A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Lech - Legia 0-0: Za podwójną gardą

W pierwszym meczu po przerwie reprezentacyjnej Legia udała się do Poznania. Ligowy klasyk zakończył się bezbramkowym remisem. W sobotnie popołudnie oglądaliśmy typowy mecz walki, w którym więcej emocji było wokół boiska niż na nim.

 

W Poznaniu Legia musiała radzić sobie bez zawieszonego za kartki Josué. Trener Runjaić postawił na drużynę w składzie: Tobiasz – Johansson, Nawrocki, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Augustyniak, Muçi, Slisz, Baku – Carlitos. Skład Lecha wyglądał następująco: Bednarek – Pereira, Dagerstål, Milić, Douglas – Skóraś, Karlström, Amaral, Kwekweskiri, Velde – Ishak.

W 7. minucie Lech miał bardzo dobrą okazję do objęcia prowadzenia. Nawrocki źle obliczył lot piłki, Amaral znalazł się sam przed Tobiaszem, uderzył płasko, jednak nasz bramkarz popisał się świetną interwencją. Lech zaczął mecz ofensywnie, spychając Legię do obrony i starając się wysoko atakować naszych zawodników przy próbie rozegrania piłki od obrony. W 17. minucie Jędrzejczyk został ukarany żółtą kartką za faul na Amaralu. W 20. minucie po rzucie wolnym dla Legii piłka spadła pod nogi Wszołka. Niestety uderzenie naszego zawodnika zostało zablokowane. W 23. minucie Amaral nie trafił w piłkę w polu karnym Legii. W 27. minucie Wszołek ujrzał żółtą kartkę za taktyczny faul na Amaralu. W 33. minucie lechici przejęli piłkę na połowie Legii. Ishak oddał strzał, jednak Tobiasz nie miał problemu z interwencją. W 36. minucie kolejnym legionistą z żółtą kartką na koncie stał się Mladenović. Serb nie zagra w kolejnym ligowym meczu Legii. W 38. minucie Skóraś uderzył głową z kilku metrów, na szczęście źle trafił w piłkę. W 45. minucie Tobiasz odbił strzał Karlströma na rzut rożny.

Do przerwy było 0:0. Mecz toczył się w nerwowej atmosferze, między zawodnikami obu drużyn iskrzyło, ale płynnej gry i sytuacji strzeleckich było niewiele.

W pierwszym starciu po przerwie Nawrocki sfaulował Ishaka. Nasz środkowy obrońca został upomniany żółtą kartką. Z rzutu wolnego kąśliwie uderzył Kwekweskiri. Tobiasz wybił piłkę na rzut rożny. W 58. minucie żółtą kartką ukarany został Augustyniak. W 66. minucie zaskakujący strzał Baku z woleja minimalnie minął bramkę Lecha. W 68. minucie Kapustka i Rosołek zastąpili Muçiego i Baku. W 80. minucie Jędrzejczyk starł się z Ishakiem przy linii bocznej boiska. Sędzia ukarał Jędrzejczyka drugą żółtą kartką i nasz zawodnik musiał opuścić boisko. Trener Runjaić zareagował zmianą Carlitosa na Rose’a. W 86. Kramer zastąpił Wszołka. W 89. minucie Skóraś miał świetną okazję do zdobycia decydującego gola, ale z kilkunastu metrów nie trafił w bramkę. W końcówce meczu na pierwszy plan wybijało się skandaliczne zachowanie poznańskich kibiców, którzy rzucali butelkami i innymi przedmiotami w stronę Tobiasza. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Remis w Poznaniu trzeba rzecz jasna przyjąć z umiarkowanym zadowoleniem, jednak gra Legii pozostawiała wiele do życzenia. Legia zademonstrowała dużą solidność w obronie, niestety nasza drużyna nie miała niemal zupełnie nic do zaproponowania w grze ofensywnej. Tym razem obyło się bez konsekwencji po stratach we wczesnej fazie zawiązywania akcji, ale tych strat było ponownie zdecydowanie zbyt wiele. W następnym ligowym meczu Legię znów czeka rywalizacja z zespołem z Poznania – w sobotę 8 października do Warszawy przyjedzie Warta.

