A+ A A-

Legia - Wisła Kraków 2-1: Bez wiwatów

W cieniu tragicznych wydarzeń na Ukrainie rozpoczęła się 23. kolejka Ekstraklasy. W niej Legia zmierzyła się ze starym rywalem z Krakowa. Kibice protestowali przeciw prezesowi Mioduskiemu, a nasza drużyna, co prawda z najwyższym trudem, ale jednak odniosła ważne zwycięstwo. Autorami bramek byli Pekhart i Wieteska.

 

Trener Vuković posłał na boisko drużynę w składzie: Miszta – Rose, Wieteska, Nawrocki, Mladenović – Wszołek, Sokołowski, Josué, Çelhaka, Rosołek – Pekhart. Jedenastka trenera Brzęczka wyglądała następująco: Biegański – Gruszkowski, Colley, Frydrych, Hanousek – Starzyński, Żukow, Savić, Fazlagić, Cissé – Ondrášek.

W 8. minucie Legia przeprowadziła prostą i skuteczną akcję, taką, jakich bardzo brakuje w tym sezonie. Po rozegraniu piłki na lewej stronie Rosołek dośrodkował na głowę Pekharta. Czech uprzedził obrońców gości i precyzyjnym uderzeniem pokonał Biegańskiego. Legia prowadziła 1:0. W 11. minucie mogło być 2:0, ale Sokołowski pogubił się w dobrej sytuacji w polu karnym Wisły. W 12. minucie blisko szczęścia był Rosołek, niestety piłka minęła bramkę gości. W 18. minucie okazję do wyrównania miał Ondrášek, na szczęście źle trafił w piłkę. W odpowiedzi blisko podwyższenia prowadzenia Legii był Wszołek. Biegański złapał piłkę na linii bramkowej. W kolejnych minutach brakowało okazji strzeleckich. Mecz toczył się w niezłym tempie, ale z poczynań obu drużyn niewiele wynikało. W 42. minucie Josué oddał uderzenie z powietrza, jednak źle złożył się do strzału i okazja została zmarnowana.

Do przerwy Legia prowadziła 1:0. Wynik był zasłużony, ale nie gwarantował spokoju przed drugą połową meczu.

W 55. minucie dobrym, wysokim odbiorem popisał się Nawrocki. Nasz obrońca oddał piłkę Wszołkowi, ten uderzył, niestety nieznacznie chybił. W 58. minucie niecelny strzał na bramkę Legii oddał Fazlagić. W 64. minucie Wieteska doszedł do strzału głową po dośrodkowaniu Josué z rzutu rożnego, ale nie trafił w bramkę. W 65. minucie Legia miała stuprocentową sytuację. Pekhart powinien podać do Wszołka, jednak usiłował sam rozwiązać sytuację. Nasz napastnik zbyt długo zwlekał z decyzją i ostatecznie przegrał pojedynek z Biegańskim. W drugiej połowie mnożyły się straty, w grze obu zespołów dominowała nerwowość i niedokładność. W 71. minucie Ciepiela zastąpił Rosołka. W 79. minucie goście wyrównali. Wisła wyszła z kontrą, która zakończyła się pozornie niegroźnym dośrodkowaniem w pole karne. Miszta usiłował opanować piłkę, jednak wyłuskał mu ją Gruszkowski i z najbliższej odległości zdobył gola. Sędziowie nie dopatrzyli się przewinienia i uznali bramkę. W 85. minucie Josué został ukarany żółtą kartką. W 87. minucie Biegański z trudem odbił strzał Wieteski. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Kastrati zastąpił Wszołka. W czwartej minucie doliczonego czasu gry Legia odzyskała prowadzenie. Josué wrzucił piłkę z rzutu wolnego. Wieteska wygrał rywalizację w polu karnym gości i głową umieścił piłkę w bramce. Wynik nie uległ już zmianie.

