A+ A A-

Legia - Pogoń 0-0: Mierność

Po przerwie reprezentacyjnej do gry wróciła Ekstraklasa. Niestety, tradycyjnie tej wiosny, Legia zawiodła w lidze, tylko remisując bezbramkowo z Pogonią. Nasza drużyna zaczęła z dużym animuszem, który jednak szybko zgasł. Legia fatalnie punktuje, powoli osuwając się w kierunku środka tabeli i nadal nie potrafi pokonać drużyny z ligowej czołówki.

 

Trener Feio postawił na następujących zawodników: Tobiasz – Wszołek, Pankov, Kapuadi, Vinagre – Chodyna, Kapustka, Elitim, Morishita, Luquinhas – Gual. Goście rozpoczęli w składzie: Cojocaru – Wahlqvist, Keramitsis, Borges, Koutris – Ulvestad, Gamboa, Kurzawa – Przyborek, Koulouris, Grosicki.

W pierwszych minutach obie drużyny narzuciły wysokie tempo. W 2. minucie Gual miał szansę uprzedzić Cojocaru przed polem karnym Pogoni, ale nie zdołał trafić w piłkę i bramkarz gości zażegnał niebezpieczeństwo. W 5. minucie Cojocaru obronił strzał Morishity oddany z kilku metrów po płaskim dośrodkowaniu Chodyny. W 11. minucie Chodyna zepsuł obiecujący atak naszej drużyny nieudanym strzałem z dystansu. W kolejnych minutach kilka razy dynamicznie zaatakowali goście. W 15. minucie Tobiasz szczęśliwie interweniował po tym jak piłka w polu karnym odbiła się od Kapuadiego. W 26. minucie kolejną dobrą interwencją popisał się Cojocaru, który odbił piłkę po soczystym strzale Morishity. W 28. minucie indywidualną akcję przeprowadził Gual, jednak strzał Hiszpana stracił impet po rykoszecie. W 33. minucie Chodyna uderzył ostro z ostrego kąta. Cojocaru odbił ten strzał. W 36. minucie żółtą kartką upomniany został Kapuadi i nie zagra w kolejnym ligowym meczu. W 42. minucie dwukrotnie zrobił się gorąco pod bramką naszej drużyny. Najpierw Tobiasz odbił strzał Przyborka, a za chwilę Koulouris uderzył nad bramką.

Do przerwy było 0:0, mimo że na boisku działo się wiele i było kilka dobrych sytuacji bramkowych.

Niestety po przerwie intensywność meczu zdecydowanie spadła. Zwłaszcza legioniści zrezygnowali z prób narzucenia wysokiego tempa. W 50. minucie Ulvestad uderzył z dystansu i trafił w słupek bramki Legii. Legioniści wyszli z szybką kontrą. Wydawało się, że Chodyna minie Cojocaru i umieści piłkę w pustej bramce, ale nasz zawodnik w ostatniej chwili stracił kontrolę nad piłką. Za chwilę znów groźnie atakowała Pogoń. Goście w drugiej połowie przesunęli grę bliżej bramki Tobiasza W 62. minucie na boisku pojawili się Biczachczjan i Urbański, którzy zastąpili Chodynę i Luquinhasa. W 68. minucie Kapustka uderzył z dystansu wprawdzie celnie, lecz wprost w bramkarza gości. W 80. minucie Szkurin zmienił Guala. W 87. minucie Tobiasz zachował czujność przy strzale Koulourisa. W 90. minucie żółtą kartkę za faul ujrzał Elitim. Goście mieli rzut wolny, po którym Kurzawa uderzył w środek bramki. Tobiasz spokojnie złapał piłkę. W doliczonym czasie gry piłka krążyła w okolicy pola karnego naszej drużyny. Zrezygnowani legioniści nie wyglądali jak zespół mający jakikolwiek pomysł na pokonanie przeciwnika.

Legia ma o co grać w pucharze Polski, motywującym bodźcem jest też z pewnością dwumecz z Chelsea, czekają nas zatem jeszcze w tym sezonie prawdziwe emocje.

Tych emocji nie ma już w lidze, którą Legia przegrała fatalnym startem rundy wiosennej. Kilka ligowych zwycięstw mogłoby przynajmniej odrobinę zatrzeć fatalne wrażenie z przegranego z kretesem sezonu Ekstraklasy, niestety na takie pasmo zwycięstw raczej się nie zanosi. Druga połowa piątkowego meczu wyglądała jak sparing, w którym obie drużyny pozorują zaangażowanie, przy czym z żalem trzeba odnotować, że to Legia była drużyną pozorującą grę w sposób bardziej pozbawiony wdzięku. A może po prostu taką właśnie mamy drużynę, która nie wie już jak ma grać i jak wygrywać, bo wszystkie dotychczasowe sposoby zawiodły?