Dyskusja (6)
1sobota, 01, października 2022 21:07
Senator
Z remisu trzeba się cieszyć ponieważ zawodnicy Lecha nie wykorzystali kilku bardzo dobrych sytuacji . My na moje oko nie mieliśmy żadnej po której moglibyśmy rwać włosy z głowy . Zremisowaliśmy ambicją i wolą walki No i oczywiście indolencją strzelecką Lecha .
Mamy trenera o którym wielu marzyło czyli zagranicznego z doświadczeniem ale ja ignorant jakoś postępu drużyny nie widzę . Jak grali piach tak grają dalej a ilość niewymuszonych strat to już mały skandal. To akurat żadna wina trenera a w 100% zawodników .
2sobota, 01, października 2022 23:53
Krzysztof Jastrzębski
@Senatorze myślę się że to dzięki Koście, fartowi i terminarzowi mamy te 21 punktów. Mamy słabą kadrę, nie ma zmienników walczących konkretnie o pierwszą 11, stąd przy niemocy podstawowych nie ma żadnego impulsu z ławki do uwaga, zapierdalania tych teoretycznie lepszych, z pierwszej 11... Zjazd tych którzy czują pewny plac jest widoczny bardzo. Wszystko złożyć na karby Kosty będzie wg mnie oszukiwaniem siebie nt sytuacji kadrowej.
3niedziela, 02, października 2022 00:25
Senator
Nie uważam panie Krzysztofie ze mamy słabą kadrę, ba uważam ze w porównaniu z większością innych drużyn mamy mocny zespół . Mówienie ze zawodnicy są na bakier z formą bo nie ma rywalizacji na poszczególnych pozycjach to moim skromnym zdaniem nadużycie .
4niedziela, 02, października 2022 11:02
anonimowy_legionista
Rywale są szybsi, szybciej do nas doskakują, cały czas mają inny timining, a przyjąć, rozejrzeć się i tak dalej. Legia cały czas gra pod naporem przeciwnika. To jest problem wyjaśnić dlaczego? No i dlaczego sama takich warunków nie stawia rywalom.
Może to dobór zawodników i pewnych ich cech, a sumarycznie większość takich osób stanowi trzon wyjściowej jedenastki, więc i gra ofensywna leży.

