A+ A A-

Stal - Legia 0-1: Błysk Carlitosa

W meczu siódmej kolejki Ekstraklasy Legia zmierzyła się w Mielcu ze Stalą, z którą w poprzednich sezonach szło nam bardzo źle. Tym razem Legia okazała się minimalnie lepsza. Mecz był nudny, ale wygrana Legii mimo wszystko zasłużona. O zwycięstwie przesądził wprowadzony z ławki Carlitos.

 

Trener Runjaić od pierwszej minuty postawił na Augustyniaka, który zameldował się obok Jędrzejczyka na środku obrony. Bardziej nieoczekiwana decyzja dotyczyła Kapustki, który zaczął mecz na ławce rezerwowych, ustępując miejsca Sokołowskiemu. Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Johansson, Augustyniak, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Josué, Slisz, Sokołowski, Baku – Muçi. Trener Majewski postawił na drużynę w składzie: Mrozek – Wolski, Kasperkiewicz, Matras, Barauskas, Getinger – Gerbowski, Wlazło, Domański – Hamulic, Lebedyński.

Pierwsze minuty meczu były wyrównane i pozbawione sytuacji bramkowych. Obie drużyny grały ostrożnie, czekając na błąd przeciwnika. W 26. minucie taki błąd popełnili gospodarze. Muçi przejął piłkę i wystawił Wszołkowi, niestety Wszołek uderzył bardzo niestarannie i Mrozek odbił ten strzał. W 30. minucie od przeciwnika uwolnił się Baku, podał do Josué, ten uderzył, jednak skończyło się tylko rzutem rożnym. W 35. minucie Matras uprzedził Muçiego po dośrodkowaniu Wszołka. W 38. minucie po szybkiej akcji Stali strzał głową oddał Hamulic. Johansson szczęśliwie zablokował strzał zawodnika gospodarzy. W 41. minucie Josué podał piłkę do Baku, ale rozwiązanie tej akcji było złe. Za chwilę centymetrów zabrakło Muçiemu do przecięcia piłki zagranej przez Josué. W 45. minucie Baku z bliska umieścił piłkę w bramce po dośrodkowaniu Wszołka, ale znajdował się na wyraźnym spalonym.

Do przerwy było 0:0. Legia nieco przycisnęła w końcówce pierwszej części spotkania, ale nie na tyle, by pokonać Mrozka.

W pierwszych minutach drugiej połowy można było odnieść wrażenie, że Legia chce podkręcić tempo, ale zapał naszej drużyny szybko opadł. W 60. minucie Tobiasz pewnie interweniował po strzale, który z dystansu oddał Wlazło. W 63. minucie Rosołek i Carlitos zastąpili Wszołka i Sokołowskiego. Tradycyjnie do środka pola wycofał się Muçi, a skrzydło z lewego na prawe zmienił Baku. Muçi i Baku opuścili boisko dziesięć minut później zastąpieni przez Kapustkę i Picha. W 74. minucie Carlitos otrzymał piłkę na prawej stronie boiska, odważnie wbiegł w pole karne i po krótkim zwodzie uderzył mocno i celnie z prawej nogi. Legia objęła prowadzenie. W 77. minucie powinno być 0:2, ale najpierw Mrozek obronił strzał Josué, a dobitkę zepsuł Rosołek, który trafił jedynie w boczną siatkę. W 86. minucie żółtą kartką za faul ukarany został Kapustka. Kilka minut później żółtą kartkę ujrzał też Josué, a wkrótce potem śladem kolegów miejsce w sędziowskim notesie znalazł również Carlitos. W doliczonym czasie gry Charatin zastąpił Josué.

