A+ A A-

Legia - Cracovia 3-0: Koniec męczarni

Ostatni mecz tego męczącego sezonu za nami. W nim Legia wysoko pokonała Cracovię, strzelając trzy bramki po przerwie. Do bramki gości trafiali Rosołek, Pekhart i Lopes.

 

Trener Vuković postawił na drużynę w składzie: Miszta – Johansson, Rose, Wieteska, Hołownia – Wszołek, Slisz, Josué, Sokołowski, Rosołek – Pekhart. Skład Cracovii wyglądał następująco: Hroššo - Râpă, Rodin, Sipľak - Kakabadze, Hebo, Lusiusz, Pestka - Rakoczy, Rivaldinho, Konoplanka.

W 4. minucie ładny strzał zza pola karnego oddał Slisz. Bramkarz gości odbił piłkę na rzut rożny. Po nim Sokołowski uderzył nad bramką. W 9. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Wszołek, ale został wytrącony z rytmu biegu i nie oddał celnego strzału na bramkę Cracovii. Minutę później większość kibiców opuściła stadion, demonstrując swoje zdanie na temat postawy Legii w kończącym się sezonie. W 23. minucie Pekhart padł w polu karnym gości. Sędzia ukarał naszego napastnika żółtą kartką za próbę wymuszenia jedenastki. W 37. minucie Josué uderzył z rzutu wolnego. Piłka minęła bramkę gości. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry groźnie zaatakowali goście. Hołownia źle obliczył lot piłki i w dobrej okazji znalazł się Kakabadze, jednak z ostrego kąta trafił w słupek.

Do przerwy było 0:0. Legia miała niewielką przewagę, ale najlepszą okazję do zdobycia bramki stworzyli sobie goście.

W 51. minucie Pekhart otrzymał prostopadłe podanie, wbiegł w pole karne Cracovii i umieścił piłkę w bramce, ale sędziowie nie uznali tego gola z powodu minimalnego spalonego. W 54. minucie Legia objęła prowadzenie. W polu karnym piłka trafiła pod nogi Rosołka, który uderzył płasko i celnie. Było 1:0. Strzelec bramki opuścił boisko w 62. minucie. Do gry wszedł Lopes. W 63. minucie żółtą kartką za faul ukarany został Hołownia. Po rzucie wolnym wykonanym przez Konoplankę minimalnie pomylił się Rodin. W 66. minucie Pekhart celnie uderzył głową po dośrodkowaniu Josué. Sędziowie długo sprawdzali tę sytuację, ale ostatecznie decyzja była po naszej myśli. Legia prowadziła 2:0. W 74. minucie Pekhart zszedł z boiska zastąpiony przez Kapustkę. W 81. minucie dobrą interwencją popisał się Miszta, który odbił soczysty strzał Hebo Rasmussena. W 85. minucie Josué dośrodkował z rzutu rożnego. Lopes wyszedł w powietrze, uprzedził obrońców Cracovii i strzałem głową pokonał Hroššo. W 87. minucie na boisku pojawili się Çelhaka, Muçi i Strzałek, którzy zmienili Sokołowskiego, Wszołka i Josué.

Mecz zakończył się pewnym i zasłużonym zwycięstwem Legii. Szkoda, że tak rzadko w tym sezonie oglądaliśmy naszą drużynę grającą równie skutecznie co w starciu z Cracovią. Oby przypadki sezonu 2021/22 stały się cenną lekcją i nauczką dla wszystkich związanych z Legią, zwłaszcza na najważniejszych stanowiskach w klubie.