Wczoraj trener Runjaić postanowił zabić ten mecz i plan wykonał w 100% skoro wiedział, że piłkarsko nie damy rady stłamsić zespołu, który jest w ciągu. Lekcja z Rakowem odrobiona.
5niedziela, 02, października 2022 13:54
Zbyszek
Nauka poczyniła wielkie postępy w dzieleniu włosa na czworo i np. prof. psychologii James Reason podzielił błędy na dwa rodzaje : aktywne i ukryte. Błędy aktywne nazywane często "ludzkimi" zdarzają się na styku działalności człowieka i systemu, a popełniają je z reguły jednostki znajdujące się "na szpicy"( ang.sharp end). W piłce takim kimś jest najczęściej trener I zespołu, trener przygotowania fizycznego , zawodnicy ,a w dalszej kolejności dyrektor sportowy. Błędy aktywne można dodatkowo podzielić na trzy kategorie : wynikające z niedostatków umiejętności , zasad i wiedzy . Ta typologia pozwala na stwierdzenie ,że im np. trener ma większą wiedzę, bogatsze doświadczenie i ma utrwalone zasady postępowania to tym margines możliwości popełnienia błędów jest mniejszy. To zaprzecza tym zarozumiałym głupcom, którzy twierdzą, że zawód trenera to taka łatwizna, że może go uprawiać byle piłkarzyna. Wczoraj takimi błądzącymi aktywnie byli Runjaicz i Jędrzejczyk. Trener nakazuje w ofensywie środkowym obrońcom kryć aktywnie strefy za własną linią ataku co sprawia ,że muszą oni wychodzić wysoko i Artur wychodził, a dodatkowo dostał zadanie bycia plastrem Ishaka. Przez prawie 80 ' wywiązywał się z tych zadań co najmniej poprawnie, a Ishaka prawie całkowicie wyłączył z gry. Niestety z trzech cech motorycznych składających się na moc : szybkość, wytrzymałość, siła - wraz wiekiem najpierw ubywa szybkości i u Jędrzejczyka ten brak się uwidacznia, przede wszystkim w postaci braku "zrywu" i rywale zaczynają mu coraz częściej uciekać, a on nie nadążając za nimi fauluje. Oczywiście mając jedną żółtą kartkę na koncie zrobił błąd przerywając akcję Lecha nieładnym faulem, ale czy trener widząc, że Artur zaczął mecz od cwału, aby przejść do galopu, następnie do kłusu i tak od gdzieś 75 'stępać po boisku. Może tak wreszcie zacznie wykorzystywać ogromne doświadczenie Jędrzejczyka do kierowania obroną i trzymania jej głębi ,a nie tylko jechać na jego walorach motoryczno - wolicjonalnych.
Z kolei błędy ukryte to "odłożona w czasie konsekwencja działań i decyzji o charakterze finansowym, organizacyjnym i technicznym takich jak brak uzupełnienia zasobów, ich wadliwe przekierowanie , zmiana zakresu działania czy redukcje i inne optymalizacje. Jednostka popełniająca tego rodzaju błędy sytuuje się " na tępym końcu" ( ang. blunt end). Są to właściciele i zarządzający. Ich błędy w zakresie np. finansów, doboru kadr widoczne są po upływie czasu ,ale ich skutki są dalekosiężne i trudne do usunięcia i naprawy. Wynikają one najczęściej z błędów poznawczych ( mam nadzieję, że znajdę okazję ,aby o nich napisać), niedoceniania ryzyka , przeświadczenia o własnej mocy sprawczej czyli arogancji. Na przykładzie Legii widzimy jak błędy , nazwijmy je założycielskimi Dariusza Mioduskiego prawie zakończyły żywot Legii w ESie. Jego wina w doprowadzeniu do dramatycznego kryzysu nie ulega wątpliwości. Zresztą podobnie działo się w Lechu. Właściciele Lecha także podejmowali idiotyczne decyzje o długofalowym ,ale negatywnym charakterze. Na szczęście dla naszej piłki przynajmniej "na odcinku" zatrudnienia nowych trenerów dali swoim klubom szansę na postęp.