W środę jeden z najważniejszych meczów tej wiosny - wyjazd do Chorzowa na półfinał pucharu Polski z Ruchem.

Dyskusja (4)
1piątek, 28, marzec 2025 23:59
iocosus
Ten mecz pokazał na jak cienkiej nitce wisimy w Pucharze Polski jeżeli w jego finale ponownie  zagramy z Pogonią. Szanse 50/50 i jedna akcja może przesądzić o wyniku. 
Pierwsza połowa mi się podobała, jeżeli najlepszym piłkarzem drużyny przeciwnej jest jej bramkarz to nie jest źle. Przy tym graliśmy jednak na granicy ryzyka. Z opisem drugiej wypada zgodzić się z Gawinem. 
Trzeba uniknąć wtopy w chorzowskim kotle czarownic, godnie zaprezentować się z Chelsea i czekać z duszą na ramieniu na ten finał 2 maja. 

Przed Michałem Źewłakowem moc pracy. Wyśrubować cenę za Rubena Vinagre. Spróbować upchnąć gdzieś tych, którzy w Legii się nie potwierdzili i sprowadzić kogoś na miarę Ondreja Dudy, Vadisa Odjidje Ofoe, Nemanji Nikolica? No i znaleźć trenera, który sytuacje ogarnie i nowe klocki poukłada. Mission impossible?
2sobota, 29, marzec 2025 11:15
Baron
Zaskoczenia w tym meczu nie było. Zaskoczeniem w przypadku Legii, w ostatnim czasie jest to kiedy jej się uda coś wygrać.
Rekordowa pula pieniędzy na transfery, komedia ze ściągnięciem napastnika i dyrektora sportowego. Komediant i standuper na stanowisku trenera, wiecznie zaskoczony i zdziwiony prezes, do tego Legia ma podobno dział skautingu, podobno. Mityczne stawianie na młodzież pokazuje, że nawet tu się Legia wysypała, w PJS jesteśmy na 12 miejscu.
Mistrzostwa Polski nie będzie (zresztą od 2021 roku nie ma), Puchar Polski nie jest wcale taki oczywisty, Legia nawet nie wskoczy w tym sezonie na podium w lidze.
To co sie dzieje w klubie to jest żenada nie przystająca takiemu klubowi jak Legia i jej kibicom.
3sobota, 29, marzec 2025 12:40
Zbyszek
Pogoń Szczecin jest jednym z przykładów zmian właścicielskich na ligowej mapie Polski ( o innych będę pisał przy okazji spotkań z nimi).

Większościowy właściciel Pogoni firma EPA ( 85,29% akcji) od połowy 2024 roku oznajmiała wprost ,że jest gotowa sprzedać, a właściwie oddać klub w dobre ręce Smile. . Zgłosiło się kilku chętnych,ale rozmowy podjęto z Kanadyjczykiem irańskiego pochodzenia Aleksandrem Haditaghim , lecz z końcem roku zakończyły się one fiaskiem.Niespodziewanie w połowie lutego 2025 ogłoszono ,że całość udziałów prezesa Mroczka nabył Nilo Effoni reprezentujący istniejącą od stycznia 2025 roku londyńską spółkę Sport Investment LTD z kapitałem założycielskim 1000 funtów. Nilo Effori przekonywał ,że jednocześnie stoi na czele znanej brazylijskiej firmy menedżersko -prawniczej Bichar e Motto Advogados. W dniu 12.02,2025 roku Nadzwyczajny Zjazd Akcjonariuszy odwołał zarząd Pogoni i powołał na prezesa Nilo Efforiego ,a na jego zastępcę Karola Zaborowskiego. Zjazd dokonał też zmian w Radzie Nadzorczej Spółki . Ponieważ kupujący do końca lutego nie wpłacił należności za zakupiony pakiet akcji - EPO zawnioskowało do Sądu o zabezpieczenie powództwa przed wszczęciem postępowania , na co Sąd wyraził zgodę.Sprawa stała się pilna , gdyż w dniu 15.03.2025 roku upływał termin wyznaczony przez piłkarzy na uregulowanie zaległości płatniczych , po którym zagrozili złożeniem wniosków o rozwiązanie umów z winy klubu. Nie doszło do tego, bo w dniu 14.03.2025 ponownie odezwał się Alexander Haditaghi oznajmiając ,że odkupił akcje od Efforiego ( kwoty nie podał) oraz przelał na konto EPO kwotę 10 mln zł na płace piłkarzy ( pieniądze pochodziły z dodatkowej emisji akcji) . W dniu 15.03.2025 roku Rada Nadzorcza powołała na prezesa Hadigathiego , na wiceprezesa i dyrektora zarządzającego Tana Keslera (Turek z brytyjskim paszportem), przez 3 lata wiceprezesa Hull City. Do Rady Nadzorczej wrócił Jarosław Mroczek i na stanowisko Dyrektora Sportowego przywrócono Dariusza Adamczuka.
Nowy właściciele zapowiedział,że spłaci zadłużenie klubu w kwocie 58 mln zł przez kolejną emisję akcji podnoszącej równocześnie kapitał zakładowy klubu. Dopiero po tych zabiegach ma dokonać audytu , głównie kosztowego i zaplanuje budżet na sezon 2025/26, przeznaczając , jak obiecuje ,co najmniej 20 mln Euro na transfery.Jego plany to zdobycie Tytułu ( daty nie podał Smile oraz gra w LM. Hadigathi to przedsiębiorca z branży nieruchomości , który dysponuje majątkiem ok. 450 mln dolarów kanadyjskich ( ok. 1,1 mld zł).