Legia wygrała, a punktowa zdobycz w Mielcu jest cennym i konkretnym zyskiem. Cieszy pewność Legii w grze defensywnej. Poza jedną sytuacją, Stal nie była w stanie doprowadzić do poważnego zagrożenia pod bramką Tobiasza. Warto zwrócić uwagę na fakt, że nasi obrońcy wreszcie bardzo dobrze radzili sobie ze stałymi fragmentami gry w wykonaniu przeciwnika. Gorzej wyglądała gra ofensywna Legii. Mecz z Górnikiem musiał poważnie zachwiać wiarą trenera Runjaicia w sens inwestowania w techniczną przewagę Legii w środku pola, bo zastąpienie Charatina i Kapustki Sliszem i Sokołowskim oznaczało zdecydowany zwrot w kierunku większego wybiegania i waleczności. Martwi obniżona efektywność Wszołka i brak konkretów ze strony Baku na skrzydłach. Na szczęście pojawił się Carlitos, który indywidualną akcją przesądził o losach meczu. Można przypuszczać, że bez tego zrywu mecz zakończyłby się remisem. Kolejne ligowe starcie naszej drużyny to mecz z Radomiakiem w Warszawie w przyszły piątek. Wcześniej, bo w połowie tygodnia, legionistów czeka wyjazdowa rywalizacja w ramach pucharu Polski z Termaliką.

Dyskusja (8)
1sobota, 27, sierpnia 2022 11:09
Zbyszek
Jak zwykle nieco rozwinę skrótowo napisane niektóre myśli Gawina.
Obecnie ustalanie taktyki, organizacji gry i dopasowanie do nich zadań tak ,aby realizować założenia wydaje się dużo łatwiejsze, niż wcześniej. Jest bowiem mnóstwo opracowań, łatwy dostęp do nich, są programy komputerowe, jest przepływ informacji, są analitycy. Tym samym trener nie musi niczego zmyślać, odkrywać Ameryki. Wystarczy ,że powieli to co jest znane z materiałów szkoleniowych. Więc kiedy oglądamy jakieś pokraczne wygibasy, jakieś makabryczne wybzdyczenia to znaczy ,że trener nie odrobił pracy domowej ze szkoły podstawowej. Są trenerzy, których warsztat oparty jest na znanych podstawach szkoleniowych . Są tacy , którzy taką wiedzę potrafią twórczo adaptować. Są też tacy, którzy wprowadzają do schematów innowacje , którzy odkrywają nowe możliwości wynikające z systemu. Na samym szczycie są ci, którzy wyznaczają nowe kierunki. zrywają z zastanymi schematami, tworzą nowe porządki, odkrywają inne horyzonty. Najprościej chodzi o to ,aby tak się rozwijać, żeby nie zepsuć tego co poprawnie działa. Tu znaczenie ma osobowość trenera, a zwłaszcza jego poziom dojrzałości. Brońmy się przed gówniarzami udającymi dorosłych.

Obserwując mecze Legii pod kierunkiem Runjaicza zauważam pewien rozdźwięk pomiędzy założeniami, a ich realizacją - co chyba świadczy o tym, że siła przekonywania trenera jest ograniczona , bowiem nie podejrzewam, aby popadł on we wtórny analfabetyzm. Trochę mnie niepokoi fakt powielania organizacji gry i zadań z tym związanych wedle wzorca jaki stosował w Pogoni. Pewno stąd problemy realizacyjne , gdyż nabytych nawyków nie da się łatwo zmienić , ale też nie wszyscy są w stanie postawione zadania wykonać np. jak ktoś nie ma szybkości jak Wszołek, to nie będzie dynamicznie grał na skrzydle. Do tego nasi boczni obrońcy Mladenovicz i Johansson grają w nieco już archaiczny sposób. Widać, że trener chce ,aby oni przy wyprowadzaniu piłki schodzili do środka ,a oni w większości usiłują dublować skrzydłowych, przy czym Szwed raczej markuje włączanie się do akcji. W takich przypadkach jak nie można zmienić nawyków to powinno się wymienić zawodników, ale u nas kołderka króciutka.

