A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Jagiellonia - Legia 2-5: Kanonada

W meczu piętnastej kolejki sezonu Legia udała się do Białegostoku, gdzie spodziewaliśmy się ciężkiej przeprawy, zwłaszcza po pierwszych minutach spotkania i szybkim prowadzeniu Jagiellonii. Skończyło się jednak pięcioma bramkami dla Legii i przekonującym zwycięstwem naszej drużyny. Bohaterem meczu był Josué, który zdobył trzy bramki. Po jednej dorzucili Mladenović i Nawrocki.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Rose, Jędrzejczyk, Nawrocki – Wszołek, Slisz, Josué, Kapustka, Mladenović – Rosołek, Carlitos. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Alomerović – Skrzypczak, Puerto, Nastić – Přikryl, Pospíšil, Imaz, Nené, Lewicki – Černych, Gual.

Mecz rozpoczęła niemal dziesięciominutowa przerwa z powodu pirotechniki na stadionie Jagiellonii. Po niej legioniści sprawiali wrażenie nieco zdekoncentrowanych. Gospodarze grali szybciej i z większym zdecydowaniem. W 11. minucie Tobiasz odbił piłkę po strzale Imaza. W 16. minucie Černych zgrał piłkę głową do Guala, który uderzył mocno i celnie. Jagiellonia zasłużenie prowadziła 1:0. Potem rozpoczął się jednak koncert Legii. Nasza drużyna wyrównała w 28. minucie meczu. Josué otrzymał piłkę przed polem karnym i niespodziewanie uderzył z lewej nogi. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Dwie minut później Legia znów zaatakowała. Akcję zainicjował udanym dryblingiem Rosołek, prawą stroną boiska przedarł się Wszołek, płasko dośrodkował, a do strzału doszedł Mladenović. Piłka znów odbiła się od słupka i wpadła do bramki. W 36. minucie Tobiasz odbił strzał Černycha. W 39. minucie Rosołek trafił w słupek, a dobitka Carlitosa została obroniona przez Alomerovicia. W 40. minucie Josué i Carlitos znakomicie rozegrali piłkę w polu karnym Jagiellonii. Portugalczyk przerzucił piłkę nad Alomeroviciem i było już 3:1 dla Legii.

Taki wynik utrzymał się do przerwy. Mecz był klasyczną wymianą ciosów, w której skuteczniejsza była Legia.

W drugiej połowie na boisku pojawił się Charatin, który zmienił kontuzjowanego Jędrzejczyka. W 47. minucie po krótkim rozegraniu rzutu rożnego piłka trafiła na prawą stronę do Carlitosa. Hiszpan dośrodkował na głowę Nawrockiego, który zdobył czwartą bramkę dla Legii. W 52. minucie Kapustka odebrał piłkę rywalom i podał do Rosołka, który przewrócił się w polu karnym. Sędzia Sylwestrzak najpierw odgwizdał faul Nasticia, ale po analizie VAR zmienił decyzję. W 55. minucie Imaz umieścił piłkę w bramce Legii, jednak Hiszpan znajdował się na minimalnym spalonym. Minutę później Tobiasz uprzedził szarżującego Lewickiego. W 62. minucie Nawrocki mógł zdobyć swoją drugą bramkę, ale piłka odbiła się od poprzeczki. W 65. minucie Kramer i Sokołowski zastąpili Rosołka i Kapustkę. W 68. minucie Imaz nie trafił głową do bramki z kilku metrów po rzucie rożnym. W 72. minucie trzeci raz do bramki gospodarzy trafił Josué. Kontrę zainicjował Nawrocki, piłka trafiła do Mladenovicia, który najpierw starał się pokonać Alomerovicia, a potem wystawił piłkę Portugalczykowi, który dopełnił formalności. W 76. minucie Josué powinien zdobyć kolejnego gola, ale Alomerović odbił piłkę. W 77. minucie Jagiellonia drugi raz umieściła piłkę w bramce Legii. Tobiasza pokonał Kowalski. Tuż potem żółtą kartkę ujrzał Mladenović. W 84. minucie Pich i Ribeiro zmienili Carlitosa i Mladenovicia. W 87. minucie Pich otrzymał piłkę po koronkowej akcji Legii, niestety wyraźnie przestrzelił. W odpowiedzi Gual uderzył potężnie, jednak minimalnie niecelnie. W doliczonym czasie gry Imaz przelobował Tobiasza, na szczęście piłka trafiła w poprzeczkę.