Nawet pobieżna analiza funkcjonowania czołowych zespołów Europy pozwala na wyciągnięcie wniosków,że podstawą ich sukcesów jest wyrównany, najlepiej wysoki, poziom umiejętności i przygotowania motorycznego wszystkich zawodników zespołu. Dopiero na tym fundamencie klasą mogą imponować większe lub mniejsze indywidualności oraz możliwość elastycznej gry całej drużyny. W Legii, pod względem średniej jakości umiejętności kadry sytuacja jest zadowalająca , lecz brakuje silnych indywidualności , zarówno tych co potrafią wziąć ciężar gry i odpowiedzialności na siebie , poderwać do gonienia lub zmiany niekorzystnego wyniku, jak i tych co są sami w stanie przesądzić o wyniku spotkań. To to średniactwo sytuowało Legię w ostatnich latach poza Tytułem. Nic dziwnego ,że współodpowiedzialny za ten stan Dyrektor Jacek Zieliński pożegnał się ze stanowiskiem,ale też można było być zaskoczonym,że bardziej zaradnego Smile następcy nie udało się znaleźć. W tej sytuacji czyli z powodu braku laku w charakterze kitu po 8 latach przerwy do Legii powrócił Michał Żewłakow. Nie ukrywam ,że darzę Michała sympatią, bo to rozsądny facet ,ale też nie ukrywam ,że jestem sceptyczny co do sprostania wyzwaniom. Po rozstaniu z Legią nie poradził sobie w Zagłębiu Lubin i Motorze Lublin. W tym pierwszym pewno nie pasował do biurokratycznych układów,a w tym drugim uznano go za wzór lenia. Więc jakoś trudno mi uwierzyć ,że nagle obudzi się w nim lew, który tak zaryczy ,że klękajcie narody.Chodzi o to ,że skuteczność transferowa zależy nie od charakteru Dyrektora, ale od charakteru jego kontaktów. A Żewłakow wypadł z obiegu ,wątpić należy żeby on znanych znał, lub znani jego znali.Czyli tak jak dotychczas podstawą to rozmów transferowych będą analizy firm zewnętrznych i zgłoszenia menedżerów zawodników. Pozostałe zadania jak wprowadzanie młodzieży do I zespołu czy pomoc Feio wydają się iluzoryczne. Aczkolwiek jako doradca Żewłakow może się sprawdzić, bo chyba nie zgubił tej umiejętności trafnej oceny, który z zawodników ma nie tylko wysokie umiejętności ale i potencjał rozwojowy.Przy ryzykancie Leśnodorskim Żewłakow rozwijał skrzydła, ale pamiętamy ,że powodem jego rozstania z Mioduskim była odmienna wizja budowy i rozwoju zespołu. Michał uważał,Legia może być wielka wielkością zawodników , na co trzeba przeznaczać kapitał, a Mioduski był zwolennikiem oszczędzania, uważając,że najlepsi zarabiają za dużo i pracy od podstaw. Lecz chyba Mioduski zrozumiał ,że tylko sukcesy sportowe generują wysokie dochody i że będzie musiał przeznaczyć duże pieniądze na transfery. Do gry bowiem wchodzą z dużymi środkami nowi właściciele Pogoni i Widzewa, kapitulacji nie zgłasza właściciel Rakowa, o ofensywie transferowej mówią właściciele Lecha . Walka na polu transferowym się zaostrza i być może zaprawiony w bojach Michał Żewłakow stanie się atutem Mioduskiego . Czas pokaże.

