A+ A A-

Wisła Płock - Legia 1-0: Obraz nędzy i rozpaczy

W Ekstraklasie rozpoczęła się runda rewanżowa. To oznacza, że koniec sezonu już bliżej niż dalej, ale w grze naszej drużyny nie zmienia się nic. Legia nadal popełnia te same błędy, nadal nie ma pomysłu na grę, nadal przegrywa. W niedzielne popołudnie w Płocku górą była Wisła.

 

Trener Gołębiewski postawił na drużynę w składzie: Boruc – Johansson, Nawrocki, Hołownia, Ribeiro – Slisz, Josué – Emreli, Lopes, Muçi – Pekhart. Skład gospodarzy wyglądał następująco: Kamiński – Vallo, Michalski, Rzeźniczak – Gerbowski, Szwoch, Rasak, Tomasik – Jorginho, Sekulski, Wolski.

W 4. minucie Legia straciła piłkę w środku pola. Szwoch miał dużo czasu i miejsca, strzelił tuż zza pola karnego, jednak spudłował. W 18. minucie ponownie zadrżeliśmy. Sekulski ograł Nawrockiego, oddał strzał, na szczęście z asekuracją zdążył Slisz. W 21. minucie Josué zagrał z rzutu wolnego, Muçi przedłużył podanie, niestety zabrakło skutecznej finalizacji. W 24. minucie Josué kropnął z dystansu, Kamiński miał problem z interwencją, ale ostatecznie złapał piłkę. Za chwilę kolejna strata Legii pod własnym polem karnym mogła zakończyć się bramką dla Wisły i znów sytuację uratował Slisz. W 31. minucie żółtą kartką ukarany został Johansson. W 34. minucie strzał z dystansu oddał Muçi, ale nie zdołał powtórzyć wyczynu z pierwszego meczu sezonu. Minutę później Legia miała stuprocentową sytuację, jednak Emreli przegrał pojedynek z Kamińskim. W 37. minucie Legia straciła bramkę. Nasza drużyna miała rzut rożny. Nie pierwszy raz w tym meczu nie sposób stwierdzić o co chodziło legionistom w wykonaniu stałego fragmentu gry. Ostatecznie piłka trafiła do Lopesa, który zamierzał dalej wycofywać akcję. Lopes pomylił się jednak fatalnie i podał do Rasaka. Zawodnik gospodarzy obsłużył Szwocha, który nie dał szans Borucowi. Legia próbowała odpowiedzieć przed przerwą, ale próby naszych piłkarzy były nieskuteczne.

Do przerwy Legia przegrywała. Przebieg meczu nie by żadnym zaskoczeniem. Przeciwnik musiał tylko zaczekać, aż Legia sama zrobi sobie krzywdę.

Na drugą połowę nie wyszedł Muçi. Albańczyka zastąpił Luquinhas. Jako pierwsi zaatakowali gospodarze. W 49. minucie kolejna strata Legii mogła zakończyć się bramką dla Wisły. Pomogło nam niezdecydowanie Sekulskiego. W 55. minucie żółtą kartką upomniany został Slisz. Niezliczone straty legionistów powinny doprowadzić do drugiej bramki dla Wisły w 58. minucie meczu. Również i tym razem Legii upiekło się. W 59. minucie Włodarczyk i Martins zastąpili Lopesa i Slisza. Minutę później Włodarczyk powinien wyrównać, ale skiksował kilka metrów przed bramką i pechowo wykopał piłkę na aut bramkowy. W 66. minucie w dobrej okazji Emreli nieczysto głową trafił w piłkę. W 70. minucie żółtą kartkę za faul na Rzeźniczaku ujrzał Pekhart. W 73. minucie Skibicki zmienił Emreliego. W końcówce Legia posyłała kolejne dośrodkowania w pole karne Wisły, ale żadne z nich nie doprowadziło do celnego strzału na bramkę Wisły.

Piłkarze wyglądają na zniechęconych i zobojętniałych, trener wygląda na zrezygnowanego, gra Legii wygląda wręcz dramatycznie. Legię czekają teraz dwa mecze u siebie, zaległy z Zagłębiem Lubin w środę i z Radomiakiem w przyszłą niedzielę. Niestety, spoglądając na ten obraz nędzy i rozpaczy, który przedstawia obecnie nasz zespół, trudno liczyć na jakąkolwiek zdobycz punktową.