Dyskusja (5)
1sobota, 21, maja 2022 20:48
Senator
Nawet nie napisze cieszy wygrana bo nie cieszy . Nie cieszy bo nie zwiastuje nic co mogłoby w nas kibiców wlać otuchę , nadzieje na lepsze jutro .
Przyjdzie trener z doświadczeniem dla wielu to duży plus . Ja jakoś nie widzę w nim zbawcy . Finanse klubu leżą, a to sprawa kluczowa ponieważ drużynę należy zbudować od nowa ( który to raz za kadencji DM?)
No cóż żonę można zmienić mieszkanie , miasto ale ukochanej drużyny nie zmienisz . Musimy przetrwać trudne czasy a ja mogę tylko obiecać ze żadnych życzeń ujawniać nie będę bo działają odwrotnie . Zamiast wymarzonego sezonu bez porażki dostałem sezon z największa ilością porażek w historii klubu w jednym sezonie.
2sobota, 21, maja 2022 21:10
Baron
Mnie natomiast zwycięstwo cieszy, mało w tym sezonie mieliśmy powodów do radości. Dodam, że jak najbardziej zasłużone zwycięstwo.
Co do zakończonego sezonu to można go skwitować jednym słowem - KOMPROMITACJA i to na wielu poziomach.
Nowy trener nie wiem jak to ogarnie, o ile w ogóle. Klub jest zadłużony, nie ma kasy, nastroje są fatalne, możliwe odejście Josue itp. A to co powiedział Vuko w ostatnim wywiadzie odnośnie np. Herry pokazuje jedno - prędzej nauczy się tańczyć stado małp "Jezioro łabędzie", niż ktoś w tym klubie czegoś się nauczy i będzie wyciągał racjonalne wnioski.
3niedziela, 22, maja 2022 01:34
corazstarszy
Epizodycznie napiszę na czarnej-e(L)ce, do której sentyment pozostał.
Za nami sezon, w który nikt by nie uwierzył przed jego rozpoczęciem. Ja nie spotkałem nikogo, kto przed rozpoczęciem nakreśliłby scenariusz, którego później byliśmy świadkami czy uczestnikami. Nie wiem, jak u kolegów. Ja czuję ulgę, że nie spadliśmy, wdzięczność wobec wszystkich osób, które uratowały Legię. I niepokój, co dalej. Nie wiem, czy ten sezon nie jest zapowiedzią groźnej przyszłości. Oby nie. Uważam, że groźba spadku była bardzo realna. Pamiętam sezon 1991/92, gdy też byliśmy o włos od degradacji, jeszcze cieńszy włos niż teraz. Gdy teraz wspomnę końcówkę jesieni 2021, to włos mi się na głowie jeży.
Słowo o trenerach. Poprzednio wpisałem się, gdy Legia wyeliminowała Slavię, 29. drużynę rankingu klubowego UEFA. Jeszcze wówczas chyba nikt nie przeczuwał, co dalej się zdarzy. Zachwycony awansem, entuzjastycznie napisałem o pracy Michniewicza, deklarując, że poprzednicy, wśród nich Vuko, nie doprowadziliby nas do fazy grupowej. I tak pewnie jest. Ale życie zweryfikowało te oceny. Jest taki znany tekst w naszym kręgu kulturowym, w którym są słowa ‘chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj’. Wielu z nas ten powszedni chleb przestało cenić. Chcieliśmy pucharów, czegoś ekstra, deseru, wisienki na torcie. I dostaliśmy. I wtedy się okazało, jak ważny jest jednak ten chleb powszedni i że bez niego ani rusz. Michniewicz przedstawiał się jako osoba całkowicie oddana pracy, dzień i noc siedząca nad analizą rywala i zdolna wymyślić na pojedyncze mecze fajne rozwiązania. Ale i on zapomniał lub nie starczyło mu czasu już pomyśleć o chlebie naszym powszednim.
Tak myślę teraz o wielkich trenerach Legii z przeszłości – Vejvodzie, Strejlale czy Koncewiczu. Oni też mieli, obok swoich chwil wielkiej chwały, porażki i złe zakończenia. Np. trener Vejvoda dwa razy pracował w Legii. Drugie podejście było zupełnie nieudane. Ale jest legendarny. Dla mnie kimś tak samo legendarnym stał się teraz Vuković. To nie jest ocena jego ‘umiejętności’, czy ‘kwalifikacji’ trenerskich. Nie są tak złe, jak wynikałoby z naszych narzekań na niego (a czasem były straszne i poniżej pasa), ani tak dobre, jak sobie wyobrażaliśmy w chwilach MP w 2020, czy po 7-0 z Wisłą, czy 5-1 z Górnikiem. Chodzi o to, że mógł sobie leżeć do góry brzuchem, brać pensję, prawić złośliwości, wymądrzać się po wywiadach i dokopywać Mioduskiemu. Tym zyskałby większy poklask ogółu niż swoją pracą po powrocie do Legii. A przyszedł z miłości do tego klubu, ryzykując wiele. Ktoś dziś powie, że Legię utrzymałby każdy jako tako doświadczony trener ligowy, np. Probierz czy Stokowiec. Po tym pobiciu piłkarzy w autobusie w drodze z Płocka, to nie wiem, jak by było. Słyszałem wersję, że miał być masowy wniosek o rozwiązanie kontraktów z winy klubu, jak w Sportingu kilka lat temu. A Vuko dotarł do piłkarzy, przekonał ich do pracy, wyrobił pokorę i uświadomił położenie. My tam możemy mówić o taktyce, pięknie gry, Europie. To wszystko prawda. Ale teraz było widać, ile w pracy trenera znaczy także kontakt z szatnią, dotarcie do zawodników. A walka szła o zachowanie ligowego bytu, a nie o wyrafinowane rozwiązania w zakresie organizacji gry. Sam Vuko lubi eksponować swoją sprawiedliwość, podobnie jak Michniewicz lubił np. eksponować swoją pracowitość. Ale tu jest ważne, że również głosy zewnętrzne potwierdzają to zdanie, np. Igor Lewczuk też podkreśla, że Vuko jest sprawiedliwy. Może m.in. tym ‘kupił’ szatnię. Dla mnie robota wykonana przez niego jest wielka. 28 punktów w 16 wiosennych meczach. Średnia 1.75 na mecz, chyba zgodna z obecnymi możliwościami Legii. Nie wiem, czy wielu by zdziałało więcej.
No i przyszłość. Mieliśmy trenera stuprocentowo oddanego Legii, z wadami i zaletami. Wymieniamy go na rzetelnego fachowca, opanowanego warsztatowca, który pewnie pracę w Legii potraktuje jak kolejne dni w biurze – fachowo, bez emocji, odtąd dotąd, po kupiecku. To wiem, że warunki pracy w Legii zastanie inne niż miał u poprzedniego pracodawcy. Inne, bo mniej sprzyjające systematycznej pracy od podstaw. Cierpliwość nas nie cechuje, Mioduskiego też nie, dziennikarzy i influencerów piszących o Legii też nie. A i z budżetem u nas krucho, więc warunki będzie miał inne niż miał w poprzednim miejscu. Nie wiem, co z tego wyjdzie.
I pokora. Dla mnie słowo klucz. Ten sezon więcej mnie nauczył i dał do myślenia niż te zwycięskie lub minimalnie przegrane. Emocje przy walce o ligowy byt na pewno nie są mniejsze niż przy walce o MP. Ale u mnie doszedł też duży strach w grudniu, w lutym. Żyłem jak sparaliżowany. Wnioski są takie, żeby doceniać to, co się ma, nie deprecjonować, nie odpływać w stronę żądania ciągle więcej i więcej. Legia podlega takim samym prawom jak inni. Jeśli ktoś na dowolnym etapie podchwycił slogan o ‘legijnym DNA’, to teraz mógł się przekonać, że mamy takie samo DNA jak inni – podlegamy tym samym prawom, ponosimy takie same konsekwencje złych decyzji. Teraz spadła Wisła. Nasze losy też tak mogą się potoczyć, jeśli popełnione zostaną takie błędy jak w Wiśle.
I perspektywy. Był to jak dotąd kulminacyjny moment złego zarządzania Legią. Wielu z nas, słusznie, chciałoby zmiany właściciela na lepszego, lub (nie wiem, czy słusznie) na po prostu innego. Ale jest też i taki aspekt: w obecną Legię to chyba tylko jakiś samobójca czy masochista by chciał zainwestować: pobicie piłkarzy, drugie od 2017, co mecz domowy pod egidą UEFA, to kary, i to solidne. Jest od kilku lat mniej dopingu dla Legii w czasie meczów, za to więcej protestów, pogrzebów, bluzgów, szukania winnych. Gdy niedawno jeszcze były sukcesy, to ja nie pamiętam, aby było tyle reakcji pozytywnych i o takiej skali jak teraz negatywnych. Więc społeczność kibicowską mamy głównie roszczeniową, protestującą, nastawioną na domaganie się od innych, ale nie od siebie.
Nie wiem, skąd czerpać nadzieję. I konkluzja: boję się, że jeszcze za mało dostaliśmy po głowie w tym sezonie i że może być jeszcze gorzej. Ten sezon powinien i nas zmienić – oduczyć ciągłego narzekania, deprecjonowania, marudzenia. Idealne, wymarzone scenariusze mają to do siebie, że się nie sprawdzają, a jeśli nawet, to tylko na krótką chwilę. Zaraz po nich są następne wyzwania. Trzeba zapytać siebie, co ja mogę zrobić dla Legii, jak ja mogę pomóc, i nie patrzeć, czy to jest Legia Mioduskiego, czy Legia tych z trybuny północnej. Po prostu, robić coś pożytecznego dla Legii, każdy na miarę swoich możliwości.
Pozdrawiam
4niedziela, 22, maja 2022 11:52
Zbyszek
Tym razem będzie namysł nad pryncypiami , mniej tematów z których pierwszy omówię dokładniej.
Po zapoznaniu się z hasłem kibicowskiej oprawy, której motto wywodzi się z dramatu Mickiewicza "DZIADY" mam szczery zamiar jutro ( 23.05) napisać felieton , w którym odniosę się do tegorocznego sezonu w wykonaniu Legii. Zaznaczam, że na to kiedy Naczelny tekst dopuści wpływu nie mam.