A teraz , jak obiecałem Smile przyjrzę się sylwetce trenera Lecha Holendra Johana van den Broma ( lat 56). Grał on w Vitesse i Ajaksie ,a jako trener pracował w Ajaksie ( U21), Vitesse, Anderlechcie, Utrechcie, Alkmaar, Genk. Jako ciekawostkę podam ,że został zwolniony z Anderlechtu po rundzie zasadniczej , kiedy klub był na 3 miejscu ,a jego miejsce zajął Besnik Hasi i doprowadził Anderlecht to tytułu, a który po paru latach jako trener Legii wprowadził nas do LM. Van den Brom uważa się za wychowanka znakomitego Van Gaala, obecnego trenera reprezentacji Holandii i uważa ,że tak jak Van Gaal potrafi pracować z gwiazdami i zarządzać grupą. Van den Brom jak sam mówi, woli zaufać intuicji, przeczuciom, niż samej wiedzy. Do drużyny wprowadza domową atmosferę, bo jego zdaniem futbol ma dawać radość. Na piłkarzy wpływa chwaleniem ,a nie karceniem, bo uważa ,że piłkarz sam chce być lepszy ,a trener jest tylko od tego ,aby mu w tym pomóc. Dlatego woli młodszych zawodników, bo ci bardziej są nastawienie na rozwój od swoich starszych kolegów. Jest przywiązany do systemu 4-3-3 i niechętnie ustawia zespół w innym systemie, jest mało elastyczny taktycznie oraz niechętnie korzysta z nowoczesnych rozwiązań statystycznych i analitycznych. Jednak , gdy przychodzi do zespołu , który gra w innym ustawieniu to nie odrzuca go od razu ,ale stopniowo zmienia na swój ulubiony. Nadal jego wzorem jest Van Gaal , który na futbol patrzy całościowo, jest przenikliwy, szczery i otwarty.
Jest to trener wychowany w innej rzeczywistości , w której nawet młodzi piłkarze mają spore umiejętności niezbędne do realizacji założeń taktycznych polegających na podejmowaniu własnych, trudnych decyzji na boisku. Chodzi tu przede wszystkim o wysoką umiejętność gry na określonej pozycji, a czego brak naszym zawodnikom i o czym wreszcie dosadnie mówi np. Michniewicz. Pewno w podsumowaniu rundy pogawędzimy o wymaganiach jakie stawia przed zawodnikami nowoczesna piłka nożna.
Mentor van den Broma trener Van Gaal od początku lat 90-tych uznawany był za antagonistę "boskiego " Johanna Cruyffa. "Złote dziecko " futbolu wierzyło w gwiazdy ,a van Gaal w kolektyw , pierwszy pozwalał na improwizację, a drugi dopracowywał budowę akcji do najmniejszego szczegółu. Mówił o tym tak : " Piłka nożna to gra zespołowa, a zatem członkowie drużyny są od siebie wzajemnie uzależnieni . Jeżeli ktoś nie realizuje boiskowych zadań to cierpią jego koledzy. To oznacza, że każdy zawodnik musi wypełniać swe obowiązki najlepiej jak umie" . Jest to credo nadliniowości. Van Gaal jest otwarty na współpracę z zawodnikami co tak przedstawiał :" Uczymy piłkarzy, aby byli jak trenerzy, aby czytali grę. Jeżeli trener na rywali wymyśli nową taktykę to zawodnicy starają się znaleźć jej rozwiązania". Z jednej strony takie podejście jest pomocne ,ale z drugiej bywa przyczyną niesnasek, bo każdy uważa swoje rozwiązanie za najlepsze. Drużyny Van Gaala nie koncentrowały się wyłącznie na wynikach, ale były zdecydowanie nastawione na atak, choć bazowały na schematach. To zamiłowanie do schematów można nazwać potrzebą zachowania dyscypliny. U van Gaala wyraźnie widoczne są nawyki zawodu nauczyciela, którym był przez kilkanaście lat o czym sam opowiadał : " Istnieje spore podobieństwo pomiędzy uczniem i uczeniem, piłkarzem i trenowaniem. Do obu podchodzimy używając określonych metod i bazując na hierarchii". Johan Cruyff tak podsumował Van Gaala :"On chce tworzyć wyłącznie zwycięskie drużyny i pracuje nad taktyką jak wojskowy. Ja nie. Pragnę ,aby piłkarze myśleli na boisku i podejmowali najlepsze decyzje. On chce kontrolować wszystko z ławki. Ja chcę , aby klub osiągał sukcesy ,a to oznacza szkolenie indywidualne ,a nie oktawy taktyczne".
Początki pracy van den Broma w Lechu nie były udane co dało asumpt do bezpardonowego ataku na niego , a słowo nieudacznik należało do wytwornych. Byli też tacy, którzy w łaskawości swojej zalecali ,aby nauczył się naszej, polskiej piłki ligowej. Czyli czego? . Tego dziadostwa polegającego na wolnym bieganiu i brutalnym faulowaniu ?. Od zarania dziejów piłka i sposób panowania nad nią były centrum boiskowych wydarzeń, ale ostatnio nie u nas. Współczesny futbol zmienił proporcje w kierunku wzrostu znaczenia taktyki i przesunął akcent na zagospodarowanie przestrzeni. Piłka światowa zmieniła się w sport szybkościowo -siłowy oparty na zespołowej organizacji gry , a my pozostaliśmy w okopach piłki wytrzymałościowej opartej na pozycyjności. Każdy te różnice postrzega kiedy nasze zespoły potykają się na zagranicznych miernotach. Obecnie liczy się wyłącznie skuteczność gry w obronie i ataku, a gra w środku pola przestaje mieć kluczowe znaczenie. Jakie by systemy nie wymieniać, o jakim by organizowaniu gry się nie rozpisywać, to chodzi o zdobycie przewagi w tych decydujących o wyniku rejonach boiska. Chodzi więc nie tylko o to ,aby maksymalnie szybko przechodzić z obrony do ataku i odwrotnie, ale przede wszystkim o to ,aby wraz tym przechodzeniem zmieniać ustawienie z obronnego na atakujące i odwrotnie np. przy systemie wyjściowym 4-2-3-1 ( tak wczoraj oba zespoły zagrały) w obronie będzie to 5-4-1 lub 6-3-1 ,a w ataku 3-3-4 lub 2-3-5. Taka elastyczność taktyczna jest charakterystyczna dla liczących się klubów z wielu lig, a czego nasi trenerzy muszą się dopiero uczyć. Trochę się rozpisałem ale nie ukrywam ,że mi taka filozofia futbolu konweniuje i trochę mi żal ,że trener z takim CV i z takim podejściem do zawodu nie trafił do Legii.