Dyskusja (9)
1niedziela, 12, grudnia 2021 17:47
Senator
Jedna uwaga Sir Gawinie . Nie wyglądają a są zniechęceni , zobojetniali a „trener” właściwie po pierwszym meczu jest zrezygnowany o czym zresztą powiedział .
2niedziela, 12, grudnia 2021 19:41
Senator
Każdy człowiek ma jakiś kres swojej wydolności psychicznej . Gołębiewski i tak przeciągnął ją poza skalę.
Bardzo słuszna decyzja choć spóźniona, a może inaczej po pierwszym meczu powinien być konsekwentny do bólu i olać Mioduskiego zostawiajac to bagno .
3niedziela, 12, grudnia 2021 20:57
CTP
"Wściekli kibice Legii Warszawa pojechali za klubowym autokarem, który zmierzał do Legia Training Center. Tam - jak słyszę - mieli wedrzeć się do autobusu i wymierzyć piłkarzom "sprawiedliwość". Kilku legionistów dostało po głowie. Na miejsce przyjechała policja"
https://twitter.com/s_staszewski/status/1470114448891424768?s=20
4niedziela, 12, grudnia 2021 21:55
aylarad1916
Podobno oberwali m.in. Luquinhas i Emreli. Ten drugi ma się domagać rozwiązania kontraktu z winy klubu.

Edit:

Tomasz Włodarczyk
@wlodar85
W odpowiedzi do
@s_staszewski
Trzeba poczekać na oficjalny komunikat, ale nie wygląda to na sytuację jak z Rzeźniczakiem. Informacje jakie spływają do mnie mówią o dość poważnym pobiciu…
9:49 PM · 12 gru 2021 od Warszawa, Polska·Twitter for iPhone
5niedziela, 12, grudnia 2021 22:06
CTP
Na szczęście, chyba jednak było bardziej "lajtowo". Komunikat z oficjalnego konta stołecznej Policji:
"O godz. 19:45 w Książenicach pod ośrodkiem Legii zebrała się grupa kilkudziesięciu osób, które uniemożliwiły wjazd na teren ośrodka autokaru z piłkarzami. Na widok policjantów KSP osoby się rozbiegły. Na tę chwilę brak jest informacji wskazujących na użycie siły wobec piłkarzy."
6niedziela, 12, grudnia 2021 22:11
aylarad1916
Są screeny tweeta (usuniętego) żony Luquinhasa, gdzie napisała, w tłumaczeniu na polski, "Nigdy nie wybaczę tego, co dzisiaj zrobili mojemu mężowi!!!!".

Edit:

AKTUALIZACJA - 21:55

Według naszych informacji grupa kibiców Legii wdarła się do autobusu w kominiarkach. Uderzeni zostali m.in. Emreli, Luquinhas oraz Rafa Lopes, którzy siedzieli z przodu autokaru. Najmocniej ucierpiał Brazylijczyk, który musiał mieć głowę obłożoną lodem.

Wszystko trwało bardzo krótko, bo w drodze na miejsce była już policja. Piłkarze mieli usłyszeć pod swoim adresem groźby i że „mieli szczęście, że na miejsce jadą funkcjonariusze”.

https://www.meczyki.pl/newsy/media-kibice-legii-warszawa-stracili-cierpliwosc-wdarli-sie-do-autokaru-i-uderzyli-kilku-pilkarzy/178902-n
7poniedziałek, 13, grudnia 2021 10:55
CTP
https://zyciestolicy.com.pl/policja-zaprzecza-jakoby-doszlo-do-pobicia-pilkarzy-legii-w-autokarze/
Pobicie piłkarza w klubowym autokarze daje takiemu piłkarzowi prawo do rozwiązania kontraktu z winy klubu. Czyli dostaje swoją kartę do ręki plus równowartość pensji aż do końca kontraktu. No, nie sądzę, aby którykolwiek z tych grajków nie skorzystał z takiej okazji. Więc nie bardzo chce mi się wierzyć w te rewelacje Staszewskiego.
8poniedziałek, 13, grudnia 2021 11:38
Zbyszek
Patrzę, przecieram oczy i nie wierzę, kłuję się szpilką , czy nie śnię. Po raz pierwszy po wojnie Legia na samym końcu. Rano czytam ,że kibolstwo to zwykli bandyci , którzy nienawidzą Legii i są z nią tylko na dobre. ZGROZA !