Wraz z golem Wieteski z kibicowskich serc spadł wielki kamień. Legia była drużyną nieznacznie lepszą od Wisły, miała więcej sytuacji, ale nieskuteczność i niefrasobliwość mogły kosztować nas utratę kolejnych bezcennych punktów. Trzeba jednak zauważyć, że poziom meczu nie pozostawiał większych złudzeń – obie drużyny najprawdopodobniej czeka długa i ciężka walka o utrzymanie w Ekstraklasie. Przed Legią teraz mecz pucharu Polski z Górnikiem Łęczna w środę, a kolejny mecz ligowy w poniedziałek 7 marca, kiedy do Warszawy przyjedzie Śląsk Wrocław.

Dyskusja (5)
1piątek, 25, lutego 2022 23:17
Krzysztof Jastrzębski
Ufffff tak spadł że aż pierdolnął, przez moment meczu miałem te uczucie jak z tej dobrej przeszłości, byłem pewny wygranej... Przez krótki moment. Ale, widziałem 18 strzałów na bramkę, zamiast 5, 8 celnych, zamiast 1, cóż, zapewne łudzę się gdyż Wisła chciała i grała, nieporadnie bo nieporadnie, w piłkę. Łęczna się będzie bronić i zapewne przy takiej formie, będzie dogrywka i karne.
2sobota, 26, lutego 2022 00:28
Senator
Szczerze napisze pierwszy raz od niepamiętnych czasów świadomie nie poszedłem na mecz. Jestem przygnieciony tym wszystkim co się wokół dzieje, a i Legia powodów do optymizmu nie dostarcza .
Z informacji które przeczytałem słowa uznania za formę protestu, chyba główne „ uroczystości”
odbyły się przed stadionem czyli na samym meczu doping dla drużyny był.
Z rekacji można mniemać ze zagraliśmy dwie różne połowy
Kiedy otrzymałem wiadomość o golu dla Wisły załamałem się . Dla mnie remis lub przegrana właściwe przekreślał nasze szanse na utrzymanie. Po tym zwycięstwie wróciła nadzieja i za to ogromne dzięki dla drużyny .
Sir Gawin pisze poziom meczu tragiczny . Ja osobiście uważam ze gdy gra się o utrzymanie poziom schodzi na drugi plan . Tylko punkty są ważne i dla mnie nieważne jak zdobyte . Niech się kopią po czołach aby punktowali.
3sobota, 26, lutego 2022 11:30
Zbyszek
Mam jeszcze sporo znajomych , którzy nigdy ,ale to przenigdy nie kibicowali, ba , mało co interesowali się piłką nożną.Ja z uporem godnym lepszej sprawy z chorobliwym zapałem od przeszło 60 lat kibicuję piłce i w sumie mam to samo co tamci - nic mianowicie. Równo i dokładnie - NIC.