W książce "Polska myśl szkoleniowa" Michał Zachodni dość incydentalnie i poniekąd arbitralnie traktuje problem ryzyka uznając absurdalnie, że trenerzy w naszej piłce podejmują go za mało . Moim zdaniem nie chodzi o tzw. ryzyko ,ale o braki warsztatowe trenerów, którzy sporo potrafią jeżeli chodzi o to co nazywamy grą obronną, natomiast gra w ataku do dla nich tabula rasa. Z drugiej strony to mówiąc o ryzyku nie można w poważnym opracowaniu używać tego pojęcia w kategoriach mowy potocznej oderwanego od jego rzeczywistego znaczenia i sensu. Potocznie o ryzyku mówi się jako o ocenie zdarzenia wynikającego , albo z prawdopodobnych niezależnych od nas zdarzeń, albo z możliwych konsekwencji podjętych decyzji.
Wiele nauk usiłuje zdefiniować pojęcie ryzyka. Generalnie przyjmuje się, że ryzyko jest wyborem ,a nie przeznaczeniem, a skoro tak to można nim zarządzać. Przy ryzyku, nieważne jak zdefiniowanym chodzi wyłącznie o to ,aby ryzyko ograniczać, redukować . minimalizować, a w żadnym wypadku nie o to ,aby je powiększać. W sumie w nauce występują trzy koncepcje ryzyka : jedna kategoria mówi o ryzyku jako wrażeniu lub złudzeniu ulegania przypadkowi co wynika z niedoskonałości naszej wiedzy o prawach rządzących rzeczywistością . Możemy więc mówić o stopniu niepewności ,a nie o policzalnym prawdopodobieństwie. Druga kategoria odnosi się do niepewności identyfikowanej z ryzykiem i powiada ,że ryzyko jest mierzalne. Trzecia kategoria odnosi się do prawdopodobieństwa wystąpienia dwóch lub więcej zdarzeń i możliwości ich zaistnienia lub uniknięcia. Tym samym ryzyko nie jest zjawiskiem jednorodnym i występuje w dwóch aspektach : subiektywnym i obiektywnym. Co można badać w takich kontekstach jak : niebezpieczeństwo loteryjności ( hazard), brak pewności , prawdopodobieństwo - przy wzięciu pod uwagę faktu ,że jest ono procesem, a nie stanem otoczenia.
Nauki, przede wszystkim prakseologia zajęły się zarządzaniem ryzykiem i uznały ,że to zarzadzanie ma na celu rozpoznanie ryzyka, jego ocenę, sterowanie ryzykiem oraz kontrolę efektów podjętych działań. Wszystkie są dość dokładnie opisane w literaturze przedmiotu, ale dla celu rozważań o ich przydatności w piłce nożnej trzeba zwracać uwagę na to ,aby przy podejmowaniu decyzji ocenić rozmiar ryzyka i zająć wobec niego stanowisko aktywne polegające na :
- unikaniu ryzyka jeżeli to możliwe np. nie zatrudniając trenera o którym nic nie wiadomo ,albo bez żadnego dorobku, albo nie sprowadzać zawodnika chorego czy wyeksploatowanego lub z nałogami, albo nie wybierać wariantu gry ofensywnej przy słabych obrońcach itd.itp,
- podejmowaniu działań prewencyjnych , a więc np. szczegółowe rozpoznanie, prowadzenie dokumentacji, posiadanie działu analiz,
-przenoszeniu ryzyka na inne podmioty np. na firmy wyspecjalizowane w zbieraniu danych i ich analizach , wyspecjalizowane działy skautingu itd.itp.
Tym samym zatrudnienie w Legii takich wynalazków jak Jozak, Klafuricz, Sa Pinto czy za pierwszym razem Vukovicz nie było ryzykiem ,ale zwyczajną głupotą.
Podobnie jak pójście na tzw. wymianę ciosów ze słabym ,ale brutalnie grającym rywalem bywa nie ryzykowne ,ale samobójcze.
We wczorajszym spotkaniu obaj trenerzy ,a przede wszystkim Runjaicz zrobili bardzo wiele, aby maksymalnie ograniczyć ryzyko czyli przewidzieć i zapobiec tym zdarzeniom , które byłyby dla naszej drużyny potencjalnie groźne. w tym przede wszystkim skrępować mózg Lecha w postaci Amarala ( świetny Slisz), powstrzymać tworzącego przewagę pozycyjną rywali Skórasia ( bardzo dobry Johansson) oraz najlepszego strzelca i organizatora gry w ataku Ishaka ( skuteczni Jędrzejczyk i Rose). Inwencji na grę w ataku już nam zbrakło Smile.
Przy ryzyku chodzi o to ,aby je minimalizować ,a nie powiększać jego skalę lub rozmiary, bo byłoby to jednoznaczne z oddanie się we władanie hazardu.

