A+ A A-

Raków - Legia 1-1: Punkt, który nie cieszy

W sobotni wieczór Legia zmierzyła się w Częstochowie z Rakowem. Mecz był zamknięty, toczył się w nerwowej atmosferze, a płynnych akcji było w nim jak na lekarstwo. Końcowy remis wywołuje niedosyt, bo Legia od dawna nie mierzyła się z tak przeciętnie dysponowanym Rakowem. Bramkę dla naszej drużyny zdobył Stojanović.

 

Skład Legii wyglądał następująco: Tobiasz – Wszołek, Piątkowski, Kapuadi, Vinagre – Szymański – Stojanović, Kapustka, Elitim, Krasniqi – Rajović. Raków rozpoczął w składzie: Trelowski – Racovițan, Arsenić, Svarnas – Tudor, Baráth, Bulat, Carlos – Brunes, Rondić, López.

W pierwszych minutach na boisku nie działo się nic godnego uwagi, w dodatku mecz był dwukrotnie zakłócony przez pirotechnikę na trybunach. W 17. doszło do nieporozumienia między Kapuadim a Vinagrem. Piłkę przejął Tudor, ruszył dynamicznie w stronę pola karnego Legii, ale sytuację uratował Piątkowski. W 25. minucie Legia była blisko objęcia prowadzenia. Rajović zgrał piłkę do Stojanovicia, który uderzył w krótki róg, jednak piłka odbiła się od słupka. Za chwilę Kapuadi minimalnie pomylił się, uderzając piłkę głową po rzucie rożnym. Legia szybko odbierała gospodarzom piłkę, trzymając Raków z dala od bramki Tobiasza, ale legioniści nie byli w stanie wykorzystać przewagi. W 40. minucie Arsenić zablokował strzał Kapustki. Minutę później Legia zdobyła bramkę. Elitim dośrodkował z linii końcowej, Stojanović uderzył z lewej nogi z szesnastego metra i było 1:0 dla Legii. W 42. minucie żółtą kartką upomniany został Szymański. W 45. minucie Wszołek nie trafił dobrze w piłkę po podaniu od Kapustki i zepsuł obiecujący atak naszej drużyny. W doliczonym czasie gry piłka trafiła Stojanovicia w rękę w polu karnym Legii. Sędzia Przybył  po analizie VAR podyktował rzut karny dla Rakowa. Do piłki podszedł López i pokonał Tobiasza. Legioniści sygnalizowali w tej sytuacji faul Arsenicia na Stojanoviciu. Zbyt gwałtowne protesty kosztowały czerwoną kartkę trenera Malarza.

Do przerwy było 1:1. Legia była lepsza, ale strata bramki do szatni skomplikowała sytuację.

W 49. minucie legioniści pogubili się w swoim polu karnym, na szczęście Carlos trafił w Vinagre’a. Minutę później strzał na bramkę Rakowa oddał Krasniqi. Trelowski odbił piłkę. W 65. minucie Stojanović ujrzał żółtą kartkę za symulowanie. W 66. minucie boisko opuścił Krasniqi, którego zastąpił Weisshaupt. W 68. minucie żółtą kartką ukarany został Kapuadi. W 74. minucie Weisshaupt dośrodkował do Rajovicia, niestety strzał naszego napastnika minął bramkę Rakowa. Po tej sytuacji Biczachczjan zastąpił Stojanovicia. W 84. minucie Vinagre uderzył niecelnie z dystansu. Minutę później zza pola karnego chybił Biczachczjan. W 87. minucie Čolak zastąpił Rajovicia. Wynik meczu nie uległ już zmianie, a poziom piłkarskiej atrakcyjności drugiej połowy był wręcz katastrofalny.

Wydawało się, że Legia była drużyną, której bardziej zależało na wygranej i która była bliżej zwycięstwa. Można było być zadowolonym z wysokiego ustawienia naszej obrony i z dobrej dyspozycji Piątkowskiego, który był w sobotę zaporą nie do przebicia. Trudno nie stawiać pytań o formę sędziego Przybyła, który w pierwszej połowie nie pozwalał choćby drasnąć zawodników Rakowa, za to postanowił nie dostrzec faulu w starciu Arsenicia ze Stojanoviciem. Trzeba jednak stwierdzić, że Legia pokazała niewiele piłkarskiej jakości w ofensywie. Nasze ataki były statyczne i schematyczne, prowadzone małą ilością zawodników i przewidywalne. Nieco dziwi w tej sytuacji, że trener Iordănescu nie skorzystał wcześniej i odważniej z zawodników rezerwowych. Zdobyliśmy punkt, ale tak naprawdę straciliśmy dwa.