O tym,że piłka nożna jest częścią naszego bytowania.
Wielu żurnalistów ogarnęła taka maniera mówienia i pisania nie kategoriach całości ,ale części. Tyczy to nie tylko sportu ,ale wszystkich dziedzin . Ostatnio mówi się o tym ,że np.jesteśmy częściowo suwerenni . A te i inne brednie głoszą ludzie częściowo rozwinięci i tym samym częściowo niedorozwinięci. W ten sam deseń rozgłasza się,że częściowo interesujemy się piłką nożną.Jest w tym aspekcie symbol, a nawet znak , a pewnikiem i przyczyna wszelkiej naszej częściowości i naszych całościowych nieszczęść.
No bo weźmy na ten przykład takich Makaroniarzy,Angoli, Żabojadów czy Latynosów i zapytajmy : czy tam istnieją , ba , czy ktoś sobie wyobraża,że są jacyś osobnicy, którzy nie są kibicami?. A jak są to czy przyznają się do takiej ignorancji i zaawansowanej ułomności ?. W tamtych krajach nikomu do głowy nie przyjdzie wypierać się fascynacji futbolem.Tam wszyscy są świadomi,że kształtuje on i wyrabia patriotyzm, uczy czci dla dla masowo na czas ważnych meczów przywdziewania barw narodowych, lub klubowych , przypomina słowa i nuty ważnych dla wspólnoty pieśni, przy bliższym zapoznaniu ćwiczy w dzielności, twardości, przebiegłości i wreszcie moralności.Niektórzy zauważają,że uczy też bezwzględności, anarchii czy bandytyzmu. Bandyci są wszędzie, nawet - nie uwierzycie - w polityce i gospodarce.
U nas nadal publiczne przyznawanie się do braku ciekawości dla piłki nie tylko uchodzi płazem,ale wręcz uchodzi za znak intelektualnej wyższości. Ba swego czasu grający premier zmuszony był do zejścia ze swymi upodobaniami do podziemia, bo uznano,że facetowi na dostojnym stanowisku nie uchodzi ganiać za piłką w krótkich gaciach.U nas możliwe jest kwestionowanie wydatków na stadiony, bo rzekomo są inne pilniejsze potrzeby , na które bardziej można zmarnować pieniądze. Ci mądrale, na ogół lewicowi i moraliści, na ogół prawicowi najlepiej wiedzą na co zmarnować nasze pieniądze, tak jak to nieraz, nie dwa udowodnili.Znamy ich dobrze , bo są to analfabeci na mównicach, nieuki przy mikrofonach, nauczyciele patriotyzmu na cmentarzach, głosiciele potrzeby bycia razem po nieszczęściach.
Dla tej odmóżdźonej i pozbawionej czucia części - walory wychowawcze piłki są nie do pojęcia . A przecież idzie tu o sprawy zgoła bezinteresowne , bo tylko one odróżniają nas od zwierząt - tylko one - śmiech, płacz, piłka nożna. Tylko one zaświadczają o naszym człowieczeństwie.
Oczywiście piłka nożna to nadal wielki interes i wielki biznes, ma się rozmieć,że futbol to metafora bitwy. Ale kto nie zna uczucia , jakie ogarnia jestestwo ludzkie kiedy w ostatnich sekundach celnie zagrana z rzutu wolnego piłka trafi na głowę obrońcy, który desperacko wdarł się w pole karne przeciwnika i zdobył zwycięskiego gola ,mimo rozpaczliwej interwencji bramkarza, ten może i jest człowiekiem. Ale częściowym. Ani świata, ani bliźniego swego nie zrozumie nigdy.