O tym, że Włosi to mistrzowie catenaccio.
Od wielu lat Włochy postrzegane są jako kraj w którym wychowuje się najlepszych obrońców . W czasach włoskiej dominacji jedne wybitne pokolenia obrońców przekazywały pałeczkę następcom. W tamtych okresach we włoskiej piłce toczyły się zaciekłe spory o kwestię zasadniczą ( pryncypialną) ,a mianowicie : co dokładnie znaczy bronienie?. Czy obrońcy mają koncentrować się na neutralizowaniu konkretnych rywali czy skupić się na wyznaczonej strefie boiska ?. Szło nie tylko o to, które podejście jest bardziej skuteczne ,ale które bardziej włoskie.
Od lat 60-tych XX wieku symbolem włoskiej piłki stało się catenaccio , które często utożsamiane jest z futbolem reaktywnym , choć w istocie oznacza "ryglowanie" ,a więc taką organizację gry obronnej w której za plecami środkowych obrońców kryjących indywidualnie rywali ustawiony jest stoper zwany wymiataczem . Dodanie tego ostatniego obrońcy siłą rzeczy osłabiało ilościowo atak i skazywało zespół na taktykę defensywną.
Catenaccio w wydaniu z początku lat 60-tych było reakcją na ultra ofensywny futbol dominujących wcześniej w Europie takich klubów jak Real Madryt i Benfika Lizbona. Symbolem ryglowania stał się Inter Mediolan kierowany przez charyzmatycznego Helenio Herrerę. Kontynuatorem Herrery stał się trener Milanu Nereo Rocco, który dwa razy sięgnął po Puchar Europy. Jego mottem było :" Miejmy nadzieję na dobry mecz, ale lepszy nie wygra". Aby rozwiązać problem przewagi rywali w środkowej linii z czasem stoper ( wymiatacz) przeistoczył się w libero ( najbardziej znany to Franz Beckenbauer), który przechodził z obrony do drugiej linii . Ten system zdominował włoski futbol ,a jego najwybitniejszym przedstawicielem stał się Giovanni Trapattoni , pod kierunkiem którego grali m.innymi Boniek, Ancelotti i Platini . Jego Juventus grał dwoma systemami 4-4-2 oraz 3-5-2 stosując zawsze krycie indywidualne w obronie i strefę w pomocy. On to rozróżnił funkcjonalnie stopera jako tego, który ma odbierać piłki grając agresywnie, od libero ,który ma czytać grę. Później, bo pod koniec lat 80-tych pojawił się Arrigo Sacchi ,który odrzucił krycie indywidualne, ryglowanie i postawił na bronienie strefą. W tym celu ustawiał czterech obrońców w jednej linii. Podczas , gdy drużyny stosujące catenaccio cofały się głęboko to te kierowane przez Sacchiego , głównie Milan, broniły daleko od własnej bramki , ograniczały pole gry do polowy przeciwnika i umożliwiały zdominowanie przestrzeni boiska. To Sacchi wywarł większy wpływ na kierunek rozwoju sztuki obronnej ,a jego kontynuatorami są m. innymi Guardiola, Klopp, Ancelotti czy Benitez.
Z podobnymi dylematami mieliśmy do czynienia w ostatnim okresie w Legii Warszawa. Trener Michniewicz sprowadził z Włoch fachowca ( de Petrillo) od zorganizowania obrony w systemie z trzema obrońcami. W tym ustawieniu obrona Legii i cały zespół grały strefowo. W fazie obrony zespół był ustawiony 5( 3-2), 4-1 , zaś w ofensywie 3-4-2-1. Gra strefowa nie zabija indywidualności ,ale lepiej pozwala maskować słabości, bowiem rywale nawet ogrywając jakiegoś zawodnika w jednej strefie napotykają na innego w kolejnej strefie. To dzięki temu systemowi Legia tak udanie wystąpiła w Europejskich Pucharach. Wyniki się załamały , bowiem gracze zostali wyeksploatowani fizycznie. Zgoła odmienne podejście prezentuje zespół trenowany przez Vukovicza w którym główną rolę organizatora gry odgrywał Radunovicz. Legia odeszła od gry "trójką ' w obronie i przeszła na system 4-2-3-1 oraz na krycie indywidualne w obronie . W naszej słabej lidze taka organizacja gry była w miarę skuteczna, pomimo tego ,że jest ryzykowna , gdyż wymaga dużych umiejętności od zawodników. Jej główną słabością były stracone bramki po stałych fragmentach gry, głównie rzutach rożnych. Na forum międzynarodowym jednak z takim nastawieniem taktycznym Legia nie miałaby żadnych szans za sukcesy.
We Włoszech styl "Trappa" jest bardziej popularny, ale na świecie uchodzi za anachroniczny. Chociaż w erze komputerów dowiedziono, że tzw. idealny mecz musiałby zakończyć się wynikiem 0:0. Ta teza ma swoich zwolenników w postaci stwierdzeń, że " Kiedy buduje się dom , to trzeba zacząć od fundamentów, a nie od dachu".
Oba podejścia sprawiały jednak ,że we Włoszech szkolenie obrońców stoi na bardzo wysokim poziomie i potrafią się oni odnaleźć się i w kryciu indywidualnym i w obronie strefowej . Gorzej jest z napastnikami . Dominujące ustawienie z trzema obrońcami zdaniem Sachciego oznacza " Brak radości i krok wstecz piłki" Jego zdaniem:" Za dużo zespołów gra w ten sam sposób ,co jest przejawem konformizmu. To nie pozwala na nowatorstwo. Choć w teorii grają trzema obrońcami to w istocie jest ich pięciu , z których jeden jest "ryglem" . To nie jest rozwój ,ale cofanie się ".