W najbliższą środę Legią czeka arcyważny zaległy mecz z Jagiellonią, która w ligowej tabeli wyprzedza nas o pięć punktów.

Dyskusja (5)
1niedziela, 21, wrzesień 2025 08:31
dalkub
abstrahując od przybyła - to zawsze był beznadziejny sędzia, Legia to spierdoliła koncertowo - powinna strzelić 3 bramki do przerwy i do widzenia.
Gawin chciałby pięknych i płynnych akcji, ja chcę tego co widziałem, doskoku pressingu, odbioru na 30-40 metrze i sytuacji z tego - czekam na więcej i na skuteczność.
2niedziela, 21, wrzesień 2025 11:35
gawin76
Dalkubie, ale jedno nie wyklucza drugiego.

Rzeczywiście, nasz pressing w pierwszej połowie był doskonały, aż przecierałem oczy ze zdumienia. Świetnie przeczytany przeciwnik, drużyna ustawiona kompaktowo, obrońcy wychodzący wysoko i kasujący w zarodku praktycznie każdy atak przeciwnika.

Tylko że pressingiem nie da się grać 90 minut, nawet Barcelona tak nie da rady, to raz, dwa, Papszun zareagował, zmieniał zawodników ofensywnych, oni lepiej szukali przestrzeni, częściej i łatwiej podchodzili pod nasze pole karne, tymczasem u nas żadnej reakcji nie było, no i trzy, jest jeszcze kwestia co zrobić kiedy mamy piłkę w ataku pozycyjnym. Musi być jakiś inny pomysł niż oparcie gry o Rajovicia, to jest zbyt toporne i przewidywalne, mimo że Rajović swoją pracę wykonywał nieźle, a i Stojanović kilka razy dobrze wyczuł moment, kiedy trzeba zawęzić i podejść do napastnika.

Co do Przybyła to oczywiście jest to sędzia bardzo przeciętny, nikt w polskiej lidze raczej nie ma co do tego wątpliwości, natomiast wczoraj on przed przerwą ordynarnie gwizdał pod jedną drużynę. Aż rozdziawiłem gębę z niedowierzania przed TV kiedy bodaj Jean Carlos podstawił nogę Wszołkowi, a ten gamoń dał wolny dla Rakowa i jeszcze obsobaczył Wszołka tylko dlatego, że Carlos zaczął zwijać się z bólu. Faul na Tudorze przed karnym też naciągany, wspominał o tym Iordanescu po meczu. Karny, trzeba było naprawdę uprzeć się na tego karnego, żeby go w tej sytuacji podyktować. Za dużo błędów w jedną stronę, był niesprawiedliwy zwyczajnie, jest to oględnie mówiąc brak profesjonalizmu.
3niedziela, 21, wrzesień 2025 12:33
dalkub
Gawin