Pierwszy raz w tym sezonie Legia naprawdę bawiła się grą, strzelając wiele bramek i stwarzając mnóstwo kolejnych okazji. Legioniści wykorzystali ofensywne nastawienie gospodarzy, imponując umiejętnym zdobywaniem przestrzeni i dynamiką w ataku. Nasi zawodnicy bez problemu odwrócili wynik i wręcz znokautowali Jagiellonię. Kolejny ligowy mecz już w najbliższy piątek, kiedy do Warszawy przyjedzie Lechia Gdańsk.

Dyskusja (8)
1sobota, 29, października 2022 20:05
Senator
Pierwszy raz w tym sezonie Legia naprawdę bawiła się grą, strzelając wiele bramek i stwarzając mnóstwo kolejnych okazji. i brawo Legia bo o to właśnie w piłce nożnej chodzi. Dobra gra przełożyła się na wynik i oby tak zostało.
2niedziela, 30, października 2022 08:22
iocosus
Były punkty, nie było gry, pojawiła się gra, zaczęło brakować punktów, od wczoraj można powiedzieć: są punkty i jest gra! 

Poszczególne elementy zaczynają funkcjonować. Jest chemia między Josue a Carlitosem, do spółki z powracającym, szukającym formy  Kapustką jesteśmy w stanie w środku pola stworzyć ofensywny kreatywny trójkąt rozklepujący "autobus" rywala.
Wahadła zaczynają działać jak za najlepszego "legijnego" Michniewicza i w naszych realiach są dowodem jak w nastawionym ofensywie zespole taka taktyka wydaje się optymalna. 
Jak dla mnie Rosołek to piłkarz głębokiego zaplecza ustępujący pola Kapustce, Muciemu, Baku, wczoraj okazał się jednak kluczowym graczem, zakpił z mojego nastawienia i udowodnił w tym meczu jak bardzo się w ocenie jego przydatności myliłem. Jeżeli nie najlepszy to jeden z najlepszych meczów Rosołka w Legii. Potrzebna stabilizacja formy na takim poziomie.
Maik Nawrocki wczoraj dwa razy się lekko obciął na szczęście bez konsekwencji, wolałbym jednak żeby był skoncentrowany przez cały mecz, bo wymagania rosną i jak dla mnie są z najwyższej półki to znaczy widzę Maika w rywalizacji o mundial w Katarze!
Imaz przestrzelił do pustaka z 1,5 metra co prawda "z główki" ale ... , Kowalski na wprost bramki nie dobił piłki odbitej od poprzeczki, ten mecz powinien się zakończyć wynikiem 4:5 i taki wynik byłby ostrzeżeniem alarmowym dla naszej gry obronnej. Jędza zdrowiej, Rafale Augustyniaku wracaj ponieważ w jedenastce na boisku jesteście niezbędni.
Na wiosnę w Legii na pozycji określanej numerem "6" powinien biegać Bartek Slisz czy Grzegorz Krychowiak!? 
3niedziela, 30, października 2022 10:36
Krzysztof Jastrzębski
Zdecydowanie Bartek, odżył ostatnio i nadal ma coś do ugrania. Krycha niech odcina kupony gdzie indziej.
4niedziela, 30, października 2022 11:07
Zbyszek
Zasadniczym problemem w piłce nożnej jest pogodzenie tego co nazywamy urodą gry z osiągniętym wynikiem. Nie sięgając daleko to Legia rozegrała spotkania z Wisłą, Pogonią i Jagą o dużych walorach estetycznych, ale tylko w Białymstoku padł pożądany wynik. W wielu poprzednich meczach zęby bolały od patrzenia ,ale na ogół ilość punktów się zgadzała. Można oczywiście prowadzić poszukiwania usiłujące wyjaśnić ten stan, a to w warsztacie, a to w unikaniu zbytniego ryzyka, a to w selekcji ,a to w osobowości itd itp. o czym też traktuje coraz więcej opracowań .