Wczorajszy mecz w wykonaniu Josuego był podobny , choć odrobinkę lepszy, do wszystkich jego tegorocznych występów czyli byle jaki. Josue, jak to się mówi , ma papiery na poważne granie , bo ma spore umiejętności techniczne, dużo widzi , potrafi podać, dograć, jest aktywny , tylko ,że pożytku dla drużyny z tego jego grania nie ma prawie żadnego. To z tego m.innymi powodu gra ofensywna Legii nie przekonuje. Josue , co piszę z przykrością, gwiazdorzy, robi wszystko ,aby gra drużyny była skoncentrowana wokół niego, a nie na zadaniu do wykonania. Josue spowalnia akcje, nie podaje do lepiej ustawionych czy wychodzących na dogodne pozycje partnerów, wymusza granie na siebie. W takiej sytuacji jest jedna szkoła, a mianowicie trener musi pokazać kto tu rządzi. Ja pamiętam Vejvodę, który szefa Legii na boisku jakim był Kazio Deyna, zesłał do rezerw i zagroził, że go usunie z drużyny, czytałem o identycznej postawie wobec najlepszych Helenio Herrery czy SAFa. U nas te metody stosowali Skorża i Smuda. Runjaicz wybrał drogę obłaskawiania "gwiazdy" robiąc go kapitanem. Pewnikiem liczył i liczy ,że u Josuego przeważy troska o dobro drużyny i odpowiedzialność za wynik. Na razie górę bierze egoizm.

Mnożą się zarzuty wobec sędziów ,że podejmują nietrafne ,a nawet krzywdzące decyzje i co za tym idzie, że poziom sędziowania ulega pogorszeniu. I to jest prawda i to jest trend ogólnoświatowy. Lecz chyba każdy przytomny musi stwierdzić, że ten silny regres ma nierozerwalny związek z wprowadzeniem szmelcu w postaci VAR. Co można było przewidzieć ,a o czym swego czasu obszernie pisałem. Przypomnę tylko skrótowe tezy. VAR to zastosowanie prymitywnej technologii do rozwiązywania problemów nie do rozwiązania. Wprowadzenie VAR to efekt bandyckiego PR przeciwko sędziom ( skąd my to znamy?) opłacanego przez producentów tego złomu. To ta nagonka sprawiła ,że tzw. opinia publiczna ogłupiona stadnym myśleniem uwierzyła ,że ta parodia techniki sprawi ,że decyzje sędziowskie będą bezbłędne. Otóż ten wytwór przestarzałej techniki jest jeszcze bardzie zawodny, niż nasze umysły ,a w przypadku np. spalonego dodatkowo jest sprzeczny z przepisami. Ubocznym ,ale jakże szkodliwym efektem VARy stało się zdejmowanie odpowiedzialności przez sędziów za podejmowane decyzje. Sędziowie spacerują sobie po boisku, daleko od akcji licząc, że VAR ich wyręczy. Tylko ,że obraz telewizyjny wypacza rzeczywistość o czym każdy kto ogląda mecz na żywo i w TV doskonale wie. Mamy więc do czynienia z sytuacją w której sędzia na boisku staje się atrapą , bo istotne decyzje podejmują panowie w gabinecie , nie na podstawie oglądu, ale na podstawie obrazka na monitorze. Co do spalonego to przepis powiada, że nie wolno przerywać akcji ,jeżeli sędzia nie jest w 100% przekonany, że był spalony.
Ale jest światełko w tunelu , bowiem FIFA zauważyła ten postępujący proces degradacji sędziowania i zleciła firmom informatycznym wytworzenia adekwatnej do potrzeb technologii. Jedna z nich dzięki Sztucznej Inteligencji opracowała technologię półautomatycznego ustalania spalonego co powinno pozwolić na wyeliminowanie cyrku z tymi milimetrami , które niczego nie pokazują . Co do pomocy sędziom ( a nie zastępowania ich) to są czynione próby , na razie bezowocne, wytworzenia obrazu w formie hologramu. Może i tu SI pomoże .