Taktycznie Pogoń nie wymaga rozpracowania , bowiem trener Kolendowicz ustawia zespół u siebie w systemie 4-2-3-1 , a na wyjazdach 4-1-4-1. System 4-1-4-1 powszechnie uznany jest za defensywny , głównie z tego powodu,że środkowi obrońcy są nieruchawi ,a defensywny pomocnik chroni wyłącznie przestrzeń miedzy liniami pomocy i obrony. W grze ofensywnej kluczową rolę odgrywa środkowy napastnik, który musi zabezpieczać i utrzymywać posiadanie piłki.Taka gra ma pozwalać na wyjścia do przodu bocznym pomocnikom i tworzenie ustawienia 4-1-2-3. Dwaj środkowi pomocnicy mogą penetrować przestrzeń grając w pobliżu napastnika lub nawet grać z nim równolegle albo zwężać się grając blisko pivota.Jak widzieliśmy wczoraj Legia grająca także 4-1-4-1 ustawiała środkowych pomocników Kapustke i Morishitę blisko Guala , natomiast Kurzawa i Ulvestad grali blisko Gamboy.
Generalnie w tym systemie środkowi pomocnicy są odpowiedzialni za inicjowanie kontrataków i szybkich ataków . Boczni obrońcy mają zapewniać wsparcie akcjom ofensywnym , przy czym mogą w nich uczestniczyć na niskim poziomie , gdyż skrzydłowi nie rozpoczynają ataków tak wysoko jak przy innych ustawieniach. Taki podział zadań wymusza grę głównie w pionie prostopadłymi podaniami wzdłuż linii bocznych oraz dostosowanie do nich ruchu do przodu i gry w trójkącie.
Bez piłki formacja 4-1-4-1 zapewnia dużo centralnej zwartości i ochrony, a liczba graczy, osłona i równowaga sprawiają ,że przeciwnikowi trudno atakować z wykorzystaniem środka boiska. Dlatego też to ustawienie jest dobrze dostosowane do gry w niskiej i średniej strefie.Rozpoczynając od ustawienia 4-1-4-1 zespół może przejść do innej organizacji gry zapewniającej w warunkach meczowych z konkretnym rywalem większą płynność i wszechstronność gry.
Wadą systemu jest to ,że po odzyskaniu piłki nawet w średniej strefie zawodnicy rozpoczynający atak znajdują się natychmiast w obrębie presji przeciwnika co utrudnia celne podania i kombinacyjne zawiązywanie akcji zaczepnych .Ponieważ ochrona przestrzeni między obroną a pomocą opiera się na jednym zawodniku, to po stracie piłki pomocnicy muszą natychmiast zejść niżej - otwierając przestrzeń rywalom.
System ten dobrze działa pod warunkiem posiadania wysokiej klasy zawodników na kluczowych pozycjach. Pogoń , jak na naszą ligę takich posiada : jest to defensywny pomocnik Portugalczyk Gamboa ( grał m.innymi w Sportingu Braga), napastnik Grek Ethymos Koulouris ( grał w PAOK Ateny) oraz boczni pomocnicy : Grosicki i Przyborek. Dopóki oni są w formie Pogoń jest groźna dla każdego.

Wczoraj zespół Pogoni usiłował od początku grać w średniej strefie ,ale szybko został zmuszony do niskiej obrony. Z jednej strony było to korzystne dla Legii , czego nasza drużyna nie zdołała wykorzystać ,a z drugiej wytwarzało dużo wolnej przestrzeni w bocznych sektorach dla przebojowych Grosickiego i Przyborka czego ci też nie zagospodarowali.Gracze Pogoni z premedytacją grali prostopadłą piłką, rzadko prowadząc akcje w poprzek boiska. Nie chroniło ich to przed groźnymi atakami Legii ujawniającymi ,że obrona Pogoni nie jest szczelna , o czym pewno doskonale wie bramkarz Cojocaru , który ustawiał się w prześwitach i w lukach pomiędzy obrońcami, dzięki czemu wybronił 5 celnie oddanych strzałów graczy Legii.
Z początkiem II polowy Pogoń wyraźnie zaryzykowała przyśpieszając grę co by zaskoczyć Legią i zdobyć bramkę. Tego zapału starczyło im na kwadrans , bo po godzinie bronili tylko remisu, aczkolwiek w samej końcówce poderwali się do boju. Co świadczy o ich dobrym przygotowaniu motorycznym, które do tego sezonu było słabością Pogoni.Trener Kolendowicz nie dysponuje mocną ławką , więc oszczędnie gospodaruje siłami podstawowych graczy , co w perspektywie całego sezonu może być ważne. Dokonywał zmian na gorszych ,ale Legia i tego osłabienia nie potrafiła spożytkować.