Przyznam się, że chyba od zawsze tak mam, że zdecydowanie bardziej wolę radosne niespodzianki niż przykre rozczarowania zarówno w życiu jak i w stosunku do sportu.
Lecz mam także świadomość, że jest to podejście antymedialne, bowiem zakłada ono oczekiwanie na efekty, na skutek jako swego rodzaju rzecz nieprzewidywalną , a wynikającą z nieprzeceniania własnych możliwości czy też mocy zespołu, zawodnika , któremu kibicuję. Prezentowana obecnie logika mediów polega na dzieleniu skóry na jeszcze żywym niedźwiedziu czyli na oderwaniu przekazu od realnej rzeczywistości ,na tworzeniu fikcji. Uczenie ten stan nazywa się umysłowością spekulatywną , a więc tworzeniem świata istniejącego w wyobraźni i co na jedno wychodzi - w marzeniach. Jedynym uzasadnieniem dla takiego fantazjowania jest to ,że teoretycznie wszystko jest możliwe jak np. zdobycie przez Legię Mistrza LM czy przez reprezentację Tytułu MŚ. Jest to raczej nieprawdopodobne ,ale nawet gdyby było prawdopodobne to nie znaczy ,że byłoby dostępne. I samo w sobie takie myślenie nie byłoby bezsensowne ,ale koncentracja na tym ,że to akurat my mamy wszystko wygrywać wydaje się mocno podejrzane. Pewnikiem miało by jakieś podstawy gdybyśmy częściej ( reprezentacja i Legia w Europie) wygrywali, a nie przegrywali. Tym samym tworzenie zwycięskiej atmosfery jest szkodliwą mitomanią. Do czego to prowadzi widać było wczoraj na stadionie Lecha, bo chamy były nastawione ,że Legia to żaden rywal.
Korzystniej dla zdrowotności stałoby się gdyby propagandę przykrawano do możliwości i zostawiano spory margines na radość z niespodziewanych wygranych. Bo tak jak teraz to nie ma miejsca na prawdziwą radość , bo jak wygrają to przewidziano , a jest miejsce na rozpacz, bo mieli wygrać, a przegrali.
Na szczęście tak jak wczoraj nikt od naszej drużyny nie żądał wygranej, nikt nas nie stawiał w roli tzw. bitego faworyta , więc nawet remisik sprawia nam i mnie zasłużone zadowolenie.