Ja natomiast przywołam książkę prof. Jana Szczepańskiego "Sprawy ludzkie" , w której wśród pasjonujących stronic analizy ludzkich poczynań, właściwą diagnozę i bliską prawdy, jest dokonana przez tego socjologa rola wyobraźni w osiąganiu sukcesu. Zdaniem autora wyobraźnia jest cechą najbardziej ludzką i nie waha się on przyznać jej większej roli niż intelektowi. Intelekt bowiem pozbawiony wsparcia wyobraźni, zdolności przewidywania sytuacji dotychczas niespotykanej pozbawiony jest równocześnie siły twórczej. Wyobraźnia pozwala człowiekowi wyjść poza ustalone systemy, poza utrwalone schematy, wniknąć w świat nieznany narzucając mu porządek ludzkich kategorii. Prof. Szczepański twierdzi, że wyobraźnia jest strażą przednią torującą drogi, odkrywającą nowe tereny, na które dopiero kiedy zostaną rozpoznane można nakładać sieć pojęć, teorii i twierdzeń. Od sprawności i siły wyobraźni zależy powodzenie każdego praktyka. Sama wyobraźnia nie zastąpi wiedzy i doświadczenia ,ale wielu trenerów to przede wszystkim racjonaliści, technokraci, dążący do perfekcjonizmu, dobrze znający swój zawód ,ale nie dostaje im wyobraźni i elementu irracjonalności. W sensie psychologicznym wyobraźnia sytuuje się pomiędzy intelektualnym racjonalizmem, a myśleniem indywidualnym zależnym od osobistych odczuć, od najgłębszych pokładów postaw jednostkowych. Wyobraźnia jest tym bogatsza im słabsza jest kontrola intelektualna. Natomiast irracjonalność to nadzieja , która podtrzymuje w nas, wbrew logicznym sugestiom racjonalności ,że możemy coś osiągnąć, a czego z punktu widzenia rozsądku powinniśmy zrezygnować. Filozofowie twierdzą, że racjonaliści mają nadzieję tylko w rachunku prawdopodobieństwa , natomiast irracjonaliści w losie, w szczęśliwym zbiegu okoliczności.
Dziś w dobie powszechnej hipokryzji i intelektualnego łgarstwa zwanego "poprawnością polityczną" usiłuje się zapomnieć o tym co nauka nazywa cechami narodowymi. Intelektualni oszuści wbrew wiedzy wmawiają, że nic takiego nie istnieje, podczas kiedy naukowcy ewolucjoniści ,nie mający nic wspólnego z Darwinizmem, powiadają ,że dziedziczymy cechy umysłowe, zachowania, stosunek do określonych zjawisk, w tym skłonność do poddania się wyobraźni i irracjonalności. Nie rozwodząc się nad podanymi powyżej pojęciami ,musimy wyciągnąć wnioski z faktu ,że trenerem Legii jest człowiek społecznie ukształtowany w Niemczech, którego widoczne cechy ( osobowość) rzutują na postawę zespołu. Oczywiście przy takiej okazji salonowe wyleniałe koty będą biadolić o stereotypach. Nie będę powielał znanych opracowań w tym temacie ,ale podam tylko dwa przykłady odnoszące się do omawianego zagadnienia.
Po sromotnie przegranej II wojnie światowej na terenach Niemiec zajętych przez aliantów zachodnich niezniszczonych pozostało wiele zakładów i ich właściciele dawali ogłoszenia ,że ruszają z produkcją ,ale że nie będą płacić , bo nie mają z czego. Następnego dnia wszyscy wolni Niemcy stawili się do pracy, mdleli z głodu , ale pracowali . Dla obserwatorów było to wydarzenie absolutnie niezwykłe.
Ja sam miałem do czynienia z pracownikami Niemcami i powiem, że od początku przeżyłem szok poznawczy. Mianowicie Niemcy jak zostali podzieleni na tych ,którzy dostarczali materiały, narzędzia itd. i tych bezpośrednio produkcyjnych wykonywali tylko co obejmowało ich zadanie i jeden za drugiego nic nie zrobił, Ci produkcyjni spokojnie czekali ,aż im się dostarczy to co niezbędne do pracy, a godzina rozpoczęcia i zakończenia pracy były święte. O godz. 14.00 zostawiali wszystko, nawet gdyby do zakończenia wykonania zdania zostało roboty na kilka minut. Początkowo byłem pewien, że to przejaw niemieckiej tępoty ,ale majster znający ich język ( ja mam takie same zdolności językowe jak Runjaicz) wyjaśnił mi, że oni mają pretensje do "kierownictwa" ,że nie potrafiło tak zaplanować i zorganizować roboty ,aby ona była w całości wykonana w wyznaczonym czasie. Wówczas pojąłem tę zasadniczą różnicę pomiędzy nami ,a nimi. Oni są tylko pracowici, ale aby ich praca była efektywna to muszą być mądrze kierowani i mieć superkompetentnych przełożonych, natomiast my musimy działać samodzielnie , bo kierownictwo jest niekompetentne i nieudolne, a tym samym mało przydatne. Stąd też klasa polityczna Niemiec to "fachury" , a nasi to amatorzy kwaśnych jabłek.