Czytam różne wypowiedzi , w tym absolwentów AWF , którzy nader śmiało i odważnie wypowiadają się o różnych aspektach gry tak jak by czytali wyimki z podręczników akademickich. Ja staram się nie krytykować dziennikarzy za to ,że opowiadają różne androny, bo trudno od nich wymagać ,aby byli metodykami , a ponadto język tzw. fachowy jest trudny w odbiorze. Natomiast od tych tytułujących się trenerami wymagam prezentowania rzetelnej wiedzy. Jeden z nich , młody , na szczęście były trener w Legii , dał głos mówiąc jak to trzeba nauczyć się wychodzić spod pressingu. Nie mam zamiaru powtarzać jego słów , bo jest to dość dobrze opisane w literaturze przedmiotu. Ja tylko mam taką upierdliwą ciekawość, czy ten facet wie na pewno o czym mówi, czy nie opowiada bajeczek?. Czyli chciałbym , aby najpierw zdefiniował i opisał to cudo , ten cały pressing. co to jest , jak się to ustawia, jak go się je.?. A jak już zdefiniuje to niech poda jeden, tylko jeden przykład pressingu w wykonaniu jakiejkolwiek naszej drużyny. Tego sformułowania używają komentatorzy tak jak cyfr na określenie pozycji i zadań zawodnika ,ale trener musi wiedzieć, a nie zmyślać. Otóż jemu pomylił się normalny, naturalny atak na gracza posiadającego piłkę ze specyficzną organizacją gry obronnej w postaci pressingu. To co nazywa się potocznie wysokim pressingiem ma niewiele wspólnego z miejscem jego stosowania. Pressing generalnie sprowadza się do próby odebrania piłki rywalom i uniemożliwiania jej rozegrania. Wysoki pressing polega na tym, że wszyscy zawodnicy zespołu pozbawionego piłki wywierają presję na każdego gracza przeciwnika. Jest on stosowany przez drużyny zdecydowanie lepsze od ich rywali , bowiem jest szalenie niebezpieczny , gdyż każde ogranie "kryjącego " wywiera efekt domina i cała obrona się sypie. Taki pressing stosuje się przez kilka sekund i np. Guardiola w Bayernie ustalił ten okres na maksimum 4 sekundy. Inne formy pressingu to średni ( ustala się umowną linię poza która kryje się każdego rywala, który ją przekroczy obojętnie z piłką czy bez) oraz niski. Nie jest pressingiem gra obronna znana pod nazwami "autobusu" lub "ratuj się kto może". Zgoła czym innym jest wprowadzanie piłki do gry od tzw. tyłu z wykorzystaniem wszystkich formacji. W przypadku naszego zespołu to nie żadne pressingi są przeszkodą w efektywności gry ofensywnej ,ale niska jakość graczy ofensywnych, ich nieudolność i nieskuteczność.

We wczorajszym spotkaniu trener Runjaicz wreszcie poszedł po rozum do głowy ( lepiej późno niż wcale) i zmienił ustawienie wyjściowe na 4-2-3-1 , a właściwie na 4-2-4 zwane przed laty "brazylianą". Gra na jednego defensywnego pomocnika spełniającego dwie funkcje miała sens w Pogoni , która posiada Damiana Dąbrowskiego . Ale on jest unikatem i w ESie drugiego takiego nie ma, także nie ma go w Legii. U nas jest , albo typowy defensor Slisz, albo kilku skorych do ofensywy ,bo taki Kharatin to niewydarzony forstoper. A zadania wspomagania obrony lub akcji ofensywnych w środkowej strefie wypełniać trzeba i nie jest żadnym wstydem ,że trener wystawił dwóch .Oczywiście stanowi to pewne osłabienie ilościowe w ataku , bo liczba 5 zmniejsza się na 4 ,ale zawsze jest coś za coś. Chyba większe bezpieczeństwo jest tego warte. Wczoraj Stal sobie z nami nie pograła.

Takie spotkania jak wczorajsze wygrywa się lub przegrywa rezerwami. Przekonał się o tym Raków ze Slavią, kiedy to każde wejście nowego gracza Czechów to był plus dodatni , a każda zmiana w Rakowie to był minus ujemny. Zmiennicy Slavii coś na boisko wnosili, a ci z Rakowa wynosili. Trafnie Gawin spostrzegł, że mecz wygrał nam rezerwowy Carlitos, bo pozostali nasi zawodnicy uparli się ,żeby żadnego gola nie strzelić.
Rywale ze Stali nie stanowili dla nas żadnej przeszkody ,abyśmy im nastrzelali bramek, a, bramek , to my byliśmy dla siebie jedyną zaporą. Oglądałem wczorajszy mecz w szerszym gronie starych kibiców Legii i powiem ,że oni dostawali wręcz amoku po seryjnie marnowanych okazjach. Ja się naszemu frajerstwu zbytnio nie dziwiłem , bo chyba do niego przywykłem. Jeden z kolegów żartował ,że strzelilibyśmy, gdyby Stal nie miała bramkarza, ani obrońców, a i to nie takie pewne, drugi pytał czy nasi mają jakiś feler w postaci np. zeza, trzeci uznał, że może byłoby lepiej strzelać mniej razy, ale za to celniej, czwarty zapewniał, że tylko walenie na siłę z każdej pozycji da efekty. Ja skwitowałem te wywody następująco : " Jak ktoś nie ma szczęścia , to mu brak szczęścia nie pomoże".