Poznański Lech zagrał wczoraj w taki sam sposób jak od gra od początku rozgrywek i w tym sensie fama o kostyczności taktycznej Broma okazuje się prawdziwa. Nie wchodząc w rozważania o konkretnym systemie , zmianach ustawienia w trakcie meczu, organizacji gry w formacjach w obecnym futbolu chodzi o uzyskanie efektu nadliniowości, o czym wiele razy pisałem. Ten efektu uzyskuje się wówczas kiedy każdy zawodnik wykonuje swoje zadania co najmniej w 100%, bo wtedy suma ogólna poczynań zespołu znacznie przekracza 100% . Aby tak się stało to każdy zawodnik musi być odpowiedzialny za sposób i efekty gry na swojej pozycji . Trener Lecha pomimo porażek spowodowanych głównie brakiem wszystkich środkowych obrońców ( Satka, Milicz, Salamon) nie zmienił swego podejścia i nie nakazał np. podwajania strefy, zwiększenia asekuracji czy wejścia w tryb defensywny. Kiedy dokonano dwóch transferów na pozycję środkowego obrońcy ( Dagerstal i Żukowski) Lech stał się zespołem wyrównanym, kompatybilnym, z szeroką ławką rezerwowych. Wczoraj zawodnicy Lecha rozegrali dobre spotkanie i z ich punktu widzenia jedynym zawodem był brak zwycięstwa nad naszą drużyną.
Tymi , którzy zawiedli byli kibole Lecha, którym jak słoma z butów wystawała tak wystaje. To nawet nie jest pyrlandia, ale zwykłe chamowo i buractwo.

Trener Legii Runjaicz podobnie jak trener Lecha także stara się ustabilizować ustawienie i skład, też po to ,aby uzyskać nadliniowość. Niestety nasz trener ma materiał zawodniczy na wielu pozycjach nieco gorszy niż trener Lecha ,a do tego z uwagi na słabość rezerw ma mniejsze możliwości manewru . Te mankamenty Runjaicz i zespół maskowali wczoraj zagęszczaniem pola gry, jego skracaniem, bliskością formacji oraz poprawnym wykonywanie zadań przez "plastry" nałożone na kluczowych graczy Lecha. Przed spotkaniem zastanawiano się jak sobie poradzimy w środkowej strefie bez Josuego i okazało się, się bez niego Legia nie zaginęła w boju.
Chociaż pewnikiem z nim można byłoby próbować wykorzystać systemową słabość Lecha w bocznych sektorach boiska . Lech gra dość schematycznie ,a jednym ze schematów jest schodzenie skrzydłowych do środka pola, podobnie jak defensywnych pomocników i zostawiania boków boiska do zagospodarowania bocznym obrońcom. Bez Josuego nie było nikogo ,kto by pokierował podaniami grę w tych rejonach przez Wszołka ,Baku i Mladenovicza. To z tego powodu nasze ataki były pozbawione grozy. Inna kwestia, że nie oddaliśmy ani jednego celnego strzału na bramkę Bednarka ,a bez tego - żadnego meczu wygrać się nie da.
Tym razem nikt w naszym zespole nie zawiódł, a wyróżnili się: niezwykle efektywny bramkarz Tobiasz, po prawej stronie obrony Johansson, który obnażał Skórasia jako gracza mało wszechstronnego , w środku obrony Nawrocki , który dwoił się i troił , bo Artur krył indywidualnie Ishaka, Slisz , który w twardych pojedynkach redukował zacięcie do atakowania Amarala, Kvekweskiriego oraz Kalstroma. Gdyby nie czerwona kartka to na pochwałę zasłużyłby i Jędrzejczyk ,ale też i Rose dał bardzo dobrą zmianę.
W sumie , mówiąc banalnie, remis nie krzywdzi żadnej z drużyn.