Nie dziwmy się więc, kiedy Runjaicz nie wini żadnego zawodnika za błędy tylko obwinia siebie , nie dziwmy się, że zawodnicy wykonują zadania tak jak by byli w orkiestrze, w której "grajki" mają nie tylko rozpisane nuty, ale i dyrygenta , który nimi kieruje, nie dziwmy się, że wchodzenia na wyższe szczeble wtajemniczenia odbywa się wedle ściśle zaplanowanych etapów, nie dziwmy się ,że trener nie jest zwariowanym entuzjastą ,ale racjonalnym intelektualistą.
Przy czym oczywiście nie mam nic naprzeciwko spełnieniu się powiedzenia Garyego Linekera, sprzed wielu lat, że na boisku grają dwie drużyny, a i tak zawsze wygrywają Niemcy - przepraszam Legia Smile.

W tej rundzie generalny ton komentarzy jest taki oto, że Legia gra dobrze w obronie, a znacznie gorzej jej wychodziła gra w ataku ( mecz z Jagą był odstępstwem) . Otóż niczego nowatorskiego nie napiszę ,bowiem jedno wynika z drugiego. Oczywiście można skoncentrować uwagę na tym co potocznie nazywa się indywidualnymi błędami, jak np. wielokrotnie wczoraj, ale jednak wchodzimy na szerszy teren, który warsztatowo nazywa się "działaniami zawodnika w obronie" i jest dość dokładnie opisane w literaturze przedmiotu. Można analizować mecze pod tym kątem, ale jest to mało twórcze. Bowiem owszem wyeliminowany zostanie jeden konkretny "błąd' ,ale zaraz pojawi się następny ,a po usunięciu tego ,kolejny i tak bez końca. Nie uchylając się od zauważenia tego błądzenia stwierdzić trzeba ,że podstawowym, generalnym, zasadniczym dylematem współczesnej piłki nożnej jest rozstrzygnięcie czy działania obronne mają być skoncentrowane na atakowaniu piłki ( odbiór, przechwyt, wymuszenie niecelnego zgrania) czy na hamowaniu akcji przeciwnika ( opóźnianie, blokowanie) . Ten dylemat musi rozstrzygnąć każdy trener na postawie oceny charakterystyki kadr, jej cech , umiejętności każdego zawodnika i zespołu jako całości. Lecz sam wybór metody nie może być efektem podsumowania wyszkolenia, ale nastawienia. Kolejny problem to optymalizacja ilości graczy broniących , gdyż za duża ich liczba w stosunku do potrzeb osłabia efektywność i szybkość przejścia z obrony do ataku, a za mała liczba zwiększa ryzyko utraty bramki. Taką najbardziej znaną zagadką na logikę piłkarską było pytanie , po jaką cholerę w systemie 4-2-3-1 było ustawienie w obronie 4 zawodników przeciwko jednemu napastnikowi. Moim zdaniem rozwiązanie problemu obronności w Legii nadal jest w stadium larwalnym. Widzimy na boisku i po wynikach, że marnie radzimy sobie z zespołami z czołówki , ale z tej obserwacji musi wypływać poszukiwanie odpowiedzi na pytanie : dlaczego tak się dzieje?. Wczoraj mieliśmy mnóstwo fartu ,że nie straciliśmy kilku bramek więcej mimo ,że Jaga do tuzów nie należy. Moim zdaniem chodzi o to, że w kilku zespołach mamy do czynienia, mówiąc potocznie, z dobrymi graczami atakującymi i niestety ,ale oni są zwyczajnie lepsi od naszych obrońców grających indywidualnie w strefie . To wskutek tej nierównowagi straciliśmy tyle bramek i punktów . Trener Legii na dziś ma moim zdaniem do wyboru ,albo obronę rozbudowaną i umocnioną w której biorą udział wszyscy zawodnicy danej formacji , albo też obronę indywidualną ( nie strefową), w której uczestniczy minimum zawodników ( 1x1),a reszta bierze udział w ofensywie po to, aby strzelić więcej bramek od rywali . Tylko ,że duża liczba bramek nie może stać się usprawiedliwieniem dla dziurawej obrony , tak jak wczoraj i sztab Legii nie może takiego podejścia tolerować.

