- Kategoria: Wokół boiska
- gawin76
Ordabasy - Legia 2-2: Ciężary
Szalenie trudny okazał się dla Legii pierwszy mecz drugiej rundy eliminacyjnej Ligi Konferencji. W odległym Szymkencie nasza drużyna musiała odrabiać dwie bramki straty. Na szczęście dzięki trafieniom Pekharta i Kramera mecz zakończył się remisem. Rewanż za tydzień w Warszawie.
Trener Runjaić nieco zmodyfikował ustawienie wyjściowe naszej drużyny, znajdując miejsce dla Çelhaki i Guala. Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Pankov, Augustyniak, Jędrzejczyk – Wszołek, Slisz, Josué, Çelhaka, Kun – Pekhart, Gual. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Szajzada - Mbodj, Małyj, Jerłanow - Auro, Tagybiergien, Makarenko, Sujumbajew - Isłamchan, Sadowskij, Umarov.
W 7. minucie po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Kuna, który uderzył celnie, ale Szajzada odbił strzał naszego wahadłowego. W 13. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Po długim wybiciu, do pozornie straconej piłki ruszył Sadowskij. Zbyt późno zareagował Pankov, źle lot piłki obliczył Tobiasz i po kuriozalnym lobie Kazachowie prowadzili 1:0. W 17. minucie po ładnej akcji Legii strzały oddali najpierw Gual, a potem Kun, niestety piłka nie znalazła drogi do bramki. W 27. minucie Gual podał prostopadle do Pekharta, Czech próbował podać zwrotnie do Guala, ale Hiszpan nie zdążył wbiec na pozycję. Za chwilę Kun nie zdołał dobrze uderzyć po dobrej akcji Wszołka. W 36. minucie Gual oddał mocny strzał z dwudziestu metrów, jednak Szajzada odbił piłkę. W 38. minucie szczęścia z dystansu spróbował Jędrzejczyk, ale spudłował. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Jędrzejczyk miał szansę po rzucie rożnym, niestety piłka chyba zaskoczyła naszego obrońcę, bo Jędrzejczyk nie zareagował w odpowiedni sposób.
Do przerwy Legia przegrywała jedną bramką. Było to irytujące czterdzieści pięć minut. Legia zmarnowała wszystkie szanse, jednocześnie niefrasobliwie tracąc bramkę.
W 48. minucie zadrżeliśmy, kiedy wybijający piłkę Slisz o mały włos zaskoczyłby Tobiasza. Niestety z ulgą mogliśmy odetchnąć tylko na chwilę, bo po rzucie rożnym zrobiło się 2:0. Głową do bramki Legii piłkę skierował Mbodj. W 55. minucie kolejny raz pod bramką gospodarzy po stałym fragmencie gry znalazł się Jędrzejczyk i znów nie zorientował się, gdy trafiła do niego piłka. Za chwilę po szybkim ataku gospodarzy mogło być 3:0, na szczęście piłka minęła naszą bramkę po strzale zmiennika Tunggyszbajewa. W 62. minucie na boisku pojawili się Elitim i Baku, którzy zmienili Çelhakę i Kuna. W 63. minucie właśnie Baku zainicjował bramkową akcję podaniem do Guala. Hiszpan wycofał piłkę na przedpole bramki, Pekhart wyprzedził obrońcę i było 2:1. W 69. minucie w dobrej okazji znalazł się Wszołek, ale chybił z kilku metrów. Gospodarze odpowiedzieli mocnym strzałem Tagybiergiena. Uderzenie było minimalnie niecelne. W 73. minucie Muçi zastąpił Guala. W 76. minucie doszło do małej szarpaniny po faulu jednego z gospodarzy na Sliszu. Po stronie legionistów żółtą kartkę ujrzał Pankov. W 82. minucie do gry weszli Kramer i Rosołek. Z boiska zeszli Pekhart i Josué. W 86. minucie Augustyniak znakomicie wypatrzył Wszołka, który ruszył prawą stroną i dojrzał uciekającego obrońcom Kramera. Słoweniec szczęśliwie uniknął spalonego i z kilku metrów dopełnił formalności. W 89. minucie jeden z gospodarzy padł na linii pola karnego Legii, jednak sędzia Jónasson nie dopatrzył się faulu. Wywołało to furię na trybunach, ale gra wkrótce została wznowiona. W doliczonym czasie gry działo się sporo. Najpierw Muçi poddał do Rosołka, ten uderzył, niestety niecelnie. Minutę później Szajzada złapał piłkę po nieudanym strzale Muçiego. Tuż potem żółtą kartkę zobaczył Jędrzejczyk, a w ostatniej akcji meczu stuprocentową sytuację na zwycięską bramkę zmarnował Kramer.