Na konferencji przedmeczowej w siedzibie Lecha z udziałem trenera niespodziewanie pojawiło się aż... dwóch dziennikarzy. Ten fakt jasno dowodzi, że poza zboczeńcami Smile czytaj kibicami , to się dzieje w naszej lidze nikogo tak naprawdę nie interesuje, nawet jak ma grać Legia z Lechem. Ten stan omamienia przed 70 laty K.I. Gałczyński nazwał złudzeniem popularności , a Stanisław Barańczak przed 45 laty "Sztucznym oddychaniem". U nas ligowa piłka nożna schodzi może nie tyle do katakumb ile coraz bardziej się marginalizuje., Bowiem Canal to zamknięta na szeroki społeczny ogląd telewizja. Działacze ESy i PZPN zachłystują się, ile to szmalu zgarniają ze sprzedaży praw telewizyjnych, tak jak by wyłącznym celem było zarabianie , a nie popularność mierzona skalą oglądalności. To między innymi dlatego nasze kluby mimo, że kwoty z praw telewizyjnych sytuują je na 8-9 miejscu w Europie należą do ogólnie biedniejszych. Bo wielki kapitał musi mieć wielką publiczność, a nie garstkę sfrustrowanych gapiów. W sensie o którym napisałem to na jakim poziomie mecz Lecha z Legia jest rozgrywany : na kosmicznym czy na koszmarnym ma niewielkie marketingowe znaczenie. To, że jeden mecz pokazuje TVP Sport , a więc także nie telewizja ogólnodostępna wiosny nie czyni. A przecież w wielu krajach ten problem generowania finansów z jednoczesną oglądalnością udało się rozwiązać. Pewnikiem również piłkarze mając większą widownię bardziej się starają, choć wczoraj za bardzo im to staranie nie wychodziło.
Dla mnie osobiście równoległe słuchanie i komentowanie było korzystne ,bo mogłem przełączyć i uwolnić swój słuch i umysł od bredzenia Mielcarskiego. Na niego i na Majdana mam uczulenie, bo oni obaj opowiadają swoje wizje błądząc po nieistniejącym świecie. Gadka Mielcarskiego sięga tam, gdzie żadna myśl nie sięga.
Z prawdziwą przyjemnością mogłem słuchać fachowca Podolińskiego wspieranego przez bacznego obserwatora Kwiatkowskiego.
Co do wyników przetargu na prawa telewizyjne to pokazuje on jak mało atrakcyjna jest nasza piłka w wydaniu ligowym, bo Canal+ oferuje mocno średnie pieniądze, a nikt inny nie chce dać więcej. Dziadziejemy!.

Sędzia Piotr Lasyk ze swoim mało ekspresyjnym i inwazyjnym sposobem prowadzenia zawodów po raz kolejny nie zdał egzaminu. Taka metoda może byłaby owocna , gdyby obaj przeciwnicy szanowali siebie nawzajem i przestrzegali fair play. Wczoraj Lasyk dopuścił od początku meczu do zbyt ostrej, brutalnej , nacechowanej złośliwością walki i późniejsze próby opanowania sytuacji przy pomocy masy kartek nie przyniosły uspokojenia. Sędzia musi zrozumieć, że to on jest rozjemcą i że to on jest po to ,aby sprawiedliwie karać. Nie wolno mu dopuszczać do tego, do czego dopuścił swą opieszałością, aby zawodnicy sami wymierzali sobie sprawiedliwość.
Zawodnicy na naszych boiskach niezależnie , jak się okazuje od poziomu umiejętności , nie dorośli do poważnego ich traktowania , do zaufania im, bo takie podejście arbitra traktują jako jego słabość. Lecz to co się wyprawia na naszych boiskach to już jest niepokojący trend inwazji brutalności ,złośliwości ,udawactwa. Zawodnicy zamiast piłki wolą kopać siebie wzajemnie. Ten ogląd sytuacji powinien sprawić, że sędziowie powinni zmusić zawodników do wzajemnego szanowania swoich nóg, głów.
Sędzia Lasyk tej umiejętności nie posiadł. Być może też dlatego ,że ma problem z autorytetem wśród zawodników.
6niedziela, 02, października 2022 19:12
Krzysztof Jastrzębski
@Senator może od większości drużyn tak, ale nie wszystkich, z całą pewnością jednak nie są na poszczególnych pozycjach najlepszymi w lidze, bo który z naszych niby? Najlepsi wg mnie potrafią co kolejkę pokazywać to na boisku, który z naszych zawodników to pokazuje? Może Tobiasz choc z racji wieku i mu słabsze występy się zdarzają. Nie mamy zawodników którzy mocno przycisną na Wszolka, Baku, Carlitosa, Jędrzejczyka, Mladenowicza, Josue etc etc.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1