Powołania do szerokiej kadry reprezentacji stworzyły okazję do wykorzystanie przez spatologizowane media niezwykle brutalnego, chamskiego, rodem z kloaki ,ataku, zbliżonego do linczu na jednego piłkarza, a mianowicie Artura Jędrzejczyka ( pozdrawiam). Tło tej napaści na zasłużonego reprezentanta, podpory Legii , biorąc pod uwagę biogramy łobuzów wydaje się jasne. Artur do tej hołoty zwyczajnie nie pasuje.
Zanim napiszę o agresorach oświadczam ,że "Nikt mnie nie zmusi, abym ,gdy zechcę odpowiedniej dać rzeczy słowo", tak więc nie nazwę alkoholika, degenerata, wyglądającego jak wypasiona świnia - smakoszem trunków wyszukanych i dań wykwintnych , nie nazwę damskiego boksera, kata dzieci , niepłacącego alimentów - koneserem twarzy i innych części ciała kobiet i dzieci , nie nazwę psychopatycznego klauna z rozmiękczeniem mózgu - osobnikiem zdezorientowanym etycznie. Itd Itp.
To takim nic niewartym łotrom media media udostępniają swe łamy, to takie indywidua robią za autorytety. Tu umiejętności, tu charakter, tu dokonania nie podlegają ocenie, bo pretekstem do linczu jest inność, jest odmienność. Otóż Artur od zawsze i nadal wyróżnia się sportowym trybem życia, nie mając zbyt wygórowanego talentu nadrabia ten niedostatek niesamowitą pracowitością, nie kwestionuje kwalifikacji trenerów, a wręcz dla każdego stanowi ogromne wsparcie, szanuje wszystkich kolegów z drużyny, nikogo nie poniża, a sam się nie wywyższa, na boisku haruje za dwóch , dając z siebie więcej niż może, a do tego jest zwyczajnie lubiany. W życiu osobistym to przykładny, kochający mąż i ojciec, opiekun dla żony i córki, który nie roztrwania pieniędzy ,ale je inwestuje w zapewnienie sobie i rodzinie spokojnej przyszłości. Tak ! Artur do tego towarzystwa rodem z wychodka nie pasuje, więc obrzuca się go tym czym ma się pod ręką czyli kałem. To też taki gorzki przyczynek do stanu mentalnego mediów i kibolstwa.

Jagiellonia jest dość typowym przykładem tworzenia mitu przez tych, którzy odnieśli jednostkowy sukces, a myślą, że zdobyli koronę królów. Przed kilkoma laty opisywałem historię klubów, miast itp. rywali Legii . Przypomnę tylko ,że Jaga przez dziesiątki lat była dziadowskim klubem, trzecim w hierarchii na piłkarskiej mapie prowincjonalnego Białegostoku. Dopiero w drugiej połowie lat 80-tych XX wieku na niepodległość wybił ją Janusz Wójcik ( awans do I ligi w 1987 roku oraz zajęcie 3 miejsca).Te niezasłużone awanse tak rozbestwiły tamtejsze kibolstwo, że gorsze wyniki uważali za klęski ,a przecież w latach 1991 -2007 więcej czasu spędzili na zapleczu rozgrywek niż w elicie. . Dopiero w 2006 roku dziesięcioro Białostockich przedsiębiorców założyło rodzaj konsorcjum, którego inicjatorem był Cezary Kulesza, a które zapewniło stabilne finansowanie klubu. Trzeba przyznać, że sensownie kierowana Jaga była wicemistrzem kraju w sezonach 2016/17 ( trener Probierz) oraz 2017/18 ( trener Mamrot). Ale od tamtej pory w dość sprawnie funkcjonującym mechanizmie coś się zacięło, a wielu twierdzi , że poszło jak zwykle o pieniądze, i Jaga popadła w przeciętność. Gdy wyniki stały się gorsze w klubie doszło do zupełnie nieprzemyślanych ruchów na stanowisku trenera : najpierw zwolniono pod koniec 2019 roku Mamrota, któremu braków warsztatowych zarzucić