A+ A A-

Legia - Miedź 3-2: Zwycięstwo w bólach

Po fatalnym meczu w Częstochowie Legia zmierzyła się w Warszawie z Miedzią Legnica. Początek spotkania zapowiadał potężne problemy legionistów, na szczęście naszej drużynie udało się odwrócić losy źle układającego się meczu. Bohaterem został Mladenović, który zdobył dwie bramki i asystował przy trafieniu Wszołka.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Johansson, Augustyniak, Nawrocki, Mladenović – Wszołek, Josué, Slisz, Kapustka, Rosołek – Carlitos. Goście rozpoczęli w składzie: Lenarcik - Martínez, Mijušković, Gülen, Matynia - Cacciabue, Dominguez, Chuca - Narsingh, Henríquez, Kobacki.

W 2. minucie Miedź objęła prowadzenie. Nieodpowiedzialnie zachował się Augustyniak, który wdał się w drybling przed polem karnym. Piłkę wyłuskał Dominguez i podał do Henríqueza, który dopełnił formalności. Za chwilę mogło być 0:2, gdy błąd Augustyniaka skopiował Kapustka. W tej fazie meczu legioniści wyglądali na zupełnie oszołomionych. Przejawem nerwowości naszych piłkarzy był strzał Rosołka z dystansu z 10. minuty meczu. Rosołek mógł zrobić z piłką wiele rzeczy, wybrał strzał w trybuny z trzydziestu metrów. Kolejna bramka dla gości była naturalną konsekwencją przebiegu spotkania. W 14. minucie strata legionistów przy wyprowadzeniu piłki dała Miedzi szansę na kontrę. Piłka powędrowała do nieobstawionego Narsingha, który pewnie pokonał Tobiasza. W 16. Mladenović otrzymał piłkę w polu karnym Miedzi, oddał strzał z prawej nogi, ale wyraźnie przestrzelił. Minutę później kolejną stuprocentową okazję miała Miedź. Narsingh usiłował przelobować Tobiasza, na szczęście nasz bramkarz zachował czujność. W 19. minucie Slisz nie umieścił piłki w bramce po dośrodkowaniu Josué z rzutu wolnego. W 20. minucie Legia zdobyła bramkę kontaktową. Mladenović dobrze wyszedł na pozycję, dośrodkował do Wszołka, który głową umieścił piłkę w bramce. W 26. minucie Kapustka uderzył obok słupka. W 28. minucie goście znów umieścili piłkę w bramce Tobiasza, na szczęście w pierwszej fazie akcji był spalony. W 34. minucie mocny strzał Chuki poszybował nad bramką. W 35. minucie Wszołek oddał niecelny strzał z półobrotu. W 38. minucie zastawiający się Mladenović trafił Domingueza łokciem. Serb został ukarany żółtą kartką. Po rzucie wolnym Dominguez uderzył zza pola karnego tuż obok bramki. Minutę później Carlitos uwolnił się od obrońcy, ale nie zdołał pokonać Lenarcika. Po tej sytuacji w przepychankę z rywalem wdał się Josué i ujrzał żółtą kartkę. Na skutek lekkomyślności swojego kapitana Legia w Poznaniu będzie musiała radzić sobie bez Portugalczyka. W 44. minucie Legia wyrównała. Był to piękny gol. Josué podał z rzutu rożnego do Mladenovicia, który mocno i celnie huknął z woleja.

Do przerwy było 2:2, ale pierwsze czterdzieści pięć minut było bardzo słabe w wykonaniu legionistów. Nasi zawodnicy wychodzili bardzo wysoko, ale tracili piłkę we wczesnej fazie akcji, na skutek czego goście mieli ogromną przestrzeń i swobodę przy wyprowadzaniu kontr. Bramek dla Miedzi mogło być więcej.