Piątkowski Rajović Krasniki Stojanović Szymański - 5 zawodników nowych w tym 4 jest w Warszawie miesiąc - ja też bym chciał ładnej gry i budowania akcji, tylko wiem że to się nie zdarzy w takim czasie.
Przybył - to jest sędzia pacan i ja to wiem, chodzi mi o to że nawet taki pacan nic by nie zrobił gdyby Legia trafiała z kilkunastu metrów do bramki a nie w przeciwnika, albo obok.
4niedziela, 21, wrzesień 2025 12:46
Zbyszek
Dziennikarze , po wygranej Legii, raczyli "zejść" z naszego klubu i swe samcze zainteresowania przenieśli na Raków ,a konkretnie na trenera Marka Papszuna. Dominujący ton komentarzy był taki,że gdyby inny trener miał taki bilans to byłby już zwolniony i upatrywali braku tej ,ich zdaniem, oczywistej decyzji w przeszłości ,a konkretnie w zasługach Papszuna dla klubu ( awanse, zdobycie Tytułu itd). Mnie zadziwia ta dezynwoltura pismactwa , które uważa ,że jest najmądrzejsze,a ci , którzy kierują klubem, podejmujący decyzje to durnie. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić ,aby pan Świerczewski kierował się sentymentami, bowiem trzeba być wyjątkowo pragmatyczny ,aby od małego punktu naprawy komputerów stworzyć firmę o przychodzie za 2024 rok ponad 3 mld zł. Owszem możemy mówić o wpływie przeszłości ,ale w innych aspektach ,a mianowicie wszyscy wiedzą,że od czasu kiedy Papszun jest trenerem Rakowa to zespół na starcie rozgrywek buksuje, pewno nie aż tak jak w tym sezonie ,ale też nigdy nie awansował do rozgrywek w Pucharach Europejskich i tak np. w ubiegłym sezonie też miał takie wpadki jak z Puszczą 1;1,z Cracovią 0;1, z Lechem 0:0, z Piastem 0:1 czy z Górnikiem 0:0.
Trzeba wreszcie przyjąć do wiadomości,że w ostatnich kilku sezonach karty w rozgrywkach ligowych rozdawał udział w Pucharach Europejskich i ten kto nie uczestniczył,albo szybko odpadał dostawał z tego tytułu premię w rozgrywkach krajowych . Dobitnie mówił o tym w ostatnim wywiadzie Dariusz Mioduski, który trafnie wskazał,że w obecnym sezonie wszystkie najmocniejsze zespoły mają równe szanse , bo wszystkie uczestniczą w LKE.Usiłują na tym skorzystać zespoły z drugiego szeregu ,ale w ostatecznym rachunku najmocniejsi powalczą o Tytuł pomiędzy sobą.
Obecnie myślenie o rzekomo niepodważalnej pozycji Marka Papszuna jest niedorzeczne , bowiem Raków zmienił swe kadrowe oblicze i przed kilku laty bez Papszuna klub pewno, by gnił pomiędzy pierwszą a drugą ligą , tak dziś kadra jest tak mocna ,że Papszun nie jest niezbędny. Przypomnijmy tylko ,że Raków pod kierunkiem Papszuna awansował przed 6 laty do Ekstraklasy i utrzymał się w niej mając w składzie wyjściowym takich graczy jak : Gliwa- Kasperkiewicz , Petraszek, Szymonowicz - Kun, Lukvicz, Schwarz, Malinowski - Szczepański, Domański - Musiolik. W obecnym Rakowie żaden z nich nie miałby miejsca w szerokiej kadrze drużyny. Wartość tamtej drużyny to ok. 20 mln zł ,a obecnego składu to ok. 170 mln zł.
We wczorajszym spotkaniu, po zachowaniu Papszuna widać było ,że zdaje sobie sprawę z tego ,że jego dalszy pobyt w Rakowie wisi na włosku.

Przy ocenie Marka Papszuna nie wolno zapominać,że jest on wieloletnim nauczycielem w-f i historii i że w pracy treningowej i postawie zawodników widać wpływ wiedzy z zakresu przygotowania atletycznego oraz koordynacji ruchowej. Woli gorzej zaczynać,aby lepiej finiszować. Zdolności koordynacyjne zależą od procesów kierowania i regulowania czynności i stanowią podstawę w nauczaniu i doskonaleniu umiejętności technicznych. Zawodnicy o niskiej koordynacji ruchowej gorzej się uczą techniki , gorzej się adaptują do zmienionych warunków w jakich muszą działać. Dobrze opanowane umiejętności mają korzystny wpływ na psychikę zawodnika, jego odwagę i kreatywność. Problematyce koordynacji ruchowej dużą uwagę przywiązuje się w Niemczech, Hiszpanii i Francji ,a podstawę rozumienia tego zagadnienia stanowią prace prof. Hirtza, który wyróżnia pięć podstawowych zdolności koordynacyjnych : czucie mięśniowe, orientacja przestrzenna, poczucie równowagi, szybkość reakcji, poczucie rytmu. Pewnikiem w przerwie zimowej poświęcę tej problematyce , która odgrywa coraz większą rolę w treningu zawodników , kolejny artykulik. W każdym razie w grze zespołów prowadzonych przez b. nauczycieli w-f jak wcześniej Lenczyka , Strejlau'a ( na AWF), a obecnie Zielińskiego i Papszuna widać wyraźnie różnicę w koordynacji ruchowej zawodników w stosunku do innych drużyn.