nie można, a na jego miejsce zatrudniono skandalistę Peteva, po nim niewiadomą ze sztabu Nawałki Zająca, przejściowo kończącego karierę piłkarska Grzyba, następnie wybranego przez komputer Mamrota, który został w dołkach startowych, no i fachurę w dziedzinie PR Piotra Nowaka , który nie trenował ,ale rozśmieszał graczy. Ostatnim wynalazkiem jest Stolarczyk, który poza epizodem w Wiśle Kraków był związany z Pogonią Szczecin jako trener młodzieży, asystent i dyrektor sportowy ( jako dyrektor współpracował z Runjaiczem przez 7 miesięcy) . Ostanie parę lat spędził jako trener U-19, U-20, U-17 i U-21 w PZPN. Ten konglomerat zmian na funkcjach prezesów i trenerów musi mieć wpływ na to ,że Jaga gra nieprzekonywująco ,a osiągane przez nią wyniki są niewspółmierne do umiejętności poszczególnych zawodników. Z lat największych sukcesów w zespole pozostali : Runje, Bida, Romańczuk , Czernych i Pospiszil, a zawodników którzy odeszli ( poza nie da zastąpienia Frankowskim i Novikovasem) uzupełnili wcale nie gorsi : Alomerovicz, Nasticz, Pazdan, Tiru, Puerto, Camara, Nene, Prikryl oraz tak dobrzy napastnicy jak Hiszpanie Gula i przede wszystkim Imaz. Do tego imponującego kompletu w składzie jest kilku młodych ,uzdolnionych graczy polskich :Lewicki, Matysik. Skrzypczak, Wdowik, Wojciechowski i Kowalski. A wyniki w tej rundzie to 4 wygrane , 6 remisów i 5 porażek oraz miejsce w drugiej połowie tabeli. Jaga gra "trójką " środkowych obronców w systemach : 3-5-2 ( jak wczoraj), 3-6-1, 5-3-2 i 5-4-1. Takie ustawienia są obecnie modne, ale dla jednych stanowią o sile jak w Rakowie ,a dla takiej Jagi to słabość. Wczoraj system dodatkowo obnażył fatalną organizację gry obronnej Jagi.

Podczas przedwczorajszego spotkania miernego Górnika z przereklamowanym Widzewem mogliśmy się naocznie przekonać jak dużo warta jest współpraca zawodnika "dogrywającego " z napastnikiem w dziele strzelania bramek. Nasz b. zawodnik , w czym prawie całkowita "zasługa" Vukovicza, jak też po części Jacka Zielińskiego , który nie zmusił trenera do wystawiania Szymona Włodarczyka ( jak nie to won) - pokazał żyłkę strzelecką . Nie twierdzę, że Włodarczyk to świetny zawodnik , bo ma duże braki w technice operowania piłką ( przyjęcie i celne podanie) jak też źle ustawia się do piłki i do rywali ,ale ma dobrze ułożoną nogę i potrzebne przyśpieszenie co sprawia ,że potrafi wykorzystać piłki dogrywane, zwłaszcza na dobieg. Tylko, że rolę sprawczą przy jego golach sprawuje znany internacjonał Łukasz Podolski, który wydaje się być dla młodziana autorytetem, ale też rozkazodawcą. W naszym zespole do wczoraj kogoś grającego na wzór Podolskiego wobec Carlitosa nie było, a więc takiego. który potrafi odłożyć swoje ambicje i poświecić się dla napastnika i tym samym dla drużyny. Josue to indywidualista i chyba nie wie co to poświecenie dla innych, a Kapustka ma własne ambicje. Lecz wczoraj nastąpiło odwrócenie ról , bowiem to Carlitos poświecił się dla Josuego i to głównie dzięki niemu Portugalczyk błyszczał jak nigdy dotąd. Dla mnie nie było to szczególnym zaskoczeniem bo Carlitos to znakomity technik i inteligentny osobnik.
Wracając do Szymona to moim zdaniem musi on stać się graczem bardziej wszechstronnym, bo inaczej większych sukcesów nie osiągnie.