Nie wiem czemu ,ale nasi zawodnicy weszli w konflikt z szybkością. Wszystko robią za wolno : za wolno biegają, za wolno podają, za wolno wychodzą na pozycje ,a za wolno oddają strzały. itd. itp. Można by ten mankament przeboleć , gdy brak szybkości został zastąpiony dokładnością, precyzją, celnością. Ale nie został.

Ciesząc się z wygranej nie można pominąć faktu ,że nasza drużyna dopiero kształtuje swój styl gry i na razie efekty obiecujące nie są. Nie potrafimy narzucić rywalom gry opartej na umiejętnościach , taktyce, technice. Lecz tak jak wczoraj wchodzimy w tą prymitywną wybijankę ,raz my, raz oni i tak dookoła Wojtek . Dobrze, że to oni zostali bez portek. Smile.

Najmłodszy sędzia ( 30 lat) Damian Sylwestrzak wczoraj ustawił poprzeczkę wymagań i respektowania przepisów dość nisko. Pozwalał grać i rzadko reagował gwizdkiem nawet na ostrą walkę o piłkę. Mnie zaskoczyła pozytywnie jego pewność siebie i niepozwalanie zawodnikom na to ,aby go pouczali . Nie dawał się nabierać na sztuczki bardziej doświadczonych graczy , którym wydawało się ,że jak młody to można go oszukać. Wyróżnił się pozytywnie na tle mocno przeciętnego spotkania.
2sobota, 27, sierpnia 2022 11:19
CTP
Ciężkie jest życie kibica, gdy musi wybierać pomiędzy MŚ w siatkówce a meczem Legii. Mnie osobiście wybór ułatwił trener Runjaic, bo jak zobaczyłem wyjściowy skład, to skupiłem się na meczu siatkarzy a Legię oglądałem jednym okiem na komputerze, gdzie ciekawsze akcje po prostu sobie przewijałem w wolnej chwili. Na ten mecz Kostja wystawił bardzo dziwną 11-tkę, bo wyszliśmy z dwoma "szóstkami", jedną "ósemką" i jedną "dziesiątką". Nie wiem, czy to był efekt meczu z Górnikiem, gdzie przez ofensywne ustawienie zarobiliśmy 2 gongi ale faktem jest, że przez godzinę graliśmy bez napastnika. Więc nie ma się co dziwić, że tych akcji było jak na lekarstwo i cały czas pachniało bezbramkowym remisem. Swoją drogą, to już kolejny mecz, który Runjaic ratuje zmianami. Niby nie ma w tym nic niespotykanego (patrz ostatni ligowy mecz Barcelony) ale jeśli rezerwowi widzą, że ktoś wychodzi w podstawie wyłącznie za zasługi, to to nie wpływa dobrze na tzw. szatnię. A moim zdaniem, np. po Wszołku widać, że brak okresu przygotowawczego teraz wychodzi, bo Paweł niby dobrze biega i dobrze się ustawia ale jak przyjdzie do dośrodkowania czy strzału na bramkę, to ani to nie ma celności ani mocy.
To, co mnie osobiście bardzo ucieszyło w tym meczu, to ławka dla Rose i dobra gra Augustyniaka. Stal przez cały mecz oddała 5 strzałów na naszą bramkę, z czego tylko jeden był celny, w środek bramki, przy którym Tobiasz nie musiał się zbytnio wysilić. To, co martwi, to znowu było spacerowanie po boisku a akcje ofensywne można było policzyć na palcach jednej ręki. Choć to ostatnie najprawdopodobniej wynikło z rewolucji w środku pola jaką wymyślił Kostja.
3sobota, 27, sierpnia 2022 13:06
iocosus
Zbyszek: "To co nazywa się potocznie wysokim pressingiem ma niewiele wspólnego z miejscem jego stosowania." - mhm, zaciekawiło mnie, można prosić o źródło zapodanej systematyzacji? Zbyszku stajesz w kontrze do Polskiej Myśli Szkoleniowej od Adama Nawałki poczynając na Rafale Ulatowskim kończąc, zakładam że 99% polskich licencjonowanych trenerów postrzega i definiuje rodzaje pressingu w zależności od wysokości boiska na której pressing jest zakładany. Zgodnie z tym co można znaleźć na stronach PZPN: Robert Solnica PRESSING: CHARAKTERYSTYKA, RODZAJE, DETERMINANTY SKUTECZNOŚCI (pzpn.pl)