Na drugą połowę nie wyszli Kapustka i Johansson. W ich miejsce na boisku pojawili się Muçi i Rose. Legia przeszła na ustawienie z trójką środkowych obrońców i dwójką napastników. W pierwszej akcji po przerwie strzał zza pola karnego oddał Rosołek. Lenarcik nie interweniował zbyt pewnie, ale ostatecznie złapał piłkę. W 53. minucie to Legia wyprowadziła szybką kontrę. Carlitos świetnie wygrał pojedynek z obrońcą, ale Hiszpana zawiodło wykończenie. W 56. minucie Legia wyszła na prowadzenie. Prawą stroną ruszył Wszołek, wypatrzył Mladenovicia, który drugi raz tego wieczoru pokonał Lenarcika uderzeniem z powietrza. W 67. minucie Tobiasz pewnie złapał piłkę po strzale Chuki. Minutę później Carlitos uderzył obok bramki. W 70. minucie Chuca umieścił piłkę w bramce Legii, na szczęście bramka gości znów została anulowana z powodu spalonego. W 73. minucie Kramer zastąpił Rosołka. W 79. minucie Henríquez został ukarany drugą żółtą kartką za niesportowe zachowanie i musiał opuścić boisko. W 80. minucie Josué był blisko zdobycia gola, ale jeden z obrońców Miedzi wybił piłkę zmierzającą do bramki. W 88. minucie Charatin zmienił Carlitosa. Minutę później Josué uderzył mocno z dystansu. Lenarcik miał kłopoty z utrzymaniem piłki, ale nikt nie zdążył z dobitką. Na końcowe minuty wszedł Ribeiro. Boisko opuścił Mladenović.

Mecz zakończył się zwycięstwem Legii. Cieszą trzy punkty i odwrócenie losów meczu. Cieszy również obiecująca postawa Kramera. Słoweniec być może wniesie do ataku Legii fizyczność, której w tym momencie nieco brakuje w tej formacji. Plusy nie mogą jednak przesłonić minusów. Postawa naszej drużyny była bardzo słaba, a ilość niewymuszonych błędów i strat – wręcz zatrważająca. Kolejny mecz ligowy czeka Legię dopiero po przerwie reprezentacyjnej. Będzie to starcie z Lechem w Poznaniu.

Dyskusja (4)
1sobota, 17, września 2022 11:35
Zbyszek
Dzisiaj pogawędzimy nieco szerzej i trochę głębiej.