O tym,że kibole są solą piłki kopanej.
Nie ma co ukrywać,ale kibole wyrażają stosunek całości społeczności do naszej piłki kopanej.Te zadymy na stadionach , te petardy , ten dym zasłaniający widok na stadionie sprawiający ,że sędzia przerywa mecz - to metafora przerwy w hańbie jaką przewrotnie nazywamy rozgrywkami Ekstraklasy. Za wulgarnymi wrzaskami i śpiewami nie przepadam, niewątpliwie są one piętą achillesową tej zbiorowości, ale w końcu u nas żadna sztuka zbyt wysoko nie stoi, więc dlaczego od kibiców ( niech będzie kiboli) akurat wymagać wyżyn pieśniarstwa ?. Zarzuca im się,że antysemityzm okazują. Jest to jednak jak by nie patrzeć przejaw tęsknoty za Żydami, bo oni u nas byli i to w ilościach znacznych i znaczących ,ale zostali wymordowani,albo wyjechali i tylko quasiantysemici się ostali. Tym samym wznoszących antysemickie okrzyki uważać na realnych antysemitów - darujcie - niepodobna. W porównaniu z prawdziwymi żydożercami wiedzącymi wszystko o światowym spisku i rządach syjonistów, badających krew do siódmego pokolenia - kibole są niewinni jak dzieci, które nie wiedza co czynią. Ci nędzni śpiewacy i krzykacze winni są własnej niedorzeczności i są ofiarami języka, który zjudaizował zło. Słowo 'Żyd" dla kiboli stało się obelgą taką jak inne, aczkolwiek znacznie gorzej się kojarzącą.Notabene rozmaici dzisiejsi demonstranci skandujący pod adresem policjantów "Gestapo" ."Gestapo" to jest zjawisko groźne czy kabaretowe?. Przychylam się do tego drugiego sądu. .
Podczas wczorajszego spotkania zamiast Żydów i policji w roli głównej wystąpił prezes naszego klubu , jako spirytus movens plag spadających na klub.Kibolstwo wyżywało się do woli ,ale w sposób cokolwiek jednostronny i niezbyt zrozumiały. Bo niby wiadomo czego chciało, ale nie wiadomo po co tego chciało.Używane w trakcie tego darcia ryjów przekleństwa i tzw. wulgaryzmy to dziś powszedniość ,a nie jakieś wybzdyczenie. Bowiem pisarze i to silnie nagrodami w książkach co drugie słowo używają tych na : k, ch, s, w, itd. itp.Także tzw. stand uperzy ślą wiąchy nieustannie, a publika nie jest wcale oburzona ,ale zachwycona. Ja po wczorajszym występie kibolstwa w zachwyt nie popadam. Ja tylko konstatuję ,że dziś tymi wyzwiskami nikomu się nie zaimponuje , warto by zmienić repertuar.Zaskoczeniem by było snucie pieśni np, religijnych lub zgoła operowych arii.
Jednakowóż niczego nie lekceważę , nie bagatelizuję - pokazuję jedynie ,że piłka nożna to całość, której nieodrodną częścią są kibole. Możemy ich poskramiać,ale nie da się ich usunąć. To oni tworzą aurę spotkania, to ich wewnętrzna dyscyplina i pasja daje barwy trybunom, to ich doping daje siłę drużynie.Jak na razie są silniejsi i lepiej zorganizowani od służb tzw. ochronnych i żadne kary ich się nie imają.A że powiada się,że są mocniejsi od PZPN i klubów, że w wielu rządzą, że ich prowodyrzy są w ciemnych interesach zanurzeni - to trzeba zająć się tymi realnymi i groźnymi patologiami ,a nie biadać nad paroma okrzykami - co nie nowe.
Najkomiczniejsze są jednak te zabiegi, które zdaniem "dziewic orleańskich" mają ucywilizować stadionowe obyczaje . Chce się z trybun stadionu uczynić krainę łagodności poprzez to ,że zaludnią je całe rodziny koniecznie z bardzo małoletnimi dziećmi oraz matki z niemowlętami przy piersiach.Dzięki takiemu zabiegowi widownia będzie się tylko przyglądać i klaskać, z uśmiechem przyjmować wygrane,a z wyrozumiałością klęski. Owszem w Polsce w latach 60-tych, które świetnie pamiętam był taki spokój, ale dzieci z matkami obecne nie były ( dziś kobiet na trybunach jest tak z tysiąc razy więcej niż wówczas). Przyczyny tego dziwoląga powinni zbadać socjologowie i psychologowie społeczni. Wtedy jak było kiepsko cały stadion skandował "Sędzia kalosz" a groza jaka wówczas waliła po czerepie była znacznie mocniejsza, niż reakcja na dzisiejsze najplugawsze okrzyki. Od tamtego czasu i piłka się przepoczwarzyła i kibice się zrewolucjonizowali . Piłka stała się spektaklem , pobudzanym nie zawsze czystymi ,ale zawsze wielkimi interesami co kibiców mało tyczy, choć obejmuje.
Kibic z tego spektaklu ma wychodzić albo bezbrzeżnie wściekły ,albo bezgranicznie rozanielony z najszczerszą chęcią zabicia sędziego Lasyka lub obsypania złotem Wieteski ,że zejdę na ziemię. I teraz wyobraźcie sobie ,że taki kibic wychodzi z paroletnią córeczką i połowicą z niemowlakiem na ręku.
Niech nas taka plaga nigdy nie dosięgnie !.