Gospodarze grali agresywnie w środkowej strefie, a po odbiorze bardzo szybko kierowali piłkę w stronę bramki Tobiasza. Trener rywali miał swój pomysł na ten mecz i trzeba przyznać, że długo wygrywał partię szachów z naszym szkoleniowcem, który chyba nie do końca trafił z personalnym zestawieniem zespołu. Plan lepszego zabezpieczenia środka pola spalił na panewce, bo Kazachowie strzelili dwie bramki z niczego. Z kolei my, na skutek obecności Çelhaki, straciliśmy zawodnika mogącego uczestniczyć w grze ofensywnej, jako że Albańczyk tradycyjnie skupia się na asekuracji i odgrywaniu piłki do najbliższego zawodnika. Dopiero zmiany odmieniły grę Legii i szkoda, że nie udało się zdobyć zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry, szans na to było aż nadto.
Nie wybrzydzajmy jednak. Wszystko rozstrzygnie się w rewanżu, do którego trzeba będzie podejść z pełną powagą i zaangażowaniem, unikając takich pomyłek jak przy pierwszej bramce dla gospodarzy. Ordabasy mają kilku dynamicznych, dobrze wyszkolonych zawodników, ale Legia bezapelacyjnie dysponuje wyższą piłkarską jakością. Trzeba to tylko udowodnić w przyszły czwartek na Łazienkowskiej.


Normalną koleją rzeczy jest ,że człowiek zanim złoży słowa to poznaje litery,zanim pójdzie na studia to musi skończyć szkołę podstawową. W piłce nożnej powinny zachodzić identyczne procesy, pod warunkiem ,że na wyższe szczeble edukacji nie przechodziliby gracze niedouczeni. Są realistyczni trenerzy , którzy stale przypominają o podstawach, o tym co jest piłkarskim elementarzem.Trener Runjaicz prze do przodu ,ale wczorajszy mecz pokazał ,że nie wolno zapominać o pryncypiach. A podstawowymi są zachowania zależne od tego czy drużyna jest w defensywie czy ofensywie. Ten kanon stwierdza,że w gospodarce przestrzenią zachowania zawodników są skrajnie odmienne, a mianowicie gdy zespół broni ( przeciwnik ma piłkę) to trzeba skracać dystans pomiędzy zawodnikami i graczami, zagęszczać pole gry, zaś kiedy my posiadamy piłkę to każdy zawodniku musi odklejać się od rywala i poszerzać wolne pola. Wczoraj generalnie nasi zawodnicy tych zasad nie respektowali ,a jeżeli już to z opóźnieniem. Upał nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem nierespektowania elementarza taktycznego.
Rywalom pragnącym wejść do dużej piłki, a więc ambitnym trzeba przeciwstawić przede wszystkim dojrzałość i być na tyle skoncentrowanym ,aby przeciwdziałać ich nieprzewidywalności. Pierwsza bramka dla rywali stanowiła zaprzeczenie tej praktycznej wiedzy.Oto bowiem bramkarz zamiast być skoncentrowanym na grze postanowił sobie pobiegać po polu karnym, a dwaj obrońcy ( Augustyniak i Jędrzejczyk) uznali ,że nie chce im się wracać. Małe doświadczenie pucharowe to zbyt małe usprawiedliwienie.
Głównym grzechem Legi był brak skuteczności czyli strzeliliśmy zbyt mało bramek w stosunku do sytuacji do ich zdobycia. W tej materii kłania się zwykły racjonalny pragmatyzm,a mianowicie ,aby zdobyć bramkę to trzeba tak strzelić ,aby w nią celnie trafić. Wielu trenerów w procesie treningowym wymagało, aby doskonalić technikę oddawania strzałów "na zmęczeniu'. Jednocześnie zakazując kombinowania czyli wymyślania jak tak strzelić,aby bramkarza oszukać. Wczoraj okazało się,że im więcej stwarzamy sytuacji strzeleckich tym procent ich wykorzystania jet niższy.
Mecz , który musi zmusić do refleksji nad szybkością rozwoju, tak, aby nie pominąć podstaw.