Jak się można było spodziewać po spotkaniu z Rakowem chętnych do chwalenia się czego to oni nie dokonali nagle zbrakło, a ci którzy dali głos, jak trener ,wręcz dziękowali Rakowowi za lekcję obiecując wyciągnięcie wniosków. Szkoda ,że trener nie powiedział kiedy te wnioski wyciągnie , bo wczoraj nie za bardzo było te zabiegi widać. Zresztą ja nie wiem czego można się z klęsk nauczyć, ale chyba taki durny od urodzenia jestem. Lecz przy omawianiu tej klinicznej przypadłości dotykamy starego jak świat sporu, co ważniejsze kura czy jajko czyli czy teoria czy praktyka , a mówiąc uczenie czy racjonalizm czy empiryzm. Od razu rozwiewam wątpliwości ,że jest to dychotomia pozorna , bowiem nie ma prawdziwej wiedzy bez tych dwóch składników : teorii i doświadczenia. Przy czym w przypadku doświadczenie musimy zdefiniować o czym mówimy. Już Arystoteles 2400 lat temu w "Metafizyce" objaśnił, że nauka powstaje z wiedzy spostrzeżeniowej i doświadczenia. Doświadczenie zaś nie jest tylko przypomnieniem. Chodzi o to ,aby wyciągać wnioski z tego co doświadczyliśmy ,a w tym wypadku idzie o właściciela, kierownictwo klubu, dyrektora sportowego , trenera i sztab oraz zawodników. Być człowiekiem doświadczonym to wedle Arystotelesa widzieć wiele rzeczy, wyrobić sobie o nich sąd, pamiętać te sądy, umieć je połączyć ze sobą mając na celu coraz skuteczniejsze działanie. Nie chodzi więc tylko o takie prostackie unikanie błędów. Doświadczenie pozwala zrozumieć dlaczego określone działanie jest poprawne w każdej podobnej okoliczności. W aspekcie praktycznym nie ma sprzeczności pomiędzy nauką ( teorią) , doświadczeniem , bo jedno bez drugiego nie funkcjonuje ,a ten nierozerwalny związek u trenera nazywany jest warsztatem. Jako ciekawostkę dodam ,że nauka antropologii uważa, iż zdolność homo sapiens do tworzenia i rozwoju cywilizacji wynika z twórczej adaptacji przebytych doświadczeń. W piłce nożnej na samym doświadczeniu w dłuższej perspektywie bazować się nie da. Znacznie efektywniejsi są ci trenerzy , którzy łączą wiedzę zdobytą na studiach z praktyką. Oczywiście są dziedziny futbolu , w których obecnie bez teorii ani rusz, jak w przypadku przygotowania fizycznego , które stało się wielce wyspecjalizowane . Z drugiej strony wiedza teoretyczna nie nauczy trenera wychodzenia z kryzysu, bo on musi przez ten dół przejść sam. Z tych powodów przed 56 laty PZPN podjął uchwałę na mocy której w klubach I ligi mogą pracować tylko ci, którzy mają ukończone kierunkowe studia wyższe, roczny kurs trenerski przy AWF w Warszawie oraz co najmniej 3 lata pracy w klubach niższych klas. Do mnie nie dociera ten prymitywny woluntarystyczny anarchizm z jakim mamy do czynienia w dzisiejszej naszej piłce. W tamtych latach studia wyższe były bardzo trudno dostępne, a dziś każdy kto tylko chce może studiować, a mimo to preferuje się nieuctwo . Efekty widać. Nie chcę wyjść na faceta oderwanego od rzeczywistości i wiem ,że mogą zdarzyć się samorodne trenerskie talenty, ale jakoś ich nie widać. Do tego trzeba dodać, że mamy wśród trenerów do czynienia z krótkodystansowcami i długodystansowcami. Nie chcę przywoływać wyłącznie trenerów Legii, tym bardziej ,że w naszej historii okres korupcji pomiędzy latami 1979 a 2000 staram się pomijać. Takimi znanymi krótkodystansowcami byli np. Orest Lenczyk , Henning Berg a obecnie jest Jacek Zieliński ( Cracovia). Najbardziej znanym długodystansowcem jest Waldemar Fornalik ,a jego śladami podąża Marek Papszun. Jednych od drugich różni głębokość i skala wiedzy oraz perspektywiczne myślenie. Jedni mają pomysł, a drudzy pomysły i warsztat. Zauważmy jednak ,że i Fornalik i Papszun długotrwałe osiągnięcia zawdzięczają doskonaleniu takiego samego systemu taktycznego oraz organizacji gry. U nich zawodnicy się zmieniają ,a systemy pozostają i dlatego też nowi zawodnicy sprowadzani są na konkretne pozycje ,a nie do klubu. Wydaje się, że można by do tego wąskiego grona zaliczyć też trenera Runjaicza , który też hołduje jednemu systemowi, aczkolwiek wczoraj w przerwie go zmienił na pokrewny. Nasz trener ma w Legii poważny problem , bowiem do naszego klubu zawodnicy byli dobierani przez biurokratów ignorujących potrzeby kompatybilności zespołu . Przełożeni ( chyba z kieszeni do kieszeni) uważali ,że oni są od kupowania, a zadaniem trenera jest zrobienie z każdego gwiazdy ,a co najmniej nauczenia porządnego rzemiosła. To tej skrajnie nieodpowiedzialnej polityki kadrowej zbieramy efekty.
Jak wczorajszy mecz pokazał w Legii są nazwiska ,a nie ma drużyny.