O tym ,że na frustrację nie ma rady.
Rozumiem frustrację kibiców ,bo sam jestem sfrustrowany ,ale metod reakcji nie podzielam. Frustrację definiuje się na ogół dwojako :
- jest to zdarzenie blokujące, opóźniające lub zakłócające działanie ukierunkowane na określony cel. Są to wszystkie przeszkody, takie jak opór stawiany przez innych ludzi, rzeczy, braki w środowisku lub we własnej osobie , długotrwałe konflikty
- jest to stan wywołany sytuacją, która udaremnia zaspokojenie potrzeb lub pragnień. W tym rozumieniu frustracja jest reakcją na niepowodzenia, wywołuje stres i zawiera czynnik zagrożenia ,czego widocznymi znakami jest podniecenie psychoruchowe, napięcie emocjonalne . Ten stan wywołuje reakcje obronna organizmu w postaci agresji. Agresja nie jest oznaką siły ,ale lęku i słabości. Czynniki frustracjogenne nie mają waloru obiektywności, bowiem każdy inaczej reaguje na stresor. O tym czy ktoś jest sfrustrowany możemy powiedzieć po jego zachowaniu, głównie po wrogości wobec czynnika wywołującego frustrację. Przy czym rzadko agresję zastępuje regresja.
Nie sięgając zbyt głęboko i szeroko możemy o frustracji wobec poczynań Legii powiedzieć kilka słów na przykładzie Boruca, trenera Vukovicza i wielu kibiców.
Agresywne zachowanie Boruca w meczu z Wartą było niewątpliwie wywołane frustracją. Tym samym oskarżenie Artura przez Vukovicza o świadome działanie i brak odpowiedzialności świadczy o jego niedostatkach wiedzy. Niemniej i Boruc nie potrafi wyjść ze strefy stresu, bowiem uważa karę finansową za niesłuszną i jej nie płaci co skutkuje tym, że nie może grać. Może być też tak ,że Boruc nie płaci, bo wie ,że wszedł w konflikt z trenerem ,który i tak by go nie wystawiał. Z tego samego powodu klub nie płaci kary za Boruca. Typowy pat spowodowany namiętnościami.
Trener Vukovicz jest sfrustrowany faktem, że nikt z kierownictwa klubu nie ogłasza go zbawicielem i naczelnym ratownikiem. Z jego wypowiedzi wynika ,że liczył, że jak "uratuje " klub przed spadkiem to zostanie mu zaproponowany nowy kontrakt. To milczenie uznaje za brak szacunku . Ba, nawet kibice nie skandowali jego nazwiska podczas wczorajszego spotkania mimo, że wszyscy wiedzieli, że to jego pożegnanie.
Wreszcie kibice. Akcja kibiców z tzw. Żylety to hucpa, błazenada i pozerstwo. Jakieś wyjścia ze stadionu , jakieś darcie ryja , jakieś race mogłyby uchodzić za przejaw frustracji, gdyby miały charakter spontaniczny. W istocie stanowią oni neoficką, egocentryczną hołotę, która za wszelką cenę chce zwrócić uwagę na siebie ,a nie na problemy Legii. W gruncie rzeczy oni uważają siebie za najważniejszych , za ważniejszych od klubu. Hasłem ,które wywiesili sami sobie wystawiają świadectwo. Słowo "DZIADY" można dopełnić słowem "PAJACE".