Wzmiankowany Rafał Ulatowski w "Asystencie Trenera" poczynił rozprawkę: "Gra obronna pomocników i napastników w pressingu wysokim w systemie gry 1–4–3–3/1–4–1–4–1" powołując się na inspirację hiszpańskiego trenera Javiera Lopeza i definiując i systematyzując zagadnienie pressingu w następujący sposób: "Moment, kiedy przeciwnik posiada piłkę, wymaga od naszego zespołu odpowiedniej organizacji gry, by jak najszybciej ją odzyskać. W zależności od własnego planu możemy odebrać ją na połowie przeciwnika (pressing wysoki), w środkowej części boiska (pressing średni) lub w pobliżu własnej bramki (pressing niski)." W szczegółach taktycznych trenerzy mogą się różnić, ale powyższe założenie chyba przyjmują wszyscy!? 
Z PMS jestem na bakier, zresztą sprzeczności nawet w teorii pressingu na stronach PZPN można znaleźć, ale Zbyszku to co zapodajesz to "przewrót kopernikański". Jak rozumieć Adama Nawałkę gdy dowodził po meczu z Japonią na WM2018: "my cały czas mieliśmy w planie grę w niskim pressingu, przyjmowanie przeciwnika na swojej połowie i wyprowadzanie szybkich kontr." 
Z taktyką "niskiego pressingu" z końcówki meczu naszej husarii z samurajami  "Faken" przeszedł do memowej historii piłki nożnej.
4sobota, 27, sierpnia 2022 13:23
dalkub
Iocosus - w sprawie pressingu. Polska myśl szkoleniowa i to od jakiegoś czasu jest w wielu kwestiach myślą szkoleniową ogólnoświatową - problemem jest kto i jak ją stosuje. Wracając do pressingu to mój szanowny przedmówca jest znany z tego że tworzy swoją własną rzeczywistość, najczęściej mając niewiele wspólnego z tym co jest ogólnie przyjęte, więc radzę Ci czytać to z przymrużeniem oka
5wtorek, 30, sierpnia 2022 08:18
Zbyszek
@Iocosus @ dalkub.
Sami sobie odpowiadacie, powołując się na tzw. polską myśl szkoleniową ( takie zwierzę nie istnieje).Świecimy światłem odbitym, o ile jeszcze jest to światło . Otóż to nie u nas wymyślono pressing i to nie u nas stworzono jego teoretyczne uzasadnienie oraz opracowano zasady gry nim. Pisze o tym w popularnej książce "Odwrócona piramida" Jonathan Wilson . Jak ktoś chce pogłębić wiedzę w tym zakresie polecam prace twórcy pressingu Wiktora Masłowa ,a zwłaszcza całego teoretycznego opracowania o nim Walerego Łobanowskiego. Z pracy wydanych współcześnie warto zajrzeć do Davida Sumptera "Piłkomatytka:" oraz Michaela Coxa.
Z waszych wypowiedzi wynika, że tylko u nas gra się pressingiem i to cały czas, a wielcy trenerzy i wielkie zespoły zostali w tyle za naszą genialną myślą szkoleniową, bo wiedzą ,że można go stosować przez kilka sekund i to nie zawsze. Tylko tak się jakoś składa, że to my od tych nieuków dostajemy w kuper ,a nie odwrotnie. Nikt poważny i mający pojęcie o taktyce i organizacji gry nie nazwie pressingiem biegania bez sensu, ładu i składu po boisku . Moda na ładne nazwy nie oznacza, że pod nimi kryje się właściwy desygnat. U nas pod nazwą pressing kryje się pustak.