Moje wieloletnie doświadczenie kierownicze nauczyło mnie, że od każdego należy wymagać, aby pracował na miarę swoich możliwości i umiejętności. Lecz jest to porównanie z drużyną piłkarską marne i mylące. W futbolu tak naprawdę jedynym sprawdzalnym kryterium ocennym jest wynik. Oczywiście , można tak jak wczoraj utyskiwać, że jest za niski . Owszem to co nazywamy jakością, wnoszeniem wkładu , stylem ma znaczenie ,ale krótkotrwałe, bo już po paru dniach wrażenia zanikają. Zostaje goła statystyka . Na obecnym etapie rozgrywek nie ma mowy o podsumowywaniu, ale już zauważamy tendencję postawy drużyny, a mianowicie następuje stabilizacja gry Legii ,ale na niebezpiecznie niskim poziomie. Tak jak wczoraj to trudno było dostrzec , zwłaszcza w I połowie, który zespól jest w czubie ,a który bliżej końca tabeli. W moim przekonaniu mówienie o wyrównanym poziomie naszej ESy to wierutna bzdura. Jest ścisła czołówka czyli Lech, Raków i Pogoń oraz reszta goniąca własny ogon. Biorąc pod uwagę takie parametry jak wielkość budżetu, wielkość ośrodka miejskiego, infrastrukturę, kibiców, tradycję ,ale też trenera i zawodników to Legia ma obowiązek był wśród liderów. Niestety wygrywamy i to tak jak wczoraj nieprzekonywująco z marnym zespołem ,a dostaliśmy straszne baty tydzień temu. Okazja do wykazania, czy drużyna dorosła do skutecznej walki z najlepszymi nadarzy się już pierwszego października.

Po meczach Legii i napisaniu swojego komentarza czytam prasę, portale internetowe, oglądam programy telewizyjne ,a jest ich multum i zaczyna zastanawiać się czy ja żyję na tym samym świecie co ci objaśniacze czy też może ze szczętem oślepłem i rozum mi całkiem wysechł. Otóż nagle okazuje się, że w Legii są same łamagi, jakieś ofiary pękniętego kondoma, które nie potrafią piłki kopnąć, nie mówiąc już o sprawnym posługiwaniu się nią. Z moich obserwacji wynika ,że ponad poziom naszych ligowców wyrasta wyłącznie dwóch graczy : Ivan Lopez z Rakowa i Mikael Ishak z Lecha. Tym samym jest niepojętym, że można poniżać, wyśmiewać i deprecjonować drużynę Legii ,a tym samym takich zawodników jak : bramkarze Kacper Tobiasz i Cezary Miszta ( obaj reprezentanci U-21); obrońcy : Artur Jędrzejczyk (b. reprezentant Polski i kandydat do gry w niej), Mathias Johansson (b. niedawny reprezentant Szwecji) , Filip Mladenvicz ( b. najlepszy gracz ESy, reprezentant Serbii), Maik Nawrocki ( U-21), Lindsay Rose ( reprezentant Mauritiusu), Rafał Augustyniak (b. reprezentant) : pomocnicy : Jurgen Celhaka ( U-21 Albanii) , Bartosz Kapustka ( b. reprezentant), Ernest Musi ( U-21 Albanii, rezerwowy do I drużyny), Bartosz Slisz ( b. reprezentant U-21), Pesqueira Josue ( b. najlepszy gracz ligi Izraela) , Paweł Wszołek ( b. reprezentant ), Makana Baku ( b. reprezentant UI-21 Niemiec) : czy napastnicy : Carlitos ( b. król strzelców ligi), Blaz Kramer ( b. reprezentant Słowenii) , Maciej Rosołek ( b. reprezentant U-21). Moim zdaniem trzeba być głupcem albo osobnikiem o wyjątkowo złej woli ,aby tym zawodnikom zarzucić brak umiejętności. Oni do tych reprezentacji sami się nie wybierali. Ale też ten zestaw dowodzi, że w Legii brakuje czegoś bardzo istotnego ,aby oni grali na miarę swoich możliwości i aby tworzyli zgrany zespół. Wczorajszy mecz przełomu ,ani wyjścia z przeciętności przez większość nie stanowił.