W niedalekiej przeszłości w naszej lidze mieliśmy podobne przypadki niezwykle efektywnej dwójkowej współpracy, że przypomnę tylko duety : "dogrywający" Łukasz Garguła kończący Radosław Matusiak ( głównie GKS Bełchatów), Andrzej Niedzielan i Grzegorz Rasiak ( Dyskobolia Groclin) , czy Aleksandar Vukovicz i Stanko Svitlica ( Legia Warszawa). Każdy ze strzelców po zdobyciu laurów odszedł do bogatszych klubów, ale na szerszej niwie był szybciutko weryfikowany , bowiem bez "pomagiera' okazywał się kapiszonem. Tak było z Matusiakiem ( Palermo), Rasiakiem ( Tottenham) czy Svitlicą ( Hannover 96). Kiedy już wspominam to przypomnę zasadniczą różnicę pomiędzy " najemnikiem" Svitlicą, a Włodarczykiem. Otóż cwany menago Svitlicy chciał ,aby on odszedł z Legii za darmo po skończeniu kontraktu , na co Stanko się nie zgodził i umowę z Hannoverem podpisał jeszcze w trakcie ,dzięki czemu Legia dostała kwotę odstępnego ( 500 tys. USD) . Młody Włodarczyk i jego otoczenie nie są bardziej cwani ,ale za to bardziej zdemoralizowani.

Wczorajsze spotkanie Jaga rozpoczęła z niezwykłym animuszem, jak by chciała z honorem lec, ma dnie z honorem lec - jak w pieśni "Morze, nasze morze" - co w końcu jej się udało Smile. I o dziwo nasz zespół został tym nieskoordynowanym odruchem odnóży rywali zaskoczony. Trener, sztab i piłkarze Jagi chyba naprawdę uwierzyli ,że Legia traci dużo bramek . Tylko ,że każdy przytomnie musi zadać sobie pytanie ; co to znaczy za dużo ?. Jeżeli ktoś poważnie traktuje brednie ,że gra się nie po to ,aby wygrać ,ale po to , aby nie stracić bramki to rzeczywiście ma rację., bowiem każdy wynik odmienny od 0 to "dużo". Pisałem o tym, ale muszę powtórzyć ,że gra defensywna, w tym obronna Legii jest źle zorganizowana ,że stawianie na obronę strefową ze ściśle określoną odpowiedzialnością indywidualną nie zdaje egzaminu. Stale powtarzam ,że w aktualnej sytuacji kadrowej Legia musi stawiać na strzelenie o co najmniej jedną bramkę więcej od rywali. Im więcej tym korzystniej. Strzelanie dużej ilości bramek przez nasz zespół miałoby znaczenie w tym co w prawie nazywamy prewencją ogólną i szczególną. Generalnie chodzi w tej prewencji o to, że nieuchronność, a czasem i surowość kary mają działać zapobiegawczo i odstraszająco . W piłce nożnej każda drużyna powinna się poważnie zastanowić czy atakować dużymi siłami tego przeciwnika ,który strzela dużo bramek czy takie podejście nie było czasami samobójcze. Rywali Legii rozzuchwala nie rzekoma słabość naszej obrony, która nie odbiega od przeciętnej w naszej lidze, ale dotychczasowa niska skuteczność bramkowa. Poprawa skuteczności strzeleckiej zaowocuje zmniejszeniem strat bramkowych.Takie mecze jak wczorajszy powinny dać kolejnym rywalom do myślenia , czy ,aby na pewno napadanie na nas jest opłacalne.
W tych czasach kiedy Legia dominowała i triumfowała to działo się głównie dlatego, że rywale zwyczajnie nas się bali i nie wpadali na pomysł ,aby na nas napadać. lecz modlili się o jak najniższy wymiar kary . Tak trzymać. !.

Sędzia Damian Sylwestrzak prowadził zawody spokojnie , oszczędnie operując gwizdkiem . Jest on jednym z tych sędziów, którzy efektywnie i zgodnie z duchem gry ,bez obrazy dla przepisów, stosują przywilej korzyści. Kilka razy Josue był faulowany, lecz Sylwestrzak nie dał mu okazji do kopania stojącej piłki ,ale przymuszał do kontynuowani akcji, z którego to rozwiązania Portugalczyk zbyt zadowolony nie był ,a co okazało się wielce korzystne dla niego i dla drużyny. Sylwestrzak dzięki temu że był blisko każdej akcji nie dawał się nabierać na udawanie fauli co sprawiało ,że kładzenie się na boisku po każdym zetknięciu z ciałem rywala i stracie piłki było nieopłacalne. Tym razem nawet VARiatom nie udało się nie zepsuć pozytywnej oceny pracy sędziego. Jednocześnie Sylwestrzak wykazał czujność i czułość w piętnowaniu niesportowego zachowania. Tym samym sędzia nie tylko nie przeszkadzał, ale był tym aktorem ,który sprawiał, że spotkanie oglądało się dobrze. Lecz wczoraj solistą , który wybił się na czoło i trzymał na swych barkach znakomity poziom widowiska był Josue.