O tym, że koniec bywa początkiem.
W wypowiedziach Jacka Zielińskiego przewija się bardzo często słowo ewolucja jako esencja poczynań nowego kierownictwa pionu sportowego Legii. Otóż tak rozumiana ewolucja w naturze nie występuje. Nauka zweryfikowała pogląd Darwina stwierdzając, że przemiany jednych gatunków w inne nie następowały z upływem czasu i zmieniających się warunków egzystencji. Takie metamorfozy polegały na wyginięciu jednych gatunków co nazywane jest "masowym wymieraniem" i dopiero po nim wyrastały nowe gatunki, na wyższym poziomie rozwoju i dostosowania. Podobnie rozwój cywilizacji to następstwo rewolucji , czasem bezkrwawych i wojen.
W piłce jest podobnie czyli nie da się kontynuować tego co było, a co efektu korzystnego nie przynosiło. Prezes Mioduski wymienił kierownictwo pionu sportowego ,a ono wymieni trenera, sztab i pewno większość zawodników. Pozostaje kwestią otwartą ocena, ile trzeba zburzyć i tym samym, ile trzeba na nowo zbudować. Przy czym w piłce nożnej jak w budowie człowieka najważniejszy jest kręgosłup. I tej dbałości o kręgosłup zespołu w Legii brakowało. Drużyna była systematycznie osłabiana, a nowi zawodnicy dobierani bez jakichkolwiek zrozumiałych kryteriów . Chodziło nie tylko o umiejętności, ale o charakterystyki i charakter. Zapominano ,albo nie wiedziano ,że mechanizm tylko wówczas dobrze działa jak tryby są wzajemnie dopasowane.
Musimy więc uzbroić się w cierpliwość, bo burzy się łatwo i szybko, a buduje wolno i mozolnie. Przy czym Legia jest w takiej sytuacji, że nie ma innego wyjścia. bo albo dalej będzie tkwiła w maraźmie , albo ruszy do przodu. Miejmy nadzieję, że tym razem nikt nie będzie szukał usprawiedliwienia w grze na trzy fronty Smile.