Może teraz nastała taka moda ,żeby zawodnicy nie okazywali na boisku emocji, bo ja poza umiarkowaną radością po zdobyciu bramek nie dostrzegam spontaniczności, takiego pozytywnego zbiorowego szaleństwa. Z boiska aż wali w dekiel chłód, bierność, obojętność. Można powiedzieć, że następuje odrabianie pańszczyzny ,a pojedyncze reakcje jak Mladenovicza są odosobnione i wynikają z temperamentu zawodnika. Owszem piłka nożna to rodzaj pracy ,ale jednocześnie ta praca polega na zabawie. Doskonale tę prawidłowość rozumie np. holenderski trener Lecha.( Pewno akapit poświęcę mu po meczu z Lechem). W tym kontekście zastanawiam się czy nasi zawodnicy, poza nielicznymi wyjątkami, zostali wybrani z tych smutasów, czy nie odczuwają powodów ,ani potrzeby do okazywania wysokich emocji. Do mnie trafia wiedza antropologów ,że nasze zachowania społeczne i osobnicze są determinowane m. innymi przez szeroko rozumiane środowisko. Podejrzewam ,że tak jak ja mam gdzieś tam w sobie obawę graniczącą z lękiem tak i ich sukcesy nie rozpieszczały. W przypadku seryjnych porażek, bezradności , bezsilności w wielu meczach trudno o entuzjazm w następnych . Jednocześnie jak by nie patrzeć to prawie wszyscy nasi zawodnicy mają korzenie w zespołach raczej słabych i grali w reprezentacjach będącymi dostarczycielami punktów dla innych. Czyżby nawykli ? Smile. Piszę o tym zjawisku , bowiem nie akceptuję takiej postawy marazmu , braku adekwatnej reakcji do straty bramek widocznego i w meczu z Rakowem pod koniec spotkania i wczoraj z Miedzią w początkowej fazie. Od klasowej drużyny trzeba oczekiwać złości , chęci odrobienia strat ,a nie położenia uszu po sobie. Z wyjątkowo dziurawym zespołem Miedzi sobie poradziliśmy ,ale taka postaw wycofania z drużynami mocniejszymi dobrze nie rokuje.

Współczesna nauka psychologii powiada, że trenując ciało trenujemy " głowę", w tym cechy wolicjonalne. Ta teza jest zgodna z najnowszymi odkryciami w dziedzinie dziedziczenia oraz kształtowania osobowości. Od "zawsze" wiemy, że człowiek ma dwa układy nerwowe , a mianowicie autonomiczny i centralny. Oba są od siebie niezależne ,ale współzależne. Ten autonomiczny działa bez impulsu z mózgu i odpowiada za działanie podstawowych funkcji życiowych organizmu ( oddychanie, układ krwionośny, trawienny, odruchy itd). Natomiast centralny to świadomość i reakcja na bodźce, w tym decydowanie o rodzaju wysiłku. Trening wpływa na poprawę funkcjonowania układu autonomicznego ( zwiększony przepływ krwi i tym samym ilości tlenu oraz glukozy) i dopiero na tej bazie nasza wola może niejako żądać zwiększonego wysiłku w postaci np. dynamiki czy intensywności. Niewytrenowany organizm nie zareaguje właściwie na wezwanie woli. Czyli hasło ,że "Trening czyni mistrza" jest prawomocne a to z kolei oznacza, że trening musi być tak mocny ,aby zawodnik miał i czuł moc. Doskonale tę zależność rozumiał np. Czerczesow. Ten opis funkcji biochemicznych nie sugeruje ,że człowiek jest bezwolny. Wygrana tak samo jak przegrana są wpisane do świadomości ,ale u sportowca priorytetem musi być dążenie do wygranej. Przegrane mogą się zdarzyć ,ale nie jest czymś normalnym przegrana bez walki o zwycięstwo. W tym sensie wczoraj dostrzegliśmy symptomy poprawy w stosunku do spotkania z Rakowem, ale tylko włącznie w aspekcie wyniku , bo po utracie przez nas bramek Miedziowi mogli ich strzelić jeszcze kilka. To ich nieudolność dała nam wygraną.