PS. Nasz futbol to nie Polska siatkówka, w której nasza myśl szkoleniowa lideruje w świecie.
6czwartek, 01, września 2022 14:59
iocosus
Zbyszek o polskiej myśli szkoleniowej: "takie zwierzę nie istnieje" - według mnie PMS to nasz "Potwór z Loch Ness", nie wiadomo czy istnieje, ale wszyscy o nim mówią, piszą, ba książki o nim wydają jak Michał Zachodny. Ja wierzę w  potwora, to znaczy dla mnie pms jest synonimem trenerów, którzy wyznają zasadę i ją propagują że polska piłka jest skazana na "grę z kontry", że mamy ją w genach. Przeklinam tych wszystkich, którzy twierdzili i twierdzą że sorry taki mamy klimat że nasi piłkarze będą gorzej wyszkoleni technicznie niż gracze z południa i z zachodu Europy, zatem naszych przewag musimy szukać w sposobie gry, a tym sposobem jest "konterka" nasze DNA. Zmora, potwór, zombi rodzimego futbolu, który stanowi alibi dla kiepskiego szkolenia młodych adeptów piłkarskich. 
Ale wobec powyższego nie każdy polski trener to dla mnie "kultywator pms", bardzo liczę na takich którzy potworowi się sprzeciwiają i nie dają mu się pochłonąć. Trzeba tych "leśnych dziadków z pms" z ich ideami mocno kopnąć w tyłek i tak szkolić nasze dzieciaki żeby pod względem techniki, motoryki i taktyki nie miały kompleksów wobec rówieśników z Niemiec, Danii, Belgii.
Zatem z grupą polskich trenerów jestem mocno na bakier, ale to nie znaczy, że mam podważać kompetencję i profesjonalizm każdego polskiego trenera. Mógłbym się żartobliwie wyzłośliwić na kanwie naszej dyskusji przywołując twoją Zbyszku argumentację że te nasze trenerskie głąby klepiące o wysokim, średnim i niskim pressingu nawet "Odwróconej piramidy" Jonathana Wilsona nie czytały, tyle tylko że musiałbym przyznać że samemu jestem równie wielkim kretynem ponieważ musiałem czytać Wilsona po łebkach i niezbyt uważnie bo bezpośredniego odniesienia i podważenia terminologii "pressingu wysokiego, średniego i niskiego" nie pamiętam. Jeżeli jest proszę o przytoczenie, kornie posypię głowę popiołem.
To nie znaczy że nie pamiętam żeby Jonathan Wilson nie rozpisywał się o pressingu, ale to trochę tak jak z artykułem Pawła Grabowskiego w pigułce zapodającego "historię" futbolowego pressingu: "Musimy porozmawiać o pressingu. Cichego futbolu już nie ma | newonce". On również nie omawia pressingu wysokiego, średniego, niskiego ale to nie znaczy moim zdaniem że takie pojęcia neguje i podważa. 
(cdn)
7czwartek, 01, września 2022 16:59
CTP
@Iocosus
Ja się nie zgodzę z dwiema tezami, które przytoczyłeś.
1. Nieprawdą jest, że tylko w naszej lidze gra się z kontry.
W zachodnich ligach też się muruje własne pole karne i czeka na kontry. Zwłaszcza, jeśli potyka się dół tabeli z jej czołówką.
2. Nieprawdą jest, że nasi piłkarze są gorzej wyszkoleni od piłkarzy z zachodu i południa.
Tutaj podobnie, w dolnych partiach lig niemieckiej, angielskiej czy włoskiej w większości piłkarze wcale nie dysponują lepszą techniką, niż nasi.
Tak naprawdę, różnica jest tylko jedna: tempo gry. Polscy piłkarze grają wolno i stosunkowo dużo czasu im zajmuje podejmowanie decyzji na boisku. To dlatego Raków ze Slavią głównie się bronił, bo na skutek zbyt wolnej gry szybko tracił piłkę. Niestety, w naszej lidze w większości meczów tempo jest bardzo ślamazarne. Chyba tylko jak drużyny grają przeciwko Legii, to potrafią biegać z odpowiednim zaangażowaniem. No ale to są tylko 2 mecze na 34. PMS jest doskonałą wymówką dla leniwych grajków, którzy tutaj zarabiają nieporównywalnie dużo w stosunku do swojej pracy na boisku.