O tym, że lepsze coś , niż nic.
Chyba nikt po wczorajszym meczu nie spodziewał się rewelacji i w I połowie trudno było mówić o jakiejś przemyślanej taktyce skoro obie drużyny postanowiły rozegrać średnio intensywny sparring. Oczywiście i Legia i Cracovia liczyły ,że rywale popełnią piłkarskie seppuku i sami doprowadzą do porażki. W II połowie wystarczyło, że pociąg pod nazwą Legia lekko przyspieszył i Cracovia została na peronie z bagażem 3 bramek, a powinno ich być więcej.
Gawin opisał przebieg spotkania ,co ja tylko nieznacznie uzupełnię.
Każdy dostrzegł, że nasi piłkarze są obecnie w bardzo wysokiej formie fizycznej, grają na luzie, szybko przebierają nóżkami i spokojnie wytrzymują do końca meczu. Więc wcześniej, albo graliśmy na zaciągniętym hamulcu, albo trener przygotowania fizycznego nie trafił z formą. Wygląda na to ,że najwyższa forma została osiągnięta na przerwę w rozgrywkach Smile.
Niestety nadal nasi zawodnicy nie potrafią zdyskontować dobrego przygotowania fizycznego, gdyż przyjmują piłki przed ich podaniem przez co opóźniają akcje i pozwalają rywalom na ich blokowanie.
Nasi rywale nastawili się na utrzymywanie przy piłce w bezpiecznych, środkowych rejonach boiska co w I połowie dawało im remisowy efekt.
Można żałować ,że Legia w wielu spotkaniach nie potrafiła omijać takich zapór szerokim i wysokim łukiem jak wczoraj w II połowie, nie wdając się w zatargi z liczniejszym w środku rywalem.
Wczorajszy mecz po raz enty dowiódł, że głównym miernikiem efektywności nowoczesnej gry jest skuteczność pod własną bramka i pod bramką rywali ,a nie jałowa kopanina w środku pola.