O tym, że "Najlepsza nie jest ta drużyna ,która jest złożona z najlepszych piłkarzy, ale ta, która jest najlepiej złożona".
To co ja tak rozwlekle opisuję trener Michniewicz lapidarnie zdefiniował jak to zacytowałem powyżej. W przełożeniu na nasze oznacza to wezwanie do dokonania remanentu i że nie ma co czekać na trenera-zbawiciela, bo żaden trener nie zbuduje z desek i pustaków ceglanego domu. Mnie w ogóle trudno jest pojąć czy prezes nas uważa za głupców czy sam jest niespełna rozumu usiłując nam wmówić, że wszystko zależy od trenera.
I czeka na Papszuna jako na tego Godota . Tylko ,że Papszun, jeżeli przyjdzie, to wymiecie większość tych niedorobionych gnojków. W Rakowie nastał po Brzęczku , który podobierał zawodników, a z których trener Papszun do dziś nie zostawił w kadrze ani jednego. Od sezonu 2018/19 konsekwentnie dobierał piłkarzy pod swoje wymagania. On ma swoją wizję gry, a jest to futbol reaktywny z cechami zbalansowania . Zawodnicy poza umiejętnościami czysto piłkarskimi , głównie techniką użytkową , muszą mieć charakter wojowników. Legii nikt nie budował od lat jako jednorodnej konstrukcji, ale trafiali do niej gracze od Scylly do Charybdy. Trenerzy z tej zbieraniny mieli złożyć zespół i być może by im się udało, ale przy pierwszym kryzysie brutalnie ich zwalniano. Każdy nowy trener zaczynał od początku i tak dobrnęliśmy do dzisiejszej ruiny. Legijni decydenci nie sprowadzali zawodników, ale zabawiali się w handlarzy żywym towarem - kupić tanio, a najlepiej dostać za darmo i sprzedać drogo. Nie ma się więc czemu dziwić, że prawie żaden z nich przyszłości z naszym klubem nie wiąże. Wymaganie od nich ,aby umierali za Legię to kpiny i herezje. Z tego składu nie da się złożyć drużyny zdolnej do gry aktywnej, z pełnym zabezpieczeniem własnej bramki. W eliminacjach do LE zdołano wyłącznie wdrożyć zawodników do konsekwentnej i wielce zdyscyplinowanej gry w obronie strefowej. I to do czasu, aż rywale rozszyfrowali schematy.
Tym samym trzeba wykonać konieczne korekty w składzie kadry , bo z tymi, którzy są świata nie zawojujemy.
Bramka. Moim zdaniem Boruc powinien po sezonie ( w czerwcu 2022) odejść, nie tylko ze względu na wiek, ale na widoczne wypalenie się. Kibicom podoba się jego sarkazm ,ale on jest destrukcyjny. Trzeba szukać dobrego bramkarza, bo młodzi ,a zwłaszcza Miszta ,nie dodają pewności siebie drużynie.
Obrona. Powinni odejść Abu Hanna, Nawrocki, Hołownia, Rose, Ribeiro. O ile z Hołownią nie ma problemu, bo mu się kończy kontrakt i z wypożyczonym Nawrockim - to z pozostałymi jest kłopot , bo ktoś z tymi miernotami podpisał kontrakty do czerwca 2024 roku.
Pomoc. Powinni Legię opuścić : Kharatin ( kontakt do 30,06,2024) , Celhaka ( kontrakt do 30.06.2025) ,ale jak to zrobić.?. A ponadto nie powinno się przedłużyć umów z Noiszewskim, Nawotką, Gomesem. Co do Kapustki (kontrakt do 30.06,2022) to należałoby podjąć decyzję po jego powrocie do pełnej dyspozycji .
Atak. Wedle mnie powinni odejść : Pekhart ( umowa do 30.06.2002), Lopes ( 31.12.2022), Kostorz ( 30.06,2022), i Rosołek . Nie wolno godzić się na odejście Yaxshibayeva, mimo ,że Michniewicz mu Legię obrzydził.
W tym mini remanencie chodzi o to ,aby pozbyć się graczy o niskiej klasie piłkarskiej, poniżej poziomu aspiracji Legii oraz, aby zacząć prostować strukturę. Obawiam się, że po bandyckim napadzie kilku co lepszych graczy zażąda rozwiązania kontraktów i odejdzie z Legii.