Styl gry zespołu Rakowa nie można określić jako antyfutbol , bowiem mieści się on w szerokiej gamie systemów gry określanych jako defensywne. Jak wiemy postęp taktyki na przestrzeni lat sprowadzał się do wzrostu liczebnego obrońców z 2 ( system tzw. klasyczny) , do 3 ( WM), do 4 oraz do 5 przy ustawieniu z 3 środkowymi obrońcami. Nie wiem w którym klubie Papszun wypróbował system z 3 obrońcami ,ale faktem jest ,że gra w nim w Rakowie od początku swej pracy w tym klubie. Przy czym jego oryginalny wkład do systemu jest taki,iż on go zdeglomerował odchodząc od typowej drugiej linii z rozgrywającym na rzecz 3 ośrodków kierowniczych w obronie czyli strefie 1/3, w drugiej linii czyli strefie 2/3 oraz w ofensywie czyli strefie 3/3. Od 4 lat funkcje kierownicze w tych strefach pełnią odpowiednio : Arsenicz.,Tudor i Ivi Lopez .To od ich formy i jakości gry zależą wyniki Rakowa.
Drugą przesłanką w ocenie sposobu gry Rakowa jest zreformowane pojmowanie włoskiego catenaccio jako systemu , który na bazie niedopuszczenia do utraty bramek wykorzystuje błędy rywali ,aby wygrywać. Marek Papszun mówi jasno,że uroda gry go nie interesuje - tylko wynik.
W okresie powojennym synonimem włoskiej piłki stało osławione catenaccio. Samo to słowo znaczy "rygiel" i odnosiło się do ściśle określonej taktyki obronnej : wykorzystania libero - czy też stopera - grającego za plecami środkowych obrońców , którzy kryli napastników indywidualnie.Pomysł wprowadzenia dodatkowego zawodnika z tyłu nieuchronnie prowadził do niedoborów w ofensywie , co owocowało mniej lub bardziej defensywną grą.
Nowoczesne ujęcie tego systemu obronnego nazywa się często "futbolem reaktywnym" w którym podstawową kwestią jest rozstrzygnięcie na czym w istocie polega bronienie ?. Czy obrońcy powinni zajmować się neutralizowaniem indywidualnych rywali czy też skupiać się na określonej strefie boiska.
Uznano ,że libero zależnie od sytuacji na boisku będzie grał albo za albo przed obrońcami. Najbardziej znanym trenerem tej nowej wersji catenaccio był Giovanni Trapattonni, którego Juventus grał 3-5-2 ( dokładnie tak jak wczoraj przez większą część meczu grał Raków. Ten styl zwany włoskim usiłował zmienić Arrigo Sachci ,ale był chwalony w Europie ,ale nie w Włoszech. Włosi bowiem tak jak Papszun wychodzili z założenia ,że jak to podsumowywał ceniony redaktor Gianni Brera cytując trenera Rocco :" Kiedy buduje się dom trzeba zacząć od fundamentów, a nie dachu.Drużny tworzy się zgodnie z zasadą ,że łatwiej jest stracić jedną bramkę mniej od rywala, niż strzelić jedną więcej. Jest to logiczne :.
W naszej Ekstraklasie ta rzekoma logika zaowocowała tym,że prawie wszystkie zespoły naśladowały system Papszuna. Pewnikiem uznali ,że ten nieznany trener sukcesy zawdzięcza nie swej wiedzy , nie swemu warsztatowi ,nie doborowi kompatybilnych zawodników - ale wyłącznie systemowi.
Tę sytuację można by opisać cytując opinię Arrigo Sacchiego o futbolu włoskim ;" Nie ma w tym graniu żadnej radości. Odnoszę wrażenie ,że włoska ( polska) piłka zrobiła krok wstecz. Panuje w niej niemal powszechny konformizm. Wszystkie zespoły grają w ten sam sposób, trudno odróżnić jedną ekipę od drugiej i ciężko dostrzec jakąkolwiek nowinkę. Choć w teorii grają one trójką obrońców, to w istocie grają piątką.".
Na szczęście zachłyśnięcie się Papszunowym "ryglowaniem" w naszej piłce mija. Oby bezpowrotnie. Tym samym pewnikiem i w nieodległym czasie i era Papszuna przeminie.

Gawin ma rację pisząc,że straciliśmy wczoraj dwa punkty. W moim przekonaniu były one efektem przeszacowania aktualnej wartości gry zespołu Rakowa przez sztab Legii. Owszem zespół Rakowa ma duży potencjał ,ale obecnie jest w tak słabej formie fizycznej i mentalnej ,tak, że nie jest w stanie tego potencjału wykorzystać.