O tym, że przydługi sezon się wreszcie zakończył.
Nie nawykliśmy od dekady do sytuacji w której Legia nie brała udziału w walce o Tytuł, lecz pałętała się poza podium. Sam sezon 2021/2022 był wielce interesujący, pomimo tego, że przed ostatnią kolejką wszystko było rozstrzygnięte. Przez prawie całą rundę wiosenną trzy zespoły ze zmiennym szczęściem walczyły o Mistrzostwo, a na dole tabeli spadkowicze, aż tak bardzo nie odstawali od reszty stawki.
Media najwięcej uwagi poświęcają spadkowi Wisły tak jak by to była jakaś sensacja, jakiś szok ,a nie skutek niekompetencji gówniarzy zarządzających klubem, mocnych tylko gębie. Obecnie to grono nieudaczników obraziło się na inne kluby, bo uznali, że gdyby inne zespoły ich nie ogrywały, to oni by nie spadli.
Nasz taki los nie spotkał, bo chyba powrót Vukovicza to był dobry pomysł , do czego sam m.innymi na tych łamach namawiałem. Vukovicz okazał się być dobrym trenerem na złe czasy ,ale nie potrafi on zrozumieć, że można być równocześnie złym trenerem na dobre czasy. Mnie nie odpowiada jak on peroruje o braku szacunku ,jak by nie rozumiał, że ludzie w pracy mają pracować czyli jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki i że za to ordery nie przysługują. Domaganie się czułości jest przejawem infantylizmu. Taka postawa trenera świadczy o jego emocjonalnej i społecznej niedojrzałości i o tym, że nadal ogląda świat z pozycji zawodnika , a nie kierownika. Póki nie zrozumie , że trener to zwierzchnik, który musi wymagać to trudno mu będzie być trenerem na dobre czasy.
Jednocześnie skład jaki wczoraj Vukovicz wystawił wystawia mu świadectwo adekwatne do wyznawanych przez niego wartości. Otóż on żegnał się z Legią i żegnał się z zawodnikami, ale przede wszystkim z tymi, którzy mu pomogli, którzy byli lojalni wobec niego i klubu, którzy ciężko pracowali na treningach i najmocniej byli zaangażowani w walce meczowej i osiąganiu korzystnych wyników. Gdyby Jędrzejczyk był w pełni zdrowy to i on by zagrał.
Mnie pryncypialność Vukovicza przekonuje, bowiem tak samo jak on bym w tych okolicznościach postąpił. Nie wolno być relatywistą, lawirantem, bawidamkiem, ale należy postępować zgodnie z wyznawanymi wartościami i prezentowanymi poglądami, które mają oparcie w powszechnej uznanej aksjologii . Bo to jest powodem to dumy .
Lecz sama , nawet najlepsza hierarchia wartości nie wystarcza, aby odnosić sukcesy. W działalności zawodowej liczą się efekty, a te zależą bardziej od wiedzy , umiejętności organizacyjnych i fachowych, od doświadczenia i wreszcie od kompetencji. I tych cech Vukovicz w nadmiarze nie posiada Smile. . Co go zubaża, a czego ja wielce żałuję .

Damian Kos to sędzia młody, porządnie wyszkolony i odważny. Wierzę, że on ,a także Kuźma, Krasny czy Sylwestrzak to przyszłość naszych arbitrów piłkarskich .
5niedziela, 22, maja 2022 12:12
Senator
@corazstarszy
Napiszę tylko Dziękuję za ten wpis.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1