O tym, że Legia poszerza krąg zainteresowania młodymi zawodnikami.
Chyba ktoś w Legii wreszcie przejrzał na oczy i przestał bredzić o tym jakie to mamy młode gwiazdy i tylko kolejni trenerzy się na nich nie poznają. W zeszłym tygodni ściągnięto na testy kilkunastu młodych zawodników wieku od 16 do 22 lat z takich klubów jak : Olimpia Elbląg, Orlęta Radzyń Podlaski, Chojniczanka, Mazur , Concordia, Rekord Bielsko Biała, Odra Wodzisław. Przy czym nie wiem czy nie za późno, bo inne kluby wcześniej sięgały po młodych np. z Orląt. Mnie szczególnie cieszy, że jednym z testowanych jest zawodnik Escoli Varsovia. Escola Varsovia to szkółka założona w 2011 roku jako Akademia Barcelony dla młodzieży w wieku 7-10 lat. Przekształciła się ona w klub piłkarski. Twórcą FCB Escola jest Wiesław Wilczyński, jeden z pomysłodawców przeprowadzenia Euro w Polsce. On to z ramienia Urzędu Miasta m.innymi nadzorował budowę stadionu Legii. To on doprowadził do zakończenia pamiętnego konfliktu pomiędzy SKLW, a zarządem Legii. Escola korzysta z 11 boisk w 4 dzielnicach Warszawy. Młodzi zawodnicy już trafili do kilku klubów z Niemiec, z Włoch, Anglii, do kilku klubów ESy np. Wisła Płock, Raków, do kilku z I ligi np. Widzew i do klubów niższych klas np. do Motoru. Pan Wilczyński nie ma milionów, nie ma ogromnych ośrodków, nie usiłuje epatować nas swoją obecnością w mediach - ale za to ma efekty.

O tym, że Wisła Płock to taki klub w którym jest więcej Polskich Legionistów, niż w Legii.
W kadrze drużyny z Płocka obecnie czołowe role odgrywają tacy byli Legioniści jak : Rzeźniczak ( 35 lat), Zbozień ( 32 lata) ,Cielemęcki ( 18 lat), Pyrdoł ( 22 lata), Szwoch ( 28 lat), Wolski ( 29 lat), Furman ( 29 lat) czy Warchoł ( 26 lat). Nie chcę oceniać słuszności i okoliczności pozbywania się ich z drużyny , bo to byłoby jałowa gadanina. Zauważyć wypada, że Wisła to nie jest jedyny klub w ESie w którym byli Legioniści z Polski nadają ton.
Symptomatyczne jest to , że Legia pozbywa się Polskich graczy, a zatrudnia coraz więcej cudzoziemców. Tworzymy kadry dla rywali. Może tak wreszcie zaczęlibyśmy tworzyć kadry dla siebie.

O tym, że ze strachu jeszcze nikt niczego nie wygrał.
Strach nie jest nienormalny. tak jak stres jest absolutnie normalny w życiu człowieka. Organizm nasz potrafi zneutralizować negatywne skutki jednego i drugiego, bo inaczej byśmy zwariowali .albo zakończyli żywot. Czymś zgoła odmiennym jest nasza naturalna odporność prowadząca do równowagi psychicznej, a czym innym przezwyciężenie tych czynników nas hamujących. Obserwując naszych zawodników w wielu ostatnio rozegranych meczach to czynnik strachu decyduje o ich boiskowych poczynaniach. Strach przed popełnieniem błędu, strach przed przeciwnikiem, strach przed złym zagraniem , strach przed atakiem rywali, strach przed własnym atakowaniem ,bo może być nieudane, strach przed pójściem do przodu większymi siłami itd. A przecież ,aby zwiększyć możliwości zdobycia bramek to trzeba zaatakować większą ilością zawodników ,tak ,aby w ich polu karnym było naszych z trzech, a najlepiej z czterech. Wczoraj fragmentami wydawało się, że odwaga powraca, bo baza atakujących był szersza, ale chyba z kolei w sytuacjach strzeleckich za bardzo chcieli , bo nie trafiali do bramki z pozycji tysiącprocentowych. Tego zwykły rozum nie jest w stanie ogarnąć.