O zespole Rakowa napisano wiele,lecz ja chcę zwrócić uwagę na widoczne zderzenie połowy "starego " Rakowa ze sprowadzonymi niezłymi zawodnikami, którzy też aspirują do roli liderów. Wczoraj ta antynomia była mało widoczna ,ale w ostatnim meczu z Górnikiem w I połowie jedni i drudzy grali głównie ze sobą.Pewno kiedyś dojdzie do zjednoczenia na bazie nowego układu hierarchicznego ,ale nie nastąpiło to wczoraj . Trener Papszun wiedząc doskonale ,że Legii nie wolno oddać pola gry nastawił swych zawodników bojowo ,co by grali wysoką strefą z elementami gegenpressingu, lecz animuszu starczyło im na 90 sekund . Papszun na linii wychodził z siebie, pokrzykiwał, gestykulował ,ale nic nie wskórał. Nie przesadza się starych drzew Smile. Zawodnicy Rakowa, albo wiedzieli lepiej ,albo nie byli w stanie realizować założeń. O ile jeszcze zespół Rakowa jako tako prezentował się w defensywie ,to w ataku nie był w stanie wymienić kilku celnych podań. Nie dlatego ,że zawodnicy Legii siedzieli na nich i albo odbierali ,albo przechwytywali podania ,ale dlatego ,że ich zagrania nie trafiały do adresata.Wydawało się gra z Legią wpłynie na graczy Rakowa dopingująco ,ale tak się nie stało , bo grali oni apatycznie i chyba takim lelum polelum uśpili naszych zawodników. Największą aktywność gracze Rakowa wykazywali padając na murawę po każdym kontakcie z zawodnikiem Legii, a czynili to nałogowo, bo Przybył widział nieistniejące faule. W miarę upływu czasu zespół Rakowa oddawał coraz więcej pola Legii, nie dlatego ,żeby uwalniać przestrzeń do ataku ,ale z bezsiły. Trener Papszun zmieniał zawodników, w tym już po 10 minutach II połowy za usposobionego defensywnie Carlosa Silvę wprowadził ofensywnego Amorima ,ale boiskowa sytuacja zmianie nie uległa.
W sumie Raków był zadowolony z remisu i szczęścia w ryzykownych akcjach nie szukał.

Trener Iordanescu jest ewidentnym zwolennikiem metody pedagogicznej ( system kar i nagród) a nie psychologicznej ( oddziaływanie gradacyjne) , bo wbrew temu co głosi ,że każdy zawodnik jest ważny to po poważnym błędzie odstawia delikwenta od składu jak np. Chodynę, Pankova,Szkurina, Alfarelę i czasowo Biczachczjana. Iordanescu zamiast podania ręki - kopie w dupę.
Ta metoda może być skuteczna do czasu aż ilość odstawionych będzie znacząco mniejsza od tych nieodstawionych Smile.
Nasz zespół od początku zapraszał rywali na własną połowę,aby szybką, długą piłką przenieść ciężar gry pod ich pole karne . Problem w tym,że zawodnicy Rakowa z zaproszenia nie korzystali Smile, mimo ,iż trener Papszun swoich graczy to tego wejścia gorąca zachęcał.
Zespół Legii bez własnego wkładu wchodził w atak pozycyjny ,ale zbyt małymi siłami . Chyba trener Iordansescu zbytnio przejął się renomą i potencjałem Rakowa , gdyż owszem atakowaliśmy ,ale ostrożnie przy pełnym zabezpieczeniu tyłów. Za mało było w naszej grze elementów ryzyka i za mało naszych graczy było przed piłką. Więc owszem wielokrotnie znaleźliśmy się w rejonie pola karnego rywali,ale nie było wyboru do kogo zagrać do przodu,a w tym czasie zespół Rakowa odbudowywał ustawienie. Natomiast w obronie graliśmy nerwowo i każdy atak Rakowian wywoływał w naszym obozie panikę.
Widząc tę nieporadność trener Iordanescu reagował ,ale moim zdaniem zbyt nerwowo czym zawodnikom nie pomagał.
W II połowie nadal graliśmy pasywnie , ograniczając się do brania tego co przeciwnik nam dawał.
W tej sytuacji trener powinien dokonać kilku zmian w ofensywie ,ale chyba też bardziej bał się przegrać, niż chciał wygrać.