Mówiąc o tym dlaczego jeden zespół wygrał ,a drugi przegrał możemy ten problem rozpatrywać w wielu aspektach , mając wiele punktów odniesienia. Ja zwrócę uwagę tylko na trzy z nich ,a mianowicie : taktykę, przygotowanie fizyczne oraz indywidualności.
Legia wyszła w ustawieniu taktycznym 4-1-4-1 , które można porównać do wyżyłowanego silnika samochodu. Aby ten system spełniał oczekiwane funkcje defensywne i ofensywne , to w środku pola musi dysponować wysokiej klasy trzema zawodnikami ( jednym defensywnym pomocnikiem i dwoma ofensywnymi ) ustawionymi w odwróconym trójkącie ( wierzchołek ku własnej bramce) . Z tego też względu jest bardziej przydatny w utrzymaniu inicjatywy w grze ofensywnej. To ustawienie może być siłą, ale też słabością zespołu. W I połowie stało się jedną z przyczyn dominacji Miedzi. Nasi zawodnicy nie potrafili uporać się z wymogami obrony strefowej, w której trzeba kryć rywala w strefie ,ale też kryć samą strefę . Nie czyniąc zadość regułom pozostawialiśmy rywalom za dużo wolnej przestrzeni w rejonie naszego pola karnego. Trener w znacznym stopniu zniwelował ten mankament ustawiając drużynę w II połowie 4-2-3-1.
Drużyna Miedzi zagrała ustawieniem 4-2-3-1, który stał się klasyczny, a jest elastyczny. Opiera się na dwóch filarach ,a mianowicie kręgosłup stanowią zawodnicy z pionowego przekroju boiska ,zaś strefę bazową trzej graczy środka pola ( dwaj defensywni pomocnicy oraz jeden ofensywny ) ustawieni w trójkącie , którego wierzchołek jest skierowany w kierunku bramki rywali. Mniejsza liczba atakujących oznacza mniejszy tłok , większą przejrzystość akcji oraz daje możliwości wykorzystania luk w bronie strefowej rywali . Na nasze szczęście dobrze w ofensywie grająca drużyna Miedzi ma bardzo duże luki ,bowiem kilku graczy odstaje wyraźnie od ligowego poziomu co szczególnie dotyczy podstawy kręgosłupa czyli obu środkowych obrońców.
Drużyna Miedzi jest dobrze przygotowana szybkościowo, co pozwala jej na aktywną grę w ofensywie i tym samym absorbowanie jej rywali konicznością zabezpieczenia własnej bramki . Jednocześnie z uwagi na kiepskie umiejętności kilku graczy drużyna Miedzi musi wkładać mnóstwo wysiłku w grę bez piłki niejako nadrabiając wybieganiem te niedostatki.
Z kolei zawodnicy Legii chcąc wyzwolić się spod "opieki" rywali muszą preferować szybkość startową oraz zwrotność. Do tego ,aby zmęczyć rywali to trzeba grać szybko piłką , zmuszając ich do biegania. Niestety od początku spotkania nasi zawodnicy grali odwrotnie, wolno , niedokładnie. Zostawialiśmy im za dużo pustego miejsca. Przestrzeń zamyka się nie tylko ilością ,ale i rozstawieniem oraz ruchliwością. Na szczęście dla nas najlepsi gracze zespołu rywali nie wytrzymali fizycznie trudów spotkania.
Zespół rywali dysonował trzema wysokiej klasy zawodnikami , którzy stanowili o sile gry Miedzi Byli to : napastnik Angelo Henriquez ( reprezentant Chile), pomocnik Maxime Dominquez ( b. reprezentant U-19 Szwajcarii ) oraz prawy obrońca Carlos Martinez ( 20 krotny reprezentant Dominikany) . Nie mieli oni zbyt dużego wsparcia ze strony pozostałych członków drużyny. Na negatywną ocenę zasłużyli obaj środkowi obrońcy : Levent Gulen oraz Nemanja Muuskovicz.
W drużynie Legi klasą dla siebie byli Filip Mladenovicz - nominalny lewy obrońca oraz prawoskrzydłowy Paweł Wszołek. Serb biegał, walczył , przenosił ciężar gry pod bramkę rywali i zdobył dwie bramki , natomiast Wszołek imponował pracowitością, energią i tym, że był stale pod grą. Niestety mieliśmy sporo słabości w osobach: Kapustki, który był nieskoncentrowany, rozkojarzony i wyraźnie niedysponowany, w I połowie Rafała Augustyniaka ,który po bezmyślnej stracie piłki nie mógł się odnaleźć , na co zaradził trener zmieniając mu pozycję na boisku , Slisza tracącego za dużo piłek, mającego za mało odbiorów i przechwytów, Nawrockiego spóźnionego w reakcjach oraz Johanssona, któremu animuszu starczyło na 10 minut.
Jak widać z tego przeglądu nasze boki były naszą ogromną siłą , natomiast środek był naszą słabością - co również chluby Josuemu nie przynosi.