8piątek, 02, września 2022 08:03
Zbyszek
@CTP.@Iocosus
Nie obraźcie się ,ale przytaczacie niektóre wnioski z badań przeprowadzonych już przed 10 laty w AWF we Wrocławiu pod kierunkiem prof. Jana Chmury, które żyją swoim życiem, ale dziś nie są do końca aktualne. Prof. Chmura jest autorem dwóch fundamentalnych prac : "Fizjologia wysiłku sportowego" (1995) oraz " Szybkość w piłce nożnej"(2001). Natomiast część wyników badań o których mowa opublikował we współpracy z prof. Zającem z WSWF w Katowicach w 2013 roku w pracy pt " Przygotowanie sprawnościowe w grach zespołowych" . Badania te przeprowadzono w kilku klubach lig zachodnich ( Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy).W tej pracy obaj profesorowie opisują m.innymi ile , jakich wysiłków wykonują zawodnicy na boisku stwierdzając np. że zawodnik posiada piłkę przez ok. 3% czasu gry ,reszta to bieganie i przestoje , stąd jeden z wniosków, że podstawą jest gra bez piłki. Nie będę przytaczał szczegółów, bo wielokrotnie o nich pisałem, ale jedna z konkluzji z badań jest taka ,że nasi zawodnicy nie biegają mniej niż w tamtych ligach ,ale tempo biegu przy sprintach jest mniejsze i u nas sprintem zawodnik pokonuje mniejsze odległości . Lecz ci sami profesorowie już w roku 2016 opublikowali pracę pt. "Współczesny system szkolenia w grach zespołowych" , w którym zwracają uwagę ,że np. w piłce nożnej rezerwy związane ze wzrostem wydolności fizycznej i mocy są na wyczerpaniu i że trzeba postępu szukać w dziedzinie szkolenia do tego jak wykorzystać przygotowanie i wysiłek fizyczny oraz w organizacji gry. O tym ostatnim aspekcie traktuje wydana w ubiegłym roku praca Michaela Coxa "Gegenpressing i tiki taka" . Ja pozwoliłem sobie na jej podstawie oraz wiedzy wyniesionej z innych prac autorów zachodnich m.innymi Andersona i Sallyego, Sumptera oraz Kupera napisać felieton " Od przedszkola do niemieckiej szkoły". Tytuł oddaje w moim przekonaniu istotę problemu ,a mianowicie u nas nadal tkwi się w piłce w tym zamroczeniu, że ona polega na bieganiu ,a nie na graniu w piłkę i piłką. Tkwimy tym samym przedszkolu i w epoce dinozaurów od wielu lat nie zauważając, że futbol się szybko zmienia ,a my stoimy w miejscu czyli się cofamy. Słuchamy byłych piłkarzyków , którzy ględzą, że systemy nie grają i są samozadowoleni jak onaniści, jacy to oni mądrzy. A potem wybrzydzają, że nasze zespoły dostają w kuper od tych , którym jeszcze te 10 lat temu łoiliśmy skórę aż miło. Owszem systemy nie grają, ale zawodnicy grają w systemie i to dzięki niemu odnoszą sukcesy ,albo przegrywają.
Jedną z przyczyn zapaści naszej piłki , oprócz przerwania po 1989 roku szkolenia młodzieży jest zerwanie współpracy z nauką ( uczelnie wyższe) przez PZPN za kadencji tępego Latę i niestety kontynuowanie przez Bońka .
Rzecz jest w gruncie rzeczy dość prosta ,a mianowicie można zapytać, a czego byli piłkarze, byli trenerzy oderwani od współczesnych trendów mogą nauczyć swych następców ?. Ano tego czego sami się nauczyli , czego sami doświadczyli czyli tego co było na topie i trendy dziesiątki lat temu. Dziś ta wiedza jest do niczego nieprzydatna . utrwala tylko anachronizmy i oddala nas od współczesnej piłki.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1