Dobra passa sędziów w meczach Legii wczoraj się skończyła i to z trzaskiem i wrzaskiem.A zaczęło się już w 18 ' kiedy to Wszołek nie faulował Carlosa Silvę, gdyż czysto odebrał mu piłkę ,a ten widząc stratę rzucił się na ziemię jak by Wszołek połamał mu nogi.Pewno Przybył rozważał ,że albo nie było faulu i nie ma rzutu wolnego ,a jak był faul to Wszołek musiał obejrzeć żółty kartonik. Podobnie w 36' Wszołek ponownie nie faulował Silvy , tak jak Kapuadi w 23' nie faulował Rondicza, i w 43' nie sfaulował Tudora.
Lecz rażący popis stronniczości dał Przybył w 48' dyktując rzut karny dla Rakowa po zagraniu piłki ręką przez Stajanovicza. Sytuacja wydawała się zupełnie czytelna, bo owszem Stojanovicz dotknął piłki ręką, ale rozłożył ręce ratując się przed upadkiem po popchnięciu przez Arsenicza. Przybył mógł uznać ,że Arsenicz sfaulował Stojanovicza w czym błędu by nie popełnił,ale nie mógł nie dostrzec związku przyczynowego pomiędzy rozłożeniem rąk Stojanovicza ,a atakiem na niego . Ponieważ wynik po niesłusznie podyktowanym rzucie karnym nie uległ zmianie to trzeba stwierdzić ,że Przybył wynik wczorajszego spotkania wypaczył.
Inną kwestią jest niedochowanie dyscypliny taktycznej przez Stojanovicza,którego w polu karnym Legii nie powinno być, bo to nie on odpowiadał za krycie Arsenicza czy Baratha, z którymi doszło do starcia.
Trener Iordanescu słusznie protestował za co dostał żółtą kartkę , co na złe mu nie wyszło, gdyż w II połowie emocje powściągnął.
Przybył okazał się mściwym i pamiętliwym człowieczkiem , bo protestującego wcześniej Stojanovicza ukarał w 63 ' żółtą kartką za rzekomą próbę wymuszenia rzutu wolnego. Pewno w tej akcji Svarnas nie sfaulował Stojanowvicza ,ale wytrącił go z rytmu biegu i upadek był naturalny. Przy czym Stojanowicz, ani gestami ,ani słownie nie domagał się podyktowania wolnego. Po tym incydencie trener Iordanescu powinien natychmiast zmienić Stojanovicza ,a nie po kilku minutach, bo mądrzy ludzie wariatom z gwizdkiem ustępują Smile.
W 85 ' Makuch z premedytacją kopnął kolanem Szymańskiego w okolice nerek ,a Przybył udał ,że nie widzi incydentu.
To nie pierwszy raz kiedy Przybył po podjęciu nieoczywistej decyzji , w której każdy wybór jest zły, nie potrafi wrócić do normy i brnie w błądzenie coraz głębiej pewno marząc,a by ta męczarnia jak najszybciej się skończyła.

Oglądałem poprzedni mecz Rakowa z Górnikiem w którym w I połowie, podobnie jak wczoraj Legia, zdobył bramkę wykorzystując słabą postawę zespołu rywali. Lecz Zabrzanie wykazali dojrzałość i grając spokojnie , bezpiecznie dowieźli wygrywający wynik do końcowego gwizdka.Jest coś niepokojącego w tym ,że słabszy od nas personalnie Górnik potrafi zrobić to, czego silniejsza teoretycznie Legia nie potrafiła.
5poniedziałek, 22, wrzesień 2025 09:32
Zbyszek
Z jednej strony cieszy mnie ,że po raz enty, udaje mi się trafnie dokonać samodzielnie analizy zasadności lub bezzasadności podjęcia konkretnej decyzji przez sędziego w sytuacji spornej. Spornej w tym sensie ,że arbiter podejmuje decyzję sprzeczną z przepisami i sytuacją faktyczną. Jako prawnik pisałem o tym,że wina jest tym łącznikiem pomiędzy przyczyną i skutkiem i musi pomiędzy nimi istnieć nierozerwalny związek.Pan Lyczmański ( ekspert Canal +) ujął ten związek tak ,że musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: czy piłka szukała ręki czy ręka piłki i czy doszłoby do kontaktu ręki z piłką Stojanovicza, gdyby nie był popchnięty przez Arsenicza przy współudziale Baratha. W sposób oczywisty by nie doszło.Czyli o przewinieniu Stojanovicza mowy być nie może.
Z drugiej strony trzeba się zastanowić co sprawiło,że doświadczony sędzia doznał ślepoty i zaćmienia umysłowego i czy ten stan pozwala mu dalej wypaczać wyniki spotkań .

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1