O tym,że prezes poszedł po całości.
Właściciel Legii SA pan Dariusz Mioduski sprawia wrażenie jak by szedł po całości i to po bandzie. Od 2017 roku jest on co prawda właścicielem klubu ,ale przecież nie stadionu i nie terenów przy Ł3.Od paru lat można zaobserwować ,że eksploatuje Spółkę na własną korzyść. I pewno, gdyby Legia była w paśmie sukcesowym to nikt by na te jego zakusy uwagi nie zwracał,ale kiedy stały się one jedną z przyczyn degrengolady to a i owszem zaglądamy do jego kieszeni. Ja od kilku już lat oceniam budżet Legii i wskazuję na jego zbilansowanie oraz ogólnie korzystne wskaźniki wynikające z tego,że koszty maleją ,a dochód rośnie. W tej sytuacji niezrozumiały jest brak płatności podatku od nieruchomości i czynszu dzierżawnego za 2021 rok. Jedyny wskaźnik, który rośnie to zadłużenie klubu i to nie wobec podmiotów zewnętrznych ,ale wyłącznie wobec właściciela klubu. Można podejrzewać,że zadłużenie to ma charakter wyłącznie księgowy , tym bardziej ,że przybiera ono charakter ilościowego wzrostu akcji. Czyli dług nie zasila rozliczeń, a tylko sprawia ,że wartość akcji w rękach właściciela jest coraz wyższa. Identycznie dzieje się z tymi częściami stadionu na których prowadzona jest działalność usługowo-gospodarcza ( katering,loże , sklep itd). Obecnie wpływy z tej działalności spływają do spółek , których właścicielami jest Dariusz Mioduski lub jego żona. Tak samo zamierzał uczynić z kompleksem kortów, a więc sprzedał fikcyjnie prawa do dzierżawy terenu i obiektu własnej spółce niejako wywłaszczając z tych praw Legię. Na szczęście kibice ujawnili tę grandę i nie mając wyjścia Mioduski musi przywrócić stan poprzedni. Pomimo podjętych starań nie zdołałem wyjaśnić aktualnego stanu prawnego i faktycznego klinu terenu pomiędzy Ł3 a Czerniakowską, który Miasto przekazało klubowi w 2016 roku na 30 letnią dzierżawę. O aspektach własnościowych LTC pisałem już wielokrotnie i nie widzę potrzeby,aby do tego tematu wracać.
Patrząc pragmatycznie to Mioduski nie może bez szkody dla swych interesów przestać być prezesem klubu , lecz jednocześnie takie ich gorączkowe zabezpieczanie może świadczyć o gotowości Mioduskiego do ewakuacji z klubu.

O tym, że zespołowość jet szkodliwym mitem.
Wielu komentatorów ma swoje idee fixe i zamiast objaśniać widzom i czytelnikom co dzieje się na boisku i dlaczego - opowiada jakie mają wizje. Jedni mylą piłkę z numerologią ,a drudzy z kołchozem. Ci pierwsi oślepli ,a ci drudzy bredzą wręcz w narkotycznym uzależnieniu. Pierwsi są mniej groźni, a drudzy lansują pogląd szkodliwy dla każdej dziedziny życia społecznego, w tym dla sportu w szczególności. I nie chodzi tu o różnice ideologiczne,ale o zwykłe posługiwanie się szarymi komórkami.Bredzą oni ,że jest coś takiego jak uzależnienie od jakiegoś, na ogół, klasowego zawodnika i że ono jest z gruntu złe,a jako alternatywę i antidotum proponują - zespołowość.Takie przeciwstawianie indywidualności tzw. zespołowości dowodzi cierpienia na dysonans poznawczy lub na wysuszenie,albo na rozwódnienie mózgu. Tak jak by coś zdrożnego było w uzależnieniu "Wielkiej Legii" i reprezentacji kierowanej przez Kazimierza Górskiego od Kazimierza Deyny, lub ,że wspomnę o współczesności, w uzależnieniu Bayernu Monachium od Roberta Lewandowskiego.
Nieszczęściem nie są indywidualności ,ale ich brak.

O tym,że tworzymy mity i usilnie pragniemy w te nieloty wierzyć.
Słowa nie zastąpią czynów,a gesty nie zastąpią materii. Otóż ,aby była mobilizacja to trzeba mieć co mobilizować. Ambicja musi mieć co pobudzać.Muszą być jakieś podstawy czyli wyzwolony i rozbudzony stawką konkret . On w takiej czy owakiej postaci musi istnieć. Wynoszone na wyżyny mierne umiejętności muszą na co dzień - nikłe, bo nikłe - występować.I to w ilościach większych niż nieznaczne. Te podstawy to umiejętności i to one powinny być zauważane i odnotowywane.

