemy grać na trzech frontach. Zresztą potwierdzają to słowa -

"- To mecz, w którym najważniejsze było zdobycie trzech punktów, co się udało. Rzeczywiście, w ekstraklasie idzie nam gorzej niż w Lidze Europy, ale możemy to zrzucić na brak sił, które wynikają z faktu, że od ponad dwóch miesięcy gramy praktycznie co trzy dni, do tego trenujemy. Trudno jest przez to z powrotem naładować baterie - mówił po rywalizacji z Górnikiem Łęczna (3:1) asystent trenera Czesława Michniewicza, Alessio De Petrillo."

"(...) W najbliższym czasie zagramy z Wigrami, Rakowem, potem z Leicester i z Lechią w Gdańsku. Mamy nowych piłkarzy, którzy zapewniają nam możliwość zmian, ale potrzeba czasu, aby się wdrożyli i żeby wszystko zaczęło odpowiednio funkcjonować. "

Piszesz, że -

"Gdyby nie gość z nr 25 o nazwisku Baranowski który sprezentował nam dwie bramki to nie dałbym sobie palca uciąć ze byśmy wygrali."

A pomyślałeś może, że to presja zawodników Legii spowodowała, że doszło do tych pomyłek ze strony piłkarzy Górnika?

Oczywiście jak każdy kibic oczekiwałbym efektownej gry, wysokich zwycięstw ale też staram się być realistą i mam świadomość, że w obecnej sytuacji nie ma co liczyć na fajerwerki.
Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1