Wszyscy obserwatorzy dostrzegają spadający poziom sędziowania w naszej piłce. Na fali atakowania Przesmyckiego pisałem, że jeszcze za nim zatęsknimy. Bo oto za tego faceta, który pismactwu się nie kłaniał przyszedł człek łagodny jako ten baranek, a w Kanale wzięli do komentowania faceta , który robi wszystko, aby tylko panów z gwizdkiem nie urazić. Legia miała i ma fart, że poza Musiałem w meczu z Koroną na sędziów nie ma prawa narzekać. Zresztą przypadek Musiała jest symptomatyczny dla tej atmosfery kolesiostwa i poklepywania się po ramieniu, bowiem zawalił mecz Legii z Koroną, a wszyscy zaniechali krytyki , bo Musiał wyszedł z depresji i nie wolno go dołować. Tylko nie wiem czy nasz zespół ma się chwalić tym, że nam poprawnie sędziują, bo po Polsce idzie fama ,że sędziowie wybryki naszych tolerują czyli nam sprzyjają.
Natomiast co do spraw ogólnych to są trzy powody do alarmu:
- pierwszy to taki ,że brak reakcji sędziów na brutalną grę powoduje dalszą eskalację brutalności. Niedługo mówienie o tym ,że wygra lepszy straci sens , bo wygrywał będzie ten kto brutalniejszy ,a zamiast piłkarzy zatrudniać się będzie rzeźników,
- drugi sprowadza się do tolerowani udawaczy, nie karania ich za udawanie ,że zostali sfaulowani, zwłaszcza w polu karnym , a nawet nagradzaniem ich,
dyktowaniem za pozoranctwo rzutów wolnych czy karnych,
- trzecim powodem jest lekceważenie przepisów i przypisywanie sobie wyłącznie przez niektórych sędziów mocy sprawczej na zasadzie "pana i władcy". W efekcie trenerzy i piłkarze "grają " pod sędziego. Takim przykładem jest Korona, której piłkarze nie żałują razów rywalom kiedy ich mecze prowadzą sędziowie znani z tego ,że nie odróżniają sportowej walki od chamskiej brutalności.
Młody sędzia wczorajszego meczu Damian Kos był niewidoczny co stanowi duży komplement. Mnie zaimponował tym, że nie robił nic więcej ponad to do czego został zmuszony wymaganiami meczowymi i okolicznościami. Podkreślić także wypada wzorową współpracę sędziego głównego z asystentami. Pomijam uwagi nie znającego i nie rozumiejącego przepisów Majdana co w przekazie ,że sędziowie pomagają Legi trafia do obiegu. W I połowie kwestionował on kartkę w 35 'dla Domingueza, mimo, że było oczywiste ,że dostał ją za prowokowanie Josuego ,a legionista dostał karę za próbę zastąpienia sędziego. W 79 ' zaś Henriquez wręcz błagał o wyrzucenie go z boiska i sędzia uległ jego namowom ,a zwłaszcza gestom.
Przyznam ,że to co się dzieje na odcinku sędziowskim przypomina jako żywo chorobę afektywną dwubiegunową, albo sędziują tak ,że nie ma się do czego przyczepić, albo szorują gwizdkiem i chorągiewkami po dnie.