Trudno zrozumieć Feio, który z uporem godnym lepszej sprawy stosuje identyczne ustawienie taktyczne jak rywal. Jeżeli chce dowieść,że też potrafi lub,że lepiej je wykorzysta to jest to infantylne , ale jeżeli chce pokazać,że ma na lustrzanych pozycjach lepszych graczy co ma zapewnić przewagę i wygranie meczu to po raz kolejny się pomylił.Taktyka to nie jest zabaweczka w piaskownicy ,ale metoda na optymalne wykorzystanie umiejętności zawodników. Tak jak wczoraj system 4-1-4-1 lepiej sprawdza się w grze obronnej ,ale przede wszystkim taki zespół jak Legia nie może dopasowywać swego ustawienia i organizacji gry pod rywala , to rywal powinien ustawiać się wobec wyzwań stawianych przez Legię.
Niestety przez całe spotkanie nasz zespół grał schematycznie , bo owszem system 4-1-4-1 jest tak skonstruowany ,aby utrudnić grę środkiem, ale takiego grania nie uniemożliwia , a nasi zawodnicy nawet nie sprawdzali siły gry środka obrony Pogoni. Z uporem ,ale bez efektów rozciągaliśmy grę na boki . głównie wykorzystując Chodynę i Wszołka, bo po drugiej stronie Luquinhas tylko statystował. Aż prosiło się ,aby przenieść grę przed pole karne i zagrywać "w uliczkę", na dobieg, za plecy obrońców, a nie tylko w poprzek i stąd dopiero do środka. W 60' Feio słusznie zdjął z boiska Brazylijczyka ,ale zamiana Chodyny na Bichachczjana osłabiła dynamikę naszych akcji.
Nasze granie przypominało bicie głową w mur z identyczny efektem końcowym .

Papierkiem lakmusowym wczorajszego sędziowania była sytuacja z 16' w której Borges popchnął i przewrócił przed polem karnym Pogoni Gula , na co sędzia Myć nie zareagował, pewnikiem dlatego,że piłka w tym czasie była przy linii bocznej.Takich incydentów było jeszcze kilka i ujawniają one systemową słabość ścisłej współpracy sędziego 'głównego " z sędzią VAR. Pokazano to dobitnie w programach Canalu pt "Sędziowie", a mianowicie sędzia VAR obserwuje to co pokazuje kamera , a kamera śledzi piłkę i w tym aspekcie współdziała z sędzią boiskowym ,zaś to co dzieje się poza polem widzenia kamery umyka. Tym samym sędziemu Myciowi słuchającemu podpowiedzi VAR takie i podobne faule umykały,a ponieważ formalnie nie podlegały obligatoryjnej ocenie VAR to umykały w ogóle. W tym systemie rola asystenta sędziego sprowadza się do sygnalizacji spalonego w sytuacjach ,w których bramka nie pada. Jednocześnie wczoraj Myć wykazał nadzwyczajną czujność w kwalifikowaniu fauli jako przerwania dobrze zapowiadających się akcji i tylko za nie ukarał 2 graczy Legii i 3 Pogoni żółtymi kartkami, choć na upartego gdyby nikogo nie ukarał - sztuka też by nie ucierpiała Smile.
W sumie Myć dużo pracy nie miał , gdyż gracze obu drużyn szanowali swoje nogi, a przez to i nogi rywali unikając ostrej gry jak diabeł święconej wody. Co też uwidaczniało niedostatki w piłkarskiej technice, gdyż nie można winy za niecelne podania , straty piłki wskutek wadliwego przyjęcia zrzucić na brutala-rywala.

Zespół Legii rozegrał wczoraj spotkanie z Pogonią poprawnie pod każdym względem , lecz było tego za ubogo na pokonanie rywala. Legii brakuje wyrazistych indywidualności i przede wszystkim klasowego organizatora gry ofensywnej.
4sobota, 29, marzec 2025 16:26
dalkub
a ja wczoraj zamiast oglądać smutek przy Ł3 obejrzałem sobie Projekt Warszawa i jestem happy, bilety oddałem kolegom i mam spokój

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1