5niedziela, 30, października 2022 11:48
świrekwampirek
"ten mecz powinien się zakończyć wynikiem 4:5" "kocham" takie złote myśli, jak się nie ma do czego przyczepić to się dopisuje wirtualne gole przeciwnikowiSmile zabawne że takie osoby widzą sytuacje tylko jednej strony, bo przyjmując takie ocenianie meczu powinien się co najmniej skończyć 10-4 dla Legii, no ale to nie pasuje do obrzydzaniaSmile
6niedziela, 30, października 2022 12:06
Senator
Ja jeszcze tylko nadmienię aby cieszyć się grą jak to napisał Sir Gawin trzeba być przygotowanym fizycznie . Po ostatnich meczach widać ze w końcu forma fizyczna przyszła . Wytrzymałość wybieganie nareszcie są na poziomie który pozwala zawodnikom na radość z gry .
7niedziela, 30, października 2022 13:58
iocosus
Nie mam zamiaru nikomu nic obrzydzać, subiektywnie wolę tylko w kolejnych meczach widzieć Jędzę i Augustyniaka w jedenastce zamiast Rose i Kharatina.
8niedziela, 30, października 2022 21:46
CTP
Świrek ma rację: nie ma sensu w taki sposób patrzeć na ten mecz. Jagiellonia zaczęła stwarzać sobie sytuacje dopiero, gdy na tablicy wyświetlił się wynik 1:4 (oczywiście, pomijając te pierwsze kilka minut meczu). Ot, po prostu zwykłe rozprężenie w naszych szeregach. Podejrzewam, że gdyby nie ten spalony i strzeliliby na 2:4, to mecz wyglądałby zupełnie inaczej.
Ta nasza c-lka ma chyba dużą moc sprawczą. Smile Nie tak dawno narzekałem na Josue, że przechodzi obok meczu, że gra zbyt głęboko i w ogóle ogranicza się do przerzucania piłek na wahadła, a tu proszę, jaka miła odmiana. Po ostatnim meczu narzekałem na słabiutką skuteczność, mimo dość ofensywnego ustawienia a tu bach! piątka w siatce. No to, skoro tak, to w takim przypadku poprosiłbym o komplet w pozostałych 3 meczach w tym roku (liga i PP). Smile
Moje subiektywne oceny. Trudno po takim meczu kogoś ganić, cały zespół zasłużył na duże pochwały. Na pewno Josue i Mladen zasłużyli na największe - obydwaj praktycznie wygrali nam mecz.
Kapustka - od początku przyglądam mu się z uwagą, bo w razie kontuzji/kartek Josue, to Bartek powinien w całości przejąć obowiązki Portugalczyka. Niestety, na razie nie zanosi się na powrót do wielkiej formy. O ile w środku pola trzyma poziom, o tyle w polu karnym rywala jest już znacznie gorzej. Brakuje liczb.
Carlitos - na początku meczu uderzał w dogodnej sytuacji z 16 metrów. Niestety, wysoko ponad bramką. Potem jeszcze parę razy próbował ale strzały były tak słabe, że Alomerovic nie miał z nim żadnych problemów. Starał się, dużo biegał, był bardzo pożyteczny w konstruowaniu akcji bramkowych (klepka z Josue) ale od napastnika oczekujemy przede wszystkim bramek a w tym temacie, to jest daleko od formy.
Rosołek - niewątpliwie ma swoje 5 minut i ze wszystkich sił stara się je wykorzystać. Naprawdę, z przyjemnością się patrzy jak drewniany grajek dzięki ciężkiej pracy przeistacza się w pana piłkarza. Widać, że nabrał odwagi i że dobrze się odnajduje w grze kombinacyjnej. Byłoby jeszcze lepiej, jakby popracował nad większą kontrolą piłki w polu karnym przeciwnika, bo tutaj są duże rezerwy.
Gdybym jednak miał kogoś ganić, to oprócz Rose, który znowu (który to już raz?) zgubił krycie w polu karnym, to czepiłbym się Tobiasza. W mojej ocenie, był bardzo słabo skoncentrowany w tym meczu. Dość słaba gra na przedpolu, jakiś taki elektryczny, no i zaliczył kanał. Tak chyba nie do końca przygotował się do tego meczu.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1