O tym,że trener Vukovicz do narzekaczy nie należy.
Trener Vukovicz należy do ginącego gatunku mężczyzn, którzy nie narzekają ,że żyją. Ilu to mieliśmy tych , pożal się Boże, trenerów , którzy obiecywali "złote góry" jak tylko dostaną piłkarskie diamenty. Ujawniali tym samym brak podstawowych kwalifikacji zawodowych, bo nie sztuka jest wygrywać mając to co najlepsze, sztuką jest zwyciężać z tymi gorszymi. Lecz też trzeba mieć realną skalę ocenną, żeby nie porywać się "z motyką na słońce ", bo z "gówna bicza się nie ukręci". Jednocześnie nie można traktować drużyny piłkarskiej jako kuriozum czy innego ewenementu w stosunku do grupy pracowniczej czy innej zorganizowanej w celu realizacji wspólnego zadania. Każdy kto kierował taką grupą wie,że jest na jej uczestników niejako skazany i to od niego zależy czy potrafi to co najlepsze z nich wykrzesać. W piłce nożnej niemalże normą się stało,że każdy nowy trener robi za miotłę usuwającą starzyznę i żądającą świeżyzny. Na tym tle Vukovicz się wyróżnia ,ale nie wiemy czy dlatego,że to jego cecha charakteru i osobowości czy też wie,że mógłby tylko wołać po próżnicy. Niestety taka pewno wymuszona postawa ogranicza pole manewru opartego o konkurencyjność. W Legii czuć maliznę ,ale też widoczny jest monopol kilku zawodników na granie. I tu można zgodzić się z trenerem ,że narzekanie ani niczego nie zmieni, ani tym bardziej nie poprawi.
Musimy wszyscy uzbroić się w cierpliwość i nie kopać leżącego .

Odszedłem od pisania o rywalach Legii, bowiem moim zdaniem nasz byt zależy wyłącznie od nas samych. Aczkolwiek wczoraj zawodnicy Wisły robili bardzo wiele,aby nam ułatwić zdobywanie bramek z czego nasi gracze z odrazą nie korzystali.

O tym,że problemem Legii jest płynność gry.
Pisanie o ustawieniu Legii czy o organizacji gry mija się z celem, bowiem niezależenie od systemu ( wczoraj zagraliśmy 4-2-3-1) od kilku już miesięcy nasz zespół gra tak samo słabo.Zmiany jakie następują w tych dziedzinach , też kadrowe - są nieznaczące,a niektóre dołujące. Tym bardziej nie wolno nam godzić się z rozdzielczością gry obronnej od atakującej. Ten rozdział ma zasadniczy i negatywny wpływ na grę i wyniki, bowiem brak jest płynności w przechodzeniu od jednego stanu do drugiego. Nawet jak jesteśmy w fazie obrony lub ataku to nasi zawodnicy zdają się być zaskoczeni takim obrotem sprawy. Kilka przykładów wyłącznie akcji w polu karnym Wisły lub Legii:
- 11' - Sokołowski nie strzela do pustej bramki,
- 12' - Rosołek nie trafia w bramkę,
- 19 ' - gracze Wisły rozmontowali naszą obronę,ale Ondraszek chybia,
- 20'- Wszołek uderza za lekko i bramka nie pada,
- 24'- piłka zagrana przez Wiślaka przechodzi przez nasza obronę jak przez masło
- 28 ' - do zagranej przez Josue piłki na wolne pole nikt nie rusza,
- 30' - Pekhart ma tyle swobody,że zagrywa piłkę w aut po drugiej stronie boiska,
- 37' - paru naszych graczy skutecznie przeszkadzało sobie w oddaniu strzału,
- 41' - powtórka z minuty 37,
- 42 ' - Josue za wcześnie witał się z gąską, bo w piłkę trafił,ale kiepsko,
- 44' - Rosołek wmurowany w glebę dupy do piłki nie raczył ruszyć.
- 55' - Wszołek robi wszystko na odwrót i strzela z dala ,a nie z bliska,
- 66' -Pekhart i Wszołek zawzięcie walczą pomiędzy sobą o piłkę,
- 79' - weszli ma nas bezkarnie jak w masło i wyrównali,
- 88'- Pekhart nie kopiuje strzału z 7'.