O tym, że obrona nie jest najważniejsza, ale nie jest nieważna.
Wczoraj mogliśmy ocenić efekty samozadowolenia decydentów Legii ze " wzmocnienia drużyny". Na newralgicznych pozycjach czyli na środku obrony wystąpiły takie tuzy jak Nawrocki i Hołownia. Nie zamierzam się nad nimi wytrząsać, bo to nie ich wina, że mają tak mocno średnie umiejętności i to nie ich wina, że muszą występować w rolach do których nie dorośli. Bowiem nie tylko w Legii obecnie nie ma lepszych od nich ,ale nie ma żadnych. Czyli chyba najsłabsi środkowi obrońcy w ESie są najlepsi w Legii . Jakie podpory obronne takie miejsce w tabeli. A za wyniki i stratę bramek obwinia się trenera.
W każdym klubie może zdarzyć się taka sytuacja, że jakaś formacja traci kluczowe ogniwa ( kartki, kontuzje) ,ale w wówczas inne formacje przejmują inicjatywę i biorą ciężar gry na siebie, tak aby całość się złożyła do kupy i aby się równoważyła. W Legii taką formacją powinien być atak i trener Gołębiewski dobrze kombinował wystawiając 4 napastników ,aby to oni przenosili grę pod bramkę rywali i odciążali rachityczną obronę oraz przesądzili o wyniku. I w pewnym stopniu taki manewr się sprawdzał, ale Legia nie posiadała żadnych argumentów na powstrzymanie groźnych kontrataków przeciwnika. Gdyby nie Boruc, gdyby nie ich indolencja strzelecka to wynik byłby kompromitujący . W tej konfiguracji Legi jest skazana na grę w środku czyli na jałowe trzymanie w szachu tej części boiska, która dla wyniku nie ma istotnego znaczenia.

O tym, że problemem Legii jest brak pozytywnej reakcji na niekorzystny wynik .
Obserwacja poczynań naszych zawodników pozwala na stwierdzenie, że strata bramki działa na nich paraliżująco. Trzymamy na początku spotkań pewien , nawet dość wysoki poziom gry ,ale tak jak np.z Napoli dotąd dopóki nie stracimy bramki. Po niej zamiast mobilizacji drużyna się rozsypuje jak domek z kart. Podobne sytuacje obserwujemy w ESie, praktycznie w każdym przegranym spotkaniu. Ani trener ,ani zawodnicy nie wiedzą co jest przyczyną tej słabości . Wydaje się, że do zdiagnozowania przypadłości przydałaby się pomoc psychologiczna . Tylko, że sama diagnoza nie zastąpi lekarstwa, tak jak same badania nie wyleczą choroby. Bo przecież psycholog nie gra na boisku , nie decyduje, nie ma bezpośredniego wpływu.
Głównym powodem niemocy jest brak lidera w każdym aspekcie, począwszy od dyrektora sportowego, poprzez trenera, kapitana oraz wiodących zawodników. Bowiem oni wszyscy razem i każdy z osobna to rozmemłani malkontenci . Kiedy idzie to oni są w awangardzie, a kiedy nie idzie i gdy wtedy trzeba by ten wózek ciągnąc to oni spieprzają na koniec i są w ariergardzie. Każdy z nich krytykuje , ale nie siebie tylko kogoś innego , na dodatek w sposób nieokreślony. "Trzeba wziąć się w garść", "Trzeba zacząć wygrywać ": "Jesteśmy w dupie" , " Tak dalej być nie może" itd itp. Aż chce się zakrzyknąć : no to się bierzcie się do roboty, no to grajcie, no to zasuwajcie, no to wygrywajcie. Tylko, że to są puste deklaracje, bo na słowach się kończy. Ja nie namawiam do naśladowania Kazia Deyny czy Bońka . Pierwszy jako kapitan głos w szatni i na boisku miał donośny, a i w przerwie i po meczu potrafił zasadzić kopa mocnego, tak że , niejeden miał siniaki na dupie, zaś drugi był nieformalnym przywódcą i paru poczuło jego pięści na swojej buzi. lecz to były sprawy pomiędzy zawodnikami i nikt nie ma prawa wtrącać się do nich, a już szczególnie bandyci udający kibiców.