Refleksja końcowa jest tak, że chyba się piłkarzykom Miedziowych we łbach poprzewracało, jak by uwierzyli ,że są w stanie wygrać z Legią i to w Warszawie. Zachowywali się jak byli gwiazdami, które nie godzą się z tym, że przegrywają. Jest w dopuszczeniu do takiej postawy , nie tylko graczy Miedzi , duża część winy Legii , bowiem dopuszczamy rywali zbyt blisko "cyca" i dajemy im realną nadzieję na zdobycze punktowe. Tylko kara jaką Miedzi została wymierzona była stanowczo zbyt niska .
2sobota, 17, września 2022 15:43
CTP
Początek tego meczu chyba najcelniej opisał Wszołek: "Czasami może za pewnie się czujemy w rozegraniu i tracimy proste bramki". Ja do tego dorzuciłbym zwykłe lenistwo, bo jeśli przyjrzymy się sytuacji przy pierwszej bramce, to widać wyraźnie, że Augustyniak planował tę piłkę zagrać do Johanssona. Sęk w tym, że Szwed w tym czasie był daleko na połowie Miedzi, gdzieś na grzybach. Taktyczny wielbłąd, za który Johansson zapłacił ławką w II połowie a biorąc pod uwagę jego ewidentnie słabszą formę po powrocie po kontuzji, to chyba tak szybko z niej nie wstanie.
Paradoksalnie, nawet po drugiej bramce dla Miedzi byłem przekonany, że tego meczu nie przegramy, bo ich defensywa była jeszcze bardziej dziurawa od naszej. Nie dziwne jest, że przed tym meczem mieli na koncie w 8 kolejkach aż 15 gongów. Podejrzewam, że Łobodziński będzie następnym, który wskoczy na trenerską karuzelę.
Największym plusem tego meczu, przynajmniej dla mnie, była zmiana ustawienia w II połowie na 3 obrońców. Naprawdę fajnie to wyglądało i wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy na Lecha wyszli podobnie. Pytanie tylko, czy Wszołek jest gotowy fizycznie na ganianie "box to box".
Największy minus, oprócz oczywiście gry w obronie na początku meczu, to skuteczność Carlitosa. No, przy tylu okazjach, to przynajmniej raz powinien coś ustrzelić.
3poniedziałek, 19, września 2022 11:08
anonimowy_legionista
Legia ostatni mecz w tym roku zagra 12 listopada 2022. Tzn. będzie to najdłuższa przerwa wakacyjna od kiedy większość ludzi pamięta.
Raków i Lech z formą celowały na fazę grupową pucharów. Lech trafił, Raków trafił, a różnica jest taka, że Raków ma tego samego trenera od lat.
Teraz mamy przerwę reprezentacyjną i najważniejsze będzie jak utrzymać równą formę od tego 8 października (mecz z Wartą) do tego 12 listopada (mecz ze Śląskiem). W międzyczasie wypada mecz pucharowy z Wisłą Płock, ale oni już są poza formą. Wolski narozrabiał prywatnie i w akcie zemsty sportowo. Możliwe, że wróci do swojej typowej dyspozycji.
Nie ważne jak, ale trzeba dalej robić "średnio 2 punkty" na mecz i przed zimą w połowie sezony mieć te 34 punkty na koncie. Meczów w lidze zostało siedem, a w pucharze jeden.
34 punkty w połowie sezonu to trochę mało. Bo na koniec mniej więcej wypada 68-70 więc o MP. Pytanie, czy teraz w przerwie na reprezentację da się zrobić coś ekstra i trafić z formą, czy zimą Jacek Zieliński wzmocni zespół.
Za trenerem przygotowania fizycznego ciągnie się zła sława, ale za piłkarzami też, że źle wchodzą w mecz. Tym musi zarządzać trener Runjaic. Jak? To się okaże, ale problem jest taki, że Lech ma fajny skład, a Papszun z odpadów piłkarskich robi gwiazdy tej ligi.
4poniedziałek, 19, września 2022 19:09
anonimowy_legionista
@up

Mecz z Lechem stawiam na porażkę lub remis. Oni są w ciągu, a Raków ma 6 października zaległy mecz z Piastem w ekstraklasie. Lech ma puchary i zaległy mecz z Miedzią Legnica (niewiadomo kiedy), ale można mu już dopisać 3 punkty.
Trzeba mieć dobry drugi garnitur i nie przekładać meczów ekstraklasy. Inaczej to może się mścić na całym sezonie.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1