To nie nasi gracze panują nad przejściem z obrony do ataku i odwrotnie, to piłka zmienia posiadanie i miejsce stacjonowania.Poruszania się naszych zawodników po boisku nic nie determinuje,ani zadania, ani świadomość. Efektem jest bezład i bałagan. Zawodnicy sprawiają wrażenie jak by byli wtórnymi analfabetami ,albo ludzmi sparaliżowanymi strachem. Trener Vukovicz stawia tezę,że jeden dobry i wygrany mecz ten stan marazmu i apatii zmieni. Wczoraj wygraliśmy ,ale spotkanie do tych dobrych nie należało.

Sędzia Lasyk zaliczył mecz ,ale na ocenę 2=. Albo udawał,albo nie widział,że piłkarze za dużo pracowali rękami, jak by byli bokserami i byli na ringu, a nie na boisku. A do tego uznał bramkę dla Wisły mimo ,że nasz bramkarz piłkę kontrolował, a do wypuszczenia jej został zmuszony kopem w rękę. Niezależnie od powyższego to zachowanie Miszty było nieporadne i o mały włos,a przeszedłby drogę od bohatera do zera.

Generalnie marnie to wszystko wyglądało. Chłopcy źle się bawicie !.






-
4sobota, 26, lutego 2022 14:44
anma1
Czy można meczami w "walce o spadek" emocjonować się jak meczami w walce o MP? Ano można...
Jakie pozytywy widziałem? Wreszcie więcej szans/sytuacji Legii na strzelenie gola. Mniej beznadziejnego i nic nie dającego klepania piłki między stoperami. Mimo wszystko lepszy presing. Jakoś można grać bez będącego pod formą Slisza i nie powoduje to czarnej dziury w środku pola, choć sam Çelhaka grał przeciętnie. Wystarczyło.
Przeraziło mnie i pisze serio - jak przed meczem spojrzałem na ławkę rezerwowych i pomyślałem, kto tam jest z piłkarzy , któy mógłby odwrócić wynik meczu gdyby układał się niepomyślnie. No to słabą mamy tę ławkę i to nie pamiętam kiedy Legia miała tak słabiutką,,,, Skibicki, Hołownia, Ciepiela...
Szkoda, że Tobiasz odszedł do Stomilu, bo miałem go za lepszego, charakterniejszego i mocniejszego gracza od Miszty. Szkoda, że nie jest brany pod uwagę mój faworyt, który sprawdzał się w sparingach - Strzałek. No ale ja się nie znam, mogę sobie popitolić.
Wygraliśmy. Uffffff i tylko to sie liczy do najbliższego meczu. Oby było już tylko lepiej.
5sobota, 26, lutego 2022 20:29
CTP
Dużo się dzieje na świecie ale komentarz się należy. Smile
W tym meczu były 2 gamechangery: przejście na 4 obrońców i niejaki Rosołek. To spowodowało, że Legia w końcu zaczęła lepiej pressować i bardziej zagrażać bramce Wisły. Nie mam pod ręką statystyk ale wydaje mi się, że liczba "expected goals" była chyba najlepsza od początku tej rundy.
Bramka dla Wisły. Hm. Mam tutaj duży problem. Wprawdzie przepis mówi o tym, że piłka trzymana przez bramkarza jest jego nawet, gdy trzyma ją na murawie ale jest tam dość istotny wyjątek, który mówi o paradzie obronnej. Sędzia potraktował to jak element tejże parady, ja nie jestem do tego przekonany i bardziej skłaniam się do opinii samego Miszty, że to już było po akcji. Wydaje mi się, że sędzia jednak popełnił błąd. Ale na pewno popełnił błąd nie podchodząc do VARu.
Natomiast pretensje wiślaków jakoby Wieteska faulował kogokolwiek przy bramce dla nas są kompletnie nieuzasadnione. Te śliwę pod okiem, to nie wiem, czy mu przypadkiem bramkarz Wisły nie zrobił.

Kompletnie nie pojmuję za to, jak można walczyć o życie/utrzymanie i jednocześnie tak to utrudniać poprzez stan murawy. Przecież to jakieś kartoflisko jest, gdzie rozegranie płynnych akcji graniczy z cudem.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1