O tym ,że wczoraj w "Cafe futbol" Vukovicz ukazał swe oblicze dyplomaty.
W "Cafe futbol" brały udział 4 osoby, ale warto było posłuchać jedynie Vukovicza. Nie będę go recenzował, bo ma pełne prawo mówić to co odczuwa i to co chce ujawnić. Wbrew jego zapewnieniom obraz jaki wyłania się ze sposobu kierowania klubem jest czarny, bo to jest czysty woluntaryzm Jedyną zasadą jest brak zasad. Vuko zapewniał, że współpraca pomiędzy nim, a prezesem i dyrektorem sportowym układała się dobrze. Tylko, że ja odmiennie definiuję słowo :"dobrze". Ono nie może odnosić się do odczuć ,ale to meritum. Jak to powiedziano :"Po owocach ich poznacie" - czyli po efektach. Ze spijania sobie z dziubków musi coś korzystnego wynikać , jakieś zbiory ziaren ,a nie same plewy.
Jednak dla mnie szokiem było ujawnienie przez Vuko, że Mioduski uzasadnił jego zwolnienie tym, że chciał zwiększyć szanse na awans do Pucharu Konferencji lub LE zatrudniając, jego zdaniem, efektywniejszego trenera. To jest nie do uwierzenia, że prezes robi za wszystkowiedzącego , który patrząc w sufit, albo w swój pusty łeb decyduje kto się nadaje, a kto nie. Mioduski pomylił się z powołaniem, bo powinien zostać co najmniej wróżem, a najlepiej jasno(bardziej ciemno)widzem. Ta wypowiedz Vuko pokazuje jakim zakłamanym tchórzem jest Mioduski, który śmie oskarżać o wszystko co złe trenera , którego sam bez żadnego uzasadnienia merytorycznego sprowadził . Nie uważam ,żeby Vukovicz osiągnął gorsze wyniki aniżeli Michniewicz. Vuko oczywiście nie powinien być w Legii jako pierwszy trener zatrudniany dwa lata temu, bo był do tej roli nieprzygotowany. Powinno się w niego jeszcze przez 2 -3 lata inwestować ( kursy, staże, samodzielna praca) ,ale Vuko się rozwijał, nabierał doświadczenia i na pewno by takich błędów jak w eliminacjach do LM i LE nie popełnił. Warsztat trenerski Vuko był nieukształtowany ,ale dysponował on gigantycznym walorem jakim były znakomite relacje z zawodnikami. On był liderem, on ciągnął i oni za nim szli . Dziś kiedy brakuje drużynie lidera Vukovicz byłby jak znalazł.

O tym, że trener Gołębiewski robił bez boków.
O kimś kto sobie nędznie radzi powiada się , że "robi bokami". Wczoraj nasz zespół to był taki kadłubek , który miał nóżki , co prawda rachityczne, ale miał, miał też korpus , miał namiastkę główki, ale nie miał rączek , a właściwie skrzydełek. Co by nie mówić to żaden ptaszek, o orle nie wspominając, bez skrzydeł nie poleci , pod niebiosa się nie wzbije.
B. trener ustawił nasz zespół w sposób w jaki grał Brazylia w 1962 roku na MŚ w Chile pod wodzą trenera Moreiry, a mianowicie 4-2-4 który to system nazwano "brazylianą" . Żywot tego systemu był krótki , bo po paru latach został zastąpiony przez 4-3-3. Sama bowiem ilość napastników nie zapewnia przewagi na boisku i osiągnięcia korzystnego wyniku. Napastnicy muszą spełniać na boisku jeszcze inne funkcje, aby zadania stojące przed drużyną były rozłożone w miarę równomiernie i aby przestrzeń boska były stabilnie zagospodarowana. Bez skrzydłowych każdy zespół pozbawia się możliwości atakowania bokami oraz ma problemy z powstrzymaniem ataków rywali prowadzonych wzdłuż linii bocznych. Tylko, że znowu to nie jest wina trenera Legii, bo on nie może wystawić skrzydłowych , bo ich zwyczajnie w zespole nie ma.

O tym, że w "Dziadach" najważniejsza jest IMPROWIZACJA.
Kiedy tak oglądam te nieudolne poczynania naszych kopaczy to myśl sama się kołacze, że to dziady. A kiedy jeszcze widzimy to co oni wyczyniają to znowu myśl sama biegnie ku sformułowaniu, że to improwizacja. Że to wszystko to jedna wielka improwizacja. A bardziej precyzyjnie rzecz nazywając - to prowizorka. Mioduski przejmował Legię ponad 4 lata temu, może nie w stanie doskonałym, ale zdolną do działania , który budziła strach w każdym rywalu. Po tych kilku latach Legia to nie tylko nielot ,ale rozwalająca się i chwiejąca ku upadkowi buda, budząca uśmiech politowania.
Ja jednak chcę stale wierzyć ,że słowa Wysockiego z tychże "Dziadów" okażą się prorocze : " ... Nasz naród jak lawa
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi ...".

O tym, że dobre złego początki , lecz koniec żałosny.
Widać, że zespół chciałby wreszcie przestać przegrywać, bo kolejne spotkanie zawodnicy zaczynają z dużą dozą energii . Lecz kiedy w miarę upływu czasu efektów w postaci bramek nie ma, następuje dziwne i niezrozumiałe zniechęcenie, tak jak by brakowało wiary w sens takiego grania. To nie jest kwestia tego co nazywamy głową ( psychiką) , a w każdym razie nie ona jest najważniejsza, bo to zniechęcenie wynika z bezsensu wykonywania ogromnego wysiłki fizycznego, który jest niweczony przez straty piłki przez partnerów. Ten mechanizm zwany drużyną jest zepsuty.

O tym, że przyjdzie walec i wyrówna.
Skala nieudolności przeraża i działa na kibiców Legii silnie depresyjnie. Rozpacz.
Trener Gołębiewski podjął się misji samobójczej i jej nie sprostał. Bo nie mógł tego uczynić, bowiem nie dysponował niezbędnymi narzędziami . To, że zgodził się świadczy o tym ,iż jego pojęcie o zawodzie trenera jest silnie ułomne. Ale też przecież doświadczony trener jakim jest Michniewicz, mimo rad przyjaciół , nie zrezygnował po zdobyciu Tytułu . W tym szambie jakie obecnie stanowi Legia każdy się utopi ,a jeszcze do tego zostanie obryzgany fekaliami przez media i własnego prezesa. Osobiście nie mogę żałować trenera Gołębiewskiego , mimo ,że mi go szkoda, a to z tego powodu ,że dał się wkręcić w to obrzydliwe zrzucanie win na poprzedników i nawet nie za badania, ale za nieujawnienie ich wyników. Przez to stracił on poważanie w środowisku, bo jednak coś takiego jak godność zawodu, solidarność zawodowa istnieją.
To tylko Mioduski w praktyce dowodzi, że dla niego nie istnieje honor, godność, szacunek, patriotyzm zwany lokalnym , bo tych wartości nie można kupić za pieniądze. On nie rozumie, że świat opiera się na wartościach i że one są ważniejsze od szmalu. I to jest praprzyczyna tego, że on się do sportu nie nadaje.
9poniedziałek, 13, grudnia 2021 15:20
Zbyszek
Mnie cieszy, że wreszcie w Legii ktoś czyta moje wypociny Smile i podejmuje obecnie jedyną racjonalną decyzję, do czego wprost namawiałem. Vukovicz wraca!. Ma on ważny do 30.06.2022 roku kontrakt z Legią, a więc nic nie kosztuje, zna większość zawodników i jest entuzjastą ,a do tego jest paru graczy, którzy by się za niego dali pokrajać, bo to porządny człowiek jest. Wraz z nim wraca jako II trener Aleksander Radunovicz oraz jako trener przygotowania fizycznego Piotr Zaręba. Nie wiadomo co z fachowcem od pingponga.
W związku z przejęciem obowiązków przez Vuko dzisiejszy trening został odwołany. Policja prowadzi dochodzenie w sprawie wczorajszego bandyckiego napadu i zawodnicy są przesłuchiwani. Rola Policji jest dwuznaczna, bo zostali powiadomieni o zamiarze napaści i mimo, że byli na miejscu to nie zapobiegli pobiciu co najmniej 3 piłkarzy, z których najmniej poszkodowanym jest Lopes, Emereli jest już po badanach i na razie dostał dwa dni zwolnienia ,a Luquinhas nadal przebywa w szpitalu. Klub zorganizował pomoc rodzinom poszkodowanym. Tyle wiedzy na godz. 15-tą.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1